Etykiety

10.26.2010

"Psie serce" M. Bułhakow



""Psie serce" miało podtytuł "potworna historia". Bułhakow napisał ją w 1925 roku, w Rosji po raz pierwszy ukazała się po 62 latach i to nie w wydaniu książkowym, tylko w miesięczniku literackim "Znamia", 47 lat po śmierci autora. Właściwie trudno się dziwić - jest to historia przyzwoitego kundla, któremu wszczepiono gruczoły alkoholika i degenerata... Uczłowieczony pies staje się działaczem, gorącym zwolennikiem władzy sowieckiej, zachowuje się jak prawy aktywista nowego ustroju i doprowadza nieomal do obłędu profesora Preobrażeńskiego, który próbował zrobić z niego człowieka. Kiedy Bułhakow czytał tę nowelę w gronie znajomych, był tam także agent GPU, policji politycznej. Zrecenzował "Psie serce" następująco: "Rzecz ta została napisana we wrogiej, dyszącej bezgraniczną nienawiścią do Sowietów tonacji". Dodał, że jest też pornograficzna, czego przy najlepszej woli doprawdy trudno się dopatrzyć. Chyba że za pornografię można uznać opisy funkcjonowania organów władzy."

Szarika poznajemy w momencie, kiedy głodny i zziębnięty błąka się ulicami Moskwy. Smutno duma nad swym psim losem i marzy o kawałku kiełbasy. Wtedy pojawia się on - szalony naukowiec rodem z horrorów. Wpada na pomysł wszczepienia biednemu kundelkowi narządów oraz przysadki mózgowej(profesor uważał, że w niej zawarty jest charakter i osobowość człowieka) włóczęgi i hulaki, zmarłego w wyniku pijackiej bójki. I w tym momencie zaczyna się najlepsze.
Po kilku dniach Szarik (Szarkiow, sam nazywa się Poligrafem Poilgrafowiczem haha) zyskuje ludzkie cechy, chodzi na dwóch łapach, gubi sierść. Przybywa mu za to odwagi, zaczyna bluźnić, pić wódkę, wybrzydzać, wykazuje cechy właściciela organów. Bułhakow pragnie ukazać nam, że nie wolno bezkarnie ingerować w prawa natury. Wszystko bowiem obraca się przeciwko pomysłodawcy tej ciekawej zamiany.
Widzę pewne, acz niewielkie, podobieństwa do "Mistrza i Małgorzaty". Przede wszystkim groteska, prześmiewczy ton czy też ukazywanie ludzkich wad. W książce odnajdujemy także krytyczny obraz Rosji sowieckiej. Kundel jako bezdomny piesek pomiatany od małego dostaje szanse na lepsze życie. W momencie kiedy dodano mu charakter alkoholika, cwaniaka, człowieka z nizin społecznych znakomicie odnajduje się w społeczeństwie. Świadczyć to może o niejakiej "chorobie społecznej". Życie w sowieckiej Rosji, według Bułhakowa, było pełne absurdów. Szczytem tego absurdu był sukces skrzyżowania psa z człowiekiem. Okazało się bowiem, że smak sukcesu nie zawsze jest słodki.

10.24.2010

"Życie owadów" Wiktor Pielewin



"Pomysłowa, pełna alegorii, fantastyki i filozoficznych dociekań historia, rozgrywająca się w świecie, w którym wszystko jest ze sobą powiązane.
Samuel Sacker, amerykański biznesmen, przyjeżdża do nadmorskiego hotelu na spotkanie ze swymi dwoma rosyjskimi partnerami. Po chwili wszyscy trzej, już jako komary, wyruszają na poszukiwanie hemoglobiny i glukozy. Widzimy dwa żuki gnojaki, ojca i syna, które dyskutują o zagadkach wszechświata, kobietę imieniem Marina, a zarazem muchę, która haruje w spółdzielni przypominającej ul, inżyniera Sieriożę - jednocześnie cykadę, z racji długich wąsów często mylonego z karaluchem, i wiele innych postaci, których losy krzyżują się w najbardziej zdumiewający sposób. Ten niesamowity świat i zaludniający go bohaterowie są znakomitą, niepokojącą metaforą ekonomicznego upadku i społecznego chaosu w dzisiejszej Rosji."

