Etykiety

2.28.2015

"Miniaturzystka" Jessie Burton


O debiucie Jessie Burton było głośno prawie we wszystkich możliwych mediach. Nic w tym dziwnego, bo autorka włożyła sporo serca i pracy pisząc "Miniaturzystę". Godzinami czytała o historii siedemnastowiecznej Holandii, hierarchii społecznej oraz o dość rzadkiej w dniu dzisiejszym sztuce tworzenia...domków dla lalek. Bo to właśnie wokół jednego z nich krąży ta powieść.

Uboga, nastoletnia jeszcze Petronella wiedziona nie sercem lecz rozsądkiem wychodzi za mąż za bogatego kupca. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dziewczyna nie widziała swego "ukochanego" od dnia ślubu i zupełnie go nie zna. Łudzi się, że życie u boku zamożnego mężczyzny uczyni z niej doskonałą panią domu i z czasem troskliwą żonę i matkę. Kiedy staje u progu swego nowego domu w jej sercu rodzi się nadzieja. Niestety, już pierwszego dnia jej wyobrażenie o dobrobycie okazuje się ułudą. Jej mąż przebywa w interesach poza domem i ceremoniał powitalny przypadł w udziale jego siostrze - Marin. Pomiędzy dwiema kobietami rodzi się niechęć i dystans. Szwagierka Petronelli okazuje się zimną, wyrachowaną i chorobliwie oszczędną kobietą. Zamiast świec z pszczelego wosku w mieszkaniu unosi się odór tanich świec łojowych, a na stole króluje czerstwy chleb i mało smaczna ryba. Nawet powrót Johannesa nie jest w stanie pocieszyć młodej mężatki. Mężczyzna nie wykazuje ani krzty zainteresowania atrakcyjną żoną i pozostawia ją samej sobie. Nie tak miało być.

Pewnego dnia w ramach rekompensaty za całkowity brak pożycia małżeńskiego, zainteresowania lub chociażby czułego pocałunku, Johannes ofiaruje Petronelli duży i solidny domek dla lalek, będący zminiaturyzowaną wersją ich własnego domu.  Zarówno rozłożenie pokojów, ich ilość, kolor tapet i rozmieszczenie schodów i drzwi są identyczne. Młoda mężatka zaskoczona tym prezentem i chyba po części z braku innych zajęć, postanawia wyposażyć swój prezent. W tym celu zamawia u miniaturzystyki z miasta kilka podstawowych mebelków. Nie spotyka się z nią jednak osobiście, wysyła jedynie listy. Z każdym kolejnym zamówieniem, które trafia do rąk dziewczyny, okazuje się, że przedmioty wykonane przez tajemniczą miniaturzystkę są w 100% idealnymi kopiami ich własnych mebli. Kiedy Petronella otrzymuje laleczki, które łudząco przypominają wszystkich domowników i zwierzęta, a nawet mają na sobie znaki, o których nikt dotąd nie wiedział, zaczyna się intrygująca i tajemnicza przygoda. Ponadto do każdej paczuszki dołączone są króciutkie zdania, które zdają się idealnie wpasowywać w sytuację emocjonalną Petronelli. Skąd miniaturzystka wie jak wyglądają jej meble? Dlaczego oddaje je w najdrobniejszych detalach? Czy jest możliwe, że artystka zna przyszłość dziewczyny? Z czasem okaże się, że każdy z domowników skrywa swój sekret o których nie wie nikt...za wyjątkiem miniaturzystki.

Przyznaje, ze książka wciąga jak najlepszy dreszczowiec. Klimat  XVII-wiecznej Holandii oraz zwyczajne, domowe życie bohaterów bardzo przypominał mi sceny z filmu "Dziewczyna z perłą". Jessie Burton znakomicie oddaje portrety psychologiczne wszystkich postaci i świetnie radzi sobie z suspensem. Nie brakuje w niej także kontrowersyjnych tematów jak np. homoseksualizm i cudzołóstwo, które w tamtych czasach były absolutnym tabu. Wszystko to sprawiło, że czytanie książki było dla mnie idealną odskocznią i zwyczajnie przyjemnością. Jednakże bardzo rozczarowujący okazał się dla mnie koniec książki - rozwiązanie całej historii. Liczyłam chyba na wstrząs, z którego nie będę w stanie wyjść. Dostałam w zamian dość proste zakończenie, okraszone odrobiną dramatyzmu.

Całość oceniam jednak bardzo dobrze. Znakomity pomysł na fabułę i perfekcyjne dopracowanie detali. Czekam na kolejną książkę autorki, mam nadzieję, że nie będzie to długi czas.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

1.21.2015

"Portret damy" Henry James


"Nic jej w tym okresie nie cieszyło, nic nie mogło sprawić przyjemności kobiecie, która odkryła, że zmarnowała życie"

Twarda oprawa, prawie 900 stron codziennego taszczenia do pracy i z powrotem, godziny spędzone na wgryzaniu się w lekturę - było warto.

Tłem "Portretu damy" jest epoka wiktoriańska, a jej akcja toczy się na przestrzeni kilku lat w Stanach Zjednoczonych, Anglii i we Włoszech. Tytułową damą jest wyjątkowo inteligentna, ambitna i piękna Isabel, która z racji bardzo młodego wieku nie zasmakowała jeszcze w "wielkim świecie". Jej szansą staje się wizyta zamożnej ciotki Touchett, która proponuje dziewczynie pobyt w swej posiadłości, poznanie śmietanki towarzyskiej i wejście na salony jako dama. Isabel jednak nie w głowie bogaci amanci, strojne suknie, klejnoty i konwenanse dworu. Jej marzeniem jest podróżowanie, zwiedzanie i poznawanie świata oraz obcowanie z inteligentnymi ludźmi. Priorytetem dla dziewczyny staje się niezależność i wyjście spoza sztywne ramy ówczesnego wizerunku młodej kobiety. Z pełną premedytacją odrzuca zaloty bogatych i dobrze sytuowanych adoratorów. Nie jest to podyktowane brakiem sympatii do mężczyzn, lecz chęcią życia poza schematem. Nie chce żyć jako utrzymanka, kobieta, która zawdzięcza status społeczny swemu mężowi. Kiedy umierający wuj Touchett przepisuje jej w spadku spory majątek, Isabel staje przed wielką szansą. Ma w końcu możliwość podróżowania i spełniania własnych pragnień. Jej znajoma - madame Merle - poznaje dziewczynę z ubogim wdowcem. Gilbert Osmond od lat żyje samotnie wraz ze swoją nastoletnią córką, którą stara się trzymać pod kloszem, aby w jego mniemaniu, ochronić ją przed zgorszeniem i zapewnić świetlaną przyszłość. Isabel będąc całkowicie niezależną, przyjmuje oświadczyny Gilberta i wielkim uczuciem obdarza jego córkę Pansy. Nie zdaje sobie sprawy, że otworzyła przysłowiową puszkę Pandory, a jej związek był okrutną intrygą, która ostatecznie zrujnuje jej życie.

Henry James wydał "Portret damy" w 1881 roku, zaraz po "Europejczykach" i "Daisy Miller". Bez wątpienia był doskonałym obserwatorem społeczeństwa, ponieważ bardzo precyzyjne nakreślił obraz psychologiczny swoich postaci i uczynił je wyjątkowo "żywymi".

Pióro Henry'ego Jamesa jest wyjątkowo subtelne i znakomicie oddaje emocje głównych bohaterów. Cudowny styl autora sprawia, że lektura książki jest czasem wyjątkowym. Pełnym zachwytu nad pięknem języka. Gorąco polecam.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka, od którego otrzymałam egzemplarz.



1.05.2015

"Szkarłatna ulica" (Scarlet Street) 1945





 Tytuł: Szkarłatna Ulica
 Gatunek: dramat
 Rok produkcji: 1945, USA  Reżyseria: Fritz Lang


Są takie filmy, które wciągają od pierwszych minut. Nierzadko trafiamy na nie przez przypadek. Nie inaczej było z bardzo starą już produkcją - "Szkarłatna ulica". Odbiornik włączyłam przy okazji sprzątania, które musiałam oczywiście porzucić aż do zakończenia filmu.

Czarno-białe kino ma w sobie magię i pewną ckliwość, której próżno szukać w najnowszych dziełach dużego ekranu. Przyznaję, że nigdy wcześniej nie słyszałam o "Szkarłatnej ulicy", zatem czym prędzej pragnę zachęcić Was do podróży w głąb kina Noir.

Intryga rozpoczyna się na jednej z ciemnych uliczek gdzieś w USA. Skromny, utalentowany artystycznie, starszy bankier Christopher Cross (Edward G. Robinson) wracając późną nocą do domu, staje się światkiem przestępstwa. Młoda i piękna Kitty (Joan Bennet) staje się ofiarą drobnego złodziejaszka i cwaniaka Johnny' ego (Dan Duryea), który w brutalny sposób odziera ją z godności pozbawiając środków do życia. Będący pod urokiem niewiasty Christopher rusza z pomocą i od tego momentu jego życie zmieni się na zawsze, nieodwołalnie. Kitty jest bowiem jedną z kobiet-modliszek, nieobliczalnych, przyzwyczajonych do luksusu, niezaradnych życiowo, sprytnych i tajemniczych femme fatale. Nic więc dziwnego, że starszy mężczyzna traci dla niej głowę i...pieniądze. Wszystko zapowiadałoby się na piękną bajkę, gdyby nie żona Christophera i ukryte motywy przebiegłej Kitty.  A intryga ta jest grubymi nićmi szyta, a jej konsekwencje będą tragiczne.


Doskonała gra aktorska, będąca jedną z tych "starych szkół aktorskich" o których raczej dzisiaj się nie słyszy. Doskonale dopracowany scenariusz, napięcie i mrożący krew w żyłach finisz. W filmie nie brakuje nawet przemocy stosowanej przeciwko kobietom, co jak na tamte standardy kinowe jest dość zaskakujące. Kolejnym razem widz przekonuje się, że nie należy igrać z cudzymi uczuciami. Szczególnie jeśli chodzi o ... miłość.




