Etykiety

12.04.2013

"Paradoks Szympansa" prof. Steve Peters


"Paradoks Szympansa" to jedna z tych książek, które skłaniają do myślenia i motywują. Jest to także pozycja, którą można "wałkować" do upadłego i często do niej wracać. Ponadto pozwala na wnikliwą obserwację otaczającego społeczeństwa i uczenie się na cudzych błędach. Będziecie zaskoczeni jak bardzo.

Autorem książki jest profesor Steve Peters, psychiatra, na co dzień współpracujący m.in.ze sportowcami, zdobywającymi olimpijskie nagrody. Na początku książki tłumaczy on czytelnikowi, że ludzki mózg podzielony jest na kilka płatów. Za racjonalne myślenie, logiczne działanie i rozsądek w głównej mierze odpowiada płat czołowy (nazywany przez autora "Człowiekiem"). Natomiast zachowania instynktowne, nacechowane emocjami (popędy, agresja, wybuchy, euforia) to sprawka płata limbicznego (autor dla ułatwienia nazwał go "Szympansem"). Do tego drugiego płata dopływa 5-krotnie więcej krwi. Z tego wynika, że w odpowiedzi na wszystkie sytuacje życiowe, pierwszym naszym odruchem będzie uruchomienie tzw. "Szympansa", czyli działania opartego na emocjach. To właśnie dzieje się podczas stania w korku, kłótni, nieporozumień czy wielkiej, niespodziewanej wygranej.

To, że czasami odczuwamy niepokój i rozdarcie, jest całkiem naturalne i wynika z obecności "Człowieka" i "Szympansa" w naszym mózgu. Niestety, bardzo często bazując na tym drugim, ponosimy porażki, nie potrafimy dać sobie rady z przeciwnościami losu, zbyt szybko się poddajemy lub też jesteśmy niekonsekwentni w działaniu.  Jestem pewna, że każdy z nas dobrze wie, o co mi chodzi. Ja znam to bardzo dobrze.

Czy da się z tym walczyć? Jak opanować coś, co bardzo trudno daje się oswoić? Na te pytania odpowiada "Paradoks Szympansa". W bardzo szczegółowy sposób omawia najpoważniejsze błędy postępowania człowieka, sprowadzające go na manowce. Praca z książką to nie tylko czytanie, ale i aktywne zapisywanie swoich myśli i analiza swojego dotychczasowego życia. Za pomocą pytań każdy czytelnik może odpowiedzieć sobie na wiele pytań np. "Czy faktycznie lubi, to co robi?", "Czy naprawdę o czymś marzy, czy tylko mu się wydaje?" lub "Czy osoba z którą jest, jest tą właściwą?". Uwierzcie mi, wyniki Was zaskoczą, bo nic w tej książce nie jest takie oczywiste. Dzięki temu lepiej zrozumiemy samych siebie i będziemy mieli mocne podstawy, aby zacząć zmieniać to, co do tej pory powodowało w nas blokady i utrudniało nam funkcjonowanie. Ludzka psychika potrafi zaskoczyć!

Jest to obowiązkowa lektura dla wszystkich tych, którzy interesują się rozwojem personalnym i meandrami ludzkiej psychiki. Z czystym sumieniem polecam. Książka z pewnością wniesie wiele nowego i pozytywnego w Wasze życie.

Za inspirującą lekturę dziękuję Wydawnictwu Samo Sedno.


11.23.2013

"Fistaszki zebrane 1967-1968" Charles M. Schulz

Na każdy z tych tomów czeka się z wypiekami na policzkach. Kiedy już się pojawią, zawsze obiecuje sobie, że ich lektura musi wystarczyć mi na kolejne pół roku ("Fistaszki zebrane" wychodzą tylko dwa razy w roku). A w rzeczywistości cały tom pochłaniam w tydzień.

Tym razem przedmowę do komiksu napisał pan Maciej Wojtyszko. I z pełną odpowiedzialnością wyznam, że jest to jedna z najlepszych przedmów, jakie zostały napisane specjalnie dla "Fistaszków".
"Humor, żart, ironia i głębsze znaczenia splatają się w tych rysunkach w sposób tak specyficzny, tak niepowtarzalny, że może lepiej byłoby o ich Autorze myśleć raczej jako o poecie, o piewcy codzienności, o tym, który widzi więcej. Dostrzega rzeczy i sprawy godne zauważenia tam, gdzie nawet wybitny powieściopisarz, mądry dramaturg czy wprawny eseista nie potrafią dostrzec niczego inspirującego."
A co znajdziemy w środku?  Po raz kolejny pełen kompleksów Charlie Brown będzie dumał nad sensem swego istnienia i ubolewał nad tym, że nie cieszy się zbyt dużą popularnością i sympatią wśród rówieśników. Linus cały czas nie potrafi rozstać się ze swoim kocykiem, dającym mu poczucie bezpieczeństwa. Lucy nadal aktywnie działa jako wzięty psychiatra i za 5 centów doradza Charliemu jak pokonać lęki.

Lucy: No dobrze. Z czym nasz problem?
Charlie: Z jutrem! Zawsze martwię się o jutro. A kiedy nadchodzi zaczynam się martwić o kolejne jutro. Pewnie po prostu boję się zmierzyć z przyszłością.
Lucy: Chyba mogę Ci pomóc Charlie... Najpierw musisz się odwrócić...Przyszłość jest w tamtym kierunku...No tak lepiej! Teraz zajmijmy się Twoją postawą...Jeśli chcesz się zmierzyć z przyszłością, musisz wypiąć pierś. Właśnie tak! Wypnij pierś i zmierz się z przyszłością! A teraz podnieś rękę i zaciśnij pięść. O, tak. Wyglądaj na stanowczego. No cóż, chyba już wiem, dlaczego boisz się zmierzyć z przyszłością.
Charlie: Dlaczego?
Lucy: Wyglądasz idiotycznie!

Nie zapominajmy także o Snoopym, dla niektórych najważniejszym bohaterze "Fistaszków Zebranych". W tym tomie czarujący beagle wciela się w rolę asa lotnictwa z czasów I wojny światowej, zgrywając bohatera, a także odkrywa w sobie talent sportowy.

Ten, kto doskonale zna wspaniałe komiksy Charles'a M. Schulza dobrze wie, że jest to wymarzona rozrywka połączona z błyskotliwymi spostrzeżeniami, które wydobywają się z ust małych dzieci. Ich dialogi i przemyślenia poruszą niejednego dorosłego czytelnika.

Za komiks dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia. 

11.18.2013

"Zawód: zwycięzca" Vadim Makarenko


Wydawnictwo Agora słynie z wydawania niebanalnych książek, które za każdym razem poruszają interesujące i ważne tematy. Tym razem moją uwagę przykuła książka "Zawód: zwycięzca", zawierająca w sobie zbiór wywiadów z przywódcami biznesu - szefem HBO, prezesem Tesco, szefem Yahoo, LA Film School i chociażby prezesem firmy komputerowej, która wydała na rynek kultową grę "World of Tanks". Wywiady przeprowadził Vadim Makarenko - dziennikarz Gazety Wyborczej, nominowany do nagrody Grand Press, autor książki "Tajne służby kapitalizmu".

Już zanim otworzyłam książkę wiedziałam, że będę miała okazję zapoznać się z sylwetkami najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi biznesu na świecie. Stosunek do biznesmenów mam ambiwalentny. Z jednej strony podziwiam niektórych za pasję, upór, determinację, umiejętność zarządzania zespołem, perfekcyjne planowanie czasu i odwagę. Niestety, w swoim życiu spotykałam większość takich, dla których liczą się tylko zyski, którzy nie szanują swoich pracowników, wyzyskują ich ciężką pracę i płacą najniższą krajową, a sami spijają całą śmietankę.

I dokładnie te same schematy powielają się w tej książce. Spośród wszystkich ludzi sukcesu przedstawionych czytelnikowi w "Zawód: zwycięzca" odnalazłam takie postaci, których charyzma aż wylewała się ze stronic, zarażając swym nastawieniem. Ich otwarty umysł, kreatywność i oryginalne pomysły aż zapierają dech w piersiach. Mowa tu chociażby o młodej, ambitnej kobiecie Marissie Mayer (prezes Yahoo!), uznanej przez magazyn "Fortune" jako jedna z najbardziej wypływowych kobiet biznesu.

Duże zainteresowanie wzbudził we mnie wywiad z  profesorem Philipem Zimbardo - psychologiem społecznym- tym od eksperymentu więziennego (Studenci z Uniwersytetu Stanforda zostali podzieleni na dwie grupy -strażników i więźniów. Po pewnym czasie studenci grający rolę strażników tak bardzo się w nią wczuli, że zaczęli znęcać się nad studentami grającymi więźniów). Mądry życiowo, dojrzały emocjonalnie mężczyzna, opowiada jak być bohaterem w swoim życiu, co oznacza życie dla innych i czym dla każdego człowieka jest dobro i kłamstwo. Nawet dla tego wywiadu warto sięgnąć po tę książkę.

Wielkie załamanie nerwowe przeszłam podczas lektury wywiadu z niejakim James'em Goodnight'em, jednym z najbogatszych amerykanów. Takich właśnie prezesów i dyrektorów dotychczas spotykałam na swej drodze. Przykład?
Dziennikarz pyta go o dzieci. Goodnight odpowiada, że od najmłodszych lat uczył je czytać, dbał o ich edukację, wpajał, że wykształcenie jest najważniejsze dla młodego człowieka. Przed oczyma mignęły mi obrazki z życia jego pociech zawożonych z jednych zajęć dodatkowych na drugie, obarczonych wybujałymi wymaganiami i ambicjami bogatego i wpływowego ojca. Kolejne pytanie brzmi "A co dał Pan dzieciom oprócz edukacji?" Na co szanowny pan odpowiada "Boże nie wiem...wygodny dom, ubrania". Nie wspomina o ojcowskiej miłości, szacunku do innych ludzi, wsparciu emocjonalnym czy duchowym.

Książka wzbudzi zainteresowanie nie tylko ludzi sukcesu, pracujących w biznesie. Lwia część wywiadów pokazuje walkę zwykłych ludzi z kryzysem na rynku, ciężką pracą (niektórzy z nich zaczynali szorując toalety czy pracując w sieciach z żywnością fast food) i długą, krętą drogą jaką musieli przejść, aby liczyć się na tym niepewnym rynku. Polecam.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Agora.

11.11.2013

"Czas Żniw" Samantha Shannon


Nigdy nie byłam fanką  literatury z gatunku paranormalnych, utopijnych i science-fiction. Dlatego też do tej książki podchodziłam z dystansem i ostrożnością. Kiedy przebrnęłam przez pierwsze kilkanaście stron, wiedziałam, że chcę przeczytać "Czas Żniw" jak najszybciej i już czekam na kolejne tomy.

Samantha Shannon to bez wątpienia obiecująca i bardzo młodziutka autorka, której debiut - "Czas Żniw" - jest na ustach miłośników literatury fantastycznej od całkiem niedawna. Co więcej, dziewczyna zbiera same pozytywne recenzje, a niektórzy twierdzą, że może powtórzyć sukces J. K. Rowling. Prawa do ekranizacji książki zostały już wykupione przez Imaginarium Studios. Czy faktycznie ten 7-tomowy cykl ma szansę na taki spektakularny sukces?

