Etykiety

11.30.2011

"Sny" Janusz Koryl


Czym są sny? Niektórzy są przekonani, że to tylko obrazy, myśli i sytuacje które towarzyszyły nam przez cały dzień. Inni, że skrywają nasze lęki, obawy przed przyszłością. Jeszcze inni głęboko wierzą, że mogę one ostrzegać przed niebezpieczeństwami, bądź być prorocze.

Janusz Koryl, laureat wielu literackich nagród, opisał w swojej książce historię jaka wydarzyła się w malutkim miasteczku na Podkarpaciu – Dynowie. Dochodzi tam do serii śmiertelnych i tajemniczych wypadków. Samobójstwa, dziwne zatrucia, gwałty na młodych kobietach oraz wypadek samochodowy. Tak, wydaje się, że jest to scenariusz stary jak świat i w większości powieści kryminalnych w tym momencie rozpoczyna się wyścig policji z czasem. W tej powieści autor umieścił jednak, obok klasycznej fabuły, jeden interesujący element.

W miejscowej parafii żyje proboszcz, który od dawna miewa męczące sny. Widzi w nich przerażające i mrożące krew w żyłach sceny zbrodni. Duchowny postanawia zapisywać wszystko w swoim zeszycie. Z czasem okazuje się, że jego sny są prorocze, bowiem jego sny spełniają się w najdrobniejszych detalach. Proboszcz próbuje różnych metod, aby pozbyć się uciążliwego „daru”, niestety bezskutecznie.

„Bóg jednak nie wysłuchał księdza Eugeniusza i proboszcz parafii pod wezwaniem Św. Wawrzyńca śnił nadal. Nie pomagały lekarstwa na uspokojenie, ani zioła zbierane na dynowskich górkach. Prorocze sny wracały jak fale przypływu i w specjalnym zeszycie, który leżał obok łóżka księdza, przybywało zapisków.”

Rozwiązanie zagadki wydaje się być szalenie skomplikowane i zawiłe. Czy uda się powstrzymać zbrodniarza przed wykonywaniem wyroków. Dlaczego właściwie księdzu śnią się ociekające grozą sny? Na jaki trop wpadną śledczy? Na te wszystkie pytania odpowie Wam książka „Sny”.

Lekturę dosłownie chłonie się w mgnieniu oka. Już od pierwszych stron wciąga bez reszty. To, co bardzo mi się podobało to przede wszystkim nie przeciąganie fabuły w nieskończoność. Jest krótko, acz treściwie i konkretnie. Element grozy i napięcia ciągnie się przez całą książkę i nie daje nawet szansy na chwilę nudy. Autor powieści nie zgotował nam happy endu i tym bardziej doceniam jego pracę. Z tak dobrym polskim dreszczowcem nie miałam jeszcze do czynienia. Momentami jednak przypominał mi znany film, którego tytułu już niestety nie pamiętam, gdzie grupka młodzieży próbuje uniknąć śmierci a ona i tak ich dopada w najmniej oczekiwanym momencie.


Za lekturę z dreszczykiem dziękuję portalowi Sztukater.pl praz Wydawnictwu Dreams

5 komentarzy:

  1. Książkę dostałam od wydawnictwa, więc już za chwilę za sekundę będę ją czytała. Cieszy mnie Twoja pozytywna recenzja bo to oznacza, że i mnie nie ominął emocje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tej książce. Brzmi interesująco. Chętnie przeczytam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż dziwię się,że polski autor może napisać taką dobrą książkę. Dobrze,że nie ma happy endu,to one najczęściej psują książki i filmy. Zapowiada się bardzo ciekawie i muszę koniecznie ją przeczytać!;)

    Czyżby przypominała Ci film "Oszukać przeznaczenie"?;> To tam,przez cały czas,grupa młodzieży próbuje uniknąć śmierci,niby już uniknęli,a tu na końcu buuuum;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Miravelle dokładnie o ten film!
    Swoją drogą strasznie kiepski film, ale o ten motyw chodziło:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...