Etykiety

12.30.2010

"Biografia głodu" Amelie Nothomb



""Biografia głodu" to powieść autobiograficzna! Belgijska pisarka, autorka m.in. "Higieny mordercy", "Rtęci", " Z pokorą i uniżeniem", " Peplum", "Antychrysty", oprowadza czytelnika po egzotycznym świecie swojego dzieciństwa i młodości. Córka dyplomaty, urodzona w Japonii, mieszkała w Chinach, Bangladeszu, Nowym Jorku i Laosie.

Złoty wiek dzieciństwa zostaje pochłonięty przez zawirowania wczesnej młodości. Zaczyna się bolesny opis geografii ciała. Aż do anoreksji. Pisarka nie ukrywa żadnego z traumatycznych przeżyć związanych z dorastaniem. Tytułowy głód ma wiele znaczeń: to nie tylko łaknienie i apetyt na słodycze, to także głód nowych języków, książek oraz pragnienie świata, absolutu, boskości. Amélie Nothomb udaje się uniknąć ekshibicjonizmu i rozczulania się nad sobą, a jej sposób narracji cechują elegancja i poczucie humoru."

Niesamowita książka! Jest to autobiografia tej belgijskiej, znakomitej pisarki. Opowiada nam ona o różnych obliczach głodu, którego doznawała od najmłodszych lat. Nie chodzi tu tylko o chęć smakowania potraw. To głód wszystkiego co otaczało ją jako dziewczynkę: książki czy też alkohol. Napisana w niezwykły sposób z dużą dawką humoru. Odkrywanie świata, nowych miejsc, niezwykłych ludzi. Amelie można śmiało nazwać obywatelką świata. Mieszkała bowiem w tylu miejscach, że ciężko je naraz wymienić. Autorka zachwyciła mnie po raz drugi a i planuje kolejną książkową ucztę z panią Nothomb w roli głównej.

Poniżej mała próbka:

"...sprezentowano mi miniaturową pralkę na baterię. Trzeba ją było napełnić wodę, wrzucić łyżeczkę proszku, a potem chusteczkę do nosa. Maszynę się zamykało, naciskało guzik i patrzyło na obracającą się w środku zawartość. Potem się ją otwierało i wyjmowało pranie. Zamiast niemądrze wieszać chusteczkę, żeby wyschła, wkładałam ją do ust i żułam. Wypluwałam ją dopiero wówczas, gdy smak mydła całkowicie zniknął. A wtedy należało ją prać od nowa, bo była cała zaśliniona."

Coś wesołego:)

Uwielbiam ścieżkę dźwiękową do filmu "Funny Face" z Audrey Hepburn. Poza piosenką tytułową uwielbiam tę poniżej. "How to be lovely" zawsze poprawia mi humor. Mam nadzieję, że Wam też się spodoba.

12.29.2010

"Słomiany wdowiec" (1955)

Nie często mi się zdarza pisać po dwa posty dziennie:) Niestety dopadła mnie choroba i, chcąc nie chcąc, leżę plackiem w łóżku i czekam na zbawienie. Wczoraj miałam ochotę na lekką komedię w starym stylu i wybrałam "Słomianego wdowca".


"Żona Richarda po kilku latach wspólnego pożycia, po raz pierwszy wyjeżdża sama na wakacje. "Słomiany wdowiec" obiecuje oprzeć się wszelkim pokusom i dochować jej wierności. Na drodze do spełnienia przyrzeczenia staje mu jednak nowa, powabna lokatorka. Ponadto Richard zaczyna podejrzewać, że jego żona ma romans ze swym przyjacielem powieściopisarzem."

Ha! I podobało mi się. Nawet powoli przekonuje się do aktorki (chociaż Audrey Hepburn nadal jest numerem jeden w moim rankingu). Film kolorowy, zabawny, przyjemny. Żona Richarda wraz z małym synem wyjeżdża na letni odpoczynek. Mężczyzna zostaje sam i ulega urokowi młodej, pięknej sąsiadki (o zgrozo! kolejny film z serii ona-20 lat on-40). Richard jest zafascynowany kokietką. Uderza go jej pasja życia, brak pośpiechu i naiwność. Ona sama widzi w nim, przyjaciela, towarzysza niż kochanka. Jak zakończy się ta historia, zdradzić nie mogę:)
Skąd oryginalny tytuł? Richard pracuje w wydawnictwie. Właśnie czyta kolejną książkę słynnego psychologa, w której autor przytacza problemy mężczyzn w średnim wieku. Opisuje w niej co sprawia iż szczęśliwy mąż zdradza swą żonę. Psycholog uważa, że dzieje się to głównie po 7 latach małżeństwa i określa to mianem "swędzenia po 7 latach".
To właśnie w tym filmie znajduje się słynna scena z podwiewaną sukienką Marilyn. Trzeba jej przyznać - miała urok. Być może kiedyś zainteresuje się bardziej jej biografią.

Dzisiaj zdążyłam obejrzeć też "Przeminęło z wiatrem" z 1939 roku. Film trwał prawie 4h, ale tak mnie wciągnął, że nawet nie zauważyłam upływającego czasu. Recenzja filmu jutro:)

"Tektonika uczuć" Eric-Emmanuel Schmitt


"Richard i Diane są w sobie szaleńczo zakochani i wkrótce zamierzają się pobrać. Chociaż... może nie tak szaleńczo, jak się wydaje. A z tym ślubem to też nic pewnego... Tak naprawdę, to myślą o rozstaniu. Czego oni właściwie chcą?

Błyskotliwy dramat Schmitta, pełen ciągłego napięcia między dwojgiem bohaterów, to laboratoryjna analiza mechanizmów manipulacji. Wśród intryg i podchodów, aluzji i podtekstów Schmitt kolejny raz pokazuje, że najsilniejszych uczuć nie można od siebie odróżnić i wszyscy nosimy maski.

Bo miłość to nieustająca gra. "

Sztuka rozpisana na role. W rolach głównych mężczyzna i kobieta. Ona - kobieta sukcesu, niezależna, marudna, wybredna, mściwa. On - zakochany, wielokrotnie odtrącony. Pewnego dnia ona wyznaje, iż ich związek nie już sensu, uczucia gdzieś wyparowały i nie ma ochoty dalej brnąć w to na ślepo. Postanawia uknuć haniebny spisek, rzucając mu w ramiona piękną nieznajomą. I w tym momencie wchodzimy w świat manipulacji, niedopowiedzeń, intryg, bólu i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Kto kogo okłamuje? Kto najbardziej zostanie tutaj pokrzywdzony? Czy okrutna prawda wyjdzie na jaw?
Eric- Emmanuel Schmitt nawiązuje do ruchów tektonicznych ziemi. Bowiem wystarczy tylko jedna iskra, jedno tąpnięcie aby doszło do katastrofy. Podobnie jak w miłości. Jedno niewypowiedziane słowo, jeden gwałtowny impuls a świat zakochanych może odwrócić się do góry nogami.
Kolejna znakomita książka tego pisarza!

12.28.2010

"Katarzynka" Modiano/Sempe


"Marzycielska Katarzynka mieszka z tatą w Paryżu, chodzi na lekcje tańca, nosi okulary. Jej świat pełen jest ciepła i ojcowskiej miłości, ale też wiele w nic tajemnic i niedopowiedzeń, zagadkowych osób i niepokojących wydarzeń. Historię Katarzynki napisał Patrick Modiano, wybitny francuski prozaik, laureat m.in. Nagrody Akademii Francuskiej oraz Nagrody Goncourtów (za znaną w Polsce powieść „Ulica ciemnych sklepików”). Wdzięk kameralnej opowieści podkreślają ilustracje Jean Jacques'a Sempe, współtwórcy m.in.. Postaci Mikołajka z książek Rene Gościnnego."

Książka, głównie dzięki ilustracjom Sempe, przypomina mi troszkę Mikołajka. Nie jest to jednak typowa książka dla dzieci.

