Etykiety

12.31.2012

Słownik chińsko-polski


Kolejny rok będzie dla mnie owocny w języki azjatyckie. Zajęcia z chińskiego już "zaklepane" i z determinacją i wytrwałością zamierzam spełnić wszystkie językowe postanowienia na 2013 rok.

Słownik chińsko-polski ukazał się niedawno nakładem Wydawnictwa Edgard. Nie znam zbyt wielu słowników pomocnych przy nauce języka chińskiego innych wydawnictw, dlatego z niemałą ciekawością zapoznawałam się z tą publikacją. Przede wszystkim jest to format kieszonkowy, aczkolwiek wydany w twardej oprawie. Przyzwyczaiłam się do opasłych słowników formatu A4, dlatego pomysł wydania słownika w zminiaturyzowanej formie był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy zabrać go ze sobą na zajęcia i w pełni z niego korzystać.

Dla początkujących, takich jak ja, autorzy opracowali hasła, porządkując je nie tylko w formie znaków, ale i  w transkrypcji pinyin. W początkowej fazie nauki jest to tym bardziej ważne, ponieważ większość nauczycieli języka chińskiego kładzie nacisk właśnie na poprawną wymowę, zapis w transkrypcji pinyin i naukę znaków jedynie podstawowych słówek i zwrotów.

Uważam, że słownik będzie idealny dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z językiem chińskim oraz dla początkujących. Ciekawym dodatkiem znajdującym się w słowniku są wskazówki gramatyczne na początku publikacji. Omawiają one zasady poprawnej wymowy oraz sposób w jaki należy najefektywniej korzystać ze słownika.

Polecam! Warto postawić na orientalne języki.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edgard 

12.29.2012

"Dziennik diety" praca zbiorowa


Jestem pewna, że większość kobiet tuż przed rozpoczęciem nowego roku, spisuje skrupulatnie swoje postanowienia. Założę się, że na liście znajdzie się punkt "odchudzanie". Również na mojej liście noworocznych postanowień znajduje się zdanie "Schudnąć 4 kilogramy". Poprzedni rok był dla mnie bardzo owocny i od maja schudłam już 10 kilogramów i oczywiście, mam apetyt na więcej.

Z pomocą przyszedł mi kalendarzo-poradnik wydany niedawno przez Wydawnictwo Helion. Autorki książki na co dzień pracują w poradni dietetycznej w Warszawie. Ich celem jest przede wszystkim nauczenie kobiet zasad zdrowego żywienia, racjonalnego doboru produktów spożywczych oraz aktywności fizycznej.


Poradnik wydany jest przepięknie, jest kolorowy, ma przemyślany i niezwykle użyteczny układ, z całą pewnością zachęca do odchudzania. Książka podzielona jest na 5 zakładek:


  • Wstęp, w którym autorki uczą nas obliczać swoje BMI, PPM, CPM, obwód talii oraz dzienną ilość kalorii, które należy spożyć aby chudnąć 0,5kg lub 1kg tygodniowo. Zdrowiej jest chudnąć wolniej, aby nasz metabolizm nie oszalał i nie zafundował nam efektu jo-jo. W tym rozdziale dowiemy się także jak prawidłowo wypełniać dziennik i jak unikać podstawowych błędów.


  • I miesiąc- III miesiąc, bo właśnie 3 miesiące trwać będzie nauka nowego stylu życia i zmiana nawyków żywieniowych. Każdy dzień to osobna strona, na której dokładnie i skrupulatnie opisujemy co i o jakiej porze zjedliśmy, skalę głodu, a pod koniec dnia podsumowujemy ile porcji warzyw, nabiału, płynów, owoców itp dostarczyliśmy do organizmu i czy mieści się to w przyjętych normach. Dodatkowo na każdej stronie znajduje się ciekawostka na temat produktów spożywczych i prostych trików, które pomogą nam znaleźć smakowite zamienniki niezdrowych potraw. Pod koniec każdego tygodnia odnotowujemy postępy naszej diety.

  • Dodatki. W tej zakładce znajduje się miejsce na nowe przepisy kulinarne, lista polecanych produktów wraz z cennymi wskazówkami oraz wykresy, dzięki którym łatwo obserwować można postępy odchudzania. W tym rozdziale dostrzegłam tylko jeden minus, bardzo indywidualny, ale znacznie utrudni mi to pracę z wykresami. Wykres zaczyna się od 120 kilogramów i kończy na 50. Tym samym, nie sprawdzi się dla osób, ważących mniej niż 50 kilogramów. Na dziś ważę 47 kilogramów, co przy moim wzroście wcale nie jest małym wynikiem, a mój cel to 43 kilogramy (BMI nadal będzie w normie).

Poradnik jest po prostu świetny! Nie dość, że bardzo kolorowy, to podręczny i praktyczny. Jestem pewna, że zmotywuje niejedną kobietę. Autorki przekonują, że książka z powodzeniem, może przysłużyć się mężczyznom. Troszkę bym tutaj polemizowała ze względu na typowo kobiecą grafikę i kolory. Gdyby poradnik wydany był także w "wersji męskiej" w stonowanych kolorach i innej okładce, zyskał by uwagę niejednego pana.


Do książki można zajrzeć tutaj

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Helion

12.24.2012

"Niemy strach" Graham Masterton


Już dawno słyszałam o Mastertonie jako o wspaniałym pisarzu powieści sensacyjnych, trzymających w napięciu i mrożących krew w żyłach.  Mąż również rozpływał się na samo wspomnienie jego pierwszego horroru zatytułowanego "Manitou", który doczekał się ekranizacji. Dlatego przed przystąpieniem do czytania byłam przygotowana na solidną dawkę dobrej lektury, która nie da mi spokojnie zasnąć. Ku memu wielkiemu rozczarowaniu, książka okazała się bardzo przeciętna i bardzo przewidywalna.

Holly Summers jest wdową, matką 8-letniej dziewczynki, a przede wszystkim osobą niesłyszącą, która dzięki swej niezwykłej umiejętności czytania z ruchu warg, zajmuje się zawodowo śledzeniem przestępców. Kobieta cieszy się wielkim zaufaniem i uważana jest za jednego z najlepszych ekspertów. Praca dla policji wydaje się być dla Holly powołaniem. Jednak podczas jednej z operacji śledczych, oskarżony rzuca na kobietę zły urok - przekleństwo Kruka. Od tego momentu wszystko co dzieję się w życiu Holly okazuje się lawiną nieszczęść, koszmarów i niebezpieczeństw.

Niestety, powieść jest bardzo sztampowa. Nie można jednak zarzucić autorowi braku pomysłu na fabułę. Z początku wszystko zapowiada się bardzo obiecująco, po czym niepotrzebnie pojawiają się wątki molestowanych dzieci, co nijak się ma do sprawy głównej. Miałam wrażenie, że pisarz męczył się z pisaniem okrutnie, bądź też goniły go terminy. Fabuła jest niedopracowana, nieco "pourywana" i mogłaby być poprowadzona nieco inaczej. Brakowało mi dreszczyku emocji. Książka jest bardzo krótka, niczym dłuższe opowiadanie. Autor spokojnie mógł przedłużyć ją o 100 stron, pisząc nieco więcej o postaci Holly i jej niebywałym darze.

Rażące było dla mnie nadużywanie słowa "głucha". Nie wiem czy jest to wina tłumacza i po prostu słówko "deaf" zostało przetłumaczone zbyt dosłownie. Słowo głuchy/głucha zawsze kojarzy mi się z brakiem szacunku dla ludzi niesłyszących. Jednak jest to moje osobiste odczucie.

Na plus zaliczam ostatnią stronę powieści i sposób w jaki pisarz zakończył całą sprawę. Przyznaje, że było to mocne zakończenie w stylu naprawdę genialnego dreszczowca. Szkoda, tylko, że środek powieści nie został dopracowany, bo "Niemy strach" mógł stać się kawałkiem bardzo porządnego thrillera.

Za egzemplarz bardzo dziękuję portalowi Webook, na którym także ukazała się moja recenzja.

12.21.2012

"Rozmówki polsko-angielskie" Agata Wawryniuk



Kiedy człowiek jest młody, wszystko wydaje mu się proste i osiągalne. Każde marzenie jest w zasięgu ręki i nie ma rzeczy niemożliwych. Autorka i zarówno główna bohaterka komiksu - Agata Wawryniuk- mając zaledwie 20 lat postanawia wraz z małą grupką przyjaciół wyjechać do Anglii w celach zarobkowych. Początkowo nic nie jest w stanie ochłodzić jej zapału, jednakże nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie będzie przypominało to sielanki.


Szybko okazuje się, że Polacy nie są postrzegani przez pracodawców jako wyjątkowo pracowici i uczciwi, co daje się odczuć niemal na każdym kroku. To, plus problemy mieszkaniowe oraz powoli kończące się pieniądze, sprawiają, że młoda dziewczyna podejmuje się pracy w fabryce, która (najłagodniej mówiąc) nie daje żadnych szans rozwoju.

Agata Wawryniuk jest dzisiaj wziętym grafikiem, a jej wspomnienia zostały uwiecznione w formie komisko-pamiętnika, o bardzo nietypowej i oryginalnej kresce. Historia dziewczyny nie nastraja pozytywnie i zdaje się być bardzo realnym i okrutnym zapisem zapewne niejednego Polaka, który zdecydował się na emigrację w celach zarobkowych. Czas wakacyjny nie powinien przecież kojarzyć się z wiecznym upokorzeniem, problemami i zwyczajnym pechem.

Relacje autorki przemówiły do mnie tym bardziej, że jesteśmy dokładnie w tym samym wieku i zazdroszczę jej ogromnej odwagi i determinacji, jaką wykazała się podczas tak trudnego dla niej okresu życia. Ważna lekcja dla przyszłych emigrantów.

Komiks został wydany nakładem Wydawnictwa Kultura Gniewu

12.17.2012

"Angielski Testy gramatyczno-leksykalne dla zaawansowanych"

Długo marzyłam o tej pozycji i wreszcie się doczekałam. Testy gramatyczno-leksykalne dla zaawansowanych (poziom C1-C2) sprawdzają przede wszystkim znajomość gramatyki (m.in passive voice, modal verbs, perfect infinitive czy inversion), a w drugiej kolejności leksykę.

"Angielski Testy gramatyczno-leksykalne dla zaawansowanych" zawiera 200 ćwiczeń wraz z kluczem odpowiedzi, znajdującym się na końcu książki.  Co ważne teorię należy przyswoić sobie wcześniej, ponieważ książka jej nie omawia. Jest zatem idealna do podsumowań i treningu przed ważnymi egzaminami na studiach, przed rozszerzoną maturą oraz przy podejściu do egzaminu na certyfikat CAE oraz CPE.

