Etykiety

7.25.2013

"List do nienarodzonego dziecka" Oriana Fallaci


"To fakt, że ja i ty jesteśmy doprawdy dziwną parą. Wszystko w Tobie ode mnie zależy i wszystko we mnie zależy od ciebie: jeśli się rozchorujesz, rozchoruję się i ja, jeśli umrę, umrzesz i ty. Ale nie mogę z tobą rozmawiać, a ty nie możesz rozmawiać ze mną. Mimo całej swojej nieskończonej być może mądrości nie wiesz nawet, jaką mam twarz, w jakim wieku, w jakim języku mówię. Nie masz nawet pojęcia, skąd pochodzę, gdzie przebywam, co robię w życiu."
Mam za sobą pierwszą książkę, nie ulega wątpliwości, znakomitej włoskiej publicystki i pisarki - Oriany Fallaci. Czytałam już tyle pozytywnych opinii, że po prostu musiałam sięgnąć po jedną z jej książek. Nadarzyła mi się okazja przeczytania "Listu do nienarodzonego dziecka". Lektura w sam raz na jeden wieczór - 142 strony. Mimo, że objętościowo nie powala na kolana,  to treść wzrusza, ciekawi i zmusza do refleksji.

"Listy do nienarodzonego dziecka" to monolog kobiety, która dowiadując się, że jest w ciąży, uświadamia sobie, że jej przyszły potomek nie należy do niej, ani tym bardziej do biologicznego ojca. Jest to bowiem odrębna jednostka, należąca tylko i wyłącznie do siebie, mająca prawo do wolności i dokonywania własnych wyborów. Jej bardzo intymne wyznanie traktuje też o wielkiej samotności kobiet ciężarnych, aborcji, problemie biedy i podziale na klasy społeczne. Nie ulega wątpliwości, że jest to relacja bardzo intymna, którą czyta się z pewnym onieśmieleniem.

W pewnym momencie niezależna bohaterka, uświadamia sobie, że nie może poświęcać swej kariery, szczęścia i samospełnienia, dla dziecka, które nawet do niej nie należy. Postanawia nie przestrzegać zaleceń lekarzy o odpoczywaniu w łóżku i wyrusza w podróż. Niestety, kończy się ona tragicznie. Czy winna jest temu kobieta? Czy w ogóle można mówić o winie? Czy jej czyn pociągnie za sobą konsekwencje?

Przyznaję, że moje pierwsze spotkanie z pisarką przebiegło pomyślnie i jestem pewna, że z czasem sięgnę po kolejne jej książki. Niby krótka lektura, jednak bardzo wyczerpująca emocjonalnie i dająca pola do poważnych dyskusji.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Świat Książki.


7.22.2013

"Wielkie nadzieje" Charles Dickens


Każdy z nas żyje pewnymi nadziejami. Czasami są to nadzieje związane z uczuciami, czasem z sukcesem osobistym, a niekiedy z osiągnięciem wymarzonej sylwetki. Bohater powieści Dickensa z całych sił pragnął jednego - wyjechać ze swej rodzinnej wsi i zostać dżentelmenem. Młody Pip, sierota wychowywany przez surową i potężną siostrę oraz jej męża, znanego we wsi kowala, żyje skromnie i pobożnie. Chłopak ma duże ambicje i z wytrwałością uczy się w wiejskiej szkole, aby móc w przyszłości wypłynąć na szerokie wody. Podczas jednej z wizyt na grobie matki dochodzi do przykrego incydentu. Na przerażonego Pipa napadła zbiegły więzień zakuty w łańcuchy i żąda pożywienia i pilnika, który wyswobodzi go z żelastwa. Przerażony Pip spełnia prośbę więźnia i narażając się starszej siostrze, pomaga uciekinierowi. Po jakimś czasie do domu kowala przychodzi pewien tajemniczy jegomość, przynosząc zdumiewające nowiny.

Chłopak trafia do bardzo bogatej, lecz samotnej i ekscentrycznej panny Havisham. Zgodnie z jej prośbami, Pip musi regularnie odwiedzać ją w posiadłości i bawić się na jej oczach z Estellą - podopieczną panny Havisham będącą wówczas w podobnym wieku co on. Młodzieniec nie potrafi ukryć wielkiego oczarowania urodą Estelli. Jednak zdaje sobie sprawę z tego, jak wielka przepaść ich dzieli. On, prosty chłopak z szorstkimi dłońmi i cienkimi butami. A ona, zniewalającej urody piękność z porcelanową cerą.

 Mija kilka długich lat w życiu Pipa i któregoś dnia chłopak nieoczekiwanie zostaje obdarzony wielką fortuną ofiarowaną mu przez tajemniczego wybawcę i zaczyna wystawne życie w Londynie. Otacza się dżentelmenami, chadza na wytworne kolacje w klubie londyńskich bogaczy, a także stale się kształci. Odwraca się także od swego dawnego życia i ukochanego kowala. Jego miłość do Estelli nie słabnie, wręcz przeciwnie, w końcu staje się pewien, iż jest wart jej miłości. Jednak dziewczyna chowana w poczuciu swej wyjątkowości, bawi się uczuciami kolejnych młodzieńców. Sama przyznaje, że ma lód zamiast serca. Panna Havisham, która w przeszłości przeżyła wielki zawód miłosny, chcąc uchronić ją przed nieszczęściem, na własne życzenie staje się twórczynią wyjątkowo zimnej i wyrachowanej dziewczyny.

Pip cierpi, gdyż jego miłość nie wzbudza w Estelli żadnych emocji. Warto przytoczyć tutaj jedno ze zdań, które dokładnie obrazuje osobowość dziewczyny:
"Ćmy i wszelkie rodzaju obrzydliwe owady kręcą się koło zapalonej świecy - odparła Estella - czy świeca może coś na to poradzić?"

Dni mijają, a do eleganckiego apartamentu Pipa przychodzi pewien gość. Jest nim włóczęga, któremu pomógł przed laty. Co takiego chce powiedzieć chłopcu? Jaka historia jest związana z jego skazaniem? Okaże się, że wielkie nadzieje Pipa nie są niczym ponad nadziejami. Chłopak zapłaci wysoką cenę za to, że dał się zwieść pozorom i uległ oczarowaniu.

Wspaniała historia, która mogła zostać napisana tylko przez jednego z klasyków. Skomplikowana fabuła i zaskakujące zwroty akcji, a przede wszystkim znakomicie opisane uczucia i transformacja Pipa sprawiła, że od książki nie mogłam się oderwać. Na podstawie książki w 2012 powstał film o tym samym tytule, który miałam okazję wczoraj obejrzeć z moim mężem. Film jest równie świetny (chociaż mniej szczegółowy)jak powieść.



Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

7.19.2013

Rewelacyjne notesy dla książkomaniaków

Ostatnio pisałam Wam o wspaniałym Moleskine Wellness Journal, który stał się moją własnością. Korzystam z niego już dobre 2 tygodnie i nie wyobrażam sobie bez niego dnia. Notes ten pomaga mi nie tylko w planowaniu ćwiczeń i diety, ale stał się kopalną przepisów kulinarnych, inspiracji i wszelakich informacji o moim stanie zdrowia. Zawsze miałam słabość do gruntownego spisywania wszystkiego, katalogowania, porządkowania na papierze.

W lipcu postanowiłam zainwestować w kolejny notes z tej serii - Moleskine Book Journal (zerknijcie na filmik umieszczony poniżej). Pierwsza jego część składa się z uporządkowanych alfabetycznie stron, na którym opisujemy wrażenia z lektur, wpisujemy ulubione cytaty i inne informacje, które okazały się dla nas cenne. Druga część to już nasza inwencja. Do kalendarza dołączone są bowiem naklejki z nazwami etykiet. To od nas zależy jakie etykiety przykleimy i jak prowadzić będziemy nasz notes. Jak dla mnie genialne i niesamowicie wygodne.



Już czaję się na notes filmowy i boję się, że na tym nie poprzestanę.

Prowadzicie spisy przeczytanych lektur? Zdecydowalibyście się na zakup podobnego notesu?

7.16.2013

"Schudnij w zgodzie ze swoją grupą krwi" Dorota Augustyniak - Madejska, Bożena Biernot


Książek omawiających zagadnienia zdrowego odżywania jest dzisiaj na pęczki. Jedne są mało oryginalne, drugie zasługują na szczególną uwagę. Książka "Schudnij w zgodzie ze swoją grupą krwi" zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. Jest to jedna z nielicznych książek, które wniosły bardzo wiele w moje życie, a dokładniej, w mój sposób odżywiania się i samej wiedzy o nim.

O tym, że dieta zgodna z grupą krwi przynosi zdumiewające rezultaty słyszałam już od znajomych oraz z prasy. Stosują je znane modelki i aktorki. Mi samej dość ciężko ocenić jej efekty, gdyż stosuję się do zaleceń zawartych w książce zaledwie dwa tygodnie. Jednak nie chcę pisać o samej diecie i jej skutkach, a o samym procesie, nie tylko odchudzania się, co zdrowego odżywania.

Książka ta, to coś znacznie więcej niż instrukcje dla osób z konkretną grupą krwi. Jest to lektura dla wszystkich, nie tylko tych, którzy pragną przejść na dietę. Mówi ona o różnych mechanizmach, które utrudniają prawidłowe trawienie pokarmów, zatruwają nasz organizm, zakwaszają go i powodują dodatkowe kilogramy. Dużo w niej ciekawostek i faktów natury fizjologicznej, porad medycznych i zdrowotnych, a także psychologii. Z lektury dowiemy się chociażby czym jest PPM i jak się go oblicza, z czym związany jest indeks glikemiczny i dlaczego należy się go obawiać. Wszystko wytłumaczone jest w sposób naukowy, jasny, prosty i bardzo zwięzły.  Mimo, że od dawna interesuję się zdrowym odżywaniem, moja wiedza została wzbogacona o dziesiątki informacji, które zdążyłam już odnotować w moim "wellnessowym" notesie, a książkę przekazuję dalej znajomym.