Znowu będzie mi ciężko jednoznacznie ocenić książkę. Tematyka - owadzia. Zbiór opowiadań częściowo zazębiających się, ułożonych w logicznej kolejności. Bohaterzy reprezentują różne rodzaje owadów, (żuki, muchy, mrówki, komary) a co za tym idzie osobowości i charaktery. Pielewin personifikuje je i nadaje ludzkie cechy. Poznajemy buntujące się młode mrówki, mądre żuki, podstępne komary. Mamy do czynienia z ludzką tragedią, śmiercią bliskiej osoby, drobnymi oszustwami, porywami sercowymi czy też rozmyśleniami nad sensem ziemskiej egzystencji. Z każdym problemem boryka się inny owad. Czym ich świat różni się od naszego? Niczym. Pielewin trafnie podkreśla niedociągnięcia społeczeństwa, ukazuje nam absurdy codzienności, z ironią rozprawia nad ludzkimi zachowaniami, żałuje głupoty i wyśmiewa rzeczywistość.
Jedyne co czasami mi przeszkadzało to poplątane zdarzenia i fakty. Momentami nie nadążałam za autorem i gubiłam się w fabule. Po części to pewnie moja wina. "Życie owadów" powinno się czytać w podobny sposób jak dzieła Virginii Woolf - dokładnie, bez pośpiechu, z uwagą. Z pewnością jeszcze do niej wrócę, ponieważ niewątpliwie daje do myślenia i zmusza do głębszej refleksji. Jestem pewna, że książka ta należy do kategorii tych, do których się wraca.

10.19.2010

"Mistrz i Małgorzata" M. Bułhakow



"Pierwotna publikacja "Mistrza i Małgorzaty" ("Moskwa" nr 11/1966 i 1/1967) miała charakter skrócony. Procedura skróconej publikacji czasopiśmienniczej utworu przeznaczonego do późniejszego wydania książkowego jest w ZSRR stosowana powszechnie. Publikacje takie opatrywane są często przypisem "żurnalnyj wariant". W przypadku powieści Bułhakowa adnotacji takiej nie było. Skróty objęły łącznie kilkadziesiąt stron. W całości wypadł z tekstu rozdział 15: "Sen Nikanora Iwanowicza" oraz pierwsza część rozdziału 28: "Ostatnie przygody Korowiowa i Behemota", czyli tzw. scena w Torgsinie. Ponadto usunięto szereg pojedynczych akapitów, zdań i wyrazów. W większości wypadków można się w tych cięciach dopatrzeć kryteriów cenzury politycznej bądź obyczajowej; czasami usunięcia sprawiają wrażenie mechanicznych. Podobno w grę wchodziło także zwykłe zmniejszenie objętości utworu. Co prawda dwie części, w których został ogłoszony, są i tak nierówne: pierwsza obejmuje 120 stron miesięcznika, druga zaledwie 88.
Pierwsze rosyjskie wydanie książkowe ukazało się w roku 1967 w Paryżu (YMCA Press). Jednocześnie w Bernie pojawiło się oddzielne wydanie usuniętych fragmentów tekstu (Schez Verlag). W roku 1968 wydawnictwo "Posiew" we Frankfurcie nad Menem wydało tekst pełny, w którym fragmenty usunięte zostały oznaczone kursywą.
Trzy pierwsze wydania polskie (I: 1969; II: 1970, "Czytelnik", seria Nike; III: 1973, Biblioteka Klasyki Polskiej i Obcej) były z konieczności oparte na wersji skróconej. Tłumacze polscy, Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski, przygotowali jednak wersję pełną. Kiedy w roku 1973 pełny tekst "Mistrza i Małgorzaty" ukazał się wraz z "Białą Gwardią" i "Powieścią teatralną" w moskiewskim wydawnictwie "Chudożestwiennaja litieratura" ("Romany") - droga do polskiego pełnego wydania stanęła otworem. Ukazało się ono, jako czwarte z kolei, w roku 1981, w nowej szacie graficznej, z kolorową obwolutą i zostało powtórzone w roku 1983. Tłumacze starali się, w drodze konfrontacji tekstów wydania frankfurckiego i moskiewskiego (występują między nimi nieznaczne różnice), ustalić możliwie najpełniejszy kanon tekstowy. W przyszłości może on zapewne podlegać drobnym korektom i uściśleniom, ponieważ kolejne wydania radzieckie wprowadziły nieznaczne zmiany, m.in. interpunkcyjne - będące efektem dokładnych studiów nad rękopiśmiennym tekstem autorskim oraz poprawek wniesionych pod dyktando pisarza przez Helenę Bułhakową. Nie należy jednak raczej oczekiwać zmian zasadniczych i z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć kanon tekstowy za w zasadzie ustalony.
Tekst niniejszy opiera się na piątym polskim, a drugim pełnym wydaniu "Mistrza i Małgorzaty" ("Czytelnik", 1983) z poprawkami i uzupełnieniami wniesionymi przez tłumaczkę, Irenę Lewandowską.
W tomiku zamieszczono dziesięć rysunków Nadii Ruszewej. Nadia Ruszewa urodziła się w Moskwie w r. 1952 i przeżyła lat siedemnaście. Miała w sobie krew tuwińską i rosyjską, pochodziła z rodziny o wielopokoleniowych i różnorodnych zainteresowaniach artystycznych. Zaczęła rysować, gdy miała lat pięć; rychło stwierdzono jej ogromne zdolności. Doświadczenia życiowego na miarę wyobraźni jeszcze nie posiadała, weszła więc w świat lektur i fantazji. Rysowała dzieła Puszkina, Twaina, Szekspira, Tołstoja, Dostojewskiego, Saint-Exupéry'ego, wizje kosmonautyczne, balety dziecięce, karnawałowe pochody uczłowieczonych zwierząt - z niezwykłym wyczuciem formy, stylu, klimatu. Spieszyła się bardzo jakby wiedząc, że ma niewiele czasu. Zmarła w r. 1969 na wylew krwi do mózgu. Zostawiła po sobie około 10 tysięcy rysunków, z których część eksponowano przy różnych okazjach. "Mistrza i Małgorzatę" rysowała wielokrotnie już pod koniec życia."