Dorosła kobieta mieszkająca w Nowym Jorku wspomina swoje barwne dzieciństwo w Paryżu. Wtedy to, uczęszczała do szkoły baletowej, nosiła okulary i mieszkała z tatą, który należał do bardzo zagadkowych postaci. Jest coś magicznego w tym opowiadaniu. Oboje noszą okulary i celowo zdejmują je, aby świat wydał im się bardziej bajeczny. Katarzynka podczas tańca odkłada je na ławkę, aby jej wzrok wydawał się mglisty i tajemniczy. Ma jej to pomóc w wykonywaniu płynniejszych ruchów.

Ojciec i córka mają też wspólne obrzędy:
"Podczas codziennego golenia obowiązywał nas pewien rytuał: tata z pędzlem w dłoni gonił mnie po całym mieszkaniu i usiłował umazać mi twarz pianą."

Z czystym sumieniem - POLECAM!:)

12.27.2010

"Pod dachami Paryża" (1930)


"Śpiewak uliczny Albert poznaje śliczną Polę. Odtąd pracują razem - on śpiewa, ona sprzedaje nuty. Drań Fred na próżno próbuje ich poróżnić. Szczęście kochającej się pary zakłóca jednak policja, która przez pomyłkę oskarża Alberta o kradzież i aresztuje go. W czasie, gdy on siedzi w więzieniu, jego przyjaciel Luis opiekuje się Polą. Kiedy Albert wychodzi na wolność, dowiaduje się, że oboje się kochają... Po bójce z przyjacielem rezygnuje jednak z dziewczyny, widząc szczerość ich uczuć. Pierwszy film dźwiękowy René Claira pokazuje w melancholijnie poetycki sposób życie prostych ludzi - reżyser zawierza przede wszystkim wymowie obrazów."

Niesamowicie klimatyczny film. Wspaniała muzyka,stroje i fryzury z lat 30-tych. Treść filmu powyżej, więc nie będę się nad nią szczególnie rozwodzić. Niesamowite jest to, że mamy okazję oglądać takie kino, podziwiać grę aktorów żyjących w tamtych czasach, poznać mentalność innych ludzi i ich codzienne życie. W filmie nie ma scen pościgowych, wartkiej akcji ani niespodziewanych wybuchów. Znajdziecie w nim prostotę, francuskie piosenki wyśpiewywane przy akompaniamencie harmonii i lekkość. I właśnie to jest w tym filmie najpiękniejsze. Polecam

12.25.2010

"Kuchnia" Yoshimoto Banana


Tytuł tekstu: z okładki

"-Zatkało cię na widok mamy?
-Uhm, przecież jest taka piękna - odpowiedziałam szczerze.
-Przecież - powiedział Yuichi ze śmiechem, wstając i siadając przede mną na podłodze - miała operację plastyczną.
-Tak? - rzuciłam, ukrywając zdziwienie. - To nic dziwnego, że wcale nie jesteście podobni.
-Ale zorientowałaś się? - mówił dalej, jakby na siłę powstrzymując się od śmniechu - że jest mężczyzną?"

Po ukazaniu się "Kuchni" w 1988 roku w Japonii zapanowała prawdziwa bananomania. Napisane eleganckim, zwiewnym stylem dwa dopełniające się utwory, tytułowa "Kuchnia" i "Moonlight Shadow", opowiadają o jedzeniu, zmianie płci, miłości i utracie najbliższych. Książka stała się podstawą aż dwóch filmów. Debiut Yoshimoto Banany, głos młodej Japonii, spotkał się z gorącym przyjęciem w świecie. Teraz, z prawdziwą przyjemnością, zapraszamy polskich czytelników do "Kuchni".

Krótka, aczkolwiek dość wstrząsająca historia. Nie oczekujcie jednak, że dowiecie się czegoś o kulturze Japonii. Powiedziałabym raczej,że jest ona w stylu Murakamiego.
Kuchnia jest szczególnym miejscem chyba w każdym domu. To w kuchni najlepiej się rozmawia z rodziną, to właśnie tam najprzyjemniej czyta się książki i je posiłki. W książce jest to miejsce-symbol. Przewija się ona przez całe opowiadanie. Po śmierci ukochanej babci, młoda dziewczyna zostaje sama na świecie. Jej rodzice bowiem już dawno nie żyją. Przez przypadek japonka trafia do pewnej skomplikowanej rodziny,którą w najbliższym czasie niestety też dotyka tragedia. To książka o nadziei, śmierci, trudach życia w samotności, o tęsknocie za tymi, którzy odeszli. Jest napisana w taki sposób, sama nie wiem jak to określić... że nie ma ochoty się śpieszyć z lekturą. Czyta się ją leniwie, wolno, analizując wszystko. Człowiek zastanawia się nad pewnymi kwestami i zaczyna się bać... dziwny klimat, utwór wprowadził we mnie niepokój. Jak dla mnie "Kuchnia" jest z pewnością nie ostatnią książką autorki. Na półce stoi kolejna powieść, którą na dniach pochłonę.

ps: u mnie, pewnie tak jak u Was, święta pełną parą. Ciasta, smakołyki, rodzina, cudowna atmosfera i prezenty:)
Chyba niedługo skompletuje bardzo ładne zamówienie w Znaku:)

12.24.2010

Radosnych...



Kochani

Z okazji tych cudownych Świąt, pragnę życzyć Wam wszystkiego najlepszego. Aby ten czas upłynął Wam nie tylko w towarzystwie książek, ale przede wszystkim przy najbliższych. Abyśmy mogli docenić to, co w życiu najważniejsze.
Poza tym życzę Wam przepięknej choinki rozświetlającej pełne radości domy, pysznych wigilijnych potraw przygotowanych z myślą o Was i odpoczynku w rodzinnym gronie.

Kolmanka (Paulina)

12.21.2010

"Ulisses z Bagdadu" Eric-Emmanuel Schmitt



"Kiedy traci się wszystko, pozostaje jedno - nadzieja.

Saad Saad jest młodym, wykształconym człowiekiem. Ma kochającą rodzinę, czułe siostry i wspaniałego ojca - który z mądrością i wyczuciem prowadzi go przez świat literatury i sztuki. Kiedy młodzieniec poznaje piękną Leię, zdaje się, że nic nie może zniszczyć ich wspaniale zapowiadającej się przyszłości.

Nic oprócz wojny.

Wojna zabiera Saadowi wszystko - kochającego ojca, siostry, a przede wszystkim Leię, miłość jego życia. By ratować matkę, decyduje się na opuszczenie zajętego przez Amerykanów Iraku i niczym współczesny Ullises, Odys, rusza w pełną przygód tułaczkę za chlebem, wolnością, uczuciem. W wędrówce towarzyszy mu duch ojca, który nie opuści syna w chwilach nawet największego zwątpienia - w chwilach, gdy przy życiu trzyma tylko jedno - nadzieja."


Ahhh!!! Szukam słów aby opisać to, co stworzył ten znakomity pisarz...i bardzo mi ciężko. Historia młodego człowieka, który ciężko doświadczony przez życie, stara się ułożyć je na nowo. Po tragicznej śmierci ukochanej, ojca, szwagrów, siostrzenic i siostrzeńców postanawia wyemigrować z kraju, które przysporzyło mu tyle cierpień. Po drodze napotyka jednak przeszkody, które zapewne nie jednemu odebrały by sens istnienia. Saad Saad jednak wierzy w spełnienie swoich marzeń i nic nie może zachwiać jego nadziei. Wszystko napisane pięknym językiem. Niektóre ze zdań na na pewno na długo zapadną mi w pamięci.
Książkę czytało mi się rewelacyjnie i jestem pewna, że sięgnę prędko po kolejne. Kiedyś, dawno temu, czytałam "Oskara i Panią Róże". Koniecznie muszę do niej wrócić, bo chyba wtedy (miałam może 14 lat) nie odebrałam jej w sposób właściwy. Polecam z czystym sumieniem.

12.20.2010

Stosikowo

Od dawna obiecane zaległe stosiki. Nie są to wszystkie książki, ponieważ światło już nie takie i słabo powychodziły, więc kolejne stosiki zaprezentuje jak tylko będę miała dostęp do dziennego światełka.
Tematyka książek różna. Z dumną prezentuje również moje nowe nabytki w mojej kolekcji o Audrey Hepburn:) Na ostatnim zdjęciu stoisk z biblioteki. Miłego oglądania.

