Raz danego słowa powinno się dotrzymać;) Zapowiedziany mój udział w tym blogu należałoby wreszcie wcielić w życie. Chociaż, nie jest tak do końca, że nigdy tu nie pisałem. Owszem, pisałem - ale trochę w ukryciu. Poprawiałem też spacje i przecinki, powstawiane - rzecz jasna - nie tam, gdzie trzeba.
Jak wspomniała moja szanowna małżonka, będę pisał o książkach, gotowaniu i domowej produkcji alkoholu, chyba, że jeszcze coś innego przyjdzie mi do głowy.
Dziś będzie krótko, bo wiadomo - nieśmiałe początki.
Czytałem niedawno doskonałą książkę: "Buszujący w zbożu" J. Salingera. Czytałem o dobre 5 lat za późno. 5 lat temu nie byłem jeszcze pełnoletni, tak jak główny bohater - Holden Caulfield i można było jeszcze uratować we mnie coś z dzieciaka. To ostatnie to oczywiście żart, bo jak potwierdzi Kolmanka, dalej zdarza mi się być dziecinnym...
Wracając jednak do Holdena, to ciekawe co się z nim dalej stało, czy wreszcie dorósł (musieliby go chyba zmusić), czy może pozostał taki, jaki był (bardziej prawdopodobne). A był on typem wiecznego dziecka, ale nie takiego jak Piotruś Pan, co to lata po pokoju w rajtuzach, tylko dzieciaka odważnie sprzeciwiającego się światu.
Holden szydził z różnych ludzkich przywar i robił to świetnie! Od pierwszych linijek książki zapałałem wielką sympatią do
Jakiś czas temu w wyborczych "Książkach" był tekst o lekturach w polskiej szkole, bodajże gimnazjum. Autor proponował "Buszującego w zbożu", a ja głosuję za. Zagłosuję nawet za kilka osób, jak to robili niegdyś niektórzy nasi posłowie. Czy doczekam się takiej zmiany i gimnazjaliści przeczytają kilka bluzgów i w wyobraźni zobaczą kilka obscenicznych obrazków (jakby nie mieli tego na co dzień poza szkołą), co i tak nie zmieni pozytywnego wpływu całej książki, czy dalej będą karmieni mickiewiczowskimi józiami i róziami, to nie zmieni to mojego postanowienia, że będę wciskał tę powieść każdemu nastolatkowi, jaki się napatoczy.
Niech gówniarz przeczyta wreszcie coś zabawnego i na swój sposób mądrego;)
A Ty, drogi czytający, również sięgnij po "Buszującego w zbożu" nawet jeżeli masz ze sto lat, na dobrą książkę nigdy za późno.
Howk!