Etykiety

audiobook (11) czekolady (1) filmowo (81) herbaty (3) kawy (6) kącik językowy (74) kolman (2) książkowo (395) muzycznie (14) ogłoszenia drobne (6) prywatnie (130)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filmowo. Pokaż wszystkie posty

1.05.2015

"Szkarłatna ulica" (Scarlet Street) 1945





 Tytuł: Szkarłatna Ulica
 Gatunek: dramat
 Rok produkcji: 1945, USA  Reżyseria: Fritz Lang


Są takie filmy, które wciągają od pierwszych minut. Nierzadko trafiamy na nie przez przypadek. Nie inaczej było z bardzo starą już produkcją - "Szkarłatna ulica". Odbiornik włączyłam przy okazji sprzątania, które musiałam oczywiście porzucić aż do zakończenia filmu.

Czarno-białe kino ma w sobie magię i pewną ckliwość, której próżno szukać w najnowszych dziełach dużego ekranu. Przyznaję, że nigdy wcześniej nie słyszałam o "Szkarłatnej ulicy", zatem czym prędzej pragnę zachęcić Was do podróży w głąb kina Noir.

Intryga rozpoczyna się na jednej z ciemnych uliczek gdzieś w USA. Skromny, utalentowany artystycznie, starszy bankier Christopher Cross (Edward G. Robinson) wracając późną nocą do domu, staje się światkiem przestępstwa. Młoda i piękna Kitty (Joan Bennet) staje się ofiarą drobnego złodziejaszka i cwaniaka Johnny' ego (Dan Duryea), który w brutalny sposób odziera ją z godności pozbawiając środków do życia. Będący pod urokiem niewiasty Christopher rusza z pomocą i od tego momentu jego życie zmieni się na zawsze, nieodwołalnie. Kitty jest bowiem jedną z kobiet-modliszek, nieobliczalnych, przyzwyczajonych do luksusu, niezaradnych życiowo, sprytnych i tajemniczych femme fatale. Nic więc dziwnego, że starszy mężczyzna traci dla niej głowę i...pieniądze. Wszystko zapowiadałoby się na piękną bajkę, gdyby nie żona Christophera i ukryte motywy przebiegłej Kitty.  A intryga ta jest grubymi nićmi szyta, a jej konsekwencje będą tragiczne.


Doskonała gra aktorska, będąca jedną z tych "starych szkół aktorskich" o których raczej dzisiaj się nie słyszy. Doskonale dopracowany scenariusz, napięcie i mrożący krew w żyłach finisz. W filmie nie brakuje nawet przemocy stosowanej przeciwko kobietom, co jak na tamte standardy kinowe jest dość zaskakujące. Kolejnym razem widz przekonuje się, że nie należy igrać z cudzymi uczuciami. Szczególnie jeśli chodzi o ... miłość.




2.21.2013

Filmowo

Ostatni miesiąc obfitował w filmy. Miałam ogromny apetyt na nietuzinkowe produkcje, a także te nominowanie do tegorocznych Oskarów. W poniższym rankingu zaprezentuje Wam kilka z nich. Mam nadzieję, że któreś przypadnie Wam do gustu i po lekturze tego posta zdecydujecie się na seans.

Zabiłem moją matkę (2009)


Biograficzny i tym samym bardzo osobisty obraz, wspomnianego już przeze mnie wcześniej rewelacyjnego Xaviera Dolana (chłopak z plakatu obok). Historia nastolatka homoseksualisty, który po rozwodzie rodziców zostaje pod opieką swojej matki. Matki, która, najdelikatniej mówiąc, nie jest przykładem wyrozumiałej i dobrodusznej rodzicielki. Bolesna i traumatyczna walka ideowa, pokoleniowa, walka o zrozumienie i miłość. Wstrząsający i bardzo głęboki obraz, który został doceniony i uhonorowany 3 nagrodami w Cannes. Dolan dostał 8-minutowe owacje od publiczności, która nie mogła wyjść z podziwu, po obejrzeniu debiutu 20-latka.
Jak dla mnie genialny, zahaczający o arcydzieło film z porażającą francuską muzyką. Podobno Dolan to idol hipsterów i homoseksualistów. Hmm, nie jestem ani jednym ani drugim, a z całą stanowczością mogę rzec, że oszalałam na punkcie jego produkcji.




Sugar Man (2012)


Dokumentalny film, którego fabułę nie chcę za bardzo zdradzać. Mam nadzieję, że zachęci Was trailer. Nie często mam przyjemność z filmami dokumentalnymi, więc z ogromną ciekawością skusiłam się na wizytę w kinie. Tym bardziej, że był dość często polecany przez redaktorów radiowej Trójki. Po seansie byłam oczarowana i nie mogłam przestać się uśmiechać. Jest to historia zaskakująca i aż trudno uwierzyć, że jest autentyczna.  Z pewnością tego typu produkcje podnoszą na duchu i dają do myślenia. Nigdy nie wiemy jaki wpływ na innych ludzi, ma to jacy jesteśmy i co robimy. Tym bardziej jeśli wydaje się, że nasze starania i wysiłek są bezowocne. Przyszłość może okazać się zaskakująca...








Django (2012)


Wszystkie filmy Tarantino są dla mnie kinową ucztą. Z niecierpliwością czekałam na najnowsze dzieło znakomitego reżysera. Recenzje i zapowiedzi były tak obiecujące, że na samym starcie uznałam film za pozycję must to watch. Niestety, zawiodłam się. Oprócz sympatycznego konia kiwającego łebkiem na przywitanie, nie odnalazłam w nim nic szczególnego. Akcja toczyła się za wolno, dialogi były zbyt drętwe i mało zaskakujące. Oczekiwałam wiele, wiele więcej. Jak na tak znanego i wybitnego reżysera, szału nie było. Nie było też dramatycznie. Ot kolejna produkcja, o której szybko zapomina się zaraz po jej obejrzeniu. Oby następny film Tarantino powalił mnie na kolana, tak jak to bywało w przeszłości.








Miłość (2012)


Melodramat nominowany do tegorocznych Oskarów. Ona - utalentowany niegdyś muzyk, dziś schorowana, niedołężna i zagubiona w codzienności staruszka. On - również były artysta, oddany mąż, którego rzeczywistość zmienia nagła choroba żony. Tych dwoje zostaje wystawionych na wielką próbę. Bo czym naprawdę jest miłość? To trwanie ze sobą na dobre i złe, do końca dni życia ziemskiego? Czy są granice i czy ludzka psychika potrafi znieść wszystko? To zdecydowanie jeden z najsmutniejszych i najbardziej przerażających filmów, jakie widziałam w tym roku.  Mocno kibicuje tej produkcji i mam nadzieję, że zostanie uhonorowany Oscarem.








Poradnik pozytywnego myślenia (2012)


Czy jest możliwa miłość między dwojgiem wariatów? Jeżeli oboje szukają miłości, choćby w dziwaczny sposób, to co może im stanąć na przeszkodzie? Nic, nawet choroba psychiczna może sprzyjać rozkwitowi związku. Komedia z elementami dramatu zaskoczy niejednego widza. Początkowy wstrząs doprowadzający nieomalże do depresji, jaki serwuje nam reżyser, stopniowo zmienia się w szereg zabawnych i wzruszających epizodów. Idealny do oglądania we dwoje.










2.17.2013

"Wyśnione miłości" (2010)



Cieszę się, że wreszcie mogę wrócić do blogosfery.Obrona pracy magisterskiej poszła jak z płatka i mogę ponownie zatracić  się w drobnych przyjemnościach jak filmy, muzyka i książki. Zaczniemy od filmu.