12.17.2010

"Rozmowy nad Nilem" Nadżib Mahfuz



"Na barce, zacumowanej na Nilu, co wieczór spotyka się „śmietanka” inteligencji: znany aktor, adwokat, literat, tłumaczka w ministerstwie, studentka... Oddają się rytuałowi palenia haszyszu, miłości i rozmowom o tym, co jest najważniejsze. Sztuka? Uczucia? Pamiętanie? Zapomnienie? A może nic nie jest ważne? Pewnego dnia dołącza do nich piękna dziennikarka Sammara i próbuje się dowiedzieć, co ich tak pociąga w zakazanym nałogu. Czy pracuje także dla policji?

Mahfuz po mistrzowsku łączy obyczajową opowieść z życia Kairu lat 1960. z rozważaniami o naturze człowieka i swoistą "poezją" absurdalnych, narkotycznych wizji bohaterów."

Akcja powieści toczy się w latach 60-tych. Grupka znajomych (różnych profesji) regularnie spotyka się na barce zacumowanej na Nilu, aby paląc haszysz... ponarzekać na życie. Do świata zewnętrznego mają cyniczny stosunek, szydząc i gardząc tamtejszym społeczeństwem. Opisy ich rozmów "o wszystkim i o niczym" przeplatają się z narkotycznymi wizjami wywołanymi odrzuceniem haszyszem. Każdy z nich inaczej doświadczony jest przez życie i chyba tak na prawdę, nie próbuje nic w nim zmienić. Zresztą większość bohaterów książki jest już grubo po 30stce i być może dlatego za dużo jest tu gadania niż działań. Atmosferę na barce zakłóca jedynie strach przed wtargnięciem policji. "Rozmowy nad Nilem" czytało mi się dość ciężko. Nie wiem czemu, ale nie polubiłam również bohaterów powieści. Mimo to, książka została uhonorowana literacką nagrodą Nobla w 1988 roku. Być może Wam się spodoba. Ja oceniam ją na 4/10.

12.11.2010

"Bezsenność w Tokio" Marcin Bruczkowski




"Co ja tutaj robię?

Myśl ta nie ma - wbrew pozorom - podstaw filozoficznych ani muzycznych, a jedynie odnosi się do spostrzeżenia, że pedałując cały czas mniej więcej prosto, dotarłem do punktu wyjścia, czyli małego, ciemnego zaułka na tyłach sklepu monopolowego, prawdopodobnie w dzielnicy Kanamecho [czyt. kanamecioo]. Coś na tym sklepie jest napisane i nawet drugi znak od lewej wygląda jakoś znajomo... może to nama, czyli surowy? Czy tak się pisze Shinamachi?

Ulica, oczywiście, nie ma nazwy; jest na to za mała. Wskakuję na siodełko i już mam ruszać, kiedy w jednej z bocznych alejek okalających sklep dostrzegam coś obiecującego: automat z napojami. Zawsze warto sprawdzić - do tajników sztuki przetrwania na tokijskiej ulicy należy wiedza, że w każdej wiosce można znaleźć jeden automat, który - dziw nad dziwy - jest zepsuty, czyli można w nim kupić piwo, sake, czasem japońską whisky (paskudztwo) albo japońską wódkę (wyjątkowe paskudztwo) dwadzieścia cztery godziny na dobę. Podjeżdżam bliżej - JEST! Ciemne przyciski; można kupić piwo. Normalnie wszystkie przyciski do wybierania różnych puszek z piwem zgodnie z wymogami prawa japońskiego powinny być od godziny 23:00 podświetlone czerwonym znakiem: wyłączone.

Pokrzepiony na ciele i duchu kupuję jeszcze jedną puszkę (220 jenów, raz się żyje) i odjeżdżam szukać dalszych przygód. Daleko nie zajechałem.

Dwóch miejscowych policjantów, leniwie pedałując na swoich stalowych rumakach, wyraźnie kieruje się z drugiego końca ulicy w tę stronę".


Bardzo wciągająca i zadziwiająca książka! Student anglistyki postanawia, po obronie pracy licencjackiej, wyjechać do Japonii. Nie przypuszcza, że spędzi tam kolejne 10 lat swojego życia. Mężczyzna poznaje innych gajdzinów (cudzoziemców), którzy stają się jego przyjaciółmi i wspólnie borykają z zagadkami innej kultury. Praktycznie każda strona książki, przynosi nam nowe, fascynujące ciekawostki dotyczące Japonii.
To co mnie zaskoczyło to między innymi automaty z napojami na każdym rogu ulicy. Nie było by w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w automatach można nabyć ciepłą kawę w puszce a nawet przeróżne rodzaje piwa. W Polsce istnieje kilka mitów dotyczących tego kraju. Jako przykład maseczki na twarz... Byłam święcie przekonana, że chodzi o kwestię zabezpieczenia się przed infekcjami wirusowymi i bakteryjnymi. A prawda jest zupełnie inna. Dlaczego w japońskich toaletach trzeba zakładać specjalne łapcie i pod żadnym pozorem nie można wtargnąć w nich na salony? Dlaczego należy umyć się przed wejściem do wanny? Te i dziesiątki innych odpowiedzi na nurtujące pytania, odnajdziecie w "Bezsenności w Tokio". Gorąco polecam!:)

12.10.2010

Spotkanie klubu książkowego



Wczoraj odbyło się pierwsze spotkanie klubu literatury Japońskiej. Zapisało się sporo osób...a przyszło 5:) Dobre i to. Atmosfera była przesympatyczna. Cały stres minął mi tak szybko, że nawet nie zauważyłam kiedy. Na początku zapoznaliśmy się z biografią Pana Marcina a następnie opowiadaliśmy sobie o kulturze Japonii i historiach zawartych w "Bezsenności w Tokio". W tle wyświetlałyśmy (z koleżanką Agatą) pokaz slajdów z najciekawszymi i najpiękniejszymi zakątkami Tokio. Samą recenzję książki, zamieszczę w jutrzejszym poście, bo dzisiaj jestem już strasznie wykończona.
Następnie spotkanie klubu już w styczniu! Tytuł książki ma zostać wybrany drogą mailową przez uczestników. Załączam zdjęcia ze spotkania w kawiarni mała litera (ja to ta z głupią miną koło laptopa, niestety nie jestem fotogeniczna)
Pozdrawiam i dziękuje Wam wszystkim za wsparcie:)

12.06.2010

Mikołajkowo


Nadchodzi taki czas w roku kiedy nie mogę skupić się na niczym innym, tylko na nadchodzących świętach. Mam tak od dziecka i chyba zostanie mi tak do końca życia. Wieczorem zapalam sobie waniliowe świeczki, na stoliku leży pomarańcza z goździkami, w szafce kuchennej piętrzy się stos korzennych herbat i kaw.
W ostatni piątek wybrałam się do ulubionej pijalni czekolady i poziom endorfin w moim organizmie wzrósł do maksymalnego poziomu. To niesłychane co może zwykła czekolada:)

Ten tydzień jest dla mnie wyjątkowo szalony. Tyle spraw i obowiązków, że o niektórych już zapominam. Z jednej strony nawet się cieszę, bo dzięki temu czas oczekiwania na święta znacznie się skróci.
Końcówka tygodnia upłynie, mam nadzieje na babskim wieczorze. Wymyśliłyśmy z koleżankami we 3 japoński wieczór okraszony pysznym jedzeniem (sushi i jakieś inne nazwy mi nieznane, a znane bardzo dobrze koleżankom), wino truskawkowe (robione przez mojego Filipa) a na dodatek jakieś klimatyczne, stare kino. Zdam relację:)

Zapomniałam, że ostatnio przybyło mi troszkę nowości książkowych. Wrzucę zdjęcie na dniach.

AA no i trzymajcie za mnie kciuki w czwartek. Prowadzę klub książkowy, o którym pisałam niedawno. Stres sięga 15 piętra wieżowca...

