Etykiety

1.22.2012

"Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?" Francessa Gould, David Haviland

Czy zastanawialiście się może kiedyś w jaki sposób ptaki decydują o tym, które pisklęta karmić? A może głowiliście się nad tym, czy zwierzęta popełniają samobójstwo i uprawiają prostytucję? To właśnie dzięki takim pytaniom powstała ta książka. Francessa Gould jest wykładowcą anatomii oraz fizjologii na Uniwersytecie w Bristolu. Przez całe swoje akademickie życie stykała się z dociekliwością studentów, aż pewnego dnia postanowiła rozwiązać sprawę raz na zawsze – napisała „Dlaczego mrówkojady boją się mrówek?”

Książka to przezabawny i zaskakujący zbiór odpowiedzi (wyczerpujących i dziwacznych) na najbardziej nurtujące pytania. Dzięki niemu poznać można skomplikowane życie zwierząt, które rządzi się własnymi prawami. Napisana jest językiem przyjemnym, popularnonaukowym, ale zrozumiałym nawet dla laików. Ubarwieniem całości są urocze rysunki, ilustrujące w znakomity sposób wybrane zagadnienie.

Rozdziały są krótkie, aczkolwiek w zupełności zaspakajają głód wiedzy czytelnika. Ciekawym tekstem jest chociażby ten o depresji zwierząt. Okazuje się bowiem, że one również, jak człowiek, mają skłonności do melancholii, ataków depresji, a nawet przewlekłego stresu. Wśród ptaków, dość częstym przypadkiem są samobójstwa papug, (tych żyjących w niewoli) które najbardziej z tej gromady, narażone są na depresję. Wynika to być może z tego, że większość, jak i nie całe, życie spędzają w klatach. W zdumienie wprawia także fakt, że weterynarze przepisują antydepresanty psom! Badania wykazały, że człowiek i ich czworonożni przyjaciele to schorzenie przechodzą niemal identycznie.

O dowcipnym charakterze książki świadczy między innymi tekst o... świniach, zatytułowany „Dlaczego świnie są brudne”?

„Skończmy wreszcie z oczernianiem trzody chlewne i określaniem mianem świni kogoś brudnego, chciwego, głupiego, leniwego, upartego, spoconego albo nieuprzejmego. Wszystkie stereotypy dotyczące świń są nieprawdziwe. Cierpiące z powodu kiepskiej opinii zwierzaki są w rzeczywistości inteligentnymi stworzeniami o umiarkowanych apetytach, które nawet w połowie nie są tak niechluje, jak chcielibyśmy sądzić.”

Autorka zgłębia całą problematykę szumu wokół domniemanego niechlujstwa i głupoty świnek. I podaje przykład naukowców, którzy nauczyli je grać w gry komputerowe z użyciem joysticka. Małe zwierzątka używały ryjków.

Jest to książka, którą śmiało mogą czytać zarówno dzieci, jak i dorośli. Polecam ją przede wszystkim jako prezent dla najmłodszych pasjonatów przyrody i zwierząt. Dzięki lekturze tej książki w moim umyśle rozjaśniło się wiele, nierozwiązanych dotąd, wątpliwości. Na duży plus zasługuje też samo wydanie. Nie potrafię wyjaśnić dlaczego, ale szczególną uwagę zwracam na obecność tzw. skrzydełek. Ułatwia to mi czytanie i sprawia, że mam wrażenie, iż książka jest dzięki temu bardziej elegancka i to właśnie sprawia mi przyjemność. Ta pozycja ma skrzydełka i lekko usztywnioną okładkę. Miałam także okazję zapoznać się bliżej z inną książką z tej serii. Mowa tu o pozycji „13 rzeczy, które nie mają sensu”. Obie zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie. Upatruje teraz poprzednich i kolejnych wydań z tego cyklu. Lubię takie naukowe ciekawostki. One wzbogacają moje życie.

Za lekturę dziękuję Stowarzyszeniu Sztukater oraz Wydawnictwu Literackiemu.

1.21.2012

Gratka dla fanów A. Hepburn!


Oj długo czekałam na tę premierę. Chyba miesiąc leżała w koszyku jednej z księgarni internetowych. I tak oto się doczekałam! Przepiękny album z uroczą Audrey Hepburn zagościł w naszych księgarniach 18 stycznia! A co w środku? Niezliczona ilość zdjęć aktorki - zarówno tych filmowych jak i prywatnych, plus ciekawostki z życia Audrey i wspomnienia zaklęte w cytatach. Czy można chcieć więcej?


Sobota mija mi pod znakiem nauki. W tym roku przede mną wielkie wyzwanie - dwie sesje na dwóch uczelniach. Zapał jest, ale jak patrzę na te wszystkie wspaniałe i kuszące książki, które piętrzą się pod sam sufit, żałuje, że nie mogę poświęcić im więcej czasu.
Wieczorem/w nocy planuje uraczyć się jakimś filmem. Najlepiej komedią. Ten gatunek najbardziej mi relaksuje i "odmóżdża". Może polecacie coś zabawnego?
Jeśli nie film, to na pewno DVD z koncertem Adele - dostałam od męża w ramach akcji "miej coś z życia podczas sesji". Oglądał ktoś z Was? I jakie wrażenia?
A tymczasem, borem, lasem znikam, by zagłębić się w tajemniczych chorobach ośrodkowego układu nerwowego przy oparach rozgrzewającej kawy ananasowej:)
Miłej soboty!

„Nowe terapie. Przyszłość medycyny” Praca zbiorowa


Nie da się ukryć, że rozwój najnowszych technologii zaskakuje nas każdego dnia. Z roku na rok w naszym najbliższym otoczeniu pojawiają się sprzęty zaprojektowane w najbardziej innowacyjny z możliwych sposobów. Mają one za zadania ułatwić człowiekowi funkcjonowanie na wysokim poziomie w XXI wieku. Mowa tu nie tylko o telefonach komórkowych, ipodach czy netbookach.

W książce „Nowe terapie. Przyszłość medycyny” lekarze, ludzie nauki, dziennikarze i pasjonaci przybliżą nam najnowsze dokonania w dziedzinie technologii, które już wykorzystywane są w medycynie oraz te, które w przyszłości mogą stać się odpowiedzią na wiele kluczowych pytań.
Należy jednak mieć na uwadze fakt, że sama technologia czasem nie wystarczy. Nic nie byłoby możliwe, gdyby nie wiedza, ciężka praca i ogromne zaangażowanie naukowców. To dzięki nim ludzkość będzie miała możliwość pokonania, dotąd niepokonanych, chorób i schorzeń.

Ta mała, niepozorna książeczka kryje w sobie zbiór porywających artykułów dotykających najpoważniejszych problemów ludzkości z pogranicza ludzkiego zdrowia, życia i śmierci. Autorami każdego z nich są redaktorzy, dziennikarze naukowi, psychologowie i inni eksperci, którzy opierając się na konkretnych przykładach, wyczerpująco opisują interesujące ich zagadnienie. Tym samym sposobem przeczytać można chociażby o kłopotach jakie wynikają z transplantacji kończyn, pochodzących od martwych dawców. Nie trudno się domyślić, że stwarza to nie tylko ogromne wyzwanie przed chirurgami, którzy, aby połączyć wszystkie naczynia, operują czasem po kilkanaście godzin, ale także przed psychologami. Okazuje się bowiem, że życie ze świadomością posiadania ręki od nieboszczyka, przysparza pacjenta o lęk i psychiczne odrzucenie kończyny.

Jednym z ciekawszych artykułów jest ten, poświęcony leczeniu uszkodzeń mózgu. Jego autor – dr.med. Piotr Zieliński - przybliża dociekliwym z jakimi trudnościami muszą na co dzień zmierzyć się neurochirurdzy, neurobiolodzy i neurolodzy. Przytacza krótką, acz porywającą historię lobotomii.

„W latach międzywojennych Egas Moniz wymyślił metodę leczenia chorych psychicznie zwaną lobotomią. Operacja uszkadzała płaty czołowe, w wyniku czego chory stawał się powolny i spokojny. Towarzyszyły temu poważne zmiany osobowości. Metoda zyskała popularność, a jej wynalazca dostał Nagrodę Nobla w 1949 roku. (...) Jeden z popularyzatorów tej metody – Walter Freeman – wędrował po Stanach Zjednoczonych z przyrządami w walizce, wykonując operację nawet w pokojach hotelowych.”

Jakie są obecnie znane medycynie metody wyleczenia pacjenta z depresji? I czy nadal stosowane są elektrowstrząsy? Odpowiedzi należy szukać w tym rozdziale.

