Etykiety

2.28.2012

"Panna nikt" (1996)

Opis z filmwebu:
"Po przeprowadzce do dużego miasta 15-letnia Marysia trafia do nowej szkoły. Dziewczynka jest nieśmiała i z trudem przystosowuje się do nowego środowiska. Początkowo więź przyjaźni łączy ją z Kasią, dziewczyną o silnej osobowości, utalentowaną artystycznie i mającą wyrobiony światopogląd. Kasia stopniowo wprowadza przyjaciółkę w świat sztuki i intelektu, który coraz bardziej fascynuje Marysię. Ale Kasia uczy ją również swego sposobu na życie. Wyznaje jej, że jest opętana przez demona, który umożliwia jej tworzenie muzyki."

Jest to chyba jeden z zapomnianych trochę filmów Andrzeja Wajdy. Film znam dobrze, nawet bardzo. Oglądałam go namiętnie, jako mała dziewczynka i już wtedy wywołał na mnie duże wrażenie, mimo, że absolutnie nie jest dla dzieci. Miałam specyficzny gust filmowy jako brzdąc - "Uśpieni" z Bradem Pittem, "Dirty Dancing" oraz "Pierścień i
róża" - to był mój top.

Ostatnio kanał Kino Polska postanowił przypomnieć widzom film oparty na książce Tomasza Tryzny. Zdaje sobie sprawę, że nie każdemu ten film przypadnie do gustu. Jest specyficzny i raczej trudny w odbiorze. Na uwagę zasługuje świetna gra aktorska nie tylko tytułowej Panny Nikt, granej przez Annę Wielgucką, o której niestety dziś się nie słyszy. Ciekawą postać gra także młoda, tutaj 16-letnia, Anna Mucha. Przyznam, że nie przepadam za tą aktorką, lecz w tym filmie pokazuje cały swój talent aktorski, który jak najbardziej posiada. W filmie zobaczyć możemy także Annę Powierzę, Stanisławę Celińską, Małgorzatę Potocką czy też Małgorzatę Pieczyńską.

Ten dramat psychologiczny mocno wbija się w pamięć i jest jednym z tych filmów, z którymi koniecznie należy się zapoznać. Obserwujemy zmiany, jakie zachodzą w młodej, bogobojnej, uczynnej i pracowitej Marysi, która wraz z rodziną przeprowadza się do miasta, gdzie znajdzie się pod silnym wpływem dwóch, bardzo mocnych i dominujących charakterów - Kasi i Ewy. Dziewczyna z dnia na dzień staje się zupełnie innym człowiekiem, a z czasem sama zaczyna zadawać sobie pytanie jaka jest naprawdę. Czy można być równocześnie dobrym i złym?
Polecam!

Angielski 600 fiszek Phrasal Verbs z ćwiczeniami


Phrasal verbs to czasowniki złożone, które składają się także z nieodmiennego przyimka. Nauka tych form okazuje się niezwykle przydatna i z pewnością wzbogaca nasze słownictwo. Wydawnictwo Edgard całkiem niedawno wypuściło na rynek zestaw 600 fiszek do nauki phrasal verbs oraz idiomów wraz z ćwiczeniami dla osób znających język angielski na poziomie średnio zaawansowanym i zaawansowanym.


Na pierwszej stronie kartonika odnajdziemy angielskie słówko wraz z przykładem jego użycia w zdaniu, a na drugiej polskie tłumaczenie. Tym sposobem poznajemy zwroty związane z różnymi grupami tematycznymi. Kiedy już przebrniemy przez wszystkie fiszki, możemy przejść do ćwiczeń. Na szarych kartonikach umieszczone są krótkie zdania, w których w "wykropkowane" miejsce należy wstawić jedno z trzech zaproponowanych odpowiedzi.


"The police are unsure how many protesters will... for the demonstration"


a) figure out

b) draw out

c) turn out


Znacie poprawną odpowiedz?


Z fiszek uczy mi się bardzo przyjemnie, tym bardziej, że zawsze byłam na bakier z phrasal verbs. Miałam problemy z przyimkami, które za nic nie wchodziły mi do głowy. Dobrą stroną tej metody nauki jest brak wszelakich granic. Każdy może uczyć się we własnym tempie – kilka, kilkanaście karteczek codziennie, co kilka dni, jak kto woli. Do kartonika dołączonych jest 20 pustych karteczek, by można samemu dopisać sobie nowe słówka lub przećwiczyć te, które ciągle stanowią problem.


Marzę o tym, aby wydawnictwo w przyszłości pokusiło się o wydanie podobnych fiszek z języka hiszpańskiego czy francuskiego.


Więcej na stronie Wydawnictwa Edgard

2.27.2012

Oscary ... w 1954 roku:)


Jestem zachwycona z powodu Oscara dla Meryl Streep. Wczoraj byłam na "The iron lady" i przyznaje, że nikt lepiej nie zagrał by byłej premier. Bardzo poruszający film, opowiadający o odważnej, stanowczej i konsekwentnej kobiecie.

Jednak dziś nie o tym. W 1954 roku statuetka powędrowała do mojej ukochanej Audrey za rolę w "Roman Holiday"(mój mąż mówi o tym filmie "Wakacje Romana";)) Jako, że dzisiejszy dzień, mimo, że bardzo owocny w przeżycia, przyprawił mnie po raz kolejny o atak migreny. Odkąd wróciłam do mieszkania, błąkam się jak cień i nie mogę znaleźć swojego miejsca. Zapadła zatem decyzja o obejrzeniu "Rzymskim wakacji". Wiecie o tym doskonale, że nic, tak jak film z Hepburn, nie poprawia mi humoru.

Czasami chciałabym "wskoczyć" do takiego filmu, do tamtym czasów, niby takich samych, a jednak zupełnie innych. Za dużo dziś pogoni, nerwówki, zawiści, egoizmu, za mało optymizmu, miłości, radości i umiejętności cieszenia się z drobnych rzeczy. Tak, tak. Niby każdy to wie, a i tak mam wrażenie, że nie bardzo rozumie.



Te filmy niesamowicie mocno na mnie oddziałują. Audrey w prawie każdym swoim filmie ukazuje prostą, uroczą i niewymuszoną zarazem radość z życia. Jest świeża, dziewczęca, jej buzia aż promienieje szczęściem. Ma w sobie coś, co mnie zaraża. Wprawia w znakomity nastrój i powoduje uśmiech od ucha do ucha. Podsumowując : Audrey jest dobra na wszystko!


A wy? Widzieliście już "Rzymskie wakacje"? Jakie filmy dla Was są lekiem na całe zło tego świata i poprawiają Wam humor lepiej niż cokolwiek innego.



2.25.2012

"Róża" (2011)


Na film wybrałam się z mężem w zeszłą niedzielę. Znany i lubiany przez nas reżyser, ciekawa tematyka i uzdolnieni aktorzy. Spodziewałam się romantycznej historii o trudnej miłości, która rodzi się między dwojgiem ludźmi tuż po wojnie w 1945 roku. Liczyłam na wzruszenie, wynikające z pokonania przeciwności losu i szczęśliwy happy end. To, co zobaczyłam na dużym ekranie, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Już od pierwszej sceny, zdałam sobie sprawę, że film nie należy do przyjemnych i kolorowych. Młody żołnierz Tadeusz (Marcin Dorociński) po tragicznej śmierci swojej żony, wiedzie tułacze życie i wyrusza w poszukiwaniu lepszego jutra. Wojna zabrała mu wszystko - żonę, radość z młodości i istnienia. Dociera na Mazury, gdzie odnajduje wdowę po żołnierzu, którego śmierci był świadkiem. Róża (Agata Kulesza) przyjmuje wędrowca z dystansem, jest chłodna i źle doświadczona przez życie. Jest krucha, delikatna, a zarazem silna i ostrożna. Między dwojgiem zaczyna dziać się coś, co z początku wydaje się być troską i niepokojem. Oboje muszą walczyć o własne życie, broniąc się przez okolicznymi złodziejami i gwałcicielami. Para pomaga także wielodzietnej rodzinie przesiedleńców z Kresów. Czy taka miłość ma przyszłość? Czy mroczna przeszłość kobiety pozwoli jej w pełni cieszyć się miłością do Tadeusza?

Okrutny, szary, brutalny obraz rzeczywistości w powojennej Polsce. Cierpienie, ból, strach oraz świadomość niekończącego się piekła. Nie jest to typowy film na leniwe popołudnie, raczej bolesna przeprawa. Godny polecenia nie tylko ze względu na wspaniałą fabułę i genialną grę aktorską. Moją uwagę przykuła muzyka - oddająca i podkreślająca nastój filmu, wzbudzająca niepokój, a przy tym melancholijna i piękna.

A dziś wybieramy się na "Żelazną damę" i trzymamy kciuki za nominowanych do Oscara.

2.21.2012

Fiszki j. angielski poziom 6


Tym razem testuje Fiszki do nauki języka angielskiego Wydawnictwa Cztery Głowy. Wybrałam poziom 6 -proficiency, lub jak kto woli - C2. W pudełeczku oprócz 1100 karteczek z słownictwem, znajdziemy też kolorowy memobox ( z przedziałkami od 1 do 5) oraz wygodne etui, do nauki w dowolnym miejscu. Dla tych, którzy potrzebują dodatkowo nauki wymowy, na stronie wydawnictwa można znaleźć płytę audio z 260 minutami nagrań do fiszek.

Jak sama nazwa fiszek wskazuje, jest to poziom 6 - najtrudniejszy jaki dotychczas się ukazał i muszę szczerze przyznać, że faktycznie słownictwo jest na bardzo wysokim poziomie i to był dla mnie zdecydowanie strzał w 10. Zawsze bowiem mam wrażenie, że opisy poziomów na kursach do nauki tego języka są mocno przesadzone. Zwykle wydaje mi się, że słownictwo jest zbyt proste, a dialogi są na podstawowym poziomie i mało rozbudowane. W przypadku tych fiszek zostałam zaskoczona bardzo pozytywnie. Ławica ryb, chmara owadów, z góry przyjęty osąd czy abdykować. Sami przyznajcie, że nie są to proste słówka.

