
Krąg wciągniętych w śmiertelną zagadkę wciąż się powiększa. "
Aj jaj jaj!! Przeczytałam książkę w niesamowitym napięciu..od początku do samego końca. Może trudno w to uwierzyć, ale nie znałam wersji kinowej, ani tej japońskiej, ani amerykańskiej. "Ring" wpadł mi w ręce zupełnie przez przypadek.
Historia młodego dziennikarza, będącego na tropie fascynującej i śmiertelnie niebezpiecznej zagadki. Na jej rozwiązanie ma 7 dni...jeśli mu się nie uda, zginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Jak liczycie na sceny grozy i rozlew krwi, to niestety, poczujecie się zawiedzeni. Cała atmosfera "Ringu" polega na tym, że doskonale zdajemy sobie sprawę z obecności jakiejś wyższej siły, nieomal czujemy jej oddech na plecach....ale nie mamy zielonego pojęcia czym ta siła jest i pod jaką postacią się ukrywa. Nie mogłam oderwać się od książki nawet na sekundę, co chwilę powtarzając sobie "oj jeszcze jeden rozdział, tylko jeden". Takim sposobem skończyłam ją czytać w mgnieniu oka:)
Przede wszystkim książka wciąga bez reszty... Ciężko mi powiedzieć, że się bałam, bo tak nie było, jednakże czułam nieodpartą chęć dowiedzenia się, jak historia się zakończy. Koji Suzuki buduje napięcie na każdej stronie i umiejętnie utrzymuje je do końca.
Polecam!!!
Film oglądałam w wersji amerykańskiej i był raczej "średniaczkiem". Książkę jednak z przyjemnością przeczytam, zwłaszcza po takiej recenzji:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!!
Widziałam obie wersje filmowe i o ile amerykańska może wywołać jedynie gęsią skórkę, to japońska naprawdę mnie przeraziła. Nie miałam pojęcia, że jest jeszcze książka, muszę sprawdzić jakie wrażenie na mnie wywrze :)
OdpowiedzUsuńOglądałam film. Ten amerykański. Drugą część i połowę pierwszej. A ze jest książka - nie wiedziałam. Mniaaam :).
OdpowiedzUsuńTo jedna z moich ulubionych książek, bardzo, bardzo dobra powieść:)
OdpowiedzUsuń