Jeszcze innym, interesującym rozdziałem jest ten, zatytułowany „Pigułka marzeń”. Omawia on przyszłość farmakologii na świecie. Czy zostanie wyparta przez nieco kontrowersyjną terapię genową? Coraz częściej myśli się o terapii spersonalizowanej, czyli dobranej indywidualnie do każdego pacjenta na podstawie informacji genetycznej zawartej w jego DNA – o podatności zachorowania na konkretne choroby, lekooporności czy wrażliwości na substancje lecznicze. Wielką nadzieją napawa odkrycie naukowców z University of California w Santa Barbara i Michigan State University, którym „udało się stworzyć syntetyczne cząstki o właściwościach niezwykle zbliżonych do czerwonych krwinek. Są tak samo elastyczne i mogą tak samo skutecznie jak prawdziwe przenosić tlen przez ponad tydzień.”

Książka z mojej ukochanej dziedziny – medycyny i nauki. Dużą zaletą jest to, że nie musi być przeczytana ‘od deski do deski’. Czytelnik może wybrać interesujące go zagadnienia. Dla mnie była czytelniczą ucztą i pasjonującą podróżą zarazem. Co ciekawe, wiele rozdziałów przytacza dokonania naukowców i lekarzy z Polski. Także jednak istnieje nadzieja na to, że w przyszłości w wielu dziedzinach nauki będziemy doceniani na arenie międzynarodowej. Polecam pozycję naukowcom, pasjonatom, ale i łaknącym wiedzy humanistom.

Za lekturę dziękuję Stowarzyszeniu Sztukater oraz Wydawnictwu G+J.

1.20.2012

"Cecylka Knedelek i Boże Narodzenie"Joanna Krzyżanek


Joanna Krzyżanek jest znakomita pisarką dla dzieci, której książki już od dawna zagościły na półkach i w sercach maluchów. W wywiadach przyznaje, że kocha dzieci i dziecięce marzenia towarzyszą jej także w dorosłym życiu. Twierdzi, że za młodu chciała mieć plantacje truskawek, których smakiem cieszyłaby się okrągły rok. To połączenie miłości do kulinariów i literatury dziecięcej, fantazji i magicznego świata bajek, sprawiły, że powstała seria książek o Cecylce Knedelek. Pragnę zwrócić szczególną uwagę na ilustratora – Zenona Wiewiurkę, (pisownia poprawna) który nadał książce niezapomniany i ciepły klimat.

„W dzień Wigilii w miasteczku trwały ostatnie przygotowania. Drzewka świerkowe zamieniały się w choinki, zapach drożdżowego ciasta i pomarańczy wciskał się we wszystkie kąty, w garnkach bulgotał barszczyk, a pierniki właśnie osiągnęły odpowiednią miękkość.”

Święta w Starym Knedelkowie zbliżają się wielkimi krokami. Cecylka, jako mistrzyni kulinarna, pochłonięta jest pichceniem świątecznych potraw, a gąska Waleria skacze z nóżki na nóżkę, nie mogąc doczekać się migoczącego drzewka. Jej cierpliwość zostaje wystawiona na ogromna próbę. Do pierwszej gwiazdki coraz bliżej, a choinki jak nie było, tak nie ma. Gąska zakasuje rękawy i pełna nadziei w sercu, bierze sprawy w swoje...skrzydełka. Malutkiego czytelnika czeka zabawna przygoda z przepięknymi ilustracjami, wspaniale oddającymi magię świąt.

Na końcu książeczki znajdują się przepyszne przepisy na łakocie samym wyglądem zachęcające do szybkiego wypróbowania. Któż nie pokusi się o upieczenie pomarańczowej tarty czy też uroczych, małych choineczek z ciasta francuskiego nadziewanego musem z kiwi? Na samą myśl cieknie ślinka.

Mimo, że już dawno po świętach, książeczka zachwyciła mnie swoją grafiką i prostą, zabawną historyjką. Idealnie nadaje się na lekturę dla najmłodszych dzieci i z pewnością spodoba się małym kuchareczkom i ich mamusiom. Być może warto podczas zbliżających się ferii zimowych zaopatrzyć się w egzemplarz książki „Cecylka Knedelek i Boże Narodzenie” i razem z pociechami urządzić sobie kulinarne święta, kiedy za oknem wreszcie leży śnieg.

Za miłą dla oka lekturę bardzo dziękuję portalowi nakanapie.pl oraz Wydawnictwu Jedność.

1.19.2012

Andrzej Turczyński „Andriej Rublow. Mistrz niewidzialnej strony”


Autor danej książki ma już spory dorobek literacki, ale dla mnie, przyznaję szczerze, jest to pierwsze z nim zetknięcie. Andrzej Turczyński publikuje felietony, opowiadania, wiersze i tłumaczenia od ponad 50 lat, jest laureatem wielu nagród i wyróżnień, ale znany jest raczej niewielkiemu kręgowi czytelników. Sądząc po przeczytanej przeze mnie książce, jego utwory są głęboko zanurzone w europejskim dziedzictwie kulturowym, posiadają warstwę filozoficzną, teologiczną oraz humanistyczną. Traktują o człowieku, Bogu, sztuce, historii, duchowości – rzeczach, będących obecnie passe i zepchniętych do lamusa. Może i sprawia to, że literatura Andrzeja Turczyńskiego nie szturmuje pierwszych miejsc na listach bestsellerów, ale za to czyta się ją wspaniale.

Nie inaczej jest z „Andriejem Rublowem”, czyli specyficzną, beletryzowaną biografią najsłynniejszego malarza średniowiecznej Rusi Kijowskiej (przodkini dzisiejszej Rosji). Andriej Rublow to żyjący w XIV i XV w. rosyjski malarz ikon, uznany za prawosławnego świętego. Choć z jego dorobku do naszych czasów nie ocalało zbyt wiele, a to, co przetrwało wieki nie zawsze daje się bezsprzecznie przypisać jego autorstwu, to jest on najbardziej znanym rosyjskim „ikonopiscem” a jego „Trójca Święta” jest jednym z największych skarbów malarstwa dawnych czasów.

Napisałam, że książka Andrzeja Turczyńskiego to pewnego rodzaju biografia. Nie jest ona jednak oparta na źródłach historycznych czy porządku chronologicznym. Nie jest to również tylko i wyłącznie fikcja. Jednak autor nie skupia się na datach, na potwierdzeniu istnienia i dokonań Rublowa w skąpych materiałach z tamtego okresu, na tym jak postrzegali i opisywali malarza jemu współcześni. Nie, opowieść o Andrieju Rublowie jest snuta jakby przez samego bohatera. Z jego myśli, snów i rozmów wyłania się obraz mnicha, człowieka pobożnego, oddanego życiu duchowemu, ale przede wszystkim artysty. Malarza, który talentem i wizją wyprzedzał swoje pokolenie, przez co nie zawsze spotykał się ze zrozumieniem. A w owych czasach, kiedy ikony malowano tylko zgodnie z kanonem, niezrozumienie mogło łatwo skończyć się obwinieniem o herezję. Rublow nie buntował się przeciwko nienaruszalnym, „świętym” zasadom – ale jak każdy wielki artysta szukał własnego środka wyrazu. W pokorze, wytężonej pracy, nauce u mistrzów i dalszym rozwoju własnej ścieżki Rublow, jak się zdaje, znalazł to czego szukał: znalazł sposób na przedstawienie Świętej Trójcy by była ona zrozumiała w swojej prostocie, skłaniała do modlitwy i zachwycała pięknem Dobra i Boga. I właśnie to powolne zbliżanie się do ideału (olśnienia? iluminacji) jest osią tej książki.

Zupełnie podobnie rzecz ma się z filmem „Andriej Rublow” Andrieja Tarkowskiego, który nie przypadkiem został przecież dołączony do książki. Ten znakomity rosyjski reżyser również skupił się na odkryciu Rublowa jako artysty, wielkiego talentu i jednocześnie pobożnego mnicha, bystrego obserwatora świata i jego tytułowej „niewidzialnej strony”. Film Tarkowskiego to także wspaniały obraz rosyjskiego średniowiecza, walk z tatarami, budowy potęgi przyszłego imperium.
Muszę przyznać, że zarówno książka, jak i film, to nie lada gratka. Prawdziwa uczta dla ducha! Książka porusza wyobraźnię i jednocześnie łagodzi nerwy, nastraja na duchowe refleksje. Film to klasyka rosyjskiego (tak na prawdę to sowieckiego) kina, wyżyny artyzmu, rzecz nielekka i niełatwa ale doskonała.

Liczącą sobie niemal 600 lat ikonę Andrieja Rublowa „Trójca Święta” można oglądać w Galerii Tretiakowskiej w Moskwie. Czy będą nam towarzyszyły uczucia podobne do tych, gdy Rublow pokazał swoje dzieło po raz pierwszy:

„I stało się, jakby nagle stanęło słońce i poruszyła się ziemia. Jakby cały świat oniemiał z zachwytu, bo żadne ze znanych słów nie jest wystarczająco dokładne, aby oddać urodę Rublowowego dzieła. Bo jak opowiedzieć łagodność? Dobroć? Mądrość? Jak wyrazić to, co się czuje i odczuwa? Jak?”.