11.29.2010

"Droga" Cormac McCarthy



"Ostatnie chwile naszej planety. Ostatni ludzie – krwiożercze bestie. Ostatnie ślady naszej cywilizacji – puszka coca-coli i strzępy starych gazet. Piekło apokalipsy spełnionej w uhonorowanej Nagrodą Pulitzera powieści Cormaca McCarthy’ego. Tę książkę czyta się ze ściśniętym gardłem i pełnym przerażenia zachwytem…

W przyszłości, która może zdarzyć się jutro lub za tysiąc lat, nastąpił straszliwy kataklizm, który zniszczył naszą cywilizację i większość życia na Ziemi. Wszędzie zgliszcza i ciemność. Kamienie pękają od mrozu. Ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko bandy zdziczałych kanibali. Na tle martwego pejzażu dwie ruchome figurki – to ojciec i syn przemierzają zniszczoną planetę. Przed nimi pełna niebezpieczeństw droga w nieznane, wokół nich – świat umarłej nadziei, rozpaczy, strachu, a w nich – wciąż tląca się miłość…

"Droga" – połączenie powieści drogi, powieści przygodowej oraz horroru – jest uznawana za największe arcydzieło Cormaca McCarthy'ego. Przez wiele tygodni była bestsellerem "New York Timesa", przyjęto ją także do Klubu Książki Oprah Winfrey. Oprócz wspomnianej Nagrody Pulitzera została również wyróżniona najstarszą angielską nagrodą w dziedzinie fikcji – The Tait Black Memorial Prize. Obecnie trwają przygotowania do ekranizacji powieści. W jednej z głównych ról ma wystąpić Viggo Mortensen."

Zanim przejdę do recenzji, muszę Was przeprosić za nieodwiedzanie Waszych blogów. Dzisiaj to nadrobię, bo ostatnio mam bardzo niewiele czasu dla siebie.

"Drogę" czytało mi się wspaniale. Jest napisane niezwykle ciekawym i literackim językiem aczkolwiek bardzo prostym. Historia opowiedziana przez pisarza zdecydowanie chwyta za serce. Ojciec i syn wędrują po splądrowanej, spalonej i opustoszałej planecie w poszukiwaniu nadziei na przeżycie. Co i jak się stało - nie wiadomo. Tak na prawdę, mało co jest pewne. W filmie, zrealizowanym na podstawie tej książki, wszystko się rozstrzyga, natomiast książka pozostawia wiele niedomówień.
To co łączy chłopca i ojca jest niebywałe. Miłość i troska, jaką zostaje obdarzony malec wzrusza. Pytanie jakie kieruje do swego ojca są proste, zdawkowe (tak samo zresztą jak odpowiedzi na nie) aczkolwiek zawarte jest w nich wszystko - miłość, mądrość, strach. Jestem zachwycona stylem pisarza i z całą pewnością sięgnę po kolejną książkę.

Poniżej mała próbka "Drogi"

"Trzy dni później u podnóża gór na wschodzie obudził się w ciemności, słysząc narastający odgłos. Leżał z rękoma ułożonymi po bokach. Ziemia drżała. Zbliżało się.

Tatusiu, odezwał się chłopiec. Tatusiu.
Ćśśś. Nic się nie dzieje.
Co to jest?
Nadchodziło, coraz głośniejsze. Wszystko dygotało. A potem przetoczyło się pod nimi jak wagony metra, pognało w noc i ucichło. Chłopiec tulił się do mężczyzny, płacząc, przyciskając głowę do jego piersi.

Ćśśś, już dobrze.
Bardzo się boję.
Wiem. Ale już dobrze. Już przeszło.
Co to było, tatusiu?
Trzęsienie ziemi. Ale już przeszło. Już dobrze. Ćśśś.

W pierwszych latach drogi zaludniali uchodźcy zakutani w warstwy ubrań. Łachmaniarze w ma­skach i goglach, siedzący na poboczach jak lotni­cy po katastrofie. Ze stosami barachła na taczkach. Ciągnęli furmanki i wozy. Oczy rozbłysłe w czasz­kach. Bezwyznaniowe ludzkie skorupy drepczące po szosach jak wysiedleńcy w kraju pustoszonym przez wojnę domową. Wreszcie odsłoniła się kruchość wszystkiego. Zadawnione problemy rozsądzone przez nicość i noc. Wraz z ostatnim egzempla­rzem odchodzi cała kategoria rzeczy. Znika, gasi za sobą światło. Popatrz dokoła. Nigdy to bardzo długo. Lecz chłopiec wiedział to, co wiedział mężczyzna. Że nigdy to wcale."

11.24.2010

11.22.2010

Klub książkowy -rusza!



Lubisz czytać książki? Interesujesz się Japonią? Chcesz połączyć obie pasje? Klub książkowy Towarzystwa Polsko-Japońskiego zaprasza na pierwsze spotkanie. Będzie ono poświęcone "Bezsenności w Tokio" M.Bruczkowskiego. Przeczytaj ją i przyjdź podzielić się z nami swoimi odczuciami, przemyśleniami.

Dnia 9. XII. o godzinie 17:00 odbędzie się spotkanie organizacyjne klubu literatury japońskiej organizowanego przez Towarzystwo Polsko-Japońskie. Spotkanie odbędzie się w kawiarni Mała Litera przy ul. Nawrot 7. Na pierwszym spotkaniu zmierzymy się z lekturą „Bezsenności w Tokio” M. Bruczkowskiego oraz wytłumaczymy ideę klubu a także przedstawimy proponowany grafik spotkań. Spotkania będą odbywać się raz w miesiącu. Uczestnictwo w spotkaniach jest bezpłatne.
Zapraszamy wszystkie osoby zainteresowaną literaturą do uczestnictwa!
Ponieważ liczba uczestników jest ograniczona wielkością kawiarni, prosimy o zgłoszenie chęci uczestnictwa na adres e-mail: kksiazkowytpj@gmail.com

11.20.2010

"Duch. Na tropie życia pozagrobowego." Mary Roach



"Czy istnieje życie po śmierci? A jeśli tak, to czy ze zmarłymi można się porozumieć?
Mary Roach postanowiła w tej sprawie zasięgnąć opinii naukowców i poszukać jasnych odpowiedzi oraz twardych dowodów, jeśli takowe istnieją.
< Wiem już, co na ten temat mówi religia - wyjaśnia autorka - i wprawia mnie to w konsternację. Nie proponuje ona bowiem żadnego prawdopodobnego, spójnego oraz naukowo sensownego scenariusza. Religia mówi, że twoja dusza idzie do nieba, ewentualnie do rajskich ogrodów, albo reinkarnuje się w nowym ciele, albo też, że leżysz sobie w swoim trumiennym wdzianku, czekając na powtórne przyjście Mesjasza. I rzecz jasna tylko jedna z tych opcji może być prawdziwa. A to z kolei oznacza, że dla milionów ludzi religia okaże się kiepską gwarancją na życie wieczne. Wygląda na to, że lepiej postawić na naukę. (...)
Byłoby dla mnie szczególnie uspokajające, gdybym wierzyła, że znam odpowiedź na pytanie: co dzieje się z nami po śmierci? Czy po prostu gaśnie światło i zapadamy w drzemkę trwającą miliony lat? Czy też jakaś cząstka mojej osobowości, jakaś cząstka mnie, żyje nadal? Jak to się odczuwa? Jak będzie wyglądał mój dzień? Czy będę mogła gdzieś tam podłączyć się z moim laptopem?>"


Jest to moja druga z kolei książka Mary Roach. Pierwszą był "Sztywniak", którego wychwalałam pod niebiosa. I tutaj autorka nie zawodzi. Jestem pewna,że każdy z nas zastanawiał się już nad tym tematem. Każdemu z nas od dziecka powtarzano, że "babcia patrzy na nas z góry". Mary postanawia dotrzeć do źródeł, publikacji oraz artykułów, które opisują ekscytujące eksperymenty. Próby nagrania głosu ducha czy też sfilmowanie go a może sprawdzenie przypadków reinkarnacji? Czy są na to konkretne dowody? A może za tym wszystkim stoi czysty marketing i chęć szybkiego wzbogacenia się? Nie zdradzę Wam czy autorce udaje się czegoś dowieść, czy też nie. Sami musicie się o tym przekonać. Uwielbiam jej książki, ponieważ jest to kobieta twardo stąpająca po ziemi, dla której nauka zna odpowiedzi na wszystkie pytania. Mam bardzo podobne poglądy, ale staram się nie krytykować (przynajmniej głośno) poglądów innych. To w niej cenię.