Karteczki są usystematyzowane w kategorie, które nie sposób wyliczyć. Znajdziemy tutaj takie hasła jak czas, higiena, prawo, media i komunikacja, urząd, zdrowie, problemy społeczne czy też polityka. Każda fiszka ma swój symbol i numer, także nie grozi nam zaplątanie i zagubienie w setkach kartoników. Na każdej z nich znajdziemy też wymowę fonetyczną, ale myślę, że na poziomie 6 samouk nie ma z tym większego problemu.

Zdecydowanie polecam fiszki na tym i niższych poziomach. Na ulotkach wyczytałam, że zwroty i słownictwo nie powtarza się pomiędzy poziomami, dlatego śmiało można zacząć od 1 i zakończyć naukę na 6 poziomie, lub tak jak ja, uczyć się od najwyższego. Za jakiś czas zejdę poziom niżej (poziom 5) i opiszę swoje wrażenia z moich dokonań.

W przyszłości chyba pokuszę się o wypróbowanie fiszek na telefon, oferowanych przed Wydawnictwo Cztery Głowy. Czy ktoś z Was już próbował? Jak podoba Wam się ten pomysł?

Zapowiedź książkowa!

Legendarna seria 44 Scotland Street bije rekordy sprzedaży na całym świecie.
28 marca ukaże się po polsku kolejny, piąty już tom tej serii zatytułowany

"Nieznośna lekkość maślanych bułeczek"

Bertie, niezwykle utalentowany sześciolatek, wciąż zmaga się z Irene, swą kontrolującą wszystko matką.
Czasami udaje mu się od niej uwolnić, więc wstępuje do drużyny młodszych skautów.
Matthew wykazuje się niespodziewanie silnym charakterem w roli nowo poślubionego małżonka,
podczas gdy Domenica, kobieta oddana karierze intelektualnej, wciąż cierpi na samotność.

Narcystyczny Bruce przewartościowuje swoje dotychczasowe życie.
Malarz portrecista, Angus Lordie, znów ma problemy ze swym psem Cyrilem,
gdyż ten złotozęby gwiazdor wpada w sidła psiej namiętności...

***

Książki McCall Smitha są jak gorące kakao w mroźny wieczór, jak ciepła bielizna na zimę.
Powinny być zapisywane przez lekarzy jako lek na zimową chandrę.


"The Times"



Alexander McCall Smith jest autorem ponad sześćdziesięciu książek o rozmaitej tematyce.
Był przez wiele lat profesorem prawa medycznego na Uniwersytecie w Edynburgu,
zasiadał w radach wielu brytyjskich i międzynarodowych organizacji zajmujących się kwestiami etyki w medycynie i naukach przyrodniczych.

Po sukcesie odniesionym w 1999 roku przez serię powieści The No 1 Ladies' Detective Agency
poświęcił się wyłącznie pracy pisarskiej. Jego książki przetłumaczono na 36 języków.
Mieszka w Edynburgu z żoną Elizabeth, lekarką.

2.20.2012

Język japoński metodą Assimil

Z metodą Assimil spotykam się po raz pierwszy. Przedstawiana jest jako „łatwa i przyjemna”, ciesząca się powodzeniem od blisko 80 lat. Postanowiłam na własnej skórze przetestować tę metodę, wybierając kurs początkujący do nauki języka japońskiego.

Na czym polega ta metoda i dlaczego jest tak skuteczna?

Oczywiście najważniejszą zasadą, notorycznie poruszaną przeze mnie w moim kąciku językowym, jest systematyczność. Bez niej nie ma co liczyć na zaskakujące efekty. Konsekwencja w dążeniu do celu jest niezbędna, aby ten cel osiągnąć. Nie czarujmy się, bez zaangażowania w naukę języka nie opanujemy.

Metoda Assimil oparta jest na słuchaniu oraz powtarzaniu zawartych w książce dialogów zaczerpniętych z życia codziennego. Jest to tzw. faza pasywna nauki. Ten etap nauki ułatwia płyta CD dołączona do całego kursu, na którym znajdują się nagrania rodowitych Japończyków.

Drugi etap, tzw. faza aktywna wymaga od nas nieco wysiłku. To, co poprzednio zostało przez nas przyswojone w fazie pasywnej, teraz wymaga przećwiczenia i utrwalenia. Przez ponad 100 ćwiczeń (z kluczem odpowiedzi) w ciągu 49 lekcji rozszerzamy swoją wiedzę o nowe słówka, zasady gramatyczne, powoli, krok po kroku, wzbogacając nasz język.

Dzięki autorom tego kursu nauka nie jest żmudna. Dialogi, opisy, a nawet rysunki są humorystyczne, co nie męczy i odpręża. Na końcu książki znajduje się przydatny słowniczek japońsko - polski. Książkę wzbogacają liczne ciekawostki dotyczące kultury, mentalności oraz obyczajów z kraju kwitnącej wiśni.

Minusem są błędy (nie liczne, ale jednak) pojawiające się w książce. Jet ich niewiele i chyba autorzy zdążyli się zreflektować, ponieważ do kursu dołączona jest karteczka z erratą. To co było dla mnie dość kłopotliwe, to duże podpisy romaji nad oryginalną hiraganą i katakaną. To nieco mnie rozleniwiało i łapałam się na tym, że zamiast rozszyfrować trudniejszą wersję, czytałam od razu tę łatwiejszą. Za bardzo kusiło:)

Jest to 1 tom kursu, dlatego jestem bardzo ciekawa kolejnej jego części. Pierwszą oceniam bardzo pozytywnie. Na naszym rynku ciągle brakuje mi podręczników, kursów, samouczków do nauki właśnie tego języka. Ostatnimi laty zauważyłam jednak progres w tej materii, zatem wszystko idzie ku lepszemu.

Z serii „Łatwo i przyjemnie” wyszły dotychczas następujące kursy oparte na metodzie Assimil: język angielski, chiński, francuski, hiszpański, niemiecki, włoski, pismo chińskie oraz seria dla obcokrajowców, chcących poznać nasz ojczysty język.

O podręczniku i kursie poczytać można na stronie Wydawnictwa Nowela.


2.19.2012

Niedziela... dziwny dzień tygodnia

Od zawsze mam takie odczucie, że niedziela to strasznie dziwny dzień. W dzieciństwie ten dzień mijał spokojnie, powolnie, wręcz flegmatycznie. Czas spędzony z najbliższą rodziną, dom pachnący aromatem rosołu i odświętnych potraw, a potem kino familijne, spacer, rozmowy przy kawie.
Uwielbiałam obserwować jak słońce wędruje w te dni po pokoju, oświetlając kolejno fotele, szafkę z książkami, stół i obrazy na ścianie.

Teraz, kiedy mieszkam ponad 60 km od rodzinnego domu, bardzo rzadko spędzam ten dzień w taki sposób. I może dlatego niedziele są dla mnie małym koszmarem i dniem, w którym łapie mnie typowa niemoc. Siedzę i zastanawiam się nad życiem, obecnym i przeszłością. Może to strasznie banalne, ale przeraża mnie to, jak szybko upływa nasze życie. I po raz kolejny jestem na siebie strasznie zła, bo miałam tyle planów na weekend, a okazuje się, że jakoś...przegapiłam czas?

Ostatnio przy okazji szukania czegoś w moim rodzinnym domu, natrafiłam na moje stare pamiętniki. To zadziwiające ile we mnie było energii i motywacji, a przede wszystkim jaki zmysł planowania. Jeden z zapisów wyglądał tak:

"10:00 Film z rodzicami -> opisać po seansie swe wrażenia i puentę płynącą z fabuły
12:00-12:02 przerwa na toaletę
12:03 -12:45 puzzle z tatą
12:46 -12:47 skrupulatne mycie rąk
12:48 -13:30 obiad - zupa pomidorowa, ziemniaczki, wołowinka, surówka - całość ponad 600 kalorii
13:32 - leżakowanie, lenistwo
14:00 - przerwa na toaletę i przemyślenia "

Istny strateg! ;) Miałam może z 8-9 lat.

Przede mną ciężki tydzień. Ostatnio trochę chorowałam i mam nadzieję, że jutro odbędzie się moja ostatnia wizyta u lekarza. Przed tą całą zawieruchę ze zdrowiem, zaczęłam sesję dopiero w zeszłym tygodniu i przyjdzie mi z nią walczyć do 16 marca. Sesja na drugim kierunku zaliczona, została tylko ta na pierwszym. Chyba najgorsze za mną.

Ok, koniec narzekania. Muszę wziąć się w garść, bo nigdy nie wyjdę z tej stagnacji... :)

2.17.2012

"Pamięć absolutna" Nishant Kasibhatla


Któż z nas nie chciałby cieszyć się genialną pamięcią? Zapamiętywać ogromną liczbę informacji, szeregi cyfr, kombinacje słów czy skutecznie uczyć się do egzaminów. Co poradzić na „luki” w pamięci i w jaki sposób uczynić nasz mózg bardziej wytrenowanym? Autor książki – Nishant Kasibhata – jest arcymistrzem World Memory Championship i to właśnie on przedstawia nam techniki szybkiego i efektywnego zapamiętywania.

Na samym początku książki znajduje się krótki test, obrazujący nam, na jakim poziomie znajduje się nasza pamięć. Quiz można wykonać przed i po lekturze, aby przekonać się jak wielkie zrobiliśmy postępy. Dowiadujemy się o najskuteczniejszych metodach, jakie stosują eksperci na całym świecie.

Jedną z ciekawszych metod jest metoda wyzwalacza opartego na skojarzeniach. To zdumiewające jakie ta technika daje rezultaty. Mamy na przykład szereg słów pozornie ze sobą nie powiązanych – pudło, książka, róża, szczur, szafka na buty, zasłona... itp. Autor przekonuje nas, że układanie w głowie obrazów, przedstawiających ruch, wyzwala w naszym mózgu cały szlak impulsów, które później bardzo łatwo jest nam odtworzyć. I tak widzimy przed oczami pudełko z książką w środku, na okładce której jest róża, różę trzyma w pyszczku szczur, wspinający się na szafkę na buty, stojącą koło okna z zasłonami. Nie takie trudne, prawda?