Za egzemplarz dziękuję portalowi Sztukater.pl oraz Wydawnictwu W Drodze

1.16.2012

"Zabójcza kolacja" Jonathan A. Eldow

Autor książki jest doktorem, specjalistą w dziedzinie medycyny ratunkowej oraz diagnostyki. Chyba śmiało można porównać go do doktora Housa z kultowego już serialu o tajemniczych chorobach i zawiłych zagadkach medycznych. Dr Jonathan A. Eldow wprowadza nas w świat rzadkich i tajemniczych chorób, których wstępna diagnoza zwodzi na manowce.


W książce czytelnik spotka się z 15 historiami, które z powodzeniem mogły by stać się scenariuszem dla pasjonującego serialu detektywistyczno - medycznego. W każdym rozdziale przedstawiona jest historia innej jednostki chorobowej związanej z konkretnym przypadkiem. Opowieść urozmaicają liczne opisy odkryć medycznych, epidemii oraz innych ciekawych przypadków danego schorzenia. Często okazuje się, że wstępna diagnoza jest błędna, a prawda leży w zupełnie innych, nietypowych objawach. Rozwiązanie zagadki zawsze jest wielce zaskakujące.


Po dwóch dniach nadeszły wyniki badania wody z akwarium z piraniami. Stwierdzono w niej obecność bakterii Plesiomonas shigelloides. Tippen domyśliła się, że brudna woda z akwarium musiała znaleźć się w wannie tuz przed kąpielą Katie. Część bakterii znajdowała się jeszcze na powierzchni mokrej wanny, kiedy Marci napełniała ją wodą dla Katie. Kiedy dziewczynka wsadziła myjkę do buzi, bakteria przedostała się do jej przewodu pokarmowego. Tak właśnie wyglądało ostanie brakujące ogniwo w łańcuchu zdarzeń, które wyjaśniały dziwny przypadek Katie.”


Jest to nie tylko wciągająca i intrygująca książka, przyprawiająca o dreszcze, ale także skarbnica wiedzy o bakteriach, chorobach, nietypowych przypadkach czy trudnej pracy lekarzy i epidemiologów. Należy pamiętać, że to od ich decyzji i poprawności diagnozy zależy zdrowie i życie pacjenta. Muszą wykazać się nie tylko podręcznikową, akademicką wiedzą, ale też zmysłem tropiciela. Wszystkie z tych historii miały miejsce w Stanach. Nad każdym z przypadków pochylało się wielu lekarzy, diagnostów oraz specjalistów z dziedziny analityki. Czasem dojście do prawdy, zajmowało im całe tygodnie. Nie wiem czemu, ale miałam wrażenie, że gdyby podobne sytuacje miały miejsce w naszym kraju, pacjent prędzej pożegnał by się z życiem niż doczekał trafnej diagnozy. Może tylko ja jestem źle doświadczona przez polskich lekarzy, kiedy to rok temu na zwykłą jelitówkę podali mi serię antybiotyków i podejrzewali zatrucie toksyną, chcąc mnie posłać na oddział zakaźny. Cierpiałam niepotrzebnie cztery razy dłużej niż powinnam. "Zabójczą kolację" polecam wszystkim miłośnikom Housa, medycyny i zagadek.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

1.13.2012

"Matki, żony, czarownice" Joanna Miszczuk

„Bywają w życiu chwile, których ból daje się zmierzyć dopiero po jego przeżyciu i wówczas dziwi nas, iż zdołaliśmy go znieść.”

Pierwszy raz miałam do czynienia z polską, kobiecą sagą. Historia pokolenia kobiet, które spotykało rozczarowanie i ból. Ich jedyną winą była... miłość. Joanna Miszczuk rozciąga akcje od 1400 roku do czasów współczesnych, każdy z rozdziałów poświęcając innej bohaterce. To, co łączy wszystkie te kobiety, to nie tylko więzy krwi, ale też niezwykły talent do języków obcych, silna osobowość i drogocenny pierścień miłości i przebaczenia przekazywany z pokolenia na pokolenie.

Główną bohaterką jest jednak Joanna, czterdziestoletnia, wybitnie zdolna językowo i szczęśliwa matka swojej 12-letniej Kamili. Wydawać by się mogło, iż kobieta ma wszystko, co potrzebne do szczęścia. Dach nad głową, dobrze płatną pracę, śliczną córkę, wspaniałe przyjaciółki, no i przede wszystkim, zaradnego, przystojnego i kochającego męża Piotrka. Świat wali jej się na głowę, w momencie kiedy odkrywa zdradę ukochanego z jedną z jej najlepszych przyjaciółek. Schemat może i banalny, lecz kroki jakie podejmie później, okażą się w jej życiu przełomowe. Przez przypadek trafi na historie swoich prababek. Śledzenie ich starannie spisanych pamiętników i historii pochłoną ją bez reszty.

Książka przedstawia nam historię każdej bohaterki od podszewki. Niestety każda z nich opiewa w tragedię, smutek, niesprawiedliwość, skandale, ból i rozczarowanie. Mimo, iż zmieniają się czasy i poziom życia każdej z nich także ulega zmianie, to co pozostaje niezmienne to uczucia. W powieści aż roi się od zdrad, oszustw, przemocy czy uzależnień. Głównym powodem tych wszystkich nieszczęść są mężczyźni. Panie zawsze odgrywają w książce rolę ofiar.

Czytelnik odnosi wrażenie, że nad rodem tych pięknych i silnych rudowłosych kobiet ciąży jakieś fatum. Mimo tak dotkliwych nauczek i przeżyć, kolejna potomkini zdaje się popełniać podobne błędy. Czy Joanna zdoła przełamać to fatum?

A co z tytułem powieści mają wspólnego czarownice? Dowiadujemy się o historii prababki Joanny, która z powodu swojej niezwykłej zdolności została uznana za wysłanniczkę szatana i spalona na stosie.

Z czystym sumieniem muszę wyznać, iż autorka ma u mnie duży plus. Nie jest to banalne i puste ględzenie, mimo, iż książka opowiada o tym jak biedne są kobiety, a mężczyźni to wyłącznie bezduszne, pozbawione skrupułów potwory. Jej powieść jest, mimo lekkiego pióra, wartościowa i niezwykle wzruszająca. Idealnie dostosowuje swój styl pisania do każdej epoki. Jej bohaterki są bardzo wiarygodnie zarówno w czasach współczesnych, jak i w epokach minionych. Na szczególną uwagę zasługują retrospekcję. Napisane są na bardzo wysokim poziomie i śmiało mogę porównać ten styl do Jane Austen czy Charlotte Brontë. Te fragmenty czytało mi się najlepiej. Podczas lektury czułam ducha epoki i niemal słyszałam szelest sukien.

Podsumowując, książka jest zadziwiająco dobra. Towarzyszył mi wachlarz różnych emocji, takich jak radość, strach, silne uczucie motywacji, smutek, przygnębienie, lęk, złość czy też melancholia. Jest to idealna powieść dla wszystkich kobiet w każdym wieku.

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

1.08.2012

"Kot Simona i Kociokwik" Simon Tofield


Tego kota chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Kot Simona zdobył przecież serca kociomaniaków na całej kuli ziemskiej. Nic dziwnego, że filmiki z udziałem czworonoga biją rekordy popularności na youtubie. Przecież kot jaki jest, każdy widzi!

Tym razem życie rozpieszczonego futrzaka przewraca się do góry nogami za sprawą małego kota, którego Simon znajduje pewnego ulewnego dnia podczas spaceru. Niepozorne, małe stworzonko okaże się niezłym ziółkiem. Kot Simona wystawiony jest na próbę charakteru, cierpliwości i męstwa. Czy wyjdzie z tego obronną... łapką?

Komiksy autorstwa Simona Tofielda już dawno zawładnęły moim sercem. Są uniwersalne z powodu braku jakiegokolwiek tekstu. Idealnie trafią w gusta dzieciaków, dorosłych i mieszkańców każdego zakamarka tej planety. Ten, kto ma w domu takiego kociaka, wie doskonale, ile prawdy o przewrotnym charakterze kotów ukrytej jest w tym komiksie. Świetna zabawa i niesamowity relaks. Polecam!