Ci, którzy wybiorą tę książkę głównie ze względu na dietę zgodną z grupą krwi, z pewnością nie będą zawiedzeni. Oprócz podstaw teoretycznych, związanych z tym, jak doszło do wysnucia teorii na temat samej diety, w poradniku znajdziecie również:


  • tabelę produktów zakazanych i idealnie dobranych do każdej z grup krwi, z uwzględnieniem jej kwasowości i zasadowości.
  • 45 stron z przepisami pysznych dań odpowiednich dla grupy krwi 0, A, B oraz AB
  • 10 dniowy jadłospis (5 dań) dla każdej z grup krwi wraz z uwzględnieniem ilości spożytych kalorii
Reasumując, jest to doskonała skarbnica wiedzy dla wszystkich tych, którym leży na sercu dbanie o własne zdrowie. Jestem pewna, że podczas czytania niejednokrotnie otworzycie szerzej oczy ze zdziwienia i zaczniecie stosować się do wybranych porad.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Sensus.

7.11.2013

"Słownik polsko-japoński"


Od początku wakacji postanowiłam przypomnieć sobie całą wiedzę zdobytą podczas lekcji japońskiego. Miałam bardzo dużą przerwę w nauce i podchodzę do tego z dużą obawą. Bardzo szybko umykają z głowy podstawowe znaki i zasady tworzenia przymiotników czy rzeczowników.

Słownik polsko-japoński to już drugi słownik dla uczących się języka japońskiego wydawnictwa Edgard. Pierwszą wydaną przez nich pozycją był słownik japońsko-polski, o którym również pisałam. Słownik jest efektem pracy pani Ewy Krassowskiej-Mackiewicz, która znana jest miłośnikom języka japońskiego z licznych podręczników i książek. Osobiście podchodzę do książek pani Ewy z wielkim zaufaniem, gdyż zdążyła już zarazić mnie miłością do tego pięknego języka.

Słownik polsko-japoński zawiera ponad 12 000 haseł w języku polskim oraz jego 32 000 ekwiwalentów w języku japońskim. Dla ułatwienia słówka japońskie zapisane są w trzech formach: romanji, hiraganie oraz katakanie. Całość zamknięta jest na ponad 400 stronach słownika oprawionego w twardą oprawę. Nie da się ukryć, że słownik jest niezastąpiony na każdym etapie nauki języka japońskiego.

Bardzo przydatne byłoby, gdyby wydawnictwo zdecydowało się na wydanie słowników (polsko-japońskiego oraz japońsko-polskiego) w jednym tomie. Ułatwiłoby to naukę języka i rozwiązywanie zadań leksykalnych.

Za słownik dziękuję Wydawnictwu Edgard


7.04.2013

Systematyczność i motywacja a zdrowy styl życia

Przyszły upały."Lato wybuchło z całych sił" jak śpiewa mój ulubiony wokalista. W takie dni bardzo trudno o motywację do ćwiczeń fitness, biegania i jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Mimo, że przez cały ostatni rok nigdy nie brakowało mi motywacji, teraz strasznie ciężko przychodzi mi ruch. Musiałam zrobić coś, co pomogłoby mi zapomnieć o lenistwie i podczas ćwiczeń dawać z siebie 100%. Nie mam co prawda zbędnych kilogramów, ale znacznie lepiej się czułam, gdy intensywnie ćwiczyłam.

W okolicach czerwca moja motywacja i systematyczność spadły prawie do zera. Zdarzały mi się dni, w które odpuszczałam sobie wieczorny jogging lub zajęcia z jogi. Wprowadziłam kilka zmian, które mam nadzieję, pomogą mi odzyskać dawny entuzjazm.

1. Planowanie! Dzień wcześniej muszę rozpisać sobie to, co planuję zjeść drugiego dnia (5 posiłków dziennie co 3 godziny) oraz w jakich godzinach i co ćwiczyć.  Skusiłam się na zakup notesu Moleskine Wellness Journal (samo zdobycie notesu było niezłą gimnastyką, bo trudno je dostać). Genialny notes! Zerknijcie na filmik poniżej.




2. Biegam zazwyczaj po godzinie 21, kiedy temperatura znacznie spada. Do biegania zachęciłam męża, bo w towarzystwie biega się najlepiej. Wiem, że na facebooku działają grupy, które zrzeszają miłośników joggingu z konkretnych miast w Polsce i wspólnie umawiają się na biegi.

3.Urozmaicam ćwiczenia. Jednego dnia ostro trenuje przez godzinę, a kiedy przyjdzie chwila lenistwa wybieram lżejsze ćwiczenia jogi lub pilatesu. Kiedyś albo ćwiczyłam bardzo intensywnie albo w ogóle darowałam sobie wysiłek. To straszny błąd i całkiem łatwo o wymówki.

4. Zrezygnowałam z zajęć grupowych. Doszłam do wniosku, że nie odnajduje się w grupie. Wolę sama, w domowym zaciszu i w swoim tempie wykonywać każde ćwiczenia. Przez lata nagromadziłam tyle płyt z ćwiczeniami, że spokojnie starczą mi na długi czas.

5. Wróciłam do czytania magazynu Runners World i to chyba jest dla mnie największą motywacją. Szczególnie gdy czyta się o ludziach pokonujących swoje słabości. Kupuje także "Shape" jednak coraz częściej mam wrażenie, że jakość niektórych artykułów pozostawia wiele do życzenia. Według mnie zakup butów do biegania i stroju za 500 - 1000 złotych, wcale nie doda mi ani uroku ani odwagi, a tym bardziej motywacji. Swoje ciuchy do ćwiczeń kupiłam na wyprzedażach za mniej niż 100 złotych.

6. Zastawiam się nad wprowadzeniem diety zgodnej z grupą krwi? Na dniach pojawi się na blogu recenzja książki, jednak zastawia mnie czy ktoś z Was na dłuższą metą miał z tą dietą do czynienia?

Ćwiczycie w upały? Czy robicie sobie leniwe wakacje bez ćwiczeń? A jeśli już ćwiczycie, to co daje Wam największą motywację?

7.01.2013

"Fistaszki zebrane 1965-1966" Charles M. Schulz


Na nowy album z Fistaszkami zawsze czekam z niecierpliwością. Niestety kolejne tomy ukazują się jedynie dwa razy w roku, zatem każda premiera jest dla mnie wielkim wydarzeniem. Nie inaczej było w przypadku najnowszego tomu z komiksami z lat 1965-1966. Komiks przeglądałam dobre 3 tygodnie, delektując się każdym paskiem. Co nowego u rezolutnego Snoopiego i jego przyjaciół?

Oprócz miłosnych problemów, z jakimi boryka się sympatyczny pies rasy beagle, po raz kolejny będziemy świadkami kocykowego uzależnienie Linusa, błyskotliwych porad psychiatrycznych zrzędliwej Lucy oraz wyalienowania i rozpaczy Charliego Browna. Ten tom wnosi także nową postać - Peppermint Paty, wysportowaną, ułożoną i niezwykle poważną jak na swój wiek dziewczynkę, która przyjdzie z pomocą drużynie bejsbolowej. Z raczej kiepskim skutkiem.

Co takiego jest w Fistaszkach, że zyskały ogromną popularność na całym świecie i to głównie wśród dorosłych? Wydaje mi się, że przede wszystkim ich ponadczasowość. Poza tym, każda z dziecięcych postaci jest idealnym portretem różnych osobowości psychologicznych, z którymi mamy do czynienia w dzisiejszych czasach. Jestem niemal pewna, że każdy czytelnik dostrzeże w jednej z nich swe własne odbicie. Zarówno ja, jak i mój mąż zgodnie twierdzimy, że mam wiele wspólnych cech z Lucy. Nie do końca jest to powód do dumy, biorąc pod uwagę jej ośli upór i chęć dominacji nad światem.

Na mojej półce powoli rośnie kolekcja tomów "Fistaszków zebranych". Ogromnie żałuję, że na kolejne przyjdzie mi czekać dobre kilka miesięcy.



Za komiks dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

6.20.2013

"Czy czujesz tę moc? Fizyka -reaktywacja" Richard Hammond


Fizyka jest piętą Achillesową z pewnością niejednego ucznia szkoły podstawowej i gimnazjalnej. Nie trudno się dziwić, że przedmiot ten jest często niezbyt lubiany wśród młodzieży. Sama pamiętam te nudne i żmudne lekcje fizyki, które niewiele wnosiły do mojego życia. Jednak lektura książki "Czy czujesz tę moc?" sprawia, że nastawienie do tego przedmiotu diametralnie się zmienia.

Ta pełna koloru książka przeznaczona jest dla dzieci i młodzieży w wieku od 10-15 lat i zaszczepia w młodym czytelniku pasję nauki. Fizyka przedstawiona jest w sposób ciekawy i bardzo przystępny. Sposób przekazywania wiedzy najmłodszym jest niezwykle istotny, dlatego powinno podawać się ją ciekawie i z polotem. I w taki właśnie sposób ciekawostki na temat fizyki przedstawia nam Richard Hammond. Wszystko ubarwione jest ciekawymi ilustracjami, zabawnymi anegdotami, które szybko zapadają w pamięć. Książka zaczyna się od zarysu historycznego (podobnie jak w innej książce z tej serii - "Co się dzieje w mojej głowie?"), który wprowadza małego czytelnika w fizyczne zawirowania. Po historycznym wstępie przechodzimy do 3 następnych działów, które omawiają zjawiska naturalne (atmosferyczne i biologiczne) oraz mechaniczne (również z dziedziny elektroniki).

Świetna książka, jak się okazuje, nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych.




6.16.2013

"Nawyk wytrwałości" Anna Kuraszyńska



O wytrwałości wiele się mówi. Wiadomo, że jest to kluczowa cecha, która może doprowadzić do sukcesu w jakiejkolwiek dziedzinie życia. O wytrwałość i systematyczność najtrudniej. Zazwyczaj jest tak, że planując zmiany we własnym życiu, mamy przed oczami wręcz utopijne wizje samych siebie po dokonaniu rewolucji. Wdrażamy swoje postanowienia i... po kilku dniach/tygodniach mamy dość. Nie ma się co oszukiwać. Każdy z nas świetnie to zna.