W książce opisanych jest szereg różnych metod, pozwalających na zapamiętanie nie tylko chronologicznie ułożonych słów, ale i liczb, składających się z niezliczonej ilości cyfr. Oprócz ćwiczeń i przydatnych teorii, autor obala najpowszechniejsze mity oraz potwierdza fakty dotyczące możliwości naszego umysłu.

Niepozorna objętościowo ale świetna merytorycznie. Ten poradnik nie tylko rozwiał wiele moich wątpliwości dotyczących technik pamięciowych, ale i nauczył mnie wielu nowych, wcześniej dla mnie nieznanych. Jestem bardzo zadowolona z lektury

i polecam ją wszystkim, którzy chcą nieco „podkręcić” swoje możliwości. Będziecie zdumieni i zachwyceni.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Sensus



2.09.2012

Moje potyczki z angielskim cz. I


Mimo, że studiuje w języku angielskim i z tym językiem stykam się niemal każdego dnia, jest to tzw. angielski medyczny/specjalistyczny. Zatem z „every day english” nie mam stałego kontaktu. Za niecałe dwa tygodnie czeka mnie dość stresująca dla mnie rozmowa oraz test, mający potwierdzić znajomość tego języka, po to, abym mogła jechać do wymarzonej Finlandii na Erasmusa. Błagam, trzymajcie kciuki:)

No właśnie, na co dzień niestety nie używam potocznego angielskiego, nie mówiąc już o gramatyce. Postanowiłam usystematyzować moją wiedzę i powtórzyć nieco słownictwo. Od jakiegoś czasu słucham dialogów zawartych w podręczniku „Angielski Konwersacje dla zaawansowanych”. Całość składa się z książki (126 stron) oraz płyty, (300 minut nagrań) dzięki której lepiej osłuchamy się z językiem angielskim. Tematyka różnorodna i wzbogacona w idiomy, zwroty na nieco wyższym poziomie trudności. Na różowych polach autorzy książki umieścili ćwiczenia, pomagające utrwalić zawarte w dialogach zdania i najważniejsze struktury.

Jestem już w połowie kursu, ponieważ jest on stosunkowo prosty. Bardziej skłaniam się ku temu, aby nadać mu poziom B1-B2, niż B1-C2, ale to tylko moje subiektywne odczucie. Myślę, że ten kto na maturze w liceum wybrał poziom podstawowy będzie bardzo zadowolony z książki. Polecam ją przede wszystkim tym, którzy uczyli się już języka angielskiego jakiś czas, ale z różnych przyczyn odstawili naukę. Będzie to bardzo skuteczne i przyjemne (ponieważ lekcje są króciutkie, przez co nie męczą).

Do kursu można zajrzeć tutaj

Na mojej półce czeka już podobna książka do języka hiszpańskiego. Tym razem będzie znacznie trudniej, ponieważ uczę się tego języka od zaledwie trzech lat. Wiem, że niektórzy potrafią opanować perfekcyjnie język w zaledwie rok. Daleko mi do takiego ideału. A może gdybym była systematyczna i tak często sobie nie odpuszczała?

Pytanko do Was : znacie jakiegoś poliglotę? Jest dla Was motywacją? Jakie zna języki? A może ma jakiś cudowny sposób na opanowanie języka w zawrotnym tempie?

„Droga do wewnętrznej równowagi, czyli jak wyluzować i pozbyć się stresu” Agnieszka Ornatowska, Bogusław Stępień

Stres dotyka każdego z nas niemal każdego dnia. Czasami nie sposób się od niego uwolnić. Dobrze jest, kiedy motywuje, zachęca do działania i daje nam energię poprzez wyrzut adrenaliny do krwiobiegu. Gorzej, kiedy całkowicie tracimy nad nim kontrolę. A jeszcze gorzej, kiedy lęk i strach odbiera nam mowę i rujnuje nasze zdrowie.

Autorzy książki zaczynają od wyjaśnienia nam, na czym polega harmonia naszego ciała. Po to aby nasz umysł funkcjonował poprawie, ciało nie może „pozostawać w tyle”. Nic dziwnego, że jesteśmy bardziej narażeni na stres, kiedy całymi dnami siedzimy przy biurku lub zbyt mało czasu (albo wcale) spędzamy na świeżym powietrzu. Chyba każdy z nas jest bardziej odprężony, kiedy spaceruje zielonymi alejkami parku, niż w momencie pisania na komputerze. Niby każdy to wie, a i tak mało kto aktywnie spędza wolny czas.

Każdy z nas musi sam znaleźć swój idealny sposób na relaks i pokonanie lęku. Dla mnie pomocne okazały się wskazówki zawarte w rozdziale „Jak nabrać dystansu do własnych problemów”, gdzie autor ukazuje jak „ubrać” w zabawne ramki, stresujące i niepokojące myśli. Wypróbowałam na sobie i daje to niesamowite efekty. Dla innej osoby sposobem na rozładowanie emocji może być muzyka relaksacyjna, krótkie ćwiczenia rozciągające czy wizualne marzenia.

To, co bardzo ważne w tym poradniku, to brak wydumanych porad i zawiłych psychoanaliz. Sami autorzy twierdzą, że lektura tej książki ma być zabawą. Sami bowiem przyznają się do swoich słabości, ponieważ nie da się ich całkowicie wyeliminować.

Oryginalnym zabiegiem jest baśniowa powieść zamieszczona pomiędzy poradami i ćwiczeniami. Dzięki niej, krok po kroku, czytelnik śledzi przygody młodej dziewczyny i pewnego zaczarowanego medalionu. A co to ma wspólnego ze stresem? Ha! Musicie przekonać sie sami, będziecie bardzo pozytywnie zaskoczeni.

Nie jestem zwolenniczką tego typu poradników, bo w większości są one zbyt poważne, a czasami wręcz przerażające. Ten jednak podchodzi do problemu z pewnym dystansem i po całej lekturze zdałam sobie sprawę z tego, że źle postrzegałam niektóre elementy swojej rzeczywitości. Nie potrafiłam odpowiednio na nie spojrzeć. Dzięki poradom zawartym w książce w zupełnie odmienny sposób i mam nadzieję, że na długo, patrzeć będę na swoje życie, (z kilku płaszczyzn, nadawać im różne kolory i znaczenia) a przede wszystkim ograniczę czynniki stresogenne, które po pewnym czasie okazują się mało znaczące.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Sensus




Jeśli o stresie i jego eliminowaniu mowa - ostatnio w moje uszy wpadła całkiem przyjemna piosenka śpiewana po polsku przez ukraiński zespół - Zapaska:) Melodia jest bardzo relaksująca, a test powala na kolana:)

"11 lat nie ma rybyyyyy. Mówi stary rybak, ma na imie Marek":)

Sami zobaczcie:

2.08.2012

"III wieża Babel w budowie " Andrzej Krauze

Andrzej Krauze jest znanym, polskim rysownikiem, który zasłynął swoimi satyrycznymi rysunkami ukazującymi wady znanych polityków i kpiące z relacji między partiami, narodami bądź wytykającymi wady naszych rodaków. Pan Andrzej publikuje swe prace nie tylko w Polsce, gdzie współpracuje z tygodnikiem „Polityka” oraz „Uważam Rze”, ale także w Londynie („The Guradian”) oraz Paryżu.

W poprzednim roku na rynku księgarskim pojawił się album ze zbiorem najlepszych prac rysownika. Są one doskonałym komentarzem ostatnich dwóch dziesięcioleci, od obalenia komunizmu, przez okres tzw. IV Rzeczpospolitej i katastrofę smoleńską do czasów rządu Donalda Tuska. Kto choć trochę przez ten czas śledził wydarzenia polityczne w kraju, ten bez problemu zrozumie dowcip Andrzeja Krauzego i, zapewniam Was, uśmieje się do łez. Będzie to jednak śmiech szyderczy, bo też najlepsze rysunki wytykają błędy, grzechy i grzeszki oraz nieśmiertelną głupotę polityków i społeczeństwa. Śmiejemy się więc, by zaraz zrozumieć, że śmiejemy się, jak u Gogola - sami z siebie. Jest to jednak również śmiech pozytywny, bo uczący zdrowego dystansu do siebie i polskiej rzeczywistości.

Rysunki są czarno-białe, kreska dość prosta, lecz niezwykle charakterystyczna. Dominują postacie tajnych agentów, polityków z pierwszych stron gazet, ale również diabłów, wilków (prześwietne hasło: za Wilka było lepiej!), owiec i wiele innych. Obrazkom często towarzyszą dowcipne napisy i komentarze.

Album polecam każdemu, bez względu na opcję polityczną czy apolityczność. Jest to naprawdę doskonała i celna satyra polityczno-społeczna.

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

2.07.2012

"Francuski karteczki 1000 najważniejszych słów i zdań" Edgard

Co sądzicie o fiszkach? Są Wam pomocne w nauce? Macie jakieś wypróbowane sposoby na pracę z fiszkami? Jakiś system?

Postanowiłam popracować z fiszkami wydanymi przez Edgard – „Francuski Karteczki – 1000 najważniejszych słów i zdań”. Sporej wielkości pudełeczko kryje w sobie ponad tysiąc (1024) karteczek, na których z jednej strony znajdują się najważniejsze słówka w języku francuskim, a z drugiej ich polskie tłumaczenie. Dodatkowo w komplecie znalazło się 20 pustych kartek, na których sami możemy zapisać trudniejsze zwroty lub rozszerzenia już istniejących.


Aby nauka była skuteczna, opracowana została jedna - podobno skuteczna - metoda. Karteczki dzieli się w przeznaczonych do tego celu przegródkach (zazwyczaj jest ich 3). Na samym początku naszych językowych potyczek, do pierwszej wkładamy wszystkie fiszki. Systematycznie (tak, to właśnie magiczne słowo), powtarzamy cały materiał, a gdy jesteśmy pewni, że udało nam się zapamiętać słówko, przekładamy karteczkę do przegródki nr 2. Fiszki z tej przegródki powtarzamy co drugi dzień. I schemat się powtarza – jeśli opanujemy zwroty z przegródki nr 2, przenosimy je do przegródki nr 3 – powtarzamy te słówka co cztery dni. Wydaje się dość skomplikowane, ale wcale takie nie jest.

rysunek pochodzi z http://pl.wikipedia.org/wiki/Fiszki

Kurs uczy nas słówek z 40 grup tematycznych, takich jak chociażby: nauka, prawo, rodzina, finanse, wierzenia, zdrowie, czas, ubrania i akcesoria, zakupy, podróże, kolory czy kraje i narodowości. Każda karteczka ma przydzielony swój własny symbol i dzięki temu można uczyć się stopniowo – poznając kolejno jedną dziedzinę. Nikt nie każde nam przecież opanować ponad 1000 słówek za „jedną rundą”.