Przyjrzyjmy się bliżej fabule powieści. Mamy rok 2059. Świat już dawno przestał być miejscem przyjaznym zwykłym ludziom, a władzę przejęła obca rasa - ludzie obdarzeni paranormalnymi zdolnościami. Nastoletnia Paige jest jednym z najbardziej wybitnych jasnowidzów i już od 16 roku życia pracuje w tajnym Stowarzyszeniu. Co więcej, jest jednym z najważniejszych i najbardziej kompetentnych pracowników, którego ambicja, zdolności i przebojowość zdumiewa innych członków Stowarzyszenia. Jej praca owiana jest tajemnicą i nawet ojciec dziewczyny nie ma pojęcia czym zajmuje się jego córka. Jednak pewnego dnia wszystko wymyka się spod kontroli. Paige zostanie porwana i wywieziona do Oskfordu, gdzie zmuszona będzie podporządkować się niebezpiecznym Refaitom, łasym na jej talent. Rozpocznie się walka na śmierć i życie.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, dlatego łatwiej czytelnikowi poznać emocje towarzyszące Paige. Dzięki temu zabiegowi, czujemy pewnego rodzaju więź z dziewczyną i kibicujemy jej w każdej niebezpiecznej sytuacji. Nie obywa się także bez wątków miłosnych, a jakże! Paige przeżywa takie same emocjonalne huśtawki jak dzisiejsze nastolatki. Nie ma znaczenia, że akcja powieści dzieje się w 2059 roku. Pewne sprawy pozostają przecież niezmienne od pokoleń.

Świat opisany w książce jest przerażający, mroczny i niebezpieczny. Aby zrozumieć wszystkie zawiłości, autorka na początku książki umieściła szczegółowy opis kategorii jasnowidzenia oraz mapę Szeolu (kolonii karnej do której Paige została przydzielona). Na końcu książki znajduje się z kolei słowniczek wyjaśniający wszystkie niezrozumiałe pojęcia, takie jak złoty sznur, amarant czy rabdomancja.  Początkowo dość trudno się w tym połapać, jednak wraz z postępem czytania, wszystko staje się jasne.

Wielkie brawa należą się za styl oraz język powieści. Mimo młodego wieku, Samantha Shannon wykazuje się dużą dojrzałością pisarską, znakomicie buduje napięcie i dba o każdy szczegół. Kiedy czytałam "Czas Żniw" miałam wrażenie, że tekst jest "wypieszczony", dokładnie dopracowany, bez żadnego zbędnego słowa. Czy autorka utrzyma taki sam poziom w kolejnych tomach? Głęboko wierzę, że tak. Jeśli tak się stanie, będziemy mieli drugi bestsellerowy hit na miarę "Harrego Pottera".

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu SQN.

11.06.2013

"Wielki Gatsby z angielskim" M. Fihel, D. Jemielniak, G. Komerski


O "Wielkim Gatsbym" było ostatnio bardzo głośno. Dość dobry film z DiCaprio i melancholijna piosenka w wykonaniu Lany Del Rey  podbiły serca kinomanów na całym świecie. Za sprawą wydawnictwa Poltext możemy w oryginale przeczytać całe dzieło F. Scotta Fitzgeralda, bez zaglądania do słowników.

Pracuję z książką już ponad półtora miesiąca i nadal jej nie skończyłam. Materiału jest ogromna ilość i trzeba naszykować się na długie godziny nauki. Przyjemnej i efektywnej nauki języka angielskiego. Jak skonstruowana jest książka i jak wygląda nauka z nią?

W środku znajduje się 9 obszernych rozdziałów, a każdy z nich składa się z sekcji poświęconych:
-rozumieniu tekstu
-wyjaśnieniu pochodzenia zawartych we fragmentach słów i ogólnie słowotwórstwu
-gramatyce
-omówieniu aspektów historycznych i kulturalnych czytanego tekstu
-praktycznych ćwiczeń sprawdzających naszą wiedzę

Sekcja 1 to nic innego jak tekst "Wielkiego Gatsby'ego" w języku angielskim. Autorzy wyróżnili zielonymi polami trudniejsze słowa, podając ich tłumaczenie na marginesach. Nie ma się co oszukiwać. Nie jest to tekst, dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z językiem angielskim. Aby zrozumieć tekst i czerpać korzyści z tej książki, należy znać ten język co najmniej na poziomie B1-B2. Aby sprawdzić, czy dany fragment jest dla nas zrozumiały, pod każdym rozdziałem umieszczono kilka pytań kontrolnych (typu zamkniętego).


Druga sekcja poświęcona jest... słowom. Wszystkie zawiłości językowe wyjaśnione są w języku polskim. Dodatkowo czasami napotkać można wtrącenia historyczne. Pojawiają się wielkie i znane postaci mocno związane z fabułą książki. 

Rozumienie struktur gramatycznych zostaje dokładnie omówione w sekcji 3. Autorzy skupili się tutaj na wyjaśnieniu trudniejszych konstrukcji, które mogą sprawiać czytelnikom problemy. Podają także inne przykłady ich zastosowania, co znacznie ułatwia naukę. 

Strony poświęcone aspektom kulturalnym i historycznym (łącznie z postaciami historycznymi) omawianymi w książce umożliwiają lepsze zrozumienie treści tego kultowego dzieła. Dowiemy się między innymi czym była American Civil War oraz poznamy historię Rolls-Royce'a.

Ostatnia sekcja to oczywiście ćwiczenia praktyczne. Całą swoją wiedzą zdobytą podczas czytania, uczenia się gramatyki oraz  nowych słówek sprawdzamy za pomocą krzyżówek, prostych uzupełnianek i ćwiczeń typu "połącz w pary". Na końcu książki znajduje się słowniczek i klucz odpowiedzi.


Taka nauka, przynajmniej mnie, sprawia dużo radości. Jest znacznie ciekawsza niż typowe wkuwanie słówek, rozwiązywanie zadań gramatycznych czy siedzenie na lekcji grupowej. Dzięki samodzielnej pracy z książką można samemu narzucić sobie tempo. Ja założyłam, że uda przerobić mi się książkę w 9 tygodni, tzn. jeden rozdział na tydzień.  Mam nadzieję, że za 3 - 4 tygodnie będę mogła dumnie powiedzieć, iż przeczytałam klasykę w oryginale, a przy okazji poznałam setki nowych słówek, konstrukcji gramatycznych i poznałam lepiej historię i kulturę USA.

Oby więcej takich książek na naszym rynku. Polecam!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Poltext.


10.26.2013

"Dzienniki 1945-1950" Agnieszka Osiecka


Na tę książkę czekałam bardzo długo. Jestem miłośniczką Osieckiej i jej wspaniałych, lirycznych tekstów. W tym miesiącu półki w księgarniach wzbogaciły się o pierwszy tom dzienników Agnieszki Osieckiej, które poetka zaczęła pisać w wieku 9 lat. Łatwo zatem odczytać z okładki, że książka ta obejmuje jedynie 5 lat z życia pani Agnieszki i stanowili ciekawą zapowiedz kolejnych tomów.

Dzienniki rozpoczynają się wyczerpującym wstępem analizującym wybrane fragmenty pamiętników. Z tego obszernego tekstu dowiemy się nieco więcej o jej rodzinie, szkołach, do których uczęszczała, jej przyjaciółkach, sympatiach i stosunku do otaczającej jej polskiej rzeczywistości.

Poznajemy dziewczynkę, która już od najmłodszych lat pragnie zdobywać świat. Z zapałem uczy się języków obcych i pilnie odrabia prace domowe. Jest dumna z własnych osiągnięć i chce być we wszystkim najlepsza. W małej Agnieszce drzemie chęć nie tylko rywalizacji umysłowej, ale i sportowej. Z zapałem uczęszcza na lekcje pływania i z pełnym zaangażowaniem oddaje się temu hobby.

Dzienniki odkrywają jej głęboko skrywane uczucia i przemyślenia. Mimo młodego wieku są to przemyślenia, które często dotykają 20-latków, a nie zbuntowanych nastolatek. Jednak nastoletnia Agnieszka wykazywała się niezwykłą dojrzałością emocjonalną i naturą myślicielki. Z uwagą poddawała analizie nie tylko zachowania rówieśników, ale własnych rodziców i nastrojów panujących w polityce. Jej niezwykłość i oryginalność rzucała się w oczy, a sama Agnieszka była tego świadoma.

Dzienniki to doskonała i zdumiewająca publikacja, która zaskoczy niejednego fana twórczości Osieckiej. Na światło dziennie wychodzi prawdziwa twarz i rozterki młodocianej pisarki. Po lekturze pierwszego tomu nie mogę doczekać się kolejnego, z okresu kiedy stawiała pierwsze kroki w dorosłość. Bez wątpienia -pasjonujące.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

10.20.2013

"Doktor Sen" Stephen King


Drugie podejście do Kinga. Podejście równie rozczarowujące jak pierwsze. Wielu miłośników Kinga twierdzi, że pisarz chwile świetności ma już za sobą, gdyż jedynie jego pierwsze thrillery i dreszczowce są arcydziełami, a najnowsze publikacje pozostawiają wiele do życzenia. Przyznaję, że czytałam wyłącznie "Joyland" oraz najnowszą książkę "Doktor Sen", która jest kontynuacją kultowego "Lśnienia". "Doktor Sen" to standardowy, niczym nie wyróżniający się na rynku thriller z elementami science-fiction. Dobra lektura na kilka wieczorów, ale po "mistrzu Kingu" spodziewałam się czegoś więcej.

Ten, kto czytał lub widział "Lśnienie" z pewnością jest ciekawy dalszych losów małego Dana. W sequelu Dan jest już dorosłym mężczyzną dotkniętym problemem alkoholowym, który, jak to zwykle bywa w takich przypadkach, odbiera radość życia, wprowadza w nie wiele chaosu i lęków. Niezwykły dar, jakim obdarzony jest Dan, nadal daje o siebie znać. Rozpoczyna pracę w hospicjum, gdzie pomaga umierającym pacjentom spokojnie pożegnać się ze światem w chwili śmierci. To właśnie dlatego zyskuje przydomek Doktor Sen.

Punktem przełomowym w jego życiu jest spotkanie (najpierw drogą telepatyczną, potem osobiście) obdarzonej podobnym darem - Abry - dziewczynki, która u swoich rodziców wzbudza przerażenie swoimi niezwykłymi, paranormalnymi umiejętnościami i nadludzką intuicją. W grę wchodzi jasnowidzenie, telepatia oraz możliwość zajrzenia w czyjeś myśli i spojrzenie na świat oczami innych ludzi. Któregoś dnia małoletnia Abra otrzymuje jasny sygnał od nieznanego jej chłopca, który mordowany jest przez grupę tajemniczych istot, które żywią się "parą" małych, obdarzonych szóstym zmysłem dzieci.  Grupa nosi nazwę "Prawdziwego Węzła" i ma w planach kolejne zabójstwa w celu pozyskania życiodajnego pokarmu, które zapewnia im młodość i witalność.

Dan i Abra mają niewiele czasu na odnalezienie i powstrzymania grupy przed kolejnymi zabójstwami. Sprawa staje się tym bardziej skomplikowana, gdyż członkowie dowiadują się o istnieniu niezwykłej dziewczynki i ich celem staje się wyssanie z niej drogocennej "pary".

