Etykiety

6.27.2010

"Cud w medycynie" Praca zbiorowa



"Prawdziwe historie pacjentów, którzy, wbrew najgorszym rokowaniom, wrócili do zdrowia

Książka, napisana przez wybitnych polskich specjalistów różnych dziedzin medycyny, przedstawia historie ludzi, którzy wracali do zdrowia, mimo że z medycznego punktu widzenia było to niemożliwe. Czytelnik znajdzie tu relacje z prekursorskich operacji. Przeżyje grozę i radość sukcesu pierwszego udanego przeszczepu kobiecej twarzy. Zadrży przy dramatycznych decyzjach podczas najtrudniejszych z operacji i zamyśli się nad cudownymi ozdrowieniami. Pozna kulisy heroicznej walki lekarzy o ludzkie życie. "Cud w medycynie" to wielowątkowa opowieść, która przywraca nadzieję.

Wybitni lekarze, specjaliści różnych dziedzin medycyny: prof. Z. Religa, prof. M. Siemionow, prof. B. de Barbaro, prof. A. Bochenek, prof. J. Lubiński, prof. C. Szczylik, prof. W. Jędrzejczak, prof. T. Trojanowski, prof. J. Zaremba, prof. B. Rutkowski, prof. J. Skalski, prof. J. Imiela, dr M. Edelman, dr M. Wasielica."


Podeszłam do tej książki znacznie inaczej niż 90% czytelników. Nie szukałam w niej cudownych ozdrowień, magicznych ocaleń czy też niebywałych cofnięć nowotworów. Bardziej interesowały mnie relacje lekarzy dotyczące ciężkich przypadków i sposoby walki z chorobą. Interesuje mnie to ze względu na mój kierunek studiów, to chyba nic dziwnego:) Czytając tę książkę, po raz kolejny zachwyciłam się medycyną i tajemnicami ludzkiego organizmu. To niesamowite jak bardzo nauka, technika i rozwój, może pomóc przy coraz większej ilości chorób. Jak niezwykle ważny w terapii, wydaje się być nasz stan psychiczny i wiara w wyleczenie. Cieszę się, że istnieją lekarze, dla których życie człowieka jest najważniejsze. Lekarze, którzy sądzą, iż z pacjentem należy rozmawiać, przebywać z nim, poznać jego zdanie i uszanować je. Książka ta jest dziełem, takich właśnie ludzi. Nawet trochę się zdziwiłam, po na co dzień takich lekarzy się nie spotyka. Powiedziała bym nawet, że wręcz przeciwnie:) Chociaż może tylko ja trafiam na zadufanych w sobie bubków, którzy myślą tylko o swojej karierze i nie widzi im się głębsze analizowanie historii choroby:) Bywa i tak...
Znów mam problem, czy mogę ze spokojnym sumieniem polecić Wam tę książkę. Jeżeli tylko interesuje Was tematyka, czemu nie?:)

6.22.2010

"Dzidzia" Sylwia Chutnik



"Kolejna książka laureatki Paszportu "Polityki". Jest rok 1944. W podwarszawskich Gołąbkach Stefania Mutter denuncjuje Niemcom dwie Polki, skazując je na śmierć. Pół wieku później wnuczka Stefanii, Danuta, rodzi Dzidzię: zdeformowaną fizycznie i upośledzoną dziewczynkę. Dzidzia jest… "zemstą Historii" i utrapieniem. Może zostanie świętą w miejscowym kościele? Wstrząsająca, kontrowersyjna opowieść o naszym narodowym charakterze, kompleksach i głupocie. Klimat makabrycznego snu."

Po raz pierwszy zetknęłam się z książką Sylwii Chutnik. Wiem, że większość z Was ma już za sobą "Kieszonkowy atlas kobiet". Książkę czytało mi się niesamowicie! Nie ma przesady, kiedy mówi się o "Dzidzi" jak o makabrycznym śnie. Wszystko tutaj było nierealne, brudne, ubogie, ohydne, pierwotne ale i w pewnym sensie pociągające, wstrząsające i kontrowersyjne. Dostrzegamy tutaj nową wizję matki Polki, kobiety, która za wszelką cenę pragnie odzyskać utraconą córkę. Matka czasami działa ułomnie i bez większego zastanowienia. A tytułowa "Dzidzia"? To kaleka bez rąk i nóg, z zaburzonym aparatem mowy i upośledzeniem umysłowym, mającym jako jedyną pociechę kalejdoskop wbudowany w oko i strzelające iskrami zęby. Co tu dużo mówić..jej życie jest okrutne i brutalne, obdrapane i pozbawione większego sensu. Dni dziewczynki mijają na obserwacji ściany, słuchaniu radia oraz śledzeniu wzrokiem rodzicielki. Książka jest mocna! Tak można podsumować ją jednym słowem. Jestem pewna, że nie każdemu może przypaść do gustu. Chcecie próbkę? Oto ona:

"Płytę puszcza nam co chwila DJ Niepełnosprawna Dziewczynka, co wieczór sobie dyskotekę uskutecznia. Do tańca przygrywa, aż się nogi rwą. Nie jej oczywiście, tylko innym ludziom. Ulicom, miastom, polom zaoranym, pomnikom tak gra i może jeszcze cmentarzom. Właśnie miksuje tylko jeden kawałek, tylko jeden przebój chce wylansować na nieustającej playliście. Jest jak didżejka durnej radiostacji gadająca z niezdrowym pobudzeniem: i witamy was, kochani w naszej audycji "Stara baba gada, stara baba męczy", i od razu dla was, kochani, konkursik z esemeskami, wysyłajcie pod numer 1939-1944 odpowiedzi na pytanie "Czy powinno się zabijać tych, co nam psują dobry nastrój?". Mowa oczywiście o męczących staruchach, które pieprzą co chwilę o nieistotnych wspomnieniach z gułagu, z lagrów, z obozów pracy, z obozów koncentracyjnych, z pola walki swej nieuzasadnionej o ideały wyższe z pewnością niż nasza playlista. W tym tygodniu odnotowaliśmy spadek hitu tego lata "Jeszcze Polska nie zginęła". Kochani , głosujcie na nasz hymn, bo go zaraz pożegnamy i z listy spadnie na zawsze. Czyżbyście na plażach nie nucili pod nosem upapranym gofrem "złączym się z narodem"? No nie wierzę po prostu (...) Dodajcie "Polskę" do swojego Grona, do swojego newslettera. Dajcie jej szansę ,a czeka was możliwość wzięcia udziału w losowani wspaniałych nagród, jakimi są , uwaga: wyjazd stąd w pizdu, do jasnej cholery i na zawsze, wzięcie udziału - bezpłatnie! - w kolejnej wojnie (premiera: najbliższy konflikt na Wschodzie) i nieograniczony dostęp do plakatów z wizerunkami naszych bohaterów narodowych."


Teraz sobie uzmysłowiłam, że trochę podobne do Masłowskiej:)

6.16.2010

"O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" Haruki Murakami



"W roku 1982 Haruki Murakami sprzedał jazzowy bar i poświęcił się pisaniu, a chcąc utrzymać się w formie, zaczął biegać. Po roku treningów przebiegł samodzielnie z Aten do Maratonu. Od tamtej pory zaliczył dziesiątki maratonów i kilka triatlonów, pisząc między wyczynami kilkanaście cieszących się ogromnym uznaniem książek. W "O czym mówię…" rozważa wpływ biegania na swoje życie i przede wszystkim na pisarstwo. Książka ta jest po części rejestrem treningów, dziennikiem intymnym, pamiętnikiem z podróży, a po części wspomnieniami. Obejmuje czteromiesięczny okres przygotowań do Maratonu Nowojorskiego z roku 2005. Świat Murakamiego oglądany przez soczewkę biegania jest na zmianę zabawny i otrzeźwiający, radosny i filozoficznie zadumany, ale nade wszystko odkrywczy - zarówno dla tych, którzy biegają i nie czytają książek, jak i dla tych, którzy czytają i nie biegają."