1.04.2015

"Cappuccino z książką" - ciekawy program o nowościach literackich

Po dość długiej nieobecności wynikającej z zawirowań w życiu prywatnym, (w końcu własne mieszkanie juuppi!) z przyjemnością wracam do blogosfery. Przez te kilka miesięcy zdążyłam się stęsknić za Waszymi blogami i pisaniem o swoich lekturach.

Zanim jednak przejdę do opisywania wrażeń z ostatnio obejrzanych filmów oraz przeczytanych książek, spieszę donieść o moim ostatnim odkryciu. Kanał TVP Kultura (jeden z nielicznych kanałów, na którym można zapoznać się z ambitnym i wyjątkowym kinem) od jakiegoś czasu rozpoczął transmisję serii programów "Cappuccino z książką".


Prowadzące programu to trzy silne, nietuzinkowe i zakochane w literaturze kobiety - Sylwia Chutnik,  Anna Kałuża oraz Karolina Sulej. Co tydzień biorą pod lupę kilka książek, które najbardziej zasługują na uwagę. Nie brakuje też wywiadów z autorami, omawiania fenomenów literackich czy najnowszych rankingów.
Program można obejrzeć w sobotnie przedpołudnie lub na platformie vod.tvp.pl -> tutaj 

 Oglądacie? Lubicie? A może znacie podobne programy, które również warto polecić wszystkim molom książkowym?

Przy okazji życzę Wam samych wspaniałych, wciągających i motywujących lektur w 2015 roku!




8.20.2014

"Kocha, lubi, pragnie" Zbigniew Lew - Starowicz, Paulina Reiter


Zazwyczaj dość sceptycznie podchodzę do poradników, które mówią nam jak żyć, co jeść i jak radzić sobie z problemami emocjonalnymi. W zdecydowanej większości przypadków porady zawarte w tego typu książek są banalne i mało odkrywcze. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku, gdy autor jest najsłynniejszym polskim profesorem psychologii specjalizującym się w dziedzinie seksuologi. Profesor Lew Starowicz od wielu lat bierze czynny udział w uświadamianiu i edukacji Polaków. Z wielkim zresztą powodzeniem.

Książka "Kocha, lubi, pragnie" to zapis rozmowy pomiędzy redaktorką naczelną magazynu Wysokie Obcasy a profesorem Starowiczem. Temat? Związki partnerskie, pożądanie i seks. To chyba oczywiste. Czytelnik ma okazję bliżej przyjrzeć się tym niezwykle trudnym tematom, a przede wszystkim dostrzec różnicę pomiędzy wymaganiami kobiet i mężczyzn. Dostaniemy odpowiedz na wiele nurtujących pytań. Jak utrzymać namiętność w związku? Dlaczego tak często nie potrafimy sprostać oczekiwaniom partnera? Co robić, aby na nowo rozpalić ognień między partnerami? 

W książce oprócz arcyciekawej rozmowy, znajdują się także testy psychologicznie, które pomogą nam w zrozumieniu swojego związku. Ponadto znajdziemy kilka autentycznych wypowiedzi zwykłych obywateli w różnym wieku, opowiadających o swoich doświadczeniach damsko-męskich.

Niestandardowy poradnik, który odpowiada na dość kontrowersyjne pytania. Podsuwa nawet listę książek i filmów, które mają za zadanie podkręcić życie erotyczne czytelnika. Jestem pewna, że lektura poradnika będzie doskonałym sposobem na podjęcie pewnych kroków w celu poprawy jakości naszych związków, zarówno tych już istniejących, jak i tych przyszłych. Bo, jak podkreśla profesor Starowicz, mało jest kobiet nieatrakcyjnych, lecz za wiele zbyt mało pewnych siebie i nieprzekonanych o swojej seksualności. A jak podkreślić swoją kobiecość? Tego też dowiemy się z książki "Kocha, lubi, pragnie".

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak.

8.16.2014

"Fistaszki zebrane 1969-1970" Charles M. Schulz


Dwa razy w ciągu roku moje serce przepełnia dziecięca radość. Tylko dwa razy w roku Wydawnictwo Nasza Księgarnia wypuszcza na rynek kolejne tomy  "Fistaszków Zebranych". Jeden tom obejmuje dwa lata, podczas których w gazetach codziennych publikowane były zabawne paski z przygodami rozkosznego psa Snoopiego i gromady dzieciaków na czele z rezolutną i zrzędliwą Lucy oraz ogarniętym bólem świata Charlie Brownem. 

Kilkukrotnie pisałam już o "Fistaszkach" i niejednokrotnie podkreślałam ich ponadczasowość.  Warto zaznaczyć, że autor tworzył postaci przez 50 lat!  Mimo, że na przestrzeni lat bohaterowie zmieniali się wizualnie, to ciągle pozostali dziećmi. I nie są to dzieci bezbarwne i pozbawione polotu. Pod niewielkim wzrostem maluchów oraz ich codzienną beztroską, kryją się poważne egzystencjalne dylematy i ciekawość świata. 


Każdy z dziecięcych bohaterów odzwierciedla inną osobowość i śmiało można stwierdzić, że stanowi to przekrój przez społeczeństwo dorosłych. Mamy kobietę dominantę, silną psychicznie, pewną siebie, upartą i pełną pretensji do świata Lucy. Jej przeciwieństwem jest Charlie Brown - zatroskany, niezbyt lubiany chłopiec, który żyje w ciągłym strachu i niepewności szczęśliwego jutra. Jest dziecięco naiwny, dobroduszny i ufny. Schroeder to typ indywidualisty. Chłopiec zafascynowany muzyką Beethovena, całe dnie spędza u boku swego fortepianu. Papermint Patty to typowa chłopczyca, której miłością jest baseball. Linus to jeden z młodszych dzieci, które mimo ogromnej ciekawości świata, nie potrafi zerwać z nawykiem z lat niemowlęcych - kocykiem. I wreszcie Sally Brown. Młodsza siostra Charliego. Dziewczynka to typowa panikara, czarno-widzącą i nieco leniwa.

"Fistaszki" to kultowy komiks, bez którego nie umiem już żyć. Schulz porusza w nim każdy aspekt ludzkiej egzystencji - strach, miłość, marzenia, nadzieję, niemoc, radość, smutek czy też tęsknotę. Nie przechodźcie obok "Fistaszków" obojętnie!

Za komiks dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

8.10.2014

"Powstanie Warszawskie. Rozpoznani" Iza Michalewicz, Maciej Piwowarczuk


W tym roku przypada 70 rocznica Powstania Warszawskiego. Bolesnego nie tylko dla Warszawiaków zrywu, który nie zakończył się wedle oczekiwań. Powstają setki pytań. Dlaczego generał Tadeusz Komorowski, dowódca AK, podjął decyzję o rozpoczęciu Powstania, skoro od początku wiadome było, że nie mają szans na zwycięstwo (przynajmniej biorąc pod uwagę przewagę militarną wroga)? Powstańcy mówią jedno. Mieli dość masowych mordów, gwałtów, bezczeszczenia ukochanego miasta, bombardowania zabytków i wiecznego strachu o życie swoje i swoich najbliższych. 

Muzeum Powstania Warszawskiego w sierpniu ubiegłego roku podjęło się arcytrudnego przedsięwzięcia. Akcja "Rozpoznaj" miała na celu zidentyfikowanie postaci, które od lat zdobią fotografie oraz filmy z Powstania Warszawskiego. Pomysłodawcy za pomocą znanego portalu społecznościowego oraz strony internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego liczyli na pomoc zwykłych ludzi. I nie zawiedli się. Tak właśnie powstała doskonała, aczkolwiek skrócona biografia kilkorga z licznych bohaterów sierpnia 44.

Pierwszym z bohaterów, a zarazem postacią okładkową jest Stanisław Firchał - niespełna 20-letni, o wyglądzie amanta, z uśmiechem na twarzy, z oryginalną fioletową apaszką w białe grochy. Wojna zastała go, tak jak zresztą większość Powstanców, w najlepszych latach ich życia - w młodości. Młody Staś musiał pożegnać się z beztroskimi latami i przybrać pseudonim "Wicher". Książka opisuje nie tylko jego dzieciństwo, ale i losy powojenne, szczęśliwe i pełne miłości. 

Na szczególna uwagę zasługuje historia dwojga bardzo młodych ludzi, których ślub został sfilmowany przez kronikarza. Na filmie widzimy zakochanych, a jednak zatroskanych narzeczonych, którzy postanowili scementować swój związek. Dlaczego zdecydowali się na ślub w towarzystwie spadających bomb i strzałów nieprzyjaciela? Odpowiedz jest prosta - jutro mogli przecież nie żyć. Dwudziestodwuletni Bolesław "Pałąk" ranny w walce, z temblakiem na ramieniu oraz dwudziestojednoletnia Alicja, dzielna sanitariuszka, dla której znajomi specjalnie zorganizowali czyste odzienie i skromny kwiat, który wpięła we włosy.

"Wszystko było szare. Okna sklepu zabito szczelnie deskami. Wewnątrz płonęły dwie świece, żarzyła się żarówka. Tylko biało-czerwone opaski i zwiędłe gladiolusy miały jakaś barwę. Bukiet kwiatów raczej cuchnął, niż pachniał. Od dwóch tygodni nikt nie miał głowy, żeby zmienić wodę w wazonie. W powietrzu unosił się drażniący zapach amoniaku. Ale dzisiaj nic nikomu nie przeszkadzało." 

Jest to jedna z nielicznych historii miłosnych, która skończyła się happy endem. Państwo Biegowie osiedli na stałe w Stanach Zjednoczonych i doczekali się piątki dzieci oraz dwanaściorga wnucząt. O takich historiach czyta się z łezką w oku.

Podziw wzbudzają także losy Wandy Traczyk-Stawskiej pseudonim "Pączek", którą Powstanie zastaje u progu jej szesnastych urodzin. Dziewczyna mimo niskiego wzrostu, nie waha się przystąpić do wojujących o wolność. Na jednym ze zdjęć widzimy ją skupioną na oddaniu strzału w towarzystwie szefa Sztabu Obwodu Śródmieście. Jest jedną z najodważniejszych dziewcząt, które bez chwili wahania decydują się na poświęcenie życie dla dobra ojczyzny. Nie jest to najmłodszy bojownik. W książce opisana jest także historia Kazimierza Mikosa, którego wojna zastała w wieku lat 9. Kaziu jest tym szybkim, bystrym i bezszelestnie poruszających się chłopcem, który przemieszcza się między gruzami bombardowanej Warszawy.