Fabuła przemyślana całkiem zgrabnie, jednak autor chyba na siłę pragnął z powieści zrobić ogromny tom, gdyż zdecydowana większość opisów i wątków pobocznych była zwyczajnie zbędna. Książka nie wywołała we mnie dreszczy przerażenia, ani nie była przyczyną bezsennych nocy. Za dużo było w niej elementów paranormalnych, których nie jestem miłośniczką. Nie mogę jednak ostatecznie skreślić autora i całkowicie odradzić Wam lektury książki. Myślę, że znajdzie ona swoich zwolenników wśród starych fanów Kinga i tych, którzy uwielbiają horrory. Ja zdecydowanie do nich nie należę.

Za lekturę pragnę podziękować Wydawnictwu Prószyński i S-ka.


10.15.2013

"Dzika kuchnia" Łukasz Łuczaj

Dzikie jest złe czy dobre? Co znaczy być dzikim, pierwotnym, szczególnie w naszych czasach? Czy powrót do dzikości, do korzeni jest w ogóle jeszcze możliwy? Może chociaż w kuchni i potrawach, które jemy?


Na te nurtujące pytania stara się odpowiedzieć Łukasz Łuczaj w książce „Dzika kuchnia”. Autor jest osobą, która dany temat zna z wieloletniego własnego doświadczenia. Przeprowadził się on z miasta do drewnianej chaty na wsi, stosuje i propaguje życie zgodne z naturą, tak zwaną dietę paleolityczną i umiejętności survivalowe, czyli pozwalające na przeżycie w trudnych warunkach surowej przyrody. Autor dzieli się swoimi poglądami w krótkich tekstach, przeplatających tę bogatą w zdjęcia książkę. Czyta się je z przyjemnością, ponieważ autor nie jest nawiedzonym ekologiem, jedzącym trawę i pijącym deszczówkę, przekonanym o słuszności i zbawienności swojego stylu życia. Nie, Łukasz Łuczaj ma ciekawe i zdrowe podejście do życia i świata.


Trudno w to z początku uwierzyć, szczególnie zważywszy na przepisy kulinarne proponowane w książce. Czy to w ogóle da się jeść? Szczerze powiem, że wiele roślin, które człowiek może ugotować i zjeść to dla mnie zupełne nowości lub znałam je ale nie zwracałam uwagi, nie podejrzewając, że są jadalne. Pokrzywa, mniszek lekarski, zwany mleczem, lebioda to drobnostki w porównaniu z: gwiazdnicą, podgarycznikiem czy ziarnopłonem. A robi się z nich takie pyszności jak: karpacka ziemniaczanka z kurdybankiem, pierogi z liśćmi bukowymi, frytki z czyśćca błotnego i makaron ryżowy z kaliną.


Kolejnym zastosowaniem książki może być pomoc w identyfikacji roślin, które znajdziemy na spacerach po lasach, łąkach i parkach. Książka jest pełna zdjęć kwiatów, liści, owoców itp. każdej z opisanych roślin. Dla "zielonych" zapaleńców jak znalazł!


"Dzika kuchnia" ma więc wielorakie funkcje: można ją czytać, przeglądać zdjęcia, gotować z nią lub identyfikować na jej podstawie znalezione rośliny. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia

9.29.2013

"Księga kodów podświadomości" Beata Pawlikowska


Kilka lat temu trzymałam w rękach jeden z pierwszych poradników napisanych przez znaną podróżniczkę i dziennikarkę Beatę Pawlikowską. Jako że wtedy bardzo przypadła mi do gustu i na długo pozostała w mojej pamięci, postanowiłam zajrzeć do jednej z jej najnowszych książek - "Księgi kodów podświadomości". I przyznaje, że mam trochę mieszane uczucia. Po lekturze poradnika byłam tyle samo razy pozytywnie zaskoczona, co zdenerwowana.

Beata Pawlikowska tłumaczy nam, że wszystko co dzieje się w naszym życiu jest wynikiem świadomych działań oraz podświadomości. Nie trudno się z tym nie zgodzić. Idąc dalej, nie mamy zbyt dużego wpływu na to czym (jakimi ideami, wzorami i stereotypami) karmiono nas w dzieciństwie. Prawda. Czasami podświadomie czynimy sobie krzywdę, uważamy siebie za gorszych/lepszych lub na siłę staramy się komuś pomóc. Podświadomość jest tak skomplikowaną i nie dającą się ogarnąć.. no właśnie czym? Materią? Stanem umysłu? Ciężko nawet całkowicie poprawnie ją zdefiniować. Dlatego też rozmyślanie o tym, jakie płata nam na co dzień figle i sprowadza na złe drogi, jest długim i żmudnym wysiłkiem.

Autorka próbuje zapoznać nas z błędnymi kodami, jakie zostały wszczepione w podświadomość w okresie dzieciństwa. A następnie stara się w sposób bardzo logiczny przedstawić swoje własne kontrargumenty i nauczyć nas poukładać swoje myśli na nowo. Nie ukrywa, że nie jest to prosta transformacja, która może trwać długimi miesiącami, aż w końcu poczujemy się wolni i szczęśliwi.

Za książką przemawia wiele. Jest to przede wszystkim styl autorki i jej zdroworozsądkowe podejście do życia i problemów. Pani Beata ma bardzo duży dystans do tego co ją otacza. Uważa, że 99% społeczeństwa to ludzie z fałszywymi kodami podświadomości, które tylko czekają na to, aby ukazać swoje oblicze. To dlatego wydaje nam się, że nie osiągnęliśmy nic w swoim życiu lub że inni ludzie mają od nas lepiej. Jestem pewna, że każdy z nas ma czasami takie myśli. Co się za tym kryje i jak to naprawić? To już temat, który dokładnie i bardzo wyczerpująco został poruszony w książce (430 stron). Z wieloma opiniami autorki się zgadzam. Jak chociażby z tym, że oglądanie wiadomości i serwisów informacyjnych ogłupia i niszczy psychikę. Oczywiście można podać argument, że wtedy nie wie się nic o świecie, nie orientuje w sytuacji politycznej czy nie ma pojęcia o toczących się wojnach, a przez to staje się mniej wartościowym człowiekiem. A czy takie informacje sprawiają, że jesteśmy radośniejsi, żyjemy lepiej, jesteśmy spokojniejsi i zrelaksowani? Wręcz przeciwnie. Często są powodem skoku ciśnienia (kłótnie polityków), bezsenności (wojny, morderstwa) czy poczucia, że świat jest agresywny, a każdy dzień to walka. Stąd, według autorki, biorą się niezadowoleni z życia ludzie, pogrążeni w wyścigu szczurów, wrogo nastawieni do każdego w stresujących sytuacjach.

Uwielbiam ilustracje podróżniczki, oplecione ciekawymi sentencjami lub zdaniami, dodającymi skrzydeł. Są urocze w swojej prostocie i bardzo wymowne. Książka zawiera kolorowe strony (żółte), na których znajdziemy krótkie, aczkolwiek zapadające w pamięć zdania, będące podsumowaniem jej dotychczasowych słów.

To, co wzbudziło moją lekką niechęć były powtarzające się przekleństwa. Kompletnie nie rozumiem dlaczego autorka poczuła potrzebę ich użycia. Czy nie wiążą się one z agresją i strachem, o którym tak rozlegle rozpisuje się pani Beata? Być może miało to jakiś głębszy sens, którego nie potrafię pojąć. Uważam też, że momentami pisarka pisała trochę na siłę, jakby z góry założyła, że poradnik musi mieć ponad 400 stron. Wiele z przesłań powtarza się wielokrotnie. Jest to pewnie podyktowane chęcią utrwalenia wiedzy i wpojenia jej w podświadomość.

Mimo kilku wad, książkę oceniam dość wysoko. Nie da się zakwestionować tego, o czym pisze autorka. Ja także należę do tych nieszczęsnych 99% populacji, której za młodu wciśnięto w głowę pewne idee. Do tej pory jestem świadkiem tego, jak bardzo wpływa to na moje życie. Po lekturze tej książki, niemal w każdej życiowej sytuacji czy zachowaniu dopatrywałam się jakiś kodów, popadając nieco w paranoję. Problem jednak istnieje i rady zawarte w książce z pewnością mogą pomóc niejednemu zagubionemu w fałszywych kodach człowiekowi. Wymaga to jednak długiej pracy i cierpliwości. Z dużą przyjemnością zapoznam się z kolejnymi poradnikami z tej serii, które będą ukazywać się regularnie na półkach księgarń.

Za książkę dziękuje Wydawnictwu G+J


9.25.2013

Codzienniki - nowy sposób na mobilizację do nauki języków obcych


Od niedawna na półkach naszych księgarń można znaleźć dwie nowe pozycje użyteczne podczas nauki najbardziej popularnych języków: angielskiego i niemieckiego. Dotychczas nie spotkałam się z takimi książkami, dlatego z wielkim zapałem rozpoczęłam pracę z pierwszą z nich - "Codziennikiem angielskim".


Książka to doskonałe połączenie podręcznika, notesu, organizera i motywatora, który pomoże nam regularnie i wytrwale szkolić język angielski. Od początku autorki pytają nas: "Po co uczysz się angielskiego"? Na pierwszej stronie powinniśmy spisać cele i motywy, jakie nami kierują. Pozwoli to nam częściej o nich myśleć i dopingować się w chwilach lenistwa.

W kolejnym kroku przechodzimy do bajecznie kolorowego kalendarza. Korzystanie z niego można zacząć od dowolnego dnia, wystarczy wpisać tylko rok na górze strony. Codziennie mamy możliwość przeczytania ciekawych cytatów, idiomów, dowcipów z Wysp Brytyjskich, przysłów i króciutkich artykułów dotyczących życia i kultury Wielkiej Brytanii i nie tylko. Tym samym każdego dnia mamy kontakt z językiem angielskim! Duża część książki jest przeznaczona również na doskonalenie gramatyki i słowotwórstwo.





Druga część książki to już miejsce na naszą inwencję. Tutaj możemy stworzyć swój osobisty plan nauki. Dokładnie określamy ile czasu w danym tygodniu przeznaczymy na naukę języka w szkole/kursach/studiach/podczas korepetycji, naukę nowych słówek, słuchanie muzyki, oglądanie filmów, konwersacje czy czytanie po angielsku. Staramy się aby wszystkiego było w miarę po równo: czytania, pisania, rozumienia i mówienia. Ważne, jest, aby za każdym razem dokładnie pisać ile czasu zajęła nam nauka. Pod koniec tygodnia robimy podsumowanie w tabelkach (znajdują się one na końcu książki). Taką samą czynność wykonujemy pod koniec miesiąca itd.


 Nie da się ukryć, że "Codziennik angielski" jest nowym, świeżym i doskonałym pomysłem dla wszystkim zabieganych ludzi, którzy mają wieczny problem z organizacją nauki. Ten oryginalny organizer i podręcznik w jednym starczy nam na pełny rok kalendarzowy nauki. Warto spróbować!

Identyczna książka dostępna jest także w wersji dla osób uczących się języka niemieckiego. Uważam, że wydawnictwo mogłoby pokusić się o wydanie podobnych codzienników do organizacji nauki innych języków obcych. Będę na bieżąco śledzić ich zapowiedzi wydawnicze.