11.13.2010

"Zatrute ciasteczko" Alan Bradley



"Jest początek lata w sennej angielskiej wiosce Bishop’s Lacey. W wielkim domu Buckshaw ambitna młoda odkrywczyni Flawia de Luce przeprowadza eksperymenty chemiczne w laboratorium odziedziczonym po ekscentrycznym wuju. Pracuje nad truciznami. Pewnego ranka na grządce z ogórkami odkrywa trupa. Zostawia probówki i palniki Bunsena, postanawia rozwiązać osobiście kryminalną zagadkę, ku utrapieniu miejscowej policji. Ale czyż można ją winić? Czy jedenastoletnie cudowne dziecko ma inny wybór? Tym bardziej, że zostawione jest samo sobie i zmaga się z jawną wrogością sióstr i obojętnością owdowiałego ojca, którego całym światem jest kolekcja znaczków."

Znakomita i wciągająca pozycja. 11-letnia, szalenie inteligentna dziewczynka na własną rękę postanawia rozwiązać zagadkę kryminalną. Zaczyna węszyć, szperać w starodrukach,knuć. Wszystko to ma miejsce w starej,angielskiej posiadłości porośniętej bluszczem. Ktoś jednak depcze jej po piętach i próbuje pokrzyżować plany. Niesamowite, plastyczne opisy sprawiają, że książkę czyta się bardzo przyjemnie i lekko. Pomysły dziewczynki czasami zaskakiwały swą oryginalnością. Nawet jej pasja (jaką jest chemia eksperymentalna) zasługuje na podziw. Powstał już kolejny tom o przygodach Flawii. Podobno ma ich być 3. Idealna lektura na takie jesienne, deszczowe poranki.

11.05.2010

"Z pokorą i uniżeniem oraz inne powieści" Amelie Nothomb



Z pokorą i uniżeniem

"Autobiograficzna relacja z toku pracy w dużym japońskim przedsiębiorstwie. Bohaterka, zaangażowana jako tłumaczka kończy karierę w charakterze babci klozetowej. To gorzkie doświadczenie opisuje z dystansem i humorem przeplatając swoją opowieść refleksjami na temat przepaści dzielącej mentalność japońską od europejskiej. Książka, uznana przez krytykę za najlepszą w dotychczasowym dorobku Autorki, przez długi czas zajmowała we Francji pierwsze miejsce na listach bestsellerów."

Powieść krótka aczkolwiek bardzo specyficzna. Młoda, wykształcona Belgijka zaczyna pracować dla ogromnej korporacji. Dowiadujemy się jak wygląda praca w kraju kwitnącej wiśni. Z iloma upokorzeniami musi zmierzyć się bohaterka poczynając od kserowania w nieskończoność regulaminu klubu golfowego szefa na roli babci klozetowej kończąc. Byłam zdruzgotana i oszołomiona, ponieważ nie wytrzymała bym na miejscu Amelie ani sekundy w takim otoczeniu. Jak można dawać sobą tak pomiatać i jeszcze być za to wdzięcznym? Z tej strony chyba nigdy nie zrozumiem Japończyków. Polecam Wam chociażby dlatego, aby poznać i lepiej zrozumieć mentalność Azjatów.


Kosmetyka wroga


"Akcja książki dzieje się na paryskim lotnisku i trwa niespełna dwie godziny. Do oczekującego na opóźniony samolot do Barcelony Jeromea Angusta dosiada się obcy człowiek. Mimo nieskrywanej niechęci Angusta nawiązuje z nim rozmowę. Od słowa do słowa wychodzi na jaw, że ówże natręt, który przedstawia mu się jako Textor Texel, jest świetnie zorientowany w jego życiu, w tym w różnych najintymniejszych i najgłębiej skrywanych dotychczas zdarzeniach. Wie na przykład to, że 20 lat temu Angust .....drogi Czytelniku musisz to przeczytać!"

Nie wiem czemu, ale miałam wrażenie, że czytam Murakamiego.Historia niesamowicie wciągająca i zaskakująca. Trzymała mnie w napięciu do samego końca. Nie mogę niestety zdradzić Wam szczegółów, ponieważ zepsuła bym całą zabawę. W powieści napotkamy temat miłość, morderstwa oraz zawiłej psychiki człowieka obłąkanego i zagubionego...

"Dziennik Jaskółki"

"Bohater nie ma jednorodnej tożsamości. Zmienia imiona i styl życia, zupełnie tak, jak zmienia się koszulę. Z kuriera staje się zimnym zabójcą na zlecenie, który doznaje uczucia przyjemności po każdym wykonanym zadaniu. Później sam uznaje siebie za niewinnego. Czy to możliwe, szczególnie wtedy, gdy ma się przed oczami twarz właśnie zamordowanej nastolatki, po której zostaje jedynie dziennik? "

Ta historia na długo pozostanie w mojej pamięci. Z przerażaniem czytałam o tym, jak myśli morderca. Jak chore są jego czyny. Jak człowiek potrafi być bezwzględny i na dodatek czerpać z tego rozkosz. Z zimną krwią mordować zarówno kobiety jak i małe dzieci. Jego problemy zaczną się kiedy zetknie się z pewną nastolatką. Dziewczyna w kilka minut przed swą śmiercią, dowodzi czegoś, co mąci w głowie płatnemu zabójcy. Też nie mogą zdradzić Wam więcej, musicie przeczytać.

"Ani z widzenia, ani ze słyszenia"


"Amélie jako mała dziewczynka mieszkała w Japonii. Teraz, gdy jest dorosła, postanawia odwiedzić kraj Kwitnącej Wiśni. Udzielając Japończykom korepetycji z francuskiego, chce przyswoić ich język. Choć w czasie pierwszych lekcji z Rinrim, studentem romanistyki, rozmowę zakłócają ciągłe lapsusy i niezrozumiała wymowa, Belgijka i Japończyk zaprzyjaźniają się. Amélie poznając fascynujący i egzotyczny świat, zakochuje się w Rinrim. Obserwuje, jak we współczesnej Japonii nowoczesność miesza się z tradycyjną kulturą. Zauroczona odmiennością przyjaciela i jego kraju, delektuje się pobytem do czasu, aż chłopak poprosi ją o rękę."

Na tej powieści, niestety trochę się zawiodłam. Troszkę trąciło mi Paulem Coelhem... mistyka, niespełniona miłość, poszukiwanie własnego "ja". Może Wam przypadnie do gustu. Mnie akurat nie przekonała.


ps: dziś odebrałam z Empiku nową powieść Murakamiego:) Okazało się, że jest to tom 1. Kolejne dwa mają ukazać się za rok:(

11.04.2010

Dziwne te babcie....

A dziś czas na poruszenie wyobraźnią....


Jakiś czas temu słuchałam audycji radiowej, w której słuchacze dzielili się swymi lękami z dzieciństwa. Dzwonili do radia i opowiadali czym byli straszeni za młodu. Jednym rodzice wmawiali, że jak będą niegrzeczni porwą ich cyganie. Drudzy bali się dziada z miotłą, jeszcze inni baby-jagi.
W pewnym momencie do studia dodzwonił się pan pod 40-stkę i oznajmił, że babcia wmawiała mu, że jak nie będzie jej słuchał to przyjdą....kurze płucka na pajęczych nóżkach....!!!

W tym momencie umarłam. Na moją wyobraźnie działa przerażająco a co dopiero na małego dziecka...
A jak było z Wami?;)

10.26.2010

"Psie serce" M. Bułhakow



""Psie serce" miało podtytuł "potworna historia". Bułhakow napisał ją w 1925 roku, w Rosji po raz pierwszy ukazała się po 62 latach i to nie w wydaniu książkowym, tylko w miesięczniku literackim "Znamia", 47 lat po śmierci autora. Właściwie trudno się dziwić - jest to historia przyzwoitego kundla, któremu wszczepiono gruczoły alkoholika i degenerata... Uczłowieczony pies staje się działaczem, gorącym zwolennikiem władzy sowieckiej, zachowuje się jak prawy aktywista nowego ustroju i doprowadza nieomal do obłędu profesora Preobrażeńskiego, który próbował zrobić z niego człowieka. Kiedy Bułhakow czytał tę nowelę w gronie znajomych, był tam także agent GPU, policji politycznej. Zrecenzował "Psie serce" następująco: "Rzecz ta została napisana we wrogiej, dyszącej bezgraniczną nienawiścią do Sowietów tonacji". Dodał, że jest też pornograficzna, czego przy najlepszej woli doprawdy trudno się dopatrzyć. Chyba że za pornografię można uznać opisy funkcjonowania organów władzy."