Czy imię i nazwisko Xavier Dolan coś Wam mówi? Nie? To najwyższy czas poznać tego 23(!) letniego chłopaka, który swoim talentem mógłby obdarować niejednego aktora, reżysera i scenarzystę. W wieku 20 lat wyreżyserował i napisał scenariusz do swojego pierwszego filmu "Zabiłem swoją matkę", w którym zagrał główną rolę. Artysta niemal natychmiastowo został okrzyknięty wybitnym talentem, a jego praca nagrodzona wieloma prestiżowymi nagrodami.

"Wyśnione miłości" to kolejny jego film o..... kurcze nie mogę Wam powiedzieć, bo popsuje całą tajemnicę i magię jaką niesie za sobą to arcydzieło. Tak, arcydzieło! Jest tak plastyczny, powabny, pełen wdzięku i subtelny, że momentami zapiera dech w piersiach. Bohaterowie są zagubieni, onieśmieleni, owładnięci jakaś dziwną obsesją graniczącą z psychozą. Przez całą projekcie nie można oderwać wzroku. Z zaciekaniem i zachwytem chłonęłam kolejne obrazy i na samą myśl, o tym, że film może się skończyć poczułam niewymowny żal.

Jeśli chodzi o tło filmu to nie da się nie dostrzec inspiracji stylem vintage. Już w drugim jego filmie przewija się w tle motyw Audrey Hepburn oraz Jamesa Deana. 

Od dziś obok mojej obsesji na punkcie filmów Larsa Von Triera, dołączają filmy wspaniałego Dolana. Nie mogę wyjść z podziwu. Zauroczył mnie w 100%.

Trailer

Przykład genialnie dobranej muzyki i plastyczności filmu:


Genialne, polecam!

10.30.2012

Serial, który zmienia Twoje życie?




Oglądam sporo seriali, bo niestety jestem ich maniaczką. Mam kilka naprawdę świetnych produkcji, do których bardzo często wracam, jak "Gilmore Girls". Mam też takie, których oglądanie sprawia mi ogromną radość i chwile relaksu, jednak nie zdecydowała bym się na oglądanie ich po raz drugi (House, Gotowe na wszystko, Kości). Jedne i drugie nie wnoszą nic szczególnego w moje życie, są po prostu odskocznią i świetną rozrywką. Są kolorowe, nierealne, czasami przesłodzone. Być może dlatego tak bardzo je lubię.

Jednak jest taki serial, który nieźle namieszał w mojej głowie. W niedzielę skończyłam oglądać serial "Sześć stóp pod ziemią" i przyznam, że do tej pory nie mogę się pozbierać. W moim mózgu kotłuje się tyle myśli, pytań i wątpliwości dotyczących życia i śmierci, że zwyczajnie musiałam Wam o tym napisać. O samym serialu pisałam już wcześniej  na blogu -> kilk

Całość to 5 sezonów historii o domu pogrzebowym rodziny Fisher. Nie trudno się domyślić, że z tego powodu członkowie rodziny miewają problemy z psychiką, relacjami międzyludzkimi i odnalezieniem własnego miejsca na ziemi. Prawie każdy odcinek zaczyna się od sceny śmierci osoby, której pogrzebem zajmują się właśnie członkowie rodziny Fisher.

Serial wydaje się ciągnąć bardzo nieśpiesznie. Każdy odcinek niesie za sobą jakieś przesłanie. Jest magiczny, zachwycający, a zarazem ohydny, odrażający i momentami przesycony  agresją i seksem. Dzięki tej niecodziennej kombinacji staje się bardzo ciężko strawną (jednak olśniewającą!) dawką emocji, jakie doświadczam bardzo rzadko. Bohaterowie są zagubieni, miotają nimi sprzeczne emocje, są prześladowani przez demony przeszłości, nie potrafią dać sobie rady z rzeczywistością.

Ostatni odcinek serialu jest najbardziej wstrząsającym i wzruszającym finałem w dziejach serialów w ogóle. Nie jest to tylko moja opinia. Moje zdanie podziela wielu filmowych krytyków i fanów tego typu produkcji na całym świecie. Nigdy w życiu nie płakałam podczas oglądania serialu. Zwykle wręcz przeciwnie, zanosiłam się ze śmiechu. Jednak podczas ostatnich 10 minut finałowego odcinka zaczęło dziać się ze mną coś dziwnego. Łzy same leciały mi po policzkach i do rana nie mogłam zasnąć. Serial ma bardzo proste przesłanie - Memento Mori. Jednak jego prawdziwy sens i znaczenie odkryłam dopiero po obejrzeniu "Sześciu stóp pod ziemią". Wiem, że być może brzmi to banalnie, ale ta produkcja bardzo zmieniła moje dotychczasowe myślenie o życiu i śmierci.

Polecam Wam bardzo. Tych emocji chyba nie da się opisać, przynajmniej ja nie potrafię.



Znacie podobne produkcje? Szokujące i wpływające znacząco na ludzką psychikę? Czekam na Wasze opinie.

8.26.2012

Schizofreniczne kino (5) - Życie za życie (2003)

 Opis z filmwebu:
"Bohaterem filmu jest David Gale - profesor na Uniwersytecie w Teksasie walczący o zniesienie kary śmierci. Pewnego dnia zostaje on niesłusznie oskarżony o gwałt i zamordowanie swojej koleżanki... W ujawnieniu prawdziwych sprawców tej zbrodni profesorowi pomagać będzie pewna dziennikarka." 

Dr David Gale zostaje oskarżony o morderstwo. Jego wyrok to kara śmierci. Los postanawia zakpić nieco z profesora, ponieważ on sam zacięcie walczył o zniesienie tego rodzaju kary. Kilka dni przed egzekucją odwiedza go młoda dziennikarka, aby przeprowadzić z nim wywiad. Okazuje się, że historia Gale'a wydaje się być bardziej skomplikowana i pełna niedomówień niż sądziła. Na własną rękę postanawia rozwiązać kryminalną zagadkę. Zaczyna się walka z czasem, a  przede wszystkim walka z własną psychiką.

To ten rodzaj filmu, który na końcu wywołuje u nas lekkie zmieszanie i  konsternację. Moją reakcją było "ale jak to!". Zdecydowanie trzyma w napięciu i wywołuje dreszcz emocji. "Życie za życie" to świetny film psychologiczny i kryminał zarazem. 

Po jego obejrzeniu można zastanowić się nad kwestią zaangażowania w walkę o własne idee. O całkowite poświęcenie dla własnych przekonań. Nie mogę zdradzić zbyt dużo, bo nie mielibyście przyjemności z oglądania. To film, który trzeba koniecznie zobaczyć.




Następny film to "Requiem dla snu".

8.23.2012

Schizofreniczne kino (4) - Elephant (2003)


 Opis z filmwebu:
"Skromny, niezależny projekt Gusa Van Santa, którego akcja rozgrywa się w środowisku licealistów i nawiązuje do tragicznej strzelaniny w sprzed kilku lat, która miała miejsce w amerykańskiej szkole średniej. Obraz dotyka problematyki przemocy wśród młodzieży. W rolach głównych wystąpili młodzi, nieznani aktorzy z Portland w stanie Oregon."

Paranoiczne i wstrząsające. Takie kino lubię najbardziej. Tym bardziej, że jest to kolejny film z tego cyklu, który oparty jest na faktach.  Klasyczna muzyka w tyle ( chociażby Moonlight Sonata) stwarza napięcie, z którym dawno się nie spotkałam. 