Z ogromnym zapałem i niemałą determinacją rozwiązywałam kolejne testy i z miesiąca na miesiąc widzę coraz większe postępy. Ci, którzy uczą się gramatyki języka angielskiego od kilku lat, dobrze wiedzą, że wcale nie jest taka prosta, a wyjątki mnożą się na każdym kroku. Warto więc sięgnąć po pracę specjalistów i całkowicie zaufać im w kwestii doboru ćwiczeń.

Jestem ogromnie zadowolona z faktu posiadania tej książki oraz tego, że wydawnictwo Edgard zaczęło od jakiegoś czasu wydawać podręczniki do nauki języka angielskiego na poziomie C1 i C2. Po cichu liczę na książkę, która w całości przygotowywała by samouka do egzaminu CAE/CPE. Takowa pozycja znajduje się w ofercie wydawnictwa jedynie na poziome First Certificate. Mam nadzieję, że niebawem to się zmieni.

Do książki można zajrzeć tutaj

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edgard

12.06.2012

"Zima w Siedlisku" Janusz Majewski


Przed przystąpieniem do czytania tej książki, długo wpatrywałam się w urokliwą okładkę. Bujany fotel, ośnieżony krajobraz wsi. Samotność? Zima życia? Ból po utracie najbliższej osoby? Tak, właśnie o tym jest ta książka. Kontynuacja "Siedliska" niesie za sobą nieco inne przesłanie, zastanawia czytelnika i wprowadza pewien rodzaj niepokoju.

Marianna pogrążona jest w żałobie. Umiera Krzysztof, jej mąż, jej druga połowa. Kobieta na swój sposób przeżywa jego odejście. Potrzebuje czasu, aby wewnętrznie pożegnać się z miłością swego życia. Dzięki przestrzeni jaką daje jej samotność, ma okazje do poukładania własnych myśli i wspomnień o latach minionych.  Tak mijają godziny, tygodnie i miesiące.

Jednak nie tylko nad głową Marianny zawisły ciemne chmury. Również w życiu jej najbliższych nie dzieje się najlepiej. Świat zaczyna się komplikować z dnia na dzień coraz bardziej, niejako odzwierciedlając aurę panującą za oknami. I tak jak po zimie, przychodzi odwilż i wiosna, tak jak w życiu naszych bohaterów z czasem wschodzi słońce.

Książka jest pełna niespodzianek. Nie jestem w stanie dokonać dokładnych kalkulacji czy częściej towarzyszył mi uśmiech czy smutek. Odczuwam tego i tego po trochu. To co wzbudziło moją czujność i podziw dla autora, to dokładne prześwietlenie psychiki kobiety. Jakim czujnym i bacznym obserwatorem musi być pan Majewski, aby tak precyzyjnie opisać wszystkie etapy radzenia sobie kobiety z utratą męża. Zdałam sobie sprawę, że autor nie jedno w życiu przeszedł i przede wszystkim jest uważnym słuchaczem, cechującym się szóstym zmysłem w sprawach kobiecych.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Marginesy

12.05.2012

"Iggy Pop. Upadki, wzloty i odloty legendarnego punkowca" Paul Trynka


"Gdy Iggy burzył wszelkie granice między pierwotnym szaleństwem a ideą czystej sztuki, Marilyn Manson bawił się jeszcze w pampersach swoim siusiakiem.” 

Przyznam szczerze, że Iggy Pop to zdecydowanie jedna z najbardziej złożonych i pełnych sprzeczności osobowości o jakiej dane mi było przeczytać. Dzisiaj ten 65-letni artysta uznawany jest za jednego z najbardziej kontrowersyjnych postaci świata rozrywki. Co ukształtowało jego osobowość? Kim tak naprawdę jest James Newell Osterberg?

 To zaskakujące jaką przeszłością może pochwalić się artysta, który w najbardziej czarnych momentach swojego istnienia balansował na granicy życia i śmierci. Kiedy James był chłopcem wróżono mu karierę naukową i polityczną. Okazuje się, że muzyk był jednym z najpilniejszych uczniów, dla których nauka była priorytetem. Również wśród rówieśników uchodził za uczynnego, sympatycznego i cichego (!) chłopaka z ubogiej dzielnicy przyczep.

Nie do końca wiadomo jak z prymusa chłopak stał się hałaśliwym, ogarniętym pasją i skłonnym do używek rockmanem. Jego późniejsze życie przypomina historię wielu sławnych i lubianych muzyków. Narkotyki w ilościach zatrważających, hektolitry alkoholu i niekończąca się zabawa. Jednym problemem były kończące się pieniądze, których brak niejednokrotnie doprowadzał artystę na skraj załamania. Iggy nie był by jednak sobą, gdyby poddał się pół drogi. Nawet z najbardziej beznadziejnej sytuacji potrafił wybrnąć z podniesionym czołem i dalej podbijał świat muzyki.

Paul Trynka opisał Iggy'ego w sposób szczególny. Nie szczędził słów krytyki, czy też ironii oraz czarnego humoru. Jego styl nie potrafię porównać do nikogo innego. Biografia napisana jest z niezwykłą lekkością oraz całkowicie "na luzie". Oprócz wzlotów i upadków samego artysty, mamy okazję poznać historię innych muzyków jak David Bowie. W tekst wplecione są wypowiedzi przyjaciół i ludzi, którzy towarzyszyli Iggy'emu na co dzień i zderzali się z jego skomplikowana osobowością. Autor poświęca lwią część książki na dokładny opis skandali, których nie brakowało i dzięki którym biografię czyta się z wypiekami na policzkach.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu SQN

11.26.2012

"Siedlisko" Janusz Majewski


Kiedy w wieku 23 lat wychodziłam za mąż, byłam wielokrotnie pytana czy zdaje sobie sprawę z powagi tej decyzji. Obcy ludzie starali się uświadomić mi, że życie u boku męża po grób nie zawsze może wiązać się z sielanką. Rozwodzili się na temat przeszkód jakie czyhać będą gdzieś po drodze, nieporozumień, konfliktów no i oczywiście na temat tego, że na stare lata zostanie nam już tylko rutyna i przywiązanie, a miłość odfrunie gdzieś daleko. Czy życie musi tak wyglądać? Czy to jakaś złota zasada długoletniego małżeństwa?

Książka "Siedlisko" opowiada o małżeństwie z ponad 30-letnim stażem. Marianna i Krzysztof na pozór wydają się zupełnie różni. On jest naukowcem, który przez całe swoje życie oddany był pracy naukowej. Jest to typ mężczyzny, który nie nadaje się do życia w pojedynkę. Jest bowiem troszkę nieporadny, zagubiony i nieco introwertyczny. Ona to romantyczna dusza, artystka, obdarzona uroczym temperamentem, zaradna i roześmiana kobieta. Para wiedzie spokojnie życie w Warszawie, do czasu, kiedy dowiadują się o odziedziczeniu malowniczo położonej posiadłości na Mazurach.

Nie trudno się domyślić, iż ten fakt, zupełnie komplikuje im życie. Postanawiają porzucić dotychczasowe mieszkanie, zostawić za sobą zgiełk, zapach spalin, ogromne wieżowce i bezustanny pęd. Mazury zachwycają ich swym pięknem a miejscowość do której się przeprowadzają - dziewiczością i spokojem. Jednak aby spełniły się ich marzenia o spokojnej starości, zmuszeni są stawić czoła nieoczekiwanym przeszkodom oraz niespodziewanym gościom.

Bohaterowie książki Janusza Majewskiego to postaci niezwykle rzeczywiste. Nie składają się bowiem z samym zalet i głównie dlatego wydają się nam bardziej ludzcy. Opis wiejskich krajobrazów sprawia, że zupełnie zapomniałam o zbliżającej się zimie i wracałam myślami do wydarzeń z wakacji. Po przeczytaniu książki dowiedziałam się, że powstał serial o tym samym tytule, więc niewykluczone, że niebawem zapoznam się także i z nim.

We mnie również istnieje potrzeba odpoczynku w bardziej romantycznych okolicznościach przyrody niż codzienny chaos wielkiego miasta. Jestem pewna, że gdybym przeprowadziła się na wieś i zaczęła wieść prostsze, spokojniejsze i bardziej sielskie życie, byłabym szczęśliwsza. Póki co niestety jest to niemożliwe. Dlatego czytając "Siedlisko" miałam przed oczami również wizję swojego idealnego życia gdzieś na uroczej wsi. Polecam Wam tę lekturę, jeżeli lubicie historie o nieśpiesznej, wypełnionej wzruszeniami i małymi chwilami grozy egzystencji gdzieś w zapomnianych zakątkach Polski.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Marginesy

11.25.2012

"Berlin. Miasto kamieni" oraz "Berlin. Miasto dymu" Jason Lutes


Nie da się ukryć, że komiks autorstwa Jasona Lutesa jest jednym z tych, które można uznać za rodzaj sztuki, arcydzieło. Komiks powstawał aż 10 lat. W Polsce pierwszy tom miał swoją premierę w 2008 roku, natomiast drugi ukazał się rok temu nakładem Wydawnictwa Kultura Gniewu.



Pierwszy tom „Berlin. Miasto kamieni” zaczyna się od wydarzeń mających miejsce we wrześniu 1928 roku. Autor ukazuje nam sytuację polityczną kraju, ogarniętego chaosem po niedawno skończonej wojnie. W powietrzu wisi pewnego rodzaju napięcie, które nie wróży niczego dobrego. Atmosfera zagęszcza się, kiedy do głosu dochodzą nacjonaliści. Jednak Berlin nie żyje wyłącznie polityką. Berlin to także miasto, w którym na pierwszy plan wysuwają się przeciętni bohaterowie, stawiający czoła codziennym problemom. Poznajemy studentkę sztuk pięknych, ambitnego dziennikarza oraz wielodzietną rodzinę, która z dnia na dzień zostaje pozbawiona źródła dochodu. Każdy z tych bohaterów uwikłany zostaje (chcąc, nie chcąc) w dramaty i tragedie, rozgrywające się każdego dnia na zatłoczonych ulicach. Przychodzi im zmierzyć się nie tylko z własnymi słabościami, a może i przede wszystkim z uciśnieniem i śmiercią.