Na pytanie "Jak wykształcić w sobie wytrwałość?" odpowiada poradnik autorstwa Anny Kuraszyńskiej wydany przez wydawnictwo Sensus. Pierwszy rozdział autorka poświęciła na to, aby nakreślić czytelnikowi powszechny problem związany z brakiem wytrwałości w dążeniu do celów. Sama jest zwolenniczką metody małych kroków i wprowadzania zmian w życie w sposób stopniowy. Według pani Anny często nakładamy na siebie zbyt dużo obowiązków, narzucamy zbyt szybkie tempo i to właśnie jest przyczyną  porażki. Proste? Dość proste w teorii, jednak w praktyce wygląda to zupełnie inaczej.

Książka skupiona jest na czterech zagadnieniach:

  • wyjściu z nałogu (jakiegokolwiek)
  • schudnięciu
  • znalezieniu idealnej pracy
  • życiu w szczęśliwym związku
Porady zawarte w książce są dość jednostajne i bardzo proste do przewidzenia. Jeżeli czytelnik nigdy nie miał większego kontaktu z psychologią, z pewnością znajdzie w nim złote wskazówki dla siebie. Z ciekawości zagłębiłam się bardziej w rozdział o odchudzaniu. To, że muszę ograniczyć spożywanie słodyczy i tłuszczów, pić wodę mineralną, jeść pięć razy dziennie i ćwiczyć, nie było dla mnie jakimś szczególnym odkryciem. Takie podstawowe zasady żywienia uczą dzieci w szkołach podstawowych. Z drugiej jednak strony mam świadomość, że wiedza niektórych ludzi na temat odżywania jest nikła. Na naszych ulicach widok otyłych ludzi nie należy do rzadkości. Takim ludziom z pewnością poleciłabym lekturę tej książki.

Podobnie jest w rozdziale dotyczącym związków. O znaczeniu rozmowy, zaufania i akceptacji samego siebie chyba nie trzeba nikogo przekonywać. Dziwię się w ogóle jak można wejść w jakikolwiek związek bez spełnienia któregoś z tych kryteriów. I kolejny raz muszę przyznać, że znam osoby, które w swoich związkach nie czują się najlepiej, bo brak im pewności siebie/zaufania do partnera/przekonania o swojej wartości itp. Przykłady można wyliczać w nieskończoność. Jednak czy trzeba przeczytać książkę, aby o tym wiedzieć?

Podsumowując, poradnik nie powala na kolana. Może inaczej. Nie powalił mnie na kolana, gdyż regularnie czytuję poradniki psychologiczne, interesuję się zdrowym odżywianiem i kieruję się w życiu zdrowym rozsądkiem. Jednak istnieje spora grupa ludzi, która mimo najszczerszych chęci nie potrafi wprowadzić w swoje życie większych zmian, gdyż brak im podstawowej wiedzy na ten temat. Właśnie dla takich, nieco zagubionych dusz, jest ta książka. Dla ludzi, którzy kompletnie nie mają pojęcia o tym, od czego powinno się   zacząć wprowadzanie ulepszeń w swoim życiu, jak się do tego zabrać i co będzie potrzebne przez ten cały okres. Ci, którzy interesują się podobną tematyką raczej nie znajdą w książce błyskotliwych porad i nie doznają nagłego olśnienia.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Sensus.

6.09.2013

Angielski fiszki Konwersacje dla zaawansowanych


Udoskonalanie języka angielskiego nie ma u mnie końca. Niemałą satysfakcję daje mi nauka języków na coraz bardziej zaawansowanych stopniach.  Przez ostatnie trzy tygodnie z uporem maniaka testowałam fiszki  z konwersacjami dla zaawansowanych wydawnictwa Edgard. Malutkie, mieszczące się w torebce pudełeczko zawiera 500 fiszek, dzięki którym pogłębimy naszą wiedzę z takich dziedzin jak polityka, środowisko, osobowość, szkoła, pieniądze czy wygląd zewnętrzny.

Mimo, że od kilku ładnych lat dość pilnie uczę się angielskiego, niektóre ze słówek były mi całkowicie nieznane. Ich użycie poparte jest bardzo specjalistycznymi zdaniami z dziedziny chociażby polityki, która zwyczajnie nie leży w kręgu moich zainteresowań.  Metoda nauki z fiszek już od bardzo dawna cieszy się u mnie dużym zaufaniem. Jednak korzystając z tej metody nie można zapominać o systematyczności.  Jak wyglądała moja nauka?


  • Starałam się uczyć z fiszek codziennie (nie zawsze mi to wychodziło)
  • Każdego dnia zakładałam opanowanie 20-30 fiszek, w zależności od tego, ile z nich było mi już wcześniej znane.
  • Naukę w kolejnych dniach zaczynałam od powtórki materiału, po czym przechodziłam do nowej partii.
  • Fiszki całkowicie przeze mnie opanowane lądowały za niebieską zakładką "Umiem". Te, które nadal sprawiały mi kłopot, zostawały w przegródce "Uczę się".
  • Wraz z postępem nauki coraz więcej fiszek lądowało za zakładką "Umiem".



Do pudełka z fiszkami wydawnictwo Edgard dołączyło program  na malutkiej płycie CD. Program o nazwie Aktywny Trening pozwala na sprawdzenie swoich umiejętności, zdobytych podczas tradycyjnej nauki. Jeżeli mamy problemy z wymową, lektor na płycie rozwieje wszystkie wątpliwości. Ja zrezygnowałam z pomocy programu, chociaż z pewnością dla większości będzie świetnym dodatkiem do całości.

Za fiszki dziękuję Wydawnictwu Edgard

6.06.2013

"Palownik "Gregory Funaro


Dość długo nie miałam do czynienia z kryminałem. I wtedy, jak na zawołanie, zapukał do moich drzwi, a raczej do drzwi czytnika mego e-book "Palownik". Zapowiadało się bardzo interesująco.  Tajemniczy morderca w niewyjaśnionych okolicznościach nabija na pal swe ofiary i wystawia na widok publiczny. Pozornie ofiary mordercy, nazwanego z racji swej okrutności Palownikiem, nie mają ze sobą nic wspólnego.  Do akcji wkracza wnikliwy agent FBI - Sam Markham, który ma przed sobą arcytrudne zadanie. Postać Palownika bowiem związana jest z pewną  postacią mitologiczną, wokół której utworzyły się niejasne legendy.

Nie można zarzucić autorowi powieści braku wyobraźni. Skonstruowanie takiej fabuły wymagało od niego sporej wiedzy z zakresu mitologii, historii i astronomii. Sam pomysł stworzenia postaci jaką jest Palownik, nieco mnie przeraziła. Nigdy nie czytałam o postaci tak złożonej, pełnej sprzeczności i ogarniętej takim szaleństwem. Postaci wręcz schizofrenicznej. Aby dodatkowo wpaść na powiązania postaci z Nergalem, astronomicznym Lwem i enigmatycznym Generałem, trzeba mieć łeb nie od parady. Za to z pewnością należy się autorowi duży ukłon.

To co wzbudziło moje największe zainteresowanie, to fragmenty opisujące dzieciństwo mordercy. Z niemałą ciekawością śledziłam dzieje małego chłopca, którego życie odmieniło jedno traumatyczne wydarzenie. To plus brak ojca, brak autorytetów, dziwaczne relacje z dziadkiem, sprawiło, że chłopiec większą część swego życia (także dorosłego) spędził w świecie wyobraźni.

Książka początkowo bardzo mi się dłużyła i czasami łapałam się na tym, że nie wiem o czym czytam. Jednak z czasem zaczęła wciągać mnie nie tylko fabuła tego wartkiego kryminału, ale rys psychologiczny głównych postaci. Uważam, że książka świetnie sprawdziłaby się jako scenariusz mini-serialu w stylu "Homeland".

Za e-booka dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

5.27.2013

"Co się dzieje w mojej głowie? Jak działa twój mózg i dlaczego robisz to, co robisz?" Robert Winston


Nie ma chyba nic ciekawszego niż popularnonaukowa książka dla dzieci. Teoria przedstawiona jest w sposób bajkowy i nauka staje się wtedy czystą przyjemnością. A jeżeli książka omawia zagadnienia z neurobiologii, to już w ogóle zasługuje na szczególną uwagę. Tak też jest w przypadku jednej z kilku książek autorstwa Roberta Winstona. Dość niepozorna objętościowo pozycja jest istną skarbnicą wiedzy o tym, co kryje w sobie nasz mózg i co sprawia, że jesteśmy kim jesteśmy.

W środku czekają na nas bogato ilustrowane strony, dziesiątki ciekawostek i zabawnych wtrąceń. Książka na początku wprowadza czytelnika w fascynujący świat neuronów i synaps, po czym pokazuje jak funkcjonują nasze zmysły, w jaki sposób nabywamy umiejętności i co sprawia, że wykazujemy talent w określonym kierunku. Co więcej, mały naukowiec może na własną rękę podjąć się wykonania niektórych eksperymentów. Poznajemy sylwetki najbardziej szalonych badaczy i z uwagą śledzimy pracę ludzkiego mózgu. Na końcu książki autor umieścił słowniczek pojęć związanych z neurobiologią, dla tych, którzy jeszcze nie zdążyli zapoznać się z podstawową terminologią.

Doskonała książka dla ciekawych świata dzieciaków, które zawsze mają milion pytań na minutę. Z czystym sumieniem polecam ją dzieciakom w wieku 8-12 lat. Przypuszczam, że niejeden dorosły wyniósłby sporo z lektury tej książki.  W promocji można ją nabyć za 15-19 złotych, w zależności od księgarni. Polecam!




Za książkę dziękuję Wydawnictwu G+J.

5.23.2013

Arcyciekawa, kocia inicjatywa w Łodzi!

Ten, kto od dawna śledzi mojego bloga, dobrze wie, że niezła ze mnie kociara. Na widok kociej mordki rośnie mi serce i nic bardziej nie rozczula jak kocie poduszki na łapkach. Dlatego nieomalże podskoczyłam do sufitu, gdy dowiedziałam się, że Łodzi ma szansę (i to dość spore) powstać kocia kawiarnia!