Chyba nie do końca potrafię oddać swoich emocji po obejrzeniu tej produkcji. Film jest taki nieśpieszny, cichy, ukazuje zwyczajne, bardzo przeciętne życie nastolatek w przeciętnej, amerykańskiej szkole. Nie ma konkretnej fabuły, ale od samego początku widz ma świadomość, że za chwilę wydarzy się coś strasznego. Wszystko za tym przemawia, nawet zmieniająca się pogoda. 

Nie do wiary, że doszło do tak ogromnej tragedii. Aż trudno uwierzyć, że młodzi ludzie zdolni są do tak wielkiego fanatyzmu i brutalnego morderstwa z zimną krwią. To oczekiwanie na tragiczny finał było strasznie duszącym doświadczeniem. Ujęcia są  długie, a gra aktorska bardzo dziwna. Czasami miałam wrażenie, że Ci ludzie faktycznie są tacy flegmatyczni i zupełnie wyalienowani. 

Genialny film, zrealizowany w niebywałym zdumiewający sposób. Po prostu drżałam ze strachu jak marny liść na wietrze i bardzo długo nie mogłam się uspokoić, a noc zaliczyłam jako bezsenną. Mocne kino, które gorąco polecam. To trzeba zobaczyć!







Kolejnym filmem będzie "Życie za życie" z Kate Winslet.

8.20.2012

Schizofreniczne kino (3) - The girl next door (2007)

Opis z filmwebu:
"Film jest adaptacją powieści Jacka Ketchum'a o tym samym tytule. Oparta na autentycznej historii opowieść o brutalnym gwałcie i morderstwie Sylvii Likens popełnionym w stanie Indiana w 1958 roku."

Podobno książki są zawsze lepsze od ich ekranizacji.  Powieści nie czytałam, ale film naprawdę robi wrażenie! Napięcie jest w nim budowane powoli, przerażenie z minuty na minuty jest coraz wyższe. Tym bardziej, że widz ma świadomość autentyczności wydarzeń.

Meg po śmierci rodziców przeprowadza się wraz ze swoją młodszą, niepełnosprawną siostrą do domu ciotki. Już od początku okazuje się, że jej dziewczęca wrażliwość i delikatność nie pasuje do otoczenia, a synowie ciotki, stają się dla niej uciążliwi. Z upływem dni sytuacja wymyka się spod kontroli i Meg stają się ofiarą chorej i pozbawionej racjonalnego wytłumaczenia gry. Zamknięta w piwnicy poddana zostaje najokrutniejszym torturom, jakie jest w stanie wyobrazić sobie młoda, dorastająca nastolatka.  A podłość chłopców i ciotki nie daje się opisać w żadnych słowach.

O torturach miało nie być. Jednak jak dowiedziałam się, że film oparty jest na książce, którą wielu z Was recenzowało na blogach, postanowiłam zmierzyć się z produkcją.  Emocje były, dramat też, parę razy zasłoniłam oczy i zasyczałam z przerażenia. Jednak nie myślałam już później o tym filmie, tak jak w przypadku "Memento". Historia owszem wstrząsająca, jednak nie pozostała mi na długo w pamięci. Oczywiście wszystko zależy od stopnia wrażliwości i nie wykluczam, że niektórzy z Was mogliby porządnie "odchorować" ten seans.

Jeśli macie wątpliwości, proszę zapoznajcie się z trailerem:


  


Niebawem recenzja filmu "Elephant"(2003).

8.16.2012

Schizofreniczne kino (2) - Przełamując fale (1996)


Opis z filmwebu:
"Historia młodej i wrażliwej Bess, która wychodzi za mąż za doświadczonego mężczyznę. Wkrótce Jan wyjeżdża do pracy na platformie wiertniczej na Morzu Północnym. Wierna, lecz bardzo samotna Bess modli się o jak najszybszy powrót ukochanego. Tymczasem na platformie dochodzi do groźnego wypadku i Jan powraca do domu sparaliżowany. Bess spełnia wszystkie jego zachcianki, nawet te niedorzeczne i coraz bardziej szalone. Pewnego dnia Jan oznajmia żonie, że powinna wrócić do normalnego życia, kochać się z innymi mężczyznami i opowiadać mu o swoich doznaniach... Film został nagrodzony Złotym Globem, Cezarem i Złotą Palmą, otrzymał także nominację do Oscara."

O filmach Larsa Von Triera piszę już po raz enty. Za każdym razem wzbudza we mnie ogromne emocje. Tym razem obyło się bez obscenicznych scen, krwi czy przesadnych wulgaryzmów, które nie znoszę.  Poznajemy młodą, silną we wierze Bess, dla której małżeństwo z Janem, było spełnieniem marzeń.  Obserwujemy jak silny jest ich związek i jak wielkie łączy ich uczucie.

Kobieta popada w głęboką rozpacz, kiedy okazuje się, że jej ukochany wyjeżdża do pracy na kilka miesięcy. Niestety na platformie wiertniczej, na której pracuje dochodzi do poważnego wypadku, w wyniku którego mężczyzna zostaje prawie całkowicie sparaliżowany. Nie jestem pewna, czy w wyniku uderzenia w głowę, czy też ta jego cecha charakteru siedziała w nim od dawna, zwierza się żonie, iż pragnie, aby oddawała się obcym mężczyznom, a następnie zdawała mu relację ze swoich wyczynów.

Oszołomiona i zdruzgotana Bess po długich i emocjonalnych rozmowach z Bogiem, wmawia sobie, iż jej uczynki sprawią, że Jan całkowicie wróci do zdrowia. Zaczyna się ryzykowna gra o Jana. Pewien rodzaj negocjacji Bess i Boga o życie jej wybranka. 

Napięcie w filmie budowane jest powoli. Von Trier podzielił swój film na kilka rozdziałów, które tematycznie ukazują nam emocje głównej bohaterki, jakie towarzyszą jej przed i po wypadku męża. Okazuje się, że z pozoru bardzo wrażliwa i nieśmiała dziewczyna, staje się swoim największym wrogiem. Nie potrafi dać sobie rady z żalem i pustką, jakie goszczą w jej sercu. Jej niepokój i desperacja w walce o męża, zmuszają ją do drastycznych kroków.

Emocjonalnie wstrząsające kino, które polecam każdemu.




***
Przeglądając listę najbardziej wstrząsających i szokujących filmów, postanowiłam nie oglądać i tym bardziej nie recenzować produkcji, w których występują liczne sceny gwałtów, tortur zwierząt, znęcenia się nad dziećmi, współżycia z nieboszczykami, spożywaniem odchodów itp. Niestety takie kino zupełnie w moim przypadku odpada. Od razu więc chciałam uprzedzić, że w cyklu nie przeczytacie (możecie obejrzeć na własne ryzyko) o:

-"Salo, czyli 120 dni Sodomy"
-"Cannibal Holocaust"
-" Ładunek 200"
-"Nieodwracalne"
itp.


Już niedługo o:
"The girl next door" z 2007 na podstawie powieści Jacka Ketchum'a i "Elephant"z 2003 roku, opartym na faktach - strzelaninie w jednej z amerykańskich szkół

8.14.2012

Schizofreniczne kino (1) - Memento (2000)

Opis z filmwebu:

"Leonard poszukuje przestępcy, który zgwałcił i zamordował jego żonę. On sam w trakcie napadu doznał obrażeń, w wyniku których cierpi na rzadki, ale podobno prawdziwy stan umysłu (pewnego rodzaju amnezja). Pamięta wszystko, co zdarzyło się do momentu morderstwa żony, ale nie jest w stanie zapamiętywać wydarzeń sprzed 15 minut. Aby posuwać się naprzód w śledztwie, Leonard robi notatki na wykonywanych zdjęciach osób i przedmiotów, a co ważniejsze fakty tatuuje sobie na całym ciele"


Nadszedł czas na pierwszy film z nowego cyklu - "Schizofreniczne kino". Memento to ten rodzaj filmu, w którym kompletnie nie wiadomo o co chodzi, co jest prawdą, co złudną, co nam się wydaje, a co dzieję się na prawdę. Oglądałam go z wielkim napięciem i rosnącym niepokojem. Znaki zapytania tylko mnożyły się w mojej głowie i do tej pory dyskutuje z mężem nad różnymi wersjami zakończenia.