Ponadto w książce zostały opisane losy Wojciecha Luterka, Zygfrydy Otwinowskiej, Aleksandra Zubka, Witolda Kieżuna oraz operatorów kronik.

"Powstanie Warszawskie. Rozpoznani" to przepięknie wydany album, nie tylko pod względem graficznym (kolorowe i czarno-białe fotografie) ale i pod względem treści. Doskonała lektura oraz niesamowite biogramy. Książka, którą trzeba przeczytać.

Za lekturę bardzo dziękuję Wydawnictwu Agora.

8.05.2014

"Ciemno, prawie noc" Joanna Bator


Są książki, od których bije złem, ciemnością i brudem. Są książki, których lektura sprawia, że zaczynamy patrzeć na świat przez czarne okulary, widząc całą beznadzieje i wszelkie możliwe wady naszego społeczeństwa. Fabuła książki "Ciemno, prawie noc" idealnie nadawałaby się na scenariusz jednego z filmów Smarzowskiego. Bród, smród i ubóstwo w najczystszej postaci.

Joanna Bator to nie tylko znakomita pisarka doskonale odnajdująca się w kulturze Japonii i umiejętnie ją opisująca (dotąd tylko z tej perspektywy na nią patrzyłam). To także doskonały twórca thrilleru, kryminału z dreszczykiem mającego miejsce w jednym z niewielkich polskich miast - Wałbrzychu. Alicja Tabor, młoda, spełniona zawodowo dziennikarka wraca w swoje rodzinne strony, aby napisać reportaż o serii niewyjaśnionych zaginięć wśród małych dzieci. Dla niej Wałbrzych to nie tylko miejsce urodzenia, ale chyba przede wszystkim miejsce wielkiej tragedii, która dotknęła jej ukochaną siostrę. W mieście nadal czai się zło. Czyha niemal w każdym jego zakątku, a mrok wypływa z każdej drobnej szczeliny. Miejscem szczególnym jest Zamek Książ (autentyczne miejsce w Wałbrzychu) oraz historia księżnej Daisy i jej cennego skarbu - sznurze pereł, w których została pochowana (również prawdziwa historia). Staje się ono osią, wokół której prowadzona jest fabuła i równocześnie mają miejsce prawie wszystkie enigmatyczne zdarzenia.

Alicja przez przypadek dowiaduje się okrutnej prawdy o swojej matce i siostrze. Pomaga jej w tym sędziwy wiekiem Albert Kukułka. To on, po śmierci ojca Alicji zajął się utrzymaniem ich domu a przez całe swoje życie był przyjacielem rodziny. Oczywiście on także ma swoje tajemnice. Dziennikarka chcąc poznać prawdę o dziwnych zaginięciach, naraża się na niebezpieczeństwo. Otwiera Puszkę Pandory. Od tego momentu czuje się stale obserwowana, "zaszczycona" obecnością śmiercionośnych istot, zwanych kotojadami. Alicja, zdana tylko na siebie (mimo, że otoczona mentalną opieką starszych pań tzw. Kociar) zaczyna poruszać się po grząskim gruncie, z czego zresztą zdaje sobie doskonale sprawę.

Powieść, na której stronach nie ma słońca. Społeczeństwo zaślepione wiarą do Matki Boskiej Bolesnej i przedziwnej postaci Jana Kołka - mentora, przywódcy i proroka, ginącego w tragicznych okolicznościach na oczach wiernych. Społeczeństwo specyficzne mentalnie, szukające sensacji, czasami do granic patologiczne i zagubione. Jest tu wszystko - morderstwa, samobójstwa, pedofilia, kazirodztwo, seks ze zwierzętami, gwałt, alkoholizm i przemoc. Książka wtłacza czytelnika mocno w fotel, jednakże całość pochłania i nie daje odetchnąć. Czasami aż ciężko złapać oddech, bo już na kolejnej stronie zostajemy porażeni po raz kolejny.

Takie książki pamięta się długie lata. Zostają one w ludzkim umyśle jak blizna na ciele. Doskonała proza, bez wątpienie godna nagrody, którą otrzymała w 2013 roku - Literackiej Nagrody Nike. Brawa dla autorki! Czekam na kolejne powieści.


7.23.2014

"Ćwiartka raz" Karolina Korwin - Piotrowska



Z osobą Karoliny Korwin – Piotrowskiej miałam przyjemność spotkać się już kilkakrotnie. Za sprawą telewizji, śledziłam jej wypowiedzi w "Maglu towarzyskim", co za każdym razem wprawiało mnie w dobry nastrój. Cóż to dużo mówić. Dziennikarka, jak mało kto potrafi celnie, z dystansem i dużą dozą humoru komentować pełen zawirowań świat celebrytów. Na „Ćwiartkę raz” czekałam z niecierpliwością i przyznaję, że jej lektura nie tylko była świetną rozrywką, ale dostarczyła mi sporej wiedzy na temat szeroko pojętej kultury polskiej.

Czym jest „Ćwiartka raz”? Daleka jestem od nazywania książki autobiografią, jak czasami zdarza mi się o niej czytać. Owszem, pisząc o tym, co działo się w umysłach Polaków i mediach przez 25 lat, nie sposób nie pomknąć o swoich wrażeniach, jednak nie jest to główny wątek książki. Ten, kto żyje dłużej niż 25 lat był zapewne świadkiem tego, jakie zmiany w mentalności, szafach i rozumieniu pojęciu „kultura” rok po roku zachodziły w polskich domach. A działo się, oj działo!

Każdy rok niesie za sobą inne trendy, inne filmy królują w kinach, inne spektakle na deskach teatru a w prasie kolorowej i codziennej prym wiodą inne osobowości i gwiazdy. Przyznaję, że kilka pierwszych, opisywanych przez dziennikarkę lat było dla mnie powtórką z historii, znanej głównie z opowiadań rodziców. Niemniej jednak arcyciekawy był spacer po stronach gazet z końca lat 80. Nie trudno zauważyć, że pojęcie „sukcesu” oraz „sławy” miało zgoła inne znaczenie niż teraz. Kiedy jednak dobrnęłam do połowy lat 90. przeniosłam się duchem do swojego dzieciństwa i okresu dorastania. Ach, jednakże sentymentalna podróż. Cudownie było przypomnieć sobie o kultowych filmach, o niezapomnianej muzyce i skandalach. Podczas lektury cały czas miałam przy sobie notes, w którym skrzętnie notowałam. Zrobiłam sobie moją listę filmów, które pasowałoby odświeżyć (cały Kieślowski!) i muzyki, którą z sentymentu można przesłuchać. Zresztą Youtube towarzyszył mi podczas czytania cały czas.

25 lat to niby nie dużo. Okazuje się jednak, że to był okres intensywnych zmian, które przybliżyły nas bardziej do Europy. Z jednej strony były to zmiany bardzo pozytywne. Z drugiej strony przyniosły nam portale plotkarskie typu „Pudelek” czy „Kozaczek” oraz celebrytów znanych tylko z tego, że są znani. Na szczęście mamy wybór. Jedni wybierają masową kulturę, wielkie multipleksy kinowe, lekką beletrystykę i kolorowe pisma cotygodniowe. Inni mają możliwość pójścia do małych, studyjnych kin, czytania niebanalnej prasy („Chimera”, „Lampa”) oraz podziwiania oryginalnych sztuk teatralnych. I całe szczęście!

„Ćwiartka raz” to ważna lektura, kronika 25 lecia przemian, o których każdy Polak słyszał i brał w nich czynny udział. Wspaniała książka, jedna z perełek na mojej półce do której z pewnością będę wracać.


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.  

7.04.2014

Wygraj kurs językowy za granicą!

Wakacje powoli nabierają rozpędu. Większość z nas pewnie zamierza spędzić je na błogim lenistwie. Inni z kolei robią bardziej ambitne plany. Obiecują sobie, że przez wakacje obejrzą mnóstwo starych filmów, przeczytają wszystkie książki ulubionego autora czy też nauczą się nowego języka. No właśnie! A jakby tak uczęszczać na kurs językowy za granicą i przy okazji zwiedzić lokalne zabytki?

Spróbujcie swoich sił w konkursie organizowanym przez platformę Multikurs.pl .
Marzy Ci się Meksyk, Anglia czy Malta?

1. Nagrodą główną jest kurs językowy angielskiego lub hiszpańskiego z zakwaterowaniem.
2. Drugą nagrodą jest kurs językowy bez zakwaterowania.
3. Nagrodami dodatkowymi są:
- kurs językowy w dowolnym miejscu w szkole Sprachcaffe bez zakwaterowania
- vouchery do wykorzystania na naukę języka w wyżej wymienionej szkole
- 10 pakietów 3 dowolnych kursów online (do wyboru 5 języków) na platformie multikurs.pl


Szczegóły konkursu pod adresem ->klik


3.15.2014

"Nie odchodź" Lisa Scottoline


Mam już za sobą kilka książek Lisy Scottoline i mogę powiedzieć jedno – jest to autorka, która w sposób bardzo subtelny, a zarazem wnikliwy potrafi dotknąć nawet najbardziej skomplikowanych tematów. Jest wiele książek o kobietach samotnie wychowujących swoje pociechy. Wśród tych książek znajduje się przynajmniej cały stos historii żon żołnierzy wysłanych na wojnę, którzy oddają życie za ojczyznę.

W przypadku książki "Nie odchodź" jest zupełnie inaczej. 36-letni Mike jest doświadczonym i cenionym lekarzem, który wyjeżdża na misję do Afganistanu, aby pomagać najbardziej poszkodowanym rannym. W Ameryce zostaje jego piękna żona wraz z małą córeczką. Mike odlicza dni do spotkania z dwiema miłościami swego życia. Nie da się ukryć, że to uczucie go uskrzydla i dodaje otuchy. Jednak tragiczne wieści spadają na niego jak grom z jasnego nieba. Ukochana Chloe umiera w ich domu na skutek nieszczęśliwego wypadku. Szybki powrót do kraju, ogromny ból po stracie żony i niepokój o przyszłość córki – to już realia kolejnych dni wdowca.