Jak ja mam być obiektywna w stosunku do mojego ukochanego pisarza? Dla mnie książka jest rewelacyjna, chociaż znacznie różni się od jego poprzednich dzieł. Książka ma formę pamiętnika. Pisarz opowiada nam o swojej pasji do biegania. Opisuje dokładnie etapy przygotowania do maratonów, ultramaratonów czy triatlonów. To niesamowite ile jest w stanie znieść człowiek. Jak dużo znaczą dla nas marzenia i brnięcie uparcie do wyznaczonego celu. Ile wyrzeczeń kosztuje osiągnięcie sukcesu. Murakamiego możemy poznać od innej strony. Jako dojrzałego, świadomego życia mężczyznę. Nigdy bym nie przypuszczała, iż prowadzi taki tryb życia. To była dla mnie duża niespodzianka. W książce nie brakuje też ogólnych przesłań życiowych. Co ja mogę Wam więcej powiedzieć? To TRZEBA przeczytać:)

6.12.2010

"O kotach" Doris Lessing




"Swoją przygodę z kotami Doris Lessing rozpoczęła w młodym wieku, zaintrygowana zdziczałymi stworzeniami, które nawiedzały afrykańską farmę jej rodziców. Fascynacja ta przetrwała do późniejszych czasów, kiedy pisarka dzieliła życie i kolejne londyńskie mieszkania z kotami udomowionymi, aż w końcu przerodziła się w prawdziwą, choć niepozbawioną dramatycznych momentów miłość do El Magnifico, jej wieloletniego kociego współlokatora.
Na tę niezwykłą książkę, poświęconą subtelnościom kociej natury, składają się opowieści: "Koty nad kotami", "Rufus Twardziel" oraz "Starość El Magnifico". Nikt dotąd tak prawdziwie i rzetelnie nie przedstawił wzajemnego przenikania się niezależnej natury kociej i ludzkiej ani nie udowodnił z tak zadziwiającą intuicją znaczącej roli kota w życiu człowieka."


Kocham koty! Wielbię i podziwiam. Koty stanowią niezastąpiony element w moim życiu. Autorka też tak uważa i dlatego postanawia opisać swoją przygodę z tymi czworonogami. "O kotach" traktuje o pasji, miłości i przyjaźni do kotków. Lessing miała z nimi styczność od dzieciństwa. Przez jej dom, przewinęło się setki kotów. Chorych, nieśmiałych, szalonych, wrednych czy też tajemniczych. Nie raz musiała uporać się z ich trudnymi charakterami, wścibstwem czy egoizmem. Ale to chyba właśnie do dodaje im tego uroku:). Książkę polecam miłośnikom kotów. Wydaje mi się , że osoby nie pałające uczuciem do zwierzątek, nie odnajdą w tej książce nic dla siebie. Na koniec - mała próbka książki.

"Jakim rozkosznym stworzeniem jest kot! Momenty radosnego zaskoczenia w ciągu dnia, miękka, ciepła gładkość pod ręką, kiedy budzicie się zimną nocą, gracja i wdzięk nawet u zupełnie zwyczajnego dachowca... Kot kroczy przez wasz pokój - i w tym samotnym marszu widzicie leoparda czy nawet panterę, obraca ku wam głowę - i żółty blask jego oczu mówi wam wyraźnie, jaki egzotyczny gość zawitał w wasze progi, darząc was swoją przyjaźnią, kot, który mruczy, gdy go głaszczecie, drapiecie pod bródką albo za uchem..."


ps: znalazłam ciekawy wiersz...

Wisława Szymborska

"Kot w pustym mieszkaniu
"

Umrzeć - tego nie robi się kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.

I żadnych skoków pisków na początek.

6.10.2010

Wyniki losowania

Imiona i nicki wypisałam na małych karteczkach:



Bęben maszyny losującej napełnił się:



Losowanie rozpoczęte....




Szczęśliwcem jest dziś... IZUSR Gratulacje!!! Płytkę wyślę po niedzieli:) Adres do wysyłki proszę przesłać na paulina.klos@gmail.com

6.08.2010

"Lata" Viriginia Woolf



"Powieść jednej z najwybitniejszych pisarek angielskich (1882-1941), której dzieła należą do dorobku literatury klasycznej. Fabułę stanowią losy londyńskiej rodziny Pargiterów w okresie od 1880 r. do czasów po pierwszej wojnie światowej."


Ciężko będzie mi się jednoznacznie ustosunkować do tej pozycji. Być może dlatego, że pierwszą książką Woolf jaką czytałam, był "Flush", który chwycił mnie za serce. Książka opowiada o losach rodziny Pargiterów na przestrzeni lat. Podczas czytania o losach uroczego spaniela, skupiłam się tylko na jednej postaci. Tutaj było ich...wiele.:) Bohaterów poznajemy jako małe dzieci, obserwujące otaczający je świat i stawiające czoła życiu. Borykają się z surowym, acz troskliwym ojcem, z problemami dotyczącymi sensu istnienia oraz ze śmiercią matki. Przewracając kolejne kartki, poznajemy ich dalsze losy, obowiązki, wybory, smutki i radości. Co dziwne, w "Latach" tak na prawdę nic się nie dzieje. Nie ma jednego wątku, wokół którego autorka nieustannie by krążyła. Życie tej rodziny wydaje się być... zwyczajne. Nie ma w nim afer kryminalnych, zakazanych romansów i zatajonych prawd. Więc co w niej niezwykłego? Zdecydowanie opisy!!! Kiedy czytałam o zmianach pór roku, dni, drzewach, słońcu czy chmurach, rozpływałam się i cały otaczający świat dla mnie nie istniał. Delektowałam się powoli każdym zdaniem, słowem po słowie. Jeżeli macie ochotę na "powolną" powieść, spowitą niezwykle interesującymi opisami przyrody spróbujcie sięgnąć po tę pozycję znakomitej pisarki.

6.07.2010

Losowanie

Kupując dziś nowego Bluszcza, natknęłam się na słuchowisko Chmielewskiej "Całe zdanie nieboszczyka". Jako, że mam już egzemplarz w domu, postanowiłam obdarować nią jakiegoś szczęśliwca. Ten kto ma ochotę na zostanie posiadaczem płyty, niech zostawi komentarz pod tym postem do środy do północy. W czwartek - wyniki losowania. Powodzenia:)

"Słuchowisko na motywach powieści Joanny Chmielewskiej w wyborowej obsadzie. ''Całe zdanie nieboszczyka'' to czwarta z kolei powieść Chmielewskiej. Obsada: Joanna Trzepiecińska, Wiktor zborowski, Krzysztof Wakuliński."

6.06.2010

Różany weekend czerwcowy...



Moja podróż na wieś zakończyła się sukcesem. Bardzo się cieszę, że pogoda dopisała, bo miałam okazję nazrywać 3 kg płatków róż do produkcji wina i konfitur:). Załączyłam Wam nawet obrazek jako dowód:) Niestety nic co dobre, nie trwa długo i dlatego siedzę już w mieszkaniu i zmuszona jestem zabrać się za naukę. Przede mną bardzo intensywny tydzień, ponieważ zaczyna mi się sesja i wszystko co z nią związane. Jestem wypoczęta, także za naukę wezmę się z przyjemnością, robiąc sobie przerwę na lekturę "Lat" Woolf. Książka jest tak napisana, że czasami mam ochotę delektować się każdym zdaniem w nieskończoność.

