Etykiety

9.08.2011

"Czarownice z Eastwick" (1987)

Opis z filmwebu
"Alex, Jane i Sookie to trzy kobiety z Nowej Anglii pozostawione przez swych mężów. Wszystkie pragną spotkać mężczyznę, który zaspokoiłby wszystkie ich zachcianki. Nowy mieszkaniec miasteczka okazuje się idealnie pasować do ich wyobrażeń. W tych dniach kobiety odkrywają w sobie wielkie moce... "

Nadal nie jestem przekonana do Nicholsona. Boje się go w każdej jego roli, a ta w filmie prezentowanym dziś, jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym przekonaniu. Jest w jego oczach jakieś szaleństwo, które mnie przeraża. Film powstał w oparciu o dzieło Updike'a o tym samym tytule. Poznajemy w nim 3 piękne kobiety reprezentujące 3 złożone charaktery. Łączy je jedno - chęć posiadania partnera. Podczas pewnego babskiego wieczoru kobiety marzą o tym jednym. Wymieniają się poglądami jaki ma być i jak ma wyglądać. Nie wiedzą, że ściągają na siebie zło:) I właśnie w tym momencie do miasteczka przeprowadza się ekscentryczny Daryl. Wszyscy podejrzewają, że jest w nim coś innego, co przyciąga a jednocześnie przeraża. Kobiety wdają się w przedziwny związek z Darylem (tak wszystkie 3 naraz). Wynikną z tego same kłopoty. Nie jest to film wysokich lotów, jednakże z pewnością wart jest obejrzenia. Jest to opowieść o magii, szaleństwie i pożądaniu. Warto zerknąć:)

9.07.2011

"Wczesne sprawy Poirota" A. Christie

"...najwyższy czas przystrzyc wąsy, a potem nałożyć pomadę."

Kto nie zna Herkulesa Poirot? Ja znam i uwielbiam, oj uwielbiam. Uroczy uśmiech, charakterystyczny podkręcony wąs i bystry umysł. Pedant, modniś i osoba bardzo wrażliwa na sztukę i kulturę. To właśnie Poirot w całej krasie. On, jak nikt, potrafi wykryć sprawcę i to w zupełnie zdumiewający sposób. Wczuwa się w każdą powierzoną mu sprawę i węszy, obserwuje i lekko się uśmiecha. Nie sposób nie uśmiechać się razem z nim.

Książka "Wczesne sprawy Poirota" to niezwykły zbiór, krótkich acz intrygujących zbrodni, których finał za każdym razem okazuje się zaskakujący. Detektyw ma jedną zasadę. Nie ujawnia swoich podejrzeń, kiedy nie ma 100% pewności, co do mordercy. Zbiera wtedy wszystkich podejrzanych i niczym w teatrze przedstawia swój spektakl. Nigdy się nie myli. Oj nie, nie on!

Zachęcam także do oglądania filmów poświęconych przygodom Herkulesa Poirot. Trzymają w napięciu, aż do samego końca.

Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

"Żółte sznurowadła" Joanna Belzyt

Autorka książki "Żółte sznurowadła" jest z wykształcenia pedagogiem z wieloma osiągnięciami na swoim koncie. Jednak po jej książce wnioskuje, że sprawdza się także w roli pisarki. Bohaterka powieści Iza, dziwnym zbiegiem okoliczności jest także pedagogiem a dodatkowo pisuje felietony i opowiadania do czasopism.

Ma kochającego chłopaka, cudowną mamę i wszystko w jej życiu zaczyna układać się po jej myśli. Do czasu. Pewnego dnia okazuje się, że jej Tomek ma raka. Dziewczyna jest załamana i w ułamku sekundy wali jej się świat. Postanawiają walczyć i ani myślą o porażce. Jednocześnie Iza zaczyna śnić o małym chłopcu, który staje się świadkiem brutalnego morderstwa matki. Spisuje to wszystko w formie opowiadania i przesyła znanemu redaktorowi. Z czasem zauważa, że żyje podwójnym życiem. Tym ze snu oraz tym szarym, realnym, okrutnym. A może sen okaże się rzeczywistością? I co wspólnego z całą sprawą mają żółte sznurowadła?

Książka ma w sobie to coś. Historia walki z chorobą Tomka, przeplatają się z felietonami o zagubionym chłopcu. Emocje jakie towarzyszą Izie, udzieliły się także i mnie. Starałam się postawić na jej miejscu i myślałam, jak ja bym postąpiła. Niestety dla dziewczyny los nie okaże się łaskawy. "Żółte sznurowadła" mówią o nadziei, o miłości ale też wierze w ludzi. O tym, jak ciężka choroba może zmienić człowieka. Płakałam i śmiałam się razem z bohaterami. Książka głęboko wbiła mi się w pamięć i serce. Jest prawdziwa i przez to okrutna. Polecam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Radwan

9.06.2011

Plan dnia na jednej fotografii part II

Połowa dnia za mną. Zrealizowaliśmy już muzeum kinematografii, a nawet znaleźliśmy tam kota i trochę z nim pobawiliśmy. Muszę przyznać, że mamy do nich szczęście. Gdzie nie idziemy tam się jakiś przypałęta (poniżej fotka, przepraszam za jakość, zdjęcie robione było aparatem). Czas zabrać się za realizację planu na drugą część dnia. A jak Wam mija dzień?

9.05.2011

"Ela-Sanela" Katarzyna Pranić


Jestem tuż po lekturze tej niepozornej książki. Cóż mogę powiedzieć... jest to jedna z niewielu ( a może nawet pierwsza) książka, która wywołała u mnie wzruszenie. Poznajemy w niej historię 12-letniej Saneli, adoptowanej dziewczynki mieszkającej ze straszą panią, którą nazywa babcią. Sanela przypomina dziewczynki w swoim wieku, jest ciekawska, pełna życia i przeżywa rozterki jak każda nastolatka. Jedyną różnicą jest to, że nie zna ani swojego pochodzenia ani swoich rodziców. To jednakże niedługo się zmieni i sprawi, że życie dziewczynki nabierze barw. A co z tym wspólnego ma pewien tajemniczy kot?

Bardzooooooooo ciepła opowieść. Uczucia między Sanelą a babcią były takie dojrzałe, nierozerwalne. Ich dom przepełniony jest troską i bezpieczeństwem. Mimo tak młodego wieku, Sanela jest nad wyraz inteligentnym dzieckiem, może nawet zaryzykuje stwierdzenie, że mądrym życiowo. Zaczytuje się w "Małym Księciu" i jako jedyna z klasy rozumie jego przesłanie -
"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".

Co też los przyniesie Saneli? Czy rozwikła się zagadka z przeszłości? Czym jest świadomość przynależności do innej kultury? Na wszystkie pytania odpowie Wam ta książka. Mądre i ponadczasowe przesłania ujęte w bardzo prostych słowach. Zarówno babcia jak i Sanela potrafiły cieszyć się drobnostkami, sensem życia były dla nich wspólne rozmowy czy też kontakt z innymi ludźmi. Nie mogę Wam zdradzić za dużo. To jest lektura obowiązkowa!