Akcja ma swoją stronę na fejsbooku -> kilk


Podobne miejsca funkcjonują już  w Paryżu, Japonii, Londynie, Wiedniu oraz Budapeszcie. Do tego zacnego grona ma szansę dołączyć Łódź! Oprócz tego, że będzie to niesłychanie oryginalna kawiarnia z kotami (i kocią atmosferą) to dodatkowo miejsce spotkań kulturalnych i towarzyskich. Organizatorzy planują też szeroką szkoleniową i warsztatową.

Więcej na temat samej inicjatywy znajdziecie pod tym adresem - > "U kotów" 




Co sądzicie o takich miejscach? A może już byliście?

"Jak mówimy...? Gramatyka angielska - łatwa i przyjemna" Izabella Rodzik-Sambierska


Książka "Jak mówimy...? Gramatyka angielska - łatwa i przyjemna" jest pozycją, która doskonale nadaje się do wszelakich powtórek - egzaminy, certyfikaty, matura. Jednak raczej nie polecam jej osobom, które nigdy nie miały kontaktu z językiem angielskim. Podręcznik ten zawiera teorię (bez ćwiczeń) popartą licznymi przykładami, porządkującą czasy, wyrażenia gramatyczne oraz interpunkcję.

Autorka zaczyna od omówienia czym jest język angielski, jak i gdzie powstał - podaje tło historyczne. Następnie dość obszernie opisuje cechy charakterystyczne tego języka pod kątem fonetyki, intonacji, akcentów i rytmu. Ten rozdział to zdecydowanie dobry wstęp dla osób początkujących. Szkoda, że w dalszych rozdziałach zupełnie zrezygnowano z ćwiczeń sprawdzających zdobytą wiedzę, bo znacznie podniosłoby to atrakcyjność książki.

Książka nie różni się znacznie od innych tego typu wydawanych na rynku. Niemniej jednak  jest to pozycja rzeczowa i konkretna. Teoria objaśniona jest w sposób jasny i całkiem przystępny, nawet dla młodszych uczniów. Świetnie byłoby, gdyby autorka wydała kolejną część książki, tym razem w całości poświęconą ćwiczeniom na znajomość gramatyki.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Poltext

5.21.2013

"Jedz co chcesz. Sąd nad polskim stołem" Krystyna Naszkowska


Bardzo się cieszę, że ta książka dostała się w moje ręce. Co więcej, przeczytałam ją nie tylko ja ale i połowa mojej rodziny.  Dawno nie spotkałam tak rzetelnej, mądrej, a przede wszystkim konkretnej książki o żywieniu. Będę zdecydowanie rozpływała się nad książką, bo według mnie zasługuje na szczególną uwagę.

Bardzo niewielu z nas zastanawia się na wyborem żywności, które na co dzień spożywamy. Głęboko w głowie tkwią nam pewne mity i ostrzeżenia, które przekazywane były z pokolenia na pokolenia. A to dziadek ponarzeka, że jedzenie jajek zwiększyło mu poziom cholesterolu, a to babcia pod niebiosa wychwala margarynę, a ciocia głośno krytykuje żywność GMO. Żadne z tych osób nie ma racji.

Krystyna Naszakowska wzięła pod lupę polską kuchnię. W rozmowie z dietetykami oraz naukowcami udowodniła, iż wiele powszechnie panujących przesądów już dawno powinno odejść do lamusa.  Pochyla się nad kłopotliwą kwestią spożywania jaj, mięsa, picia herbaty, kawy i mleka, cholesterolu czy katorżniczych diet. Ja, jako absolwentka uczelni medycznej zdawałam sobie sprawę, z istnienia w społeczeństwie pewnych uprzedzeń żywieniowych i nieomal paranoicznego lęku przed spożywaniem maseł czy jajek na twardo. Dlatego tak bardzo się cieszę z tego, że wreszcie na naszym rynku opublikowano książkę o racjonalnym i zdrowym odżywianiu, która jest dostępna i zrozumiała dla każdego. Wszystko to  wytłumaczone zostało w taki sposób, że nawet laik, całkowicie nie obeznany w temacie, załapie w czym rzecz. Na końcu książki znajduje się specjalny słowniczek, który pomoże w rozszyfrowaniu trudniejszych terminów.

Ogromną satysfakcję czułam czytając rozdział poświęcony GMO. Na studiach ten temat wałkowany był do obrzydzenia, więc w ogromną frustrację i agresję wprowadzały mnie opinie mediów i polityków o potencjalnych zagrożeniach z tym związanych. Wszystkie rozmowy z osobami przeciwnymi GMO, nieomal zawsze kończyły się wielką kłótnią. I wreszcie, po latach czekania temat został doskonale umówiony w książce "Jedz co chcesz" i wielka za to autorce chwała.  Mam nadzieję, że Polacy sięgną po tę książkę i na ich umysły spłynie wielkie oświecenie, a głupie reklamy i jeszcze głupsi ludzie je tworzący odejdą w zapomnienie.

Genialna, acz dość niewielka objętościowa książka, która można zmienić Wasz sposób myślenia! To pozycja, którą musi przeczytać każdy, niezależnie od wieku.




Za lekturę bardzo dziękuję Wydawnictwu Agora.

5.20.2013

"Pępowina" Majgull Axelsson


Po przeczytaniu "Domu Augusty"  wiedziałam już, że Majgull Axelsson nie należy do pisarek, których powieści czyta się nieśpiesznie w długie, letnie popołudnia.  Wymaga od czytelnika maksymalnego skupienia i odporności psychicznej. Nie inaczej jest w przypadku "Pępowiny".

Tym razem Axelsson dotyka problematyki macierzyństwa i próby ucieczki od błędów popełnianych przez własne rodzicielki. Niestety, często bywa tak, że chcąc wychowywać swe pociechy w inny sposób, popada się w skrajności, które zwykle przynoszą jeszcze więcej krzywd. Czasami ucieczka od ran zadanych w dzieciństwie jest brnięciem w ślepą uliczkę. Tak, jak w przypadku "Domu Augusty" bohaterki dziedziczą  nieszczęście, które w tej czy innej formie uaktywnia się w kolejnych pokoleniach. Axelsson nie szczędzi bolesnych słów. Jest bezpośrednia i szczera aż do bólu. Zagłębia się w tunele kobiecej psychiki, próbując uniknąć usprawiedliwiania swoich bohaterek.

Minna ma zawiłą przeszłość. Jej narodziny nie były planowane. Co więcej, od najmłodszych lat czuła się niekochana i zwyczajnie zawadzająca. Matka Minnny skutecznie wpajała jej, że jest niczym. Ojciec z kolei był chłodny i nieczuły. A babka wyrachowana i wyjątkowo złośliwa. Nic więc dziwnego, że Minna pragnęła dla swej córki czegoś zupełnie innego. Chciała aby Sofia czuła się wyjątkowa i kochana, a przede wszystkim potrzebna. To co w teorii wydawało się proste, w praktyce przyniosło tragiczny skutek.

Akcja powieści "Pępowina" rozgrywa się malutkim, szwedzkim miasteczku Arvika. Zajazd, w którym znajduje się restauracja, Minna przejęła po swej ciotce Sally. Dochodzi do niebezpiecznego sztormu, które paraliżuje całe miasteczko i jedynym rozsądnym schronieniem dla przejezdnych wydaje się być właśnie zajazd Minny. W jednym miejscu spotykają się Minna wraz z pracownicą Anette , Ritva (młoda, ambitna dziennikarka) oraz Margerite (była słynna aktorka). To właśnie anomalia pogodowa będzie czynnikiem, które połączy wszystkie kobiety. Każda z nich niesie na barkach ciężkie brzemię, bolesną przeszłość i problemy codzienności, skrzętnie ukrywane pod powłoką szczęścia i radości. Anette towarzyszy widmo opieki nad uzależnionym od alkoholu mężem, silnym konfliktem z rodzicami, którzy odebrali jej córkę, w obawie o przyszłość dziewczynki. Margerite również towarzyszy problem z alkoholem, z którym nawet nie ma siły walczyć. Jej nałóg sprawia, że nie potrafi znaleźć wspólnego języka z mężem oraz synem, który próbuje nawet popełnić samobójstwo. Ritva przez całe swe życie stara się spełnić ambicje swego ojca, dla którego każdy sukces córki jest osobisty i wyjątkowy. Zapomina jednak, że postępowanie takie odbiera jej wolność i pozbawia empatii.

Trudna w odbiorze, aczkolwiek bardzo wymowna książka o samotności, konfliktach z najbliższymi, które czasami są nie do pokonania. Bardzo wyrazista w wymowie i przygnębiająca powieść o roli matki w kształtowaniu osobowości człowieka. Urzekająca i wnikliwa. Axelsson jest mistrzynią w swoim gatunku - prozy trudnej, ciężkostrawnej, ale z drugiej strony zachwycającej w swej wymowie.

Za udostępnienie e-booka dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

5.15.2013

"P.Rosiak i czadowe majtki" Barbara Catchpole


Seria o przygodach 12-letniego Piotra Rosiaka (nazywanego przez najbliższych Prosiakiem) składa się z kilku książeczek, każdy o innym, zabawnym tytule.  Miałam przyjemność zapoznania się z tomem "P.Rosiak i czadowe majtki".

Sam styl książki przypomina mi nieco "Dziennik cwaniaczka" dla starszych dzieci. Przygody Prosiaka zdecydowanie można zarekomendować 10 lub 12-letnich chłopakom, którym nie obce są konflikty z rodzeństwem, kłopoty w szkole lub skomplikowane problemy z własną osobą. Książka napisana jest bardzo prostym językiem. Takim, jakim zwykle posługują się chłopcy w tym wieku. Dlatego wspomnienia młodego Piotra są tak bardzo realistyczne. Pisarka świetnie wcieliła się w rolę młodzieńca.

Recenzowany przeze mnie tom, przedstawia nam jedną z niezręcznych sytuacji w jakiej znalazł się Prosiak. Podczas codziennych przygotowań do szkoły, zauważa, że brakuje mu... bielizny. Poszukiwania na nic się zdały. Mając przed oczami wizję spóźnienia się na lekcje, postanawia założyć na siebie kolorowe majtki starszej siostry. Zapomina jednak o tym, że właśnie przypadł dzień wf-u. Sytuacja nieco się komplikuje, a chłopak stara się wyjść z opresji obronną ręką. Jednak nie jest to takie proste.