Sprawa jest dość skomplikowana. Leonard poszukuje morderce swojej żony, cierpiąc jednocześnie na pewien rodzaj zaburzenia neurologicznego. Pamięta on tylko wydarzenia przez 15 minut, po czym jego pamięć ulega uwstecznieniu i wraca do stanu sprzed wypadku.  Opracowuje system, który ma mu pomóc w znalezieniu i zabiciu  przestępcy. Jedynie czego pragnie, to zemsta.

Jednak po pewnym czasie, okazuje się, że staje się ofiarą własnego systemu i nie wie, zresztą tak jak widz, komu ufać, a komu nie, co się wydarzyło, a co jest tylko wyobrażeniem. Wszystko zdaje się zacierać, rozmazywać. 

Podczas oglądania filmu, emocje sięgają zenitu. O finale nawet nie wspomnę, bo nigdy w życiu nie wpadła bym na takie zakończenie. Ba! Nie jestem do końca pewna, czy  było ono prawdziwe i czy reżyser nie wrobił nas w coś dziwnego. Wydaje mi się, że miał taki zamysł, aby zaniepokoić widza, dać mu ogromne pole do uruchomienia wyobraźni. 

Poniżej krótki zwiastun:



Będziecie oglądać????


Następny film w kolejce : "Przełamując fale" reż. Lars von Trier

8.12.2012

Filmowo top 5 (od maja)



Dawno nie pisałam nic o filmach. A od maja obejrzałam ich tak wiele, że zupełnie nie wiem, od którego zacząć. Postanowiłam zrobić sobie listę 5 najlepszych. Znajdziecie tu coś nowego i zupełnie stare, zapomniane kino, filmy ambitne i te niezupełnie. Jednak każdy z nich ma w sobie "to coś", co zwróciło moją szczególną uwagę.  Kolejność przypadkowa.

1 „Zakazane piosenki” (1947)

 


Opis z filmwebu:
Akcja filmu rozgrywa się od września 1939 roku do wyzwolenia Warszawy w styczniu 1945 roku. Muzyk Roman Tokarski (Jerzy Duszyński) opowiada repatriantowi z Anglii swoje wojenne przeżycia. Po zajęciu Warszawy przez Niemców Roman założył uliczną orkiestrę. Wraz z siostrą Haliną należał do podziemnej organizacji, dla której przewoził broń i nielegalne wydawnictwa. W czasie jednej z nich zginął ukochany Haliny, Ryszard. Pierwszy polski powojenny film fabularny.”

Ubóstwiam Danutę Szaflarską! Ma w sobie taki błysk, wigor i urok. Jak dla mnie była i jest prześliczną kobietą z ogromnym talentem aktorskim. Film oglądąłam z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego. Doskonały, czarno-biały, liryczno-nostaligiczny obraz Warszawy pogrążonej w wojnie. Mam problem z ustaleniem dokładnie gatunku filmu. Melodramat, musical wojenny? Ciężko jest mi się ustosunkować. Obraz oglądałam ze łzami w oczach i niedowierzaniem. Cudowny film, skłaniający do refleksji i zadumy.

2. „Nietykalni” (2011)

 

Opis z filmwebu:
"Ta historia zdarzyła się naprawdę. Sparaliżowany na skutek wypadku milioner zatrudnia do pomocy i opieki młodego chłopaka z przedmieścia, który właśnie wyszedł z więzienia. Zderzenie dwóch skrajnie różnych światów daje początek szeregowi niewiarygodnych przygód i przyjaźni, która czyni ich... nietykalnymi" 

Słyszałam tak wiele o tym filmie, że bardzo bałam się go obejrzeć. Wiecie jak to jest z filmami, które wszędzie są wychwalane pod niebiosa? Często przynoszą ogromne rozczarowanie. A tutaj? Hmm...  temu filmowi nie brakuje niczego. Jest dramat ludzki, są łzy, jest walka o lepszy byt, jest kupa śmiechu i mnóstwo wzruszeń. Film wywołał u mnie taki przeróżny wachlarz emocji, że do tej pory jestem nim po prostu oczarowana. Popłakałam się na nim ze śmiechu. Łzy leciały mi wielkie jak grochy. Zdarzało mi się uronić łzę na filmie, który przedstawiał jakaś dramatyczną historię. Jednak ze śmiechu nigdy. To był pierwszy raz. Czekam z utęsknieniem na wydanie na dvd. Musi być w mojej kolekcji. 

3. "Porzucona" (2002)

 

 Opis z filmwebu:
 
"Catherine Burke (Holmes) żyje w ciągłym napięciu. W perspektywie ma masę egzaminów na uczelni, kończy pracę magisterską, a na dodatek wydaje jej się, że widzi swojego byłego chłopaka, który dwa lata wcześniej zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Sprawą zajmuje się detektyw Wade Handler (Bratt), który odkrywa, że zniknięcie chłopaka było powiązane z innymi wydarzeniami mającymi miejsce w kampusie kilka lat wcześniej."

No i przyszedł czas na coś bardzo mało ambitnego, jednakże porażającego. Nie wiem co ten film ma w sobie. Jest tajemniczy, lekko mroczny. Ma taki specyficzny, lekko schizofreniczny klimat. Czytałam wiele opinii, że jest wręcz nudny. Film tak bardzo trzymał mnie w napięciu, że myślałam, że nie wytrzymam do końca projekcji i sprawdzę finał w internecie. Całość trwa 1h 40 minut i dopiero w ostatnich dwóch minutach na widza spływa oświecenie, a co za tym idzie niedający się opisać szok. Wyobraźcie sobie, że oglądałam go jak na szpilkach, mijała już 1h i 35 minut i wyłączyli mi prąd w domu (film miałam nagrany na dvd). Czekałam z 20 minut cała zestresowana, z zimnymi od przejęcia dłońmi i czekałam na zakończenie. Może to wstyd, ale dla mnie ten film to rewelacja :)


4. "Persepolis" (2007)

 


Opis z filmwebu:
" "Persepolis" jest pamiętnikiem z dzieciństwa autorki przypadającego na okres rewolucji islamskiej w Iranie. W wyrazistych, czarno-białych rysunkach Satrapi zawarła historię swojego codziennego życia w Teheranie - stolicy Iranu, od momentu gdy miała 6 lat do czasu gdy skończyła 10. W tym czasie doszło do obalenia reżimu Szacha, wyniszczającej wojny z Irakiem i triumfu rewolucji islamskiej. Marjane - inteligentna i wygadana córka oddanych marksistów i wielka wnuczka ostatniego władcy Iranu składa hołd dzieciństwu w szczególny sposób związanemu z historią własnego kraju. Komiks przedstawia niezapomniany obraz codziennego życia w Iranie, pełnego jaskrawych i często zaskakujących sprzeczności pomiędzy życiem rodzinnym a sferą publiczną. Dziecięce spojrzenie Marjane na zdetronizowanych władców, na państwowo usankcjonowane i metodycznie przeprowadzane kary, oraz na bohaterów rewolucji pozwala poznać historię tego fascynującego kraju i jej niezwykłej rodziny. "Persepolis" jest utworem oryginalnym, niezwykle osobistym i wnikliwym politycznie. To z jednej strony opowieść o dorastaniu a z drugiej zaś przypomnienie kosztów, jakie ponoszą ludzie żyjący w czasie wojny w kraju politycznych represji. Pokazuje jak można radzić sobie ze śmiechem i łzami w obliczu tak absurdalnej rzeczywistości oraz - wreszcie, przedstawia nam zniewalającą małą bohaterkę, której po prostu nie można się oprzeć"

Przeżyłam swoistą traumę. Pierwszy raz widziałam tak dobrą animację, taka niewymuszoną, jednostajną, a jednak tak wciągającą i zapadającą w pamięć. Piękny obraz życia w ogarniętym wojną Iraku. Wymowny i do bólu prawdziwy. Na dużą uwagę zasługuje także muzyka, idealnie oddająca to, co działo się w duszy bohaterki na różnych etapach jej życia. Tutaj także, jak w przypadku "Nietykalnych" jest miejsce na łzy i gromki śmiech. Niezwykle oryginalne i niecodzienne dzieło, które aż grzech przegapić.
Polecam szczególnie Waszej uwadze. 