"Ela-Sanela" otrzymała nagrodę w II Konkursie Literackim im. A . Lindgren. A spójrzcie tylko na okładkę? Jest wymowna i nierozerwalnie łączy się z treścią:) Książkę oceniałam z perspektywy 23-latki, ale uważam, że chyba target to wiek 12-16;) Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu STENTOR

"Let's make love" (1960)

Opis z filmwebu
"Jean-Marc Clement, multi-milioner dowiaduje się, że na Broadwayu ma zostać wystawiona sztuka parodiująca jego oraz inne, słynne osobistości świata rozrywki. Udaje się do owego teatru rewiowego i jako bezrobotny aktor zatrudnia się do odegrania roli samego siebie. Spotyka tam śliczna, śpiewającą aktorkę Amandę Dell, w której bezgranicznie zakochuje się. Postanawia przyjąć rolę i zdobyć serce dziewczyny jako biedny aktor, a nie jako milioner. Film otrzymał nominację do Oscara za najlepszą muzykę. "

Kolejny bardzo przyjemny film z kultową Monroe. Historia dość banalna - on bogaty, ona biedna. On znienawidzony przez tłumy, ona miła i lubiana. Miłość rozkwita pomiędzy nimi, chociaż Amanda jest święcie przekonana o ubóstwie swojego adoratora. Idealny film na letnie wieczory. Zabawny, z piękną muzyką z lat 60-tych. Możecie go obejrzeć po polsku na YouTubie (leciało kiedyś na TVP1). Oczywiście nie liczcie na intelektualne uniesienia i nagłe zwroty akcji. Ot tak, wspaniała rozrywka. Uważam, że warto znać starsze filmy. Są zupełnie inne od tych, kręconych dzisiaj. Jest w nich pewna naiwność i cenzura. No i klimat - to chyba w filmach jeden z najważniejszych elementów.

Poniżej mała zapowiedz.




9.04.2011

"Naga" Izabela Szolc

W tej niepozornej książeczce autorka opisała kilka historii. Historii kobiet. Każda z nich boryka się z innym problemem, jest inną osobowością. To matki, kochanki, transwestyci czy też narkomanki a nawet kobiety uduchowione. Styl pani Izabeli jest wyjątkowy. Bardzo wyrazisty, dosadny, chyba mogę powiedzieć, że czasami brutalny. W swoim opowiadaniach nawiązuje do kultowych postaci, takich jak Maria Skłodowska-Curie, legendarna Marilyn Monroe a nawet Sylvia Plath. Pomimo wyraźnych różnic w osobowościach tych wszystkich postaci, jedno je łączy - są kobietami.

Ich historie są niedopowiedziane. Urywają się w najmniej oczekiwanym punkcie. Brakowało mi czegoś. A może tak bardzo spodobał mi się styl pisarki, że po prostu chciałabym więcej?

Bo czym jest kobiecość i jakie są przedstawicielki tej płci? A świadomość kobiecości? Można jej nie mieć?

Książka naprawdę bardzo dobra! Nie czyta się jej łatwo. Nie jest to typowa pozycja do czytania podczas podróży pociągiem. Zmusza nas do refleksji i myślenia. Jednym minusem jest wręcz ohydna okładka! Jest na niej dosłownie wszystko, a całość tworzy paskudny efekt. Mój mąż jest nią przerażony. Chociaż kiedyś widziałam jeszcze gorszą. Był na niej prosiak, kiełbasa, jakiś krzyż i kościół lub cerkiew w tle:)

Poza okładką, dostrzegam same plusy i polecam tę lekturę każdej kobiecie.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Amea

"Melancholia" (2011)

Opis z filmwebu
"Kolejny po głośnym, prowokacyjnym "Antychryście" film Larsa von Triera. Tym razem autor "Przełamując fale" i "Tańcząc w ciemnościach" pragnie zrealizować bardzo osobiste, psychologiczne kino katastroficzne i piękny film o końcu świata. Głównymi bohaterkami "Melancholii" są dwie siostry grane przez Kirsten Dunst i Charlotte Gainsbourg. Młodsza wychodzi właśnie za mąż, gdy okazuje się, że do Ziemi niebezpiecznie zbliża się inna planeta, grożąc końcem świata. Przyszłego męża zagra Alexander Skarsgård, jego świadka Stellan Skarsgård (faktycznie ojciec Alexandra), a John Hurt wcieli się w ojca sióstr. W filmie pojawią się także Charlotte Rampling, Kiefer Sutherland czy Udo Kier".

Coś ostatnio zaroiło mi się na blogu od filmów. Rzadko tak bywa. Z reżyserem filmu - Larsem von Trierem - miałam już do czynienia podczas projekcji filmu "Antychryst"(niestety nie wytrzymałam nawet do połowy z obawy przez ciężkim urazem psychicznym, bardzo dobry film dla ludzi o naprawdę odpornej psychice). Jego filmy już takie są. Akcja toczy się bardzo powoli, aktorzy mówią niewiele, a emocje zdradzają gesty, mimika twarzy i przyroda.
"Melancholia" to opowieść o nieudanym małżeństwie (w roli męża- wampir Eric z True blood:)), chorobie psychicznej i końcu świata. Brak tu pościgów, szybkich zwrotów akcji czy pustych dialogów. Niektóre elementy zahaczają nawet o groteskę i absurd. Czułam się tak, jakbym to ja czekała na koniec świata i przeżywałam to na równi z bohaterami. A oni należą do ludzi dziwnych, niejako opętanych, introwertycznych i po części przerażających. Bez wątpienia ten film to arcydzieło! Wprowadza straszny niepokój graniczący z schizofrenią... poważnie! Takie właśnie emocje wywołała u mnie "Melancholia". Na dodatek przepiękna muzyka!
Zerknijcie na zapowiedz.





I jak? Macie ochotę go obejrzeć?


9.03.2011

"Ptaki" (1963)


Opis z filmwebu

"Niewielkie nadmorskie miasteczko Bodega Bay, zostaje zaatakowane przez niesłychanie agresywne ptaki. Początkowe sporadyczne przypadki zamieniają się szybko w prawdziwą inwazję. Przerażeni mieszkańcy desperacko walczą o życie, a ogólnej panice towarzyszą próby opanowania sytuacji... "Ptaki" to jeden z najlepszych i najważniejszych thrillerów w historii kina. Mimo upływu lat film nic nie stracił na swej atrakcyjności."

"Ptaki" to klasyka! Od dawna nosiłam się z zamiarem obejrzenia produkcji, po której siostra mojego męża do tej pory ma uraz do tych podniebnych stworzeń. Przyznam szczerze, że to genialna ekranizacja, trzymająca w napięciu aż do ostatniej minuty. Wizja atakujących i mordujących ptaków jest przerażająca. Główna aktorka - Tippi Hedren (prywatnie mama słynnej Melanie Griffith) doskonale wczuwa się w graną przez siebie postać. Jest bardzo przekonywująca a do tego urocza:) Z niezwykłym poświęceniem przygotowywała się do roli. Podobno całymi dnami dała się obrzucać ptakami i nie protestowała, kiedy przyczepiano je do jej kostiumów. Nawet została przez nie poważnie poraniona. Ciekawe jest to, że Hitchcock swoje aktorki zawsze ubiera w szare lub zielone garsonki. A jaka wspaniała gra ptaków! ;) Sam reżyser wyznał, że były one karmione ziarnami nasączonymi whiskey - po to aby zwierzęta zachowywały się dziwacznie:) Koniecznie obejrzyjcie! Bardzo polecam.


Poniżej króciutki "wykład" samego Hitchcocka na temat filmu:)


9.02.2011

[Aktualizacja] "Wonder boys" (2000) + nowy łup


Opis z filmwebu

"Film reżysera "Tajemnic Los Angeles". Bohaterem utworu jest Grady Tripp, starzejący się profesor uniwersytetu i pisarz. Borykając się z przeciwnościami losu stara się dać własnej sławie, choć nie wydał nic od czasu wielkiej powieści sprzed siedmiu lat. Wplątuje się też w liczne, nieudane związki z kobietami a co więcej pani rektor uczelni, w której wykłada, jest z nim w ciąży."

