
To co pierwsze rzuca się w oczy to przyjemna w odbiorze okładka. Uspokajające, stonowane kolory , harmonia i porządek. I na tym pochwały z mojej strony się kończą. Autor książki –Thich Nhat Hanh – mistrz zen, mnich i „duchoznawca”, nominowany przez Luthera Kinga do Pokojowej Nagrody Nobla, uczy czytelników jak znaleźć spokój ducha poprzez umiejętne oddychanie. Nie jestem zwolenniczką poradników w stylu „Odnajdź własne ja”, „Własna ścieżka” czy „ Moje miejsce na świecie”. Często są to banały w stylu Coelha (wszystkich fanów przepraszam).
Już na samym wstępie bardzo się zniechęciłam, tym oto przesłaniem:
„Budzę się rano i uśmiecham się:
Przede mną zupełnie nowe dwadzieścia cztery godziny
Ślubuje w pełni przeżyć każdy moment
i na wszystkie istoty spoglądać wzrokiem pełnym współczucia”
Aż się chce krzyknąć – „Ludzie trzymajcie mnie!”;) W kolejnych zdaniach autor przekonuje jak ważny jest oddech w naszym życiu i jak jego świadomość pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie. Przekonuje nas, że za pomocą medytacji osiągniemy swoistą nirwanę i staniemy się innymi ludźmi. Nigdy nie próbowałam medytacji i nie mam takiej potrzeby. Wszystkie moje problemy rozwiązuje dzięki rozmowie z innymi lub racjonalnym myśleniem, a energię czerpię z żywiołowej muzyki. Przesłania zawarte w książce są tak banalne, że chyba nie ma sensu o tym pisać. „Pokochaj siebie, a dopiero potem drugiego człowieka”. Boże, ileż można?! Do łez rozbawiły mnie krótkie „modlitwy” do codziennej medytacji w stylu „gdy obmywam moje ciało, oczyszczam też serce, wszechświat jest przesiąknięty zapachem kwiatów”. O co chodzi? Nie wiem, ale trochę to przerażające i myślę, że mogłoby mnie jedynie poruszyć po dużej dawce alkoholu.
Nie wykluczałam, że być może dla kogoś ten poradnik będzie strzałem w dziesiątkę. Znam kilka osób, które z miłą chęcią zagłębiła by się w tej lekturze. Do mnie ona najzwyczajniej nie dociera i nic na to nie poradzę. Być może jest to wynik mojego dzisiejszego nastroju, bo od rana jestem nastawiona dość buńczucznie do wszystkiego ;)
Ubawiłam się po pachy dzięki portalowi Sztukater.pl oraz Wydawnictwu Helion
,,Ubawiłam się po pachy'' :D Po poradnik nie sięgnę, ostatnio kilka przeczytałam i też stwierdziłam że to nie dla mnie xD
OdpowiedzUsuńA filmu ,,Godziny'' nie oglądałam ale może sobie zaraz włączę na zalukaj, jak będzie ^^ :)
Cassiel uwierz mi, że po lekturze tej książki mam papkę zamiast mózgu:)
OdpowiedzUsuńA "Godziny" polecam, jeżeli lubisz V. Woolf ;)
Książka chyba nie dla mnie, ale na pewno znajdzie swoich zwolenników:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!
Ja takie medytacyjne rzeczy omijam z daleka i tak też będzie i tym razem. Może ktoś się pokusi, ale ja podziękuje tej pozycji.
OdpowiedzUsuńGłęboki oddech i zapamiętane by omijać tę książkę ;)
OdpowiedzUsuńjuż te pierwsze oznaki by mnie zniechęciły, nienawidzę takich książek
OdpowiedzUsuńkompletnie nie moja bajka :D
OdpowiedzUsuńKolmanko, jest aż tak źle :)? Również mam tę książę i bardzo pozytywne nastawienie do niej :)Zobaczymy, czy też mnie tak rozbawi :D
OdpowiedzUsuńja nie przekreślam takich poradników, chociaż ten chyba będę omijać :)
OdpowiedzUsuńJa czekam na podobny poradnik dany mi do recenzji i obawiam się podobnej "rozrywki"...
OdpowiedzUsuńNie przepadam za poradnikami, chociaż trochę ich przeczytałam. Za ten na pewno się nie zabiorę ;)
OdpowiedzUsuńChyba nie powstała i nie powstanie książka, która by mnie uspokoiła w jakikolwiek sposób :D
OdpowiedzUsuń