Mam dla Was smutne nowiny. Pamiętacie mojego kotka Zenka bez ucha? Biedaczek został bestialsko zagryziony przez psy sąsiadów:( Strasznie mi go szkoda, bo był niesamowitym kotem i niczego się nie bał. I pewnie to go zgubiło. Został pochowany na łące za domem. Teraz strasznie potrzebuje sprawić sobie nowego, bo pustkę którą czuję, nie da się niczym opisać. Na dole moje ostatnie zdjęcie z Zenkiem:(



5.31.2010

Koniec maja

Nadszedł ten dzień w roku, którego nienawidzę. Od zawsze niespecjalnie przepadałam za ostatnim dniem maja. Nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć. Po prostu, ot tak. Za mną ciężki i męczący weekend na komunii u swojej chrześniaczki:) Jeszcze cięższa podróż powrotna do Łodzi, spędzona na stojąco w pociągu.
A co przede mną? Ostatnie wydarzenia sprawiły, że mam więcej samozaparcia i zapału do wszystkiego. Moja praca licencjacka potrzebuje może jeszcze jednego dnia, aby poczuć , że jest dziełem skończonym:) Egzaminy już za tydzień, ale jakoś nie stresuje się. Denerwowałam się przez całe 3 lata moich studiów, a tak na prawdę był to stres nadaremny. Wolę uczyć się spokojnie, bez pośpiechu. A jak jeszcze do nauki przygrywa mi ulubione radio RMF Classic (polecam), to już w ogóle nic mi do szczęścia nie potrzeba więcej. Jestem pewna, że jakoś dam sobie rade. Przecież zawsze dawałam!:) Odliczam godziny do środy, kiedy to wreszcie po około 2 miesiącach pojadę na wieś do mojego narzeczonego i wybawię się z kotami,psami i wszystkim co żyje. Mam tylko nadzieję, że pogoda dopisze...
Nadeszła to pora dnia przeznaczona tylko i wyłącznie czytaniu. I w tym momencie zanurzam się w stronice powieści "Lata". Następnym razem muszę Wam koniecznie o niej opowiedzieć.
ps: ostatnio dosłownie połknęłam następne 6 tomów japońskiego komiksu "Suppli", opowiadającym o młodej kobiecie Fuji. Strasznie wciąga i niesamowicie relaksuje. A poza tym ma ładną oprawę graficzną....

5.28.2010

S.O.S

Dzisiaj od rana rozsadzają mnie negatywne emocje, niemoc, złość, smutek i żal. Mam ochotę rzucić wszystko i uciec, zabierając swoje zwierzaki i narzeczonego (kolejność przypadkowa)daleko w nieznane. Mimo, że całymi dniami jestem zajęta: praca, dom, nauka, książki, praca licencjacka, języki - to i tak okazuje się,że zamiast mi ubywać, przybywa mi co i rusz nowych kłopotów i obowiązków. Kocham robić to wszystko, jednakże zajmuje to cały mój czas i czasem jest mi ciężko aby wyrobić się z czymkolwiek. No, ale są i tacy, którzy uważają, iż moje obowiązki są niczym i moje lenistwo osiągnęło swój zenit. Denerwują mnie niektórzy ludzie, przez których chyba stracę wiarę w jakiekolwiek człowieczeństwo. Bo są i tacy, którzy koniecznie chcą udowodnić Tobie swoją wyższość i pokazać Ci, że tak na prawdę to jesteś nikim. Sami wiedzą najlepiej i nie doceniają tego, ile wysiłku i chęci wkłada się w to, co się robi. Najchętniej wbili by nam nóż w plecy i byli by wreszcie zadowoleni, że mamy za swoje. Chociaż nasz wina, nie istnieje. Kurcze no. Dlaczego ludzie potrafią być tak wredni i podli? Nie mam słów, aby wyrazić jak bardzo jestem zdołowana tym wszystkim.
Musiałam to napisać, bo inaczej coś by mnie rozsadziło. Tymczasem wracam do nauki do egzaminów, przygotowywaniu się do obrony swojej pracy, uczenia się 4 języków, gotowania, sprzątania i prania, uczenia się do jutrzejszego testu w szkole językowej czyli do obijania się i lenistwa - jednym słowem;/
Bardzo zła i bliska załamaniu - Kolmanka

5.26.2010

Gratki na wakacje:)

Wczoraj, przeglądałam nowe oferty książkowe na najbliższe dwa miesiące. Oto co wpadło mi w oko i już nie mogę się doczekać, kiedy będzie moje:)


1."Prawdziwy świat" Kirino Natsuo
"Zręcznie skonstruowany, mroczny i bezlitosny thriller psychologiczny przedstawiający gorzki obraz życia nastolatków w Japonii.
Cztery zobojętniałe na wszystko nastolatki spędzają upalne lato na przeludnionych przedmieściach spowitego smogiem Tokio, uczęszczając na nużące zajęcia w letniej szkole, której ukończenie ma zapewnić im zdanie egzaminów na najlepsze uniwersytet. Jest wśród nich Toshi, na której zawsze można polegać, wzorowa uczennica Terauchi; smutna, pogrążona w żalu po śmierci matki Yuzan, starająca się ukryć swoją seksualność przed koleżankami, oraz urocza Kirarin, której nocne eskapady i lekkomyślne zachowanie pozostają tajemnicą dla osób z jej otoczenia.
Po brutalnym morderstwie, którego ofiarą pada sąsiadka Toshi, dziewczyny nabierają przekonania, że zabójcą jest syn zamordowanej, uczeń szkoły średniej, przezwany przez dziewczyny Glistą. Kiedy jednak chłopiec znika (zabierając Toshi rower i telefon komórkowy), czwórka dziewcząt wikła się w niebezpieczną grę i musi zmierzyć się z całą falą zagrożeń, jakich nigdy wcześniej nawet sobie nie wyobrażały — a które rodzą się zarówno w nich samych, jak i w otaczających je świecie"



2."Gryź mała gryź" Christopher Moore
"Abigail von Normal, pozbawiona radości życia, tajemnicza nastoletnia królowa nocnego San Francisco i zastępcza partnerka przypadkowego wampira Tommy’ego, powraca w trzecim tomie wampirycznej trylogii. Dowiedzcie się, co się stało z Jody, wampirem Floodem, olbrzymim kotem Chetem, Smerfetką, Zwierzakami i pozostałymi Waszymi ulubieńcami! „W mieście San Francisco grasuje duży ogolony kot-wampir o imieniu Chet i tylko ja, Abby Normal, rezerwowa pani nocy w Greater Bay Area, i mój kochanek z fryzurą rodem z mangi, Pies Fu, stoimy pomiędzy wygłodniałym monstrum a krwawą masakrą ludności”.


3."Zatrute ciasteczko" Bradley Alan

"Jest początek lata w sennej angielskiej wiosce Bishop’s Lacey. W wielkim domu Buckshaw ambitna młoda odkrywczyni Flawia de Luce przeprowadza eksperymenty chemiczne w laboratorium odziedziczonym po ekscentrycznym wuju. Pracuje nad truciznami. Pewnego ranka na grządce z ogórkami odkrywa trupa. Zostawia probówki i palniki Bunsena, postanawia rozwiązać osobiście kryminalną zagadkę, ku utrapieniu miejscowej policji. Ale czyż można ją winić? Czy jedenastoletnie cudowne dziecko ma inny wybór? Tym bardziej, że zostawione jest samo sobie i zmaga się z jawną wrogością sióstr i obojętnością owdowiałego ojca, którego całym światem jest kolekcja znaczków."


4."Cięcie" Weston Gabriel
"Jakie rozterki przeżywa lekarz, który zakochał się w pacjencie i otrzymuje zaproszenie do (szpitalnego!) łóżka?
Jak się zachować, gdy niekompetencja przełożonego może doprowadzić do śmierci pacjenta?
Ile sił trzeba, aby powiedzieć dwudziestolatkowi, że zostało mu kilka dni życia?
W Cięciu brytyjska chirurg Gabriel Weston przedstawia zarówno mrożące krew w żyłach opowieści z sali operacyjnej, jak i codzienne życie lekarza. Podobnie jak Komplikacje Atula Gawande czy serial Chirurdzy książka Weston pozwala spojrzeć na szpital i to, co się w nim dzieje, z perspektywy personelu.
Cięcie w szczery sposób opisuje blaski i cienie życia chirurga. Opowiada o dramatycznych operacjach, które przeprowadziła autorka, i o jej drodze do zawodu - od pierwszych wizyt w prosektorium do walki o pozycję, którą kobieta musi stoczyć w zdominowanej przez machos medycznej hierarchii."