Zdruzgotany Mike może jednak liczyć na siostrę swojej zmarłej żony i jej męża. Małżeństwo z oddaniem i miłością opiekuje się malutką Emily. Lekarz nie ukrywa swej wdzięczności, tym bardziej, że jego sytuacja życiowa nie wygląda jak bajka. Czytając policyjny raport z miejsca tragicznego wypadku, dowiaduje się, że jego żona w momencie śmierci była w 4 tygodniu ciąży. Nie byłoby w tym nic zdumiewającego, gdyby nie fakt, że Mike od dawna przebywał na wojnie. Nie ulegało zatem wątpliwości, że Chloe dopuściła się zdrady. Okazało się, że to dopiero początek kłopotów i przykrych niespodzianek w życiu samotnego ojca.

Mike musi wrócić na misję, gdzie godzinami rozmyśla o zdradzie żony, nienarodzonym dziecku i małej Emily, która nie dość, że nie rozpoznaje w nim ojca, to jeszcze źle reaguje na jego towarzystwo. Córeczka zostaje pod prawną opieką swojego wujostwa, na co Mike bezmyślnie zgadza się podpisując dokument o tymczasowym oddaniu jej pod ich opiekę. W Afganistanie dochodzi do serii tragicznych wypadków. Najpierw w ataku giną jego najbliżsi przyjaciele, a potem on sam doznaje poważnego urazu, w wyniku którego traci rękę.

Po ponownym powrocie do Stanów Mike napotyka na same przeszkody. Emily traktuje swoje wujostwo jak rodziców i nawet nazywa je "mamą" i "tatą". Mężczyzna pozbawiony jest pracy, ze względu na brak ręki, zaczyna mieć problemy ze środkami przeciwbólowymi, sam uruchamia niebezpieczne śledztwo w sprawie własnej żony oraz publicznie demonstruje swoją agresję. Nic już nie jest jak dawniej, a Mike czuje, że traci grunt pod nogami. Wszystko wali się w momencie, kiedy Bob i Danielle oznajmiają mu, że nie oddadzą mu dziecka. Boją się bowiem o zdrowie i szczęście małej dziewczynki, która miałaby się wychować u uzależnionego od leków, agresywnego i bezrobotnego ojca.

Czy samotny ojciec ma szansę na wygranie sprawy w sądzie? Czy dowie się kto ponosi współodpowiedzialność za śmierć i ciążę swojej żony? Scottoline porusza dość skomplikowany i trudny temat, w dodatku z kilkoma równie niejednoznacznymi wątkami pobocznymi. Książkę czyta się w pełnym skupieniu i z ogromną przyjemnością. Jest to beletrystyka doskonała na popołudnia, napisana lekko, ale zgrabnie. Cieszę się, że miałam okazję przeczytać coś świeżego i ukazującego tragedię rodzin żołnierzy wysyłanych na misję wojenne z zupełnie innej strony. Świat widziany oczami byłego żołnierza wydaje się być jeszcze bardziej tragiczny i brutalny, niż tęsknota żon w bezpiecznym kraju.


Pani Scottoline, dobra robota. 

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

2.15.2014

"Tajemnica pani Ming" Eric-Emmanuel Schmitt



O Ericu-Emmanuelu Schmittcie słyszał chyba każdy i większość moli książkowych kojarzy go z takimi tytułami jak "Oskar i pani Róża" lub "Małżeństwo we troje". W moje ręce trafiła ostatnio najnowsza książka tego pisarza - "Tajemnica pani Ming". Wzrok przyciąga prześliczna okładka utrzymana w kolorystyce pistacji, przedstawiająca sielankowy obraz wakacyjny. Książka ma niespełna 80 stron i można ją pochłonąć w jeden wieczór.

Kim jest enigmatyczna postać z tytułu książki? Pani Ming jest starszą kobietą pochodzenia chińskiego, która obecnie pracuje w jednym z wielkich i luksusowych hoteli, pilnując porządku w toaletach. Pani Ming w niczym nie przypomina znudzonych życiem, nieuprzejmych i lekko zaniedbanych kobiet, które zazwyczaj pracują w tym zawodzie. Jest elegancka, dystyngowana, kulturalna a z jej oczu bije blask mądrości. Los styka ją z biznesmenem, który przylatuje w sprawach biznesowych do prowincji Guangdong. Mężczyzna, chcąc na chwilę uciec z miejsca swojego biznesowego spotkania (aby tym samym podnieść nieco ciśnienie oczekującym klientom), udaje się do toalety. Tam od razu zauważa panią Ming. Jednak to nie on zagaja rozmowę. Chinka wita go aforyzmem:

"Rodzimy się braćmi, lecz pod wpływem wychowania stajemy się różni." 

To zdanie intryguje mężczyznę, który wdaje się z panią Ming w dyskusję, stającą się główną osią tej cudownej opowieści. Dowiadujemy się, że pani Ming jest szczęśliwą matką dziesięciorga dzieci. Wydaje się to dość nieprawdopodobne, biorąc pod uwagę zasady dotyczące prokreacji panującej w Chinach. Ambitny biznesmen długo wysłuchuje historii każdego z dzieci pani Ming, wiedząc, iż ponosi ją wyobraźnia. Przyznaje jednak przed sobą, że jej opowieści są wypełnione ciepłem, miłością i mądrością. Pewnego dnia jednak pani Ming nie zjawia się w pracy. Okazuje się, że obecnie przebywa w jednym ze szpitali, ponieważ uległa nieszczęśliwemu wypadkowi.

Mężczyzna nie ma wątpliwości. Musi odwiedzić panią Ming. Z powodu tych opowieści i wyznań, czuje się z nią związany. Zaczyna traktować ją jak dobrą znajomą lub przyjaciółkę. W szpitalu spotyka córkę starszej pani i to od niej dowiaduje się całej, zaskakującej prawdy.

Książka jest krótką, aczkolwiek bogatą w ciekawe sentencje opowieścią o wzruszającym zakończeniu. Jestem świeżo po lekturze, zatem dość ciężko mi podzielić się jakąś ostateczną refleksją na temat "Tajemnicy pani Ming". W mojej głowie nadal kotłują się myśli.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

1.29.2014

"Kochanka Freuda" Karen Mack, Jennifer Kaufman


Żyjący na przełomie wieków psychiatra (a także neurolog) Zygmunt Freud jest z pewnością znany każdemu, kto chociaż przez chwilę interesował się meandrami ludzkiej psychiki. Zdecydowana większość kojarzy go z psychoanalizą. Jednak mało kto, zdaje sobie sprawę, że Freud prowadził także całkiem bujne życie rodzinne. Marthę Bernays, kobietę z wyższych sfer, Zygmunt poślubił w 1886 roku. Razem doczekali się szóstki potomstwa. Wygląda to na pełne szczęścia i spełnienia małżeństwo? Sielanka w tym związku, to tylko pozory.

Młodsza siostra małżonki Freuda -Minna - wyrosła na niebywale inteligentną, odważną i intrygującą damę. Bycie panienką tuż przed trzydziestym rokiem życia, (27 lat) to w tamtych czasach dość duży powód do niepokoju. Minna przedstawiana jest w książce jako kobieta niebanalna, dość stanowczo broniącą swoich poglądów intelektualistka, nie stroniąca od lampeczki czegoś mocniejszego. Nic dziwnego, że ta spragniona miłości i zainteresowania kobieta zakochuje się po uszy w niezwykle utalentowanym i oryginalnym naukowcu. Fakt, iż jest on mężem własnej siostry nieco komplikuje sytuację, jednakże jak mówią - serce nie sługa.

Być może nie doszło by do romansu między dwojgiem, gdyby nie dobre serce Marthy, która ofiarowała młodszej siostrze dach nad głową w momencie jej drobnego życiowego niepowodzenia. Kiedy Minna zamieszkała z państwem Freud i ich dziećmi, sprawy nabrały błyskawicznego tempa. Mądrość i powszechne zainteresowanie Freudem jeszcze pobudzało wyobraźnię Minny, która szukała w swoim szwagrze nie tylko kompana do długich rozmów na temat psychologii, ale i miłości. Romans z tygodnia na tydzień nabierał rumieńców. Z czasem jednak wyrzuty sumienia Minny zaczęły górować nad namiętnym uczuciem i kobieta podjęła decyzję o wyjeździe. Ten zabieg jednak nie powstrzymał naukowca, który gotów był przemierzyć długą drogę, tylko po to, aby na chwilę znaleźć się w ramionach oblubienicy.

Ta historia nie ma jednak happy endu dla żadnej ze stron. Freud pochłonięty swoją popularnością i uwielbieniem oddawał się także krótkim znajomościom z innymi kobietami. Co się działo w tym czasie z Marthą? Czy wiedziała o licznych zdradach swojego męża? Czy faktycznie była tylko typową gospodynią domową, której jednym celem było wychowanie dzieci i zaspokojenie potrzeb męża? Na wszystkie te pytania odpowie czytelnikowi książka " Kochanka Freuda".

Ogromnym plusem książki były liczne fragmenty opisujące pracę naukową psychiatry. Ten, kto nigdy dotąd z nimi się nie zetknął, będzie miał doskonałą okazję do nadrobienia zaległości. Bardzo ciekawa pozycja, którą pochłania się w dwa wieczory.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova

1.20.2014

"Kurs szczęścia" Beata Pawlikowska


Po lekturze "Księgi kodów podświadomości" zabrałam się za kolejny tom z tej serii - "Kurs szczęścia". Mimo, że drugi tom nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia, postanowiłam przełamać się po raz kolejny. I znowu czuje to samo - lekkie zdenerwowanie i zaciekawienie zarazem. Z tym, że teraz zdecydowanie na korzyść tego drugiego.

