
"Trudna do opowiedzenia fabuła opiera się na kilkakrotnie powtarzanej historii miłości bohatera (Saszy) do pięknej, rudowłosej dziewczyny (również Saszy, w przekładzie dokonanym na rzecz teatru przez Agnieszkę Lubomirę Piotrowską byli to Aleksander i Aleksandra).
Dziewczyny, która jest dla niego jak tytułowy tlen. Bohater, mieszkający gdzieś na zapadłej rosyjskiej wsi, tak pragnie tej miłości, że bez skrupułów zabija żonę. Jednak o ile w dramacie Wyrypajewa krytycy dopatrywali się głębokiego przesłania, wręcz moralitetu, to reżyserska interpretacja tego tekstu ma być – według samego reżysera – przede wszystkim działaniem na emocje widza. Bohaterowie (Karolina Gruszka i Aleksiej Filimonow, ona z ciemnymi włosami, w okularach z czarnymi oprawkami; on – łysy, w stroju dresiarza) opowiadają historię Saszy i Saszy melorecytując i rapując w studio nagraniowym dziesięć songów – piosenek. W tle ich opowieści w niezwykłym tempie przewijają się kolejne obrazy i fragmenty historii bohaterów (Karolina Gruszka tym razem z rudymi włosami, Aleksiej Filimonow z romantycznie rozwianą czupryną). Powstał więc odważny, bezkompromisowy, eksperymentujący film oparty na obrazach układanych zgodnie z zasadą podświadomych skojarzeń oraz na estetycznym szaleństwie, wykorzystywaniu możliwie wielu poetyk. Bliższy teledyskowi (melorecytacja aktorów) niż filmowi fabularnemu, częściowo animowany, stylizowany na interaktywną stronę internetową, ale w warstwie treści silnie metafizyczny, wprost nawiązujący do dekalogu. Historia Saszy w hipnotyczny sposób wciąga widza rytm kolejnych, przewijających się jak w kalejdoskopie, obrazów. Dziesięć piosenek/tracków/wierszy złożonych w rodzaj ekranowego setu przygotowanego przez DJ-a, którym jest sam reżyser".
Oglądałam ten film w piątek, ponieważ mój ukochany koniecznie chciał obejrzeć coś rosyjskiego. Co, jak na filologa jest oczywiste. Zatrzymywał mi film co minutę i był moim tłumaczem. Najlepszym jakiego słuchałam. Film składa się jakby z 10 teledysków, z których każda opowiada o związku dziwnego chłopaka i rozpustnej dziewczyny.Inne przymiotniki mi do nich nie pasują:) Sama fabuła jest średnia i raczej głębszych treści mi nie przywiało. Jednakże, sam pomysł realizacji takiego rodzaju filmu jest czymś niecodziennym i niespotykanym. Ciekawe i pomysłowe dialogi a do tego świetna muzyka. Momentami jest zabawna - teledysk suszonych grzybów:) Koniecznie musicie to zobaczyć hehe. Dopełnieniem jest oczywiście piękne brzmienie języka rosyjskiego, który niebawem będę znała tak dobrze jak ojczysty. Ha!
Ale zbieg okoliczności, postanowiłam sobie kilka dni temu zacząć oglądać kino europejskie. Dziś dałam ogłosznie na blogu ze spisem rosyjskim, wchodzę zobaczyć co słychać, a Ty akurat rosyjski film oglądałaś :). Język rosyjski w mowie jest łatwy, gorzej z pismem. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOoooo faktycznie miło się złożyło:) Koniecznie obejrzyj "Tlen". Bardzo dobrze słychać tam ten język i film jest na prawdę.... inny:)
OdpowiedzUsuń