Książeczkę czyta się w parę chwil. Mi zajęło to około 15 minut. Nie jest to lektura ambitna, jednak dla typowego 10 latka z pewnością dostarczy dużej dawki rozrywki.

Za książkę dziękuje Wydawnictwu Zielona Sowa

5.12.2013

"Zabić ojca" Amelie Nothomb


Każda kolejna książka Nothomb to dla mnie perspektywa dziwacznie, aczkolwiek  magicznie spędzonego czasu. Jej powieści są zaskakujące, wnikliwe i często pozostają niedopowiedziane. Bohaterowie, których opisuje autorka są (jak ona sama zresztą) bardzo nietypowymi oraz oryginalnymi osobowościami.

W "Zabić ojca" pisarka przedstawia nam historię osadzoną w Stanach Zjednoczonych, co dla Amelie Nothomb jest raczej nowością. Joe Whip dorasta bez ojca, a jego matka nie jest zbyt zaangażowana w jego wychowanie. Okazuje się być wyjątkowo niefortunną matką, która to dla swego partnera, nakazuje synowi wyprowadzić się z rodzinnego domu. Należy dodać, że Joe ma w tym momencie 14 lat. Chłopak od młodych lat interesuje się magią. Jego pokój wypełniają czarodziejskie rekwizyty i stroje. Dlatego tuż po wyprowadzce z domu, Joe zarabia na życie dzięki magicznym pokazom. Od matki otrzymuje miesięcznie tysiąc funtów, co okazuje się kroplą w morzy potrzeb młodzieńca.

Podczas jednego z licznych pobytów w barze Joe poznaje tajemniczego mężczyznę, który obiecuje mu naukę u jednego z najlepszych iluzjonistów w Stanach. Nastolatek zafascynowany taką perspektywą, bez wahania przyjmuje ofertę nieznajomego. Norman - nauczyciel chłopaka - mimo młodego wieku, zyskał miano mistrza magii. Mężczyzna wiedzie spokojnie życie z młodszą o dziesięć lat Christiną, zajmującą się tańcem z ogniem. Chłopak z czasem aklimatyzuje się w domu Normana i Christiny i staje się dla tego pierwszego niczym syn. Norman jednak nie wie, że w umyśle Joego rodzi się namiętna i niezwykle silna miłość do Christiny. Ponadto jego rozumienie sztuki magii w niczym nie przypomina ideologii, jaka wyznaje Norman. Dla Joego liczy się łatwość zarabiania pieniędzy poprzez oszustwa.

Joe dorasta. Jednak zamiast zacieśniać rodzinne więzy z Normanem, coraz bardziej się od niego oddala. Kulminacja nadchodzi podczas jednego z festiwali, w których trójka bierze udział. Ojcowskie uczucia do Joego zostają odrzucone i sponiewierane.

Nothomb porusza dość trudny i dla mnie nieznany temat. Pochyla się nad problemem ogromnej i nieodwzajemnionej miłości rodzica do dziecka. Miłości bezgranicznej i bezinteresownej. Joe stworzył pewnego rodzaju iluzję, na którą daje się nabrać jeden z najwybitniejszych iluzjonistów. Bardzo gorzka i cierpka powieść, która wgryza się w nasz umysł i pozostaje tam bardzo długo. To dotyczy zresztą wszystkim powieści autorki. Bez wyjątku.  Książka nie jest długą lekturą, jednakże to co w niej się znajduje to przemyślana i głębsza treść, mogąca stać się tematem do większej dyskusji.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu MUZA

5.06.2013

"Ja, my, oni" Teresa Torańska w rozmowie z Małgorzatą Purzyńską

Teresa Torańska uważana jest za jedną z najwybitniejszych polskich dziennikarek. Ci, którzy mają w zwyczaju czytanie Gazety Wyborczej, bardzo dobrze znają ją z artykułów i wywiadów. Książka "Ja, my,oni" to zapis wywiadu z dziennikarką, który został przeprowadzony przez znaną reporterkę Małgorzatę Purzyńską.

Dotychczas niewiele wiedziałam o Torańskiej. Owszem słyszałam o książkach przez nią wydanych, lecz nigdy nie miałam okazji zapoznać się z nimi. W książce Torańska opowiada o tym, jak wyglądała dziennikarska rzeczywistość w okresie PRL-u, jak młodzi ludzie radzili sobie z cenzurą i jakie przeszkody czyhały na głodnych prawdy dziennikarzy. Wszystko oczywiście na swoim przykładzie.

Z lektury wywnioskowałam, że Torańska była postacią nie tylko szalenie inteligentną, odważną i niebanalną ale i zwyczajną, pełną obaw kobietą. Jej wywiady należą do najbardziej wnikliwych i kreatywnych. Podchodziła do bohaterów swych wywiadów jak do zwykłych ludzi, pełnych problemów i marzeń, a dopiero potem jak do polityków. Tylko ona potrafiła przeprowadzić wywiad z Jaruzelskim, nie wspominając o stanie wojennym.

Dość cienka objętościowo, lecz obfita w treści (również te ukryte między słowami) książką, którą przede wszystkim polecić można młodym dziennikarzom, zaczynającym swoją karierę. Dzięki lekturze mogą przekonać się o tym, jak kiedyś wyglądała wyboista ścieżka kariery początkującego dziennikarza. Polecam wszystkim zainteresowanym.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Agora

5.04.2013

"Lalki z getta" Eva Weaver


Bardzo ciężko czyta mi się książki poświęcone tematyce getta i wojny. Wstrząsający obraz życia w getcie, wszechobecny smutek, bieda i głód. Tysiące głodujących i przerażonych ludzi, myślących tylko o jednym - nadziei.

Książka "Lalki z getta" mimo, że jest fikcją literacką dotyka najbardziej wrażliwych strun ludzkiej duszy. Wzrusza,  daje do myślenia, zasmuca i zdumiewa. Powieść podzielona jest na trzy części. Pierwsza z nich omawia czasy współczesne, kolejna opowiedziana jest z perspektywy 15-letniego, żydowskiego chłopca imieniem Mika, natomiast trzecia pochyla się nad losami niemieckiego żołnierza warszawskiego getta, który po zakończeniu wojny, zostaje zesłany na Syberię i decyduje się na ryzykowną ucieczkę. Wszystkie postaci są ze sobą powiązane, nie tylko poprzez wydarzenia ale i ...lalki.

Kiedy zaczyna się wojna i żołnierze niemieccy dostają dyspozycję zbudowania getta, młody Mika wchodzi w okres dojrzewania. Autorytetem dla chłopca jest jego dziadek, który w swojej pracowni tworzy pacynki - malutkie laleczki służące do wystawiania teatrzyków kukiełkowych. Świat lalek jest dla starca całym światem.  Swe ukochane kukiełki chowa w obszernym, czarnym płaszczu, który w swych otchłaniach kryje  tajne kieszenie i niezliczone zakamarki. Szczęście nie trwa jednak długo. Okrutna wojna zabiera Mice dziadka, a jedynym spadkiem jest olbrzymie odzienie wraz z zawartością - bajkowymi pacynkami. Odtąd Mika postanawia dawać radość innym dzieciom, umieszczonym w getcie. Wraz z przyjaciółką wystawiają teatrzyki, obserwując zdumienie i szczęście na twarzach innych więźniów.

Niezwykły dar Miki staje się słynny na całe getto. Pewnego dnia Mika zostaje zatrzymany przez niemieckiego żołnierza -Maxa. Ten postanawia wykorzystać talent żydowskiego chłopaka, aby zabawić pozostałych nazistów podczas wieczorków rozrywki. Mika przerażony jest wizją usługiwania wrogowi, jednak nie ma innego wyjścia. Żołnierze darzą młodzieńca sympatią i zaczynają mu ufać. Z czasem chłopiec świadom swoich "przywilejów", postanawia wziąć udział w niebezpiecznych akcjach szmuglowania dzieci. Zaczyna się ryzykowna gra o przetrwanie, życie i dumę.

Między Maxem a Miką zawiązuje się nić porozumienia i wzajemnej sympatii. Max spełnia życzenia Miki i przekazuje mu porcję żywnościowe, leki dla dzieci z żydowskich szpitali, a nawet ratuje jego matkę i ciotkę przed wywózką do obozu zagłady. Kiedy do kraju wkracza armia radziecka, wszyscy żołnierze niemieccy zostają wywiezieni w bydlęcych wagonach na Syberię. Tam zaczyna się ich kara, która trwać będzie do końca życia.

Poruszająca i głęboka w swej treści powieść. Obraz nędzy ludności żydowskiej, braku podstawowych środków do życia, jedzenia, wody i panosząca się wszędzie śmierć, z pewnością wzruszy każdego czytelnika. W powieści nie zabrakło historii prawdziwych bohaterów getta warszawskiego, takich jak Janusz Korczak, który poświęcił swe życie dla chorych dzieci.

Co ciekawe, na początku historii nienawidzisz żołnierzy, którzy zgotowali tak okrutny los żydowskiej społeczności. Jednak, kiedy opisana zostaje tułaczka Maxa z Syberii, jego życie po wojnie, kiedy co noc dręczą go koszmary i nie potrafi cieszyć się życiem rodzinnym, dostrzegasz w tych zbrodniarzach zwykłych ludzi. Ludzi, którzy przez chorą ideologię, pobłądzili, ogarnięci rządzą władzy i potęgi.

Wnuczka Maxa, przejęta historią o swych dziadku postanawia znaleźć Mikę, co okazuje się nie lada wyzwaniem. Mika bowiem wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie doczekał swych sędziwych lat, córki i wnuka. Wszystkich bohaterów połączyła postać Księcia - ulubionej pacynki Miki. W jaki sposób? Musicie przeczytać o tym  sami.

"Lalki z getta" pokazują nam, jak ważne w życiu są drobiazgi, z pozoru nieważne rzeczy lub gesty. Pokazuje jak ważne może być słońce, śpiew ptaków, uśmiech ukochanej osoby, jej rytmiczne bicie serca, miły gest bliźniego. Jak istotny jest dar przekazywania innym radości życia, nawet w najtragiczniejszych życiowych sytuacjach. Książka robi wrażenie i jestem pewna, że będę do niej wracać. Świetna i warta uwagi pozycja.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

4.28.2013

"Wzgórze dzikich kwiatów" KImberley Freeman


"Kiedy człowiek przeczyta jakąś książkę, to jest z nią związany już do końca życia.”