Po pierwsze, szata graficzna. Wszystkie jej poradniki są unikatowe, oryginalne i kojarzone wyłącznie z nią samą. Ilustracje autorstwa pani Beaty są dziewczęce i słodko naiwne, co tylko wzbogaca treść i nadaje jej lekkości. Po drugie w tym tomie nie brakuje miejsca na własne przemyślenia i zapiski. Co więcej, autorka podsuwa nam szereg ćwiczeń, na których wykonanie mamy dużo przestrzeni. I to jakiej! Odpowiedzi na pytania zawarte w poradniki wpisujemy w ozdobne ramki czy drzewa. Na końcu książki znajduje się także dużo miejsca na wpisywanie naszych postępów z całego roku!

Koncepcja książki niczym nie rożni się od poprzedniego tomu. Pomaga czytelnikowi zagłębić się w swoją psychikę, zrozumieć, co go blokuje w codziennych sytuacjach i co sprawia, że myślimy o szczęściu, jako o odległym marzeniu, które nie ma szansy się ziścić. Jednak Ci, którzy po lekturze poradnika wymagają znacznie więcej niż tylko suchej teorii i pragną zobaczyć efekty jej zastosowania, powinni wykonać wszystkie ćwiczenia w nim zawarte.

Znana podróżniczka (i być może niedługo life coach) próbuje nam pomóc zrozumieć dlaczego w życiu niektórych ludzi tak często dochodzi do nieszczęść, a inni spotykają na swej drodze same radości i wspaniałe dary losu. Jestem pewna, że każdy z nas zna taką osobę, która wiecznie narzekając na swój los, przyciąga do siebie same nieszczęścia. I w drugą stronę. Z pewnością większość z nas ma w swoich znajomych osobę, która kipi optymizmem 24 godziny na dobę i wiecznie ma nieposkromiony apetyt na życie. W czym tkwi sekret tej drugiej?

Spróbujcie zapoznać się z lekturą "Kursu szczęścia", a być może ujrzycie swoje życie i problemy w zupełnie innym świetle.

Za książkę dziękuję Burda Książki

1.09.2014

"Boks na ptaku, czyli każdy szczyt ma swój Czubaszek i Karolak" A. Andrus


Panią Marię Czubaszek polubiłam od razu po lekturze pierwszej części książki "Każdy szczyt ma swój Czubaszek". Jest niesamowicie zabawna, ma ogromny dystans do siebie i do świata, a jej błyskotliwe riposty zwalają z nóg. Miałam nadzieję, że będę równie dobrze bawiła się podczas lektury "Boks na ptaku". Poczułam lekkie rozczarowanie, kiedy w trakcie lektury zorientowałam się, że 95% całości to wywiad z jej partnerem i to głównie o nim jest ta książka.

Nie umniejsza to jednak wartości książki. Życie pana Karolaka, znanego jazzmana było i jest równie barwne i ekscytujące jak życie pani Marii. Bo człowiek, który kładzie się regularnie nad ranem, wstaje w środku dnia lub wieczorem, je truskawki z sosem truskawkowym i kolekcjonuje markowe marynarki, musi być interesujący i wart poznania. W książce Artur Andrus zadaje mu pytania o jego wczesne fascynacje jazzem i muzyką lat 60. i 70. Niezła gratka dla miłośników gatunku. Mnie, szczerze mówiąc trochę nudziły te fragmenty.

Mocnymi stronami są zdecydowanie ukryte między wierszami drobne sprzeczki pani Marii i pana Wojciecha, które powstawały bardzo spontanicznie podczas wywiadu. W domu pary nieomalże 24 godziny na dobę włączony jest telewizor. Kiedy jazzman z zapałem odpowiadał na pytania, pani Maria niewiele sobie z tego robiąc, głośno komentowała co dzieje się na ekranie. Zdania typu "Ale słodka kózka skacze przy tym psie" lub "Oj, ale ten ptaszek dziobnął" wtrącone spontanicznie podczas omawiania ważnych, dla pana Wojciecha przeżyć, były tak urocze i tak typowe dla pani Marii, że to głównie dla nich przeczytałam książkę w całości. Ponadto, wzruszyły mnie relacje między tym dwojgiem. Ona, wiecznie chaotyczna, niepozorna i nieco roztrzepana drobinka i on - do szaleństwa zakochany w jej "skrętu fotelowym".

Doskonała lektura, którą pochłania się błyskawicznie i z ogromną przyjemnością.

Za książkę dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka. 

1.01.2014

"Na szczęście mleko" Neil Gaiman


Nowy Rok warto zacząć od wyjątkowej powieści dla dzieci i młodzieży, która przeniesie czytelnika w świat fantazji. Neil Gaiman, znany z kultowej już dla wielu "Koraliny", po raz kolejny pokazuje, że nie bez kozery nazywa się go jednym z ulubionych pisarzy młodego pokolenia.

Ten, kto w czasie dzieciństwa przez pewien czas zostawał z rodzeństwem i tatą sam w domu, doskonale wie jak wtedy wygląda życie rodzinne. Mama wyjeżdżająca w delegację może oznaczać tylko kłopoty. W tej sytuacji opieka nad domem i dziećmi przypada ojcu. Jednak nie każdy ojciec ma doskonały zmysł organizacyjny i zwyczajnie zdarza mu się zapomnieć np. o kupnie mleka. Troskliwy ojciec postanawia jak najszybciej zapewnić pociechom świeże mleko do płatków śniadaniowych. Jednak podejrzanie długo nie wraca ze sklepu.

Kiedy ojciec długo nie wraca do domu, dzieci zaczynają dywagować na różne sposoby. Może ojca brutalnie napadnięto lub też z zapałem szuka mleka w kolejnych sklepach? A może go porwano? A co jeśli porwali go kosmici? A co właściwie kosmici mogą chcieć od zwykłego taty, który przecież nie różni się niczym od milionów innych ojców na tej planecie?  Zaskoczony tata napotyka na swej drodze nie tylko przybyszy z innej galaktyki, ale także tajemniczego profesora. Można się spodziewać, że wyniknie z tego niezły galimatias.

Cudowna i magiczna książka dla dzieci i młodzieży, a także, przyznać trzeba bez zażenowania, dla dorosłych. Gaiman ma świetny styl pisania, który wciąga już od pierwszej strony i jest zrozumiały dla każdej grupy wiekowej. Zastanawiam się skąd autor czerpie pomysły na fabuły do swoich książek. Jest to znakomite połączenie fantastyki i książki przygodowej. Polecam całym rodzinom.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Galeria Książki. 

12.04.2013

"Paradoks Szympansa" prof. Steve Peters


"Paradoks Szympansa" to jedna z tych książek, które skłaniają do myślenia i motywują. Jest to także pozycja, którą można "wałkować" do upadłego i często do niej wracać. Ponadto pozwala na wnikliwą obserwację otaczającego społeczeństwa i uczenie się na cudzych błędach. Będziecie zaskoczeni jak bardzo.

Autorem książki jest profesor Steve Peters, psychiatra, na co dzień współpracujący m.in.ze sportowcami, zdobywającymi olimpijskie nagrody. Na początku książki tłumaczy on czytelnikowi, że ludzki mózg podzielony jest na kilka płatów. Za racjonalne myślenie, logiczne działanie i rozsądek w głównej mierze odpowiada płat czołowy (nazywany przez autora "Człowiekiem"). Natomiast zachowania instynktowne, nacechowane emocjami (popędy, agresja, wybuchy, euforia) to sprawka płata limbicznego (autor dla ułatwienia nazwał go "Szympansem"). Do tego drugiego płata dopływa 5-krotnie więcej krwi. Z tego wynika, że w odpowiedzi na wszystkie sytuacje życiowe, pierwszym naszym odruchem będzie uruchomienie tzw. "Szympansa", czyli działania opartego na emocjach. To właśnie dzieje się podczas stania w korku, kłótni, nieporozumień czy wielkiej, niespodziewanej wygranej.

To, że czasami odczuwamy niepokój i rozdarcie, jest całkiem naturalne i wynika z obecności "Człowieka" i "Szympansa" w naszym mózgu. Niestety, bardzo często bazując na tym drugim, ponosimy porażki, nie potrafimy dać sobie rady z przeciwnościami losu, zbyt szybko się poddajemy lub też jesteśmy niekonsekwentni w działaniu.  Jestem pewna, że każdy z nas dobrze wie, o co mi chodzi. Ja znam to bardzo dobrze.

Czy da się z tym walczyć? Jak opanować coś, co bardzo trudno daje się oswoić? Na te pytania odpowiada "Paradoks Szympansa". W bardzo szczegółowy sposób omawia najpoważniejsze błędy postępowania człowieka, sprowadzające go na manowce. Praca z książką to nie tylko czytanie, ale i aktywne zapisywanie swoich myśli i analiza swojego dotychczasowego życia. Za pomocą pytań każdy czytelnik może odpowiedzieć sobie na wiele pytań np. "Czy faktycznie lubi, to co robi?", "Czy naprawdę o czymś marzy, czy tylko mu się wydaje?" lub "Czy osoba z którą jest, jest tą właściwą?". Uwierzcie mi, wyniki Was zaskoczą, bo nic w tej książce nie jest takie oczywiste. Dzięki temu lepiej zrozumiemy samych siebie i będziemy mieli mocne podstawy, aby zacząć zmieniać to, co do tej pory powodowało w nas blokady i utrudniało nam funkcjonowanie. Ludzka psychika potrafi zaskoczyć!

Jest to obowiązkowa lektura dla wszystkich tych, którzy interesują się rozwojem personalnym i meandrami ludzkiej psychiki. Z czystym sumieniem polecam. Książka z pewnością wniesie wiele nowego i pozytywnego w Wasze życie.

Za inspirującą lekturę dziękuję Wydawnictwu Samo Sedno.


11.23.2013

"Fistaszki zebrane 1967-1968" Charles M. Schulz

Na każdy z tych tomów czeka się z wypiekami na policzkach. Kiedy już się pojawią, zawsze obiecuje sobie, że ich lektura musi wystarczyć mi na kolejne pół roku ("Fistaszki zebrane" wychodzą tylko dwa razy w roku). A w rzeczywistości cały tom pochłaniam w tydzień.