Nadszedł czas na film o pisarzach i miłości do książek. Grady, wykładający literaturę na uniwersytecie wiedzie życie samotnika. Po sukcesie swojej pierwszej książki, nie potrafi dokończyć pisania drugiej (liczy ponad 2 tysiące stron:)). Niestety ma też inny problem - używki. Nie wyobraża sobie funkcjonowania bez trawki i innych dopalaczy. I taki właśnie jest Grady. Przyjaźni się ze swoimi uczniami - młodym i nietuzinkowym Jamesem, który zapowiada się na znakomitego pisarza oraz piękną Hannah, która jest zakochana w literaturze i pochłania ją tonami.
Niestety pewnego wieczoru dochodzi do zdarzania, które nieco zamiesza w życiu Jamesa. Grady jako jedyny świadek całego zajścia, chcąc nie chcąc, musi po
móc chłopakowi.
Jest to przede wszystkim film o dorastaniu, nie tylko w
sensie dosłownym. Mówi o dojrzałości literackiej, o tym, że czasami starając się za bardzo, możemy ponieść klęskę. Najlepsze są bowiem najprostsze rozwiązania. Bardzo specyficzny film i nie umiem ocenić go jednoznacznie. Musicie sami zobaczyć.





Poniżej wynik mojej wizyty w antykwariacie. Za całość dałam 10zł. Dwie ostatnie książki, zostały mi polecone przez antykwariusza, kiedy dowiedział się, że lubię Colette:)

1. "Klaudyna odchodzi" Colette, wydanie z roku 1958, cena -1zł
2."Paddington daje sobie radę", wydanie z roku 1988, cena - 3zł
3."Lucjan Leuwen", wydanie z roku 1956, cena - 1zł
4"Piękna rola", wydanie z roku 1982, cena -5zł

9.01.2011

"Corpus delicti" Juli Zeh

Corpus delicti - to z łaciny dowód rzeczowy świadczący o popełnionym przestępstwie. Czasami jednak okazuje się, że udowodnić prawdę jest znacznie trudniej...

Mamy drugą połowę XXI wieku. Odległa przyszłość, prawda? Życie na ziemi uległo całkowitej zmianie. Przyroda, lasy, łąki i zwierzęta uznawane są za źródło wszelakich chorób i niebezpieczeństw. Jakikolwiek kontakt z nimi jest zakazany. Jedzenie spożywane jest pod postacią kapsuł i tub. Zamiast kawy i herbaty - gorąca woda z odrobiną cytryny. Mieszkania wyposażone są w czujniki wszelkiej maści - dymu, poziomu zanieczyszczeń, składu moczu i kału. Ludzie zmuszani są do regularnej kontroli zdrowia. Społeczeństwo jest pod ścisłą kontrolą. To właśnie jest METODA. Nowy system przypominający nieco religię. Za złamanie jakiejkolwiek z zasad grożą kary ( na przykład w postaci zamrożenia na czas nieokreślony) i procesy sądowe.

Mia jest biologiem i niestety przyszło jej żyć w epoce METODY. Jest indywidualistą i myślicielką. Stroni od ludzi i jest osobą, która "potrzebuje przestrzeni dla siebie i swoich myśli". Jej brat, wielki przeciwnik systemu, jest człowiekiem, który nadal łowi ryby nad wodą, chodzi po lasach i cieszy się z uroków życia. Do czasu, kiedy pada na niego zarzut o gwałt i morderstwo. Wyniki badań DNA są jednoznaczne, uznaje się go za winnego. Ale czy na pewno? Niestety los okazuje się dla mężczyzny nieprzychylny i popełnia on samobójstwo. Mia jest wstrząśnięta. Jej noce i dnie pochłaniają wspomnienia o bracie. Jest zdruzgotana i stara się rozwikłać cała sprawę, bowiem nie wierzy w jego winę. Buntuje się przeciw METODZIE i nie stawia się na rutynowe badania a nawet...zapala papierosa (olaboga!). Zostaje postawiona przed sądem i popada w coraz większy konflikt z prawem. Czy dowiedzie niewinności brata? Co stanie się z Mią?

Książka przeraża! Przedstawia nam społeczeństwo przyszłości, dla której nie istnieje ból fizyczny. Uznawany jest on za przejaw choroby. Ludzie nie znają smaków, nie mogą zażywać kąpieli słonecznych ( w obawie przed rakiem skóry), nie mogą spacerować po lesie czy też podziwiać przyrody. Nie mogą nawet kochać osoby, która nie jest do nich immunologicznie dopasowana. Każdy występek przeciwko METODZIE z pewnością zostanie zarejestrowany na czujnikach i osądzony. "Corpus delicti" daje do myślenia. Nie bez kozery książka została okrzyknięta "intelektualną debatą". Polecam z czystym sumieniem.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

8.31.2011

"Kolekcjoner oczu" Sebastian Fitzek

Bardzo bałam się tej książki. Po lekturze "Kamuflażu", w której doszło do bestialskich morderstw małych dzieci mocno zastanawiałam się czy lektura "Kolekcjonera oczu" nie przysporzy mi kolejnych koszmarów sennych. Zaryzykowałam i pochłonęłam w dosłownie parę chwil.

Książka jest niezwykła już w momencie otwarcia jej na pierwszej stronie. Numeracja stron zaczyna się od końca do początku. I tym sposobem czytamy pd strony 437 do 1. Ciekawy zabieg, prawda? A czemu służy? A no Sebastian Fitzek wpadł na genialny pomysł ukazania nam całego śledztwa i motywów działania zbrodniarza w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Co nadaje całej akcji pikanterii i zwiększa odczucie niepokoju.

Tajemniczy morderca zabija matki i porywa ich dzieci. Zrozpaczonym ojcom daje 45 godzin na odnalezienie najbliższych. Po tym czasie niestety dochodzi do najgorszego. Przy zwłokach ofiar śledczy zauważają pewną prawidłowość - brak jednego oka zamordowanych. Drastyczne prawda? Rozpoczyna się dramatyczna walka z czasem. Morderca jest bystry, spostrzegawczy i szalenie inteligentny. Wie, jak wprowadzić w błąd i jak skutecznie przerazić wroga. Jego schwytanie i rozpracowanie jego działań to trochę walka z wiatrakami.

Książka bardzo....psychodeliczna. Nie polecam osobom wrażliwym i o słabym sercu. Klimat "Kolekcjonera oczu" mogę śmiało porównać do "Kamuflażu". Jest mrocznie, strasznie i tajemniczo. Warto przeczytać!

Za lekturę pełną grozy dziękuję Wydawnictwu G+J.

"Lot nad kukułczym gniazdem" (1975)


Opis z Filmwebu
"Wprowadzając bohatera, skierowanego wprawdzie do zakładu psychiatrycznego, ale niewydającego się ani trochę szaleńcem, reżyser sugeruje jednocześnie pytanie o granice między normalnością a obłąkaniem. Widz z przerażeniem uświadamia sobie, jak są one kruche. Oto bowiem drobny złodziejaszek i awanturnik Randall Patrick McMurphy, skazany za liczne przestępstwa, w tym także gwałt, pragnąc uniknąć obozu pracy, symuluje obłęd. Zostaje wysłany na obserwację do szpitala psychiatrycznego, gdzie trafia na oddział kierowany przez siostrę Ratched."

Film posiadam już od dobrych kilku miesięcy, a dopiero wczoraj zdecydowałam się na seans. Przyznam szczerze, że doceniam Jacka Nicholsona za jego bezapelacyjny talent aktorski, ale nie jest on moim ulubionym artystą, a wręcz odstrasza od filmów. Dobra do rzeczy ;)

Dom psychiatryczny a w nim 18 szaleńców. Każdy siedzi tu z innego powodu, niektórzy dobrowolnie a inni z przymusu. Do tej drugiej grupy zalicza się Randall (grany przez Nicholsona), oskarżony o drobne przestępstwa i gwałt. Mężczyznę nie uznano za osobę chorą psychiczne, lecz niebezpieczną. Wprowadza spore zamieszanie wśród pacjentów ośrodka. Nie spodziewa się jednak, że między normalnością a obłąkaniem istnieje bardzo wąska granica.

Film otrzymał aż 5 Oskarów i tyle samo Złotych Globów. Koniecznie zapoznajcie się z tą produkcją.