Za książki dziękuję Wydawnictwu Poltext

9.19.2013

"Ocaliła mnie łza" Angele Lieby


Kiedy obejrzałam film "Motyl i skafander" długo zastanawiałam się nad tym, co czuje osoba wychodzą z zespołu zamknięcia. Jak bardzo wyostrzają się jej zmysły i jak każda, nawet banalna czynność jak otwieranie oczu czy poruszanie językiem wydaje się być arcytrudnym zadaniem. Dość podobnie wygląda choroba zwana zapaleniem pnia mózgu Bickerstaffa, z którą przyznaje, że spotkałam się po raz pierwszy.

Angele po wyjściu z ciężkiej śpiączki postanowiła podzielić się ze światem swoim doświadczeniem związanym z chorobą. Jej przerażająca relacja ma być przestrogą dla rodzin osób, które nie mogą wyjść ze śpiączki, a lekarze nie dają większych szans na... życie.

Historia kobiety zaczyna się bardzo niewinnie. Któregoś dnia w pracy Angele odczuwa niecodzienny, silny ból głowy. Jest to dla niej zaskoczenie, gdyż wcześniej zdarzało się to sporadycznie. Ten rodzaj bólu wzbudził w niej silny niepokój, ponieważ znacznie różnił się od typowego bólu głowy, który można było zlikwidować za pomocą tabletki. Gdy ból długo nie ustępował i z godziny na godzinę tylko się nasilał, mąż Angele postanowił zabrać ją do szpitala.  Po serii badań lekarze nadal nie potrafili postawić jednoznacznej diagnozy. Zdecydowali się na wprowadzenie pacjentki w stan śpiączki farmakologicznej. Kilka dni później wybudzenie jej z tego stanu okazało się niemożliwe.

Lekarz przekazuje mężowi druzgocącą diagnozę - pacjentkę należy odłączyć od maszyny podtrzymującej życie. Nikt jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, że Angele jest w pełni świadoma, na przekór tego, co twierdzą lekarze. Kobieta nie tylko słyszy wszystko, co dzieje się wokół niej, ale i doskonale wszystko czuje, każdy dotyk, bolesne i nieprzyjemne zabiegi. Wewnętrznie krzyczy z bólu i rozpaczy, a na zewnątrz wydaje się być martwa.

Książkę czytałam dość długo. Robiłam do niej kilka podejść. "Ocaliła mnie łza" jest dla mnie wstrząsającym, przerażającym i niezwykle ważnym dowodem na to, że pacjenci pogrążeni w śpiączce mogą być w pełni przytomni i uwięzieni w swoim ciele jak w najgorszym więzieniu.

Lektura zdecydowanie obowiązkowa dla każdego. Należy mieć świadomość, że każdy z nas może znaleźć się w takiej sytuacji, dlatego warto rozmawiać o tym z najbliższymi. "Ocaliła mnie łza" to wzruszająca, dająca nadzieję, zwyczajnie piękna historia jak miłość do drugiego człowieka i ogromna chęć walki o życie, dała pewnej kobiecie szansę na to, by zacząć wszystko od nowa.

Za poruszającą lekturę dziękuję Wydawnictwu Świat Książki. 

9.10.2013

"Alfred Hitchcock. Nieznana historia psychozy" Stephen Rebello


Film "Psychoza" w reżyserii Alfreda Hitchcocka przeraża nawet w dzisiejszych czasach. Mistrz suspensu musiał przejść jednak długą i krętą drogę, po to aby "Psychoza" w ogóle powstała.

Książka to historia nie tylko samego filmu, ale i sylwetka (dość masywna:)) reżysera i jego żony, wzajemnych relacji, zazdrości i walki z wytwórnią filmową. Autor książki sięga jeszcze głębiej i wyjaśnia czytelnikom kim był Ed Gain i dlaczego bez niego nie doszłoby do niczego. Na podstawie książki w 2012 roku powstał film "Hitchcock".

Kim naprawdę był Hitchcock i dlaczego niemal każdy jego film zyskiwał ogromną popularność i stawał się kinowym przebojem? Książka przedstawia go jako mężczyznę nieco zakompleksionego, chadzającego do psychiatrów, borykającego się z problemem alkoholowym. Hitchcock ze swoją żoną Almą (scenarzystką i montażystką) także pozostaje w dość chłodnych relacjach. Przynajmniej tak odbierali ich członkowie ekipy filmowej i znajomi. Nic więc dziwnego, że Alfred podejrzewał, że jego ukochana oddaje się w ramiona kolegi z branży.  To wszystko sprawiło, że reżyser był wybuchowy, impulsywny i cechował się nerwowością.

Wszyscy (z żoną i Paramonut Pictures na czele) odradzali Hitchcockowi kręcenia "Psychozy". On sam wydał małą fortunę na wykupienie praw autorskich do książki, o tym samym tytule i od pierwszej strony  lektury wiedział, że film może stać się przełomem. Wytwórnia filmowa zgodziła się tylko pod warunkiem, że to reżyser pokryje prawie cały koszt nagrania. Pod wielkim znakiem zapytania stanęła przyszłość Alfreda i Almy oraz fakt posiadania pięknej posiadłości z basenem. Z tygodnia na tydzień było coraz gorzej. Film spotkał się z odmową wydania. Do gustu szczególnie nie przypadła scena pod prysznicem (dzisiaj kultowa) oraz fakt, że w filmie pokazano ubikację i czynność spuszczania wody. Wzbudziło to niesmak i konsternację.

Co zatem sprawiło, że "Psychoza" odniosła niebywały sukces? Tego zdradzić nie mogę, dlatego też gorąco zachęcam do lektury. Nieprawdopodobna historia powstania jednego z najsłynniejszych thrillerów zaskoczy z pewnością niejednego kinomana.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu SQN

9.04.2013

Angielski Slang i cytaty filmowe - fiszki


Czy można połączyć naukę z fiszek z zabawą? Jak najbardziej. Tym razem do moich rąk wpadło zgrabne pudełeczko z 500 fiszkami "Slang i cytaty filmowe". Co znajdziemy w środku?


  • 3 kolorowe przegródki do nauki z fiszkami. Zielona mówi nam o fiszkach, z których uczymy się w danym momencie. Niebieską zaznaczamy ilość kartoników, które zostały przez nas opanowane. Natomiast pomarańczowa mówi nam ile nauki jeszcze przed nami.
  • 430 fiszek ze slangiem, zarówno British jak i US. Przyznaje, że z 90% z nich widziałam po raz pierwszy na oczy. Zwroty typu " śmierć na chorągwi" czy "gęsta mgła" (pea sup!) od razu głęboko zapadają w pamięć. Poza tym to świetna rozrywka, gdy wyciąga się kolejne fiszki z czasami absurdalnymi i zabawnymi zwrotami, o których nigdy nie pomyślałam, że będę się uczyła.
  • 70 fiszek z cytatami filmowymi. Znajdziemy tutaj cytaty z takich kultowych filmów jak m.in: "Mroczny Rycerz", "Skazani na Shawshank", "Blues Brothers", "Zapach kobiety", "Cudowni chłopcy" czy "Casablanca".

Według mnie to rewelacyjny i pomysłowy produkt, który umili naukę języka angielskiego nawet osobom bardzo opornym na naukę i bardzo niechętnym tradycyjnym fiszkom. Jednak polecam ją tym, którzy na stopniu co najmniej średnio zaawansowanym opanowali język angielski. Nauka slangu w dwóch odmianach i cytatów filmowych może okazać się niezwykle pomocna przy błyskotliwej konwersacji. Mi nauka wszystkich fiszek z pudełeczka zajęła około 1,5 miesiąca, jednak nie miałam zbyt brawurowego tempa. 

Ciekawe, czy powstaną podobne fiszki  z cytatami z klasyki literatury?

Za fiszki dziękuję Wydawnictwo Edgard.

9.03.2013

"Zakład pogrzebowy przedstawia!" Peter Wilhelm

"Panuje przesąd, że przedsiębiorcy pogrzebowi są zrzędami, smutasami i osobami ponurymi. Nie mają poczucia humoru i chodzą cały dzień z grobową miną. Ha! To wszystko nieprawda i w rzeczywistości jest zupełnie inaczej."
Wszyscy miłośnicy kultowego już serialu "Six feet under" w końcu mają idealną lekturę dla siebie. Peter Wilhelm jest właścicielem niewielkiego domu pogrzebowego w Niemczech. Ten biznes jest dla niego codziennością i pracą praktycznie 24 godziny na dobę 365 dni w roku. Nie ma co się dziwić, śmierć nie wybiera dnia ani godziny.

W książce znajdziemy kilkanaście historii o codziennej pracy w zakładzie pogrzebowym. Nie są to jednak mrożące krew w żyłach historie o duchach czy ożywających nieboszczykach. To autentyczne zapiski dotyczące standardów organizowania pochówku, ceremonii pogrzebowych, a może przede wszystkim historie ludzi, którzy musieli zderzyć się z faktem, że ich najbliższa osoba nie żyje.

Każda z historii opowiada o innym przypadku, innych problemach, co pokazuje jak bardzo różnimy się w naszych potrzebach pożegnania członka rodziny, przyjaciela czy ukochanej osoby. Do łez doprowadził mnie rozdział, w którym 29-letnia kobieta musi pożegnać swojego tragicznie zmarłego męża. Emocje towarzyszące kobiecie udzieliły się także i mnie.

Autor książki prowadzi bloga, na którym opisuje jak wygląda jego praca od zaplecza i dzieli się z czytelnikami wątpliwościami, radościami i najciekawszymi przypadkami, z którymi przyszło mu się zmierzyć. Doskonała i głęboka refleksja na temat śmierci i ostatniego pożegnania. Oryginalna i dość rzadko spotykana tematyka, z którą koniecznie trzeba się zapoznać.

8.30.2013

"Angielski - Cold Little hand" Kevin Hadley Kryminał z ćwiczeniami


Tego jeszcze nie było. Przynajmniej ja nigdy nie miałam okazji, aby uczyć się angielskiego w takiej formie. Owszem można by wziąć pierwszą lepszą powieść w języku angielskim i zaznaczać słówka, których nie znamy, ale byłoby z tym strasznie dużo pracy. Nie mielibyśmy także okazji, aby potrenować za pomocą specjalnie dobranych do tekstu ćwiczeń.

"Cold little hand" to jedna z książek większego cyklu, który zostaje wydawany przez mój ulubiony Edgard. Niewielkich rozmiarów (mieszcząca się w damskiej torebce) książeczka to połączenie przyjemnego czytania, trzymającego w napięciu kryminału oraz nauki języka angielskiego na poziomie B1-B2 (średnio zaawansowany). Jak wygląda zatem nauka z tą książką?

37 rozdziałów  tworzy całkiem zgrabnie i interesująco napisany kryminał (oczywiście w języku angielskim). W każdym rozdziale znajduje się tekst kryminału wraz z wytłuszczonymi słowami do nauki. Zazwyczaj tekst ten ma długość dwóch stron. Po nim przechodzimy do ćwiczeń - krzyżówek, uzupełnianek, tabelek, łączenia synonimów i antonimów, tworzenia zdań z nowymi słówkami czy podawania definicji. Tym samym, na bieżąco ćwiczymy nowo poznane wyrazy.

Aby ułatwić czytelnikowi naukę, na marginesach książki znajdują się wszystkie słówka wraz z tłumaczeniem. I tak przy każdym rozdziale. Na końcu książki umieszczony został słowniczek oraz odpowiedzi do wszystkich ćwiczeń.  Według mnie świetna metoda nauki języka angielskiego, pozwalająca nie tylko na opanowanie nowego słownictwa, ale i na wykształcenie w nas szybkiego czytania w obcym języku.