Drugi tom „Berlin. Miasto dymu”jest kontynuacją losów bohaterów poznanych w tomie pierwszym. Tym razem jednak zmienia się nieco tło polityczne i coraz częściej mówi się o wybuchu kolejnej wojny. Mimo czyhającego „za ścianą” niebezpieczeństwa, Lutes postanawia ukazać Berlin z innej strony, niż miało to miejsce w poprzednim tomie. Poznajemy Berlin obfitujący w nocne rozrywki, koncerty, suto zakrapiane bale, ciekawe kluby dla młodych oraz pokusy jakimi uwodził spragnionych wolności obywateli. Obserwujemy jak przełamują się powszechnie panujące tabu, do głosu dochodzą odmienności seksualne i rozmaite dewiacje. Ten tom znacznie różni się atmosferą od pierwszego, przepełnionego krwią i agresją.

Na uwagę zasługuje bardzo dokładna kreska. Nie dziwię się, że tworzenie komiksu zajęło autorowi tak dużo czasu. Na każdym planie widać wręcz obsesyjną dbałość o szczegóły, profesjonalne podejście do tematu i estetykę. Na pierwszy rzut oka widać, ile pracy i wysiłku włożył w swoje dzieło Jason Lutes.



Nie wiem na kiedy planowane jest wydanie trzeciej części komiksu, jednak jestem pewna, że takowy z pewnością niedługo zagości na półkach naszych księgarń. Na dobre wsiąkłam w atmosferę komiksu i z niecierpliwością czekam na kolejny tom. Zakończenie pierwszego, jak i drugiego trzyma czytelnika w niepewności i bywa nieznośne.

Proszę, nie przekreślajcie komiksów. Wiem, że większości kojarzy się z durnowatymi mangami lub opowiastkami o latających smokach i innych dziwadłach i bardzo trudno zmienić to przekonanie. Na własnej skórze doświadczam emocji, jakie niesie ze sobą naprawdę dobry komiks. Czytanie komiksów jest ucztą dla nieomal wszystkich zmysłów (wszystkich jeżeli jednocześnie popijać będziemy aromatyczną herbatkę). Spróbujcie zapoznać się bliżej z tą formą przekazu treści, a zobaczycie, że mam rację.

11.24.2012

"Freddie Mercury. Biografia legendy" Lesley-Ann Jones


Dokładnie 21 lat temu, 24 listopada 1991 roku w swoim domu w Londynie, po wielu miesiącach ciężkiej choroby umiera Freddie Mercury - legenda muzyki rockowej. Jego nagła śmierć wstrząsa milionami fanów na całym świecie, którzy od dawna zaniepokojeni byli wyglądem swojego idola. Jednak Freddie nagrywał i tworzył do samego końca. W momencie, kiedy choroba odbierała mu siły i głos, wyczerpany i doprowadzony do granic ludzkiej wytrzymałości, nagrywa najpiękniejsze i najsmutniejsze piosenki w swoim życiu ("Mother love" czy "The show must go on").

Jakieś 2 lata temu opublikowałam tutaj tekst opisujący biografię Freddiego autorstwa Lesley-Ann Jones i bardzo narzekałam, że nakład został wyczerpany i ubolewam okrutnie z tego powodu. Otóż w tym roku Wydawnictwo Dolnośląskie wypuściło na rynek pięknie wydaną, bogato ilustrowaną, historię małego chłopca urodzonego na dalekim Zanzibarze, który stał się ikoną, jeszcze za życia.

Ten, kto nigdy nie interesował się życiem i twórczością wokalisty zespołu Queen, ma przed sobą długie godziny czytania i nadrabiania. Czytałam wiele biografii Freddiego i całego zespołu Queen, jednak ta publikacja zasługuje na szczególną uwagę. Lesley-Ann Jones nie bała się opisać kontrowersyjnych i mało chlubnych dla samego artysty historii. Ze sporym jednak dystansem podeszła do seksualności frontmana. Mało osób wie bowiem, że Freddie mimo nieukrywanego i bardzo aktywnego homoseksualizmu, przed całe swoje życie kochał jedną kobietę, której zapisał w spadku znaczą część majątku wraz z posiadłością w Londynie. Nie chce zdradzać Wam więcej szczegółów, bo odebrałabym radość z lektury.

To, co różni biografię dziennikarki od innych dostępnych na naszym rynku, to...szczerość. Autorka starała się ukazać Freddiego, dokładnie takim jaki był, niczego nie ubarwiając. Przedstawiła go nie tylko jako człowieka sukcesu, niespotykanej charyzmy i szalonego imprezowicza. Ukazała drugą, niewielu znaną stronę artysty. Jego wrażliwość, nieśmiałość i pracowitość, momentami zahaczającą o pracoholizm.

Biografia oparta jest na wspomnieniach najbliższych osób z otoczenia Freddiego, członków zespołu, rodziny oraz archiwalnych wywiadów z samym wokalistą. Wydanie książki jak i sama jej treść zasługuje na uwagę i jest to pozycja obowiązkowa nie tylko dla wiernych fanów zespołu Queen, ale także dla wszystkich, którzy chcą poznać historię chłopca urodzonego w Afryce, który dzięki uporowi i niewyobrażalnemu talentowi podbił cały świat.



Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat

11.22.2012

Angielski w karteczkach - słownictwo medycyna



Z fiszkami miałam już do czynienia niejednokrotnie. Wielokrotnie rozpisywałam się nad zaletami nauki z malutkich, prostokątnych karteczek. Tym razem postanowiłam wypróbować produkt Wydawnictwa Compagnia Lingua – słownictwo medycyna. Standardowe pudełko składa się z 1000 karteczek z słownictwem z zakresu medycyny, 200 karteczek in blanco (czystych, na których możemy samemu zapisywać nowe słówka lub utrwalić te dla nas najtrudniejsze), etui, smycz oraz CD.

Etui przydaje się bardzo dla ludzi zapracowanych, którzy zwyczajnie nie mają czasu na regularne przesiadywanie nad pudełkiem z kursem, a chcą uczyć się słówek podczas jazdy autobusem czy stojąc w kolejce w banku. Wystarczy spakować w etui kilka fiszek, przypiąć do niego smycz i wrzucić do podręcznej torebki.



Płyta CD przyda się z pewnością osobom początkującym, dla których wymowa stanowi nadal jeden z głównych problemów podczas nauki słówek. Na malutkiej płycie native speakerzy nagrali poprawną wymowę. Ja akurat z niej nie korzystałam, ale jestem świadoma jak może okazać się pomocna chociażby starszym wiekiem pielęgniarkom, które zdecydowały się na pracę za granicą. Moja mama ma znajomą sanitariuszkę, która musiała w kilka miesięcy nauczyć się angielskiego i to właśnie wymowa była dla niej największym wyzwaniem.

Zdecydowałam się na słownictwo z zakresu medycyny z jasnych względów. Kończę studia medyczne i niedługo zaczynam pracę w zawodzie, niekoniecznie w Polsce. Kurs usystematyzował moją wiedzę i nauczył słówek, które do tej pory były mi nieznane. Na naukę poświęciłam około 30 minut dziennie, czasami mniej, co zależało głównie od tego, czy wcześniej znałam dane słówko czy też nie. Poziom trudności kursu oceniłabym na B1-B2. Gdyby na rynku ukazał by się produkt na jeszcze wyższym poziomie, z pewnością zyskał by moją sympatię.

Fiszkowym marzeniem było by ujrzenie na naszym rynku wydawniczym kursów bardziej specjalistycznych, takich jak „Słownictwo neurobiologia”, „Słownictwo genetyka” czy „Słownictwo mikrobiologia”. Niestety wydaje mi się, że pozostanie to na długo w mojej strefie marzeń.

Karteczki można nabyć na stronie Wydawnictwa Compagnia Lingua  , gdzie znajdziecie znacznie więcej produktów do nauki języka angielskiego. Polecam!


"Irena" Małgorzata Kalicińska, Basia Grabowska



 Historii o trudnych relacjach między matką a córką, które nie potrafią spotkać się w jednym punkcie i dojść do kompromisu, jest wiele. Niewiele jest jednak tak ciekawych, zaskakujących, prawdziwych życiowo, a zarazem prosto napisanych książek, które dostarczają czytelnikowi zarówno relaks jak i chwilę zadumy. „Irena” została opublikowana całkiem niedawno przez wydawnictwo WAB i jest dziełem Małgorzaty Kalicińskiej i jej córki.

Bohaterkami powieści są trzy kobiety, wychowane w zupełnie innych rzeczywistościach, inaczej doświadczone przez losy, mające inne priorytety i życiowe cele. Dorota, Jagoda i Irena. Matka, córka i „przyszywana” babcia. Dorota jest typem nadopiekuńczej matki, często owładniętej chęcią posiadania kontroli nad swoją jedyną córką, nie znoszącą sprzeciwu i źle przyjmującą krytykę. Chyba każdy z nas zna ten typ osobowości i wie o tym, że nie łatwo jest konwersować z taką kobietą. Dorota skrywa głęboko w sobie żałobę i nieopisany smutek po stracie synka, który odszedł od szczęśliwej matki w wyniku śmierci łóżeczkowej. Być może dlatego matka, tak usilnie pragnie kontrolować życie Jagody, myśląc tym samym, że zapewni jej bezpieczeństwo i wieczny dobrobyt. Jagoda z kolei jest typową kobietą około 30 letnią, dla której kariera i samospełnienie jest życiowym targetem. Mimo, że pragnie miłości, nie potrafi ustabilizować swojego życia i ustatkować się z konkretnym mężczyzną. Jest próżna, opętana chęcią posiadania dóbr materialnych co z tym się wiąże, wydawania sporej sumy pieniędzy. Co zrozumiałe, młoda kobieta nie czuje się kochana przez matkę. Odwiecznie towarzyszy jej poczucie strachu, braku akceptacji, presji i niezrozumiałych dla siebie zarzutów. Tytułowa Irena to postać, która mimo podeszłego wieku, ma w sobie cechy kobiety wyrozumiałej, opiekuńczej i cierpliwej. Bywała różnie doświadczona przez los i doskonale zna remedium na wszystkie życiowe bolączki. Urocza babcia postanawia doprowadzić do pojednania Doroty i córki, co okazuje się zadaniem graniczącym z cudem.

Mimo wielu dramatów, książka daje wytchnienie i napawa optymizmem. Jest ciepła, troszkę przewidywalna, jednak mądra i pokrzepiająca. Cieszę się, że autorki ukazały seniorkę jak idealną babcię, o jakiej słyszy się w bajkach i opowieściach. Irena w niczym nie przypomina „osiedlowych moherów”, a tym bardziej męczących i trudnych w kontaktach babć. Bohaterka zdecydowanie wyróżnia się silną osobowością, bezpośredniością i sprawia, że dzięki niej powieść nabiera rumieńców.