Szarika poznajemy w momencie, kiedy głodny i zziębnięty błąka się ulicami Moskwy. Smutno duma nad swym psim losem i marzy o kawałku kiełbasy. Wtedy pojawia się on - szalony naukowiec rodem z horrorów. Wpada na pomysł wszczepienia biednemu kundelkowi narządów oraz przysadki mózgowej(profesor uważał, że w niej zawarty jest charakter i osobowość człowieka) włóczęgi i hulaki, zmarłego w wyniku pijackiej bójki. I w tym momencie zaczyna się najlepsze.
Po kilku dniach Szarik (Szarkiow, sam nazywa się Poligrafem Poilgrafowiczem haha) zyskuje ludzkie cechy, chodzi na dwóch łapach, gubi sierść. Przybywa mu za to odwagi, zaczyna bluźnić, pić wódkę, wybrzydzać, wykazuje cechy właściciela organów. Bułhakow pragnie ukazać nam, że nie wolno bezkarnie ingerować w prawa natury. Wszystko bowiem obraca się przeciwko pomysłodawcy tej ciekawej zamiany.
Widzę pewne, acz niewielkie, podobieństwa do "Mistrza i Małgorzaty". Przede wszystkim groteska, prześmiewczy ton czy też ukazywanie ludzkich wad. W książce odnajdujemy także krytyczny obraz Rosji sowieckiej. Kundel jako bezdomny piesek pomiatany od małego dostaje szanse na lepsze życie. W momencie kiedy dodano mu charakter alkoholika, cwaniaka, człowieka z nizin społecznych znakomicie odnajduje się w społeczeństwie. Świadczyć to może o niejakiej "chorobie społecznej". Życie w sowieckiej Rosji, według Bułhakowa, było pełne absurdów. Szczytem tego absurdu był sukces skrzyżowania psa z człowiekiem. Okazało się bowiem, że smak sukcesu nie zawsze jest słodki.

10.24.2010

"Życie owadów" Wiktor Pielewin



"Pomysłowa, pełna alegorii, fantastyki i filozoficznych dociekań historia, rozgrywająca się w świecie, w którym wszystko jest ze sobą powiązane.
Samuel Sacker, amerykański biznesmen, przyjeżdża do nadmorskiego hotelu na spotkanie ze swymi dwoma rosyjskimi partnerami. Po chwili wszyscy trzej, już jako komary, wyruszają na poszukiwanie hemoglobiny i glukozy. Widzimy dwa żuki gnojaki, ojca i syna, które dyskutują o zagadkach wszechświata, kobietę imieniem Marina, a zarazem muchę, która haruje w spółdzielni przypominającej ul, inżyniera Sieriożę - jednocześnie cykadę, z racji długich wąsów często mylonego z karaluchem, i wiele innych postaci, których losy krzyżują się w najbardziej zdumiewający sposób. Ten niesamowity świat i zaludniający go bohaterowie są znakomitą, niepokojącą metaforą ekonomicznego upadku i społecznego chaosu w dzisiejszej Rosji."

Znowu będzie mi ciężko jednoznacznie ocenić książkę. Tematyka - owadzia. Zbiór opowiadań częściowo zazębiających się, ułożonych w logicznej kolejności. Bohaterzy reprezentują różne rodzaje owadów, (żuki, muchy, mrówki, komary) a co za tym idzie osobowości i charaktery. Pielewin personifikuje je i nadaje ludzkie cechy. Poznajemy buntujące się młode mrówki, mądre żuki, podstępne komary. Mamy do czynienia z ludzką tragedią, śmiercią bliskiej osoby, drobnymi oszustwami, porywami sercowymi czy też rozmyśleniami nad sensem ziemskiej egzystencji. Z każdym problemem boryka się inny owad. Czym ich świat różni się od naszego? Niczym. Pielewin trafnie podkreśla niedociągnięcia społeczeństwa, ukazuje nam absurdy codzienności, z ironią rozprawia nad ludzkimi zachowaniami, żałuje głupoty i wyśmiewa rzeczywistość.
Jedyne co czasami mi przeszkadzało to poplątane zdarzenia i fakty. Momentami nie nadążałam za autorem i gubiłam się w fabule. Po części to pewnie moja wina. "Życie owadów" powinno się czytać w podobny sposób jak dzieła Virginii Woolf - dokładnie, bez pośpiechu, z uwagą. Z pewnością jeszcze do niej wrócę, ponieważ niewątpliwie daje do myślenia i zmusza do głębszej refleksji. Jestem pewna, że książka ta należy do kategorii tych, do których się wraca.

10.19.2010

"Mistrz i Małgorzata" M. Bułhakow



"Pierwotna publikacja "Mistrza i Małgorzaty" ("Moskwa" nr 11/1966 i 1/1967) miała charakter skrócony. Procedura skróconej publikacji czasopiśmienniczej utworu przeznaczonego do późniejszego wydania książkowego jest w ZSRR stosowana powszechnie. Publikacje takie opatrywane są często przypisem "żurnalnyj wariant". W przypadku powieści Bułhakowa adnotacji takiej nie było. Skróty objęły łącznie kilkadziesiąt stron. W całości wypadł z tekstu rozdział 15: "Sen Nikanora Iwanowicza" oraz pierwsza część rozdziału 28: "Ostatnie przygody Korowiowa i Behemota", czyli tzw. scena w Torgsinie. Ponadto usunięto szereg pojedynczych akapitów, zdań i wyrazów. W większości wypadków można się w tych cięciach dopatrzeć kryteriów cenzury politycznej bądź obyczajowej; czasami usunięcia sprawiają wrażenie mechanicznych. Podobno w grę wchodziło także zwykłe zmniejszenie objętości utworu. Co prawda dwie części, w których został ogłoszony, są i tak nierówne: pierwsza obejmuje 120 stron miesięcznika, druga zaledwie 88.
Pierwsze rosyjskie wydanie książkowe ukazało się w roku 1967 w Paryżu (YMCA Press). Jednocześnie w Bernie pojawiło się oddzielne wydanie usuniętych fragmentów tekstu (Schez Verlag). W roku 1968 wydawnictwo "Posiew" we Frankfurcie nad Menem wydało tekst pełny, w którym fragmenty usunięte zostały oznaczone kursywą.
Trzy pierwsze wydania polskie (I: 1969; II: 1970, "Czytelnik", seria Nike; III: 1973, Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej) były z konieczności oparte na wersji skróconej. Tłumacze polscy, Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski, przygotowali jednak wersję pełną. Kiedy w roku 1973 pełny tekst "Mistrza i Małgorzaty" ukazał się wraz z "Białą Gwardią" i "Powieścią teatralną" w moskiewskim wydawnictwie "Chudożestwiennaja litieratura" ("Romany") - droga do polskiego pełnego wydania stanęła otworem. Ukazało się ono, jako czwarte z kolei, w roku 1981, w nowej szacie graficznej, z kolorową obwolutą i zostało powtórzone w roku 1983. Tłumacze starali się, w drodze konfrontacji tekstów wydania frankfurckiego i moskiewskiego (występują między nimi nieznaczne różnice), ustalić możliwie najpełniejszy kanon tekstowy. W przyszłości może on zapewne podlegać drobnym korektom i uściśleniom, ponieważ kolejne wydania radzieckie wprowadziły nieznaczne zmiany, m.in. interpunkcyjne - będące efektem dokładnych studiów nad rękopiśmiennym tekstem autorskim oraz poprawek wniesionych pod dyktando pisarza przez Helenę Bułhakową. Nie należy jednak raczej oczekiwać zmian zasadniczych i z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć kanon tekstowy za w zasadzie ustalony.
Tekst niniejszy opiera się na piątym polskim, a drugim pełnym wydaniu "Mistrza i Małgorzaty" ("Czytelnik", 1983) z poprawkami i uzupełnieniami wniesionymi przez tłumaczkę, Irenę Lewandowską.
W tomiku zamieszczono dziesięć rysunków Nadii Ruszewej. Nadia Ruszewa urodziła się w Moskwie w r. 1952 i przeżyła lat siedemnaście. Miała w sobie krew tuwińską i rosyjską, pochodziła z rodziny o wielopokoleniowych i różnorodnych zainteresowaniach artystycznych. Zaczęła rysować, gdy miała lat pięć; rychło stwierdzono jej ogromne zdolności. Doświadczenia życiowego na miarę wyobraźni jeszcze nie posiadała, weszła więc w świat lektur i fantazji. Rysowała dzieła Puszkina, Twaina, Szekspira, Tołstoja, Dostojewskiego, Saint-Exupéry'ego, wizje kosmonautyczne, balety dziecięce, karnawałowe pochody uczłowieczonych zwierząt - z niezwykłym wyczuciem formy, stylu, klimatu. Spieszyła się bardzo jakby wiedząc, że ma niewiele czasu. Zmarła w r. 1969 na wylew krwi do mózgu. Zostawiła po sobie około 10 tysięcy rysunków, z których część eksponowano przy różnych okazjach. "Mistrza i Małgorzatę" rysowała wielokrotnie już pod koniec życia."