5. "Moja łódź podwodna" (2010)

 

Opis z filmwebu
""Moja łódź podwodna" to komedia, której główny bohater – 15-letni Olivier Tate – ma w życiu dwa cele: stracić dziewictwo przed kolejnymi urodzinami i nie dopuścić, by matka porzuciła ojca dla nauczyciela tańca. "Moja łódź podwodna" to reżyserski debiut Richarda Ayoade, który do tej pory zdobywał popularność pisząc scenariusze i występując w telewizyjnych komediach oraz realizując teledyski, m.in. dla zespołu Arctic Monkeys."

Jak ja kocham kino tego typu! Niby prosta, banalna historia, przedstawiona w specyficzny i wręcz olśniewający. Gra aktorska na najlepszym poziomie, świetne efekty. Niektóre sceny w zwolnionym tempie, a niektóre jakby żywcem wyjęte z baśniowego snu w klimacie Salvadora Dali. Wciągająca fabuła i nieco smutne losy głównego bohatera, przeplatają tutaj się z problemami małżeńskimi jego rodziców ( w roli matki - Sally Hawkins - znana z "Happy go lucky"). Ten film chwyta za serce.



A Wy? Oglądaliście coś ostatnio, co szczególnie jest warte polecenia?

5.14.2012

"Europa" (1991)

Opis z filmwebu:

"Europa, pierwsze miesiące po II wojnie światowej. Młody Amerykanin przybywa do Niemiec, ojczyzny swych przodków, by pomóc ludziom skrzywdzonym przez wojnę. Zostaje konduktorem pociągów ekspresowych, kocha się w córce swego szefa. Ten jednak był związany z faszystami."

Doznajecie czasem olśnień robiąc porządki w starych rzeczach, zalegających w Waszych półkach? Wczoraj wycierając kurze z ogromnej (w większości czekającej na obejrzenie) kolekcji moich płyt DVD właśnie doświadczyłam takie uczucia. Lars Von Trier jest dla mnie mistrzem gatunku. Kocham jego filmy i zachwycam się nimi, kiedy tylko mam taka okazję. Jakie było moje zdziwienie kiedy odkryłam, że od kilku lat jestem posiadaczką jednego z pierwszych filmów w jego karierze "Europa". Nieomalże podskoczyłam do sufitu i natychmiast przysiadłam do oglądania (przy okazji obejrzałam kilka innych filmów, o czym z pewnością napiszę w kolejnych postach ;)).

Jak wszystkie filmy Larsa Von Triera "Europa" jest specyficzna.  Mimo, że ma już trochę lat, (efektów specjalnych na miarę niezapomnianej "Melancholii" tutaj nie odnajdziecie) to starzy wyjadacze bez problemu odnajdą lekko schizofreniczny klimat i typowe dla reżysera ujęcia i motywy.  To ten rodzaj kina, który albo się kocha albo nienawidzi. A przede wszystkim taki, który na długo pozostaje w pamięci i wraca w najmniej oczekiwanych momentach. Jest to zdecydowanie ten rodzaj kina, który porusza każdą cząstkę  wyobraźni i dotyka mojej wrażliwości na różne sposoby.


Dzisiaj w sklepie z płytami widziałam świetny box z jego najnowszymi filmami. Hmm jak to dobrze, że niedługo dzień dziecka :)


Zachęcam do obejrzenia trailera:





A niebawem recenzje filmów:


-"Iris" z Kate Winslet i Judi Dench. Biografia Iris Murdoch - pisarki i filozof. Już mogę Wam zdradzić, że genialna!
-"Rzeź" także z Kate Winslet. Najnowszy film Polańskiego. Oj uczta konesera :) Ubawiłam się do łez.
-"Persepolis" wstrząsająca animacja dla dorosłych. Zapis przeżyć dziecka a potem kobiety na tle rewolucji islamskiej. Arcydzieło!

5.12.2012

"Absolwent" (1967)

Opis z filmwebu:
"Absolwent college'u, Benjamin Braddock (Dustin Hoffman), nie ma pomysłu na dalsze życie. Jego wkroczenie w dorosłość doskonale wykorzystuje jego sąsiadka, pani Robinson (Anne Bancroft). Romans ze starszą kobietą nie jest dla Bena szczytem marzeń i w dalszym ciągu poszukuje swojej drogi życia. Zbiegiem okoliczności zakochuje się w córce Robinsonów, Elaine (Katharine Ross), a taki obrót sprawy jest całkowicie nie na rękę jej matce."

O filmie słyszałam wiele dobrego. Kiedy zobaczyłam go za oszałamiającą kwotę 5zł, stał się moją własnością. Jestem wielką fanką filmów z lat 60-tych i dlatego nie zwlekałam długo z jego obejrzeniem. Historia bardzo zawiła - młody absolwent prestiżowej uczelni wdaje się w skomplikowany i na swój sposób chory romans z koleżanką własnych rodziców. Wszystko układa się pomyślnie do czasu, aż poznaje jej córkę. Nie trudno się domyślić jaki wprowadzi to zamęt i wiadomo już, że nie wyniknie z tego nic dobrego.
Młodziutki Dustin Hoffman i Kathie Ross (znana pani psycholog z mojego ukochanego "Donnie Darko") w jednych z swoich pierwszych ról.


 Na uwagę zasługuje przede wszystkim muzyka grupy Simon & Garfunkel. Jest taka oldskulowa i klimatyczna. Polecam gorąco.


Poniżej zwiastun po polsku:

4.02.2012

Filmowy weekend w Warszawie

Ten weekend minął mi pod znakiem filmów. W większości mało ambitnych, ale za to trzymających w napięciu i nie pozwalających na nudę. Może trudno w to uwierzyć, ale w doborowym gronie, w piżamach, ze stosem śmieciowego jedzenia, obejrzeliśmy 6 filmów pod rząd. Mieliśmy w planach spacery i inne atrakcje, ale kiedy nasza stolica zaczęła pokrywać się śniegiem, musieliśmy je zmienić.

1. A perfect murder (1998)

Wszystkie opisy to cytaty pochodzące z filmwebu.