Co do postaci Doroty i Jagody, to muszę przyznać, że momentami są tak irytujące, słabe i zagubione, że aż prawdziwe. Wiem, że kobiecie nie wypada tak pisać, ale przyznajmy drogie panie, nie jesteśmy ideałami i są dni, kiedy przypominamy najpodlejsze zołzy i flądry, myślimy tylko o sobie i obwiniamy cały świat o własne niepowodzenia. Dlatego powieść zasługuje na szczególną uwagę i mam nadzieję, że duet Małgorzaty Kalicińskiej oraz Basi Grabowskiej nie spocznie na laurach po wydaniu „Ireny” i w przyszłości zaskoczy nas równie dobrą porcją prozy w najlepszym wydaniu.

Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu WAB

11.21.2012

Koreański Kurs podstawowy


Ostatnio panuje istny szał na naukę języków azjatyckich. Ludzie głównie wybierają język japoński, ci odważniejsi chiński, a ludzie z większą wyobraźnią stawiają na koreański. Osobiście znam kilka osób, które postanowiło rozpocząć naukę języka koreańskiego, opierając się nie tylko na tradycyjnych kursach, ale i na animowanych serialach i koreańskich dramach.

Kurs wydawnictwa Edgard składa się z książki oraz 2 plyt CD, na której znajdują się nagrania dialogów i tekstów obejmujących kurs. Na wstępie autorzy opisują najlepsze ich zdaniem zasady, jakimi powinien kierować się samouk, aby sprawnie i z sukcesem nauczyć się języka koreańskiego. Oczywiście nie ma żadnej złotej reguły, której należy sztywno się trzymać. Nauka ma przede wszystkim sprawiać radość i przyjemność, a nie być przykrym obowiązkiem.

Kolejny rozdział poświęcony jest nauce alfabetu i gramatyce. Kilka słów o alfabecie. Miałam już do czynienia z nauką alfabetów japońskiego jaki i znaków chińskich i gdybym miała porównać stopień trudności wszystkich trzech, to koreański umieściłabym pomiędzy japońskim a chińskim. Alfabet koreański może nie jest tak bardzo skomplikowany i rozbudowany jak japoński, ale kaligrafia sprawiała mi duży problem. Przyznaję, że dużą wagę przywiązuję do estetyki pisma i denerwowała mnie moja własna ułomność.

Kolejne stronice kursu zapoznają czytelnika  z podstawowymi zwrotami grzecznościowymi i słówkami. Rozdziały są przejrzyste, układ jest przemyślany i zachęca do nauki. W różowych ramkach znajdują się nie tylko ciekawostki dotyczące kultury Korei, ale i zadania dla ambitniejszych uczniów. Co ważne, obok zapisu  "znaczkowego" mamy podaną wymowę, dlatego nie należy przerażać się od samego początku.  Mimo wszystko należy samemu spróbować odszyfrowywać znaki, nawet  gdyby wiązało się to z powolnym dukaniem. Wiem z doświadczenia, że taka nauka szybciej przyniesie nam oczekiwane rezultaty. Kurs zapoznaje nas ze słownictwem związanym z życiem codziennym, wakacjami, liczebnikami, dniami tygodnia czy też częściami ciała. Nie jestem przekonana, czy wystarczy przerobić książkę raz. Jak dla mnie jest to kurs, z którym trzeba popracować kilkukrotnie, aby zapamiętać i przyswoić wszystko, co jest w nim zawarte. Materiału jest po prostu bardzo dużo.

Czy będę kontynuowała moją przygodę z koreańskim? Jeszcze nie jestem przekonana. Języki azjatyckie mają w sobie coś, co strasznie przyciąga i to własnie ich nauka sprawia mi największą radość.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edgard

11.19.2012

"Najnowsze przygody Mikołajka" Barbara Grzegorzewska



Mikołajek to mój kolega od dzieciństwa. Będąc jeszcze w podstawówce zaczytywałam się w malutkich, pięknie ilustrowanych tomikach z krótkimi przygodami małego chłopca i jego kolegów. Po wielu latach, kiedy wydawnictwo Znak wydało kolejno 3 tomy opowiadań, zakupiłam je na gwiazdkę i tym samym Święta Bożego Narodzenia nabrały dodatkowej, dziecięcej magii. Dodatkowym atutem cyklu były tradycyjne ilustracje Sempe. Kiedy usłyszałam, że wydawnictwo Znak ponownie wydaje książkę z  historyjkami o Mikołajku, wiedziałam, że muszę się z nią zapoznać.

 Niestety, książka ma chyba więcej wad niż zalet i z ciężkim sercem stwierdzam, że "Najnowsze przygody Mikołajka" nie przypominają już klimatem pierwowzorów. Zacznijmy od największej moim zdaniem wady jaką niewątpliwe jest grafika! Sempe jest nieodzownie związany z Mikołajkiem i nie mogłam wyjść ze zdumienia, kiedy powoli przewracałam kartka po kartce. Później dowiedziałam się, że grafika została zaczerpnięta z serialu o Mikołajku, który był niedawno transmitowany przez jedną ze stacji publicznych. Ja rozumiem, że dążymy do unowocześnienia wszystkiego, co tylko możliwe. Jednak istnieją filmy,obrazy, książki i muzyka, które powinny zostać nietknięte przez ludzi, ogarniętych chęcią postępu. Ilustracje w poprzednich książkach przygód o francuskim chłopcu są jedyne w swoim rodzaju i nie dadzą się zastąpić niczym innym.

Należy też zaznaczyć, że opowiastki nie wyszły spod pióra jego autora. Są one napisane na podstawie poprzednich tomów oraz animowanego serialu.

Nie można jednak ocenić całej książki negatywnie. Przyznam, że nie mogąc patrzeć na okropną grafikę, a tym samym czytać tej książki, musiałam poradzić sobie z jej lekturą zupełnie inaczej. Z pomocą przyszedł oczywiście mąż oraz Jerzy Stuhr, który czytał fragmenty książki na antenie radiowej Trójki. Kiedy zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie Mikołajka, takiego jak poznałam jako mała dziewczynka, opowiastki okazały się całkiem znośne i momentami zabawne. Autorce udało się uchwycić specyficzny humor i wyraźne wykonała kawał dobrej pracy. Poza tą nieszczęsną grafiką, książka nadal bawi, zadziwia i wprawia w pozytywne zaskoczenie.

Zastanawiam się, czy wydawnictwo zamierza wypuścić na rynek audiobooka, czytanego przez tego wspaniałego aktora. Książka w takiej wersji  jak najbardziej stanowi smakowity kąsek. Gdybym miała polecić komukolwiek lekturę tej książki, to z pewnością byłby to osoby, które nie znały oryginalnej wersji Mikołajka lub tym, którzy zamierzają ja czytać swoim pociechom na dobranoc.

Oceńcie sami:




Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon

11.18.2012

"W 80 dni dookoła świata (nie wyjeżdżając z Londynu)" Jarek Sępek


"Czy gdyby Fileas Fogg, bohater powieści „W 80 dni dookoła świata”, żył w naszych czasach, mógłby odbyć swoją podróż bez opuszczania miasta? Dziś Londyn jest najbardziej zróżnicowanym etnicznie miejscem na Ziemi – tak przynajmniej mówią. Czy zatem podróżując pomiędzy mniejszościami, można poczuć jakby okrążało się glob?"


Dlaczego ludzie jeżdżą do Londynu? Pewnie z tych samym powodów - Big Ben, Piccadilly Circus, Katedra św. Pawła czy Królowa Angielska. Każdy z nas potrafi w kilka sekund wymienić co najmniej kilka bardzo charakterystycznych obiektów Londynu, jak czerwone piętrowe autobusy czy London Eye. A co by się stało jakby założyć sobie, że w ciągu 80 dni zwiedzić cały świat, nie ruszając się z miejsca?

Z takiego założenia wyszedł Jarek Sępek. Postanowił, iż w ciągu 80 dni znajdzie w Londynie 80 języków,a zatem 80 odmiennych kultur i 80 krajów świata, ukrytych w zakamarkach  stolicy Anglii.  Jego plan miał poniekąd  formę zakładu, który zakończył się dla autora pełnym sukcesem. Dziennikarz w maleńkich kawiarenkach, restauracjach, sklepach, dzielnicach i mało uczęszczanych zakamarkach rozsmakowuje się w całym świecie. Poznaje ludzi, ich zwyczaje, ich historię, odwiedza ciekawe eventy i z zaciekawieniem przygląda się ich życiu codziennemu. Dużą uwagę zwraca na sytuację emigrantów i procesu ich "ukorzenienia" w londyńskiej rzeczywistości.

Okazuje się, że miasto nad Tamizą ma do zaoferowania znacznie więcej niż podają przewodniki. Być może zbyt wiele tracimy chcąc poznać tylko brytyjską część Londynu, nie poświęcając znacznej uwagi na jej światowe aspekty. A przecież Londyn to nie tylko sztampowe budowle i oklepane ścieżki turystyczne. Świat  tworzą ludzie o różnych kulturach, dlatego chyba nie można z całą pewnością stwierdzić , że Londyn jest typowo brytyjski, Paryż francuski, a Madryt hiszpański. Świetna i bardzo humorystyczna, naładowana pozytywnymi emocjami lektura, którą nie wolno wręcz przegapić. Zachęcam Was do przeczytania książki, jeżeli uwielbiacie literaturę podróżniczą okraszoną niepoliczalną  ilością ciekawostek,a  przede wszystkim uświadamiającą nam jak kolorowy i odmienny może być świat w jednym miejscu na ziemi.





Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu Carta Blanca

11.16.2012

"Agnes Grey" Anne Brontë


Siostry Brontë od wielu lat goszczą na mojej nocnej półeczce raz po raz, zachwycając mnie literackim i romantycznym językiem, oryginalnymi postaciami i niebanalną fabułą. Tym razem Anne  Brontë opisuje nam losy Agnes Grey - skromnej dziewczyny, która zmuszona niejako przez sytuację życiową, decyduje się podjąć pracę guwernantki w czasach wiktoriańskiej Anglii. Za sprawą lektury przenosimy się w moje ukochane XIX wieczne scenerie i realia, tak charakterystyczne dla autorek.

Temat chyba ponadczasowy - zdeprawowane, pozbawione empatii, nieposłuszne i rozpieszczone dzieci i trud, jaki niesie ich wychowanie i edukacja. I to nie z perspektywy rodzica. Historię poznajemy okiem Agnes, która przyjmując pracę w bogatej rezydencji. Doskonale wiemy jak traktowani są nauczyciele i nauczycieli przez uczniów szkół ponadpodstawowych. Większość z nas widziała zapewne materiał filmowy, na którym to grupka niesfornych uczniów zakłada swojemu nauczycielowi kosz na głowę. Jesteśmy świadomi tego, że zawód ten nie należy w naszym kraju do najłatwiejszych i nie rzadko jest to ciężki kawałek chleba dla osoby wykształconej. Wydawać by się mogło, że w XIX wieczne Anglii sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Nic bardziej mylnego.