Naukę zaczęłam w sobotni poranek. Śmiało mogę wyznać, że opanowałam już ponad 200 słówek i jestem pod ogromnym wrażeniem szybkości w jaki je zapamiętałam. Dużym plusem jest dla mnie to, że mogę zabrać je wszędzie i uczyć się nowych wyrażeń w autobusie, tramwaju, na nudnym wykładzie czy w każdej wolnej chwili.


Więcej o fiszkach do nauki języka francuskiego znajdziecie na stronie Wydawnictwa Edgard

„Nie wierzę w życie pozaradiowe” Marek Niedźwiecki


„Chce obdarzać ludzi radością, bo radość słuchaczy do mnie wraca”

Tej postaci nie trzeba nikomu przedstawiać. Wybitny prezenter muzyczny ukazuje nam swoje nieznane dotąd oblicze w porywającej autobiografii, w której sam przyznaje, że „nie wierzy w życie pozaradiowe”. Dla wielu jest przecież człowiekiem, który nieodzownie kojarzy się z radiową Trójką i genialnie prowadzoną Listą Przebojów.

W książce poznajemy go nieco z innej, zaskakującej strony. Czytelnik dowiaduje się więcej o rodzinnym Szadku, do którego prezenter ma szczególny sentyment. Z rozrzewnieniem wspomina swój rodzinny dom, swych rodziców, którzy zapewnili mu bajeczne i pełne miłości dzieciństwo. Jego pasja do radia rozwinęła się już za młodu, kiedy to zamiast pilnie odrabiać prace domowe, młody Marek namiętnie spisywał listę ulubionych kawałków. Teraz dość zabawnie brzmi tekst wiecznie wypowiadany przez jego tatę – „Radio ci chleba nie da.” A jednak.

Jako znakomity uczeń ukończył liceum i z drugim wynikiem na maturze, dostał się na Politechnikę Łódzką, gdzie jego kariera nabrała tempa. Okazało się, że został stworzony do pracy w radiu. Nikt inny nie nadawał się bardziej niż on. I wszyscy o tym wiedzieli. Sam bohater od początku traktował swoją pracę z należytym szacunkiem, powagą a nawet przeżywał tremę.
To, co mnie bardzo zaskoczyło to samotność pana Marka. Jest typowym domatorem, raczej stroni od dłuższego towarzystwa, żyje sam i twierdzi, że tak jest mu najlepiej.

„Kiedyś myślałem, że to ja wybrałem samotność. Teraz podejrzewam, że to samotność wybrała mnie, a ja ją polubiłem. Samotność zaprowadziła mnie do radia, pchnęła do pamiętników. I do tej książki, która także powstaje w samotności.”

Kim jest ten człowiek? Człowiek, który niczym kolekcjoner spisuje każde notowanie listy przebojów i najpiękniejszych miejsc na świecie? Mężczyzna, który od najmłodszych lat przelewa swoje myśli na karty pamiętnika nie może być banalną osobowością, prawda?

O panu Marku wiedziałam jedynie tyle, że pochodzi z moich rodzinnych stron i tak jak ja, uniwersyteckie życie spędził w Łodzi, pracując jako student w Radiu Żak. W książce czytelnik odnajdzie nie tylko bardzo osobiste wspomnienia pana Marka z młodości, pracy w radiu, czy podróżach po świecie, ale także spis ulubionych utworów na przestrzeni lat. Wszystko wzbogacają liczne zdjęcia, kolorowe i czarno białe, które pozwoliły mi lepiej zobrazować sobie tą niecodzienną postać. Szkoda tylko, że tak mało w niej o samej „Trójce”. Liczyłam na nieco więcej anegdot z pracy w radiu, które tak kocham. Polecam ją jednak wielbicielom pana Marka, z pewnością się nie zawiodą.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Agora

2.06.2012

"Sherlockista" Graham Moore

„Od dawna jestem przekonany, że rzeczy drobne mają największe znaczenie”

Autor książki – Graham Moore – to niespełna 30-letni utalentowany pisarz, który zadebiutował na rynku powieścią „Sherlockista”. Patrząc na okładkę książki, ukazującą tajemniczego jegomościa w charakterystycznym, eleganckim cylindrze, stojącego do czytelnika tyłem, nie mamy wątpliwości, że to sam Sherlock Holmes.

Historia opisana przez Moore’a jest wyrazem jego fascynacji autentyczną postacią jaką był Arthur Conan Doyle – lekarz, szkocki pisarz, który zasłynął na całym świecie jako twórca postaci Sherlocka Holmesa i jego przygód. W pewnym okresie swojej twórczości Doyle postanawia uśmiercić na pewien czas bohatera, a to co działo się w tak zwanym „międzyczasie” skrupulatnie odnotowuje w pewnym dzienniku. Nie trudno się domyślić, że postać Sherlocka Holmesa odcisnęła piętno na życiu pisarza i fanów detektywa.

Akcja książki dzieję się w dwóch przedziałach czasowych – obecnie i na przełomie XIX i XX wieku.

Poznajemy grupę zapaleńców o nazwie „Chłopcy z Baker Street”, którzy całą swoją uwagę skupiają na postaci Holmesa i zaginionego, tajnego dziennika Arthura Conan Doyle’a. Znają każdą powieść, która wyszła spod pióra pisarza. Nie obce im wszystkie detektywistyczne śledztwa, morderstwa i zagadki zawarte w jego kryminałach. Spotykają się na zjazdach i dyskutują o potencjalnych losach dziennika i jego treści. Nowym członkiem bractwa jest niejaki Harold – najmłodszy z całego grona, bystry, ambitny i bezgranicznie zafascynowany Holmesem. Wzorowy Sherlockista! Jak grom z jasnego nieba spada na wszystkich informacja o odnalezieniu dziennika Doyle’a przez jednego z Szerlockistów. Jednak wkrótce po pojawieniu się tej niezwykłej wiadomości, dochodzi do nagłej i gwałtownej śmierci znalazcy łupu i tajemniczego zniknięcia samej rzeczy. Harold wraz z uroczą dziennikarką Sarą, chcąc nie chcąc, zmuszeni będą narazić swoje życie, w celu dojścia do prawdy i odzyskania świętego Graala Sherlockistów.

Druga oś fabuły umiejscowiona została w końcówce XIX wieku, a głównymi bohaterami są Arthur Conan Doyle oraz jego serdeczny przyjaciel – Bram Stocker. W całej Anglii dochodzi do wielkiego skandalu, ponieważ pisarz w jednym z opowiadań uśmierca Holmesa. Ludzie są oburzeni i głośno dają temu wyraz. W kolejnych dniach Doyle natrafia na przypadek okrutnego mordu młodej kobiety. Postanawia wcielić się w swego bohatera i rozwikłać sprawę. Okazuje się to trudniejsze niż przypuszczał. Poszlaki sprowadzają go bowiem na manowce, a dowody zbrodni jeszcze bardziej komplikują dochodzenie. Po kilku dniach śledztwa natrafia na trop. Okazuje się, że w podobnych okolicznościach ginie kolejna młoda dziewczyna, a obie ofiary mają na swych kostkach wytatuowanego trzygłowego kruka. Czy pisarzowi uda się znaleźć mordercę i rozwiązać zagadkę? A może, zupełnie niechcący, przyczynił się do szeregu zdarzeń przyczynowo-skutkowych, będących zapowiedzią kolejnych mordów?

Książka wciąga już od pierwszych stron. Autor znakomicie oddaje klimat nie tylko samych zagadkowych zbrodni, ale i Londynu u schyłku wieku. Czytelnik doznaje podwójnych emocji na skutek dwóch, niezależnych od siebie akcji i zagadek. Nie mogłam oderwać się szczególnie od tajemniczej śmierci dziewczyn, które próbował rozwikłać sam Doyle. A postać współczesnego Harolda? Jest niezwykle dynamiczna, oddająca się swej pasji całym jestestwem, zaangażowana i oddana sprawie. Łącząc ze sobą różne fakty, jak po kłębku włóczki, dochodzi ostatecznie do tragicznego w skutkach finału. I właśnie finał jest tu zaskakujący. Czy uda mu sie znaleźć dziennik? A jeśli tak, to czy wszystko co poświęcił, było tego warte? Mnie porwało, choć nie jestem wielką fanką powieści detektywistycznym, ani tym bardziej znawcą gatunku. Idealna do połknięcia w jeden wieczór.

Za lekturę pragnę podziękować Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

2.04.2012

Kącik językowy?

Zainspirowana trochę pomysłem Klaudynki, za co mam nadzieję, nie będzie na mnie zła, postanowiłam wprowadzić u także siebie kącik językowy. Od lat uczę się kilku języków i powiem szczerze, że to spore wyzwanie. Bo jak pogodzić naukę języków ze studiami, z pracą, z czytaniem? I jak się ich uczyć, aby nie mylić francuskiego z hiszpańskim, czy japońskiego z chińskim? Podobno kluczem do sukcesu jest SYSTEMATYCZNOŚĆ, czego mi rzecz jasna brakuje:( Mam nadzieję, że po jakimś czasie prowadzenia kącika, Waszych komenatarzach i spostrzeżeniach na temat nauki języków obcych, dojdziemy do pewnych wniosków i wyciągnięmy z nich lekcję na przyszłość. Kolejnym z celów prowadzenia tego kącika będzie wzajemna motywacja.

Poniżej moje skromne zbiory do nauki języków. Nie robiłam zdjęcia kserówek i niezliczonych materiałów do nauki języków, bo jest ich zbyt wiele i niestety wymagają segregacji i uporządkowania.

Co sądzicie o moim pomyśle?