8.29.2011

"Klaudyna w Paryżu" Colette




To już druga część przygód pyskatej i przesympatycznej Klaudyny. Nasza psotna bohaterka opuszcza ukochany Montigny i przenosi się z ojcem do Paryża. Mogłoby się wydawać, że elegancja i szyk to słowa zupełnie nie pasujące do brawurowej Klaudynki. A jednak. W tej części bowiem z dziewczynki, przeobraża się w dorosłą pannicę. Mimo, że dojrzewa i troszkę traci swojego charakterku, nadal zadziwia i bawi.

Na swej drodze spotyka pięknego jak aniołek kuzyna Marcela, który staje się jej powiernikiem. Chłopak szybko wyrywa ją z otępienia i depresji wywołanej przeprowadzką do stolicy Francji. Mają wiele wspólnych, zakazanych tematów i tajemnic przyprawiających czytelnika o rumieńce. Na swej drodze napotka także znajomą z dawnych lat, której zachowanie wywoła u Klaudyny oburzenie na tle obyczajowym. I kto by się tego spodziewał?

"Klaudyna w Paryżu" z całą pewnością dorównuje pierwszej części - "Klaudyna w szkole". Jest napisana z humorem i pozwala czytelnikowi nawet na chwilę nudy. Klaudyna jest dla mnie bohaterką numer jeden i postacią kultową. Jej cięty język zwala z nóg. Nie przebiera w słowach i jest z tych kobiet, które "stawiają sprawę jasno". Nie raz przekracza granice przyzwoitości i doskonale się przy tym bawi. Czasami wydaje mi się, że to pikantna wersja "Ani z Zielonego Wzgórza".

Kolejna część przygód Klaudyny - "Małżeństwo Klaudyny" miała swoją premierę 24 sierpnia, a więc jeszcze ciepła czeka na nas na półkach księgarni. A ostatnia (nawet nie chcę myśleć o tym fakcie) część - "Klaudyna odchodzi" ukaże się dnia 14 września. Jak tylko będę miała taką możliwość, pochłonę je, jak gąbka wodę.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

*Ogłoszenia drobne*

"Hospicjum" Krzysztof Jednachowski

Idea hospicjum powstała po to, aby pomóc człowieku pogodzić się ze zbliżającą się śmiercią. Wyspecjalizowany personel (psychologowie, fizjoterapeuci, lekarze i pielęgniarki) ma za zadanie złagodzić ból pacjenta – zarówno ten psychiczny jak i fizyczny.

Przeważnie myśląc o takich ośrodkach, mamy przed oczami starszych pacjentów u kresu ich dni. W książce „Hospicjum” poznajemy młodego mężczyznę – Artura . Można śmiało powiedzieć, że początkowo jego życie usłane jest różami. Pochodzi z rodziny prawniczej i słowo „ubóstwo” jest mu obce. Poznaje przepiękną dziewczynę, która wkrótce potem zostanie jego żoną i obdarza go potomkiem. Studia kończy z wysokim wynikiem i wyróżnieniem, a szybko potem znajduje dobrze płatną pracę. Żyje jak przysłowiowy pączek w maśle.

Wszystko pęka jak bańka mydlana, kiedy Artur dowiaduje się o swojej chorobie. Diagnoza jest jednoznaczna – nowotwór. Jego sielankowe życie zamienia się w koszmar. Mężczyzna pozostaje sam na sam z rakiem. Liczy na pomoc i opiekę ze strony najbliższych. Niestety bardzo mocno się rozczarowuje. Rodzina szybko odwraca się od niego (zresztą nigdy nie był z nimi w przyjaznych stosunkach). Traci wszystko, na czym mu zależało. Trafia do hospicjum, otoczony obcymi ludźmi, którzy okażą się dla niego czymś więcej, niż sam przypuszczał.

O czym jest książka? O życiu i umieraniu. O utraconych nadziejach, rozczarowaniu i gorzkim smaku przegranej. O dobroci, ale i podłości ludzkiej. „Hospicjum” odpowiada na bardzo ważne pytania natury egzystencjalnej dotyczące każdego z nas.

Zamysł autora był świetny. Niestety nie poradził sobie z ciężarem tematu. Dialogi są banalne, przesłodzone i jakieś sztuczne. Bohaterowie wydawali mi się nierealni – są albo złymi charakterami albo dobrymi aż do przesady. Nie ma takich ludzi. Niepotrzebne są wątki poboczne, w ogóle nie związane z fabułą. Opisy otoczenia rozwlekają się w nieskończoność. Sam Sienkiewicz spisując okoliczności przyrody w „Potopie”, nie dorasta autorowi do pięt. Męczyłam się przeokropnie. Doceniam pomysł i domyślam się co autor chciał nam przekazać, no ale niestety, nie wyszło.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Novae Res.


8.28.2011

"Tabu" Casey Hill

Mroczna i tajemnicza okładka. Autor równie tajemniczy, bowiem jest to pseudonim literacki pewnego małżeństwa. Para zadebiutowała tą kryminalną powieścią w 2011 roku. Jak na debiut, całkiem przyjemnie, chociaż bez fajerwerków.

Reilly jest samotną, młodą i ambitną kobietą. Pracuje jako śledczy sądowy i całymi dniami przesiaduje w laboratorium, bez reszty oddając się pracy. Ciężko jej zapomnieć o mrocznej przeszłości. To co wydarzyło się kiedy mieszkała w Stanach zmieniło jej życie o 180 stopni. Chcąc o tym zapomnieć, przeprowadza się z ojcem do Dublina. Ma nadzieję, że w ten sposób ucieknie przed sennymi koszmarami. Nic bardziej mylnego.

W pracy natrafia na sprawę dziwnej śmierci. Policjanci od razu szufladkują ją jako samobójstwo. Następna zbrodnia ewidentnie wskazuje na morderstwo z zimną krwią. Dwoje nastolatków zostaje znalezionych martwych w łóżku. Reilly natrafia na wskazówki, które jej zdaniem łączą obie tragedie. Obie sprawy zdaje się łączyć postać...Zygmunta Freuda. A dokładnie jego teoria o tabu. Czym dla mordercy jest tabu? Czemu morduje właśnie te osoby i w jaki sposób?

Dochodzi do kolejnych zbrodni. Także i one mają ścisły związek z poprzednimi. Zabójca zostawia wyraźne wskazówki i bawi się z Reilly w kotka i myszkę. Nasza bohaterka rozwikłuje zagadkę krok po kroku i zaczyna obawiać się czegoś, co mogło by całkowicie zburzyć jej dotychczasowy spokój.

Jedno jest pewne - powieść wciąga. Bardzo trzyma w napięciu, chociaż rozwiązania zagadki można się domyślać. Ja miałam kilka pomysłów na zakończenie i jedna z moich wersji, sprawdziła się. Jednak zabrakło mi wyjaśnienia pewnych kwestii zagadek w śledztwie. Nie wszystko jest do końca odkryte i niektóre motywy mordercy pozostają zagadką. I chyba to troszkę mnie rozczarowało. Nie mogę zatem całkowicie i bez reszty rozpływać się nad "Tabu". Ale nie powiem, bawiłam się przy niej dobrze i czytało się ją znakomicie przyjemnie.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

"Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym" Jannie Dielemans


Tegoroczny sezon wakacyjny jest już na finiszu, więc recenzja może ciut spóźniona, ale jeżeli ktoś po tę książkę sięgnie, to na pewno wysnuje wnioski na przyszłość.