Kocham tę książkę!!! Mogłabym ją czytać raz po raz i nigdy by mi się nie znudziła. Fabuły chyba nie muszę nikomu przedstawiać, ponieważ każdy z nas ją czytał, a jeśli nie, to słyszał o niej. Tajemniczy i diabelsko inteligentny Woland drwiący z ludzkich słabości. Przebiegły i cwany Korowiow... no i oczywiście mój ulubiony - czarny kocur Behemot(mój Behemocik, równie diabelny i przerażający na załączonym zdjęciu). Tak na prawdę ciężko powiedzieć jaki Bułhakow stworzył gatunek literacki. Komedia, dramat, romans, fantastyka... chyba każdego po trochu. Mamy tu bowiem do czynienia z kpiną, błędnym kołem ludzkich losów oraz ludzką głupotą. W powieści nie brakuje rozlewu krwi, brutalności i niespodziewanej śmierci. Napotkamy tu także historię związku tytułowych bohaterów,którzy dla swej miłości ubili targu z diabłem. Latające na miotle (i na wieprzach) kobiety, czary, ludzie bez cienia, chłepczący wódkę kot i umiejętności teleportacji stanowią zwariowany świat, doprowadzający do obłędu bohaterów "Mistrza i Małgorzaty". Szczerze polecam, taka lektura nie zdarza się codziennie. Oglądam również (każdego dnia po 1 odcinku)serialu o takim samym tytule. Produkcja Rosja, rok 2005. Również zachęcam.

10.18.2010

Filmowa sobota

Jak już wcześniej pisałam, w sobotę zrobiłam sobie mały maraton filmów z Audrey Hepbrun. Oto efekty:

"Doczekać zmroku" 1967


"W wyniku zbiegu okoliczności naszpikowana heroiną lalka trafia do domu niewidomej kobiety. Figurki szukają trzej bezwzględni bandyci, którzy za wszelką cenę pragną odzyskać drogocenną zabawkę. Niewidoma Susy (Audrey Hepburn) jest zmuszona stanąć do nierównego pojedynku z przestępcami. Jedyna broń kalekiej dziewczyny to umiejętność poruszania się w ciemności."

Pierwszy raz widziałam Audrey w takiej roli. Mistrzowsko zagrała niewidomą Susy. Podobno na potrzeby filmu nauczyła się Braille'a!!! Audrey otrzymała za tę rolę nominację do Oskara, którego niestety nie otrzymała. Jej rola znacznie różni się od ról ofiar-kobiet w filmach tego typu. Przeważnie mamy do czynienia z mało rozumną kobieciną podnoszącą wrzask i wymachującą rękami na widok mordercy. Główna bohaterka myśli logicznie, analizuje, zauważa nieprawidłowości i działa, zamiast majaczyć. Film trzyma w napięciu do nieomalże do ostatniej minuty. Były takie sceny, że podskoczyłam z przerażenia:)

"Szajka z lawendowego wzgórza" 1951


"Holland od 20 lat pracuje w banku jako urzędnik zajmujący się transferem sztab złota. Gdy zaprzyjaźnia się z producentem pamiątek Pendleburym, obaj wpadają na pomysł zrabowania złota i przemycenia go do Francji. Wspólnie z zawodowymi przestępcami Lackerym i Shortym układają plan skoku."

Hmm Audrey grała w tym filmie może z 20 sekund. Grała w tym czasie w teatrze i czas nie pozwolił jej na większy epizod. Dlatego też nie będę rozpisywała się na temat jej roli:)
Spisek, humor i dreszczyk emocji. Główni bohaterowie, mimo, że są oszustami wzbudzają przeogromną sympatię. Genialna komedia pomyłek, której udało się zdobyć Oskara za najlepszy scenariusz oraz nagrodę BAFTA za najlepszy film brytyjski. Jak oglądam takie filmy to później jest mi bardzo smutno, ponieważ wiem, że takich filmów w dzisiejszej kinematografii już się nie spotyka...