2.03.2012

"Oniegin" (1999)



Podchodziłam z rezerwą do tego filmu, bowiem bardzo często ekranizacje wielkich literackich dzieł okazują się zwyczajną porażką. Uwaga! Ten film to jeden z nielicznych wyjątków!
Poznajemy historię młodego, nieco cynicznego i egoistycznego uwodziciela -Eugeniusza Oniegina. Młodzieniec zafascynowany lieraturą i sztuką poznaje innego artystę - Włodzimierza Leńskiego, jego narzeczoną oraz jej siostrę Tatianę. Tatiana jest młoda, delikatna, naiwna, marzy o wielkiej miłości i właśnie taką obdarza Oniegina. Łączy ich pasja do literatury i wiejskiego stylu życia. Dziewczyna decyduje się na depsperacki nieco krok - pisze miłosny list adresowany do Oniegina. Zapewnia w nim o swoich szczerych uczuciach aż po grobową deskę. Wyznaje mu miłość gorącą i szczerą. Oniegin jednak reaguje na list chłodno, delikatnie i z dystansem odrzuca miłość Tatiany. Nie do końca rozumiem, dlaczego postąpił w taki sposób. Z wyrachowania? Aby jeszcze bardziej podkreślić swoją obojętność, Oniegin na złość Tatianie wdaje się w flirt z jej siostrą - Olgą. Narzeczony Olgi chcąc bronić honor swojej przyszłej żony, wyzywa go na pojedynek, który kończy się tragicznie. Tatiana cierpi, gdyż wie, że nie zazna już w życiu miłości. Babcia i matka nakładanią ją do szybkiego zamążpójścia. Dla nich miłośc to złuda i kaprys, który można spełnić poza małżeńskim łożem. Jednak Tatiana wie, że kiedy odda swe serce przyszłemu mężowi, pozostanie mu wierna.
Po 6 latach dochodzi do przypadkowego spotkania Oniegina i Tatiany, jednak ich relacje nieco się skomplikują. Okaże się, że czasami w życiu nie da się naprawić błędów popełnionych w młodości.

Wzruszający, dramatyczny, świetna gra aktorska. Poruszający obraz skomplikowanej miłości dwoja ludzi, która przegapiła swą jedyną szansę na szczęście. Polecam!

1.30.2012

"Wiersze dla dzieci" Julian Tuwim


„Halo, halo!
Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju,
Nadajemy audycję z ptasiego kraju.
Proszę niech każdy nastawi aparat,
Bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad:
Po pierwsze – w sprawie,
Coś świtem piszczy w trawie?
Po drugie – gdzie się
Ukrywa echo w lesie?
Po trzecie – kto się
Ma pierwszy kąpać w rosie?
Po czwarte – jak
Poznać, kto ptak,
A kto nie ptak?
A po piąte przez dziesiąte
Będą ćwierkać, świstać, kwilić,
Pitpilitać i pimpilić.”

Wiersze tego Łodzianina recytował w młodości każdy z nas. Towarzyszyły nam w przedszkolu, podczas wieczornego czytania z rodzicami i przy rodzinnych uroczystościach. Trudno się dziwić, bo są to wiersze ponadczasowe, które były, są i będą jednymi z najpiękniejszych dla dzieci.

W tej przepięknie wydanej książce znajdują sie najsławniejsze z nich jak chociażby: „Lokomotywa”, „Rzepka”, „Okulary”, „Ptasie radio” czy „Słoń Trąbalski”.

Na szczególną uwagę i uznanie zasługują rysunki Macieja Szymanowicza, wspaniale zdobiące książkę i oddające całą duszę wierszy oraz pobudzające wyobraźnię.

Za egzemplarz pragnę podziękować Wydawnictwu Wilga.

1.29.2012

"Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami" Wojciech Mann Krzysztof Materna


Tę dwójkę zna chyba każdy z nas. Stanowią bowiem duet jedyny w swoim rodzaju, który rozbawia tłumy już od czasów PRL-u. Oboje bardzo charakterystyczni i rozpoznawali. Każdy z nich ma w sobie „to coś”, co sprawia, że od lat stanowią czołówkę wśród polskich satyryków. Przyznam szczerze, że bardzo bliski memu sercu jest Wojciech Mann. Jako wierna i oddana fanka Radiowej Trójki, mam ogromną przyjemność słuchać go co piątek tuż po godzinie 6, oraz prawie każdego dnia po południu, gdzie prowadzi fascynujący program muzyczny wraz z młodszą koleżanką – Anną Gacek. Do łez rozbawiają mnie ich docinki i nieco złośliwe komentarze. Nigdy nie zapomnę sylwestra 2010/2011, kiedy całą zabawę spędziłam przed TVP Kultura słuchając niezapomnianych piosenek i patrząc na zabawną buzię pana Wojciecha przybraną w kolorowe konfetti i czapeczkę karnawałową.

Do rzeczy. Książka pisana jest „na dwa głosy”. Kolor czarny przeznaczony jest dla Krzysztofa Materny, czerwony dla Manna. Po przezabawnym wstępie przedstawiającym sylwetki podróżników, przechodzą do opowieści o pełnej przygód morskiej wyprawie na statku „Stefan Batory”. Oboje zostali zatrudnieniu jako kabareciarze mając za zadanie umilić czas pozostałym gościom statku. Nie sądzili, że przyjdzie im zmierzyć się z przeciwnościami i absurdami czasów PRL-u. Wszystko to zostało także sfotografowane, a zdjęcia ubarwiają czytelnikowi lekturę tej książki. Kolejnie przechodzą do zapierających dech w piersiach opowieści o rajdach samochodowych Formuły 1, podróży do Lozanny czy Stanów Zjednoczonych.

Na szczególną uwagę zasługuje ich pobyt w USA. Działo się to w czasie, kiedy w Polsce ogłoszony został stan wojenny. Bohaterowie zostali odcięci od najbliższych, co nie przeszkodziło im w przeżyciu niezapomnianych przygód. Wojciech Mann przyznaje, że wizja Ameryki jako kraju niesamowicie zbliżonego do Związku Radzieckiego, znalazła swoje potwierdzenie w jego doświadczeniach.

„Na przykład któregoś poranka obiecaliśmy sobie, że wyjedziemy wcześniej i żeby nie mitrężyć dnia, poszedłem się ogolić do przydrożnej łazienki. W pewnym momencie zauważyłem, że moje odbicie w lustrze wygląda troszkę tak, jak w wesołym miasteczku w gabinecie krzywych luster. Namydliłem się i próbowałem trafić żyletką w policzek, ale trafiłem w nos, w czoło, a odbicie było cały czas takie, jakbym stracił wzrok. Ogromnie się zaniepokoiłem, bo myślałem, że może coś zjadłem. I w pewnym momencie podsunąłem twarz do lustra, dotknąłem go ręką i okazało się, że to nie było lustro, tylko wypolerowana blacha.”

Należy dodać, że ta dwójka przeżyła także wiele chwil grozy i nie zawsze wszystko układało się po ich myśli. Dość groźnie brzmiała relacja Krzysztofa Materny z wizyty w RPA. Jako miłośnik golfu, postanowił wybrać się na tamtejsze rozgrywki i stanąć w szranki z najlepszymi. Pech chciał, że dzień wcześniej dostał zapalenia spojówek i już po kilku dniach jego oczy przypominały pięści i wydobywała się z nich tajemnicza ciecz. To nie przekreśliło jego planów, jednakże wspomina, że mimo wszytko, nie wszystkie marzenia warte są realizacji.

Ciekawym zabiegiem było zamieszczenie relacji obu panów z pierwszej, samotnej wyprawy. Oboje byli bardzo młodociani i jako tacy spragnieni wolności, dzikiej przygody i uczucia niezależności. Postawili wszystko na jedną kartę i wybrali się w szaloną podróż po Polsce. Jak się to skończyło i co spotkało ich po drodze? Radzę zajrzeć do książki.

Książka jest niesamowita. Osobiście przyjemniej czytało mi się część pisaną przez pana Wojtka. Jest bardziej błyskotliwa i humorystyczna. Z drugiej strony styl pisania pana Materny niejednokrotnie mnie poruszyła. Na uwagę zasługuje tu rozdział poświęcony pamięci jego najdroższego przyjaciela – Edwarda Kłosińskiego (niestety nie żyjącego już męża Krystyny Jandy). Przyznam szczerze, że fragmenty poświęcone tej niesamowitej postaci chwytają za serce. Obalają pewne stereotypy dotyczące obcokrajowców, a inne potwierdzają. Znakomita lektura na każdą okazję. Nie pożałujecie, jestem tego pewna.

Do książki można zajrzeć tutaj.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Znak

1.28.2012

Serialowa sobota ;)


Za sprawą Papryczki z miłą chęcią oddam się chwili relaksu i wytypuje moje ulubione seriale:) A jest ich hmm nie tak sporo. Niestety jak wiecie teraz nie jest nam dane oglądać je w sieci, przez co bardzo ubolewam:(


1.Gilmore Girls - mam własną kolekcję na DVD. Jest to jeden z tych seriali, do których się wraca wciąż i wciąż, mimo, że na pamięć zna się całe odcinki. Wyjątkowy i cudowny. Niejednokrotnie uroniłam łzę, wybuchałam śmiechem, denerwowałam się i stresowałam razem z bohaterkami. Są szalenie inteligentne, bystre, mają cięte języki i bardzo skomplikowane życie. Niełatwo dokonują wyborów i niejednokrotnie ponoszą za to wysoką cenę. Aktorki grające matkę i córkę są do siebie łudząco podobne! Dlaczego jest tylko 7 sezonów? A na dodatek kończy się tak nierozstrzygająco...






2. Gotowe na wszystko - no cóż, może mało ambitne, ale za to rozbawia do łez. Perypetie grupy przyjaciółek mieszkających na jednym z przedmieść USA. Każda z nich jest zupełnie innym typem osobowości, temperamentu. Lecz o każdej można powiedzieć, że jeśli trzeba i przychodzi im walczyć o swoje są...zdesperowane. Moją ulubioną postacią jest Susan. Może dlatego, że sama ją trochę przypominam. Jest roztrzepana, troszkę dziecinna, naiwna, ale uczciwa i sumienna. Bardzo polubiłam też postać Bree - perfekcyjnej w każdej sferze życiowej. Jest doskonałą kucharką, gospodynią, ma idealną sylwetkę i porcelanową cerę.