Kiedy decydowałam się na lekturę tej książki, myślałam o leniwych, majowych popołudniach. Zarówno piękna okładka, jak i opis z tyłu książki, obiecywały mi bardzo lekką i co za tym idzie, dość banalną, lecz miłą w odbiorze powieść typu saga rodzinna.

Tymczasem "Wzgórze dzikich kwiatów" jest jedną z najlepszych książek, jakie dane mi było w czytać w ostatnim czasie, a nawet w ostatnich latach. Niesamowicie wzruszająca i niewyobrażalnie smutna historia kobiety imieniem Beattie, która musiała zmagać się ze swoimi problemami w trudnych, nie tylko ze względu na wojnę, ale i uprzedzenia społeczne, latach 30. i 40. ubiegłego wieku. Powieść ma także drugi, teraźniejszy wątek. Wnuczka Beattie - Emma - po nieszczęśliwym wypadku dowiaduje się, że babcia przepisała jej w spadku uroczą posiadłość na drugim końcu świata zwaną Wzgórzem Dzikich Kwiatów. Jednak zostawmy historię Emmy, nie jest ona zbyt frapująca, chociaż czyta się ją dość przyjemnie. Książka byłaby znacznie bardziej ciekawa, gdyby autorka skupiła się tylko na wątku Beattie.

Beattie od początku nie ma łatwego życia. Pracuje bardzo ciężko z powodu trudnej sytuacji materialnej panującej w jej rodzinnym domu. Zakochuje się w przystojnym, żonatym Henrym i między dwojgiem wybucha silna namiętność. Owocem tego romansu staje się niespodziewana ciąża dziewczyny. Na wieść o błogosławionym stanie córki, matka Beattie wyrzuca ją z domu. Zakochani zmuszeni się opuścić miasto w obawie przed skandalem i zamieszkują w małym, skromnym domku, gdzieś na przedmieściach. Na świat przychodzi Lucy - prześliczna, rudowłosa istotka. Jednak Henry z dnia na dzień zaczyna coraz bardziej pogrąża się w hazardowy nałóg, przez który cała rodzina popada w poważne finansowe problemy. Sytuacja narasta do takich rozmiarów, że Beattie postanawia uciec z malutką Lucy w poszukiwaniu lepszego jutra. Drzwi do swego domu otwiera przed nią bogobojna kobieta, która umożliwia jej pracę i zapewnia dach nad głową. Jednak ciągły brak środków do życia sprawia, że Beattie podejmuje pracę na okrytym złą sławą wzgórzu, co już na zawsze odmieni jej życie.

Beattie to kobieta wyjątkowa, dla której dumna, niezależność, miłość i siła, to priorytety. Beattie wiedziała, że jest jedną z tych, które same decydują o swoim losie i nie czekają, aż ktokolwiek zrobi to za nie. Po podjęciu pracy na Wzgórzu Dzikich Kwiatów, zdawała sobie sprawę z tego, że stała się tematem do kpin i szykan całej wiejskiej społeczności. Jej kiepska sytuacja materialna dała ojcu jej dziecka podstawy do przejęcia nad małą opieki. Tym bardziej, że żona Henry'ego postanowiła mu wybaczyć i odtąd tworzyli nienaganne małżeństwo. Sprawę zaogniło zakazane uczucie, które spadło na Beattie jak grom z jasnego nieba.

Po śmierci Beattie jej wnuczka stara się odnaleźć, dotychczas owiane mgłą tajemnicy, informacje o swojej babci. Emma natrafia w jej domu na miłosny list do ukochanego, który nie był jej dziadkiem oraz zdjęcie, na którym młoda babcia trzyma na rękach małą dziewczynkę. Emma wie, że jej matka i wuj urodzili się znacznie później, niż wskazywała na to fotografia. Zatem na zdjęciu musi być ktoś zupełnie inny. Czy uda  jej się poznać prawdę?

Fantastyczna, klimatyczna książka, którą pochłonęłam w zaledwie kilka godzin. Każda strona, na której opisane zostały losy Beattie, była dla mnie poruszająca i wyjątkowa. Autorce należy się uznanie, gdyż  dawno nie odczułam tylu mieszanych emocji podczas czytania jakiejkolwiek powieści. Jestem zachwycona stylem autorki i tym, w jaki sposób opisała zawiłe dzieje losu Beattie. Czułam ogromny żal, kiedy przewróciłam ostatnią kartkę w książce.

Emocji, które towarzyszą lekturze tej książki, nie da się chyba opisać. Jestem zauroczona wymyśloną przez autorkę historią. Jestem także pewna, że będę do niej wracać w jakieś upalne, letnie dni. Z chęcią zobaczyłabym powieść na ekranie. Uważam, że książka idealnie nadaje się na scenariusz dla jakiegoś mini serialu produkcji BBC.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

4.22.2013

"Teaching English Through Culture" Joanna Bogusławska, Agata Mioduszewska


Odkąd przyjechałam z Helsinek trochę odzwyczaiłam się od języka angielskiego. Dlatego, aby nie wypaść z obiegu, regularnie uczę się nowych słówek, korzystam z platform naukowych, fiszek i czytam artykuły w języku angielskim. Tym razem moje zainteresowanie wzbudziła książka, dedykowana nauczycielom języka angielskiego. Nie dość, że z pewnością ułatwi ona pracę pedagogom, to dla osób zaawansowanych będzie świetną "ćwiczeniówką".

Autorkami książki są dwie młode kobiety, które mogą pochwalić się dyplomem filologii angielskiej. Obie całe dnie oddają swej pasji jaką jest nauczanie w szkołach wyższych, czytanie literatury angielskiej oraz spędzanie czasu na zagłębianiu wiedzy z kultury/popkultury amerykańskiej. Na podstawie swoich doświadczeń postanowiły wydać książkę, która będzie idealnym narzędziem pracy dla innych nauczycieli.

Książka uczy języka angielskiego w oparciu o kulturę angielską i amerykańską. W trzynastu rozdziałach zostało opisanych 13 świąt oraz rocznic, jakie obchodzone są w krajach, w których włada się językiem angielskim ( np. Halloween, Dzień Niepodległości, Święto Dziękczynienia). Każdy rozdział zawiera kilka czytanek, na różnym stopniu trudności i dlatego można wybrać te, które są dla nas odpowiednie lub przerobić wszystkie po kolei. Do każdego tekstu autorki wymyśliły ćwiczenia, które mają na celu wzbogacenie słownictwa, ćwiczenia pisania oraz prowadzenia żywych dialogów. Ma to ułatwić aktywną pracę uczniów w grupach. Ja prowadziłam długie dysputy z mężem. Warto podkreślić, że cały podręcznik jest w języku angielskim.

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona takim niebanalnym poradnikiem dla nauczycieli. Być może dlatego, że nigdy dotąd nie spotkałam się z taką formą nauki. Materiału starczyło mi na 3 miesiące systematycznej nauki (2-3 razy w tygodniu). Polecam tym, którzy pragną odświeżyć nieco swoją wiedzę i udoskonalić słownictwo. Jeśli macie partnera do konwersacji, ta książka będzie dla Was idealna.

Zajrzeć do książki można tutaj

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Poltext

4.21.2013

"Z innej bajki" Jodi Picolut, Samantha van Leer


         "A skąd wiesz, że sama nie jesteś z książki? I że ktoś o tobie teraz nie czyta"?
 Do autorki  miałam dotychczas ambiwalentny stosunek. Z jednej strony wiedziałam, że zajmuje się ona bardzo masową prozą, którą potajemnie czytają wszystkie gospodynie domowe. Jednak coś podpowiadało mi, że może warto zaryzykować i taki rodzaj powieści dawkowany małymi porcjami, pomoże mi chociaż na chwilę odprężyć szare komórki. Doznałam pewnego rodzaju pozytywnego zaskoczenia, ale w wielki zachwyt nie wpadłam.

Pomysł na książkę wyszedł od córki autorki - Samanthy van Leer. We wstępie Picolut przyznaje, że wspólne pisanie książki, kosztowało je sporo wyrzeczeń. Należy przyznać, że pomysł jest znakomity i dotychczas nie spotkałam się z taka konwencją fabuły.

Główną bohaterką powieści jest 15-letnia Delilah - dziewczyna bardzo odosobniona, wyalienowana, kochająca książki i nieco pozbawiona typowych rozrywek dostępnych dla młodych. Jest taka z własnego wyboru. Nie sili się na udawanie innej niż jest. Nastolatka wychowuje się sama z matką. Jej ojciec odszedł do innej kobiety i założył z nią nową rodzinę. Właśnie dlatego czytana przez nią powieść o księciu, którego ojciec zmarł w rycerskiej walce, tak bardzo przypadła jej do gustu. Delilah zna baśń nieomalże na pamięć. Pewnego dnia zauważa, że rysunek, przedstawiający młodego księcia Olivera, zmienił pozycję i przemówił ludzkim głosem. Okazuje się, że świat przedstawiony za pomocą szeregu liter, żyje w środku książki naprawdę.

Akcja toczy się na dwóch różnych torach. Z jednej strony mamy typowe, bardzo nudne życie Delilah i królewskie, najeżone przeszkodami życie księcia Olivera. Oboje są świadkami nietypowej dla siebie sytuacji i pragną połączyć swoje światy. Czy jednak jest to możliwe? Czy wszystkie powieści mają szczęśliwe zakończenia?

Swojego e-booka pochłonęłam w kilka godzin. Tak bardzo wciągnęła mnie historia, że zapomniałam o całym świecie. Gratuluje córce autorki genialnego pomysłu o istnieniu światów równoległych, z których jedno dzieje się po zamknięciu przez czytelnika książki. Końcówka jest również dość niebanalna i ...baśniowa.

