No bardzo niedobrze chodzić do szkoły językowej położonej nieopodal swojej ulubionej księgarni...
Jak widzicie poszalałam i pewnie za parę dni spożywać będę chleb z masłem, ale już od dawna książka ma dla mnie znacznie większa wartość niż jedzenie:) Zakupy zostały dokonane w 10 minut i wprawiły w zdumienie przemiłą ekspedientkę. Znowu poczułam potrzebę niejakiego wyżycia się za zbyt dużą ilość nauki.
Trochę już mi się tęskni za domem rodzinnym. Nie byłam ponad miesiąc, a świadomość, że u mnie w pokoju trwają remonty i powstaje nowa półka na książki, jeszcze wzmacnia ten efekt. Chyba będę musiała uzbroić się w cierpliwość.
A teraz już wracam do pogłębiania swojej wiedzy na temat molekularnych przyczyn chorób, opisywania patentu na biotechnologię, nauki rosyjskiego i hiszpańskiego, czytania Pamuka i z 12 zaległych numerów "Bluszcza":)
:D może i chleb z masłem, ale za to jakie ciekawe lektury ;)
OdpowiedzUsuńnic mi nie mów. obiecałam kupić koleżance książkę do rosyjskiego. Sobie kupiłam dwie, przez co zamiast na porządny obiad pożywiłam się w KFC ;p Książki wypierają jedzenie już od dawna :)
OdpowiedzUsuńChwila słabości przy czytaniu zmieni sie w chwile rozkosze malineczka74
OdpowiedzUsuńw końcu literatura to pożywka dla duszy i mózgu:)
OdpowiedzUsuńJeśli tą ulubioną księgarnią jest Matras, to chyba wiem do jakiej szkoły językwej chodzisz :))
OdpowiedzUsuńI cieszy mnie fakt, że nie tylko ja mam tak ogromne zaległości w lekturze "Buszcza" ... choć u mnie dochodzi do tego jeszcze "Zwierciadło" i "Sens" ;)