Turystyka, jak się dowiedziałam, to jeden z najlepiej rozwijających się i przynoszących najwyższe dochody przemysłów na świecie. Początki zorganizowanych wyjazdów turystycznych sięgają XIX w. (choć oczywiście samo zjawisko podróżowania jest o wiele, wiele starsze). Na początku na luksus wakacyjnego wypoczynku mogli pozwolić sobie tylko nieliczni ludzie zamożni: arystokraci, właściciele ziemscy, fabrykanci itp. Wraz z poprawą warunków życia i pracy tzw. klasy robotniczej, także masy zaczęły wykorzystywać urlop na wyjazd, choćby do najbliższego kurortu nad morzem. Z czasem nauczyliśmy się, że wolne od pracy po prostu nam się należy, a wyjazd do egzotycznego miejsca to najlepszy pomysł na oderwanie się od "tego wszystkiego", od "szarej codzienności"... Stąd już wiodła prosta droga do wakacji all-inclusive, zjawiska backpackersów i innych wakacyjnych wariacji (w każdym tego słowa znaczeniu).

Jednak historia turystyki nie jest w tej książce najważniejsza. Sedno tkwi w teraźniejszości i przyszłości turystycznych miejscowości: w środowisku naturalnym i losie miejscowych mieszkańców.

Bo to, co dzieje się w państwach trzeciego świata, gdzie tak lubią jeździć Europejczycy i Amerykanie, jest szokujące. Poza innymi przemyśleniami na temat rezultatów rozwoju turystyki (pogoń za wyimaginowaną "autentycznością" i nietkniętymi jeszcze skrawkami raju, miejsca i ludzie sprzedawane jako turystyczne towary, powierzchowność dzisiejszych podróży, ekologiczny koszt lotów samolotami etc.), myślę, że jej wpływ na lokalnych mieszkańców jest najważniejszą sprawą, jaką zajęła się szwedzka autorka.

Bowiem za luksusowymi hotelami z ich klimatyzowanymi pokojami, basenami i wysprzątanymi plażami stoi armia miejscowych pracowników, często harujących całe dnie, mieszkających w slumsach i dostających niewyobrażalnie dla nas niskie wynagrodzenie. Niektórzy, z powodu biedy w innych częściach kraju, godzą się na najgorsze warunki bo i tak nie mają alternatywy. A krociowe sumy, które przecież turyści zostawiają na wakacjach, trafiają w większej części do kieszeni właściciela hotelu, obcokrajowca, tak że zwykły Tajlandczyk, Egipcjanin czy Meksykanin, który sprząta, podaje drinki, czy zabawia gości musi się martwić jak związać koniec z końcem.

Skala nadużyć jest ogromna, warto o tym poczytać, spojrzeć na wakacje all-inclusive zza ich kulis, zastanowić się czy lecąc na wakacje do "raju" zapewniamy ludziom miejsca pracy czy przyłączamy się do ich wyzysku i nieświadomie gotujemy im "piekło" w ich własnym domu.

Polecam tę wymowną książkę każdemu, kto chce znać prawdę o turystyce, wakacjach w egzotycznych miejscach w kilkugwiazdkowych hotelach, gdzie wszystko jest "wliczone w cenę". Czy jednak cena, którą płacimy w biurze podróży jest równowarta wielkości społecznej niesprawiedliwości, jaką ugruntowujemy swoim wypoczynkiem? Bo, jak zauważa autorka, to my - turyści rządzimy całym tym kramem.


Za egzemplarz dziękuję księgarni internetowej Matras oraz Wydawnictwu Czarne

8.27.2011

"Gran Torino" (2008)

Opis z Filmwebu:

"Walt Kowalski, weteran wojny w Korei i zapiekły rasista z krwi i kości o stalowej woli, żyjący w świecie, który nieustannie ulega zmianom, zostaje zmuszony przez sąsiadów-imigrantów, którzy wraz ze swoją rodziną wprowadzili się po sąsiedzku, do trudnej konfrontacji z własnymi zadawnionymi uprzedzeniami. A wszystko zacznie się od klasycznego samochodu Kowalskiego - Gran Torino z 1972 roku."

Bardzo rzadko wybieram nowe filmy. Jednak wczoraj wieczorem zachęceni rekomendacjami mojego taty, postanowiliśmy zmierzyć się z filmem legendarnego Clinta Eastwooda. Do tej pory kojarzyłam go z westernami i Brudnym Harrym. Według mediów jest to najbardziej kasowy film tego aktora i reżysera.

Akcja toczy się w czasach współczesnych. Poznajemy Walta - starszego, dostojnego patriotę. W życiu kieruje się sztywno ustalonymi zasadami i nie da sobie w kaszę dmuchać. Jego relacje z rodziną są, najdelikatniej mówiąc, nie najlepsze. Synowie żyją w świecie pieniądza i wyścigu szczurów, co sprawia, że od ojca wymagają tylko jednego. Kowalski po śmierci żony, żyje sam z psem w ogromnym, zadbanym domu. Jest weteranem wojennym i żywi uprzedzenie do innych narodowości. Pewnego dnia do domu obok sprowadza się rodzina Koreańczyków. Walt musi w jakiś sposób pokonać swoje uprzedzenia do ludzi innej rasy. Nie jest to łatwe. Z czasem jednak zauważa, że stają się oni dla niego bliżsi niż własna rodzina.

Film porusza, zastanawia, dołuje i nakłania do refleksji. Bardzo pozytywnie odebrałam postać kreowaną przez Eastwooda. Walt jest surowy i trochę brutalny, ale ma zasady. Reprezentuje człowieka honoru, szanuje tradycję. Jest typowym, rzadkim już, przedstawicielem starej daty. Rodzina Koreańczyków (w której nomen omen nie ma ojca) reprezentuje natomiast typowe, ciepłe wartości rodzinne. Są uczynni, przyjacielscy, ale i niepewni jutra. Są bowiem zastraszani przez bandę okolicznych bandziorów. Jak zakończy się konflikt? Czy w Walcie zajdzie przemiana? Film do obejrzenia w ciszy i spokoju.



8.26.2011

"Pewna forma życia" Amelie Nothomb

Uff...za każdym razem, kiedy czytam jakąkolwiek powieść tej belgijskiej pisarki, jestem w szoku, jak w tak małej objętości można zawrzeć tak wiele wymownej treści. Nothomb jest zdecydowanie mistrzynią krótkiej formy. Tyle myśli kłębi mi się teraz w głowie. Nie wiem od której strony mam ugryźć tę recenzję. Mam tak zawsze po lekturze tej pisarki...

Spróbujmy. Amelie opisuje w niej swe korespondencyjne doświadczenia z czytelnikami. Jest tym typem, który słowo pisane na papierze ceni i z chęcią na nie odpowiada. Tym razem dostaje list od niejakiego Melvina - niespełna 40-letniego żołnierza stacjonującego w Iraku, przy tym bulimika. Jego otyłość jest głównym tematem ich rozmów. Twierdzi on, że w ten właśnie sposób chce ukazać swój protest, leczy samotność i strach. Z listów wynika, że mężczyzna ma tendencje do bujania w obłokach na pograniczu schizofrenii. Sam przyznaje, że jest wielkim fanem Nothomb i powieści nadają sens jego życiu a także cieszy się, że może on żyć w jej świadomości. Pisarka jest zafascynowana postacią kreowaną przez Melvina. Jednak ich korespondencja urywa się niespodziewanie....

Amelie wyraźnie zaniepokojona tą sytuacją, zaczyna na własną rękę poszukiwania Melvina. To co odkryje i co stanie się potem, jest szokujące, dziwne i co najmniej irytująco-intrygujące. Nie mogę Wam tego zdradzić, bo zepsuję tylko radość z czytania.

Nie znajduję minusów. Może jestem mało obiektywna, po prostu uwielbiam Nothomb i każde literackie spotkanie z nią, budzi we mnie ogromne emocje i niepokoje. Czym się niepokoję? Nie umiem odpowiedzieć. Czasem tak po prostu mam. Jestem pewna, że znacie to uczucie niepokoju wywołanie klimatem jakieś powieści lub filmu bądź pasjonującego utworu... właśnie, to to!



Za egzemplarz bardzo dziękuję Panu Arturowi z Wydawnictwa Muza.

"Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana" Danuta Noszczyńska

Wiele razy miałam przyjemność czytać wspomnienia spisane w formie pamiętnika przez kobiety. Zwykle były młode, rozczarowane miłością, rozgoryczone, ambitne lub też urodziły się w krajach, gdzie ich prawa nie były szanowane a one same balansowały na granicy życia i śmierci. A tymczasem - odmiana. 77-letni Marian, zgorzkniały i stetryczały chłop postanawia spisać dzieje życia swego - dla potomności.

Jego wielce bogobojne życie mijało swoim rytmem na maleńkiej wsi gdzieś w Polsce. Kiedy poznał i rozkochał w sobie młodą Apolonię, uznał, że odtąd jego życie będzie mlekiem i miodem płynące. Niestety, jako że życie to nie bajka, musiał zmierzyć się z szarością dnia codziennego. A na marudził się przy tym okrutnie. Twierdził, że żona przeistacza się w ślamazarę, sąsiedzi ciągle mu złorzeczą i robią na złość a ludzie bogaci to banda złodziei i chałaciarzy ( "co to pewnie w łapy dają naokoło ino patrzeć"). I tak dziadzina spisuje sobie swoje losy, myśląc, że dobiega kresu swych dni.

Powieść napisana jest językiem...chłopskim. Nie zabraknie tu takich kwiatków jak "przyszłem" czy "poszłem" bądź "ament w pacieżu." Czyta się to cudownie;) Albo pękałam ze śmiechu albo denerwowałam się na jego infantylność, zacofanie i głupotę. Marian to zdecydowanie facet starej daty, który żonę traktuje jak niewolnicę, ( na zasadzie "przynieś, zrób głupia babo, zamieć, zmyj, nie leń się obiboku") a sam przekonany jest o swej wyższości i wyjątkowości. Do tego wierzący jest okrutnie, bądź też wydaje mu się że jest. To ten typ, który gdy dowiaduje się o śmierci ateisty, cieszy się i twierdzi, iż to kara od samego Boga jest (nawet styl powieści mi się udzielił;)). Marian jest konserwatywny aż do bólu i wydaje mi się, że niestety takie osobowości po dziś dzień pewnie można spotkać w niejednej polskiej wsi.

Pomimo braku sympatii do samego Mariana, jego pamiętniki czyta się wyśmienicie. Rozumiem jego zachwyty nad życiem na wsi. Opisy wiejskiej przyrody i swojskiego jadła. Przerażał mnie jego stosunek do żony, dzieci i ludzi. Wszechwiedzący Marian z wiekiem wcale nie zyskał rozumu, a chyba nawet znacznie mu się pogorszyło:) Wielkie brawa należą się autorce powieści. Tak doskonale wczuła się w postać, że całkowicie zapomniałam o tym, iż Marian jest postacią fikcyjną. Na prawdę chylę czoła pani Danucie i polecam każdemu z Was. Duże emocje gwarantowane:)


Za egzemplarz bardzo dziękuję Pani Lidii z Wydawnictwa Sol.

8.25.2011

"Życie PRL. Praca. Rozrywka.Ludzie"



Życie w PRL-u? Jakie było? Niestety osobiście nie dane mi było się przekonać. Jednak sądząc po minach moich rodziców przeglądających tę książkę i entuzjastycznych okrzykach, które wtedy wydawali, sądzę, że okres ten przysporzył im wiele emocji i wspominają te lata z rozrzewnieniem. Osobiście uwielbiam filmy z tamtych lat - ten absurd, specyficzny humor i swojski klimat.

Wydawnictwo Demart wydało w tym roku serię "Encyklopedia PRL-u", w którego skład wchodzi właśnie "Życie PRL". Co znajdziemy w albumie? Przede wszystkim wspaniałe zdjęcia, oddające ducha tamtych czasów. Jedzenie na kartki, kilometrowe kolejki w sklepach i puste półki - to chyba najbardziej specyficzny obraz PRL-u. Oprócz zdjęć, mamy okazję poznać interesujące fakty, czasami bardzo zaskakujące i zabawne. Zastanawialiście się jak wtedy młodzież spędzała wolny czas? Gdzie chadzała i co było na topie? Młode dziewczyny słuchały Alibabek a chłopcy wzdychali do Poli Raksy. Dla tych, którzy nie znają tego z autopsji to z pewnością duża dawka ciekawej historii, podanej w bardzo czytelny i przystępny sposób.

"Życie PRL" to idealny prezent dla rodziców i dziadków, którzy być może czasem mają ochotę choćby na chwilę przenieść się w tamten świat. Moja mama z wypiekami na twarzy komentowała zawarte w albumie zdjęcia "Ojej..pamiętam", "Ale numer...ehh" czy też "To były czasy!" I właśnie tym ostatnim zwrotem zakończę recenzję - PRL! To były czasy! ;)

Za lekturę, która nie tylko mnie przyniosła uciechę, dziękuję Wydawnictwu Demart

Tytułem wstępu i o "Buszującym w zbożu" J.Salingera


Raz danego słowa powinno się dotrzymać;) Zapowiedziany mój udział w tym blogu należałoby wreszcie wcielić w życie. Chociaż, nie jest tak do końca, że nigdy tu nie pisałem. Owszem, pisałem - ale trochę w ukryciu. Poprawiałem też spacje i przecinki, powstawiane - rzecz jasna - nie tam, gdzie trzeba.

Jak wspomniała moja szanowna małżonka, będę pisał o książkach, gotowaniu i domowej produkcji alkoholu, chyba, że jeszcze coś innego przyjdzie mi do głowy.

Dziś będzie krótko, bo wiadomo - nieśmiałe początki.

Czytałem niedawno doskonałą książkę: "Buszujący w zbożu" J. Salingera. Czytałem o dobre 5 lat za późno. 5 lat temu nie byłem jeszcze pełnoletni, tak jak główny bohater - Holden Caulfield i można było jeszcze uratować we mnie coś z dzieciaka. To ostatnie to oczywiście żart, bo jak potwierdzi Kolmanka, dalej zdarza mi się być dziecinnym...
Wracając jednak do Holdena, to ciekawe co się z nim dalej stało, czy wreszcie dorósł (musieliby go chyba zmusić), czy może pozostał taki, jaki był (bardziej prawdopodobne). A był on typem wiecznego dziecka, ale nie takiego jak Piotruś Pan, co to lata po pokoju w rajtuzach, tylko dzieciaka odważnie sprzeciwiającego się światu.
Holden szydził z różnych ludzkich przywar i robił to świetnie! Od pierwszych linijek książki zapałałem wielką sympatią do tego koleżki i chyba to właśnie stanowi o sukcesie i popularności tej powieści - wyrazista i dająca się lubić główna postać.
Jakiś czas temu w wyborczych "Książkach" był tekst o lekturach w polskiej szkole, bodajże gimnazjum. Autor proponował "Buszującego w zbożu", a ja głosuję za. Zagłosuję nawet za kilka osób, jak to robili niegdyś niektórzy nasi posłowie. Czy doczekam się takiej zmiany i gimnazjaliści przeczytają kilka bluzgów i w wyobraźni zobaczą kilka obscenicznych obrazków (jakby nie mieli tego na co dzień poza szkołą), co i tak nie zmieni pozytywnego wpływu całej książki, czy dalej będą karmieni mickiewiczowskimi józiami i róziami, to nie zmieni to mojego postanowienia, że będę wciskał tę powieść każdemu nastolatkowi, jaki się napatoczy.
Niech gówniarz przeczyta wreszcie coś zabawnego i na swój sposób mądrego;)

A Ty, drogi czytający, również sięgnij po "Buszującego w zbożu" nawet jeżeli masz ze sto lat, na dobrą książkę nigdy za późno.

Howk!