Tym razem przedmowę do komiksu napisał pan Maciej Wojtyszko. I z pełną odpowiedzialnością wyznam, że jest to jedna z najlepszych przedmów, jakie zostały napisane specjalnie dla "Fistaszków".
"Humor, żart, ironia i głębsze znaczenia splatają się w tych rysunkach w sposób tak specyficzny, tak niepowtarzalny, że może lepiej byłoby o ich Autorze myśleć raczej jako o poecie, o piewcy codzienności, o tym, który widzi więcej. Dostrzega rzeczy i sprawy godne zauważenia tam, gdzie nawet wybitny powieściopisarz, mądry dramaturg czy wprawny eseista nie potrafią dostrzec niczego inspirującego."
A co znajdziemy w środku?  Po raz kolejny pełen kompleksów Charlie Brown będzie dumał nad sensem swego istnienia i ubolewał nad tym, że nie cieszy się zbyt dużą popularnością i sympatią wśród rówieśników. Linus cały czas nie potrafi rozstać się ze swoim kocykiem, dającym mu poczucie bezpieczeństwa. Lucy nadal aktywnie działa jako wzięty psychiatra i za 5 centów doradza Charliemu jak pokonać lęki.

Lucy: No dobrze. Z czym nasz problem?
Charlie: Z jutrem! Zawsze martwię się o jutro. A kiedy nadchodzi zaczynam się martwić o kolejne jutro. Pewnie po prostu boję się zmierzyć z przyszłością.
Lucy: Chyba mogę Ci pomóc Charlie... Najpierw musisz się odwrócić...Przyszłość jest w tamtym kierunku...No tak lepiej! Teraz zajmijmy się Twoją postawą...Jeśli chcesz się zmierzyć z przyszłością, musisz wypiąć pierś. Właśnie tak! Wypnij pierś i zmierz się z przyszłością! A teraz podnieś rękę i zaciśnij pięść. O, tak. Wyglądaj na stanowczego. No cóż, chyba już wiem, dlaczego boisz się zmierzyć z przyszłością.
Charlie: Dlaczego?
Lucy: Wyglądasz idiotycznie!

Nie zapominajmy także o Snoopym, dla niektórych najważniejszym bohaterze "Fistaszków Zebranych". W tym tomie czarujący beagle wciela się w rolę asa lotnictwa z czasów I wojny światowej, zgrywając bohatera, a także odkrywa w sobie talent sportowy.

Ten, kto doskonale zna wspaniałe komiksy Charles'a M. Schulza dobrze wie, że jest to wymarzona rozrywka połączona z błyskotliwymi spostrzeżeniami, które wydobywają się z ust małych dzieci. Ich dialogi i przemyślenia poruszą niejednego dorosłego czytelnika.

Za komiks dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia. 

11.18.2013

"Zawód: zwycięzca" Vadim Makarenko


Wydawnictwo Agora słynie z wydawania niebanalnych książek, które za każdym razem poruszają interesujące i ważne tematy. Tym razem moją uwagę przykuła książka "Zawód: zwycięzca", zawierająca w sobie zbiór wywiadów z przywódcami biznesu - szefem HBO, prezesem Tesco, szefem Yahoo, LA Film School i chociażby prezesem firmy komputerowej, która wydała na rynek kultową grę "World of Tanks". Wywiady przeprowadził Vadim Makarenko - dziennikarz Gazety Wyborczej, nominowany do nagrody Grand Press, autor książki "Tajne służby kapitalizmu".

Już zanim otworzyłam książkę wiedziałam, że będę miała okazję zapoznać się z sylwetkami najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi biznesu na świecie. Stosunek do biznesmenów mam ambiwalentny. Z jednej strony podziwiam niektórych za pasję, upór, determinację, umiejętność zarządzania zespołem, perfekcyjne planowanie czasu i odwagę. Niestety, w swoim życiu spotykałam większość takich, dla których liczą się tylko zyski, którzy nie szanują swoich pracowników, wyzyskują ich ciężką pracę i płacą najniższą krajową, a sami spijają całą śmietankę.

I dokładnie te same schematy powielają się w tej książce. Spośród wszystkich ludzi sukcesu przedstawionych czytelnikowi w "Zawód: zwycięzca" odnalazłam takie postaci, których charyzma aż wylewała się ze stronic, zarażając swym nastawieniem. Ich otwarty umysł, kreatywność i oryginalne pomysły aż zapierają dech w piersiach. Mowa tu chociażby o młodej, ambitnej kobiecie Marissie Mayer (prezes Yahoo!), uznanej przez magazyn "Fortune" jako jedna z najbardziej wypływowych kobiet biznesu.

Duże zainteresowanie wzbudził we mnie wywiad z  profesorem Philipem Zimbardo - psychologiem społecznym- tym od eksperymentu więziennego (Studenci z Uniwersytetu Stanforda zostali podzieleni na dwie grupy -strażników i więźniów. Po pewnym czasie studenci grający rolę strażników tak bardzo się w nią wczuli, że zaczęli znęcać się nad studentami grającymi więźniów). Mądry życiowo, dojrzały emocjonalnie mężczyzna, opowiada jak być bohaterem w swoim życiu, co oznacza życie dla innych i czym dla każdego człowieka jest dobro i kłamstwo. Nawet dla tego wywiadu warto sięgnąć po tę książkę.

Wielkie załamanie nerwowe przeszłam podczas lektury wywiadu z niejakim James'em Goodnight'em, jednym z najbogatszych amerykanów. Takich właśnie prezesów i dyrektorów dotychczas spotykałam na swej drodze. Przykład?
Dziennikarz pyta go o dzieci. Goodnight odpowiada, że od najmłodszych lat uczył je czytać, dbał o ich edukację, wpajał, że wykształcenie jest najważniejsze dla młodego człowieka. Przed oczyma mignęły mi obrazki z życia jego pociech zawożonych z jednych zajęć dodatkowych na drugie, obarczonych wybujałymi wymaganiami i ambicjami bogatego i wpływowego ojca. Kolejne pytanie brzmi "A co dał Pan dzieciom oprócz edukacji?" Na co szanowny pan odpowiada "Boże nie wiem...wygodny dom, ubrania". Nie wspomina o ojcowskiej miłości, szacunku do innych ludzi, wsparciu emocjonalnym czy duchowym.

Książka wzbudzi zainteresowanie nie tylko ludzi sukcesu, pracujących w biznesie. Lwia część wywiadów pokazuje walkę zwykłych ludzi z kryzysem na rynku, ciężką pracą (niektórzy z nich zaczynali szorując toalety czy pracując w sieciach z żywnością fast food) i długą, krętą drogą jaką musieli przejść, aby liczyć się na tym niepewnym rynku. Polecam.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Agora.

11.11.2013

"Czas Żniw" Samantha Shannon


Nigdy nie byłam fanką  literatury z gatunku paranormalnych, utopijnych i science-fiction. Dlatego też do tej książki podchodziłam z dystansem i ostrożnością. Kiedy przebrnęłam przez pierwsze kilkanaście stron, wiedziałam, że chcę przeczytać "Czas Żniw" jak najszybciej i już czekam na kolejne tomy.

Samantha Shannon to bez wątpienia obiecująca i bardzo młodziutka autorka, której debiut - "Czas Żniw" - jest na ustach miłośników literatury fantastycznej od całkiem niedawna. Co więcej, dziewczyna zbiera same pozytywne recenzje, a niektórzy twierdzą, że może powtórzyć sukces J. K. Rowling. Prawa do ekranizacji książki zostały już wykupione przez Imaginarium Studios. Czy faktycznie ten 7-tomowy cykl ma szansę na taki spektakularny sukces?

Przyjrzyjmy się bliżej fabule powieści. Mamy rok 2059. Świat już dawno przestał być miejscem przyjaznym zwykłym ludziom, a władzę przejęła obca rasa - ludzie obdarzeni paranormalnymi zdolnościami. Nastoletnia Paige jest jednym z najbardziej wybitnych jasnowidzów i już od 16 roku życia pracuje w tajnym Stowarzyszeniu. Co więcej, jest jednym z najważniejszych i najbardziej kompetentnych pracowników, którego ambicja, zdolności i przebojowość zdumiewa innych członków Stowarzyszenia. Jej praca owiana jest tajemnicą i nawet ojciec dziewczyny nie ma pojęcia czym zajmuje się jego córka. Jednak pewnego dnia wszystko wymyka się spod kontroli. Paige zostanie porwana i wywieziona do Oskfordu, gdzie zmuszona będzie podporządkować się niebezpiecznym Refaitom, łasym na jej talent. Rozpocznie się walka na śmierć i życie.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, dlatego łatwiej czytelnikowi poznać emocje towarzyszące Paige. Dzięki temu zabiegowi, czujemy pewnego rodzaju więź z dziewczyną i kibicujemy jej w każdej niebezpiecznej sytuacji. Nie obywa się także bez wątków miłosnych, a jakże! Paige przeżywa takie same emocjonalne huśtawki jak dzisiejsze nastolatki. Nie ma znaczenia, że akcja powieści dzieje się w 2059 roku. Pewne sprawy pozostają przecież niezmienne od pokoleń.

Świat opisany w książce jest przerażający, mroczny i niebezpieczny. Aby zrozumieć wszystkie zawiłości, autorka na początku książki umieściła szczegółowy opis kategorii jasnowidzenia oraz mapę Szeolu (kolonii karnej do której Paige została przydzielona). Na końcu książki znajduje się z kolei słowniczek wyjaśniający wszystkie niezrozumiałe pojęcia, takie jak złoty sznur, amarant czy rabdomancja.  Początkowo dość trudno się w tym połapać, jednak wraz z postępem czytania, wszystko staje się jasne.

Wielkie brawa należą się za styl oraz język powieści. Mimo młodego wieku, Samantha Shannon wykazuje się dużą dojrzałością pisarską, znakomicie buduje napięcie i dba o każdy szczegół. Kiedy czytałam "Czas Żniw" miałam wrażenie, że tekst jest "wypieszczony", dokładnie dopracowany, bez żadnego zbędnego słowa. Czy autorka utrzyma taki sam poziom w kolejnych tomach? Głęboko wierzę, że tak. Jeśli tak się stanie, będziemy mieli drugi bestsellerowy hit na miarę "Harrego Pottera".