Agnes bardzo szybko przekonuje się na własnej skórze, że jej praca nie będzie usłana różami.  Młoda dziewczyna trafia do domu, który wcale nie przypomina rodzinnej sielanki i nie jest przepełniony miłością. Bogaci rodzice na co dzień zajęci swoją własną karierą, zapewnieniem sobie bogactwa oraz życiem towarzyskim, nie dostrzegają potrzeb swoich pociech, nie spędzają z nimi czasu, a wizyty ograniczają tylko do kilku minut dziennie. Nie trudno się domyśleć, że z dzieci wyrastają egoistyczne, snobistyczne i nieposłuszne osobliwości. Traktują Agnes jak parobka, służącą, zwyczajnie ubogą i nic nie znaczącą pracownikiem. Agnes z dnia na dzień traci wiarę we własne powołanie i sens nauczania. Opisuje trudne i wykańczające, zarówno psychicznie i fizycznie, sytuacje, z którymi musiała się borykać. Byłam ciekawa skąd autorka posiada taką wiedzę o pracy guwernantki. Kiedy zajrzałam do biografii Anne Brontë, okazało się, ze sama pracowała w tej roli, także  powieść traktowana jest czasami jako zapis własnych przeżyć.

Dodatkowym atrybutem książki są barwne i bardzo ekspresyjne postaci. Nie wszystkie są bohaterami pozytywnymi, lecz wszystkie mają zdecydowany i wyraźny charakter, co sprawia, zwyczajnie intrygują czytelnika. Silnie zaakcentowana jest kobieca niezależność i usilne próby dążenia do niej. Agnes to bohaterka mimo, że tragiczna to równocześnie bardzo zdeterminowana, odważna, koniec końców nieugięta i wierna ideałom. Jedyne to przeszkadzało mi podczas lektury książki to cytaty z Biblii. Zupełnie nie rozumiałam sensu oplatania nimi fabuły książki.

Bardzo żałuję, że autorka zostawiła na tym świecie tylko 2 książki. Trudno się dziwić, skoro zmarła w tak młodym wieku (29 lat). Jestem pewna, że mogłaby stworzyć jeszcze wiele pasjonujących i urzekających powieści.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu MG


11.14.2012

"Sztuka wojny" Sun Tzu, Sun Pin



Ta książka zdążyła obrosnąć legendą. Wspominana w setkach artykułów, filmach, serialach, stała się pozycją kultową i jedną z książek, które przeczytać należy. W książce znajdują się przemyślenia, rady, przestrogi chińskich myślicieli, przywódców wojskowych, które o dziwo, znajdują odzwierciedlenie w życiu codziennym. Czym jest nasze życie, jak nie codzienną wojną? Wojną z czasem, wojną z nieżyczliwymi ludźmi, wojną o władzę i majątek, wojną o miłość i szacunek? Niestety czasami bywa tak, że przegrywamy tę walkę lub wymachujemy białą flagą.

Książka jest podzielona na dwie części: Sztuka wojny oraz Strategie wojskowe. Tak naprawdę druga część jest jakby przełożeniem wiedzy z pierwszej na język wojskowy. Czytelnik zaczyna dostrzegać pewne powiązania strategii walk na polu bitwy z codziennymi bataliami i dochodzi do bardzo prostego wniosku. W życiu należy być rozważnym, odważnym lecz także roztropnym strategiem, który swoją postawą zyskuje szacunek całej armii (czyli społeczeństwa).



Prawdy zawarte w książce są na ogół dość dobrze znane. Nie były dla mnie aż tak dużym zaskoczeniem.  Niektóre strategie dały mi jednak sporo do myślenia i często wracam do wybranych fragmentów. Autorzy opisują wroga jako łamigłówkę, zagadkę, której rozwiązanie może doprowadzić nas do sukcesu. I tutaj zaczynają się dla mnie schody. A co jeśli są momenty, w których sama dla siebie jestem wrogiem? Jak sama sobie stawiam kłody pod nogi, wymyślam wymówki i zwyczajnie się lenię. Jak w takim razie mam rozwikłać zagadkę, która czai się w moim mózgu? Jak mam pokonać swojego największego wroga, czyli samą siebie? I to bez odczuwania agresji? Nadal nie wiem.

Książkę czyta się dość ciężko. Przepełniona jest bowiem słownictwem typowo militarnym. Nawiązuje do zamierzchłych wojen, sylwetek strategów i filozofii. Jednak po wytrwałej lekturze (która trwała ponad miesiąc) w mojej głowie narodziło się mnóstwo nadal nierozwikłanych pytań, które nie rzadko spędzają mi sen z powiek. Wartościowa i kultowa książka, o której nie da się tak łatwo zapomnieć.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Sensus

11.13.2012

"Fascynujące pierwiastki. W krainie fundamentalnych składników rzeczywistości" Hugh Aldersey-Williams


To, że wszystko co nas otacza zbudowane jest z malutkich cząsteczek zwanych pierwiastkami, wie każdy z nas. Na lekcjach chemii nauczyciel pokazywał nam szkielety najpopularniejszych cząsteczek jak woda czy dwutlenek węgla. Wtedy raczej mało kogo interesowały kolorowe kuleczki połączone białym patyczkiem. Gdyby jednak rozruszać wyobraźnie, można by w każdej rzeczy dostrzec sieć przedziwnych połączeń, nieustannie się zmieniających pod wpływem rozmaitych bodźców zewnętrznych.

Piękno i magię pierwiastków odkrywa przed nami Hugh Aldersey-Williams, naukowiec z Uniwersytetu w Cambridge. Swoją książkę podzielił na 5 części, a każda z nich opisuje inne spojrzenie na wykorzystanie i rozpowszechnienie pierwiastków. Okazuje się bowiem, że miliony pierwiastków mogą tworzyć piękno, kreślić historię świata, decydować o losie ludzkim czy zapewniać bezpieczeństwo.


Pierwszy rozdział poświęcony jest władzy, drugi pojęciu ognia, a kolejne to opowieści o rzemiośle, pięknie i ziemi. Należy zaznaczyć, że i tym razem styl autora zadowoli nie tylko zapalonego chemika i pasjonata, ale i miłośników tajemnic Wszechświata i nauki.  Pomimo mojego medyczno-biologicznego wykształcenia nigdy nie myślałam o pierwiastkach właśnie w taki sposób, jaki ukazuje nam autor. Nie wiedziałam jak ważną rolę odgrywały pierwiastki w przeszłości i jakie tajemnice odkryją  w najbliższej przyszłości.

Książka to jednak bardzo długa przeprawa (ponad 400 stron), która dla wielu może skończyć się po przerzuceniu kilkunastu stron. Wiem, że nie każdy jest takim naukowym zapaleńcem jak ja. Bardzo żałuję, że nie miałam do czynienia z książką, gdy byłam w liceum, gdy zapalczywie studiowałam tablice Mendelejewa. Nie pomyślałam wtedy, że na niej zapisany jest porządek całego naszego świata i wszystkiego co nas otacza.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

11.12.2012

"Droga 66" Dorota Warakomska audiobook


A gdyby tak wsiąść do samochodu bez konkretnego planu, poczuć siłę wiatru i poznać to, co dotąd było dla nas niepoznane? Route 66 to legendarna, założona w 1926 roku trasa łącząca Los Angeles i Chicago, która oficjalnie została skreślona z listy autostrad 59 lat później. Do tej pory jest jedną z najbardziej rozpoznawanych, wręcz markowych tras drogowych na świecie. Stała się bohaterem niejednej piosenki i niejednego filmu, a także powieści. Nawet w jednej z moich ulubionych bajek pt "Auta" droga 66 staje się tłem akcji. Co sprawiło, że mimo faktu, iż trasa oficjalnie nie istnieje, nadal cieszy się tak wielką sławną i przyciąga tłumu turystów z całego świata?

Autorka książki postawia na własną rękę przemierzyć trasę, mimo, że Ameryka jest jej dobrze znana i o wiele przyjemnie byłoby podróżować po bardziej egzotycznych i enigmatycznych zakątkach tego globu. Swoją relację  z podróży opisuje w książce "Droga 66", który niedawno ukazał się w formie audiobooka nakładem Biblioteki Akustycznej.  Co raczej mało spotykane, autorka sama czyta swojego audiobooka, sprawiając tym samym, iż słuchacz lepiej odbiera jej emocje i wielokrotnie uśmiecha się do siebie, gdy opowiada o sytuacjach zabawnych.


Jestem pewna, że możecie doskonale wyobrazić sobie scenę, którą teraz opiszę. Podróż samochodem.  Długa trasa, wzdłuż której po obu stronach rozciąga się niekończąca równina i głusza. Raz po raz napotykamy przydrożne bary, przypominające bardziej zapadłe meliny niż jadłodajnie oraz motele, dające znać o swojej obecności święcącymi neonami. Po drodze mijamy wytatuowanych motocyklistów, mknących   na swoich rumakach gdzieś w nieznane. Tak, właśnie te sceny często widzimy w amerykańskich filmach. Tak, to właśnie Route 66.

Pani Dorota Warakomska zaprasza słuchacza do swojego wozu i z olbrzymią dokładnością opowiada nam historię słynnej trasy, zabiera w miejsca legendarna, przedstawia znanych ludzi czy zapoznaje z sztuką kulinarną napotkaną w lokalnych lokalach. Tym samym mamy okazję zasmakować w całkowicie niezdrowych, lecz przyprawiających o zawrót głowy potrawach, które "chodzą" potem za nami cały dzień. Moją największą uwagę przykuła lodziarnia Ted Drewers znaną w całych Stanach z najbardziej wymyślnych, największych i najsmakowitszych pyszności. Ahh, ile bym dała za pucharek lodowy oblany karmelem, posypany żelkami lub piankami z glazurowaną wisienką na szczycie. Moją miłość do fast foodów zaognił opis lokalu o zabawnej nazwie Cozy Drive In, gdzie sprzedawane są parówki w cieście podawane zwykle z chrupiącymi frytkami.




Oczywiście żadna wycieczka nie miałaby większego sensu, gdyby nie ludzie napotykani po drodze. Pani Dorota miała niebywałe szczęście poznać ludzi, dla których trasa 66 stała się niejako sensem życia i małą religią.  Kiedy opowiada o tym co ją spotkała, przed oczami miałam odważną, uśmiechniętą, ładnie opaloną kobietę w krótkich jeansowych spodenkach, koszuli w kratkę i kowbojskim kapeluszu. Przyznaje, że bardzo udzieliły mi się emocje dziennikarki i strasznie zazdroszczę jej pomysłowości i przygód, które dane jej było przeżyć. Niewiele osób ma odwagę samemu zadać o spełnienie swoich marzeń.