Po cichu liczę na to, że Edgard zdecyduje się na wydanie podobnych książek w innych językach. Marzy mi się hiszpański albo japoński! Może kryminały nie są moim ulubionym gatunkiem literackim, lecz z pewnością pomysł połączenia go z aktywną nauką to strzał w 10!

Czy mieliście już okazję testować jedną z tych książek? Co uważacie o takiej metodzie?

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Edgard

8.29.2013

"Lekcje Madame Chic" Jennifer L. Scott


O tej książce jest ostatnio dość głośno nie tylko na blogach ale w i prasie kobiecej. Na ogół z dużym dystansem podchodzę do książek, mających tak rozbuchaną promocję. Przyznaje jednak, że "Lekcje Madame Chic" to jedna z najciekawszych książek/poradników, które czytałam w tym roku. Idealnie wpasowała się w mój gust czytelniczy i filozofię życia.

Jennifer L. Scott jest amerykanką, która pewną część ze swojego życia spędziła w romantycznym Paryżu na wymianie studenckiej. Spotkała się z wielką barierą kulturową, która na początku wprawiła ją w osłupienie. Amerykanka przyzwyczajona do durnych seriali, reality-show, śmieciowego jedzenia (nawet w środku nocy) i konsumpcjonizmu, zderzyła się z rodzinami,u których zawsze jadało się ( zawsze o wyznaczonych porach) obfite posiłki z najlepszych produktów, słuchało muzyki klasycznej, chodziło do teatrów i opery oraz unikało oglądania telewizji. Stało się to punktem zapalnym prowadzącym do wielkich zmian w jej życiu. Autorka pokazuje czytelniczkom (gdyż jest to zdecydowanie książka dla kobiet), że życie może być bardziej wartościowe, gdy zrezygnujemy z kupowania, nadmiernego makijażu, marnowania czasu przed ekranem telewizji i nauczymy się doceniać drobne przyjemności.

Książka w sposób bardzo logiczny i przekonujący sposób uświadamia nam jakie błędy popełniamy na co dzień, w niemal każdej sytuacji. Jemy w biegu, pijemy w biegu, ulegamy zakupowym pokusom, narzekamy, marudzimy, nie potrafimy rozmawiać z drugim człowiekiem, ubieramy się byle jak (kupując tony ciuchów, które nie są nam potrzebne) czy też mamy zbyt niską samoocenę.

W poradniku znajdziemy porady rodem z Francji z niemal każdej dziedziny życia. Mówi o pełnej akceptacji i celebracji życia poprzez codzienne wykonywanie stałych czynności i małych rytuałów. Najbardziej urzekł mnie pomysł 10 elementowej garderoby. Wzięłam się za wielkie sprzątanie i wyrzuciłam dwa wielkie worki z ciuchami - za małymi, za dużymi, zniszczonymi, nie pasującymi do niczego itp. Została mi może 1/10 tego, co miałam wcześniej i nie odczuwam większej straty. Wręcz przeciwnie, nareszcie czuje, że nie jestem niewolnicą własnej szafy. Minimalizm w makijażu stosuje od zawsze, jednak rozdziały poświęcone sztuce podkreślania swojej urody z pewnością przydadzą się czytelniczkom. Mnie również skręca na sam widok młodych kobiet z ciemnymi kreskami na dole i górze powieki, z grubą warstwą cieni do powiek i rzęs, które sprawiają wrażenie, jakby miały się pokruszyć. Same przyznajcie, to jest okropne! Paryżanki bardziej skupiają się na własnym rozwoju, przyjemnościach, jakości i nienagannych manierach. Oczywiście nie należy popadać w skrajności i zgrywać wyrafinowaną damę. Tylko naturalność, radość z życia i szacunek dla innych ludzi jest chic!

Książka jest świetną lekturą uświadamiającą nam, jak ważne w życiu jest... samo życie. Jak często zapominamy o tym, że do szczęścia nie są nam potrzebne kolejne gadżety, ciuchy czy inne bibeloty? Jestem pewna, że dość często. Jedyna rzecz, jakie mnie raziła w tej książce to napis na okładce -"Opowieść o tym, jak z szarej myszki stałam się ikoną stylu". Nie wiem, czy to słowa autorki czy wydawnictwa. Autorka na pewno nie była szarą myszką, tylko rozkapryszoną amerykanką. I na pewno nie może mówić o sobie "ikona stylu". To chyba lekka przesada. Monroe, Chanel, Hepburn  były ikonami stylu. Ktoś tu grubo przesadził :)

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

8.24.2013

"Joyland" Stephen King


Od dawna nosiłam się z zamiarem przeczytania czegokolwiek mistrza horroru i grozy. Niestety, było to spotkanie bardzo rozczarowujące.  Spodziewałam się dreszczy emocji, strachu sięgającego zenitu i mrocznego, zagadkowego klimatu. To czego doświadczyłam podczas lektury bardziej przypominało przyjemną wędrówkę po dość ciekawie przeprowadzonej fabule, jednak bardzo przewidującej i mało oryginalnej.

21-letni Devin, jak większość młodych ludzi na całym świecie, postanawia dorobić podczas letnich wakacji. Trafia do jednego z lunaparków o dość jednoznacznej nazwie "Joyland". Tam rozpoczyna nie tylko męczącą i wymagającą pracę (w większości czasu chłopak paraduje w upale w stroju pluszowego psiaka), ale i nawiązuje nowe przyjaźnie z innymi pracownikami w podobnym wieku. Devin pragnie zapomnieć o nieszczęśliwej miłości, która najłagodniej mówiąc, nie miała już najmniejszej ochoty na dalszy romans. To, plus problemy finansowe, czynią z naszego bohatera przeciętnego studenta o nieco wybujałej wyobraźni i duszy romantyka.

Pewnego razu chłopak dowiaduje się, że Joyland ukrywa pewną mroczną tajemnicę. Podczas jednego z gorących, wakacyjnych okresów doszło do okrutnego morderstwa. Tajemniczy, zamaskowany mężczyzna z ogromną brutalnością podrzyna gardło swej randkowej partnerce w Domu Strachu, znajdującego się na terenie Joylandu. Od tej pory w ciemnych tunelach Domu Strachu duch młodej dziewczyny ukazuje się różnym osobom w najmniej oczekiwanym momencie. Czytelnik już wie, że zaintrygowany bohater będzie podążał tropem mordercy, aż sam znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Ano, banał.

Devin na swej drodze napotyka małego, niepełnosprawnego chłopca  z darem jasnowidzenia oraz jego samotną matkę (seksowną i uroczą, a jakże!). Oboje odegrają bardzo dużą role w jego życiu, a także staną się czynnikiem zapalnym wiodącym do rozwiązania zagadki.

Mimo dość nużącej fabuły, książka posiada swój styl. Czyta się ją zwyczajnie przyjemnie, jak każdy lepszy kryminał na wakacje. Jednak nie widzę większej różnicy pomiędzy tą książką autora a innymi książkami z tego gatunku, które dostępne są teraz na naszych księgarnianych półkach. W tej kwestii bezkonkurencyjna jest dla mnie Yrsa Sigurdardottir. Być może "Joyland" lepiej prezentowałby się na srebrnym ekranie?

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

8.19.2013

"Błysk Rewolwru" Wisława Szymborska


"Kto powiedział, że Francuzi
nas miłują do absurdu,
ten nie pozna własnej buzi
w przenajświętszej grocie Lourdu"

Przyznaje szczerze, że moje dotychczasowe spotkania z Wisławą Szymborską były raczej sporadyczne i przelotne. Po lekturze "Błysku Rewolwru" wiem już, że straciłam wiele i muszę teraz nadrobić te zaległości.

Książka, wydana w tym roku przez Wydawnictwo Agora to zbiór utworów poetki, które dotychczas spoczywały sobie cicho gdzieś na dnie szafy, w zakamarkach komody czy w zapomnianych zeszytach. Przegląd ten obejmuje jej twórczość od lat najmłodszych do tego ostatniego utworu, napisanego na kilka tygodni przed śmiercią.

Jest to pięknie wydana książka, która wprawia w zakłopotanie, zdumienie, radość, zaskoczenie i dobry humor. Taki wachlarz emocji towarzyszył mi na każdym kroku, kiedy kartkowałam poszczególne stronice. Już od najmłodszych lat malutka Ichna wykazywała ogromny talent a także zaskakiwała wyobraźnią najbliższych. W "Błysku rewolwru" mamy okazje zapoznać się z próbkami jej młodziutkiego wówczas talentu, nie tylko pisarskiego ale i malarskiego. Przyznajmy szczerze, mało kto w wieku 4-5 lat może poszczycić się umiejętnością pisania i tworzenia małych dzieł literackich. "Błysk rewolwru" to tytuł jej pierwszej powieści miłosnej z kryminalną końcówką, który nasza Noblistka napisała w wieku około 12 lat. 

Na dalszych stronach możemy się przyjrzeć nieco dojrzalszej twórczości pani Wisławy, która niemal zawsze okraszona jest dużą dawką humoru. Do łez rozbawiły mnie "Listy Parkingowego" napisane przez panią Wisławę do jednej z jej koleżanek. Dzięki tym wszystkim utworom można lepiej poznać naszą poetkę i bardzo żałuję, że dopiero teraz jej postać wzbudziła we mnie tak duże zainteresowanie.

Książka ma jednak jeden mały minus. Jest nim wstęp pana Maja. Pompatyczny do kwadratu, mało wciągający, za długi (a przecież cała książka utrzymana jest w wesołym tonie) i zwyczajnie nudny. Nie pasuje do całości, chociaż z pewnością autor wstępu miał jak najlepsze intencje. 


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Agora

8.15.2013

"Bieganie dla początkujących i zaawansowanych" Grzegorz Rogóż


Ostatni miesiąc był dla mnie wyjątkowo owocny w bieganie. Dotychczas biegałam na bardzo krótkie dystanse, a palące słońce jeszcze bardziej mnie do tego zniechęcały. Mój mąż zaczął przebąkiwać coś o maratonie, a ja ze swoimi przebieżkami po parku mogłam jedynie pokibicować mu na mecie. Wtedy też w ręce wpadła mi książka "Bieganie dla początkujących i zaawansowanych" autorstwa Grzegorza Rogóża. Od razu zaznaczam, że jest to książka dedykowana osobom pragnącym w przyszłości przebiec półmaraton lub maraton. Ja nadal  nie zdecydowałam się na podjęcie tak ryzykownego założenia, jednak przeczytałam uważnie całą książkę, porobiłam notatki i wprowadziłam w swoje treningi drobne zmiany.

mapaszlaku.pl

Autor poświęca pierwsze rozdziały na omówienie racjonalnych i emocjonalnych aspektów biegania. Sporą uwagę skupia na rywalizacji, która dla mnie zdecydowanie nie jest motywująca. Jednak dość ciekawie wypowiada się na temat samodyscypliny i tego jak ją utrzymać. Cytuje nawet słowa "Prawdziwy rozwój wydarza się poza strefą komfortu". Trudno się z tym nie zgodzić. Często podczas biegania nachodzi mnie myśl "nie dam rady" lub " nie pobiegnę dziś x kilometrów". Mimo, że padam ze zmęczenia staram się biec. W wolniejszym tempie, czasem maszerując, ale zawsze udaje mi się dokończyć zaplanowaną trasę. Satysfakcja po zakończonym biegu jest ogromna.