3. Sześć stóp pod ziemią - o tym serialu już pisałam na tym blogu. Oglądałam go od całkiem niedawna. Jestem obecnie na 4 sezonie serialu (na 5). Jest to ta produkcja, która miażdży i rzuca widza na łopatki. Porusza kwestię śmierci, przemijania, bólu po utracie najbliższej osoby, ale także chorób psychicznych, homoseksualizmu, nimfomanii i skomplikowanych relacji rodzinnych. Genialna produkcja i uważam, że obowiązkowa dla każdego!



4. Czysta krew - no niestety! Za sprawą mojego taty dałam się wciągnąć w tą szmirę!;) Serial jest bardzo wciągający i gra na emocjach. Prawda jest taka, że 90% z nas wciągnęła by się w "Modę na sukces" tudzież inny "Klan". To okrutna prawda. Serial aż poraża głupotą i wręcz śmieszną fabułą, ale uzależnia i nic się na to nie poradzi. Historia młodej dziewoi, która zakochuje się w niebezpieczny, acz zabójczo przystojnym wampirze. Oryginalne:D
Ich miłości przeciwstawia się wiele osób i ich uczucie wystawione jest na ciężką próbę. A jak potem dochodzi ten trzeci, to już w ogóle klops i zgrzytanie zębami/kłami. Nie jest to serial, do którego się wraca:)



Do zabawy zapraszam każdego, kto tylko ma na to ochotę. Liczę też na Wasze opinię, na temat powyższych seriali:) A może jest coś godnego polecenia?

1.27.2012

"Mała encyklopedia małżeństwa" Krystyna Kofta


Krystynę Koftę zna chyba każdy. Jest to nie tylko znakomita polska pisarka, ale i felietonistka publikującą między innymi w „Twoim stylu”. „Mała encyklopedia małżeństwa” jest chyba jedyną na rynku publikacją, zawierającą zbiór haseł od a do z, omawiający temat związków, romansów, miłości, zdrady, seksu, no i oczywiście małżeństwa. Jest to nieco humorystyczna odpowiedz na Wielką Encyklopedię Powszechną.

W tej niepozornej książce aż kipi od dobrego humoru i to już od pierwszej stronicy. Pierwsze hasło na literę A – „aaa” określa nam samogłoski, którymi posługują się małżonki podczas orgazmu. I tak oto autorka rozwodzi się nad znaczeniem tego hasła:

„Po długim „aaaaaaaa” często pojawia się przywołanie imienia boskiego: „O Jezu!” albo też jego matki, co jest chyba grzechem.”

Pani Krystyna Kofta jest znakomitą obserwatorką społeczeństwa. We wstępie sama przyznaje, że książka jest nie tylko wynikiem czujnej obserwacji, ale także doświadczeń z życia małżeńskiego jej znajomych oraz jej własnego. Dzięki temu całość zyskuje na wiarygodności. Autorka przytacza czytelnikowi trafne przykłady, stereotypowe zachowania a także, co ciekawe, niejaką ewolucję jaka zaszła w postępowaniu kobiet. Coraz rzadziej młode małżonki godzą się na zostanie typową kurą domową. Sprzątanie, gotowanie, prasowanie? O nie! Jesteśmy lepsze, samowystarczalne, odnosimy sukcesy i zdobywamy wysokie stanowiska zawodowe. I to właśnie dlatego kobiety nie boją się rozwodów. Kiedyś mąż był jednym żywicielem rodziny, a żona była na jego utrzymaniu. Rozwód był pasmem bolesnej walki i nie rzadko nie kończył się dla kobiety happy endem.

Hasła w książce są różnej maści. Od popularnych typu „małżonek/małżonka”, „bezpłodność”, wychowanie seksualne” czy „ślub”, po te bardziej wyszukane jak „wibrator”, „ małżeństwo jako lek”, „facebook a małżeństwo” czy „pornografia małżeńska”. O tym ostatnim autorka pisze:

„Są to filmy o ograniczonej fabule, lecz nieograniczonych możliwościach aktorów. Póki aktorami są ludzie, kobiety jakoś to wytrzymują, ale akt miłosny z osłem bywa trudny do zniesienia, nawet jeśli się go tylko ogląda.”

Jestem pewna, że książka spotka się z ciepłymi recenzjami i stanie się hitem. Czyta się ją bardzo przyjemnie, delektując rozrywką na najwyższym poziomie. Może być wspaniałym prezentem na Walentynki dla każdej kobiety, ponieważ właśnie kobiety uznaję za target tej książki. Ja, jako młoda małżonka odebrałam książkę niezwykle pozytywnie. Co prawda, niektóre z haseł jeszcze przede mną, (mam nadzieję, że niektórych uda mi się uniknąć w moim związku) dlatego tym pilniej analizowałam każde słowo. Lektura godna uwagi.

Premiera książki 8 lutego 2012!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

1.26.2012

"Fistaszki 1959-1960" Charles M. Schulz


Z Fistaszkami znamy się od dawna. Komiksy te mają swoją stałą szufladkę w moim sercu i pozostaną tam po wsze czasy. Przypomnę tylko, że komiks ten publikowany był w prasie codziennej przez 50 lat! To już piąty album, który zgromadził w sobie te, opublikowane w latach 1959-1960. Mimo, że historyjki obrazkowe przedstawiają perypetie małych dzieciaków, to momentami ich treść wzbudza w czytelniku zadumę i daje do myślenia. Te, na pozór młodociane postacie cechują się bowiem niezwykłą dojrzałością i bystrością. Stoją przecież na przed dylematami dorosłości. Komiksy aż kipią od dobrego humoru i nie sposób się nie roześmiać, pochylając nad losem Snoopiego i jego opiekunów.

Jedną z ciekawszych postaci jest Charlie Brown i Lucy. Ten pierwszy jest typowym, troszkę otyłym, chłopcem z kompleksami. Nie jest raczej duszą towarzystwa i samotność doskwiera mu bardziej niż innym dzieciakom. Chłopiec ma często czarne myśli i ponury humor. Dumna nad sensem swego istnienia i miewa filozoficzne myśli. Jego znakiem rozpoznawczym jest sweterek z czarnym zygzakiem, z którym nie rozstaje się na krok. Jest nieco naiwny, łatwowierny i daje się zmanipulować rówieśnikom o większym poważaniu. I właśnie do tych drugich należy Lucy - marudna i pyszałkowata dziewczynka, która uważa się za pępek świata. Jest szefem wszystkich szefów i sprzeciwienie się jej osobie, nie kończy się najlepiej. Mimo wszystko daje się lubić. Jest charakterystyczna i zna odpowiedzi na wszystkie problemy świata. Lucy jest pewna siebie i to daje jej pozycję lidera.

Najrzadziej pojawiają się Pig-Pen - "chłopiec kurz". Kiedy już pojawia się w jakiejkolwiek scenie, nie widać nic poza unoszącym się brudem i kurzem. To wizytówka Pig-Pena. Nikt z jego przyjaciół do końca nie wie jak wygląda chłopiec, kiedy jest czysty. I nawet dla czytelnika pozostaje zagadką. Widać go zawsze poczochranego, z rozwiązanymi sznurowadłami, brudną buzią i ubraniem.

Całość jest, liczącą ponad 320 stron, wspaniałą rozrywką na długaśne, zimowe wieczory. Przepięknie wydaje, w twardej oprawie i wstępem Tomasza Minkiewicza. Kolekcja powoli zagęszcza się na mojej półce. Niestety komiks wychodzi w Polsce tylko dwa razy w roku. A może to plus? Zaostrza to apetyt na kolejne przygody Fistaszków. Nie jest to lektura "na chwilę". Czyta się ją nieśpiesznie, powoli delektując się błyskotliwym humorem i żwawą kreską Charlsa M. Schulza. Zawsze wracam do Fistaszków, są ponadczasowe i uniwersalne. Chyba nie do końca jest to lektura dla dzieci, a na pewno nie dla tych najmłodszych. Wzrusza mnie dojrzałość tych dzieciaków, ich postawa. Zastanawiają problemy i pytania, jakie sobie zadają. Śmiało polecam Wam jakiekolwiek tomy "Fistaszków". Jestem pewna, że nie pożałujecie.



Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia.

1.25.2012

Rodzina naszych czasów Praca zbiorowa


Trudno jednoznacznie osądzić o czym jest ten niewielki zbiór popularnonaukowych artykułów. Zdaniem autorów mówi o problemach z jakimi borykają się współczesne rodziny i o tym jak technologia wpływa na naszą cywilizację. Do głosu dochodzą nie tylko dziennikarze najpopularnijeszych periodyków w naszym kraju, ale także logopedzi, biolodzy, socjologowie czy też kulturoznawcy.

Jest to książka, która z całą pewnością zaskoczy i zainteresuje niejednego. Każdy z krótkich rodziałów mówi o innym problemie, takich jak chociażby erotyka w bajkach dla dzieci.

„Rozmiar miseczki biustonosza disnejowskich: Pocachontas, Ariel i Jaśminy to co najmniej D, choć te postacie to zaledwie nastolatki. Rozcięcia sukienek sięgają pełnych bioder, dekolty nie pozostawiają wątpliwości, że księżniczki mają pełne i jędrne piersi. Powłóczyste, rzucane przez ramię spojrzenia spod firanek rzęs wyglądają raczej na zachętę do zabawy w mamę i tatę niż w berka. Esmeralda z Dzwonnika z Notre Dame tańczy za pieniądze, siadając mężczyznom na kolanach i wykonując na rurze figury jak w klubie go-go.”

Czytelnik zapozna się z informacjami na temat wpływu internetu na nasz mózg, języku migowym u dzieci czy też o wpływie wychowania dziecka przez rodziców na jakie dalsze życie.
I to właśnie ten ostatni rozdział wbudził moje ogromne zdumienie i nieco zszokował. Badania naukowe wykazują, że tak na prawdę, to w jaki sposób rodzice wychowują swoje dziecko, ma niezauważalny wpływ na jego charakter i osobowość! To czy będą starać się o jego odpowiednie wykształcenie czy też wpajać mu miłość do bliżnich, nie ma absolutnie żadnego znaczenia w jego dorosłym życiu. Według autorki tego artykułu, wszystko zapisane jest w genach. I tym sposobem inteligentni ludzie mają mądre pociechy, a u dzieci alkoholików rozwija się zespół DDA. Co jeszcze bardziej zastanawiające, pierwsze trzy lata życia malucha wcale nie są kluczowe w jego rozwoju.