Autorka pokazuje nam Stany Zjednoczone troszkę z innej strony. Są jakby bardziej swojskie, bardziej strawne i dające się lubić. Nigdy nie pałałam zbytnią miłością do USA, jednak po odsłuchaniu audiobooka, ma się ochotę podążyć śladami dziennikarki i samemu zasmakować w klimacie Route 66.

Za audiobooka dziękuję Bibliotece Akustycznej

Arabski nie gryzie

Mieliście kiedyś ochotę nauczyć się języka, który wszystkim wydaje się bardzo egzotyczny i wręcz niemożliwy do nauczenia? Postawiłam już swoje pierwsze kroki w nauce języka japońskiego i chińskiego i przyznam, że mimo trudnych początków, po upływie czasu zaczęłam robić malutkie postępy. Jednak język arabski to już znacznie cięższy orzech do zgryzienia.Wymaga znacznie więcej czasu niż japoński czy chiński, a lwią część czasu zabiera nauka kaligrafii. Znajomość tego języka to, jak dla mnie, wyczyn godny szacunku i podziwu. Mnie bowiem nauka arabskiego przychodzi z trudem.

Arabski nie gryzie to już kolejny tom do aktywnej nauki języków obcych wydany przez Wydawnictwo Edgard. Struktura książki nie różni się od pozostałych z tej serii. Podręcznik to 13 tematycznych rozdziałów, w których oprócz dialogów i słówek, zapoznajemy się z gramatyką. Naukę ułatwiają liczne ćwiczenia, do których odpowiedzi znajdują się na końcu książki. Ponadto książkę wzbogacają ciekawostki dotyczące kultury i życia codziennego Arabów.  Autorzy dodali do książkę płytę CD, na której znajdują się nagrania prawidłowej wymowy.


To co sprawiło mi największą trudność to niestety kaligrafia. Pisanie długopisem w moim przypadku się nie sprawdziło. Do porządnej nauki pisma radziłabym zaopatrzyć się w blok rysunkowy bądź arkusze większego formatu oraz dobrze naostrzony ołówek. Długopis za bardzo się rozmazuje i kreśli zbyt grube linie, powodując zlewanie się czcionki. Nie mam pojęcia, czy na naszym rynku została wydana książka do nauki kaligrafii . Wiem, że Edgard ma taki produkt do nauki kaligrafii japońskiej. Ma on większy format, przypomina właśnie typowy blok rysunkowy i doskonale sprawdził się podczas nauki pisma japońskiego. Być może wydawnictwo pokusi się o wydanie podobnej pozycji do nauki pisma arabskiego?

Uczycie się jakiegoś egzotycznego języka? Jak wygląda Wasza nauka? Czy może, tak jak ja, nie za bardzo wierzyciew swoje umiejętności i nauka takich języków to dla Was zbyt duże wyzwanie? Czekam na Wasze komentarze.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Edgard

11.11.2012

"Sztuka dobrego życia" Mariola Bojarska - Ferenc


O autorce słyszy się w mediach ostatnio dość często. Jestem prawie pewna, że widziałam ją w jednym z programów śniadaniowych w publicznej telewizji. Nigdy jednak szczególnie nie zapadła mi w pamięć. Przed lekturą książki, postanowiłam dowiedzieć się nieco więcej o autorce. Mariola Bojarska-Ferenc po ukończeniu AWF-u, zajęła się fitnessem i propagowaniem zdrowego stylu życia. Nie tylko uprawiała gimnastykę artystyczną, ale uważa się także, że to ona zaraziła młode Polki pilatesem.

Z ciekawością zerknęłam na jej zdjęcia i z ulgą przyznaję, że to normalna, zdrowo wyglądająca kobieta, a nie ekstremalnie wychudzona czy zbyt umięśniona kulturystka. Książka ma formę poradnika i składa się z rozdziałów poświęconych nie tylko dietom i ćwiczeniom, ale także sztuce dobrego życia. Co kryje się pod pojęciem "sztuka dobrego życia"? Czy trudno to osiągnąć? Jak postępować, aby nasze dni stawały się bardziej optymistyczne, aktywne i były niewyczerpywaną studnią inspiracji?



W książce odnajdziemy także wiele porad kosmetycznych, przepisów kulinarnych, kontrowersyjnych tematów i mitów, które powszechnie panują w dziedzinie diet i zdrowego odżywiania. Autorka skupia się także na powszechnych chorobach wywoływanych przez bakterie i wirusy, a także problemowi stresu i jego zgubnemu wpływowi na skórę i kondycję naszego ciała. Radzi jak zadbać o mózg i serce oraz zabiera głos w sprawie detoksu.

Książka jest bogato ilustrowana i przyznaje, że stała się dla mnie przede wszystkim motywacją. Od zawsze mam problem ze zdrowym odżywianiem. Zwyczajnie wolę czekoladę i kaloryczne, lecz jakże pyszne przekąski. Owszem lubię sałatki, owoce i warzywa, ale nie satysfakcjonują one mojego podniebienia w tak dużym stopniu, jakbym chciała. Staram się za to dużo ćwiczyć, chociaż ostatnie 2 tygodnie pod tym względem były dla mnie porażką. Przeglądając książkę ma się ochotę od razu wskoczyć w strój gimnastyczny i wyginać się w rytm muzyki, bądź przyrządzić koktajl oczyszczający.

Jestem pewna, że ten poradnik przypadnie do gustu każdej kobiecie w każdym wieku. Jest to na tyle wartościowa lektura, że może służyć czytelnikowi przez wiele długich lat.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Olesiejuk

11.10.2012

"Eichmann. Jego życie i zbrodnie" Cesarani David


"Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie mogę umyć rąk, jak Piłat, ponieważ fakt, że byłem tylko posłusznym narzędziem, jest obecnie bez znaczenia... natomiast nie ma krwi na moich rękach, ale jestem z pewnością podejrzany o współudział w morderstwach... niemniej (jest to możliwe), jestem osobiście gotowy zadośćuczynić tym okropnym zbrodniom i wiem, że mogę zostać skazany na karę śmierci. Nie pytam o łaskę, bo mi ona nie przysługuje. Tak naprawdę, moja śmierć mogłaby być wielkim aktem rekompensaty i byłbym gotów nawet powiesić się publicznie, by stać się przestrogą dla wszystkich antysemitów na świecie"

Ostatnio pisałam na blogu o wstrząsającej książce poświęconej jednej  z najokrutniejszej kobiet w dziejach historii - Irmy Greese. Adolf Eichmann także bardzo haniebnie zapisał się na kartach historii II Wojny Światowej. Zazwyczaj, kiedy czytam biografię nazistów lub zbrodniarzy, dużą uwagę zwracam na okres dzieciństwa. Często bywa tak, że najmłodsze lata dziecka, środowisko i relacje w rodzinie mają  bezpośredni wpływ na rozwój przyszłego mordercy.

Jednak ta reguła nie sprawdza się w przypadku Adolfa Eichmanna. Urodził się w bardzo szczęśliwej i kochającej się rodzinie, w której temat polityki był wiecznym tabu. Rodzice nie chcieli poruszać tak trudnym tematów w obecności swoich dzieci, aby uchronić je przed okrutną rzeczywistością i umożliwić im przeżycie szczęśliwego dzieciństwa. Po śmierci matki, ojciec chłopca poślubił drugą kobietę. Co ciekawe, macocha Adolfa była znana ze swej religijności wręcz obsesji na punkcie Biblii i kościoła. Biograf przytacza nam fakty o tym jak głęboki uraz na chłopcu wywarło przymuszanie go do wiary. W szkole był zwykłym, lubianym chłopcem, skłonnych do psot i figli. Młody Adolf miał wielu przyjaciół, w tym Żydów.

Punktem zwrotnym w jego życiu było przystąpienie do Wandervogel - austriackiego skautingu. To właśnie wtedy do głowy  została mu wpojona nienawiść do Żydów. Fascynacja nazizmem rosła z roku na rok i nabierała rozpędu po to, aby stać się jednym z najokrutniejszych ludobójcą o skłonnością do przesadnego pedantyzmu.

Przyznaje, że nie jestem wielbicielką książek historycznych. W szkole lekcje historii były dla mnie żmudną i monotonną przeprawą, która była zwyczajnym obowiązkiem i udręką. Lecz biografie postaci historycznych to zupełnie coś innego. Przyznam szczerze, że czytam je głównie dlatego, ponieważ interesuje mnie rys psychologiczny danej postaci. Jest to dla mnie z jednej strony fascynujące, a z drugiej przerażające w jaki sposób najbardziej demoniczne i chore żądze dochodzą do głosu i dają swój upust w  realizacji swoich najskrytszych i najohydniejszych planów. Polecam Wam nie tylko jako lekturę historyczną.

Za możliwość przeczytania tej książki bardzo serdecznie dziękuję wortalowi webook.pl, na którym również ukazała się moja recenzja:http://www.webook.pl/b-41599,recenzje-ksiazki,Eichmann_Jego_zycie_i_zbrodnie.html

11.07.2012

"Niezwykła istota. Zmagania nauki z tajemnicami człowieka" Joseph Sheridan Le Fanu


Kiedy na studiach pytają studentów biologii lub medycyny, jakie wydarzenia były kamieniami milowymi w  dziejach medycyny, bez wahania odpowiadają, że Human Genome Project oraz odkrycie technik obrazowania mózgu.

Pierwsze z nich to nic innego jak Projekt Poznania Ludzkiego Genomu. Wszystko zaczęło się w 1900 roku od pomysłu w Departamencie Energii w USA, a skończyło w 2003 roku, kiedy to naukowcy ogłosili, iż udało im się zsekwencjonować 99,9% genomu ludzkiego. Nie ma żadnych wątpliwości, iż był to przełomowy krok w medycynie i biotechnologii, który pomoże nam lepiej rozpoznać molekularne ścieżki najpoważniejszych chorób genetycznych, a tym samym lepiej projektować leki. Natomiast drugie, dzięki rozwojowi zaawansowanych technologii umożliwiło przejrzenie na wskroś konsekwencji chorób neurodegeneracyjnych oraz urazów naszego mózgu.

Autor książki zastanawia się nad tym, czy w nauce istnieją ograniczenia? Czy naukowcy kiedyś dojdą do takiego momentu, kiedy wszystko będzie nam znane, nie będzie żadnych wyzwań, a wszelkie choroby świata staną się w 100% uleczalne? To niezwykle ważne pytanie, na które chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z drugiej strony czy da się przewidzieć, w którą stronę poprowadzi nas proces ewolucji. Co z wirusami, które z roku na rok zaskakują nas zjadliwością i sieją panikę wśród społeczności?