Za komiks pragnę podziękować księgarni Matras oraz Wydawnictwu W.A.B

1.06.2012

Antychryst (2009)


Opis z filmwebu:

"Światowej sławy psychiatra i jego młoda żona, badająca historie czarownic w średniowieczu, wyjeżdżają do domu na odludziu, by zaszyć się przed światem i zmierzyć się ze swoimi najgłębszymi lękami. Zamiast ukojenia znajdą tam jednak niszczycielską moc sięgającą początków świata. Będą musieli stawić czoła potężnej i przerażającej sile, z której istnienia nie zdawali sobie sprawy. Willem Dafoe ("Ostatnie kuszenie Chrystusa", "Spiderman") i Charlotte Gainsbourg ("21 gramów") w horrorze twórcy kultowego "Królestwa" i "Przełamując fale" Larsa von Triera. Przełomowe efekty specjalne studia Platige Image, niesamowite zdjęcia Anthonego Dod Mantle, nagrodzonego Oscarem za film "Slumdog. Milioner z ulicy". To wszystko zapowiada rewolucyjny film grozy na miarę "Dziecka Rosemary" Polańskiego i "Lśnienia" Kubricka."

To było moje drugie podejście do dzieła Larsa Von Triera. Za pierwszym razem coś we mnie powiedziało "dość" po około 30 minutach. Dziś śmiało stwierdzam, że "dojrzałam psychicznie" i obraz wywołał na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Stonowane kolory, cichy, milczący a zarazem przerażający i tajemniczy ciemny las. A przede wszystkim dwoje, całkiem niedawno, bliskich sobie ludzi, których zmienia tragedia. Oboje muszą zagłębić się w najmroczniejsze zakamarki własnych psychik i stanąć twarzą w twarz z lękiem i paniką.

Zdaje sobie sprawę z tego, że mało osób lubi kino tego typu, więc nie mogę polecić go wszystkim. A już na pewno nie na poprawę nastroju:) Podobno film należy obejrzeć w samotności, żeby lepiej zrozumieć jego sens. Chyba coś w tym jest. Mój mąż oglądał go sam, kiedy to ja wymiękłam na starcie i po dziś dzień ma uraz psychiczny. Ja urazu nie mam, a za to ogromną chęć na kolejne filmy tego reżysera.




1.05.2012

Musimy porozmawiać o Kevinie (2011)

Opis z filmwebu:

"Tytułowy Kevin to demoniczny nastolatek, który świadomie manipuluje swoim otoczeniem, nie uznaje żadnych zasad i z prowokującym uśmiechem mówi: "Wstajesz rano i oglądasz telewizję, jedziesz samochodem i słuchasz radia. Chodzisz do swojej nudnej pracy albo nudnej szkoły, ale o tym nie mówią w głównym wydaniu wiadomości. Doszło do tego, że nawet ludzie z telewizji często oglądają telewizję. Na co oni wszyscy tak patrzą? Właśnie na takich jak ja...". Magnetyczna Tilda Swinton i demoniczny Ezra Miller w thrillerze obnażającym najmroczniejsze zakamarki ludzkiej duszy, który prowokuje, pociąga i nie daje o sobie zapomnieć"

Bardzo długo czekałam na ten film. Od dawna gustuje w filmach z małą ilością dialogów, ale za to z bardzo wymownymi obrazami i symbolami. Tilda Swinton wciela się w postać udręczonej i nieco zagubionej matki demonicznego i mrocznego Kevina. Dziecko już od urodzenia zdaje się być inne niż jego rówieśnicy. Mało mówi i jest widocznie odseparowany od zewnętrznego świata. Dorasta jako indywidualista z przerażającymi sposobami na zwrócenie na siebie uwagi. Bawi go zadawanie bliskim bólu i wyraźnie czerpie z tego satysfakcję. Dopatrzyłam się także u chłopca kompleksu Edypa, nieco niewidocznego na pierwszy rzut oka. To nie może zakończyć się happy endem.

Film tylko dla miłośników tego bardziej przemilczanego, bogatego w symbolikę. Polecam Wam, bo warto!

Rodzinnych ciepłych świąt Magda Prus


Święta to szczególny czas, na który czeka się cały rok. Któż z nas nie kocha pachnącej choinki, dźwięku kolęd, nieśpiesznego, rodzinnego nastroju i całego wachlarza kulinarnych zapachów? Z zasady powinien być to czas spokoju, refleksji i ciepłego klimatu stworzonego przez najbliższych. Jednak nie zawsze tak jest. Czasami w pogodni za perfekcją, za drogimi prezentami i idealnie doprawionym barszczem, zapomina się o naprawieniu tego, co wymaga tego w pierwszej kolejności – relacji z rodziną.

W najnowszej powieści Magdy Prus czytamy o historii dwóch rodzin obchodzących kolejne Wigilie i Wielkanoc. Głównymi bohaterkami są Lena i Kamila – dwie zupełnie różne kobiety mające odmienne podejście do życia. Lena na pierwszy rzut oka wydaje się być szczęśliwą kobietą. Ma dwójkę uroczych córeczek, bogatego męża i piękny, duży dom. Jedyne co stało się jej zmorą to wszędobylska i natrętna teściowa. Obserwujemy jak z roku na rok jej związek z Grzegorzem rozpada się, a głównym celem każdej wieczerzy jest rywalizacja o to, który z rodziców obdarzy dziewczynki droższymi prezentami. W grę wchodzi także alkohol i przemoc. Starsza z córek zaczyna dostrzegać, że jej rodzinie grozi upadek. Zachowuje dystans i cierpliwość, mimo, że w jej sercu i umyśle kotłują się najgorsze myśli. Relacja między małżonkami z wigilii na wigilię zdaje się być coraz trudniejsza, jednakże wszystko dzieje się nieśpiesznie. Czy dałoby się tego uniknąć? Finał, niestety, okaże się tragiczny w skutkach.

Drugą bohaterką jest Kamila – bardzo frustrująca kobieta. Wiedzie bardzo przeciętne życie u boku mało zaradnego, ciapowatego acz ciepłego i życzliwego męża Henia i ich syna. Towarzyszy jej myśl, iż kobieta powinna służyć domowi sprzątając, gotując i całkowicie oddając się rodzinie. Kamila trzyma obu swoich panów pod pantoflem i zdaje się, że tylko ona ma w ich domu prawo głosu. Ich sytuacja finansowa nie jest najlepsza i Kamila od zawsze zawistnie zazdrości swej siostrze Lenie.

Obie bohaterki wiodą nieszczęśliwe i mimo wszystko samotne życie. Rokrocznie jak mantrę powtarzają te same czynności i ślep brną w rutynę. Milczą i godzą się na wszystko, bo nie chcą popsuć tych świątecznych dni swoim najbliższym. Brak im odwagi i stanowczości aby zmienić to, co dotychczas psuło ten czas. Autorka przedstawia święta jako okres męczarni, wymuszonej życzliwości i udręki. Porusza też problem okrutnej i bezwzględnej teściowej i wpływu jaki wywiera na swego syna. Czy to możliwe, aby jedna osoba mogła zniszczyć dotychczas szczęśliwą rodzinę?

Na okładce widzimy szkielet choinki, gdzieniegdzie przyozdobionej bombkami. Symbolizuje to pustkę i samotność, smutek i rozpacz. Książka zdecydowanie smutna i przygnębiająca. Cieszę się, że nie czytałam jej w okresie świątecznym, a dopiero później. Całość czyta się szybko i nie sposób się od niej oderwać. Skłoniła mnie do refleksji i docenienia tego jak cudowne były dla mnie ubiegłe święta.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Muza.

1.03.2012

Noworocznie



Oj troszkę mnie tu nie było... Mam jednak dobrą wymówkę:)

Ostatnie sylwestrowe dni spędziłam ze znajomymi w Amsterdamie. Miasto dość specyficznie. Dla miłośników kultury i sztuki raczej nie jest godne polecenia (poza muzeum Van Gogha i Rembrandta). Zdecydowanie jest to raj dla rowerzystów - nigdy nie widziałam tyle rowerów w jednym miejscu i tak licznych ścieżek rowerowych. Odniosłam wrażenie, że turyści przyjeżdżają do Amsterdamu w jednym celu - marihuana i prostytutki (słynne red light, widziałam - przerażająco smutne).
Byłam pozytywnie zaskoczona porządkiem w komunikacji miejskiej - czyste i punktualne tramwaje, skanowanie kart przy wejściu, wysoka kultura. U nas niestety się tego nie uświadczy.

Jestem bardzo zmęczona po długiej podróży, nieprzespanych nocach i przeziębieniu, więc na tym skończę na dziś.

Na koniec pragnę życzyć Wam Szczęśliwego Nowego Roku, pełnego niecodziennych i ekscytujących zdarzeń, niezapomnianych książek oraz optymizmu i radości każdego dnia;)

12.28.2011

"Życie jest bajką " Dubravka Ugresić


„Im jesteśmy starsi, tym mniej płaczemy. Do płaczu potrzeba siły. A na starość ani płuca, ani serce, ani gruczoły łzowe, ani mięśnie nie mają siły na wielkie nieszczęścia. Starość jest rodzajem naturalnego środka uspokajającego, może dlatego, że sama jest nieszczęściem”.