8.23.2011

"Cudowne życia Staśka i innych aniołów" Teresa Anna Aleksandrowicz


"Teraz, kiedy życie dobiega kresu... nadszedł czas, żeby żyć"

Trzy miłe, starsze panie. Trzy historie życia. Wszystkie mocno doświadczone przez życie wiodą spokojny, acz ubogi żywot. Na pierwszy rzut oka widać, że ich codzienność wypełniają plotki o najnowszych lekach i porażkach sąsiadów. Jednak po bliższym poznaniu kobiet, widzimy jak wielkie mają serce i jak bardzo świadome są tego, że ich życie nie może przynieść im już zbyt wiele dobrego. Opiekują się Staśkiem- filozofem, który po śmierci matki, wpada w głęboką depresję i alkoholizm. Otaczają go troską, zapewniają pożywienie i modlą się o jego szybkie nawrócenie. A sam Stasiek? Wydaje się być dobrym człowiekiem, który zabłądził. Myślę, że z lenistwa i pesymizmu, godzi się na swój los.

Wielką zmianą w ich życiu, będzie pojawienie się dwóch postaci - starszego pana Michała oraz jego syna, słynnego muzyka-Jerzego. Okaże się, że szczęście może znaleźć człowieka w każdym wieku i być może spowoduje pewien przełom w życiu naszych bohaterów.

Kim są tytułowe anioły? Po pierwsze są to emerytki, które z matczynym niepokojem zerkają w stronę Staśka, opiekują się bezinteresownie bezdomnymi i gotują im obiady (mimo, że same narzekają na ubóstwo), leczą zranione psychicznie i fizycznie zwierzęta. Po drugie jest to sam Stasiek. Jedno trzeba mu przyznać, że stara się pomagać ludziom i najbliższym. Często jednak jest przy tym bardzo naiwny i w tym przypadku prowadzi to do niejednej tragedii. Po trzecie słowo "anioł" pojawia się jako nazwisko Michała i Jerzego.

Książka cudowna! Przepiękna, głęboka i mądra. Mówi o życiu, o dystansie do starości i strachu przed nią. Porusza temat zawistnego społeczeństwa, niewrażliwego na ludzką krzywdę. Traktuje o ludzkiej głupocie, zazdrości i pysze. Powieść jest czasami smutna, czasami prowadzi do wybuchu śmiechu, nakłania do refleksji. A już na pewno, bardzo długo pozostanie w mojej pamięci.


Za cudowną lekturę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

8.22.2011

"Rebecca" (1940)


Opis z Filmwebu:
"Młoda, naiwna kobieta (Joan Fontaine) zostaje żoną bogatego wdowca (Laurence Olivier) i staje się Lady de Winter. Zamieszkują w jego gigantycznej posiadłości. Wkrótce dowiaduje się, jak potężne piętno na mężu i służbie odcisnęła Rebeka - pierwsza żona Maxima. Czy uda jej się uporać z ponurą przeszłością?"


Ostatnie dwa dni spędziłam u najbliższych w Warszawie. Jako, że podzielam gusta filmowe z Madzią, zdecydowałyśmy się na seans z dreszczykiem. Oczywiście film mistrza - Alfreda Hitchcocka. Reżyser zdecydował się zekranizować powieść Daphne Du Maurier już po raz drugi (rok wcześniej nakręcił "Oberża Jamajka"). W 1941 roku"Rebecca" otrzymała Oscara za najlepszy film.

Mroczny mężczyzna...poprawka, mroczny, bogaty i przystojny mężczyzna nie może poradzić sobie po utracie ukochanej żony. Mimo, iż od jej tragicznej śmierci mija rok, żałoba i smutek na stałe zagościły w rezydencji Państwa de Winter. Nostalgia udziela się także dziwnie wyglądającej pokojówce - Pani Danvers. Jednak pewnego dnia los wydaje się być łaskawy dla Maxima de Winter. Poznaje on młodą, piękną dziewczynę i wkrótce potem bierze ją za żonę. Nowa pani de Winter czuje się jednak nieswojo w ogromnym domu. Przedmioty przypominające Rebeccę osaczają ją z każdej strony i przyprawiają o lęk. Z przerażeniem zauważa niechęć i nienawiść, z jaką obdarza ją pokojówka. Co jest tego przyczyną? Co na prawdę stało się z Rebeccą? Może mury starego domostwa skrywają mroczną tajemnicę?

Polecam!

8.19.2011

"Koniec wiosny w Lanckoronie" Agnieszka Błotnicka

Tytułowa Lanckorona to malowniczo położona wieś niedaleko Krakowa. Chyba mogę zaryzykować stwierdzenie, że autorka chcąc odejść od stereotypu słynnej Toskanii wybrała polskie klimaty. Do tego sielska okładka. A co w środku?

Schemat banalny - "jestem nieszczęśliwa, rozstałam się z facetem, rzucam pracę i hurra wyruszam w podróż życia". Książkowa Magda to typowa, młoda polka. Na co dzień pracuje w dużej firmie, boryka się ze swoją nadwagą i uwikłana jest w przedziwny związek. Wszystko zmienia się, kiedy wyruszają z ukochanym do Konstancina, odwiedzić znajomą parę. Wydarzenia, które tam zaszły namieszały w głowie Magdy i ni stąd ni zowąd wyjeżdża do Lanckorony aby odnaleźć zagubione "ja" oraz zrealizować marzenie o talii osy. Jakie wyciągnie wnioski? Co spotka ją w uroczym pensjonacie? Hmm...

Książka klimatem bardzo przypominała mi "Pensjonat Sosnówka". Piękne krajobrazy, pachnące piekarnie, przemili i z chęcią niosący pomoc ludzie. Zdecydowanie to powieść z klimatem. Denerwowała mnie jedynie postać ukochanego Magdy - Filipa. Przedziwny i jak dla mnie, bardzo niesympatyczny człowiek. Ahh no i zaskakujące zakończenie.

"Koniec wiosny w Lanckoronie" co prawda nigdy nie osiągnie statusu perły literatury współczesnej, ale jest świetnym relaksem i chwilą odprężenia w letni poranek/wieczór. Polecam czytanie jej na łonie natury.


Za egzemplarz dziękuję Księgarni Matras.



*Aktualizacja*

Chodzi mi po głowie od 2 tygodni... ;)


8.17.2011

"Smak dżemu i masła orzechowego" Lauren Liebenberg


Lauren Liebenberg zadebiutowała powieścią "Smak dżemu i masła orzechowego" w roku 2008 i tym samym została finalistką nagrody Orange Broadband Award. Autorka swe dzieciństwo spędziła w Rodezji i tam właśnie toczy się akcja książki. Czy zawarła w niej wątki autobiograficzne? Nie wiem, ale mam nadzieję, że nie...

Spoglądamy na dzieciństwo 9-letniej Nyree i jej młodszej siostry Cii. Przypada ono na trudne dla Rodezji czasy. Walka z terrorystami, uporczywe susze, biedna, głód i strach przed wrogami. Dziewczynki jednak mają swój własny magiczny świat. Świat pełen wróżek, magii, wesołych pląsów i beztroski. Mimo wszystkich przeciwności losu, ich życie rodzinne jest przepełnione miłością, troską o siebie nawzajem i marzeniami. Nie ulega wątpliwości, że są ze sobą bardzo zżyte.

Spokój zaburza 14-letni Ronin, kuzyn dziewczynek, który pewnego dnia staje się jednym z domowników rodziny. W umyśle tego chłopca czai się coś mrocznego. Jego postępowanie mrozi krew w żyłach i wprowadza dziewczynki w osłupienie. Nastolatek zdaje się nie mieć sumienia, litości i współczucia. Drwi z cierpienia i krzywdy i sam ją zadaje. Siostry zaczynają żyć w lęku, strachu przed kolejnym dniem. Ronin szantażem stara się zdobyć władzę nad ich życiem. Kolejne "wybryki" chłopaka sprawiają, że wali się ich świat. Finał okaże się być bardzo tragiczny...

