Dzisiaj mam dzień totalnego lenistwa. Po całym, ciężkim tygodniu postanowiłam o siebie zadbać. Maseczki na twarz, balsam na ciało itp. Raz kiedyś trzeba, prawda?
Wczoraj odbył się zlot "Łódzkich Winiarzy", na którym byłam z narzeczonym. Smakowałam takie wina, o których istnieniu nigdy nie słyszałam. Oczywiście trunki były domowymi wyrobami. Piłam wino miętowe, miodowe, z płatków róży, kawowe i wiele wiele innych. Nawet było wino z marchewek. Dosyć ciekawy eksperyment, przyznajcie sami. Zaraz uciekam od monitora, by pogrążyć się w lekturach i ciekawych filmach.
ps: od paru godzin słucham świątecznych piosenek. Już chce poczuć magię świąt:)
wSTRĘTNE BLOGERKI TAK KUSZĄ!!! :P
OdpowiedzUsuńAleż oczywiście,że nie Twoja wina- nałogi tak już mają,że nas zwyciężają. Hehe.
Chętnie spróbowałabym wino kawowe :) nie znam si na winach. Wiem tylko,że lubię zerwone wytrawne i nie cierpię słodkich.
Ja również kiedyś wiedziałam, że lubię czerwone a inne nie bardzo. Od kiedy mój narzeczony interesuje się winem, wiedzy mojej troszkę przybyło.
OdpowiedzUsuńNie poczuwam się do winy,a wręcz cieszę się,że mój wpis zachęcił Cię do śignięcia po tę książkę.Taka już jestem perfidna ;)
OdpowiedzUsuńOch... nawet nie wiedziałam, że będę mieć na sumieniu czyjeś zakupy książkowe! ;) Cieszę się jednak, że moja recenzja powiastki pani noblistki zachęciła Cię do przeczytania "O kotach", to naprawdę sympatyczna pozycja :)
OdpowiedzUsuńMój chłopak robi pyszne domowe wino :)
Hehe tak miejcie mnie na sumieniu! Należy Wam się hihi:)
OdpowiedzUsuń