Kolejnym, interesującym przykładem jest króciutki tekst o tym jaką rolę w naszym życiu odgrywają nazwiska.

"Młody męźczyzna z Portsmouth od kilku lat nie ma łatwego życia. Za każdym razem, gdy musi podać swoje nazwisko, robi mu się słabo. Wymianę tych samych zdań i denerwujące uśmieszki ma jak w banku. Nic dziwnego, skoro nazywa się Harry Potter."

W rozdziale pt „Przeklęte nazwiska” jest jeszcze kilka przykładów, kiedy to przypadkowa zbieżność nazwisk z osobami znanymi, przysporzyła wiele niedomówień, a czasami nawet nieprzyjemnych sytuacji.

Bardzo poważny problem poruszony został w rozdziale pt: „Koniec niewinności”. Mowa w nim o dzisiejszych, zepsutych moralnie i agresywnych nastoletnich dziewczynkach. Jakie zmiany musiały zajść w dzisiejszym świecie, aby z założenia słodkie i niewinne dzieci przeistoczyły się w prostytuujące się, pijące alkohol i wulgarne nierządnice?

„50 procent uczniów twierdzi, że w gimnazjum najłatwiej zdobyć pozycję siłą”

Dla mnie książka była doskonałym relaksem i okazją do poznania problemów, z jakimi boryka się dzisiejszy świat w kwestii wychowania najmłodszych, socjologicznych i psychologicznych. Niektóre z nich co prawa pozostają sporne, ale mimo wszystko rzucają jakieś światło i proponują pewne rozwiązanie. Polecam ten zbiór artykułów każdemu, kogo interesują kwestie socjologiczne oraz kulturowe. Należy dodać, że całość napisana jest w bardzo przystępny dla każdego sposób. Czytanie tego tomiku jest to nie tylko przyjemnością, ale też niesie przestrogę.

Za lekturę dziękuję Stowarzyszeniu Sztukater oraz Wydawnictwu G+J

1.23.2012

"Małżeństwo Klaudyny" Colette

To już trzeci tom skupiający się na postaci kontrowersyjnej i nieco ekscentrycznej Klaudyny. Wielu czytelników odniosło wrażenie, iż bohaterka w drugim tomie traci wiele ze swego uroku, stając się melancholijną i nostalgiczną cierpiętnicą. W "Małżeństwie Klaudyny" powraca jej zagadkowa, frywolna i niepohamowana natura. Nie trudno się dziwić, że dzienniki Klaudyny siały zgorszenie i oburzenie na początku XX wieku ( pierwsze wydanie rok 1902!).

Klaudyna wychodzi za mąż. Ten zaszczyt przypadł dużo starszemu, wąsatemu, nieco zblazowanemu i pysznemu Renaudowi. Mężczyzna widzi w dziewczynie nie tylko młodość, ale i werwę, nutkę szaleństwa, powab, roztrzepanie i naiwność. To właśnie ta ostania cecha sprawia, że mąż przejmuje niejako rolę ojca i wprowadza Klaudynę w dorosłe życie. Jako ten bardziej doświadczony i obyty w wielkim świecie, stara się zmienić nieco styl bycia swojej młodej małżonki. Jednak ona zwyczajnie tęskni za rodzinnym domem, za szkolnymi czasami, za zapachem lasu i łąk, za dawnymi koleżankami i wolnością. W końcu jest jeszcze przecież nastolatką.

"W swym cierpieniu niemądrym i niewypowiedzianym wydrążyć jamę i zwinąć się w kłębek na jej dnie."

Renaud wrażliwy na uroki Klaudyny oraz pragnąc przybliżyć jej nieba, zabiera ją w rodzinne strony i pokazuje świat jakiego nie znała. Odnosi się wrażenie, że w sercu tej młodej dziewczyny rodzi się głębokie i prawdziwe uczucie u boku kochającego, rozsądnego i dojrzałego mężczyzny. Klaudyna zaczyna traktować go jak powiernika, kochanka, opiekuna. Widzi w nim w pewnym sensie autorytet i traktuje go z należytym szacunkiem.

"Można by powiedzieć, że małżeństwo (tfu! Nie małżeństwo, tylko miłość!) skrystalizowało we mnie pewne sposoby odczuwania, starsze niz ja sama. (...) Jestem w stosunku do niego pełnym ufności dzieckiem, które wspiera się o swego wybranego ojca, zwierza mu się jak gdyby w tajemnicy przed kochankiem."

Sielanka kończy się podczas jednego z licznych przyjęć wydawanych przez Renauda. Klaudyna poznaje tajemniczą, prześliczną i hipnotyzującą Rezi. Ta zmęczona swym wystawnym życiem i nudnym, acz zazdrosnym mężem, od dawna szuka pocieszenia w ramionach kochanków i... kochanek. Między Klaudyną a Rezi rodzi się erotyczne napięcie, niepohamowana fascynacja i obłęd. Kobiety zaczynają zbliżać się do siebie, lecz w pewnym momencie zorientują się, że zabrnęły za daleko. Bohaterka Colette opisuje szereg emocji jakie towarzyszą jej podczas spotkań z oblubienicą.

"Rezi... Cała jej postać tchnie wonią paproci i irysów, zapachem bogobojnym, prostym i wiejskim, którym zaskakuje i zachwyca przez kontrast, gdyż nic w niej nie odkryłam wiejskiego, prostego ani daję słowo, bogobojnego, o wiele za ładna jest na to!"

Klaudyna postanawia zwierzyć się mężowi ze swej tajemnicy i o dziwo uzyskuje akceptację. Nie trudno się domyślić, że całość zakończy się tragicznie. Powstaną okoliczności o jakich trudno nawet sobie wyobrazić.

Uwielbiam Colette. Jej styl, taki kobiecy, zbuntowany, buzujący od dwuznaczności i nieskrępowany cenzurą. Uwielbiam także postać Klaudyny. Jest uroczo naiwna, szybko ulega wpływom i daje się ponieść emocjom. Na pierwszy rzut oka widać, jak ogromna przepaść wiekowa dzieli ją z mężem, który często nie potrafi zrozumieć temperamentu dziewczyny. Uważa jej zachowanie za słodkie, acz trywialne.

"Renaud uśmiechał się często ze zdziwieniem, widzą, iż w głębszą zadumę potrafi wprawić mnie krajobraz niż dzieło sztuki, w większy entuzjazm drzewo niż muzeum i strumyk niz klejnot. Wielu rzeczy musiałam się dopiero od nieco dowiedzieć i wielu się dowiedziałam."

Mimo wielu rumieńców jakie wywołała na mnie ta część, przyniosła i smutek. Myślę, że to, co przytrafiło się Klaudynie, da jej lekcję na przyszłość. Nie wiem czy dojrzeje emocjonalnie, co się z nią stanie i czy spotka wreszcie szczęście. W jej zachowaniu jest wiele z małej dziewczynki, pragnącej dalej mieszkać z ukochanym tatą i biegać boso o świcie na zroszonej rosą trawie. Z drugiej strony chce być elegancką paryżanką, obytą w towarzystwie, lubującą się kulturze i sztuce.

Kolejne jej losy z pewnością śledzić będę w czwartej i ostatniej części pt " Klaudyna odchodzi".


Za egzemplarz serdecznie dziękuje Wydawnictwu W.A.B.

1.22.2012

"Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?" Francessa Gould, David Haviland

Czy zastanawialiście się może kiedyś w jaki sposób ptaki decydują o tym, które pisklęta karmić? A może głowiliście się nad tym, czy zwierzęta popełniają samobójstwo i uprawiają prostytucję? To właśnie dzięki takim pytaniom powstała ta książka. Francessa Gould jest wykładowcą anatomii oraz fizjologii na Uniwersytecie w Bristolu. Przez całe swoje akademickie życie stykała się z dociekliwością studentów, aż pewnego dnia postanowiła rozwiązać sprawę raz na zawsze – napisała „Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?”

Książka to przezabawny i zaskakujący zbiór odpowiedzi (wyczerpujących i dziwacznych) na najbardziej nurtujące pytania. Dzięki niemu poznać można skomplikowane życie zwierząt, które rządzi się własnymi prawami. Napisana jest językiem przyjemnym, popularnonaukowym, ale zrozumiałym nawet dla laików. Ubarwieniem całości są urocze rysunki, ilustrujące w znakomity sposób wybrane zagadnienie.

Rozdziały są krótkie, aczkolwiek w zupełności zaspakajają głód wiedzy czytelnika. Ciekawym tekstem jest chociażby ten o depresji zwierząt. Okazuje się bowiem, że one również, jak człowiek, mają skłonności do melancholii, ataków depresji, a nawet przewlekłego stresu. Wśród ptaków, dość częstym przypadkiem są samobójstwa papug, (tych żyjących w niewoli) które najbardziej z tej gromady, narażone są na depresję. Wynika to być może z tego, że większość, jak i nie całe, życie spędzają w klatach. W zdumienie wprawia także fakt, że weterynarze przepisują antydepresanty psom! Badania wykazały, że człowiek i ich czworonożni przyjaciele to schorzenie przechodzą niemal identycznie.

O dowcipnym charakterze książki świadczy między innymi tekst o... świniach, zatytułowany „Dlaczego świnie są brudne”?

„Skończmy wreszcie z oczernianiem trzody chlewne i określaniem mianem świni kogoś brudnego, chciwego, głupiego, leniwego, upartego, spoconego albo nieuprzejmego. Wszystkie stereotypy dotyczące świń są nieprawdziwe. Cierpiące z powodu kiepskiej opinii zwierzaki są w rzeczywistości inteligentnymi stworzeniami o umiarkowanych apetytach, które nawet w połowie nie są tak niechluje, jak chcielibyśmy sądzić.”

Autorka zgłębia całą problematykę szumu wokół domniemanego niechlujstwa i głupoty świnek. I podaje przykład naukowców, którzy nauczyli je grać w gry komputerowe z użyciem joysticka. Małe zwierzątka używały ryjków.