5. "Zazdrość i medycyna" Choromański Michał
"Kultowa powieść lat 30.
Lekarz, pacjentka i jej mąż.
Miłość, nienawiść i zdrada.
Upokorzenie, niedomówienia, obsesja.
Najbardziej znany trójkąt świata.
Rebeka Widmarowa podczas nieobecności męża spędziła kilka dni w szpitalu pod opieką chirurga Tamtena. Nikomu nie powiedziała o tajemniczym zabiegu, ale zanim zdążyła wrócić do domu, plotka obiegła całe miasto i dotarła do Widmara. Zakochany mąż z pewnością nie dałby jej wiary, gdyby nie pewne podejrzenie, które kiełkuje w nim od dawna.
Zazdrość i medycyna, fenomenalne studium ludzkich obsesji i namiętności, wyszło spod pióra dwudziestoośmiolatka i od razu zostało bestsellerem."



No i co myślicie? Warto?:)

5.24.2010

"Kiedy Paryż wrze" (1964)




"William Holden wciela się w scenarzystę, któremu zostały tylko trzy dni do oddania gotowego skryptu. Zatrudniona do pomocy sekretarka (Audrey Hepburn), nieoczekiwanie podsuwa mu kilka pomysłów, które po wprowadzeniu w życie tworzą zwariowany, niekończący się ciąg przygód."


I dobiłam do 10 filmu z mojego wyzwania filmowego:) "Kiedy Paryż wrze" opowiada historię scenarzysty w średnim wieku, prowadzącego próżne i małostkowe życie. Kiedy znajduje się w opresji, zatrudnia do pomocy Gaby. Kobieta pomaga mu w napisaniu scenariusza i jednocześnie inspiruje. Wiadomo, że amerykańskie produkcje rzadko należą do tych ambitnych, ale film można obejrzeć z przymrużeniem oka. Myślę, że wszystko za zasługa Audrey ;). Momentami filmy bywa nawet zabawny.Zauważyłam, że wszystkie filmy z Audrey Hepburn są do siebie dość podobne. To co je łączy to: wątek miłosny, dużo starszy aktor obok Audrey i postacie, które grane przez aktorkę są dość do siebie podobne. Jeszcze nie widziałam jej w roli czarnego charakteru bądź grającą postać mało sympatyczną.

5.23.2010

"Nowe przygody Mikołajka tom 2" Rene Goscinny



"Dlaczego Rosół nie lubi lodów?
Jak to się stało, że Kleofas przestał być najgorszy w klasie?
Kto jest najlepszym graczem w kulki w całej szkole?

Po ogromnym sukcesie Nowych przygód Mikołajka, największego dziecięcego bestsellera 2005 roku, Wydawnictwo Znak przedstawia kolejny zbiór niepublikowanych dotąd opowiadań o małym urwisie, ulubieńcu zarówno dzieci, jak i dorosłych. Tom drugi zawiera czterdzieści pięć nowych historyjek o Mikołajku i jego paczce, rodzicach, sąsiadach, szkole, wakacjach i świętach."

Nie ma co opowiadać o tej fenomenalnej książce, osobom, które już zetknęły się z losami małego Mikołajka. Dlatego dzisiaj, zamiast mojego komentarza do książki, postanowiłam zamieścić parę śmiesznych cytatów z książki, dla tych, którzy jeszcze zastanawiają się nad przeczytaniem tej pozycji:)

1. Sąsiedzka kłótnia
" I poszliśmy razem do pana Bledurt, który musiał wyglądać przez okno, bo otworzył drzwi, zanim tata zdążył zadzwonić
-Powiedz no, Bledurt - spytał tata - chyba nie myślisz, że się ciebie boje, co?
-Dziwię się , że masz czelność do mnie przychodzić - odpowiedział pan Bledurt. - Gdybym miał psa, tobym cie nim poszczuł!
-Psa? - roześmiał się tata - Mój biedaku, żaden pies by przy Tobie nie wytrzymał! Te zwierzęta mają instynkt!
- Bardzo śmieszne! - powiedział pan Bledurt. - Mnie przynajmniej stać na to, żeby kupić sobie psa i żeby go wykarmić! Nie tak jak poniektórych, nie będę wymieniał z nazwiska!
- Ty palancie! - krzyknął tata - Mnie też stać na to, żeby kupić sobie psa, a w dodatku rasowego, którego wytresuję, żeby gryzł takich palantów jak ty!
- Naprawdę? - spytałem - Będziemy mieli psa?
- Mikołaj - powiedział tata - nie wtrącaj się, kiedy dorośli rozmawiają i wracaj do domu."

2.Z serii rozmowy małżeńskie ( Bunia to babcia Mikołajka)
Tata chyba nie bardzo miał ochotę jechać do Buni. Tłumaczył mamie, że woli odpocząć w domu, że na drogach nie wolno jechać szybciej niż 90km/h, a to prawdziwa udręka, i że taki trzydniowy wyjazd będzie okropnie męczący. Mama kazała mi iść się pobawić w moim pokoju, a potem coś krzyczała, ale nie dosłyszałem co. Kiedy znowu zszedłem do salonu, strasznie się ucieszyłem, bo tata postanowił, że jednak zabierze nas do Buni"


Mam nadzieję ,że trochę zachęciłam:)

5.21.2010

"Charade" (1963)



"Zabawna komedia sensacyjna z dreszczykiem. Regina Lambert spędza czas w górach z przyjaciółką, której zwierza się, że ma zamiar rozwieść się z mężem. Po powrocie do Paryża zastaje mieszkanie kompletnie opustoszałe oraz wiadomość, że męża zamordowano wyrzucając go z pociągu. Dowiaduje się również, że był zamieszany w kradzież 250 tys. dolarów, których poszukują teraz jego dawni wspólnicy oraz CIA. Jej życie jest w niebezpieczeństwie, a nowo poznany mężczyzna, któremu zaufała okazuje się być
...zupełnie kimś innym... Piosenka "Charade" otrzymała nominację do Oscara. Audrey Hepburn jako najlepsza aktorka dostała brytyjską nagrodę BAFTA, a Cary Grant otrzymał nominację dla najlepszego aktora zagranicznego."


Cóż mogę powiedzieć? W ramach przerwy w nauce, postanowiłam odhaczyć kolejny film z Audrey na mojej liście. I nie żałuje 2 godzin spędzonych na oglądaniu. Świetna komedia kryminalna:) Ubawiłam się i cały czas czułam dreszczyk emocji. Nawet narzeczony widząc, jak dobrze się bawię podczas projekcji, postanowił do mnie dołączyć:). Treść filmu podany jest powyżej, więc nie będę się powtarzać, a jedynie zachęcam do oglądania. Jestem pewna, że nie pożałujecie. Rozwiązanie zagadki kryminalnej - zaskakujące:).

5.20.2010

Suppli 1 - Mari Okazaki



"Pierwszy tom Suppli został opublikowany w Japonii w czerwcu 2004 roku. Dotychczas komiks ten poza Krajem Kwitnącej Wiśni ukazał się jedynie we Francji. Polska będzie drugim krajem w Europie, gdzie zostanie wydrukowane Suppli. Komiks Suppli zyskał w Japonii bardzo dużą popularność, o czym świadczy fakt, że w 2006 roku na bazie historii stworzonej przez Okazaki Mari nakręcono serial z gwiazdorską obsadą. Każdy odcinek telewizyjnej wersji komiksu przyciągał przed ekrany telewizorów miliony widzów. Autorka pokazuje, że świetnie rozumie medium, jakim jest komiks i wykorzystuje je do prowadzenia narracji na różnych płaszczyznach. Niesamowicie dynamiczne kadrowanie i piękna kreska sprawiają, że utwór ten zachwyca czytelnika nie tylko podejmowaną tematyką, lecz fascynuje niezwykle interesującą grafiką.

Fujii Minami jest dwudziestosiedmioletnią kobietą pracującą w renomowanej agencji reklamowej. Sukces zawodowy wymaga jednak wielu wyrzeczeń. Nadgodziny, praca w niedziele to tylko niektóre z „uroków” budowania mocnej pozycji w firmie. W takich warunkach bardzo ciężko jest zorganizować swoje życie osobiste. Fujii od siedmiu lat ma stałego partnera, jednak coraz częściej zastanawia się, ile tak naprawdę wart jest ten związek. Kariera zawodowa, mechanizmy działania agencji reklamowej, a także samotność oraz usilne poszukiwanie akceptacji i miłości, to tematy poruszane w tym komiksie.