Kocham tę książkę!!! Mogłabym ją czytać raz po raz i nigdy by mi się nie znudziła. Fabuły chyba nie muszę nikomu przedstawiać, ponieważ każdy z nas ją czytał, a jeśli nie, to słyszał o niej. Tajemniczy i diabelsko inteligentny Woland drwiący z ludzkich słabości. Przebiegły i cwany Korowiow... no i oczywiście mój ulubiony - czarny kocur Behemot(mój Behemocik, równie diabelny i przerażający na załączonym zdjęciu). Tak na prawdę ciężko powiedzieć jaki Bułhakow stworzył gatunek literacki. Komedia, dramat, romans, fantastyka... chyba każdego po trochu. Mamy tu bowiem do czynienia z kpiną, błędnym kołem ludzkich losów oraz ludzką głupotą. W powieści nie brakuje rozlewu krwi, brutalności i niespodziewanej śmierci. Napotkamy tu także historię związku tytułowych bohaterów,którzy dla swej miłości ubili targu z diabłem. Latające na miotle (i na wieprzach) kobiety, czary, ludzie bez cienia, chłepczący wódkę kot i umiejętności teleportacji stanowią zwariowany świat, doprowadzający do obłędu bohaterów "Mistrza i Małgorzaty". Szczerze polecam, taka lektura nie zdarza się codziennie. Oglądam również (każdego dnia po 1 odcinku)serialu o takim samym tytule. Produkcja Rosja, rok 2005. Również zachęcam.

10.18.2010

Filmowa sobota

Jak już wcześniej pisałam, w sobotę zrobiłam sobie mały maraton filmów z Audrey Hepbrun. Oto efekty:

"Doczekać zmroku" 1967


"W wyniku zbiegu okoliczności naszpikowana heroiną lalka trafia do domu niewidomej kobiety. Figurki szukają trzej bezwzględni bandyci, którzy za wszelką cenę pragną odzyskać drogocenną zabawkę. Niewidoma Susy (Audrey Hepburn) jest zmuszona stanąć do nierównego pojedynku z przestępcami. Jedyna broń kalekiej dziewczyny to umiejętność poruszania się w ciemności."

Pierwszy raz widziałam Audrey w takiej roli. Mistrzowsko zagrała niewidomą Susy. Podobno na potrzeby filmu nauczyła się Braille'a!!! Audrey otrzymała za tę rolę nominację do Oskara, którego niestety nie otrzymała. Jej rola znacznie różni się od ról ofiar-kobiet w filmach tego typu. Przeważnie mamy do czynienia z mało rozumną kobieciną podnoszącą wrzask i wymachującą rękami na widok mordercy. Główna bohaterka myśli logicznie, analizuje, zauważa nieprawidłowości i działa, zamiast majaczyć. Film trzyma w napięciu do nieomalże do ostatniej minuty. Były takie sceny, że podskoczyłam z przerażenia:)

"Szajka z lawendowego wzgórza" 1951


"Holland od 20 lat pracuje w banku jako urzędnik zajmujący się transferem sztab złota. Gdy zaprzyjaźnia się z producentem pamiątek Pendleburym, obaj wpadają na pomysł zrabowania złota i przemycenia go do Francji. Wspólnie z zawodowymi przestępcami Lackerym i Shortym układają plan skoku."

Hmm Audrey grała w tym filmie może z 20 sekund. Grała w tym czasie w teatrze i czas nie pozwolił jej na większy epizod. Dlatego też nie będę rozpisywała się na temat jej roli:)
Spisek, humor i dreszczyk emocji. Główni bohaterowie, mimo, że są oszustami wzbudzają przeogromną sympatię. Genialna komedia pomyłek, której udało się zdobyć Oskara za najlepszy scenariusz oraz nagrodę BAFTA za najlepszy film brytyjski. Jak oglądam takie filmy to później jest mi bardzo smutno, ponieważ wiem, że takich filmów w dzisiejszej kinematografii już się nie spotyka...


Już jutro moja recenzja "Mistrza i Małgorzaty"

10.16.2010

Słyszałyście o Poirot?


W zeszły weekend gościłam u kuzynki w Warszawie. Jako, że planowaliśmy wieczór filmowy Magda zapoznała nas z ekranizacjami powieści Agathy Christie. Intryga, tajemnica i przedziwny detektyw Poirot. Seria z detektywem Poirot doczekała się 70 odcinków, każdy trwający około 100 minut. Kim jest ta tajemnicza postać?

"Poirot urodził się w Belgii, gdzie pracował jako oficer policji. Po I wojnie światowej przeprowadza się do Anglii i rozpoczyna drugą karierę, tym razem prywatnego detektywa. Charakterystyczne dla niego rysy postaci to mały wzrost, jajowata głowa, starannie pielęgnowane wąsy, ubiór dandysa (mężczyzny przesadnie dbającego o strój i formy towarzyskie), obsesja na punkcie porządku i symetrii, a także pogarda wobec klasycznych metod detektywistycznych. Poirot stawia raczej na psychologię zbrodni. Raz nawet założył się ze swoim przyjacielem Inspektorem Jappem, że może rozwiązać zagadkę nie ruszając się z krzesła, a używając jedynie swoich "małych szarych komórek". Podobnie jak wielu innych detektywów ze "złotego wieku" powieści kryminalnych jest stanu wolnego (jak np. panna Marple czy Sherlock Holmes).W jednej z powieści wiadomo, że Herkules Poirot jest jedną z najbardziej wpływowych osób w Anglii (zna rodzinę panującą, premiera i arystokratów). Wiadomo również że jest bardzo bogaty."

Sporo odcinków można zobaczyć w internecie. Polecam Wam z czystym sumieniem. Filmy bardzo wciągają i relaksują. Tylko uwaga! Nie oglądajcie filmu, jeśli jednocześnie jesteście zajęci jakąś inną pracą. Poirot wymaga skupienia, każde słowo trzeba wyważyć, każdy ruch ręki nie może zostać pominięty, liczy się każdy detal.


ps: nareszcie weekend!!! Postanowiłam ranek spędzić na obejrzeniu jednego filmu z Audrey "Szajka z lawendowego wzgórza" i na doczytanie "Mistrza i Małgorzaty". Zastanawiam się też usilnie nad wyborem książek na listopad. Przeglądam te nowości i nic nie wpada mi w oko. Może coś polecacie?

10.06.2010

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat...