Świetna powieść, idealna raczej dla młodszych czytelniczek, chociaż mając te 25-lat równie mocno przeżywałam każdy zwrot akcji.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

4.15.2013

Początek tygodnia z kawami z pianką

Ostatnio zarzekałam się, że już nigdy nie dodam  mleka do kawy, gdyż to jest czymś w rodzaju profanacji. W mojej lodówce zresztą bardzo rzadko gości mleko. Po przyjeździe z Helsinek nauczyłam się pijać mleko sojowe. Oczywiście bez cukru. Na naszym rynku jest dostępne jedno dobre mleko sojowe, które faktycznie smakuje tak, jak powinno. Kiedy już decydujecie się na zakup mleka sojowego, dokładnie przeczytajcie etykiety. Większość tego typu produktów to napoje sojowe, nie pełnowartościowe mleko.

Ostatnio przeczytałam, że mleko powinno być dodawane do kawy. Dlaczego? Okazuje się, że kawa zawiera w sobie szczawiany, które odpowiedzialną są za wypłukiwanie magnezu z organizmu. Mleko (a dokładnie zawarty w nim wapń) z kolei ma duże powinowactwo do szczawianu i razem z nim tworzy szczawian wapnia. Podobno dzięki temu cenny magnez zostaje w organizmie.

Tym razem udało mi się przetestować 3 nowe smaki.  Dość oryginalne i chyba rzadko spotykane. Można je dostać w tym sklepie internetowym. 

Kawa Rafaello 
Testowałam 100 gramów produktu - kawa w ziarnach.  Są to nasiona arabiki z wyraźną nutą kokosową. Zawsze przepadałam za rafaello. Co więcej, swego czasu pochłaniam strasznie dużo orzechów kokosowych. Dopóki nie dowiedziałam się ile mają kalorii. Połączenie czarnej, mocnej kawy z mlekiem sojowym jest doskonałym pomysłem. Tuż po zmieleniu ziaren i zaparzeniu kawy (parzyłam w tradycyjnej kafetierze) aromat wprost powala na łopatki. To kokos w czystej postaci.  Mała filiżanka kawy w zupełności wystarczała mi za deser. Nie wiem, czy potrafiłabym jeszcze ją dosładzać. Kawa sama w sobie jest bardzo słodka.

Kawa Bananowa
Kawa bananowa już od dawna mnie intrygowała. Wypróbowałam 100 gramów kawy rozpuszczalnej. Wydaje mi się, że woreczek starczył mi na 2-3 tygodnie, więc taka ilość jest bardzo wydajna. Oczywiście wszystko zależy od tego, ile kawy nasypiemy do filiżanki. Spróbowałam dwóch opcji: bez mleka i z mlekiem sojowym.  Napar bez mleka jest omdlewająco bananowy. Jeśli w ogóle można użyć takiego słowa opisując smak kawy. Ten smak banana przypominał mi takie słodycze, sprzedawane chyba w Lidlu. Są to czekoladki w kształcie banana z żółtą masą w środku. Kojarzycie? Jeśli tak, to kawa czarna ma właśnie taki smak. Dodatek mleka sprawia, że smak banana jest znacznie mniej wyczuwalny, bardziej delikatny. Zdecydowanie wolę pierwszą wersję.

Kawa Krem Brulee
Ten deser zna chyba każdy. Uwielbiam ten smakołyk i rozłupywanie łyżeczką kołderki z cukru. Mniam! Rozpuszczalna kawa o tym smaku ma nieco mniej wyrazisty smak i przypomina bardziej karmel z mlekiem. Smak jest bardzo przyjemny, dość cierpki i zaostrza apetyt na słodycze. Na pierwszy łyk czuć śmietankę. Właściwie to smak śmietanki z karmelem. Całość nie jest tak słodka i intensywna, jak kawa bananowa. Jest zdecydowanie bardziej subtelna.

W kolejnych odsłonach kawowych, zaprezentuję nowy sposób parzenia kawy -  z użyciem aeropressu.

Za możliwość wypróbowania kaw dziękuję :


4.14.2013

"Żyj wystarczająco dobrze" Praca zbiorowa



Są takie książki, które potrafią wstrząsnąć naszym dotychczasowym życiem i skierować myśli na inny tor. Do takich książek należy  "Żyj wystarczająco dobrze". Jest to zapis 20 rozmów z najlepszymi polskimi psychologami i terapeutami. Każda rozmowa poświęcona jest innemu zagadnieniu i stanowi podróż do najgłębiej skrywanych tajemnic ludzkiej psychiki.

Terapeuci dzielą się z czytelnikami swoją wiedzą, przytaczają przypadki swoich pacjentów i starają się rozwikłać motywy powszechnych zachowań. Dowiemy się między innymi czym jest osobowość narcystyczna, jak być szczęśliwym w związku, jaką kobietą określamy mianem "borderline", czym jest pracoholizm, jaki wpływ ma na nas dzieciństwo czy wreszcie jak żyć, aby nie zwariować. Teksty mają format wywiadów, które zostały przeprowadzone przez redaktorkę "Wysokich Obcasów" oraz dziennikarza "Gazety Wyborczej"  - Agnieszkę Jucewicz oraz Grzegorza Sroczyńskiego.

Książka wciąga i nie da się nie przeczytać jej od deski do deski. Z każdym rozdziałem miałam wrażenie, że czytam o swoim przypadku. Okazuje się, że każdy może mieć wiele osobowości z jedną cechą osiową, która nas charakteryzuje. Wszyscy musimy na co dzień zmagać się ze swoimi wewnętrznymi demonami i często tę walkę przegrywamy. Wynika to głównie z tego, że w naszym społeczeństwie zakorzeniło się pewne przekonanie. Osoba, która udaje się do psychologa uważana jest za słabą i nie dającą sobie rady z rzeczywistością. Ta sama osoba w Niemczech czy Anglii uznawana jest za silną, szukającą fachowej pomocy i dbającą o swoje zdrowie psychicznie. Musicie przyznać, że ma to sens.

Po lekturze książki długo dyskutowałam z mężem na wybrane tematy. Mąż także pochłonął książkę w oka mgnieniu. Nie jest łatwo żyć w dzisiejszych czasach i nie mieć żadnych problemów ze swoją psychiką. Nasza psychika jest z jednej strony fascynująca, ale z drugiej strony bardzo mnie przeraża. To co potrafimy sobie wmówić, aby uczynić się nieszczęśliwym, widać jedynie z pewnej perspektywy. Ma to miejsce wtedy, kiedy na chwilę zdystansujemy się i spojrzymy na nasze życie z boku. Genialna książka, dająca do myślenia, zmuszająca do refleksji i dyskusji. Oby takich pozycji było na rynku jak najwięcej.

Za lekturę bardzo dziękuję Wydawnictwu Agora

4.13.2013

"Joga. Równowaga ciała, umysłu i duszy." Cynthia Worby


Dwa tygodnie temu udałam się na swoją pierwszą lekcję jogi. Było...ciężko. Nie potrafiłam zapanować nad oddechem, plątały mi się nogi i ręce, a mięśnie drżały z wysiłku. Po 90 minutach ćwiczeń byłam niemal pewna, że jednak joga to nie zajęcie dla mnie. Jednak kiedy wróciłam do domu przypomniało mi się o książce, która cierpliwie czeka na swoją kolej do recenzji. "Joga. Równowaga ciała, umysłu i duszy" wprowadziła mnie w świat jogi, od podstawowej teorii po zawiłe techniki. Na jodze byłam już cztery razy i wiem, że będzie to nieco dłuższa przygoda.

Poradnik to wielka księga (355 stron) zawierająca wszystko, co powinien wiedzieć każdy, kto pasjonuje się jogą. Pierwsze 5 rozdziałów książki ma zapoznać czytelnika z tym, czym jest joga, jakie korzyści płyną z uprawiania jej, jaka jest jej historia i filozofia, a także jakie style jogi wyróżniamy. Rozdział 6 jest rozdziałem wprowadzającym do ćwiczeń i mówi o nastawieniu i motywacji. Bardzo ważny rozdział! Na początku uczymy się poprawnego oddychania, co jest niezwykle ważne i niestety trudne. Przynajmniej dla mnie. Kontrola oddechu to moja pięta Achillesowa. Dlaczego? A no głównie dlatego, że należę do osób, które mają                milion pomysłów na minutę i ich umysł non stop jest czymś zajęty. Uprawiając jogę trzeba się...wyłączyć. Odpłynąć, zapomnieć o obowiązkach i całym świecie. Wtedy skupienie się na oddychaniu jest znacznie łatwiejsze. Ja nadal trenuje.

Następne rozdziały to mówią o asanach i wszystkich pozycjach przyjmowanych przez osobę uprawiającą jogę. Książka omawia pozycje służące jako rozgrzewka, pozycje stojące, siedzące, leżące, skręty i wiele, wiele innych. Wszystko zobrazowane jest ilustracjami, dlatego wykonywanie ćwiczeń nie sprawia żadnych problemów. Studiowanie książki to zajęcie na dobrych kilka miesięcy.

Nadal jest początkująca i wiele wody upłynie zanim to ja nabiorę płynności. Z czasem podobno jest znacznie lepiej, więc wytrwale czekam na efekty uprawiania jogi. Pierwszy tydzień był męczarnią, jednak kolejne zajęcia z instruktorem sprawiły mi więcej radości. Rola instruktora jest niezwykle ważna. Musi on być mentorem ćwiczącego, osobą sympatyczna, otwartą, pomocną. Moja pani instruktor wszystkie te cechy posiada, dlatego bardzo motywuje mnie do ćwiczeń. Wobec tego, polecam nie tylko tę książkę ale i korzystanie z  grupowych zajęć jogi.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Septem

4.10.2013

"Playbook. Podręcznik podrywu" Barney Stinson, Matt Kuhn


Zdecydowałam się na lekturę tej książki, ponieważ uwielbiam serial "Jak poznałem waszą matkę".  Taka rozrywka raz w tygodniu momentalnie i mentalnie poprawia mi nastrój. Kiedy zobaczyłam, że Wydawnictwo Sine Qua Non wydało słynną "biblię Barneya" wiedziałam, że musi być to lektura niezwykle oryginalna i specyficzna w odbiorze. I taka właśnie jest.