Mari Okazaki – urodzona w 1967 roku w Nagano. Ukończyła Tama Art University w Tokio. Po zakończeniu studiów do 2000 roku pracowała na pełen etat w agencji reklamowej Hokuhōdō (druga co do wielkości agencja reklamowa w Japonii). Od 2000 roku zawodowo zajmuje się rysowaniem komiksów. "

Może zacznę od tego, że jest to mój pierwszy komiks - manga - w życiu:) Nigdy nie miałam do czynienia z tą formą. Jestem zauroczona!! Po 1 wspaniałe ilustracje, po 2 ciekawa historia i po 3 cudowna okładka. Tak mnie to pochłonęło, że przez 224 strony przebrnęłam w godzinę. Może i fabuła jakich wiele, ale ma coś w sobie, co nie daje się oderwać. Główna bohaterka - Fuji -wiedzie przeciętne życie młodej pracocholiczki. Jej życie rozłożone jest między biurem a ..biurem:) Po drodze napotyka oczywiście pewne przeszkody, wynikające wyłącznie z jej winy i poprzez to trochę się gubi. Czuje się nie tylko samotna ale i nieszczęśliwa. Mimo to, brnie dalej na oślep, nie potrafiąc znaleźć równowagi. Jak skończy się cała historia - nie wiem, bowiem komiks ma parę tomów.
Polecam Wam z czystym sumieniem. To niesamowita chwila relaksu.

5.18.2010

"Twarz muśnięta smutkiem" Gisele Prassions




"Gisèle Prassinos to jedna z najważniejszych francuskich pisarek surrealistycznych. Odkryta w wieku czternastu lat przez Bretona, stała się dla niego kultową postacią genialnej kobiety-dziecka. Do historii ruchu przeszła dzięki głośnemu zdjęciu Mana Raya, na którym czyta surrealistom swoje poematy automatyczne. Obok Leonory Carrington, była jedyną autorką, której opowiadanie Breton zamieścił w Antologii czarnego humoru (1940). Najgłośniejszą jej książką jest wydana po raz pierwszy w 1964 roku powieść Twarz muśnięta smutkiem. To barwna, szalenie dowcipna, magiczna opowieść, czerpiąca z tradycji powieści pikaryjskiej i powiastki filozoficznej. Główna bohaterka, Essentielle - która przypadkiem poznaje tajemnicę sztucznego mózgu swojego uczonego męża - wiele ma wspólnego z Alicją Lewisa Carrolla. Parakryminalna intryga, szufladkowa struktura narracji, ekscentryczni bohaterowie, zdumiewające zwroty akcji nie pozwalają oderwać się od lektury."


Ciężko jest mi się ustosunkować do tej książki. Historia dziwna i zagmatwana. Młoda Essentielle wychodzi za mąż za mężczyznę z sztucznym mózgiem. Jej mąż staje się uczonym i całe dnie spędza na analizie dzieł naukowych.Jest zamknięty w swoim świecie i praktycznie nie zaznaje świeżego powietrza. Swej ukochanej pozwala jedynie na krótkie spacery w obrębie ogrodzenia domu. Wydaje się to być wielki gest z jego strony, zważywszy na to, jaki tryb życia sam prowadzi. Jest to raczej małżeństwo z przypadku niż z miłości, jednakże z biegiem czasu Esentielle uświadamia sobie, że musi pomóc mężowi i rozwiązać zagadkę konstrukcji sztucznego mózgu. Dziewczyna podejmuje specjalistyczne studia mechaniczne, tylko po to aby dysponować wiedzą potrzebną do naprawy mechanizmu. Czy jej się uda? Nie powiem Wam, bo popsułabym całą zabawę.
Książka zaskakuje zakończeniem. Wydaje mi się, że autorka trochę za bardzo skupiła się na wątkach pobocznych, które według mnie nie miały aż tak dużego znaczenia. Pomimo to, polecam:)

5.17.2010

"Nowe przygody Mikołajka" Rene Goscinny



"Nowa książka o przygodach Mikołajka i jego szkolnych kolegów to bez wątpienia najważniejsze wydarzenie na rynku książki dziecięcej w tym roku. Tom zawiera osiemdziesiąt niepublikowanych dotąd historyjek ilustrowanych zabawną i niezapomnianą kreską Sempégo. Zapraszamy na spotkanie z Mikołajkiem, Rufusem, Alcestem i ich kolegami, których perypetie rozśmieszają kolejne już pokolenie czytelników.
Książka otrzymała wyróżnienie główne w konkursie Dziecięcy Bestseller Roku 2005."


Po raz pierwszy zetknęłam się z tą książka w dzieciństwie. Wtedy jednak czytałam ją troszeczkę inaczej niż teraz. Nie rozumiałam niektórych żartów w taki sposób, w jaki odbieram je dziś. Niesamowicie zabawne perypetie małego chłopca, jego rodziców i kolegów czasami aż przyprawiały mnie o niekontrolowane wybuchy śmiechu. Każde kolejne opowiadanie było dla mnie chwilą relaksu i nagrody. Najbardziej podobało mi się to, ze ostatnie zdanie każdego opowiadania w sposób bardzo humorystyczny i dobitny podkreślało sens opowiadania. Rewelacja:) A to wszystko okraszone wspaniałymi ilustracjami. Jest to jedna z tych pozycji, do których się wraca. Jestem przekonana, że w przyszłości również i moje dzieci poznają Mikołajka i jego przygody.

5.16.2010

Noc muzeów w Łodzi




Wczorajsza noc dostarczyła mi wiele wrażeń. Niestety nie weszłam w parę miejsc z powodu kolejek, ciągnących się w nieskończoność. Jako pierwsze odwiedziliśmy Muzeum Sztuk-ms2. I było to jedyne muzeum, w którym żałuje, że byłam. Chyba nie ogarniam pojęcia "sztuka współczesna", ponieważ prawie nic mnie tam nie zachwyciło, a wszystko było jakieś banalne i ....brzydkie. Innego słowa nie znajduje. Moje emocje podziela również mój narzeczony, który uznał, że świat oszalał:)
Drugim punktem, znacznie ciekawszym, było Muzeum Bajki Semafor. Muszę przyznać, że wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Przypomniały mi się takie bajki jak "Mis Coralgol", "Pingwinek Pik-pok" czy "Miś Uszatek". W muzeum odbyła się również projekcja, oskarowego filmu "Piotruś i Wilk". Niestety weszliśmy w połowie:) Zasmuciło mnie to, że tak znane studio, mające taki prestiż mieści się w starym, zaniedbanym budynku o rozmiarach, pozostawiających wiele do życzenia.
Ostatecznie wylądowaliśmy w Białej Fabryce. Wow, jakie to wszystko ogromne. I chyba tam podobało nam się najbardziej. Wystawy tkanin, maszyn, sztuki, historii fabryki oraz mody minionych lat. Zamieściłam Wam zdjęcie gorsetu zrobionego z opakowań po cukierkach:) Coś niesamowitego. Jeśli kiedykolwiek będziecie w Łodzi, to koniecznie musicie tam zajrzeć. Wróciliśmy późno w nocy i dzień zakończyliśmy lampką wina:)
Dzisiejszy dzień zapowiada się pracowicie i naukowo. Niestety. Pozdrawiam:)


5.14.2010

"Czarny ogród" Małgorzata Szejnert



""Czarny ogród" to historia spółki Gische, historia Niemiec, Śląska i Polski, historia powstawania Giszowca i Nikiszowca, a co najważniejsze - historie kilku wybranych rodów z Giszowca, które przewijają się i krzyżują przez paskudny wiek XX. Powstało imponujące dokonanie sztuki dziennikarskiej, zachwycająco bogate, zawsze konkretne, ale obiektywne. Nagromadzenie wiedzy, obfitość faktów i całego gąszczu pogranicznych losów ludzi - a zwłaszcza talent autorki - zapierają dech. Książka pani Szejnert da się przyrównać do olbrzymiego meteorytu, który spadł na naszą ziemię. To z całą pewnością "dzieło życia" autorki. Dla mnie to arcydzieło w zbiorze śląskiej tematyki, które ukazuje autentyczną magię Górnego Śląska i mądrą filozofię długiego trwania jego mieszkańców".