Autorka postanowiła zmierzyć się ze słowiańskim mitem o Babie Jadze. Ludzie wyobrażają ją sobie jako zasuszoną staruchę o podłym charakterze, ze szpiczastym nosem, wyłupiastymi oczami, mieszkającą w chatce na kurzej nóżce, zjadającą dzieci i latającą na starej miotle. Ta postać dość głęboko wbiła się w kulturę Słowian. Książka przedstawia dwie historie – relacji między matką a dojrzałą córką oraz między trzema osobliwymi staruszkami. Ostatni rozdział książki to dłuższa polemika o micie krążącym wokół postaci Baby Jagi oraz jego odniesieniu do bohaterek powieści.

Główna oś fabuły kręci się wokół trzech kobiet – Lali, Beby i Kukli. Mimo podeszłego już wieku postanawiają wybrać się do salonu SPA, aby zakosztować fizycznej i duchowej rozkoszy. Przyjaciółki różnią się charakterami i temperamentem. Niczym czarownice na zlocie, spotykają się aby ucztować. Na swej drodze spotykają młodego mężczyznę, który staje się ich pupilkiem. Staruszki odczuwają głęboką potrzebę opieki nad nim – co ma znaczenie symboliczne. Baba Jaga tak okrutna w swych poczynaniach i bezwzględna dla niewiast i najmłodszych, w obliczu młodych mężczyzn staje się troskliwa niczym matka. W powieści aż roi się od temu podobnych symbolik i ukrytych znaczeń.

Czytelnik styka się także z codziennymi dylematami staruszek jakimi są osamotnienie, pragnienie bliskości i miłości, lęk przez śmiercią, tęsknota i zmarnowane szanse. Aż nadto zdają sobie sprawę ze swojej starości i inności. Ich życie wśród młodych i pięknych jeszcze bardziej uświadamia im o ich zaawansowanym wieku.

„Lala tylko się uśmiechnęła. Nie podała mu ręki. Wiedziała, że jest już taka stara, iż nikt od niej niczego nie oczekuje i że wszystko z góry zostanie jej wybaczone, jak dziecku. Dlatego poczuła się wygodnie w swojej roli. Nie powiedziała nawet „miło mi” i znowu zapadła w drzemkę”.

Czasami można odnieść wrażenie, że ten okres ich życia to bardziej męka niż przywilej. Kiedy spotykają się z kuracjami przedłużającymi życie i pozwalające zachować sprawność, Lala stwierdza:

„Przedłużanie życia? Szajs! Niech pan przedłuży młodość, nie starość.”

Książka nie należy do łatwych. Przyczynia się do tego niezliczona ilość symboli związanych z Babą Jagą, które mają swoje odniesienie w fabule powieści. Warto ją przeczytać ze względu na elementy mitologiczne. Autorka pisze ciekawie, z humorem, dystansem, a z drugiej strony w jej słowach widać okrutną prawdę o przemijaniu, śmierci i samotności. Starość czeka przecież na wielu z nas. Z jednej strony jest to dar, bowiem nie każdy z nas dożyje sędziwego wieku. Z drugiej jednak będzie to dla nas wielka próba, trudny okres wieńczący całe dotychczasowe życie. Nie możemy przewidzieć jak będzie ona wyglądała i po części nie mamy na to wpływu. Koleje losu bywają nieprzewidywalne. Jest to jedna z tych lektur, do których się wraca.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Znak

12.24.2011

Świąteczne życzenia


Kochani! Nie będę życzyć Wam wspaniałych prezentów i wyśmienitych świątecznych potraw, bo jestem pewna, że to macie zagwarantowane. Nadszedł czas, który przede wszystkim powinniśmy spędzić z najbliższymi. Pragę Wam życzyć ciepłych, rodzinnych i pełnych miłości świąt. Abyście, pomimo braku śniegu, poczuli najszczerszą i najprawdziwszą magię tegorocznych świąt.

Kolmanka z mężem Kolmanem:)

12.20.2011

"Stanąć na nogi" Oliver Sacks

Oliver Sacks to angielski neurolog, wykładający na Uniwersytecie Columbia. Jest autorem wielu publikacji popularnonaukowych. W Polsce największą sławą cieszy się książka „Mężczyzna, który pomylił swoją żonę z kapeluszem”, która stała się bestsellerem na rynku księgarskim.

„Stanąć na nogi” to zapis wspomnień autora z nieco przykrego wypadku, którego doznał podczas górskiej wędrówki. Chwila nieuwagi, pozorne niebezpieczeństwo ze strony dzikiego byka i paniczna ucieczka skończyły się dla turysty katastrofą. Uraz nogi, piekący ból i wizje powolnej i samotnej agonii gdzieś w górach. Los nie okazał się jednak dla Sacks’a tragiczny. Został przetransportowany do najbliższego szpitala, gdzie dane mu było spędzić dziewięć długich miesięcy swojego życia. Podczas pobytu w szpitalu został zmuszony do stanięcia po drugiej stronie stetoskopu. Wzięty i szanowany lekarz stał się obolałym, samotnym i nie pogodzony ze swoim losem pacjentem. Takie doświadczenia zmieniają ludzi i otwierają oczy na wiele spraw, które były dotychczas niedostrzegalne.

Sacks ma skłonności do filozofowania. Analizuje swój przypadek, rozmyśla długimi godzinami o innych pacjentach z jakimi stykał się w całej swojej zawodowej karierze. Z oszołomieniem spostrzega, że zaczyna ich rozumieć. Czytelnik ma okazję poznać wiele schorzeń neurodegeneracyjnych, o których istnieniu nawet nie przypuszczał. Tak oto zostało opisane schorzenie zwane zespołem Antona – Babińskiego (niemożność rozpoznania jednej połowy swego ciała):

„Chory potrafił zwrócić się do sąsiada w pociągu, mówiąc o własnej dłoni: „Przepraszam, monsieur, ale trzyma pan dłoń na moim kolanie”, albo powiedzieć do pielęgniarki sprzątającej naczynia po śniadaniu: „Tu jest jakaś ręka, proszę ją zabrać razem z tacą” (...) Babiński odnotowuje, że wielu tego typu pacjentów brano za szaleńców”

Z powyższego fragmentu widać, że autora cechuje także ogromne poczucie humoru. To, co niezwykle interesujące to obserwacja zmian postawy neurologa jako pacjenta. Przechodzi przez wszystkie stadia – szok, bunt i gniew, pertraktacje, depresja i akceptacja. Ciężko mu pogodzić się z myślą, że jeszcze całkiem młody i wysportowany człowiek doznał takiego uszczerbku na zdrowiu. Tłumaczy jednak sobie, że rekonwalescencja nie potrwa długo i szybko wróci do dawnej formy.

„Jak miło będzie znów napiąć mięsień, czuć jego siłę, mieć nad nim kontrolę, odzyskać władzę w nodze, władzę, której brak tak bardzo przeszkadzał. (...) Zaskoczę wszystkich, zobaczą, co potrafię.”

Okazało się jednak, że powrót do zdrowia zajmie nieco więcej czasu, a towarzyszyć temu będą inne, niespodziewane i osobliwe objawy, takie jak omamy wzrokowe czy halucynacje. Z przerażeniem czytamy o tym jak autor postrzegał jedną z pielęgniarek – siostrę Sulu. Jedna jej połowa była całkiem wyraźna, ale druga... druga zdawała się nie istnieć.
Książkę czytało mi się dość trudno, z powodu wielu filozoficznych wywodów autora. Jest to zdecydowanie książka o tematyce neurobiologiczno – psychologicznej i z pewnością zainteresuje czytelników o takich zainteresowaniach. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość podczas lektury i nie rezygnować po kilku stronach. Kiedy dobrnęłam do końca książki w głowie zaświtało mi wiele pytań i przemyśleń natury czysto neurologicznej.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i s-ka.

12.14.2011

Wyniki loterii

Przepraszam Was, że piszę dopiero teraz. Jutro egzamin więc siedzę nad notatkami i żołądek podchodzi mi do gardła:)

Pragnę poinformować, że w loterii książkowej organizowanej przeze mnie i Wydawnictwo Znak, wylosowałam:

  • palinke14, do której powędruje książka "Niezłomny"
  • aerien, która pod choinkę otrzyma książkę "Bóg, kasa i rock'n'roll"


Serdecznie Wam gratuluje i proszę o wysyłkę adresu na maila podanego w dziale "o mnie" ;)

12.12.2011

„Kuchnia antyrakowa” Dr Chantsal Tse

Aby poznać kuchnię rakową czytelnik dowiaduje się jakie produkty spożywcze powinien dobierać i jak je przygotowywać. Podane zaś przepisy jeszcze raz podkreślają, które składniki są przeciwrakowe.