Wszystkie te pytania oraz wiele innych, omówione zostały w książce w formie wykładu. Mocnym plusem tej książki jest to, że nie trzeba być znawcą w dziedzinie medycyny. Ci, dla których nauka jest niezbadanym i lekko przerażającym terytorium, nie powinni się zrażać. Książka napisana jest w taki sposób, że bez problemu trafi do szerszego grona czytelników.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

11.03.2012

"Mistrz i Małgorzata" - czyta Wiktor Zborowski


"[...] czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus."
"Mistrz i Małgorzata" od ładnych 10 lat zajmuje w moim sercu szczególne miejsce. Czytałam i będę czytać chyba do końca moich dni po kilka razy w roku. Tym razem zdecydowałam się na wysłuchanie całej historii w wykonaniu Wiktora Zborowskiego. Aktor ten charakteryzuje się bardzo specyficznym, dojrzałym i dźwięcznym głosem, który nie sposób pomylić z nikim innym. Dotychczas miałam okazję usłyszeć go w licznych słuchowiskach radiowych bądź też oglądać w przedstawieniach teatralnych. Pan Wiktor Zborowski zawsze robił na mnie piorunujące wrażenie, swoją postawą, wzrostem i niezwykłą umiejętnością przekazywania widzowi emocji i dostojnością.

Głównie dlatego zdecydowałam się na odsłuchanie audiobooka wydanego jako drugi tom kolekcji Mistrzowie Słowa.  Delektowałam się głosem aktora przez ponad 20 godzin i bardzo żałuje, że nie można było wydłużyć tego czasu. Długo zastanawiałam się jaki inny aktor mógłby zmierzyć się z tym klasykiem. I wiecie co? Absolutnie nikt inny nie przyszedł mi na myśl. Pan Zborowski nadaje się do tego idealnie i nie wyobrażam sobie, aby "Mistrza i Małgorzatę" czytał ktoś inny.

Kolekcja Mistrzowie Słowa  to niezwykła kolekcja 20 audiobooków czytanych przez znanych i lubianych aktorów telewizyjnych i teatralnych. Każdy tom to spotkanie z innym dziełem, które weszło do kanonu klasyki literatury i pobudza wyobraźnie milionów czytelników na całym świecie.  W kolekcji znajdziemy klasyki romansu jak "Emma" Jane Austen lub "Wichrowe Wzgórza" Emily Bronte oraz literaturę dziecięcą jak "Tajemniczy ogród", a nawet "Wielkiego Gatsby'ego" w interpretacji Marcina Dorocińskiego.


Audiobooka można nabyć na stronie Wydawnictwa Agora  na płycie CD lub w formie mp3.

11.01.2012

"Nie tłumacz się, działaj! Odkryj moc samodyscypliny" Brian Tracy



Samodyscyplina. Niby każdy z nas wie jak bardzo jest ważna. Niby zdajemy sobie sprawę, że bez motywacji i samozaparcia nie osiągnie się sukcesu, no chyba, że wygramy w totka (jednak na wygraną na loterii raczej nie ma co liczyć). Niby wiemy, a jednak ciągle mamy z tym problemy. Ustalamy sobie dalekosiężne plany, obiecujemy poprawę swej motywacji "od jutra" i przyrzekamy sobie wiecznie zmianę na lepsze. Szkoda tylko, że to magiczne "jutro" nigdy nie nadchodzi lub zbyt szybko tracimy zapał i wracamy do punktu wyjścia. Oczywiście zawsze znajdziemy bardzo dobrą wymówkę - zmęczenie pogodą, stres w pracy, duża ilość zajęć w ciągu dnia, ból głowy. W sumie to wszystko może być wytłumaczeniem. I najgorsze jest to, że tłumaczymy się często przed samym sobą i jeszcze w to wierzymy.


Brian Tracy, autor książki, na własnej skórze przekonał się czym może grozić utrata motywacji i samodyscypliny. Doświadczenie życiowe sprawiło, że stał się jednym z najbardziej znanych i cenionych ekspertów w dziedzinie psychologii biznesu, marketingu i handlu. Napisał ponad 40 poradników z dziedziny psychologii, które zostały przetłumaczone na wiele języków i po dziś dzień cieszą się niesłabnącą popularnością.

Książka podzielona jest na 3 części. Pierwsza mówi o samodyscyplinie potrzebnej w odnoszeniu sukcesów osobistych, druga w biznesie i finansach, a ostatnia tłumaczy dlaczego ta umiejętność oznacza dobre i szczęśliwe życie. Czytelnik na początku musi odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie. Co chce osiągnąć? Jaki jest mój cel? Dlaczego brak mi motywacji? Co mnie blokuje? Zwykle okazuje się, że sami jesteśmy dla siebie przeszkodą. Sami marnujemy, bardzo skutecznie zresztą, swój czas i zapał. Nie rzadko dzieje się to za sprawą myśli, że mamy przecież mnóstwo czasu. Niestety nikt z nas nie wie ile będzie miał czasu dla realizację swoich planów. Nie mamy na to wpływu. Mamy jednak wpływ na nasze myślenie i jeśli możemy coś zrobić, to właśnie to. Zmienić podejście i nastawienie. Co łatwo brzmi tylko w teorii. Tylko najwytrwalsi potrafią tak ukierunkować swoje myśli, aby były one nieustanną motywacją.


Autor książki omawia szczegółowo problem braku samodyscypliny w powiązaniu z charakterem człowieka. Wiadomo, że każdy z nas inaczej reagować będzie na świadomość jej braku. Jedni popadną w depresję, drudzy zrezygnują z własnego celu, zwyczajnie nie wierząc w swoje siły, a jeszcze inni staną się agresywni i markotni. Czy to oznacza, że spełniać marzenia mogą tylko nieustraszeni bohaterzy, nieustępliwie walczący o  osiągnięcie swojego celu? Tak! Na tym polu niestety nie ma miejsca dla słabeuszy, wiecznie użalających się nad swoim losem. Nie wszystko jednak stracone. Poradnik podpowiada nam jak wygrać ze słabościami i w końcu wziąć sprawy we własne ręce.

W książce spotkałam się ze stwierdzeniem, że człowiek, który pracuje w celu osiągnięciu wyznaczonego celu, jest zdolny do nadzwyczajnych rzeczy, o jakie nigdy by siebie nie podejrzewał. Kiedy jesteśmy porządnie zmotywowani i kontrolujemy słabości, jesteśmy zdolni do rzeczy niebywałych. Czy nasz cel to nauka obcego języka, założenie firmy marketingowej czy piękna sylwetka, nie ma większego znaczenia. Ważne jest to co siedzi nam w głowie i jak możemy sprytnie manipulować złymi "leniwymi chochlikami", które wymyślają nam preteksty do nicnierobienia.

Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu Sensus

10.30.2012

Serial, który zmienia Twoje życie?




Oglądam sporo seriali, bo niestety jestem ich maniaczką. Mam kilka naprawdę świetnych produkcji, do których bardzo często wracam, jak "Gilmore Girls". Mam też takie, których oglądanie sprawia mi ogromną radość i chwile relaksu, jednak nie zdecydowała bym się na oglądanie ich po raz drugi (House, Gotowe na wszystko, Kości). Jedne i drugie nie wnoszą nic szczególnego w moje życie, są po prostu odskocznią i świetną rozrywką. Są kolorowe, nierealne, czasami przesłodzone. Być może dlatego tak bardzo je lubię.

Jednak jest taki serial, który nieźle namieszał w mojej głowie. W niedzielę skończyłam oglądać serial "Sześć stóp pod ziemią" i przyznam, że do tej pory nie mogę się pozbierać. W moim mózgu kotłuje się tyle myśli, pytań i wątpliwości dotyczących życia i śmierci, że zwyczajnie musiałam Wam o tym napisać. O samym serialu pisałam już wcześniej  na blogu -> kilk

Całość to 5 sezonów historii o domu pogrzebowym rodziny Fisher. Nie trudno się domyślić, że z tego powodu członkowie rodziny miewają problemy z psychiką, relacjami międzyludzkimi i odnalezieniem własnego miejsca na ziemi. Prawie każdy odcinek zaczyna się od sceny śmierci osoby, której pogrzebem zajmują się właśnie członkowie rodziny Fisher.

Serial wydaje się ciągnąć bardzo nieśpiesznie. Każdy odcinek niesie za sobą jakieś przesłanie. Jest magiczny, zachwycający, a zarazem ohydny, odrażający i momentami przesycony  agresją i seksem. Dzięki tej niecodziennej kombinacji staje się bardzo ciężko strawną (jednak olśniewającą!) dawką emocji, jakie doświadczam bardzo rzadko. Bohaterowie są zagubieni, miotają nimi sprzeczne emocje, są prześladowani przez demony przeszłości, nie potrafią dać sobie rady z rzeczywistością.

Ostatni odcinek serialu jest najbardziej wstrząsającym i wzruszającym finałem w dziejach serialów w ogóle. Nie jest to tylko moja opinia. Moje zdanie podziela wielu filmowych krytyków i fanów tego typu produkcji na całym świecie. Nigdy w życiu nie płakałam podczas oglądania serialu. Zwykle wręcz przeciwnie, zanosiłam się ze śmiechu. Jednak podczas ostatnich 10 minut finałowego odcinka zaczęło dziać się ze mną coś dziwnego. Łzy same leciały mi po policzkach i do rana nie mogłam zasnąć. Serial ma bardzo proste przesłanie - Memento Mori. Jednak jego prawdziwy sens i znaczenie odkryłam dopiero po obejrzeniu "Sześciu stóp pod ziemią". Wiem, że być może brzmi to banalnie, ale ta produkcja bardzo zmieniła moje dotychczasowe myślenie o życiu i śmierci.

Polecam Wam bardzo. Tych emocji chyba nie da się opisać, przynajmniej ja nie potrafię.



Znacie podobne produkcje? Szokujące i wpływające znacząco na ludzką psychikę? Czekam na Wasze opinie.

10.29.2012

"Historia literatury japońskiej" Mikołaj Melanowicz


Literatura japońska zawsze wzbudzała we mnie ogromne zainteresowanie i podziw. Trzeba przyznać, że trudniej jest zrozumieć japońskiego poetę niż włoskiego czy francuskiego.  To właśnie dzięki tak odmiennej od europejskiej, kulturze, ich literatura jest dla nas nieco egzotyczna i momentami niezrozumiała. Książka "Historia literatury japońskiej" wydana przez Wydawnictwo PWN jest kolejną już propozycją dla pasjonatów literatury.

