

No i koniec. Przepadłam raz na zawsze. Od dziś jestem ogromną fanką dzieł Miyazaki'ego. Jestem już po projekcji "W krainie bogów" oraz "Ruchomy zamek Hauru". Oba filmy były niesamowite.
Tym razem czas umilił mi "Mój przyjaciel Totoro". W tym przypadku magii jest mniej, mniej dziwnych stworów i dziwadeł. Animacja skupia się na głębokich więzach rodzinnych między ojcem, chorą matką a dwiema, rozkosznymi córkami. Obraz jest przeuroczy, pozytywy i dał mi wiele radości. Przez ponad godzinę uśmiech nie schodził mi z buzi.
Ważne jest, aby oglądać film w oryginalnej wersji językowej (japońskiej) z napisami. Głos dziewczynek (zwłaszcza tej mniejszej) działał na mnie tak pozytywnie, iż żałuje, że film musiał się skończyć;(
Nie wspomnę już o przyrodzie, tak malowniczo ukazanej w tej bajce.
Totoro to klasyka, niestety ja widziałem go z angielskim dubbingiem bardzo dawno temu :)
OdpowiedzUsuńBędę musiała obejrzeć, bo jeszcze nie miałam przyjemności poznać tych filmików:))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!
Och, nie... Znowu? Przecież ja nie mam czasu oglądać wszystkich pełnometrażowych anime, o jakich napiszesz! xD.
OdpowiedzUsuńNiedawno widziałam ten film, niestety nie w wersji oryginalnej, a z polskim lektorem, ale i tak byłam zachwycona. Bardzo wzruszająca i ciepła historia, polecam każdemu :)
OdpowiedzUsuńMiyazaki jest świetny :) Totoro oglądałam w tym roku, podobnie Ruchomy Zamek Hauru, W krainie bogów i księżniczkę Mononoke widziałam dużo wcześniej (i tego ostatniego za bardzo nie pamiętam) - wszystkie filmy są warte zobaczenia.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że wszystkim się podobało:)
OdpowiedzUsuńAlina nie masz wyjścia! Proszę nie marudzić i oglądać. Oczywiście dzielić się wrażeniami też nie zawadzi:)
A może ktoś wie gdzie w sieci można obejrzeć "Ponyo"?
OdpowiedzUsuń