237 przepisów na przystawki, sałatki, zupy, kisze i tarty, dania mięsne, ryby, warzywa oraz desery dają szeroki wachlarz możliwości. Proponowana kuchnia jest zarazem tradycyjna i nowoczesna, prosta i bardziej zaawansowana, jednym słowem – każdy znajdzie coś dla siebie.

Cała książka zasługuje na uwagę i jest bardzo wartościowa, choć poprzednia, o której już wspominałam, była napisana nieco bardziej przystępnie. Co zaś tyczy się przepisów kulinarnych, bo to one są główną częścią książki, to mam mieszane uczucia. Może tylko ja mam takie wrażenie ale kiedy widzę nazwy dań takie jak: borowiki a la perigourdine, duet z łososia i rdzawca na parze z alg, mieszki z morza w liściach kapusty, tymbaliki souffle z orzechami czy tartiflette z confit z warzyw, to odbiera mi to ochotę na gotowanie. Jasne, że wszystkie obco brzmiące nazwy można wygooglować, ale dana potrawa już jawi mi się jako obca, nadmiernie skomplikowana, trudna i ostatecznie mało smaczna.

Ale nie taki diabeł straszny... Powoli będę oswajała się z kuchnią antyrakową. Na pierwszy ogień poszła zapiekanka z pomidorów oraz tatar z sardynek, pomidora i rodzynek. Mam nadzieję, że wybaczycie brak zdjęcia ale obie potrawy, choć bardzo smaczne, nie są zbyt eleganckie wizualnie.

Pomimo tego życzę wszystkim smacznej kuchni antyrakowej!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Esprit

"Koszmarny Karolek i wampirozombi" Francesca Simon


Kolejna przezabawna książeczka z cyklu "Koszmarny Karolek". Tym razem jednak przeznaczona jest dla troszkę starszych dzieciaków, niż to było w przypadku pozycji "Koszmarny Karolek czyta książkę". Książka to zbiór króciutkich opowiadań o kolejnych wybrykach i pomysłach niesfornego chłopca.

Tym razem przeczytamy o tym jak Karolek doprowadził do płaczu całą grupę pierwszoklasistów, w jaki sposób udało mi się przejąć cały zapas słodyczy i oszczędności Damianka czy też dlaczego uważał, że jego nauczycielki to zamaskowane wampirozombi.

Do książki, jak i całej postaci Koszmarnego Karolka trzeba podejść z dystansem i dużą dozą humoru. Nie jest to bowiem wzór do naśladowania dla każdego malucha. Dziecko musi być na tyle dojrzałe emocjonalne i wykazać się dużym poczuciem humoru, aby błędnie nie interpretować opowiastek. Karolek jest specyficzny. Lubi leniuchować, czytać komiksy, dokuczać innym, jest egoistyczny, próżny, wykorzystuje słabszych i niezdrowo się odżywia.

"Zdrowe jedzenie? O nie! Karolek dobrze wiedział, co dorośli mieli na myśli, mówiąc o zdrowym jedzeniu. Seler. Buraki. Góry bakłażanów. Wszystko, co wstrętnie smakowało i miało odrażający wygląd, było zdrowe. A to, co wyglądało przepysznie, nie było w ogóle dla niego. Karolek miał w domu góry zdrowej żywności. Czyż nie ma już żadnego bezpiecznego miejsca?"

To zupełne przeciwieństwo jego brata Damianka - ułożonego, grzecznego, pilnego, kochanego, o anielskich loczkach chłopca. Niestety między braćmi ciągle dochodzi do nieporozumień. Biedny Damianek stale nękany jest przez starszego brata i zdaje się, że nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak bardzo jest wykorzystywany.

Opowiadania o perypetiach Karolka zyskały już sławę na całym świecie. I nic dziwnego. Są oryginalne, błyskotliwe i zaskakujące. Zdecydowanie nadają się na lekturę dla małych rozrabiaków. Należy jednak pamiętać, aby dziecko czerpało z czytania radość, a nie naśladowało zachowanie Karolka.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.

12.10.2011

„Motyl” Lisa Genova


O chorobie Alzheimera wiedziałam do tej pory całkiem sporo. Były to głównie informacje o patomechanizmie powstawania, objawach, diagnostyce, leczeniu i prognozach. Jest to postępująca choroba neurodegeneracyjna, po raz pierwszy opisana w 1906 roku przez Aloisa Alzheimera. W Polsce choruje na nią ponad 200 tysięcy osób, na świecie ponad 30 milionów. Liczba ta z roku na rok się zwiększa, ze względu na starzejące się społeczeństwo. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego, jak wygląda choroba z perspektywy chorego i jego rodziny. Książka „Motyl” przedstawia wstrząsający obraz przebiegu choroby Alzheimera i przerażająca świadomość, że nic już nie będzie takie jak dawniej.

Lisa Genova jest z wykształcenia neurobiologiem , dlatego podejście do problematyki tej powieści jest profesjonalne i rzeczowe. Na początku przyszłego roku ukaże się najnowsza powieść autorki „ Lewa strona życia” (nakładem Wydawnictwa Papierowy Księżyc) opowiadająca o kobiecie dotkniętej zespołem nieuwagi stronnej.

Bohaterką powieści jest pięćdziesięcioletnia kobieta – Alice. Jest ambitną, pełną życia, mądrą i spełnioną wykładowczynią psychologii na Harwardzie. Życie uczelniane jest dla niej spełnieniem wszelakich marzeń i pasją. Wraz z ukochanym mężem, także naukowcem, opublikowali cieszącą się ogromnym zainteresowaniem książkę popularnonaukową. Mają trójkę dorosłych dzieci i wydaje się, że nic nie może zakłócić tej idylli. Życie Alice zaczyna komplikować się w momencie kiedy podczas joggingu traci orientacje. Kobieta nie wie gdzie się znajduje i jak wrócić do domu. Innym razem zapomina przepisu na swoją popisową potrawę, którą przyrządzała rodzinie od lat. Zdaje sobie sprawę, że dzieje się coś złego. Pełna obaw udaje się do neurologa, który, po licznych badaniach laboratoryjnych i testach, diagnozuje u niej chorobę Alzheimera. Kobieta zmuszona jest zamknąć wiele rozdziałów swego życia. Zdaje sobie sprawę, że pewnego dnia zapomni o tym co dokonała i kim jest. Nie może pogodzić się z nadchodzącą demencją i wie, że jej nadzieja pozostanie płonna. Ona – silna, podziwiana, z sukcesami na koncie, wzór dla studentów – straci wszystko, na co dotychczas tak wytrwale pracowała.

„Tak bardzo mi przykro, że zachorowałam . Nie mogę znieść myśli, że będzie jeszcze gorzej. Nie mogę znieść myśli, że któregoś dnia spojrzę na ciebie (męża), na twarz, którą kocham i cię nie rozpoznam.”

Choroba pozbawia ją tożsamości i wspomnień. Zaczyna się bezskuteczna walka z czasem i postępującą degeneracją neuronów. Z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, kobieta zaczyna tracić swoje życie. Doskonale wie, że utraci najpiękniejsze wspomnienia z młodości, z szczęśliwych i nieśpiesznie spędzonych chwil w gronie rodziny, z chwil, w których odnosiła naukowe sukcesy i cieszyła się szacunkiem całego środowiska akademickiego.

„Alice obserwowała i przysłuchiwała się wzburzonym falom, uderzającymi o brzeg. Gdyby nie olbrzymi falochron zbudowany przy brzegu milionowych posiadłości wzdłuż Shore Road, ocean pochłonął by wszystkie domy, pożerając je bez jakiegokolwiek współczucia. Wyobrażała sobie Alzheimera jako ocean przy Light - house Beach – nie do zatrzymania, wściekły, siejący spustoszenie. Z tym wyjątkiem, że w jej mózgu nie było falochronu, który uchronił by jej wspomnienia i myśli przed gwałtownym atakiem.”

Książka wzrusza i wprawia w osłupienie. Przedstawia nam jedną z najbardziej znanych starczych chorób XXI wieku. Co ciekawe, autorka postanowiła skupić się na wczesnej postaci Alzheimera (występującej przed 65 rokiem życia). Obserwujemy jak dotychczasowe, bogate w doświadczenia życie, młodej przecież kobiety, zamienia się w pozbawioną sensu egzystencję. Jak silni i wyrozumiali muszą być najbliżsi chorej osoby, aby pomóc jej trwać w chorobie aż do końca. Wstrząsający i okrutnie prawdziwy obraz.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc.