"Emily Bradford Taylor (Gwyneth Paltrow) jest osobą bardzo ambitną i rola błyszczącego dodatku do eleganckiego garnituru męża zupełnie jej nie odpowiada. Niezadowolenie z życia rekompensuje jej praca tłumacza w przedstawicielstwie Stanów Zjednoczonych przy ONZ. Pewnego dnia poznaje tam młodego i utalentowanego artystę (Viggo Mortensen), który nie może znaleźć sposobu, by zdobyć uznanie w świecie sztuki. Nie brakuje mu natomiast uroku osobistego, a ponieważ i Emily jest ponętną kobietą, w bardzo krótkim czasie zostają kochankami. Romans kwitnie, natomiast biedny zdradzany mąż coraz dotkliwiej odczuwa jego konsekwencje. W końcu zaczyna coś podejrzewać. Gdy odkrywa prawdę (aż włos jeży się na głowie!) postanawia zaaranżować... zbrodnię doskonałą. To jednak dopiero początek wszystkich intryg, które prowadzą do bardzo zaskakującego finału"

Remake filmu Alfreda Hitchcocka "M jak Morderstwo". Na uwagę zasługuje przede wszystkim świetna gra aktorska i hmm Viggo Mortensen:) Genialna intryga, okrutny spisek, duże pieniądze i chore pożądanie. Dla mnie świetny film na wieczory. Daje mu 8/10 punktów.



2. "Morderstwo odbędzie się" (2005)


"Ekranizacja powieści Agathy Christie. W Little Paddock w lokalnej gazecie pojawia się ogłoszenie. Ktoś pisze, że o 19:30 w piątek 25 września zostanie zamordowana Letitia Blacklock (Zoë Wanamaker). O umówionej godzinie w domu zjawia się kilkoro gości, zaciekawionych ogłoszeniem. Nagle gasną światła i padają trzy strzały... Panna Marple (Geraldine McEwan) próbuje rozwiązać zagadkę."

Żeński odpowiednik detektywa Poirot - mojego ulubieńca. Kryminałów Christie czytałam dość mało, ale filmy oparte na jej książkach, to moja specjalność. Celowo wybrałam Panią Marple, bo nigdy nie miałam z nią do czynienia. No i ta sceneria. Urocze, małe angielskie miasteczka. Wątek kryminalny przedni. Jeszcze nigdy w życiu nie udało mi się wpaść na to, kto był mordercą. Zawsze kombinuje na wszystkie strony, szukam powiązań, jestem czujna i podejrzliwa. Niestety. Film oceniam na 10/10.

3."Skaza" (1992)


"
Pięćdziesięcioletni Stephen Fleming jest podsekretarzem stanu. Pewnego dnia na przyjeciu poznaje Annę - dziewczynę swojego syna Martina. Wkrótce kobieta zostaje jego kochanką. Anna, nie chcąc zrezygnować z Martina, spotyka się jednocześnie z dwoma mężczyznami."

Hmmm. Film z serii - kiedy nimfomanka spotka mężczyznę z kryzysem wieku średniego. Fabuła godna uwagi. Obsesyjny wręcz romans i tragiczny koniec. Film daje do myślenia. Jedynie co mi nie pasowało to sceny erotyczne. O ludzie! Dla mnie wręcz obleśne, a na pewno nie pociągające i zmysłowe. Być może scenarzyści specjalnie ukazali tę miłość w taki sposób, aby podkreślić jego patologię? Polecam. Ocena 8,5/10.




4." Uprowadzona"
(2008)

"
Czy można wyobrazić sobie coś gorszego niż przysłuchiwanie się porwaniu własnej córki za pośrednictwem telefonu komórkowego? Ten koszmar przeżywa Bryan, były agent służb specjalnych, któremu pozostało bardzo mało czasu, aby wyrwać 17-letnią Kim z rąk bezwzględnego gangu handlującego kobietami. Sytuacja wydaje się beznadziejna, zwłaszcza że Bryan znajduje się w Los Angeles, a jego córkę porwano w Paryżu... Jednak ktoś, kogo przez całe życie szkolono w zabijaniu, będzie wiedział, co zrobić."

Niczym nie wyróżniający się film sensacyjny. Pościgi, gang, handel kobietami i... bardzo głupiutka 17-latka. Irytowała mnie tak, że trzymałam kciuki, aby nie
udało się jej odbić:) Film raczej średni. Chyba tylko dla fanów tego gatunku. Ocena 5/10.



5. "Pestka" (1995)

"Czterdziestoletnia kobieta samotna poznaje mężczyznę żonatego, ojca dwojga dzieci. Rodzi się gwałtowna miłość. Bohaterka nie chce rozbijać małżeństwa, jej partner decyduje się na opuszczenie rodziny."

Uwaga, bardzo dobry film
. Uwielbiam Jandę i uważam ją za aktorkę najwyższej klasy. Piękna i poruszająca zarazem historia miłości, która wydarzyła się zbyt późno. Wiem, że film bardzo często leci na TVP Kultura, więc radzę śledzić program telewizyjny. Historia bardzo silnego uczucia bez happu endu. Ocena 10/10.





6. "Fatalne zauroczenie" (1987)


"Dan Gallagher (Michael Douglas) był szczęśliwym mężem i ojcem. Pewnego dnia spędza pełen namiętności weekend z nieznajomą kobietą. Okazuje się ona być osobą chorą psychicznie, która zrobi wszystko, żeby tylko Gallagher nie wrócił do swojej żony i dziecka. Kobieta jest gotowa posunąć się do ostateczności."

Klasyk! Wstyd się przyznać, ale oglądałam go po raz pierwszy. Świetny film o konsekwencji jednego czynu - romansu z psychopatyczną kobietą. Ogląda się go z podwyższonym ciśnieniem. Z pewnością większość z Was ma już go za sobą. A Ci, którzy jeszcze się wahają powinni pędzić do wypożyczalni bez zastanawiania. Ocena 10/10.




A wy? Oglądaliście coś w weekend?

3.03.2012

"Kobieta w czerni" (2012)


Opis z filmwebu:

"Nie wiecie, po co przyszła, że wróci bądźcie pewni. To widmo ciemności, to Kobieta w czerni – mówi legenda Crythin Gifford. W pobliżu opuszczonej posiadłości, po zachodzie słońca, pojawia się kobieca postać ubrana na czarno. Zawsze, wkrótce potem w okolicy umiera dziecko. Po śmierci właścicielki Domu na Węgorzowych Moczarach do miasteczka przyjeżdża młody notariusz Artur Kipps (Daniel Radcliffe), ma uporządkować jej sprawy spadkowe. Niewiele może się jednak dowiedzieć. Okoliczni mieszkańcy boją się mówić o tym, co zdarzyło się tu przed laty. W czasie odpływu sam Kipps udaje się do przeklętego miejsca. Nie przypuszcza, że przekraczając próg posiadłości, stanie się częścią przerażającej historii Crythin Gifford. "


Kiedy w kinie zobaczyłam reklamę tego filmu, wiedziałam, że muszę go obejrzeć. Trochę nie w smak była dla mnie obsadzenie w postaci głównego bohatera Daniela Radcliffe'a, ponieważ nie jestem zagorzałą fanką Pottera. Jednakże muszę stwierdzić, że aktor wybronił się swoją grą aktorską. Chociaż wygląda w horrorze zbyt młodo i charakteryzatorzy raczej się tutaj nie popisali. Ja przed oczami miałam młokosa, któremu ktoś doczepił bokobrody.

Ciężko mi napisać rozległego posta na temat tego horroru, ponieważ, wstyd się przyznać, pół filmu miałam zasłonięte oczy. To film z gatunku takich, gdzie widmo wyskakuje nagle, trupia twarz wybałusza swe oczy i krzyczy jak opętana, kiedy tylko główny bohater odwróci wzrok. Bardzo klimatyczna i przerażająca historia bez happy endu. Mgliste uroczysko położone na bagnistych terenach, tajemnicze zgony małych dzieci oraz widmo kobiety odzianej w czerń. Z pewnością trzyma w napięciu, przerażająca wręcz cisza przeplata się z demonicznym wrzaskiem zjaw i umierających dzieci.