Kolejny rozdział poświęcony jest kosztom biegania - ubraniom, akcesoriom, leczeniu kontuzji, urządzeniom pomiarowym, opłatom za maratony oraz książkom i prasie poświęconym bieganiu. Jestem zwolenniczką posiadania biegowej pary butów oraz nawigacji liczącej nam pokonane kilometry (korzystam z aplikacji dostępnej w telefonie, o czym w dalszej części recenzji). Kompletnie nie widzę różnicy w tym czy założę na siebie markowe ciuchy przepuszczające powietrze czy zwykłą bluzkę i spodnie dresowe, w których ćwiczę. Raczej nie zdecydowałabym się na kupno stroju sportowego za 300 złotych w sklepie firmowym. W moim przypadku odpadają też bidony na wodę (biegam z małą butelką wody w ręku) i inne urządzenia, które mają ułatwić bieg. Nie popadam w przesadę. Tak jak autor książki, dużo czasu poświęcam czytaniu o bieganiu. Oprócz książek poświęconych tej tematyce, kupuje pismo "Runners World", które jest nie tylko kopalnią wiedzy o bieganiu ale i źródłem inspiracji.

Dieta biegacza omówiona jest w rozdziale 3 i jest jednym z moich ulubionych rozdziałów w tej książce. Autor podkreśla jak ważne jest paliwo dla ciała i czego powinno się unikać jak ognia. Rozdział ten jest uniwersalnym przesłaniem nie tylko dla biegaczy, ale i dla wszystkich ludzi. Omawia on chociażby problematykę sięgania po izotoniki (które na naszym rynku różnią się składem, dlatego za każdym razem należy uważnie czytać etykiety) czy wodę mineralną (odwodnieniu i przewodnieniu organizmu). Skupia się także na pokarmach stałych i pułapkach, które czyhają na nas w produktach light (np. z dodatkiem aspartamu) oraz na tym czy stosowanie suplementów diety to faktycznie taki świetne remedium na całe zło.


Duża część książki poświęcona jest wyborowi sprzętu. Tutaj nieprzecenione są rady dotyczące kupna butów. Nie jest to bowiem taka prosta sprawa. Trzeba pamiętać o pronacji/ supinacji, amortyzacji, dystansach jakie chcemy w nich pokonać, naszej masie, nawierzchni po jakiej biegamy itd. Jest to zakup na kilka sezonów (chociaż autor zaznacza, że warto mieć dwie pary butów do biegania) i nie należy do najtańszych. Dlatego zakup powinien być szczegółowo przemyślany. Co do nawigacji i pulsometrów autor wypowiada się o nich w samym superlatywach, ale ja zdecydowanie polecam aplikację na telefon komórkowy. Jestem początkującym biegaczem i dla mnie takie rozwiązanie jest najlepsze. Korzystam z aplikacji RunKeeper, którą można pobrać bezpłatnie na telefon z Androidem lub WindowsPhone.


Aplikacja jest kompatybilna z profilem internetowym i za każdym razem gdy skończymy bieg, na monitorze komputera widzimy nasz dystans, czas biegu, średnie czasy biegu, spalone kalorie, prędkość podczas każdego kilometra, ilość wzniesień oraz dokładną mapkę biegu. Po lewej stronie wkleiłam Wam przykładowy print screen. Ten akurat przedstawia mój dzisiejszy bieg. Daje Wam gwarancje, że dla początkujących biegaczy te informacje w zupełności wystarczą.

Jeden z ważniejszych rozdziałów w książce poświęcony jest nauce biegania. Odpowiednia technika to połowa sukcesu. Autor podkreśla kluczowe znaczenie rozgrzewek przed biegiem. Przyznaje, że robię podstawowy błąd, o którym wspomina Grzegorz Rogóż - wybiegam w dzikim szale z klatki i pędzę niczym wiatr. Okazuje się, że podniesienie temperatury ciała o 1 stopień zwiększa naszą wydajność nawet o 13%. W tym rozdziale mowa także o niesprzyjających warunkach atmosferycznych, z którymi musi zetknąć się każdy biegacz, nawierzchniach z jakimi się spotyka, organizacji czasu (bieganie nie może być ważniejsze niż praca i rodzina) oraz o sportach, jakie można uprawiać jako uzupełnienie. Ja się zdecydowanie przeciążam, bo ćwiczę bardzo dużo, co później przekłada się na słabe wyniki biegania. Jeszcze nie postanowiłam, z czego zrezygnuję, aby odczuwać mniejsze zmęczenie.

Kolejna cześć książki mówi o przygotowaniach do maratonu, startach w zawodach, mobilizacji i rywalizacji. To jeszcze przede mną i nie mam pojęcia, jak odnajdę się w maratonowej rzeczywistości. Póki co, najdłuższym pokonanym przeze mnie dystansem był dystans 8 km, który przebiegłam z językiem do pasa. Autor jednak pisze jak wytrzymać na długich dystansach i jak się do nich przygotować. Wszystko omówione jest bardzo szczegółowo, łącznie z tym co robić na dwie doby i na dobę przed wielkim startem. Zaplanowanie treningów i ścisłe trzymanie się planu to kluczowa zasada. W książce pokazane są także przykładowe plany ćwiczeń i treningów. Dla mnie póki co są troszkę przerażające (czytaj 15 km bieg swobodny).

Ostanie rozdziały książki poświęcone są przeszkodom zdrowotnym, uzależnieniu od biegania (jego bolesnym i przerażającym aspektom) oraz harmonii i umiarze w treningach. Nie da się ukryć, książka jest rewelacyjna. Bardzo szczegółowa i drobiazgowa. Autor ma ogromne doświadczenie jako biegacz i chętnie dzieli się nim ze swoimi czytelnikami. Co więcej, lektura jest idealna zarówno dla osób początkujących (takich jak ja) i zaawansowanych, marzących o maratonach.

Moje efekty przeczytania książki? W niecały miesiąc udało mi się łącznie przebiec 41 kilometrów. Mam coraz szybsze tempo i więcej motywacji, aby zakładać swoje biegowe dresy. Trenuje około trzy-cztery razy w tygodniu. Zaczynam od 3 kilometrów w poniedziałki, a kończę (póki co) na 6-8 km w niedzielę. Z tygodnia na tydzień zwiększam dystans, aż dojdę (mam nadzieję) do 12 km. Czas pokażę, czy dam radę.


walmachine.pl

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Samo Sedno

8.14.2013

"Wielka księga Kubusia Puchatka" A.A.Milne i David Benedictus

Postaci Kubusia Puchatka nie trzeba nikomu przedstawiać. Za czasów mojego dzieciństwa (lata 90.) święcił on triumfy jako bohater disnejowskich bajek i dobranocek. Chyba każdy maluch miał w swoim domu pluszaka Kubusia, Prosiaczka, Tygryska czy Królika.

Kubuś Puchatek powstał w roku 1926 roku za sprawą brytyjskiego pisarza - A.A. Milne. Podobno postać Kubusia została zainspirowana pluszakiem (małym niedźwiadkiem) syna autora. Od tego czasu niesforny i bardzo łakomy mieszkaniec Stumilowego Lasu wraz ze swoimi przyjaciółmi podbija serca dzieci na całym świecie.

Książka wydana przez wydawnictwo Nasza Księgarnia to przepięknie wydany, bardzo opasły (prawie 400 stron) tom zawierający w sobie trzy dłuższe opowiastki: "Kubusia Puchatka", "Chatkę Puchatka" i "Powrót do Stumilowego Lasu". To, co przede wszystkim zwraca uwagę to cudowne ilustracje, od których ciężko oderwać wzrok. Są to oryginalne dzieła, które przedstawiają Puchatka z początków jego istnienia na rynku czytelniczym. Dzisiejszy, cyfrowy Puchatek nie ma już nic z papierowego pierwowzoru.

Otwierając księgę, na powitanie, naszym oczom ukazuje się urocza mapa całego Stumilowego Lasu z dokładną lokalizacją chatki Puchatka, domku Prosiaczka, norki Królika, a nawet drzewa na którym mieszka Sowa. Kolejne strony przynoszą nam już niezliczone opowieści o perypetiach zgranej paczki przyjaciół. Mimo, że książkę dedykuję się dzieciom, to prawdy i przesłania w niej zawarte pozostają w nas głęboko nawet w wieku już nieco starszym.


Serię klasyki bajek wydanych przez Naszą Księgarnie zdążyłam już częściowo poznać i zrecenzować na swoim blogu. Pisałam już o Muminkach czy też Pipi, ale to właśnie Kubuś Puchatek wywołuje we mnie najcieplejsze wspomnienia. Gdy byłam dzieckiem uwielbiałam czytać swoją (bardzo sfatygowaną i poszarzałą) wersję książki w długie jesienne wieczory. Nie we wakacje czy zimą, lecz gdy za oknami złociły się liście. I do tej pory przygody zwierzaków ze Stumilowego Lasu będą ciepło kojarzyć mi się z kocem, herbatą i złotą jesienią.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

8.13.2013

"Oenone" Agatha Rae


Kiedy mam okazję przeczytać książkę w innym języku niż polski, cieszę się na samą myśl o połączeniu przyjemnego z pożytecznym. Co prawda, czytam wtedy dwa razy dłużej, ale potem satysfakcja jest podwójna. Tym razem z wielką przyjemnością sięgnęłam po debiutancką  powieść Agathy Rae, która była mi dotąd znana jako Joanna Bogusławska i której książki dotychczas podbiły moje serce. (Recenzję książki "Popkultura - Pop czy Kultura" umieściłam na blogu dwa lata temu, a oryginalnej "Teaching English through culture" w kwietniu). Otwierając pierwszą stronę (a dokładniej klikając na odpowiednią strzałkę w moim czytniku) powieści liczyłam na wciągającą, tajemniczą i lekką powieść. I przyznam, że jeszcze nie spotkałam się z tak oryginalnym pomysłem na fabułę. Co prawda na co dzień unikam książek z gatunku fanatasy, ale "Oenone" to połączenie doskonałej powieści obyczajowej z nutką magii.

Evelyn jest młodą i atrakcyjną kobietą, oddaną pracy w wydawnictwie WORDS. Jej życie toczy się gdzieś między jej przytulnym mieszkaniem, kawiarniami, spotkaniami z najlepszą przyjaciółką Laurą i pracą w wydawnictwie gdzieś w Bostonie. Evelyn po rozstaniu z ukochanym, z którym myślała spędzić resztę życia, tęskni za bliskością i czułością kogoś wyjątkowego. Jej sympatię wzbudza przystojny Jeff, który jest typem mężczyzny wzbudzającym w kobietach podziw i pożądanie. Jest tylko jeden problem. Jeff jest szefem Evelyn. Dni w wydawnictwie mijają Evy na pracy i plotkach z Laurą, która od wielu długich lat żyje w szczęśliwym i pełnym miłości małżeństwie z Brucem.

Evelyn jeszcze nie wie, że Jeff jest nią równie zainteresowany.  Kobieta spędza wieczory na marzeniach o chwilach spędzonych z tym jednym. Nadchodzi dzień w którym Jeff proponuje jej wspólny wyjazd na jedno z ważnych spotkań biznesowych, na którym mają wyłonić przyszłych autorów wydawanych przez nich książek. Po sesjach prezentacyjnych przychodzą wolną wieczory zbliżające Jeffa i Evelyn do siebie. Wszystko wydaje się toczyć jak w bajce. Po wspólnie spędzonej nocy kochanek informuję Eve o tym, aby nie robiła sobie względem niego większych nadziei. Tak oto wielka bańka z marzeniami pryska.