Z wypiekami na twarzy wertowałam stronice tej skarbnicy wiedzy o literaturze japońskiej. Nie sądziłam, że jej historia okaże się dla mnie tak wciągająca i zaskakująca. Porwała mnie bardziej niż lektura poprzednich tomów. Jednym z najciekawszych rozdziałów okazał się dla mnie ten poświęcony gatunkom teatralnym, o których kiedyś coś słyszałam, ale jakoś nigdy nie przykuło to mojej uwagi.  Czy słyszeliście może o Kabuki? Jest to rodzaj teatru, sięgający swym początkiem XVII wieku charakteryzujący się przede wszystkim bardzo  odważnymi i wyrazistymi postaciami, ich ubiorem i makijażem, a przede wszystkim silną ekspresją, która aż bije ze sceny. Przed aktorem występującym w sztuce stoi wielkie wyzwanie. Musi on oddać wszystkie swoje emocje, nie tylko poprzez gesty, ale i wyraz oczy i mimikę twarzy. Bywa i tak, że występy bardzo wyczerpują aktora psychicznie i przez później przez dłuższy czas przechodzi rekonwalescencje.

Co ciekawe autor książki poświęcił także dużo uwagi czasom współczesnym i takim autorom jak Oe Kenzaburo, Haruki Murakami czy Mishima Yukio. Można jeszcze dostrzec w ich dziełach elementy kultury Japonii i inspiracje dawną literaturą.

Książka wzbogacona jest także tablicami i tabelkami z rysem historycznym. Autor sporo części poświęcił także aspektom politycznym oraz ich powiązaniu z polityką i historią innych państw, w tym Polski. Polecam. Lektura warta uwagi.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu PWN

10.27.2012

"Baby’s in black"



Kto z nas chociaż raz nie marzył o tym, aby przenieść się na chwile w lata 60.? To okres pełen rock and rolla oraz rodzących się idei wolności i nieograniczonej afirmacji życia. Hamburg. To właśnie tutaj poznajemy młodą Astrid, świeżo upieczoną absolwentkę studiów wyższych, stojącą u progu kariery. Nie przypuszcza nawet, że na stałe zapisze się w historii jako fotograf zespołu The Beatles.

Pewnego dnia jej partner opowiada jej o nieziemskim zespole, koncert którego widział w jednym z klubów muzycznych. Koleje losy sprawiają, że Astrid osobiście poznaje artystów. Stuart Sutcliffe, basista zespołu szczególnie przypada kobiecie do gustu i między dwojgiem zaczyna rodzić się gorące i burzliwe uczucie. Młodych łączyła przede wszystkim miłość do sztuki, Stuart był bowiem znanym malarzem. Wkrótce para zaręczyła się i oczekiwała na rychły ślub. Niestety szybka i niespodziewana śmierć Stuarta przekreśliła wszystkie ich plany i nadzieję na szczęście. Stuart nie dożył największych sukcesów swojego zespołu.

Komiks opowiada nam historie nie tylko samego basisty, ale przede wszystkim uczucia między nim a Astrid. Ukazuje nam sylwetkę niezależnej kobiety, wybitnego fotografa, która zaledwie w dwa lata po poznaniu miłości swego życia, musi poradzić sobie z jego odejściem. Artystki, która jest już ikoną i stała się rozpoznawalna dzięki charakterystycznej fryzurze "na mopa". Interesująca historia przekazana w bardzo niebanalnej postaci. Polecam!

Komiks można podejrzeć tutaj -> kilk

10.25.2012

"Jaśnie panicz. O Witoldzie Gombrowiczu" Joanna Siedlecka



O Gombrowiczu było u nas całkiem głośno w ostatnich tygodniach. Nie trudno się dziwić. Jego twórczość od lat daje do myślenia całym pokoleniom Polaków, a sama postać wzbudza niemałe zafascynowanie i zdziwienie. W liceum bombardowali nas Gombrowiczem z każdej niemal strony. Na lekcjach języka polskiego oglądaliśmy sztuki teatralne i wspólnie omawialiśmy lektury. Jednak czy taka literatura powinna być adresowana do młodzieży licealnej? W mojej licealnej klasie połowa osób wybuchała śmiechem podczas lekcji biologii, kiedy wykładane było rozmnażanie, a na przerwach zabierało sobie łapcie i chowało plecaki. Gdzie młodzież licealna, a gdzie Gombrowicz!?

Kim był sympatyczny, acz bardzo introwertyczny jegomość z okładki książki Joanny Siedleckiej? Pisarzem, który tworzył głównie w nocy i spał do południa. Człowiekiem, który stroił sobie żarty z dam i miał im za złe, że są w ogóle nie znają się na żartach. Mężczyzną, którego listy do ukochanej były najbardziej oryginalnymi i przepełnionymi sarkazmem, wyrazami uczuć.

Joanna Siedlecka jest autorką wielu biografii i w swoim dorobku ma chociażby wydaną książkę o Herbercie i Witkacym. Jest także laureatką wielu prestiżowych nagród, w tym Nagrody Specjalnej Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Kiedy autorką biografii jest osoba tak bardzo utalentowana i ceniona, nie sposób przejść obok książki obojętnie. 

Autorka swój wywód rozpoczyna od historii rodu Gombrowiczów i ich powiązań z innymi, znaczącymi personami z dziedziny literatury i kultury.  Pochyla się także nad losami rodziny podczas wojen światowych, co przyznam, nie wzbudziło mojego zainteresowania. Najciekawsze zaczyna się jednak, kiedy dzięki wspomnieniom osób z otoczenia małego Gombrowicza, powoli poznajemy jego skomplikowaną osobę. Już od najmłodszych lat "jaśnie panicz" wykazywał się oryginalnością, bystrością umysły i niezwykłą troskliwością w stosunku do tych, na których zależało mu najbardziej. W towarzystwie lubił znajdować się w centrum uwagi, prowokować do dysput, szokować i rozbawiać. Niestety nie zawsze bywał zrozumiany przez własnych towarzyszy. 

Biografia aż kipi od pikantnych szczegółów, anegdot z życia pisarza czy fragmentów listów z ukochaną. lektura sprawiła, że nie potrafiłam nie wybuchać gromkim śmiechem, co sprawiło, że polubiłam Gombrowicza jak jeszcze nigdy dotąd. Uwaga! Lektura obowiązkowa! Kto nie przeczyta ten trąba!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu MG

10.24.2012

"Amy, moja córka" Mitch Winehouse



Amy Winehouse nigdy nie była moim wielkim idolem. Zmarła dokładnie tego samego dnia, w którym brałam ślub - 23 lipca 2011 roku. Nie opłakiwałam jej śmierci, ponieważ uważam, że każdy człowiek powinien wykazywać się rozsądkiem w sprawach używek i alkoholu. Amy w tych kwestiach zachowywała się jak rozpuszczona i pozbawiona szacunku do swoich fanów artystka. Nie znaczy to oczywiście, że nie doceniam jej dorobku artystycznego. Z przekonaniem stwierdzam, że była jedną z najbardziej utalentowanych, oryginalnych i świetnie brzmiących artystek dzisiejszych czasów.

Z zainteresowaniem zapoznałam się z jej biografią napisaną przez ojca Amy - Mitcha Winehousa. Byłam szalenie ciekawa, czy ojciec przedstawi jej postać w samych superlatywach czy też książka przypominać będzie pełną żalu i niemocy wypowiedz człowieka, który żałuje, iż nie zrobił wszystkiego co w jego mocy, aby ratować dziewczynę. Zaskoczyłam się pozytywnie. Autor przedstawia siebie jako ojca, któremu bardzo daleko do ideału. Już jako nastolatka Amy zacznie różniła się od rówieśników. Wyróżniała się nie tylko rockowym wyglądem, ale i specyficznym zachowaniem, kolczykowaniem ciała, przeklinaniem czy paleniem papierosów. Jej ojciec otwarcie przyznaje, że przymykał na to oko i pozwalał swojej nastoletniej córce na zbyt wiele. I właśnie tej postawy nie rozumiem. Skoro, jak sam pisze, miał z nią takie genialne relacje i kochał ją ponad wszystko z wzajemnością, to dlaczego świadomie patrzył na jej powolny rozpad? Musiał  przecież przypuszczać, że jej koniec jej bliski. Nawet ja to wiedziałam, obserwując wiadomości o kolejnych alkoholowych skandalach z jej udziałem. Co więc poszło nie tak?

Książka mówi nam także o początkach kariery i marzeniach jakie temu towarzyszyły. Amy już od najmłodszych lat wiedziała, że w przyszłości zostanie wielką piosenkarką, podziwianą przez miliony fanów na całym świecie.  Była zdeterminowana, często chciała być w centrum uwagi, lecz z drugiej strony cechowała ją nieśmiałość i skłonność do tremy. Podobno przed każdym koncertem była wręcz sparaliżowana strachem, co niestety było widać na scenie.

Chyba to co najważniejsze dla wielkich fanów Amy to jej tragiczny w skutkach związek z Blakiem Fielder-Civielm, który stał się początkiem końca artystki. Małżeństwo, stres związany z byciem sławnym, napięte grafiki sprawiły, iż narkotyki i alkohol stały się w życiu Amy chlebem powszednim. Rodzina z rosnącym niepokojem patrzyła na to, co dzieję się z ich ukochaną córką. Pod wpływem ojca artystka podjęła się leczenia i zdecydowała się na odwyk, które prawdopodobnie zakończyło się sukcesem w 2009 roku. Nastąpił okres, w którym Amy deklarowała, że jest "czysta" i wszystko wraca do normy. Jednakże kobieta czuła coraz większy pociąg do alkoholu, co stało się widoczne podczas jej koncertów, kiedy to wydawało się, że ledwie stoi i wiele wysiłku sprawia jej utrzymanie tej postawy. Amy zaczęła odrzucać pomoc ze strony bliskich. Odtrącała ich rady i błagania o pójście na kolejny odwyk, co musiało skończyć się tragicznie.

Nie ma wątpliwości, że Amy zrewolucjonizowała rynek muzyczny nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i na całym świecie. Jej biografia jest niezwykle szczerą i odważną, bardziej spowiedzią niż opowieścią jej ojca, który wraz z jej śmiercią swej córki, utracił najcenniejszy skarb. Lektura książki nie zmieniła mojego zdania o Amy, lecz pozwoliła mi nieco lepiej zrozumieć położenie jej rodziny i uświadomiła mi, że czasami nie da się pomóc swym najbliższym, choćbyśmy bardzo tego pragnęli. Podobno nie da się uleczyć uzależnionego, jeżeli on sam tego nie chce. Poruszająca, lecz bardzo prosta historia. Polecam.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...