12.08.2011

"Ania z Wyspy Księcia Edwarda" Lucy Maud Montgomery

Tyle lat wielbiciele Ani czekali na, publikowany już wcześniej, ale w bardzo okrojonej wersji , dziewiąty tom zawiłych losów dorosłej Ani. Niektóre źródła donoszą, że ostatni tom był jednym z powodów śmierci Lucy Maud Montgomery. Istnieją przekonania iż, kanadyjska pisarka popełniła samobójstwo. Być może uzmysłowiła sobie, że zamknięcie cyklu o Ani jest także zakończeniem jej żywota. Cierpiała przecież na wiele schorzeń psychicznych w tym depresję. Co było powodem jej zgonu? Tego chyba nie dowiemy się nigdy. Istnieje na ten temat tak wiele teorii. Czytelnicy zapamiętali ją jako znakomitą pisarkę, ciepłą i przekazującą w swoich powieściach wiele radości i mądrości życiowych.

Tak bardzo brakowało mi klimatu rodem z „zielonych wzgórz”. Przygody Ani towarzyszyły mi przez całe dzieciństwo. Niestety książka nie jest w całości poświęcona dalszym losom Ani i Gilberta. Ich perypetie przewijają się przez całą książkę, jednakże nie są one głównym jej tematem. Zabrakło mi także typowej dla tego cyklu sielanki, nastroju leniwej, słonecznej niedzieli. Montgomery często pisze o przemijaniu, porusza trudne i bolesne tematy. (Czy było to spowodowane jej stanem psychicznym?) Ukazuje prawdziwe życie ze wszystkimi zgryzotami i gorzkimi doświadczeniami. Czytelnicy żegnają się z postacią Waltera, który pozostawił po sobie niewypowiedzianą żałobę wśród mieszkańców Złotego Brzegu. Stąd w książce jego liczne poematy, doprowadzające do wzruszeń i literackich uniesień.

Opowiadania dotyczą bliższych i dalszych sąsiadów i znajomych pary. W ich rozmowach często nawiązują do postaci Ani. Wiemy, że jest już w średnim wieku i cieszy się niezachwianą opinią wśród społeczeństwa. „Spełnione marzenia”, bo taki był tytuł okrojonej wersji książki, idealnie oddaje sens opowiadań. Są oczywiście ludzkie dramaty, śmierć i bolesne prawdy, ale większość przeżywa także radosne chwile – narodziny, wesela, uczty. Wydaje mi się, że jest to całkiem udane i przemyślane pożegnanie się z cyklem. Momentami odniosłam wrażenie, że jest to rachunek sumienia autorki.

Ten kto liczy na wzruszające spotkanie po latach z postacią Ani i jej rodziną, nieco się zawiedzie. Ten dla którego liczy się styl pisarki, będzie kontemplował każde zdanie kawałek po kawałeczku

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

12.06.2011

"Madame Hemingway" Paula McLain

"Należy dobrze walczyć, nawet w przegranej sprawie."

Ernest Hemingway to dla mnie jeden z najciekawszych i najdziwniejszych pisarzy ubiegłego wieku. Dla jednych był godnym pożałowania alkoholikiem, dla drugich zawiłym mężczyzną cierpiącym na depresję. To właśnie dwubiegunowa depresja była przyczyną jego samobójczej śmierci w 1961 roku. Istnieją dwie hipotezy tego czynu. Być może sam chciał zadecydować o tym, kiedy odejdzie. Bardziej prawdopodobne jednak, że Hemingway chciał odejść z tego świata bogaty, szczęśliwy i spełniony. Bo cóż dla pisarza może być bardziej cennego niż Literacka Nagroda Nobla (1954)?

Historia opisana w książce dotyczy jego małżeństwa z 8 lat starszą kobietą. Kochankowie poznali się kiedy Hemingway nie był jeszcze znanym i poczytnym literatem. Bardziej znany był z hulaszczego trybu życia i osobowości Casanovy. Po zawarciu związku małżeńskiego wyjeżdżają do Paryża. Hemingway widzi w tym mieście swoją przyszłość i wierzy, że odmieni to jego dotychczasowe życie. Miasto jednak odmienia tych dwoje w zupełnie inny sposób, niż początkowo przypuszczali. Obezwładnia ich cyganeria, towarzyskie skandale i morze alkoholu. Jest to historia szaleńczo zakochanej kobiety i błądzącego artysty. Artysty, który już widocznie wtedy wykazywał pierwsze objawy depresji. Przechodził jej kolejne stadia. Od głębokiej rozpaczy po euforię. Przeżywał te stany raz po raz. Nadszedł jednak czas zachłyśnięcia się swoim sukcesem i talentem, co nie skończyło się radośnie dla żony i potomka.

Paula McLain genialnie oddaje ducha tamtych czasów. Lata 20-ste w Paryżu należały do jednych z najciekawszych dekad w życiu kulturalnym tego miasta i stało się inspiracją dla wielu reżyserów, malarzy i pisarzy. Książka należy do gatunku biograficznych i przedstawia artystę jako nienasyconego i wiecznie poszukującego inspirujących bodźców. Wiele w niej detali z życia Hemingwaya ale również jest to barwny i poruszający obraz Paryża lat 20-tych. Gorąco polecam nie tylko fanom pisarza, ale także wszystkim zainteresowanym biografiami wielkich ludzi.

Za lekturę pragnę podziękować Firmie Księgarskiej Olesiejuk.

12.04.2011

„Powiedz prawdę” Sophie Hannah


Było to moje pierwsze spotkanie z Sophie Hannach. Jest - uhonorowaną wieloma prestiżowymi nagrodami - autorką powieści sensacyjnych, a dokładniej psychologicznych thrillerów. Niektóre z nich doczekały się nawet ekranizacji. Mi niestety nie było jeszcze dane je oglądać. Na okładce książki „Powiedz prawdę” widnieje zdjęcia wózka dziecięcego. To już sugeruje czytelnikowi, że fabuła książki połączy dramat z dziećmi w roli głównej, kryminał i sensację.

Dzieciobójstwo nie należy do tematów lekkich i przyjemnych. To, niezależnie od okoliczności, zawsze jest tragedią, zbrodnią pozbawioną sensu. Czym bowiem może zawinić bezbronne dziecko? Żyje na świecie zaledwie parę chwil i od początku spotyka się z najgorszymi jego realiami. A co jeśli zbrodni dokonuje matka ofiary?

Główną bohaterką powieści jest Felicity (Fliss) Benson. Kobieta pracuje jako producentka filmów dokumentalnych. Z racji zawodu, nic nie powinno ją dziwić. Na co dzień spotyka się przecież z tak różnymi ludźmi, poglądami, miejscami czy spojrzeniami na otaczający świat. Jednak pewnego dnia otrzymuje zagadkowy list z 16 cyframi, które nic jej nie mówią. Na kopercie nadawca umieścił jej przydomek, używany tylko przez najbliższe jej osoby. Dziwne, prawda? Chwile potem kobieta dowiaduje się od swego szefa, że zasłużyła na awans i w trybie natychmiastowym staje się odpowiedzialna za spore przedsięwzięcie. Stoi na czele ekipy realizującej film dokumentalny omawiający problem matek i niań oskarżonym o morderstwo swoich podopiecznych. Czy to dlatego mężczyzna zrezygnował z projektu? Przestraszył się odpowiedzialności, a może nie poradził sobie ze stresem? Przed Fliss trudne i niebezpieczne zadanie. Dowiaduje się o 3 kobietach, oskarżonych o ten haniebny czyn. Każda z nich wyszła już na wolność i wiedzie normalne życie wśród społeczeństwa. W sprawę zamieszana jest także doktor Judith Duffy, która walczyła jak lwica o dożywotnie kary dla oskarżonych. Coś jednak w tej układance nie pasuje. Przed czytelnikiem zapierająca dech w piersiach intryga o zdumiewającym finale.

Książkę czyta się z ekscytacją i napięciem. Autorka jednak niepotrzebnie wprowadza w fabułę tak wiele postaci i wątków pobocznych. Utrudniło mi to troszkę odbiór powieści. Gubiłam się w imionach , nazwiskach i faktach. Domyślam się, że ten zabieg miał uśpić naszą czujność i wtopić winowajcę w tłum. Jednak z całego tego poplątania z pomieszaniem pisarka wychodzi obronną ręką. Wszystko wydaje się mieć swój sens. Przyznaje Sophie Hannah medal za pomysłowość. Książkę polecam dorosłym czytelnikom o mocnych nerwach. Ci wrażliwsi powinni trzymać się od niej z daleka.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu G+J.

Najnowsza książki Andreïa Makine’a


Do księgarń trafiła właśnie najnowsza książka Andreïa Makine’a, jednego z najpoczytniejszych francuskich pisarzy, którego powieści przetłumaczono dotąd na ponad 30 języków.