Dokładnie w tym samym czasie Laura zaniepokojona guzkiem na piersi, który wyczuła podczas jednej z kąpieli siedzi spięta na fotelu lekarskim słuchając swego wyroku - rak piersi drugiego stadium. Czeka ją intensywne leczenie obejmujące chemoterapię i prawdopodobnie mastektomia. Jej życie małżeńskie czekają wyjątkowo ciężkie i zalane łzami, niepokojem dni. Ich sielskie życie nagle zamienia się w piekło.

Przyjaciółki są dla siebie wielkim wsparciem od samego początku. Każda z nich przeżywa tragedię, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Podczas jednej z wizyt u lekarza Laura znajduje w poczekalni enigmatyczną ulotkę o usługach szamanki Alysse. Zaintrygowana kobieta wyszukuje w internecie informacji na temat uzdrowicielki i zachęcona samymi pozytywnymi opiniami, udaje się na wizytę. Już po pierwszej sesji czuje się bardziej pewna siebie, optymistyczna i ...zdrowsza. Laura jest zachwycona nie tylko postacią samej Alyssy, niosącej tyle energii, ale też dziką zielenią jej oczu. Wkrótce potem okazuje się, że guz zniknął. Evelyn skuszona wizją posiadania miłości Jeffa również umawia się z Alysse.

W ten sposób kobiety otwierają puszkę Pandory. Jedno nieszczęście godni drugie, a życie Jeffa i Bruce'a przewraca się do góry nogami. Kim lub czym jest zielonooka Alysse? Czy Eve i Laurze uda się naprawić popełnione błędy?

Powieść reklamowana jest jako fantasy z domieszką mitologii. Ja jednak odebrałam ją nieco inaczej. Do około 150 strony była to świetna i dobrze prowadzona powieść obyczajowa. Omawiała problemy samotności, idealnego związku, któremu przyszło zderzyć się ze śmiertelną chorobą, realiów pracy w wydawnictwie, niespełnionej miłości i wspinaniu się po szczeblach kariery w wielkim Bostonie. Dopiero w momencie gdy Laura znajduje ulotkę, w powieść wkrada się nutka tajemnicy i ezoteryki. Warto zaznaczyć, że nie jest to nachalne i nie wylewa się z każdej ze strony. Jest raczej subtelne i intrygujące.

Mitologia grecka i związana z nią postać Oenone stanowi doskonałe uzupełnienie książki i jest podstawą do napisania przez autorkę kolejnych części książki. Jak już pisałam we wcześniejszej recenzji książki "Popkultura -pop czy kultura" uwielbiam styl autorki, który jest obecny również w "Oenone". Nawet gdybym nie wiedziała, kto kryje się pod pseudonimem Agatha Rae, poznałabym to po pierwszych 100 stronach książki. Uwielbiam, wprost kocham nawiązania autorki do filmów, muzyki, seriali, które zwyczajnie spisuje na kartce i potem przeszukuje wytrwale internet.

Świetna, świeża i wyjątkowo oryginalna powieść. Czekam z niecierpliwością na kolejne książki autorki. Jestem jej wielką fanką i to nie od dziś.

Za e-booka ogromnie dziękuję autorce.


8.05.2013

"Dziewczyny atomowe" Denise Kiernan


Już jutro mija kolejna rocznica zrzucenia bomby atomowej o nazwie Little Boy na Hiroshimę.  Trzy dni później armia amerykańska zdecydowała się na użycie drugiej bomby atomowej -Fat Mana - na kolejne japońskie miasto -Nagasaki. Efektem tych działań była nie tylko dość szybka kapitulacja Japonii, ale przede wszystkim śmierć około 100. 000 obywateli.  Zaledwie cztery lata wcześniej w stanie Tennessee powstało, owiane tajemnicą, miasto Oak Ridge, które zapisało się na kartach historii jako miejsce narodzin bomby atomowej.

"Dziewczyny atomowe" to niezwykła opowieść o 9 kobietach, które z dnia na dzień porzuciły swe rodzinne domy i najbliższych, aby wziąć udział w projekcie, mającym przynieść pokój na świecie. Tyle im powiedziano. Nie więcej. Zachęcone wysokimi zarobkami i chęcią pomocy swemu kraju, przekroczyły bramy pilnie strzeżonego Oak Ridge, nie mając pojęcia jaką rolę odegrają w całym projekcie. W ten sposób w niespełna rok niewielkie miasteczko stało się zamkniętą i odseparowaną jednostką społeczną. Pracownicy mieli surowy zakaz rozmowy o swej pracy z innymi pracownikami, a listy, które wysyłali do rodziny, przechodziły przez cenzurę. Z czasem w Oak Ridge zaczęły powstawać sklepy, okoliczne kawiarnie, punkty usługowe czy też basen i tym samym miejsce, służące jedynie eksperymentom naukowym rozszczepiania atomu i konstrukcji bomby atomowej, zaczęło żyć swoim życiem.

Historia poszczególnych kobiet przeplatana jest z historycznymi i naukowymi faktami na temat odkrycia rozszczepienia atomu, wzbogacania uranu, enigmatyczności Oak Ridge, polityki wojennej, słynnych naukowców, którzy przyczynili się do odkrycia oraz danych dotyczących ataków bombowych na dwa japońskie miasta - Hiroshime i Nagasaki. Tym samym otrzymujemy pełną relację o wysokiej randze i powadze Projektu Manhattan.

Oprócz tego poznajemy realia i uroki życia w Ameryce lat 40. W książce poruszana jest także kwestia ubioru i mody, panującej wśród młodych kobiet.

"Niektóre kobiety wciąż nie mogły się przystosować do męskich ubrań, ale Coleen nawet je lubiła. Pamiętała, jak jej mała siostrzyczka Jo po raz pierwszy zobaczyła ich matkę w spodniach i chuście na głowie. Wpadła w płacz i nie była w stanie się uspokoić. (...) Coleen wydawało się kiedyś, że jedyne kobiety, które noszą spodnie, to Katherine Hepburn i Marlena Dietrich (a wywijanie skarpety do kostek zakładają tylko kobiety rozwiązłe)."
Mimo trwającej wojny i wymęczającej pracy w zakładach w Oak Ridge, każda z kobiet starała się prowadzić normalne życie, chociaż nie było to wcale łatwe. Zakochiwały się, wychodziły za mąż, a następnie rodziły dzieci. Początkowo, gdy w mieście panował deficyt na prawie każdy towar (ubrania, patelnie, rajstopy), zaradne panie musiały radzić sobie same.
"Wiele młodych kobiet szyło swoje suknie ślubne z tych samych spadochronów, na których lądowali ich ukochani i które przywozili ze sobą z frontu".

Autorka porusza także bardzo kontrowersyjne kwestie, takie jak przeprowadzanie eksperymentów naukowych na ludziach, którym wstrzykiwano promieniotwórcze pierwiastki, aby sprawdzić jaki wpływ mają one na organizm.
"Zastrzyki zaczęto podawać 10 kwietnia 1945 roku. Pierwsza dawka zawierała 4,7 mikorgrama substancji 49, czyli plutonu. Wiele lat później doktor Howland stwierdził, że początkowo sprzeciwiał się wstrzykiwaniu plutonu do organizmu HP-12 (pacjenta). Pacjent nie wyraził zgody na tego rodzaju terapię".
 Nie przemilczała też problemu segregacji rasowej na terenie Oak Ridge, która na szczęście z czasem minęła. Czarnoskórzy obywatele nie tylko nie mogli korzystać z tych samych jadłodajni, ale i często mieszkali w nędznych warunkach.

 "Dziewczyny atomowe" to doskonała i wciągająca opowieść, która rozbudziła we mnie nie tylko ciekawość historyczną, ale i przeraziła. To, jakie skutki przyniosło zrzucenie bomb na Hiroshime i Nagasaki, wiemy z pewnością wszyscy. Miało to miejsce 67 lat temu. Przeraża mnie myśl o tym, co by się stało gdyby któreś państwo zdecydowało się na użycie najnowszej generacji bomb atomowych w celach wojennych w dzisiejszych czasach. Jest to pozycja, którą z całą pewnością zaciekawi każdego czytelnika. Mimo, że porusza dość trudne tematy (w tym zagadnienia z fizyki jądrowej) napisana jest w sposób lekki i przystępny. Na początku książki znajduje się króciutka charakterystyka każdej z bohaterek (co pomaga w odróżnieniu ich w trakcie trwania opowieści), a także wyjaśnienie nazw miejsc i obiektów. Szczerze polecam każdemu.

7.28.2013

"Bling Ring" Nancy Jo Sales


Dawno już żadna książka nie wzbudziła we mnie takich emocji. Inaczej. Już dawno bohaterowie książki nie wzbudzili we mnie tylu negatywnych emocji. Kilkakrotnie miałam ochotę rzucić książką w przestrzeń kosmiczną i nie dlatego, że była kiepska. Wręcz przeciwnie, Nancy Jo Sales wykonała kawał dobrej roboty. Zacznijmy jednak od początku.

Jak zapewne wiecie "Bling Ring" to książka oparta na autentycznych wydarzeniach rozgrywających się od jesieni 2008 roku do wczesnego lata 2009 roku w Stanach Zjednoczonych. Nancy Jo Sales jest dziennikarką, która od prawie dwóch dekad pisuje artykuły o problemach współczesnej, amerykańskiej młodzieży do tak poczytnych pism jak "Vanity Fair" czy "People". Kiedy dowiedziała się o serii włamań  do domów sław jak Orlando Bloom, Paris Hilton czy Lindsay Lohan, dokonanych przez grupę zdeprawowanych nastolatków, jej dziennikarska ciekawość nie dała już  jej spokoju. Postanowiła zbadać sprawę i zaczęła pisanie swej książki we współpracy z policją, znajomymi oskarżonych jak i samymi oskarżonymi. Na podstawie książki Sofia Coppola nakręciła film, który można oglądać w kinach już od końca czerwca.

Kiedy w Stanach Zjednoczonych doszło do serii tajemniczych włamań do eleganckich rezydencji celebrytów, w mediach aż zadrżało. Ginęły kosztowności, markowe ciuchy od światowej sławny projektantów, dzieła sztuki, torebki, buty, pieniądze i broń. Na zapisach z kamer wyraźnie widać było grupę młodych ludzi, która zdawała się nie przejmować obecnością monitoringu. Media okrzyknęły ich mianem "Bling Ringu". Początkowo byli nieuchwytni. Jednak profile facebookowe, na których młodzi, żądni sławy przestępcy prezentują się w ciuchach i biżuterii swoich ofiar oraz to, że z każdą nadarzająca się okazją chwalili się swym postępkiem znajomym, sprowadziło ich na manowce.