Tak tak, znowu narzekanie;)
Odwiedziła mnie jakieś jesienna niemoc. Wstaje od poniedziałku lewą nogą i z dnia na dzień moja lista "zrobić w październiku" ulega wydłużeniu. Pewnie znacie to uczucie? Najchętniej całymi dniami myślałabym o niebieskich migdałach i szlajała się po antykwariatach bądź oglądała filmy z Audrey:)
Przez ostatnie miesiące moje życie nabrało tempa i nie mogę narzekać na nudę lub brak zajęć. Dzięki mojej cudownej pracy i bardzo życzliwym ludziom tam pracującym, nabrałam pewności siebie i dużo bardziej orientuje się w swojej branży. Byłam nawet na 3 dniowym kongresie w Warszawie, gdzie poznałam wiele liczących się na rynku firm i ich przedstawicieli. Weszłam na dobre w świat szkoleń, kongresów i targów:)
Ostatni weekend minął mi przecudownie. Byłam na wsi u swojego narzeczonego. Całymi dniami opychaliśmy się owocami z ogrodu i leżeliśmy na leżakach pod kocami z kotami na kolanach. O Cynamusiu już wiecie i skądinąd wiem, że został gwiazdą internetu:)
Dziś chcę nakreślić Wam sylwetkę Behemota. To bardzo osobliwy kot, dziwny i przerażający. Jest cały czarny, jakby umazany w smole. Nie miauczy, a syczy za każdym razem jak się go dotknie. Kiedy biorę go na ręce cały sztywnieje i wybałusza swoje diabelskie oczy. Cały czas chodzi z językiem na wierzchu. Potrafi przestraszyć człowieka w najmniej oczekiwanym momencie. Przeraża mnie. Jest naszym małym brzydalkiem jakże innym od Cynamona. Poniżej jego zdjęcia... Czyż nie jest przedziwny?

9.23.2010

Japoński Klub Książkowy/Japoński Klub Językowy


Dzisiaj nieco inaczej. Mam propozycję do wszystkich Łodzianek i nie tylko. Od jakiegoś czasu, jestem członkiem Towarzystwa Polsko-Japońskiego w Łodzi. Ostatnio w naszych szalonych głowach zrodziły się pomysły na utworzenie klubów podczas których miłośnicy Japonii będą mogli poszerzać swoją wiedzę i poznać innych pasjonatów.

Japoński Klub Książkowy
Pragniemy utworzyć 10-15 osoby zespół. Mamy wspaniałą listę lektur, cudowne kawiarnie, w której będą odbywały się comiesięczne spotkania. Zaczynamy od poznania samej Japonii - tradycji, kraju, kultury. Następnie klasyki, wiersze, poematy i literatura współczesna.

Japoński Klub Językowy

Jestem jego liderem. Tutaj zasada jest taka sama. 10-15 osób pragnących łyknąć nieco języka japońskiego, przyjrzeć się z bliska dramom i po prostu zapoznać się z tym cudownym językiem. Mamy potrzebne słowniki, materiały, książki, podręczniki. Zajęcia będą odbywały się w siedzibie TPJ na ulicy Wigury (za Galerią Łódzką)

Jeśli ktokolwiek byłby zainteresowany członkostwem proszę o kontakt pod postem lub na mój adres mailowy (paulina.klos@gmail.com)
Całusy:)

9.19.2010

"Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyka."



"Zwłoki to nasi superbohaterowie: niestraszny im ogień, potrafią znieść upadki z wysokich budynków i czołowe zderzenia ze ścianą. Można do nich strzelać, przejechać im po nogach motorówką – to ich nie rusza. Można bez szkody usuwać im głowy. Są w stanie być w sześciu miejscach naraz. To jak mieć na usługach Supermana – byłoby strasznym marnotrawstwem rezygnować z jego potencjału i nie wykorzystywać go do rozwoju ludzkości."

Wow!!! Sięgając po tę książkę miałam obiekcje. Pisać o trupach??? Ha! Można! Autorka wyliczyła nam możliwości, jakie może spełnić nasze ciało po śmierci. Opisała to w sposób bardzo precyzyjny, naukowy, szalenie interesujący. To niesamowite jak bardzo "marnuje" się ciała grzebiąc je w ziemi. Albowiem można użyć je jako kompost, obiekt eksperymentów medycznych, lek czy też model na uczelniach medycznych (sama na 1 roku studiów miałam anatomię i najwięcej nauczyłam się podczas zajęć odbywających się w pomieszczeniu z przepołowionymi ciałami, czaszkami, płucami, wątrobami czy też płodami, umieszczonymi w formalinie). To tylko kilka z wielu alternatyw jakie proponuje autorka. Opowiada nam także jak wyglądała historia "wykorzystywania trupów" do celów naukowych i jak to wygląda dziś. Moją uwagę szczególnie zwrócił rozdział o eksperymentach na zwierzętach wykonywanych w 1880 roku. Badanie przeprowadził niejaki Guthrie i opisał je w książce "Blood vessel surgery and its applications". Pobuszowałam w internecie i znalazłam! Cała książka jest udostępniana w formie pdf przez stronę Amercian libraries. Pismo zawiera fotografię dziwnego stworzenia. Guthriemu udało się wczepić głowę jednego psa w szyję drugiego poprzez połączenie tętnic! (zdjęcie poniżej, należy spojrzeć do góry nogami, psy stykają się bródkami)Nie jestem fanką maltretowania zwierząt, wręcz przeciwnie, aczkolwiek przyznam, że to fascynujące.




W książce jest mnóstwo odnośników do fachowej literatury. Serdecznie polecam. Moją wiedzę wzbogaciło w sposób nieobliczalny:) Jeżeli macie ochotę na buszowanie po necie co 15 minut w poszukiwaniu opisu fascynujących eksperymentów (jak ten powyżej, nie czekajcie tylko czytajcie:) Z całą pewnością sięgnę po kolejne pozycje Mary Roach.

9.17.2010

Łańcuszek w czasach zarazy:)

Namówiona przez Mag wzięłam udział w zabawie łańcuszkowej. Oto 10 rzeczy, które lubię...

1. Wolne, leniwe dni podczas których udaje się na cudowne spacery polnymi drogami, wzdłuż brzóz z ukochanym psem u boku.


2. Serial "Gilmore Girls", który mogłabym oglądać 24 h na dobę. Serial jest wprost cudowny. Jego klimat ciężko porównać do czegokolwiek innego...ciepły, prześmieszny, niebanalny...


3. Sushi. Mogłabym jeść codziennie. Do tego marynowany imbir, sos sojowy i wasabi. Ahh pycha! No i oczywiście jem pałeczkami od jakiegoś czasu, z czego jestem dumna:)


4. Książki..cóż to chyba nic dziwnego, patrząc na tematykę tego bloga:)


5. Audrey Hepburn... za wszystko! Miała klasę, talent, urodę a dodatkowo była niesamowicie silną kobietą. Imponuje mi prawie we wszystkim. Jej filmy są idealne na pochmurne, jesienne dni.


6. Koty. Miękkie, puszyste, cudowne, miałczące, mruczące, brykające, rude, czarne, szare, białe i w ciapki. Pod każdą postacią..zawsze!


7.Queen i Freddie Mercury. Ukochany zespół od pieluchy. Freddie - postać wszech czasów, charyzma, talent, pasjonująca biografia, niezapomniane piosenki.


8. Języki obce. Uczę się 4... i jestem pewna, że na tym nie poprzestanę. To dla mnie niesamowity relaks.


9. Kawa i herbata. To jedyne popularne używki, które stały się moją codziennością i obsesją. W każdej ilości i pod każdą postacią. Aromatyzowane, zielone, białe, czerwone, z miodem, malinami, imbirem, kardamonem, mlekiem....ze wszystkim!:)


10.Zdrową i nie tuzinkową kuchnię. Obecnie na tapecie kuchnia według 5 przemian. Chodzi w niej o to, żeby kolejne smaki: gorzki, słodki, słony, kwaśny i ostry występowały w 1 potrawie według określonej kolejności. Tłuszczowi, fast foodowi, obżarstwu - mówię NIE! ;)



Powiem Wam szczerze, że miałam straszny problem, bo mam znacznie więcej rzeczy, które lubię jak kąpiele w wannie, deszczowe pogodny, ładne zeszyty i notesiki, gadżety do domu, perfumy, spać, dr. Housa, medycynę molekularną, mangi, czasopsima "Bluszcz" i "Zwierciadło" stare filmy ....itp mogłabym wymieniać w nieskończoność... Ehh za dużo tego wszystkiego hehe.
Do zabawy zachęcam każdego. Nie będę wymieniała, kto ma ochotę,niech piszę. Fajna zabawa gwarantowana. Dziękuje Mag za to, że sprawiłaś,że na chwilę zapomniałam o chorobie:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...