Biję pokłony w stronę autorki. W osłupienie wprawia to, w jaki sposób wprowadza nas w zaczarowany świat dzieciństwa Cii i Nyree a potem brutalnie pokazuje jak wiele może zmienić zło, czynione przez Ronina. Do tego na prawdę przepiękne opisy życia w Afryce, zwierząt, obyczajów i roślinności. Powieść napisana pięknym językiem. Niektóre zdania zapisałam nawet w zeszycie. Na dodatek wspaniała okładka ( niestety to dla mnie ważne;)).

Minusem jest słowniczek na końcu książki. Co chwilę musiałam przerzucać kartki i nieco wyprowadzało mnie to z równowagi. Wyjaśnienie słówek mogłoby znaleźć się w przypisach na końcu kartek. Więcej wad nie dostrzegam.

Gorąco polecam!


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Smak Słowa.

"Przygody Pippi" Astrid Lindgren

Pippi Pończoszankę zna chyba każdy z nas. Nawet mój tata jest jej wielkim fanem. Astrid Lindgren opisała przygody rudowłosej buntowniczki w 1945 roku. Niedawno nakładem wydawnictwa Nasza Księgarnia ukazało się pięknie ilustrowane wydanie przygód Pippi. To wspaniały prezent dla dzieciaków i nie tylko, ponieważ w książce znajdziemy wszystkie 3 tomy powieści: "Pippi Pończoszanka", " Pippi na Południowym Pacyfiku" oraz "Pippi wchodzi na pokład".

Główna bohaterka ma 9 lat, siłę kilku dorosłych mężczyzn, marchewkowe warkoczyki, spryt i niewyparzony język. Mimo, że jest małą dziewczynką, całkiem dobrze odnajduje się w samodzielnym życiu razem z małpką Panem Nilssonem oraz koniem (którego bez większego trudu podnosi do samego nieba). Jej życie przepełnione jest przezabawnymi perypetiami, ale także niesie ze sobą sporo niebezpieczeństw. Jej ojciec, kapitan, pozostawił córce w spadku walizkę pełną złotych monet, na które nie jeden złodziejaszek ma ogromną chętkę. Pippi to silna osobowość, odrzucająca panujące konwenanse. Nie straszni jej bandyci, chuligani i przeciwności losu.

Całkiem niedawno znana polska aktorka - Pani Edyta Jungowska - użyczyła swego głosu do nagrana przygód Pippi w formie słuchowiska. Uwielbiam jej głos, pamiętam jak użyczała go również jednej z Atomówek, kojarzycie?


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia

8.16.2011

"The Addams Family" 1964-1966



Skoro ostatnio czytam tak wiele mrocznych książek, postanowiłam napisać o moim ulubionym serialu z dzieciństwa. Większość z nas dość dobrze zna rodzinę Addamsów z filmów nakręconych w latach 90-tych. Niewiele osób wie, że zostały one oparte na oryginalnym serialu z lat 60-tych!

Ogromny, przerażający i mroczny dom, a w nim pokręcona, dziwaczna, wręcz upiorna rodzinka. Żona Morticia pielęgnująca trujące i kolczaste rośliny. Ojciec Gomez - piroman, wielbiciel noży i sztyletów. Do tego dwójka masochistycznych dzieciaków i na deser szalony wujek i lokaj o wyglądzie Frankensteina. Do tego duża dawka humoru i absurdu. A możecie mi wierzyć, że ta najstarsza wersja przygód rodzinki jest najlepsza!

Do obejrzenia w sieci w języku angielskim:)

A Wy? Macie jakieś ulubione stare seriale z klimatem?



8.12.2011

" Wyznania księży alkoholików" Stanisław Zasada


Czym jest alkoholizm? Dla jednych jest to plugawy nawyk, oznaczający upadek moralny człowieka. Dla innych po prostu choroba, z którą należy walczyć. Dla jednych i drugich alkoholizm niesie za sobą upokorzenie, hańbę, wstyd i znieważenie. Co myślimy kiedy na ulicy mijamy człowieka, po którym ewidentnie widać, że pił? Myślimy: "menel", "żul" czy po prostu "pijaczyna". Autor książki sięga trochę dalej i stara się zrozumieć i pokazać nam inne oblicze alkoholików, nie tylko księży.

"Wyznania księży alkoholików" to obraz polskiego społeczeństwa. Bogobojnych księży, którzy bardzo często chcą być nie tylko duszpasterzem swoich parafian, ale także doskonałą duszą towarzystwa, taką "do tańca i do różańca"oraz zwykłych wiernych, którzy dostrzegają jego problem. Jak sami się domyślacie nie jest im łatwo. Mieli być pasterzami swojego stada, a okazują się być czarną owcą. W każdym przypadku ( a opisywanych w książce jest kilka) targają nimi potworne wyrzuty sumienia, smutek i niemoc. Z braku najbliższej rodziny przy swym boku łatwiej im popadać w nałóg. Najczęściej piją wieczorami... w samotności.

Dzięki tej lekturze zrozumiałam jakim poważnym problemem wśród księży (i nie tylko) jest alkoholizm. Jak trudno jest takiemu człowiekowi przyznać się ( przed samym sobą) do tej okropnej choroby. Jaką walkę muszą podjąć, aby z nią wygrać. A przecież to nie jest takie proste. Jak istotną rolę w tym wszystkim odgrywa otoczenie, ich wsparcie, pomoc i modlitwa. Smutna książka, otwierająca oczy na problematykę alkoholizmu w Polsce.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Znak

8.11.2011

"Kamuflaż" Ewa Ostrowska


"On jakby z wami grał w szachy. Jak w partii szachów przewiduje i wyprzedza każdy wasz ruch. Trzyma was w szachu swego doskonałego kamuflażu".

Ewa Ostrowska, autorka nie tylko psychologicznych thrillerów, ale i bajek dla dzieci, udowodniła, że przerażający i trzymający w napięciu kryminał spokojnie może konkurować ze słynną trylogią Larsona a nawet samą Christie.

Uwierzcie mi na słowo - "Kamuflaż" przyprawia o ciarki, o gęsią skórkę, miałam po nim najczarniejsze koszmary senne, jakie można sobie wyobrazić. A jestem osobą, która na horrorach ryczy ze śmiechu i czasami po prostu usypia z nudów. Nie tym razem.

Przenosimy się do Nevady, gdzie miasteczkowe życie płynie spokojnie i sielankowo. Do czasu...
Pewnego dnia w przedziwnych okolicznościach znika 6-letni Patrick. Rodzice wpadają w panikę, całe miasteczko pozostaje czujne, wszyscy włączają się w poszukiwania chłopca. Policja podejrzewa porwanie dla okupu. Ojciec chłopca jest bowiem wybitnym lekarzem, cieszącym się zaufaniem a ponadto jego konto w banku wzbudza spore zainteresowanie sąsiadów. Kidnaperzy jednak milczą. Po tygodniu matka Patricka dostrzega go, siedzącego w piaskownicy. Nadzieja pryska niczym bańka mydlana, kiedy okazuje się, że to manekin ubrany w ciuchy chłopaka z przylepionym do głowy skalpem chłopca... W mieście nastaje panika.

Straszne? Morderca nie poprzestaje na jednej zbrodni i jego kolejny mord okaże się jeszcze bardziej brutalny i okrutny. Dlaczego zabija? Czy ograniczy się tylko do małych dzieci? Kim jest? Jest jednym z mieszkańców, wzbudza ich zaufanie a oni, nigdy nie posądziliby go o jakiekolwiek akty przemocy. Z rozdziału na rozdział podejrzewałam kogoś innego. Kryminał jest tak perfekcyjnie napisany i genialnie przemyślany po to aby powodować niepokój i wzbudzać grozę u czytelnika. Prawda okazuje się zaskakująca.

Tylko dla czytelników o mocnych nerwach!

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Oficynka.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...