Nie jestem fanką książek historycznych. Zawsze nudziły mnie podręczniki i w ogóle mało pamiętam z liceum z tego przedmiotu. Jednakże "Czarny ogród" będący dokumentem-rzeką, znacznie różni się od tych tradycyjnych. Jest to nie tylko opowieść o losach Śląska, kopalni górniczych, ale przede wszystkim historia ludzi. Śledzimy ich losy począwszy od 1651 roku aż po 2006. Opisy ich życia, problemów, z którymi się borykają, (szczególnie te z okresu dwóch wojen)poruszają do głębi i....ciekawią! Nie bez kozery autorka dostała za nią nagrodę Nikę. Śmiało mogę ją polecić każdemu, nawet takim ignorantom historycznym, jak ja. Książkę co prawda czyta się długo, ale warto, oj warto. Czytało mi się tym przyjemniej, albowiem połowę swojego dzieciństwa spędziłam na Górnym Śląsku (Bytom)u wujka, który jest górnikiem. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ciężka jest to praca i jakiego zaangażowania wymaga. W bibliotece dorwałam już drugą książkę autorki "Wyspa klucz" i niebawem do niej zajrzę.


ps: powoli dochodzę do ładu z moją pracę licencjacką. Nie jestem już pogrążona w chaosie. Nawet na końcu tunelu widzę światełko, a to już wiele:) Jutro w całej Polsce jest noc muzeów:) Mimo pracy i obowiązków, wybieram się na nią i zamierzam dobrze się bawić. Na pewno zdam relację;). A wy? Bierzecie w nim udział? Trzeba się zrelaksować. No bo co, kurcze blade? (tak, tak czytam po parę opowiadań "Mikołajka" każdego dnia:P)

5.11.2010

Majowy stosik



I oto "nadejszła" wiekopomna chwila, kiedy odebrałam swoje nabytki z księgarni. Naczekałam się na nie trochę. A ile radości będzie z czytania?;)

Od rana moje myśli krążą wokół pracy licencjackiej. Wczytuje się w artykuły anglojęzyczne od 10 i końca nie widać. Jestem jednak dobrej myśli. Nagradzam się po każdym przeczytanym artykule, rozdziałem "Czarnego ogrodu" (wiem, ze bardzo długo czytam, ale na prawdę bliżej mi niż dalej). Popijając waniliowo-pomarańczową herbatkę, spoglądam za okno i tęsknie już do wakacji. Uzmysłowiłam sobie, że będą to przedostatnie wakacje przed końcem studiów, moim ślubem i rozpoczęciem nowego etapu życia. Trzeba je dobrze wykorzystać. Nie chwaliłam się Wam jeszcze, że od narzeczonego i rodziców dostałam śliczny rowerek - holenderkę:) Jest niebiesko-fioletowy i już widzę siebie na nim, jak mknę z koszykiem pełnym polnych kwiatów:) Może to zabrzmi dziwnie, ale to jest mój pierwszy rower w życiu (nie licząc rosyjskiego 4 kołowca w przedszkolu). W związku z tym, planujemy wykorzystać wakacje na zwiedzanie Polski na rowerze. Znając moją kondycję i umiejętności obsługi tego sprzętu - będzie ciężko. Teraz już wracam do moich artykułów o patomechanizmie astmy, bo wieczorem wybieramy się do kina na czeską komedię:)
Uściski:)

5.09.2010

Urodzinowo...




Nadchodzi taki dzień, kiedy kobieta uświadamia sobie, że życie biegnie za szybko. Dzisiaj skończyłam 22 lata i czuje się już dziwnie. Może nie staro, ale mam już świadomość, że czas płynie nieubłaganie. Przez bite 3 dni ugościłam ponad 20 osób i uśmiałam się jak rzadko. Czas minął nam na jedzeniu naleśników, piciu czekolad, grach towarzyskich, spacerach po parku botanicznych, buszowania w antykwariacie, wspólnym niedzielnym obiedzie i rozmawianiu. Was pragnę ugościć moim wirtualnym, kawowym tortem:)

Pomimo zmęczenia i pragnienia snu, zasiadam właśnie nad nauką do jutrzejszego kolokwium z modeli chorób zwierzęcych. Mam jednak pełno energii i tak dobry humor, że nie powinno sprawiać mi to przykrości. A już jutro jadę do Empiku odebrać moje ukochane skarby i przejść się do ulubionego antykwariatu w poszukiwaniu Virginii Woolf:)
Całusy od staruchy:)

5.04.2010

"Sabrina" (1954)




"Sabrina jest córką szofera państwa Larrabee. Nieszczęśliwie kocha się w Davidzie - hulace i kobieciarzu. Jako nastolatka udaje się do Paryża. Po dwóch latach wraca jako dojrzała kobieta i zawraca w głowie nie tylko Davidowi, który ma się żenić, ale także myślącemu tylko o pieniądzach Linusowi... "

Nie trudno się domyślić, że jestem zachwycona:) Co prawda film czarno-biały ale klimat niesamowity. Historia trochę banalna, ale gra Audrey tuszuje wszystko. Moją uwagę zwróciły kreacje aktorki. Piękna suknia balowa sprawiła, że dosyć mocno zastanawiam się nad uszyciem sobie takiej na mój ślub:)W kolejce czeka już na mnie kolejnych 5 filmów z Audrey i powoli będę je sobie odhaczać.

Po paru dniach wolnego jakoś ciężko mi wrócić do rzeczywistości. Ale to chyba każdy tak ma. Najlepiej by było leżeć na zielonej łące w nieskończoność. Tymczasem za oknami ulewa, niebo przykryte szarą kotarą i wiatr, wywijający gałęziami drzew we wszystkie strony. Nie pozostaje mi nic innego jak zrobić sobie kubek gorącej herbaty karmelowej z cytryną i wziąć się do roboty. Często nagradzam siebie dobrze wykonaną pracą, czytając po parę stron. Tylko łapię się na tym, że brnę na oślep w nauce, byle tylko odwalić i wziąć do rąk upragnioną książkę:).

5.01.2010

Sezon majówkowy



Wczoraj na dobre rozpoczęłam sezon majówkowy:)Była przepiękna pogoda i nogi same zaniosły nas na łąkę. Dziś już niestety z nieba leje deszcz i o spacerze mogę zapomnieć. Jednak wczorajszy dzień w zupełności wystarczył mi na zregenerowanie sił. Resztę weekendu muszę poświęcić na pisanie swojej pracy licencjackiej i inne mniej przyjemne obowiązki. Dołączam Wam zdjęcia z wczorajszego spaceru:)
Miłego weekendu:)

4.28.2010

"Rzymskie wakacje" (1953)



"Księżniczka Anna (Audrey Hepburn) podróżuje po Europie. Od zawsze towarzyszy jej sztab doradców, guwernantek i lokajów. W Rzymie znużona życiem według sztywnych reguł, Anna ucieka służbie, by zasmakować normalności. Spotyka dziennikarza, Joe Bradleya (Gregory Peck), który oferuje jej gościnę w swym skromnym mieszkaniu."

W końcu, udało mi się obejrzeć kolejny film z mojej kolekcji. Już myślałam, że nigdy nie znajdę na to czasu, a jednak:)Lekka i przyjemna historia o młodej księżniczce, która postanawia uciec z zamku, aby przeżyć przygodę życia. Na swej drodze napotyka młodego mężczyznę, który oszołomiony (początkowo uważa ją za pijaną)decyduje się jej pomóc. Anna ma okazję poznać Rzym i zasmakować normalnego życia. Nie powiem, żeby była to komedia romantyczna. Wątek miłosny nie jest tu aż tak bardzo rozbudowany i nie jestem do końca przekonana czy w ogóle taki był. Wszystkie filmy z tą aktorką są dla mnie ogromną przyjemnością, jednakże zdecydowanie wolę ją w kolorze (film jest czarno-biały). Mam też mieszane uczucia, jeśli chodzi o zakończenie filmu, bo chyba nie jest happy endem.