W filmie nie pojawia się ani kropelka krwi, reżyser i scenarzyści zapewne chcieli bazować na emocjach i domysłach widza. I chyba był to strzał w 10. Rzadko boje się na horrorach, a ze strachu podskakuje niezwykle rzadko. Naliczyłam u siebie 7 podskoków ze strachu, przy czym, jak pisałam wyżej, polowe filmu oglądałam zza palców zasłaniających oczy. Mimo wszystko, nie umiem jednoznacznie ocenić produkcji. Owszem bałam się, jednakże film nie zapadł mi jakoś szczególnie w pamięć i szybko z niej wyparował. Dla miłośników horrorów to zdecydowanie godna polecenia uczta.



2.28.2012

"Panna nikt" (1996)

Opis z filmwebu:
"Po przeprowadzce do dużego miasta 15-letnia Marysia trafia do nowej szkoły. Dziewczynka jest nieśmiała i z trudem przystosowuje się do nowego środowiska. Początkowo więź przyjaźni łączy ją z Kasią, dziewczyną o silnej osobowości, utalentowaną artystycznie i mającą wyrobiony światopogląd. Kasia stopniowo wprowadza przyjaciółkę w świat sztuki i intelektu, który coraz bardziej fascynuje Marysię. Ale Kasia uczy ją również swego sposobu na życie. Wyznaje jej, że jest opętana przez demona, który umożliwia jej tworzenie muzyki."

Jest to chyba jeden z zapomnianych trochę filmów Andrzeja Wajdy. Film znam dobrze, nawet bardzo. Oglądałam go namiętnie, jako mała dziewczynka i już wtedy wywołał na mnie duże wrażenie, mimo, że absolutnie nie jest dla dzieci. Miałam specyficzny gust filmowy jako brzdąc - "Uśpieni" z Bradem Pittem, "Dirty Dancing" oraz "Pierścień i
róża" - to był mój top.

Ostatnio kanał Kino Polska postanowił przypomnieć widzom film oparty na książce Tomasza Tryzny. Zdaje sobie sprawę, że nie każdemu ten film przypadnie do gustu. Jest specyficzny i raczej trudny w odbiorze. Na uwagę zasługuje świetna gra aktorska nie tylko tytułowej Panny Nikt, granej przez Annę Wielgucką, o której niestety dziś się nie słyszy. Ciekawą postać gra także młoda, tutaj 16-letnia, Anna Mucha. Przyznam, że nie przepadam za tą aktorką, lecz w tym filmie pokazuje cały swój talent aktorski, który jak najbardziej posiada. W filmie zobaczyć możemy także Annę Powierzę, Stanisławę Celińską, Małgorzatę Potocką czy też Małgorzatę Pieczyńską.

Ten dramat psychologiczny mocno wbija się w pamięć i jest jednym z tych filmów, z którymi koniecznie należy się zapoznać. Obserwujemy zmiany, jakie zachodzą w młodej, bogobojnej, uczynnej i pracowitej Marysi, która wraz z rodziną przeprowadza się do miasta, gdzie znajdzie się pod silnym wpływem dwóch, bardzo mocnych i dominujących charakterów - Kasi i Ewy. Dziewczyna z dnia na dzień staje się zupełnie innym człowiekiem, a z czasem sama zaczyna zadawać sobie pytanie jaka jest naprawdę. Czy można być równocześnie dobrym i złym?
Polecam!

2.27.2012

Oscary ... w 1954 roku:)


Jestem zachwycona z powodu Oscara dla Meryl Streep. Wczoraj byłam na "The iron lady" i przyznaje, że nikt lepiej nie zagrał by byłej premier. Bardzo poruszający film, opowiadający o odważnej, stanowczej i konsekwentnej kobiecie.

Jednak dziś nie o tym. W 1954 roku statuetka powędrowała do mojej ukochanej Audrey za rolę w "Roman Holiday"(mój mąż mówi o tym filmie "Wakacje Romana";)) Jako, że dzisiejszy dzień, mimo, że bardzo owocny w przeżycia, przyprawił mnie po raz kolejny o atak migreny. Odkąd wróciłam do mieszkania, błąkam się jak cień i nie mogę znaleźć swojego miejsca. Zapadła zatem decyzja o obejrzeniu "Rzymskim wakacji". Wiecie o tym doskonale, że nic, tak jak film z Hepburn, nie poprawia mi humoru.

Czasami chciałabym "wskoczyć" do takiego filmu, do tamtym czasów, niby takich samych, a jednak zupełnie innych. Za dużo dziś pogoni, nerwówki, zawiści, egoizmu, za mało optymizmu, miłości, radości i umiejętności cieszenia się z drobnych rzeczy. Tak, tak. Niby każdy to wie, a i tak mam wrażenie, że nie bardzo rozumie.



Te filmy niesamowicie mocno na mnie oddziałują. Audrey w prawie każdym swoim filmie ukazuje prostą, uroczą i niewymuszoną zarazem radość z życia. Jest świeża, dziewczęca, jej buzia aż promienieje szczęściem. Ma w sobie coś, co mnie zaraża. Wprawia w znakomity nastrój i powoduje uśmiech od ucha do ucha. Podsumowując : Audrey jest dobra na wszystko!


A wy? Widzieliście już "Rzymskie wakacje"? Jakie filmy dla Was są lekiem na całe zło tego świata i poprawiają Wam humor lepiej niż cokolwiek innego.



2.25.2012

"Róża" (2011)


Na film wybrałam się z mężem w zeszłą niedzielę. Znany i lubiany przez nas reżyser, ciekawa tematyka i uzdolnieni aktorzy. Spodziewałam się romantycznej historii o trudnej miłości, która rodzi się między dwojgiem ludźmi tuż po wojnie w 1945 roku. Liczyłam na wzruszenie, wynikające z pokonania przeciwności losu i szczęśliwy happy end. To, co zobaczyłam na dużym ekranie, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Już od pierwszej sceny, zdałam sobie sprawę, że film nie należy do przyjemnych i kolorowych. Młody żołnierz Tadeusz (Marcin Dorociński) po tragicznej śmierci swojej żony, wiedzie tułacze życie i wyrusza w poszukiwaniu lepszego jutra. Wojna zabrała mu wszystko - żonę, radość z młodości i istnienia. Dociera na Mazury, gdzie odnajduje wdowę po żołnierzu, którego śmierci był świadkiem. Róża (Agata Kulesza) przyjmuje wędrowca z dystansem, jest chłodna i źle doświadczona przez życie. Jest krucha, delikatna, a zarazem silna i ostrożna. Między dwojgiem zaczyna dziać się coś, co z początku wydaje się być troską i niepokojem. Oboje muszą walczyć o własne życie, broniąc się przez okolicznymi złodziejami i gwałcicielami. Para pomaga także wielodzietnej rodzinie przesiedleńców z Kresów. Czy taka miłość ma przyszłość? Czy mroczna przeszłość kobiety pozwoli jej w pełni cieszyć się miłością do Tadeusza?

Okrutny, szary, brutalny obraz rzeczywistości w powojennej Polsce. Cierpienie, ból, strach oraz świadomość niekończącego się piekła. Nie jest to typowy film na leniwe popołudnie, raczej bolesna przeprawa. Godny polecenia nie tylko ze względu na wspaniałą fabułę i genialną grę aktorską. Moją uwagę przykuła muzyka - oddająca i podkreślająca nastój filmu, wzbudzająca niepokój, a przy tym melancholijna i piękna.

A dziś wybieramy się na "Żelazną damę" i trzymamy kciuki za nominowanych do Oscara.