Bohater książki Andreïa Makine’a, Eliasz Almeida, przechodzi przez życie, będąc świadkiem bestialstwa na granicy ludzkiej wytrzymałości. Poznaje hipokryzję i okrucieństwo rewolucji. Towarzyszenie Almeidzie w jego wędrówce przez ogarnięte rewolucyjną gorączką kraje XX wieku pokazuje, że tylko dzięki miłości można pozostać człowiekiem i zachować godność wbrew barbarzyństwu otaczającego świata…

Na przykładzie aktualnych stosunków między Afryką a krajami europejskimi autor w drastyczny sposób ukazuje mechanizmy rządzące działalnością międzynarodowych organizacji pozarządowych – korupcję oraz egoistyczną walkę o wpływy.

„Ludzka miłość” jest powieścią wstrząsającą – w naturalistyczny sposób pokazuje okrucieństwo, przynosząc jednak pełne nadziei przekonanie, że podążanie za humanistycznymi ideałami jest możliwe.

Angolczyk, Eliasz Almeida, jako mały chłopiec jest świadkiem śmierci matki torturowanej przez Portugalczyków za udział męża w walce o niepodległość u boku Lumumby. Po jej śmierci Eliasz przedziera się do ojca, by walczyć o wolność ludu. Po walkach w afrykańskiej dżungli, gdzie spotyka Ernesta Che Guevarę, Almeida jedzie na Kubę, gdzie styka się z rewolucją kubańską i jej wodzem, Fidelem Castro, a następnie udaje się do Moskwy, by wykształcić się na zawodowego rewolucjonistę. W Moskwie poznaje Annę, którą będzie kochał do końca życia miłością bez granic. Nie zmieni tego ani oddalenie, ani małżeństwo Anny, ani okrucieństwa, jakich Eliasz będzie świadkiem podczas walk w Afryce, do której powróci po latach, by poświęcić życie afrykańskiej rewolucji. Zanim to jednak nastąpi, odkrywa z Anną Syberię i poznaje dzięki naocznym świadkom drugą stronę rewolucji – syberyjskie gułagi.

Książkę można dostać w dobrych księgarniach na terenie całej Polski oraz w promocyjnej cenie w księgarni internetowej wydawnictwa Akcent http://ksiegarnia.wydawnictwoakcent.pl/.

O autorze:

Andreï Makine urodził się w 1957 r. na Syberii. W 1985 roku uzyskał doktorat z literatury na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie. W 1987 roku podczas podróży do Francji uzyskał azyl polityczny i osiadł w tym kraju na stałe, poświęciwszy się wyłącznie pisarstwu. Andreï Makine pisze po francusku. W 1990 roku ukazała się jego pierwsza książka Córka bohatera Związku Radzieckiego (La fille d'un héros de l'Union soviétique). Makine jest laureatem prestiżowych francuskich nagród literackich: Goncourtów, Medicis, RTL, Laterna Magica (za najlepszą powieść, którą można przełożyć na język kina). Poza granicami Francji został uhonorowany nagrodą Eevy Joenpelto w Finlandii w 1995 roku za Francuski testament oraz nagrodą Księcia Monako za całokształt twórczości. W Polsce ukazały się dotąd następujące powieści Makine’a: Francuski testament, Zbrodnia Olgi Arbeliny, Rzeka miłości, Requiem dla Wschodu i Muzyka życia.

12.03.2011

"Czarne mleko" Elif Safak

I znowu to mi się zdarzyło. Nie potrafię zebrać myśli po, na prawdę, genialnej lekturze. Kilka głębokich oddechów i do dzieła!

Z Elif Safak spotykam się po raz pierwszy. Jest to bardzo znana turecka autorka, nieco kontrowersyjna i znana z takich powieści jak „Bękart ze Stambułu”. „Czarne mleko” to jej wewnętrzny monolog. Jest to zapis metamorfozy jaka zaszła w niej kiedy była w błogosławiony stanie. Czytelnik obserwuje jak pisarka z postawy dość feministycznej i niezależnej przeobraża się w kochającą i odpowiedzialną matkę. Safak przeplata swoje przeżycia z historią innych, znanych pisarek, takich jak Woolf, Plath czy Austen.

Pisarka przedstawia nam się jako tworząca manifest kobiety niezależnej. Jako że patriarchat mocno dał jej się we znaki, tym bardziej czuje pogardę do matek, otoczonych wianuszkiem dzieci i gloryfikujących rolę gospodyń domowych. Nakreśla chociażby obraz żony Lwa Tołstoja – Zofii.

„Gdy Tołstoj poprosił żonę, by nie suszyła mu głowy, że nie pisze, wyraziła w dzienniku swoje ogromne zaskoczenie tymi słowami „Ale jakże mogłabym mu suszyć głowę? Jakie mam do tego prawo? „ Noc po nocy, rok po roku ciężko pracowała, by stworzyć mu jak najlepsze warunki do pisania. A w tych godzinach, których nie poświęcała dzieciom, pełniła funkcję sekretarki męża. Nie tylko prowadziła notatki do Wojny i Pokoju, ale także przepisała cały rękopis siedem razy.”

Pisarce towarzyszą wewnętrzne głosy, które są odzwierciedleniem jej osobowości. Każda jest wysoka na „13 centymetrów” i przedstawia inne wartości. I tak oto mamy: Panienkę Praktyczną, Milady Ambicję Czechowską, Pannę Intelektualistkę Cyniczną, Mamcie Pudding Ryżowy, Blue Belle Bovary. Między Calineczkami trwa zażarty spór o władzę i każda z nich wydaje się być uparta i nieustępliwa.

„ Być wiernym swojemu ja! Ale któremu? Której spośród – jak się wydaje – setek jaźni? Przy tych wszystkich kompleksach, ograniczeniach, reakcjach, drganiach i myślach miewam takie chwile, kiedy czuje się jak skromna recepcjonistka w hotelu, który nie ma właściciela.”

Jej życie zmienia się , kiedy dowiaduje się o ciąży. Wartości ulegają nowej hierarchizacji i dostrzega ona u siebie cechy, o których istnieniu nie wiedziała. Z introwertyczki, ceniącej sobie intymność i spokój, staje się kochającą matką, która musi być otwarta na potrzeby dziecka. Oczywiście nie od razu. Cały proces tej niezwykłej metamorfozy obkupiony jest niepewnością, bólem i załamaniem nerwowym. Spora część książki została poświęcona problemowi depresji poporodowej, którą przeszła także pisarka. W powieści opisuje ją jako panowanie Lorda Potona. Przytacza sylwetki pisarek, które również borykały się z tym problemem i którym depresja odebrała natchnienie i inspirację.

„ Miałam prawo o paniki i łez. Miałam prawo do strachu, że nie pogodzę pisania z macierzyństwem. A moje mleko nie musiało być białe jak śnieg. Gdybym zaczęła pisać o tym, co przeżyłam, mogłabym zamienić poczerniałe mleko w atrament, a skoro pisanie zawsze w magiczny sposób koiło moją duszę, być może zdołałabym małymi kroczkami wyjść z depresji.”

Tak jak pisałam na początku, jestem pod ogromnym wrażeniem powieści. Nie miałam jeszcze okazji być ani w ciąży, ani sprawdzić się w roli matki i szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia o istnieniu depresji poporodowej. Jednak udało mi się wczuć w historię Safak i innych kobiet, które albo musiały porzucić marzenia o pisaniu z powodu płci, ciąży, depresji bądź przeciwnie, odrzucały miłość do dzieci poświęcając się literaturze. Czarne mleko to arcydzieło w każdym tego słowa znaczeniu. Safak ma niezwykły dar intrygowania i wciągania czytelnika w swój specyficzny świat. Jestem pewna, że niebawem sięgnę po kolejne powieści tureckiej pisarki. Dawno nikt mnie tak literacko nie poruszył. Udało się to ostatnio Virginii Woolf.

Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu

12.01.2011

Prezentów nadszedł czas... KONKURS

Kochani z okazji zbliżających się świąt Wydawnictwo Znak postanowiło zabawić się w Mikołaja. Z poniższych książek, których recenzje ukażą się niebawem, wybierzcie tą, którą chcecie otrzymać w prezencie. Najlepiej podać dwa tytuły.

Zadanie konkursowe jest proste: Jaka książka, która towarzyszyła Wam w świątecznym okresie, wywarła na Was największe wrażenie?

Tytuł wraz z uzasadnieniem, proszę wpisywać pod tym postem do 13 grudnia. Wśród Was wylosuje dwie osoby, które dostaną dodatkowy świąteczny prezent. Anonimy proszone są o pozostawienie adresu mailowego.

Dodatkowo każdy czytelnik bloga otrzymuje 30% rabat na zakupy w Wydawnictwie Znak. Kod rabatowy to: ktoczyta

Oto nagrody! Wybierajcie:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...