Po niesamowicie ciężkim tygodniu przyszedł czas na odrobinę relaksu. Już prawie zapomniałam, jak to jest wstać i nie brać się od razu do nauki, obowiązków, pracy. Z racji tego,że dziś mam wolne, przedpołudnie minęło mi na lekturze i filmie. Dopiero teraz zabieram się do nauki. Także śmiało mogę rzecz, że regeneracja ma, przebiegła pomyślnie. 9 maja mam urodziny i z tego powodu pozwoliłam sobie na "małe" zamówienie książkowe. Jak wiecie, to grzech i hańba nie zamówić niczego, kiedy w księgarni jest słynna już promocja 3 za 2:) Zamówiłam następujące pozycje:
1."Każdy dom potrzebuje balkonu" Frank Rina
2."Droga" McCartthy Cormac
3."Pani Dalloway" Virginia Woolf
4."Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Larsson Stieg
5."Cud w medycynie"
6."Lato przed zmierzchem" Doris Lessing

Stosik zapowiada się fascynująco, nieprawdaż?

4.24.2010

Podsumowanie tygodnia



Tydzień minął mi jak z bicza strzelił. W wtorek byłam w Teatrze Wielkim w Łodzi na premierze opery "Dama pikowa". Muszę przyznać,że bardzo mi się podobało,mimo iż wcześniej zapierałam się , że opery nie są dla mnie:) W niedalekiej przyszłości planuję wybrać się na "Carmen" i "My fair lady".
Wczoraj był dzień szczególny dla wszystkich książkowych maniaków. Z tego powodu prezentuje stosik:) Usprawiedliwiam się tym,że na prawdę dość dawno sobie niczego nie kupiłam. Już się nie mogę doczekać, kiedy to wszystko pochłonę:).
Niestety już kończę ten post, albowiem mam taki ciężki okres na uczelni,że czas mnie pogania:( Byle do piątku i majówki:) Pozdrawiam Was ciepło

4.19.2010

"Tlen" (2009)



"Trudna do opowiedzenia fabuła opiera się na kilkakrotnie powtarzanej historii miłości bohatera (Saszy) do pięknej, rudowłosej dziewczyny (również Saszy, w przekładzie dokonanym na rzecz teatru przez Agnieszkę Lubomirę Piotrowską byli to Aleksander i Aleksandra).
Dziewczyny, która jest dla niego jak tytułowy tlen. Bohater, mieszkający gdzieś na zapadłej rosyjskiej wsi, tak pragnie tej miłości, że bez skrupułów zabija żonę. Jednak o ile w dramacie Wyrypajewa krytycy dopatrywali się głębokiego przesłania, wręcz moralitetu, to reżyserska interpretacja tego tekstu ma być – według samego reżysera – przede wszystkim działaniem na emocje widza. Bohaterowie (Karolina Gruszka i Aleksiej Filimonow, ona z ciemnymi włosami, w okularach z czarnymi oprawkami; on – łysy, w stroju dresiarza) opowiadają historię Saszy i Saszy melorecytując i rapując w studio nagraniowym dziesięć songów – piosenek. W tle ich opowieści w niezwykłym tempie przewijają się kolejne obrazy i fragmenty historii bohaterów (Karolina Gruszka tym razem z rudymi włosami, Aleksiej Filimonow z romantycznie rozwianą czupryną). Powstał więc odważny, bezkompromisowy, eksperymentujący film oparty na obrazach układanych zgodnie z zasadą podświadomych skojarzeń oraz na estetycznym szaleństwie, wykorzystywaniu możliwie wielu poetyk. Bliższy teledyskowi (melorecytacja aktorów) niż filmowi fabularnemu, częściowo animowany, stylizowany na interaktywną stronę internetową, ale w warstwie treści silnie metafizyczny, wprost nawiązujący do dekalogu. Historia Saszy w hipnotyczny sposób wciąga widza rytm kolejnych, przewijających się jak w kalejdoskopie, obrazów. Dziesięć piosenek/tracków/wierszy złożonych w rodzaj ekranowego setu przygotowanego przez DJ-a, którym jest sam reżyser".

Oglądałam ten film w piątek, ponieważ mój ukochany koniecznie chciał obejrzeć coś rosyjskiego. Co, jak na filologa jest oczywiste. Zatrzymywał mi film co minutę i był moim tłumaczem. Najlepszym jakiego słuchałam. Film składa się jakby z 10 teledysków, z których każda opowiada o związku dziwnego chłopaka i rozpustnej dziewczyny.Inne przymiotniki mi do nich nie pasują:) Sama fabuła jest średnia i raczej głębszych treści mi nie przywiało. Jednakże, sam pomysł realizacji takiego rodzaju filmu jest czymś niecodziennym i niespotykanym. Ciekawe i pomysłowe dialogi a do tego świetna muzyka. Momentami jest zabawna - teledysk suszonych grzybów:) Koniecznie musicie to zobaczyć hehe. Dopełnieniem jest oczywiście piękne brzmienie języka rosyjskiego, który niebawem będę znała tak dobrze jak ojczysty. Ha!

4.10.2010

10 kwietnia 2010....

Brak mi słów, a gardło ściska niewidzialna dłoń. Kiedy rano oglądałam obchody 70 rocznicy ludobójstwa w Katyniu, zdenerwowany i widocznie poruszony dziennikarz podał informację, że samolot prezydencki miał wypadek....
Nie jestem miłośniczką polityki i kompletnie się na tym nie znam. Nie odróżniam od siebie klubów politycznych, ani nie potrafię powiedzieć, kto do jakiej partii należy. Jednakże tragedia ta poruszyła mnie do głębi i nie potrafię powstrzymać łez. Zginęli ludzie, którzy kochali swój kraj i jemu służyli. Ludzie, którzy pozostawili bliskich w bólu i niedowierzaniu. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Jesteśmy świadkami historycznego i szokującego dnia w dziejach naszego narodu. Podobnie czułam się dokładnie 5 lat temu, jak umierał Jan Paweł II. Mimo, że nie należę do osób wierzących, jego odejście zabolało mnie równie mocno. Jednakże w tamtym przypadku łatwiej mi było się z tym pogodzić, ponieważ papież był bardzo chory i chyba każdy liczył się z najgorszym. Dziś zadecydował okrutny los. To przerażające jak bardzo ludzkie życie jest kruche. Dziś żyjemy, a jutro nas nie ma.

ps: nienawidzę swojej uczelni. Uroczyście mogę ogłosić, iż Uniwersytet Medyczny w Łodzi jest uczelnią ateistyczną i anarchistyczną. Nie chodzi mi o to, żeby mieć wolne dni od zajęć i żerować na żałobach narodowych. Uważam jednak, że są sytuacje, kiedy odwołanie zajęć jest oczywiste i wynika głownie z szacunku, chęci przeżywania tak podniosłych chwil, zadumy. Wszystkie inne uczelnie wyższe w moim mieście ogłosiły dni 10-12 kwietnia za wolne od zajęć z powodu żałoby. U mnie natomiast dni rektorskie (wolne od zajęć) ogłaszane są z błahych powodów typu konferencje studentów.
Na swej uczelni zajęcia miałam nawet w Wielki Piątek, zaoczni studenci mają je dzisiaj i jutro, a dzienni uczczą je w poniedziałek minutą ciszy, a po minucie..hop kroić ciała i uczyć się o tym jak pomagać ludzkości. Albowiem najważniejszy jest człowiek;/

4.07.2010

"Madame" Antoni Libera



"Powieść uhonorowana Główną Nagrodą w konkursie Wydawnictwa Znak (1998), wyróżniona Nagrodą im. Andrzeja Kijowskiego (1999) i wybrana spośród 123 utworów zgłoszonych z całego świata do finałowej siódemki IMPAC Dublin Literary Award (2002). Przełożona dotychczas na 15 języków.
Antoni Libera (ur. 1949) ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim. Od lat zajmuje się twórczością Samuela Becketta, przekładając ją na polski i wystawiając w teatrze w kraju i za granicą.
Jego pierwsza powieść jest ironicznym "portretem artysty z czasów młodości" na tle peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich "latach nauki" i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, o wierze w siłę Słowa i o naturze mitu".