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu SQN.

11.06.2013

"Wielki Gatsby z angielskim" M. Fihel, D. Jemielniak, G. Komerski


O "Wielkim Gatsbym" było ostatnio bardzo głośno. Dość dobry film z DiCaprio i melancholijna piosenka w wykonaniu Lany Del Rey  podbiły serca kinomanów na całym świecie. Za sprawą wydawnictwa Poltext możemy w oryginale przeczytać całe dzieło F. Scotta Fitzgeralda, bez zaglądania do słowników.

Pracuję z książką już ponad półtora miesiąca i nadal jej nie skończyłam. Materiału jest ogromna ilość i trzeba naszykować się na długie godziny nauki. Przyjemnej i efektywnej nauki języka angielskiego. Jak skonstruowana jest książka i jak wygląda nauka z nią?

W środku znajduje się 9 obszernych rozdziałów, a każdy z nich składa się z sekcji poświęconych:
-rozumieniu tekstu
-wyjaśnieniu pochodzenia zawartych we fragmentach słów i ogólnie słowotwórstwu
-gramatyce
-omówieniu aspektów historycznych i kulturalnych czytanego tekstu
-praktycznych ćwiczeń sprawdzających naszą wiedzę

Sekcja 1 to nic innego jak tekst "Wielkiego Gatsby'ego" w języku angielskim. Autorzy wyróżnili zielonymi polami trudniejsze słowa, podając ich tłumaczenie na marginesach. Nie ma się co oszukiwać. Nie jest to tekst, dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z językiem angielskim. Aby zrozumieć tekst i czerpać korzyści z tej książki, należy znać ten język co najmniej na poziomie B1-B2. Aby sprawdzić, czy dany fragment jest dla nas zrozumiały, pod każdym rozdziałem umieszczono kilka pytań kontrolnych (typu zamkniętego).


Druga sekcja poświęcona jest... słowom. Wszystkie zawiłości językowe wyjaśnione są w języku polskim. Dodatkowo czasami napotkać można wtrącenia historyczne. Pojawiają się wielkie i znane postaci mocno związane z fabułą książki. 

Rozumienie struktur gramatycznych zostaje dokładnie omówione w sekcji 3. Autorzy skupili się tutaj na wyjaśnieniu trudniejszych konstrukcji, które mogą sprawiać czytelnikom problemy. Podają także inne przykłady ich zastosowania, co znacznie ułatwia naukę. 

Strony poświęcone aspektom kulturalnym i historycznym (łącznie z postaciami historycznymi) omawianymi w książce umożliwiają lepsze zrozumienie treści tego kultowego dzieła. Dowiemy się między innymi czym była American Civil War oraz poznamy historię Rolls-Royce'a.

Ostatnia sekcja to oczywiście ćwiczenia praktyczne. Całą swoją wiedzą zdobytą podczas czytania, uczenia się gramatyki oraz  nowych słówek sprawdzamy za pomocą krzyżówek, prostych uzupełnianek i ćwiczeń typu "połącz w pary". Na końcu książki znajduje się słowniczek i klucz odpowiedzi.


Taka nauka, przynajmniej mnie, sprawia dużo radości. Jest znacznie ciekawsza niż typowe wkuwanie słówek, rozwiązywanie zadań gramatycznych czy siedzenie na lekcji grupowej. Dzięki samodzielnej pracy z książką można samemu narzucić sobie tempo. Ja założyłam, że uda przerobić mi się książkę w 9 tygodni, tzn. jeden rozdział na tydzień.  Mam nadzieję, że za 3 - 4 tygodnie będę mogła dumnie powiedzieć, iż przeczytałam klasykę w oryginale, a przy okazji poznałam setki nowych słówek, konstrukcji gramatycznych i poznałam lepiej historię i kulturę USA.

Oby więcej takich książek na naszym rynku. Polecam!

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Poltext.


10.26.2013

"Dzienniki 1945-1950" Agnieszka Osiecka


Na tę książkę czekałam bardzo długo. Jestem miłośniczką Osieckiej i jej wspaniałych, lirycznych tekstów. W tym miesiącu półki w księgarniach wzbogaciły się o pierwszy tom dzienników Agnieszki Osieckiej, które poetka zaczęła pisać w wieku 9 lat. Łatwo zatem odczytać z okładki, że książka ta obejmuje jedynie 5 lat z życia pani Agnieszki i stanowili ciekawą zapowiedz kolejnych tomów.

Dzienniki rozpoczynają się wyczerpującym wstępem analizującym wybrane fragmenty pamiętników. Z tego obszernego tekstu dowiemy się nieco więcej o jej rodzinie, szkołach, do których uczęszczała, jej przyjaciółkach, sympatiach i stosunku do otaczającej jej polskiej rzeczywistości.

Poznajemy dziewczynkę, która już od najmłodszych lat pragnie zdobywać świat. Z zapałem uczy się języków obcych i pilnie odrabia prace domowe. Jest dumna z własnych osiągnięć i chce być we wszystkim najlepsza. W małej Agnieszce drzemie chęć nie tylko rywalizacji umysłowej, ale i sportowej. Z zapałem uczęszcza na lekcje pływania i z pełnym zaangażowaniem oddaje się temu hobby.

Dzienniki odkrywają jej głęboko skrywane uczucia i przemyślenia. Mimo młodego wieku są to przemyślenia, które często dotykają 20-latków, a nie zbuntowanych nastolatek. Jednak nastoletnia Agnieszka wykazywała się niezwykłą dojrzałością emocjonalną i naturą myślicielki. Z uwagą poddawała analizie nie tylko zachowania rówieśników, ale własnych rodziców i nastrojów panujących w polityce. Jej niezwykłość i oryginalność rzucała się w oczy, a sama Agnieszka była tego świadoma.

Dzienniki to doskonała i zdumiewająca publikacja, która zaskoczy niejednego fana twórczości Osieckiej. Na światło dziennie wychodzi prawdziwa twarz i rozterki młodocianej pisarki. Po lekturze pierwszego tomu nie mogę doczekać się kolejnego, z okresu kiedy stawiała pierwsze kroki w dorosłość. Bez wątpienia -pasjonujące.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

10.20.2013

"Doktor Sen" Stephen King


Drugie podejście do Kinga. Podejście równie rozczarowujące jak pierwsze. Wielu miłośników Kinga twierdzi, że pisarz chwile świetności ma już za sobą, gdyż jedynie jego pierwsze thrillery i dreszczowce są arcydziełami, a najnowsze publikacje pozostawiają wiele do życzenia. Przyznaję, że czytałam wyłącznie "Joyland" oraz najnowszą książkę "Doktor Sen", która jest kontynuacją kultowego "Lśnienia". "Doktor Sen" to standardowy, niczym nie wyróżniający się na rynku thriller z elementami science-fiction. Dobra lektura na kilka wieczorów, ale po "mistrzu Kingu" spodziewałam się czegoś więcej.

Ten, kto czytał lub widział "Lśnienie" z pewnością jest ciekawy dalszych losów małego Dana. W sequelu Dan jest już dorosłym mężczyzną dotkniętym problemem alkoholowym, który, jak to zwykle bywa w takich przypadkach, odbiera radość życia, wprowadza w nie wiele chaosu i lęków. Niezwykły dar, jakim obdarzony jest Dan, nadal daje o siebie znać. Rozpoczyna pracę w hospicjum, gdzie pomaga umierającym pacjentom spokojnie pożegnać się ze światem w chwili śmierci. To właśnie dlatego zyskuje przydomek Doktor Sen.

Punktem przełomowym w jego życiu jest spotkanie (najpierw drogą telepatyczną, potem osobiście) obdarzonej podobnym darem - Abry - dziewczynki, która u swoich rodziców wzbudza przerażenie swoimi niezwykłymi, paranormalnymi umiejętnościami i nadludzką intuicją. W grę wchodzi jasnowidzenie, telepatia oraz możliwość zajrzenia w czyjeś myśli i spojrzenie na świat oczami innych ludzi. Któregoś dnia małoletnia Abra otrzymuje jasny sygnał od nieznanego jej chłopca, który mordowany jest przez grupę tajemniczych istot, które żywią się "parą" małych, obdarzonych szóstym zmysłem dzieci.  Grupa nosi nazwę "Prawdziwego Węzła" i ma w planach kolejne zabójstwa w celu pozyskania życiodajnego pokarmu, które zapewnia im młodość i witalność.

Dan i Abra mają niewiele czasu na odnalezienie i powstrzymania grupy przed kolejnymi zabójstwami. Sprawa staje się tym bardziej skomplikowana, gdyż członkowie dowiadują się o istnieniu niezwykłej dziewczynki i ich celem staje się wyssanie z niej drogocennej "pary".

Fabuła przemyślana całkiem zgrabnie, jednak autor chyba na siłę pragnął z powieści zrobić ogromny tom, gdyż zdecydowana większość opisów i wątków pobocznych była zwyczajnie zbędna. Książka nie wywołała we mnie dreszczy przerażenia, ani nie była przyczyną bezsennych nocy. Za dużo było w niej elementów paranormalnych, których nie jestem miłośniczką. Nie mogę jednak ostatecznie skreślić autora i całkowicie odradzić Wam lektury książki. Myślę, że znajdzie ona swoich zwolenników wśród starych fanów Kinga i tych, którzy uwielbiają horrory. Ja zdecydowanie do nich nie należę.

Za lekturę pragnę podziękować Wydawnictwu Prószyński i S-ka.


10.15.2013

"Dzika kuchnia" Łukasz Łuczaj

Dzikie jest złe czy dobre? Co znaczy być dzikim, pierwotnym, szczególnie w naszych czasach? Czy powrót do dzikości, do korzeni jest w ogóle jeszcze możliwy? Może chociaż w kuchni i potrawach, które jemy?


