
"Ekscentryczny filolog, profesor Higgins, zakłada się, że z prostej dziewczyny sprzedającej kwiaty, Elizy Doolittle, przez nauczenie jej dobrego mówienia, zrobi damę. Po serii zabawnych porażek udaje mu się to rzeczywiście. Eliza jest podziwiana jako prawdziwa lady. Wynika to, oczywiście, z jej własnego czaru, którego tylko Higgins zdaje się nie zauważać. Dopiero, gdy pojawia się groźba małżeństwa z dandysem Freddym, Higgins uświadamia sobie, że to właśnie Eliza jest kobietą jego życia. "
To już 5 film obejrzany w tym roku zgodnie z moim postanowieniem. Musical jest wspaniały!!! Mimo, iż trwa prawie 3 godziny, nie daje się nudzić nawet przez chwilę. Genialna gra aktorska i oczywiście sama Aurdrey przezabawna i przeurocza, jak zwykle zresztą. Film opowiada o młodej - 21 letniej - ubogiej kwiaciarce imieniem Eliza. Dziewczyna nie ukończyła żadnych szkół, dlatego też jej wiedza, maniery i język pozostawiają wiele do życzenia. Przez przypadek odkrywa ją bogaty i zarozumiały profesor fonetyki. Zakłada się ze swym serdecznym przyjacielem, że w krótkim czasie przemieni Elizę w księżniczkę. Po drodze śmiechu jest co nie miara, bowiem panienka wykazuje silny opór i daje dojść do głosu swoim "ulicznym" manierom. W ostateczność udaje im się odnieść sukces. Eliza jednak zdaje sobie sprawę, że była tylko marionetką w rękach , znudzonych życiem mężczyzn. Postanawia głośno wyrazić swoją opinię i uczucia. Niestety napotyka niezrozumienie i drwinę. Jak to się skończy? Musicie koniecznie obejrzeć, żeby się przekonać. Mnie finał całej historii nie bardzo przypadł do gustu. Liczyłam na jakieś ciekawsze rozwiązanie zagmatwanej sprawy:)
O ile pamiętam w końcówce musicalu Eliza podaje profesorowi Higginsowi kapcie. Co to były za straszne czasy, te lata sześćdziesiąte... Zakończenie dramatu George'a Bernarda Shawa ("Pigmalion") było o wiele bardziej życiowe.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię filmy z tą aktorką:) Dla mnie prawdziwa dama:)
OdpowiedzUsuńBardzo chcę obejrzeć, ale nie wiem, czy mi się to uda. Uwielbiam Audrey Hepburn i filmy, w których gra. Mają swój niepowtarzalny urok.
OdpowiedzUsuńDokładnie! Muszę rozejrzeć się już za następnymi filmami z Audrey. Ciężko je dostać na dobrą sprawę, chociaż w Empiku mają sporą kolekcję w miarę przystępnej cenie.
OdpowiedzUsuńBardzo lubię Audrey Hepburn, ale do tej roli pasowała dość średnio — jest sama z siebie tak elegancka, że była mało wiarygodna jako uliczna kwiaciarka. Na Broadwayu grała Elizę Julie Andrews, wielka szkoda, że w ekranizacji musiało być znane nazwisko (na złość Julie "ukradła" Audrey w tym roku Oskara, i dobrze ;) )...
OdpowiedzUsuńCo nie zmienia faktu, że "My Fair Lady" bardzo lubię, choć zakończenie rzeczywiście było dość badziewne — zawsze można to potraktować jako powód do przeczytania "Pigmaliona".
Muzyka z "My Fair Lady" jest świetna, lubię sobie czasem posłuchać ścieżki dźwiękowej.
Fajnie, że Ci się podobało.
O , a o ścieżce dźwiękowej nie pomyślałam! Koniecznie muszę się rozejrzeć. Ja ostatnimi czasy zasłuchiwałam się w muzyce z "Śniadania u Tiffaniego":) Polecam
OdpowiedzUsuńJa w czerwcu idę na My Fair Lady do ... opery :D Ciekawe jak wypadnie :)
OdpowiedzUsuń