Dawno nie czytałam tak dobrej powieści. Narrator i główny bohater zarazem, jest młodym, niesamowicie inteligentnym człowiekiem, przechodzącym okres zafascynowania nauczycielką języka francuskiego. Młodzieniec podejmuje zdecydowane kroki, aby zbliżyć się do obiektu westchnień i dowiedzieć się o niej wszystkiego (czasami mnie przerażał). Śledzi prawie każdy jej ruch, bywa tam, gdzie i ona. Przeprowadza wywiad środowiskowy wśród dawnych znajomych ze studiów. Jego zauroczenie jest jednak bardzo niewinne, niepodszyte erotyzmem. On sam zresztą znaczni różni się od rówieśników. Rzeczy, które bawią i interesują młodzież w jego wieku, jego samego irytują i frustrują.
Miło czytało się o marzeniach, ideałach i planach młodego człowieka - ewidentnie romantyka. Być może nie chodziłam do liceum w czasach PRL-u, ponieważ skończyłam je zaledwie 3 lata temu, ale dla starszych czytelników książka zapewne stanowi nie lada gratkę. Powieść odzwierciedla bowiem polską rzeczywistość lat 60-70 tych. Uważam, że książka jest godna polecenia. Jej fabuła jest niesamowicie wciągająca i nie banalna. Momentami zaśmiewałam się też do łez. Może tylko liczyłam na nieco inne zakończenie. Nie będę zdradzała czy "Madame" zakończyła się happy endem, czy też pozostawia pewne niedopowiedzenia. Przekonajcie się sami.

ps: czas na to, aby po ostatnich przeżyciach powrócić do normalności.Zaczyna się dla mnie dość ciężki okres, który uwieńczony będzie obroną pracy licencjackiej. Jednak zanim do tego dojdzie, będę musiała się nieźle napracować. Pocieszam się wakacjami na wsi, wyjazdami w różne miejsca Polski oraz długimi wycieczkami rowerowymi z narzeczonym. Aha, i przypomniało mi się , że niedługo Światowy Dzień Książki. Nie wiem, czy uda mi się coś odłożyć, bo zawsze mam "pilniejsze" wydatki:)

4.03.2010

Sobotnie przemyślenia




Nie jestem fanką Wielkanocy. Traktuje je raczej jako okazję do spotkania z rodziną, spędzenia wspólnie paru chwil i porozmawiania. Wiem, że dla wielu, święto to ma większe znaczenie.Dlatego pragnę życzyć Wam Wesołych Świąt:)

Tydzień upłynął mi pod znakiem bardzo przykrego zdarzenia, po którym, do tej pory, bardzo trudno mi się otrząsnąć. Zmarła babcia mojego narzeczonego. Nie ukrywam,że przez ponad 5 lat zdążyłam poznać ją bardzo dobrze a nawet traktować jako własną babcię. Sytuacja ta, zdecydowanie mnie przerosła. Dni oczekiwania i przygotowania do pogrzebu były dla mnie i ukochanego męką. Liczne wspomnienia, zaskoczenie, strach, a przede wszystkim ogromny ból. To było dziwne, widzieć rzeczy, jeszcze niedawno przez nią dotykane: okulary, laska, gazeta czy czapka. Ceremonia pochówku odbyła się 1 kwietnia. Nie będę opisywała szczegółów, są dla mnie zbyt bolesne. Po chwilach rozpaczy, przychodzi jednak czas pogodzenia się z zaistniałą sytuacją. Tak na prawdę, nie ma innego wyjścia. To dziwne, że rzeczy ważne dla człowieka typu opuszczone zajęcia, kolokwia do zaliczenia czy pasje,w takich chwilach wydają się trywialne i pozbawione sensu. Wszystko powoli wraca do normy i mam nadzieję, że i mnie to się uda.

4.02.2010

"Deszczowa piosenka" 1952



"Stany Zjednoczone, koniec ery filmu niemego.
Producenci jednej z większych wytwórni filmowych mają duże problemy z udźwiękowieniem swoich nowych filmów, gdyż ich wielka gwiazda, Lina Lemont, ma głos, który...przypomina skrzypiące drzwi. Mimo lekcji wymowy Lina nie "brzmi" dobrze - ani na ekranie, ani w życiu prywatnym....
Jej partner, słynny amant, Don Lockwood poznaje bardzo interesującą młodziutką aktorkę, Kathy Selden, która zarabia śpiewając na przyjęciach.
Pomimo początkowej niechęci ta dwójka zaprzyjaźnia się i w końcu zakochuje w sobie...
Pozostaje już tylko jeden problem: głos Liny, który trzeba zastąpić cudzym...
Ten zabawny musical już stał się klasykiem, przede wszystkim dzięki tytułowej piosence "Singin' in the rain", nieskrępowanie wyrażającej radość życia."

Film obejrzałam pod wpływem pogody. Mówi się, że "Deszczowa piosenka" jest musicalem wszech czasów. Nie trudno się z tym zgodzić. Dopracowany w najmniejszym szczególe, zachwycający układami tanecznymi i muzyką. Mimo, iż dzisiaj nie miałam najlepszego humoru do robienia czegokolwiek, zmusiłam się do oglądania tego filmu. I nie żałuje. Słowa i melodia tytułowej piosenki napawają optymizmem i chęcią do życia. Z tego, co wyczytałam, film zdobył dwie nominacje do Oscara, otrzymał Złotego Globa oraz 8 nagród Amerykańskiego Instytutu Filmowego. Pozdrawiam Was gorąco i serdecznie.

3.27.2010

Notatki deszczowym porankiem...


I znowu muszę ponarzekać:) Ostatnio mam mało czasu na czytanie, chociaż obecnie czytana przeze mnie "Madame", bardzo mi się podoba. Na uczelni miałam dość intensywny okres, ponieważ nadrabiałam zaległości z choroby. Na szczęście już wszystko pozaliczane i pozostało mi się skupić na pracy licencjackiej. Nie wiem, czy to przesilenie wiosenne, ale od niedawna cały czas chodzę zmęczona. Dzisiaj wstałam o 4 i nie mogłam dalej spać. W ciągu dnia wydaje mi się, że zasnę na pierwszej, lepszej ławce albo w sklepie, stojąc w kolejce. Po południu śpię, a i owszem, bo to aby w okolicach 21 już czuć senność. Czemu? Nie wiem. Miejmy nadzieje, że samo minie.

A tak poza tym moim dziwnym schorzeniem, nie mam co narzekać. Nauka japońskiego i hiszpańskiego rozkręciła się w pełni. Raz w tygodniu mam korepetycje. Trochę wstyd, ale korepetytorkami są dziewczyny w moim wieku hehe:)Ostatnio myślę nad weekendowymi szkoleniami biznesowymi. Mam sporą szansę się na nie dostać, tylko sama nie wiem jak znajdę na to czas. Szkolenia mają odbywać się w soboty i niedziele od 9-16. A ja od 11:30 mam angielski w szkole językowej. Sama nie wiem jak to rozwiązać.

Pogoda ostatnio bardzo mnie inspiruje!!! Od poniedziałku codziennie chadzam sobie z narzeczonym do parku karmić kaczki, które pływają w stawie. Siadamy na ławce i oddajemy się słońcu.Największa uwagę zwracam na psy. Biegają po parku, wskakują za patykiem do stawu, radośnie szczekają i ganiają za wiewiórkami. Wszędzie już wszystko budzi się do życia.

A teraz już zmykam, bo zaraz niedługo zaczynam angielski. Może macie jakiś złote rady na pobudzenie? A może to kwestia motywacji i nastawienia? A jak to lenistwo?:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...