Na te nurtujące pytania stara się odpowiedzieć Łukasz Łuczaj w książce „Dzika kuchnia”. Autor jest osobą, która dany temat zna z wieloletniego własnego doświadczenia. Przeprowadził się on z miasta do drewnianej chaty na wsi, stosuje i propaguje życie zgodne z naturą, tak zwaną dietę paleolityczną i umiejętności survivalowe, czyli pozwalające na przeżycie w trudnych warunkach surowej przyrody. Autor dzieli się swoimi poglądami w krótkich tekstach, przeplatających tę bogatą w zdjęcia książkę. Czyta się je z przyjemnością, ponieważ autor nie jest nawiedzonym ekologiem, jedzącym trawę i pijącym deszczówkę, przekonanym o słuszności i zbawienności swojego stylu życia. Nie, Łukasz Łuczaj ma ciekawe i zdrowe podejście do życia i świata.


Trudno w to z początku uwierzyć, szczególnie zważywszy na przepisy kulinarne proponowane w książce. Czy to w ogóle da się jeść? Szczerze powiem, że wiele roślin, które człowiek może ugotować i zjeść to dla mnie zupełne nowości lub znałam je ale nie zwracałam uwagi, nie podejrzewając, że są jadalne. Pokrzywa, mniszek lekarski, zwany mleczem, lebioda to drobnostki w porównaniu z: gwiazdnicą, podgarycznikiem czy ziarnopłonem. A robi się z nich takie pyszności jak: karpacka ziemniaczanka z kurdybankiem, pierogi z liśćmi bukowymi, frytki z czyśćca błotnego i makaron ryżowy z kaliną.


Kolejnym zastosowaniem książki może być pomoc w identyfikacji roślin, które znajdziemy na spacerach po lasach, łąkach i parkach. Książka jest pełna zdjęć kwiatów, liści, owoców itp. każdej z opisanych roślin. Dla "zielonych" zapaleńców jak znalazł!


"Dzika kuchnia" ma więc wielorakie funkcje: można ją czytać, przeglądać zdjęcia, gotować z nią lub identyfikować na jej podstawie znalezione rośliny. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia

9.29.2013

"Księga kodów podświadomości" Beata Pawlikowska


Kilka lat temu trzymałam w rękach jeden z pierwszych poradników napisanych przez znaną podróżniczkę i dziennikarkę Beatę Pawlikowską. Jako że wtedy bardzo przypadła mi do gustu i na długo pozostała w mojej pamięci, postanowiłam zajrzeć do jednej z jej najnowszych książek - "Księgi kodów podświadomości". I przyznaje, że mam trochę mieszane uczucia. Po lekturze poradnika byłam tyle samo razy pozytywnie zaskoczona, co zdenerwowana.

Beata Pawlikowska tłumaczy nam, że wszystko co dzieje się w naszym życiu jest wynikiem świadomych działań oraz podświadomości. Nie trudno się z tym nie zgodzić. Idąc dalej, nie mamy zbyt dużego wpływu na to czym (jakimi ideami, wzorami i stereotypami) karmiono nas w dzieciństwie. Prawda. Czasami podświadomie czynimy sobie krzywdę, uważamy siebie za gorszych/lepszych lub na siłę staramy się komuś pomóc. Podświadomość jest tak skomplikowaną i nie dającą się ogarnąć.. no właśnie czym? Materią? Stanem umysłu? Ciężko nawet całkowicie poprawnie ją zdefiniować. Dlatego też rozmyślanie o tym, jakie płata nam na co dzień figle i sprowadza na złe drogi, jest długim i żmudnym wysiłkiem.

Autorka próbuje zapoznać nas z błędnymi kodami, jakie zostały wszczepione w podświadomość w okresie dzieciństwa. A następnie stara się w sposób bardzo logiczny przedstawić swoje własne kontrargumenty i nauczyć nas poukładać swoje myśli na nowo. Nie ukrywa, że nie jest to prosta transformacja, która może trwać długimi miesiącami, aż w końcu poczujemy się wolni i szczęśliwi.

Za książką przemawia wiele. Jest to przede wszystkim styl autorki i jej zdroworozsądkowe podejście do życia i problemów. Pani Beata ma bardzo duży dystans do tego co ją otacza. Uważa, że 99% społeczeństwa to ludzie z fałszywymi kodami podświadomości, które tylko czekają na to, aby ukazać swoje oblicze. To dlatego wydaje nam się, że nie osiągnęliśmy nic w swoim życiu lub że inni ludzie mają od nas lepiej. Jestem pewna, że każdy z nas ma czasami takie myśli. Co się za tym kryje i jak to naprawić? To już temat, który dokładnie i bardzo wyczerpująco został poruszony w książce (430 stron). Z wieloma opiniami autorki się zgadzam. Jak chociażby z tym, że oglądanie wiadomości i serwisów informacyjnych ogłupia i niszczy psychikę. Oczywiście można podać argument, że wtedy nie wie się nic o świecie, nie orientuje w sytuacji politycznej czy nie ma pojęcia o toczących się wojnach, a przez to staje się mniej wartościowym człowiekiem. A czy takie informacje sprawiają, że jesteśmy radośniejsi, żyjemy lepiej, jesteśmy spokojniejsi i zrelaksowani? Wręcz przeciwnie. Często są powodem skoku ciśnienia (kłótnie polityków), bezsenności (wojny, morderstwa) czy poczucia, że świat jest agresywny, a każdy dzień to walka. Stąd, według autorki, biorą się niezadowoleni z życia ludzie, pogrążeni w wyścigu szczurów, wrogo nastawieni do każdego w stresujących sytuacjach.

Uwielbiam ilustracje podróżniczki, oplecione ciekawymi sentencjami lub zdaniami, dodającymi skrzydeł. Są urocze w swojej prostocie i bardzo wymowne. Książka zawiera kolorowe strony (żółte), na których znajdziemy krótkie, aczkolwiek zapadające w pamięć zdania, będące podsumowaniem jej dotychczasowych słów.

To, co wzbudziło moją lekką niechęć były powtarzające się przekleństwa. Kompletnie nie rozumiem dlaczego autorka poczuła potrzebę ich użycia. Czy nie wiążą się one z agresją i strachem, o którym tak rozlegle rozpisuje się pani Beata? Być może miało to jakiś głębszy sens, którego nie potrafię pojąć. Uważam też, że momentami pisarka pisała trochę na siłę, jakby z góry założyła, że poradnik musi mieć ponad 400 stron. Wiele z przesłań powtarza się wielokrotnie. Jest to pewnie podyktowane chęcią utrwalenia wiedzy i wpojenia jej w podświadomość.

Mimo kilku wad, książkę oceniam dość wysoko. Nie da się zakwestionować tego, o czym pisze autorka. Ja także należę do tych nieszczęsnych 99% populacji, której za młodu wciśnięto w głowę pewne idee. Do tej pory jestem świadkiem tego, jak bardzo wpływa to na moje życie. Po lekturze tej książki, niemal w każdej życiowej sytuacji czy zachowaniu dopatrywałam się jakiś kodów, popadając nieco w paranoję. Problem jednak istnieje i rady zawarte w książce z pewnością mogą pomóc niejednemu zagubionemu w fałszywych kodach człowiekowi. Wymaga to jednak długiej pracy i cierpliwości. Z dużą przyjemnością zapoznam się z kolejnymi poradnikami z tej serii, które będą ukazywać się regularnie na półkach księgarń.

Za książkę dziękuje Wydawnictwu G+J


9.25.2013

Codzienniki - nowy sposób na mobilizację do nauki języków obcych


Od niedawna na półkach naszych księgarń można znaleźć dwie nowe pozycje użyteczne podczas nauki najbardziej popularnych języków: angielskiego i niemieckiego. Dotychczas nie spotkałam się z takimi książkami, dlatego z wielkim zapałem rozpoczęłam pracę z pierwszą z nich - "Codziennikiem angielskim".


Książka to doskonałe połączenie podręcznika, notesu, organizera i motywatora, który pomoże nam regularnie i wytrwale szkolić język angielski. Od początku autorki pytają nas: "Po co uczysz się angielskiego"? Na pierwszej stronie powinniśmy spisać cele i motywy, jakie nami kierują. Pozwoli to nam częściej o nich myśleć i dopingować się w chwilach lenistwa.

W kolejnym kroku przechodzimy do bajecznie kolorowego kalendarza. Korzystanie z niego można zacząć od dowolnego dnia, wystarczy wpisać tylko rok na górze strony. Codziennie mamy możliwość przeczytania ciekawych cytatów, idiomów, dowcipów z Wysp Brytyjskich, przysłów i króciutkich artykułów dotyczących życia i kultury Wielkiej Brytanii i nie tylko. Tym samym każdego dnia mamy kontakt z językiem angielskim! Duża część książki jest przeznaczona również na doskonalenie gramatyki i słowotwórstwo.





Druga część książki to już miejsce na naszą inwencję. Tutaj możemy stworzyć swój osobisty plan nauki. Dokładnie określamy ile czasu w danym tygodniu przeznaczymy na naukę języka w szkole/kursach/studiach/podczas korepetycji, naukę nowych słówek, słuchanie muzyki, oglądanie filmów, konwersacje czy czytanie po angielsku. Staramy się aby wszystkiego było w miarę po równo: czytania, pisania, rozumienia i mówienia. Ważne, jest, aby za każdym razem dokładnie pisać ile czasu zajęła nam nauka. Pod koniec tygodnia robimy podsumowanie w tabelkach (znajdują się one na końcu książki). Taką samą czynność wykonujemy pod koniec miesiąca itd.


 Nie da się ukryć, że "Codziennik angielski" jest nowym, świeżym i doskonałym pomysłem dla wszystkim zabieganych ludzi, którzy mają wieczny problem z organizacją nauki. Ten oryginalny organizer i podręcznik w jednym starczy nam na pełny rok kalendarzowy nauki. Warto spróbować!

Identyczna książka dostępna jest także w wersji dla osób uczących się języka niemieckiego. Uważam, że wydawnictwo mogłoby pokusić się o wydanie podobnych codzienników do organizacji nauki innych języków obcych. Będę na bieżąco śledzić ich zapowiedzi wydawnicze.

Za książki dziękuję Wydawnictwu Poltext

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...