Barney Stinson to typowy podrywacz z narcystycznym i egoistycznym podejściem do życia. Jest zawsze perfekcyjny, elegancki, ubrany w najlepszy garnitur i zawsze ma ochotę na podryw. Jego pewność siebie wynika nie tylko z pozycji zawodowej i bogactwa. Barney  jest święcie przekonany o tym, że jest ideałem dla każdej kobiety. Jest to ten typ mężczyzny, który nie jest zbyt wybredny jeśli chodzi o wybór partnerki łóżkowej. Powiem wprost - dla niego liczy się tylko powierzchowność. Bohater serialu "Jak poznałem wasza matkę" nie ma łatwego charakteru i jest mu z tym znakomicie.

Książka została napisana właśnie z perspektywy fikcyjnej postaci, jaką jest Stinson. Na próżno szukać tutaj życiowych i wzniosłych mądrości, zgrabnego stylu wypowiedzi czy melancholii. "Podręcznik podrywu" jest kwintesencją absurdu i humoru. Jest momentami wręcz niedorzeczny, ale ta niedorzeczność jest tutaj największym atutem. Specyficzne podejścia do życia, a przede wszystkim do kobiet, wprawia czytelnika w zdumienie połączone z lekką kpiną. Tylko taki bohater jak Barney, potrafiłby wymyślić tak niecodzienne i kosmiczne sposoby na podryw. Mimo, że potrafi nieźle wkurzyć i poirytować, nie sposób go nie uwielbiać.

Oczywiście należy pamiętać, że książka nie jest poradnikiem dla zdesperowanych i samotnych mężczyzn. Według mnie to świetna gratka dla wielbicieli serialu, którzy doskonale znają postać Barneya i wiedzą, a przede wszystkim lubią jego poczucie humoru.  Myślę, że ten kto nie oglądał serialu nie za bardzo odnajdzie się w lekturze książki.  Jak dla mnie świetna rozrywka bez konieczności wysilania szarych komórek.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN

4.09.2013

"Marie Heinrich. W oczekiwaniu na miłość" Paul Keller


Pierwsze co przyciąga do powieści Paula Kellera to okładka. Ma zupełnie inną fakturę niż większość książek wydawanych na naszym rynku księgarskim. Jest bardziej błyszcząca i pokryta cieniutką folią. Kiedy spojrzymy na obrazek znajdujący się na okładce wiemy, że czeka nas powieść o charakterze obyczajowym, osadzona gdzieś na początku XX wieku. I dokładnie to otrzymujemy.

Tytułowa bohaterka - Marie Heinrich - to młoda i silna dziewczyna, która po śmierci swego ojca przejmuje niejako jego rolę w opiece nad rodzeństwem i pomaga swej matce w codziennych obowiązkach. Jest, jak na tamte czasy, niezwykle odważna i nie boi się bronić swoich poglądów. Przez mieszkańców wsi uważana jest za kobietę mało urodziwą, acz heroiczną i pracowitą. Szczególnie mężczyźni, przyzwyczajeni do swoich cichych, uległych i spokojnych żon, uważają ją za osobliwe zjawisko i zwyczajnie odczuwają w jej towarzystwie strach wymieszany z podziwem. Marie sprawuje pieczę nad swoim rodzeństwem, które wychowuje dość surową ręką. Nie jest jednak oziębła w kontaktach z najbliższymi i potrafi okazać im miłość i oddanie. Jednak sama o sobie ma niezbyt dobre zdanie. Uważa się, za kobietę mało urodziwą, zbyt wysoką i potężną. Kiedy w okolicy pojawia się nauczyciel Neuman, Marie po raz pierwszy zaczyna odczuwać fascynację i pożądanie, którego nie jest w stanie ukryć. Jednak los ma dla niej wiele przykrych niespodzianek, które pokrzyżują jej plany.

Przyznam, że początkowo zupełnie nie potrafiłam odnaleźć się w tej powieści. Pierwsze 30 stron tekstu notorycznie wywoływało u mnie ziewanie i zniechęcenie. Jednak z czasem wciągnęłam się w fabułę i z przyjemnością doczytałam ją do końca. Styl pisarza jest bardzo specyficzny. Książka po raz pierwszy została opublikowana w 1926 roku w kilka lat przed śmiercią pisarza. Sam Keller uważany był za osobę niezwykle konserwatywną i religijną. Widać to na każdej ze stron. Czasami nieco frustrowałam się, kiedy to czytałam jak to kobieta powinna rodzić dzieci i opiekować się domostwem, bo to jest dla niej największym błogosławieństwem. Fragmentami wręcz bluźnierczo wypowiadał się na temat kobiet, które nie decydują się na dzieci, używając bardzo wyrazistych epitetów. Opisy w których autor ukazał w jaki sposób mężczyźni traktowali swe żony, również dawały do myślenia. Przytoczę tutaj fragment, w którym jeden z bohaterów - miejscowy kowal - pokazał się swej żonie w eleganckim fraku:

"Stała przed nim z otwartymi ustami i wybałuszonymi oczami, nie mogąc złapać oddechu. Kowal na szczęście znał się na rzeczy i bez wahania huknął ją otwartą dłonią w plecy."

Przyznaje jednak, że pomimo tych licznych fragmentów, w których kobiety przedstawiane były jako głupiutkie mimozy, książka okazała się kawałkiem relaksującej i wciągającej lektury. Czytelnik może na chwilę przenieść się do innej epoki i przynajmniej starać się zrozumieć decyzję Marie. Miejmy świadomość, że akcja powieści toczy się przed pierwszą wojną, dlatego zarówno priorytety oraz zachowania bohaterów, są dość specyficzne. To opowieść o silnej i niezależnej kobiecie, której duma i własny honor nie pozwoliły być szczęśliwą. Książka troszkę traci na przekazie w dzisiejszych czasach, ponieważ trudno mi sobie wyobrazić aby podobno sytuacja miała miejsce w obecnych czasach.

Polecam przede wszystkim miłośnikom powieści obyczajowych w stylu Austen. Odradzam feministkom  bo może im znacząco podnieść ciśnienie.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novaeres

4.07.2013

Kawy na powitanie wiosny


Powracam szczęśliwie z recenzjami kaw. Dziś paczka z dwoma ciekawymi kawami aromatyzowanymi i jedną naturalną. Przyznaje, że picie aromatycznych kaw bardzo umila mi oczekiwanie na wiosnę. Wszystkie kawy można nabyć w sklepie internetowym 1000 smaków świata.  Przy okazji chciałam się troszkę pochwalić nowymi filiżankami, przywiezionymi przez mamę z Amsterdamu :)


Pierwsza, najbardziej kontrowersyjna, to „malinowy krem. Kontrowersyjna dlatego, że mi zasmakowała bardzo, mężowi już dużo mniej. Zgodnie z nazwą kawa ma smak i zapach malin, czy raczej malinowo-śmietankowego kremu. Bardzo fajne połączenie, szczególnie do kaw mlecznych. Mąż, który pije tylko czarną kawę, był nieco zawiedziony, że poza malinami w tej kawie mało jest... samej kawy. Dla osób, które bardzo tęsknią za latem i smakiem domowego ciasta z malinami i kruszonką, to idealna propozycja.



 Mąż był za to zadowolony z kolejnej kawy:Cuba SerranoSuperior. Jest to bardzo dobra kawa, o ciekawych posmakach i wspaniałej równowadze pomiędzy kwasowością i goryczą. Dzięki temu świetnie nadaje się do espresso. Sporo w niej orzechów, trochę karmelu, może też dymu. Ciekawe czy ten ostatni aromat ma coś wspólnego z kubańskimi cygarami?;)



Trzecia kawa nosi kuszącą nazwę „french kiss” i stanowi miłe połączenie słodyczy i rześkiej nuty owoców. Jej smak może kojarzyć się z jakimś lekkim likierem ale doprawdy trudno wychwycić cóż to takiego. Jest to z pewnością przykład zaskakującej i niebagatelnej kawy aromatyzowanej, po wypiciu kilku filiżanek której wciąż można dyskutować, jakie smaki w sobie zawiera.


Za kawy dziękuję sklepowi internetowemu 1000 Smaków Świata.

4.03.2013

"Myśleć efektywnie, czyli jak sprawniej rozwiązywać problemy i osiągać cele"


Zanim sięgnęłam po ten poradnik, długo zastanawiałam się czy można nauczyć się myśleć efektywnie? Według autora tej książki jest to możliwe. Czy faktycznie można wyćwiczyć w sobie tzw. smart thinking?  Trochę trudno mi było w to uwierzyć, bowiem inteligencja (w znaczeniu ogólnym, a nie książkowym) jest albo jej nie ma. Co na to autor książki?

Autorem poradnika "Myśleć efektywnie, czyli jak sprawniej rozwiązywać problemy i osiągać cele" jest psychologiem, autorem wielu artykułów naukowych z pogranicza nauk kognitywnych, a także konsultantem firmy Procter & Gamble. Nie mam najmniejszej wątpliwości, iż człowiek z takim dorobkiem zawodowym potrafi myśleć efektywnie i wykorzystywać tę zdolność w codziennych sytuacjach. Po lekturze książki nie wątpię także w jego wiedzę teoretyczną na ten temat. Książka to świetny zbiór teorii na temat możliwości ludzkiego umysłu. To głównie na tym temacie skupia się autor. Pokazuje nam (na licznych przykładach) jak wielu ludzi sukcesu potrafi wykorzystać swój potencjał i w jaki sposób przekształcają z pozoru proste myśli w rewolucyjne idee.

Czy jednak po przeczytaniu tej książki będzie nam łatwiej osiągnąć wybrany cel? Nie do końca. Sam autor pisze o tym, jak ważna w naszym życiu jest świadomość tego, że nie mamy praktycznie żadnych ograniczeń w poszerzaniu naszej wiedzy. Więc co stoi na przeszkodzie? Zapewne brak motywacji, brak pewności siebie czy presja otoczenia. Autor pokazuje nam w jaki sposób możemy wykorzystać to co wiemy i potrafimy najlepiej. Czasami bowiem samy nie wiemy ile drzemie w nas potencjału, które nie miał nigdy szansy wyjść na światło dzienne.

Komu można polecić ten poradnik? Przede wszystkim młodym i dynamicznym ludziom, uczniom i studentom, osobom, które myślą o założeniu własnego biznesu i wszystkim tym, których ciekawią tajniki naszego mózgu i jego możliwości.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Samo Sedno
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...