2.03.2012

"Oniegin" (1999)



Podchodziłam z rezerwą do tego filmu, bowiem bardzo często ekranizacje wielkich literackich dzieł okazują się zwyczajną porażką. Uwaga! Ten film to jeden z nielicznych wyjątków!
Poznajemy historię młodego, nieco cynicznego i egoistycznego uwodziciela -Eugeniusza Oniegina. Młodzieniec zafascynowany lieraturą i sztuką poznaje innego artystę - Włodzimierza Leńskiego, jego narzeczoną oraz jej siostrę Tatianę. Tatiana jest młoda, delikatna, naiwna, marzy o wielkiej miłości i właśnie taką obdarza Oniegina. Łączy ich pasja do literatury i wiejskiego stylu życia. Dziewczyna decyduje się na depsperacki nieco krok - pisze miłosny list adresowany do Oniegina. Zapewnia w nim o swoich szczerych uczuciach aż po grobową deskę. Wyznaje mu miłość gorącą i szczerą. Oniegin jednak reaguje na list chłodno, delikatnie i z dystansem odrzuca miłość Tatiany. Nie do końca rozumiem, dlaczego postąpił w taki sposób. Z wyrachowania? Aby jeszcze bardziej podkreślić swoją obojętność, Oniegin na złość Tatianie wdaje się w flirt z jej siostrą - Olgą. Narzeczony Olgi chcąc bronić honor swojej przyszłej żony, wyzywa go na pojedynek, który kończy się tragicznie. Tatiana cierpi, gdyż wie, że nie zazna już w życiu miłości. Babcia i matka nakładanią ją do szybkiego zamążpójścia. Dla nich miłośc to złuda i kaprys, który można spełnić poza małżeńskim łożem. Jednak Tatiana wie, że kiedy odda swe serce przyszłemu mężowi, pozostanie mu wierna.
Po 6 latach dochodzi do przypadkowego spotkania Oniegina i Tatiany, jednak ich relacje nieco się skomplikują. Okaże się, że czasami w życiu nie da się naprawić błędów popełnionych w młodości.

Wzruszający, dramatyczny, świetna gra aktorska. Poruszający obraz skomplikowanej miłości dwoja ludzi, która przegapiła swą jedyną szansę na szczęście. Polecam!

1.28.2012

Serialowa sobota ;)


Za sprawą Papryczki z miłą chęcią oddam się chwili relaksu i wytypuje moje ulubione seriale:) A jest ich hmm nie tak sporo. Niestety jak wiecie teraz nie jest nam dane oglądać je w sieci, przez co bardzo ubolewam:(


1.Gilmore Girls - mam własną kolekcję na DVD. Jest to jeden z tych seriali, do których się wraca wciąż i wciąż, mimo, że na pamięć zna się całe odcinki. Wyjątkowy i cudowny. Niejednokrotnie uroniłam łzę, wybuchałam śmiechem, denerwowałam się i stresowałam razem z bohaterkami. Są szalenie inteligentne, bystre, mają cięte języki i bardzo skomplikowane życie. Niełatwo dokonują wyborów i niejednokrotnie ponoszą za to wysoką cenę. Aktorki grające matkę i córkę są do siebie łudząco podobne! Dlaczego jest tylko 7 sezonów? A na dodatek kończy się tak nierozstrzygająco...






2. Gotowe na wszystko - no cóż, może mało ambitne, ale za to rozbawia do łez. Perypetie grupy przyjaciółek mieszkających na jednym z przedmieść USA. Każda z nich jest zupełnie innym typem osobowości, temperamentu. Lecz o każdej można powiedzieć, że jeśli trzeba i przychodzi im walczyć o swoje są...zdesperowane. Moją ulubioną postacią jest Susan. Może dlatego, że sama ją trochę przypominam. Jest roztrzepana, troszkę dziecinna, naiwna, ale uczciwa i sumienna. Bardzo polubiłam też postać Bree - perfekcyjnej w każdej sferze życiowej. Jest doskonałą kucharką, gospodynią, ma idealną sylwetkę i porcelanową cerę.







3. Sześć stóp pod ziemią - o tym serialu już pisałam na tym blogu. Oglądałam go od całkiem niedawna. Jestem obecnie na 4 sezonie serialu (na 5). Jest to ta produkcja, która miażdży i rzuca widza na łopatki. Porusza kwestię śmierci, przemijania, bólu po utracie najbliższej osoby, ale także chorób psychicznych, homoseksualizmu, nimfomanii i skomplikowanych relacji rodzinnych. Genialna produkcja i uważam, że obowiązkowa dla każdego!



4. Czysta krew - no niestety! Za sprawą mojego taty dałam się wciągnąć w tą szmirę!;) Serial jest bardzo wciągający i gra na emocjach. Prawda jest taka, że 90% z nas wciągnęła by się w "Modę na sukces" tudzież inny "Klan". To okrutna prawda. Serial aż poraża głupotą i wręcz śmieszną fabułą, ale uzależnia i nic się na to nie poradzi. Historia młodej dziewoi, która zakochuje się w niebezpieczny, acz zabójczo przystojnym wampirze. Oryginalne:D
Ich miłości przeciwstawia się wiele osób i ich uczucie wystawione jest na ciężką próbę. A jak potem dochodzi ten trzeci, to już w ogóle klops i zgrzytanie zębami/kłami. Nie jest to serial, do którego się wraca:)



Do zabawy zapraszam każdego, kto tylko ma na to ochotę. Liczę też na Wasze opinię, na temat powyższych seriali:) A może jest coś godnego polecenia?

1.06.2012

Antychryst (2009)


Opis z filmwebu:

"Światowej sławy psychiatra i jego młoda żona, badająca historie czarownic w średniowieczu, wyjeżdżają do domu na odludziu, by zaszyć się przed światem i zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami. Zamiast ukojenia znajdą tam jednak niszczycielską moc sięgającą początków świata. Będą musieli stawić czoła potężnej i przerażającej sile, z której istnienia nie zdawali sobie sprawy. Willem Dafoe ("Ostatnie kuszenie Chrystusa", "Spiderman") i Charlotte Gainsbourg ("21 gramów") w horrorze twórcy kultowego "Królestwa" i "Przełamując fale" Larsa von Triera. Przełomowe efekty specjalne studia Platige Image, niesamowite zdjęcia Anthonego Dod Mantle, nagrodzonego Oscarem za film "Slumdog. Milioner z ulicy". To wszystko zapowiada rewolucyjny film grozy na miarę "Dziecka Rosemary" Polańskiego i "Lśnienia" Kubricka."

To było moje drugie podejście do dzieła Larsa Von Triera. Za pierwszym razem coś we mnie powiedziało "dość" po około 30 minutach. Dziś śmiało stwierdzam, że "dojrzałam psychicznie" i obraz wywołał na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Stonowane kolory, cichy, milczący a zarazem przerażający i tajemniczy ciemny las. A przede wszystkim dwoje, całkiem niedawno, bliskich sobie ludzi, których zmienia tragedia. Oboje muszą zagłębić się w najmroczniejsze zakamarki własnych psychik i stanąć twarzą w twarz z lękiem i paniką.

Zdaje sobie sprawę z tego, że mało osób lubi kino tego typu, więc nie mogę polecić go wszystkim. A już na pewno nie na poprawę nastroju:) Podobno film należy obejrzeć w samotności, żeby lepiej zrozumieć jego sens. Chyba coś w tym jest. Mój mąż oglądał go sam, kiedy to ja wymiękłam na starcie i po dziś dzień ma uraz psychiczny. Ja urazu nie mam, a za to ogromną chęć na kolejne filmy tego reżysera.




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...