Jest to książka, którą śmiało mogą czytać zarówno dzieci, jak i dorośli. Polecam ją przede wszystkim jako prezent dla najmłodszych pasjonatów przyrody i zwierząt. Dzięki lekturze tej książki w moim umyśle rozjaśniło się wiele, nierozwiązanych dotąd, wątpliwości. Na duży plus zasługuje też samo wydanie. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, ale szczególną uwagę zwracam na obecność tzw. skrzydełek. Ułatwia to mi czytanie i sprawia, że mam wrażenie, iż książka jest dzięki temu bardziej elegancka i to właśnie sprawia mi przyjemność. Ta pozycja ma skrzydełka i lekko usztywnioną okładkę. Miałam także okazję zapoznać się bliżej z inną książką z tej serii. Mowa tu o pozycji „13 rzeczy, które nie mają sensu”. Obie zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Upatruje teraz poprzednich i kolejnych wydań z tego cyklu. Lubię takie naukowe ciekawostki. One wzbogacają moje życie.

Za lekturę dziękuję Stowarzyszeniu Sztukater oraz Wydawnictwu Literackiemu.

1.21.2012

Gratka dla fanów A. Hepburn!


Oj długo czekałam na tę premierę. Chyba miesiąc leżała w koszyku jednej z księgarni internetowych. I tak oto się doczekałam! Przepiękny album z uroczą Audrey Hepburn zagościł w naszych księgarniach 18 stycznia! A co w środku? Niezliczona ilość zdjęć aktorki - zarówno tych filmowych jak i prywatnych, plus ciekawostki z życia Audrey i wspomnienia zaklęte w cytatach. Czy można chcieć więcej?


Sobota mija mi pod znakiem nauki. W tym roku przede mną wielkie wyzwanie - dwie sesje na dwóch uczelniach. Zapał jest, ale jak patrzę na te wszystkie wspaniałe i kuszące książki, które piętrzą się pod sam sufit, żałuje, że nie mogę poświęcić im więcej czasu.
Wieczorem/w nocy planuje uraczyć się jakimś filmem. Najlepiej komedią. Ten gatunek najbardziej mi relaksuje i "odmóżdża". Może polecacie coś zabawnego?
Jeśli nie film, to na pewno DVD z koncertem Adele - dostałam od męża w ramach akcji "miej coś z życia podczas sesji". Oglądał ktoś z Was? I jakie wrażenia?
A tymczasem, borem, lasem znikam, by zagłębić się w tajemniczych chorobach ośrodkowego układu nerwowego przy oparach rozgrzewającej kawy ananasowej:)
Miłej soboty!

„Nowe terapie. Przyszłość medycyny” Praca zbiorowa


Nie da się ukryć, że rozwój najnowszych technologii zaskakuje nas każdego dnia. Z roku na rok w naszym najbliższym otoczeniu pojawiają się sprzęty zaprojektowane w najbardziej innowacyjny z możliwych sposobów. Mają one za zadania ułatwić człowiekowi funkcjonowanie na wysokim poziomie w XXI wieku. Mowa tu nie tylko o telefonach komórkowych, ipodach czy netbookach.

W książce „Nowe terapie. Przyszłość medycyny” lekarze, ludzie nauki, dziennikarze i pasjonaci przybliżą nam najnowsze dokonania w dziedzinie technologii, które już wykorzystywane są w medycynie oraz te, które w przyszłości mogą stać się odpowiedzią na wiele kluczowych pytań.
Należy jednak mieć na uwadze fakt, że sama technologia czasem nie wystarczy. Nic nie byłoby możliwe, gdyby nie wiedza, ciężka praca i ogromne zaangażowanie naukowców. To dzięki nim ludzkość będzie miała możliwość pokonania, dotąd niepokonanych, chorób i schorzeń.

Ta mała, niepozorna książeczka kryje w sobie zbiór porywających artykułów dotykających najpoważniejszych problemów ludzkości z pogranicza ludzkiego zdrowia, życia i śmierci. Autorami każdego z nich są redaktorzy, dziennikarze naukowi, psychologowie i inni eksperci, którzy opierając się na konkretnych przykładach, wyczerpująco opisują interesujące ich zagadnienie. Tym samym sposobem przeczytać można chociażby o kłopotach jakie wynikają z transplantacji kończyn, pochodzących od martwych dawców. Nie trudno się domyślić, że stwarza to nie tylko ogromne wyzwanie przed chirurgami, którzy, aby połączyć wszystkie naczynia, operują czasem po kilkanaście godzin, ale także przed psychologami. Okazuje się bowiem, że życie ze świadomością posiadania ręki od nieboszczyka, przysparza pacjenta o lęk i psychiczne odrzucenie kończyny.

Jednym z ciekawszych artykułów jest ten, poświęcony leczeniu uszkodzeń mózgu. Jego autor – dr.med. Piotr Zieliński - przybliża dociekliwym z jakimi trudnościami muszą na co dzień zmierzyć się neurochirurdzy, neurobiolodzy i neurolodzy. Przytacza krótką, acz porywającą historię lobotomii.

„W latach międzywojennych Egas Moniz wymyślił metodę leczenia chorych psychicznie zwaną lobotomią. Operacja uszkadzała płaty czołowe, w wyniku czego chory stawał się powolny i spokojny. Towarzyszyły temu poważne zmiany osobowości. Metoda zyskała popularność, a jej wynalazca dostał Nagrodę Nobla w 1949 roku. (...) Jeden z popularyzatorów tej metody – Walter Freeman – wędrował po Stanach Zjednoczonych z przyrządami w walizce, wykonując operację nawet w pokojach hotelowych.”

Jakie są obecnie znane medycynie metody wyleczenia pacjenta z depresji? I czy nadal stosowane są elektrowstrząsy? Odpowiedzi należy szukać w tym rozdziale.

Jeszcze innym, interesującym rozdziałem jest ten, zatytułowany „Pigułka marzeń”. Omawia on przyszłość farmakologii na świecie. Czy zostanie wyparta przez nieco kontrowersyjną terapię genową? Coraz częściej myśli się o terapii spersonalizowanej, czyli dobranej indywidualnie do każdego pacjenta na podstawie informacji genetycznej zawartej w jego DNA – o podatności zachorowania na konkretne choroby, lekooporności czy wrażliwości na substancje lecznicze. Wielką nadzieją napawa odkrycie naukowców z University of California w Santa Barbara i Michigan State University, którym „udało się stworzyć syntetyczne cząstki o właściwościach niezwykle zbliżonych do czerwonych krwinek. Są tak samo elastyczne i mogą tak samo skutecznie jak prawdziwe przenosić tlen przez ponad tydzień.”

Książka z mojej ukochanej dziedziny – medycyny i nauki. Dużą zaletą jest to, że nie musi być przeczytana ‘od deski do deski’. Czytelnik może wybrać interesujące go zagadnienia. Dla mnie była czytelniczą ucztą i pasjonującą podróżą zarazem. Co ciekawe, wiele rozdziałów przytacza dokonania naukowców i lekarzy z Polski. Także jednak istnieje nadzieja na to, że w przyszłości w wielu dziedzinach nauki będziemy doceniani na arenie międzynarodowej. Polecam pozycję naukowcom, pasjonatom, ale i łaknącym wiedzy humanistom.

Za lekturę dziękuję Stowarzyszeniu Sztukater oraz Wydawnictwu G+J.

1.20.2012

"Cecylka Knedelek i Boże Narodzenie"Joanna Krzyżanek


Joanna Krzyżanek jest znakomita pisarką dla dzieci, której książki już od dawna zagościły na półkach i w sercach maluchów. W wywiadach przyznaje, że kocha dzieci i dziecięce marzenia towarzyszą jej także w dorosłym życiu. Twierdzi, że za młodu chciała mieć plantacje truskawek, których smakiem cieszyłaby się okrągły rok. To połączenie miłości do kulinariów i literatury dziecięcej, fantazji i magicznego świata bajek, sprawiły, że powstała seria książek o Cecylce Knedelek. Pragnę zwrócić szczególną uwagę na ilustratora – Zenona Wiewiurkę, (pisownia poprawna) który nadał książce niezapomniany i ciepły klimat.

„W dzień Wigilii w miasteczku trwały ostatnie przygotowania. Drzewka świerkowe zamieniały się w choinki, zapach drożdżowego ciasta i pomarańczy wciskał się we wszystkie kąty, w garnkach bulgotał barszczyk, a pierniki właśnie osiągnęły odpowiednią miękkość.”

Święta w Starym Knedelkowie zbliżają się wielkimi krokami. Cecylka, jako mistrzyni kulinarna, pochłonięta jest pichceniem świątecznych potraw, a gąska Waleria skacze z nóżki na nóżkę, nie mogąc doczekać się migoczącego drzewka. Jej cierpliwość zostaje wystawiona na ogromna próbę. Do pierwszej gwiazdki coraz bliżej, a choinki jak nie było, tak nie ma. Gąska zakasuje rękawy i pełna nadziei w sercu, bierze sprawy w swoje...skrzydełka. Malutkiego czytelnika czeka zabawna przygoda z przepięknymi ilustracjami, wspaniale oddającymi magię świąt.

Na końcu książeczki znajdują się przepyszne przepisy na łakocie samym wyglądem zachęcające do szybkiego wypróbowania. Któż nie pokusi się o upieczenie pomarańczowej tarty czy też uroczych, małych choineczek z ciasta francuskiego nadziewanego musem z kiwi? Na samą myśl cieknie ślinka.

Mimo, że już dawno po świętach, książeczka zachwyciła mnie swoją grafiką i prostą, zabawną historyjką. Idealnie nadaje się na lekturę dla najmłodszych dzieci i z pewnością spodoba się małym kuchareczkom i ich mamusiom. Być może warto podczas zbliżających się ferii zimowych zaopatrzyć się w egzemplarz książki „Cecylka Knedelek i Boże Narodzenie” i razem z pociechami urządzić sobie kulinarne święta, kiedy za oknem wreszcie leży śnieg.

Za miłą dla oka lekturę bardzo dziękuję portalowi nakanapie.pl oraz Wydawnictwu Jedność.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...