Nancy Jo Sales napisała książkę w postaci doskonałego, wyczerpującego artykułu. Dokładnie bada nie tylko całą sprawę, przedstawia nam sylwetki młodych złodziejaszków, ale i analizuje czym jest American Dream i jak na przestrzeni lat zmieniało się życie sławnych osób w Ameryce. Od momentu powstania reality show z udziałem głupiutkich i bardzo bogatych dziewcząt i równie mocno rozpieszczonych chłopców, system wartości nastolatków zza oceanu diametralnie się zmienił. Gwiazdami stawały się osoby, które nic sobą nie reprezentują, są sławne z powodu prestiżu i niebywałej fortuny. Prosty przykład - Paris Hilton. Dziedziczka ogromnej fortuny z głową pełną powietrza, o której powstały reality show i liczne programy. Kolejny przykład to klan rodziny Kardashian. Własne reality show, seks taśmy, rozgłos. Co sobą reprezentują? Prawdą jest, że niestety nic.

Młodzi ludzie zapragnęli takiego życia. Życia polegającego tylko na zakupach, drogich i dalekich wakacjach, bywaniu na przyjęciach, pokazach mody, jedzeniu w najlepszych restauracjach i rozgłosie. To właśnie było głównym powodem włamań bohaterów książki "Bling Ring". Należy przy tym zaznaczyć, że nie pochodzili oni z biednych rodzin. Wręcz przeciwnie, zamieszkiwali bardzo luksusową dzielnicę - Calabasas w LA - miejsca, gdzie swe posiadłości mają J. Bieber, rodzina Kardashian, Will Smith, O. Osbourne czy Jennifer Lopez.

Emocje, jakie wywołała we mnie książka była związana z tym jakimi ludźmi są/byli bohaterowie całego dramatu. Niektórzy z nich zostali skazani, niektórzy wyszli za kaucją i cieszą się życiem celebrytów. Czytając o rozpieszczonych, wrednych, rozwydrzonych i zwyczajnie głupich nastolatkach, aż zalewała mnie krew. Najgorsza jednak była Alexis Neiers (grana w filmie przez Emmę Watson). Z ciekawości wygooglowałam jej imię w sieci. Dziewczyna miała swój własny reality, tłumy fanów na Twiterze i karierę, z jakiej pewnością mogą zazdrościć jej niektóre mniej znane modelki czy gwiazdy. W książce zostały opisane jej relację z matką (chyba jeszcze głupszą niż ona sama), która sama stała się jej największą promotorką i menadżerką. To, o czym opowiadała Nancy Jo Sales i w jaki sposób, przyprawiał mnie prawie o ataki furii. Szczerze nienawidzę takich dziewuch - kłamczuch o osobowości narcystycznych, doskonałych manipulatorek i utracjuszek. Dziewczyna szczyciła się umiejętnością tańca na rurze i tym, że chce w przyszłości rządzić krajem. Nie miała i z pewnością nadal nie ma w sobie nawet krótkiego genu samokrytyki, a za to cały klaster genów samouwielbienia. Alexis chyba najkrócej siedziała w areszcie (kilka tygodni) i już po wyjściu cieszyła się wspaniałym małżeństwem i dzieckiem. Przyznała, że zrozumiała swój błąd i stała się nowym człowiekiem. Szczerze? Ani przez chwilę w to nie uwierzyłam.

W książce moją szczególną uwagę i sympatię wzbudziła cała masa informacji o znaczeniu i rozwoju popkultury i ery konsumpcjonizmu, który ogarnął Amerykę, a w szczególności nastolatków. Autorka przytacza przełomowe filmy, seriale i reality show, które razem stworzyły ten świat i przyczyniły się do zjawiska jakim jest "potrzeba posiadania".


Tutaj krótka zapowiedz filmu w reżyserii Coppoli. Widzieliście? Wybieracie się?


Za e-booka dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

7.25.2013

"List do nienarodzonego dziecka" Oriana Fallaci


"To fakt, że ja i ty jesteśmy doprawdy dziwną parą. Wszystko w Tobie ode mnie zależy i wszystko we mnie zależy od ciebie: jeśli się rozchorujesz, rozchoruję się i ja, jeśli umrę, umrzesz i ty. Ale nie mogę z tobą rozmawiać, a ty nie możesz rozmawiać ze mną. Mimo całej swojej nieskończonej być może mądrości nie wiesz nawet, jaką mam twarz, w jakim wieku, w jakim języku mówię. Nie masz nawet pojęcia, skąd pochodzę, gdzie przebywam, co robię w życiu."
Mam za sobą pierwszą książkę, nie ulega wątpliwości, znakomitej włoskiej publicystki i pisarki - Oriany Fallaci. Czytałam już tyle pozytywnych opinii, że po prostu musiałam sięgnąć po jedną z jej książek. Nadarzyła mi się okazja przeczytania "Listu do nienarodzonego dziecka". Lektura w sam raz na jeden wieczór - 142 strony. Mimo, że objętościowo nie powala na kolana,  to treść wzrusza, ciekawi i zmusza do refleksji.

"Listy do nienarodzonego dziecka" to monolog kobiety, która dowiadując się, że jest w ciąży, uświadamia sobie, że jej przyszły potomek nie należy do niej, ani tym bardziej do biologicznego ojca. Jest to bowiem odrębna jednostka, należąca tylko i wyłącznie do siebie, mająca prawo do wolności i dokonywania własnych wyborów. Jej bardzo intymne wyznanie traktuje też o wielkiej samotności kobiet ciężarnych, aborcji, problemie biedy i podziale na klasy społeczne. Nie ulega wątpliwości, że jest to relacja bardzo intymna, którą czyta się z pewnym onieśmieleniem.

W pewnym momencie niezależna bohaterka, uświadamia sobie, że nie może poświęcać swej kariery, szczęścia i samospełnienia, dla dziecka, które nawet do niej nie należy. Postanawia nie przestrzegać zaleceń lekarzy o odpoczywaniu w łóżku i wyrusza w podróż. Niestety, kończy się ona tragicznie. Czy winna jest temu kobieta? Czy w ogóle można mówić o winie? Czy jej czyn pociągnie za sobą konsekwencje?

Przyznaję, że moje pierwsze spotkanie z pisarką przebiegło pomyślnie i jestem pewna, że z czasem sięgnę po kolejne jej książki. Niby krótka lektura, jednak bardzo wyczerpująca emocjonalnie i dająca pola do poważnych dyskusji.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.


7.22.2013

"Wielkie nadzieje" Charles Dickens


Każdy z nas żyje pewnymi nadziejami. Czasami są to nadzieje związane z uczuciami, czasem z sukcesem osobistym, a niekiedy z osiągnięciem wymarzonej sylwetki. Bohater powieści Dickensa z całych sił pragnął jednego - wyjechać ze swej rodzinnej wsi i zostać dżentelmenem. Młody Pip, sierota wychowywany przez surową i potężną siostrę oraz jej męża, znanego we wsi kowala, żyje skromnie i pobożnie. Chłopak ma duże ambicje i z wytrwałością uczy się w wiejskiej szkole, aby móc w przyszłości wypłynąć na szerokie wody. Podczas jednej z wizyt na grobie matki dochodzi do przykrego incydentu. Na przerażonego Pipa napadła zbiegły więzień zakuty w łańcuchy i żąda pożywienia i pilnika, który wyswobodzi go z żelastwa. Przerażony Pip spełnia prośbę więźnia i narażając się starszej siostrze, pomaga uciekinierowi. Po jakimś czasie do domu kowala przychodzi pewien tajemniczy jegomość, przynosząc zdumiewające nowiny.

Chłopak trafia do bardzo bogatej, lecz samotnej i ekscentrycznej panny Havisham. Zgodnie z jej prośbami, Pip musi regularnie odwiedzać ją w posiadłości i bawić się na jej oczach z Estellą - podopieczną panny Havisham będącą wówczas w podobnym wieku co on. Młodzieniec nie potrafi ukryć wielkiego oczarowania urodą Estelli. Jednak zdaje sobie sprawę z tego, jak wielka przepaść ich dzieli. On, prosty chłopak z szorstkimi dłońmi i cienkimi butami. A ona, zniewalającej urody piękność z porcelanową cerą.

 Mija kilka długich lat w życiu Pipa i któregoś dnia chłopak nieoczekiwanie zostaje obdarzony wielką fortuną ofiarowaną mu przez tajemniczego wybawcę i zaczyna wystawne życie w Londynie. Otacza się dżentelmenami, chadza na wytworne kolacje w klubie londyńskich bogaczy, a także stale się kształci. Odwraca się także od swego dawnego życia i ukochanego kowala. Jego miłość do Estelli nie słabnie, wręcz przeciwnie, w końcu staje się pewien, iż jest wart jej miłości. Jednak dziewczyna chowana w poczuciu swej wyjątkowości, bawi się uczuciami kolejnych młodzieńców. Sama przyznaje, że ma lód zamiast serca. Panna Havisham, która w przeszłości przeżyła wielki zawód miłosny, chcąc uchronić ją przed nieszczęściem, na własne życzenie staje się twórczynią wyjątkowo zimnej i wyrachowanej dziewczyny.

Pip cierpi, gdyż jego miłość nie wzbudza w Estelli żadnych emocji. Warto przytoczyć tutaj jedno ze zdań, które dokładnie obrazuje osobowość dziewczyny:
"Ćmy i wszelkie rodzaju obrzydliwe owady kręcą się koło zapalonej świecy - odparła Estella - czy świeca może coś na to poradzić?"

Dni mijają, a do eleganckiego apartamentu Pipa przychodzi pewien gość. Jest nim włóczęga, któremu pomógł przed laty. Co takiego chce powiedzieć chłopcu? Jaka historia jest związana z jego skazaniem? Okaże się, że wielkie nadzieje Pipa nie są niczym ponad nadziejami. Chłopak zapłaci wysoką cenę za to, że dał się zwieść pozorom i uległ oczarowaniu.

Wspaniała historia, która mogła zostać napisana tylko przez jednego z klasyków. Skomplikowana fabuła i zaskakujące zwroty akcji, a przede wszystkim znakomicie opisane uczucia i transformacja Pipa sprawiła, że od książki nie mogłam się oderwać. Na podstawie książki w 2012 powstał film o tym samym tytule, który miałam okazję wczoraj obejrzeć z moim mężem. Film jest równie świetny (chociaż mniej szczegółowy)jak powieść.



Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

7.19.2013

Rewelacyjne notesy dla książkomaniaków

Ostatnio pisałam Wam o wspaniałym Moleskine Wellness Journal, który stał się moją własnością. Korzystam z niego już dobre 2 tygodnie i nie wyobrażam sobie bez niego dnia. Notes ten pomaga mi nie tylko w planowaniu ćwiczeń i diety, ale stał się kopalną przepisów kulinarnych, inspiracji i wszelakich informacji o moim stanie zdrowia. Zawsze miałam słabość do gruntownego spisywania wszystkiego, katalogowania, porządkowania na papierze.

W lipcu postanowiłam zainwestować w kolejny notes z tej serii - Moleskine Book Journal (zerknijcie na filmik umieszczony poniżej). Pierwsza jego część składa się z uporządkowanych alfabetycznie stron, na którym opisujemy wrażenia z lektur, wpisujemy ulubione cytaty i inne informacje, które okazały się dla nas cenne. Druga część to już nasza inwencja. Do kalendarza dołączone są bowiem naklejki z nazwami etykiet. To od nas zależy jakie etykiety przykleimy i jak prowadzić będziemy nasz notes. Jak dla mnie genialne i niesamowicie wygodne.



Już czaję się na notes filmowy i boję się, że na tym nie poprzestanę.

Prowadzicie spisy przeczytanych lektur? Zdecydowalibyście się na zakup podobnego notesu?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...