Już jutro moja recenzja "Mistrza i Małgorzaty"

10.16.2010

Słyszałyście o Poirot?


W zeszły weekend gościłam u kuzynki w Warszawie. Jako, że planowaliśmy wieczór filmowy Magda zapoznała nas z ekranizacjami powieści Agathy Christie. Intryga, tajemnica i przedziwny detektyw Poirot. Seria z detektywem Poirot doczekała się 70 odcinków, każdy trwający około 100 minut. Kim jest ta tajemnicza postać?

"Poirot urodził się w Belgii, gdzie pracował jako oficer policji. Po I wojnie światowej przeprowadza się do Anglii i rozpoczyna drugą karierę, tym razem prywatnego detektywa. Charakterystyczne dla niego rysy postaci to mały wzrost, jajowata głowa, starannie pielęgnowane wąsy, ubiór dandysa (mężczyzny przesadnie dbającego o strój i formy towarzyskie), obsesja na punkcie porządku i symetrii, a także pogarda wobec klasycznych metod detektywistycznych. Poirot stawia raczej na psychologię zbrodni. Raz nawet założył się ze swoim przyjacielem Inspektorem Jappem, że może rozwiązać zagadkę nie ruszając się z krzesła, a używając jedynie swoich "małych szarych komórek". Podobnie jak wielu innych detektywów ze "złotego wieku" powieści kryminalnych jest stanu wolnego (jak np. panna Marple czy Sherlock Holmes).W jednej z powieści wiadomo, że Herkules Poirot jest jedną z najbardziej wpływowych osób w Anglii (zna rodzinę panującą, premiera i arystokratów). Wiadomo również że jest bardzo bogaty."

Sporo odcinków można zobaczyć w internecie. Polecam Wam z czystym sumieniem. Filmy bardzo wciągają i relaksują. Tylko uwaga! Nie oglądajcie filmu, jeśli jednocześnie jesteście zajęci jakąś inną pracą. Poirot wymaga skupienia, każde słowo trzeba wyważyć, każdy ruch ręki nie może zostać pominięty, liczy się każdy detal.


ps: nareszcie weekend!!! Postanowiłam ranek spędzić na obejrzeniu jednego filmu z Audrey "Szajka z lawendowego wzgórza" i na doczytanie "Mistrza i Małgorzaty". Zastanawiam się też usilnie nad wyborem książek na listopad. Przeglądam te nowości i nic nie wpada mi w oko. Może coś polecacie?

10.06.2010

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat...


Tak tak, znowu narzekanie;)
Odwiedziła mnie jakieś jesienna niemoc. Wstaje od poniedziałku lewą nogą i z dnia na dzień moja lista "zrobić w październiku" ulega wydłużeniu. Pewnie znacie to uczucie? Najchętniej całymi dniami myślałabym o niebieskich migdałach i szlajała się po antykwariatach bądź oglądała filmy z Audrey:)
Przez ostatnie miesiące moje życie nabrało tempa i nie mogę narzekać na nudę lub brak zajęć. Dzięki mojej cudownej pracy i bardzo życzliwym ludziom tam pracującym, nabrałam pewności siebie i dużo bardziej orientuje się w swojej branży. Byłam nawet na 3 dniowym kongresie w Warszawie, gdzie poznałam wiele liczących się na rynku firm i ich przedstawicieli. Weszłam na dobre w świat szkoleń, kongresów i targów:)
Ostatni weekend minął mi przecudownie. Byłam na wsi u swojego narzeczonego. Całymi dniami opychaliśmy się owocami z ogrodu i leżeliśmy na leżakach pod kocami z kotami na kolanach. O Cynamusiu już wiecie i skądinąd wiem, że został gwiazdą internetu:)
Dziś chcę nakreślić Wam sylwetkę Behemota. To bardzo osobliwy kot, dziwny i przerażający. Jest cały czarny, jakby umazany w smole. Nie miauczy, a syczy za każdym razem jak się go dotknie. Kiedy biorę go na ręce cały sztywnieje i wybałusza swoje diabelskie oczy. Cały czas chodzi z językiem na wierzchu. Potrafi przestraszyć człowieka w najmniej oczekiwanym momencie. Przeraża mnie. Jest naszym małym brzydalkiem jakże innym od Cynamona. Poniżej jego zdjęcia... Czyż nie jest przedziwny?

9.23.2010

Japoński Klub Książkowy/Japoński Klub Językowy


Dzisiaj nieco inaczej. Mam propozycję do wszystkich Łodzianek i nie tylko. Od jakiegoś czasu, jestem członkiem Towarzystwa Polsko-Japońskiego w Łodzi. Ostatnio w naszych szalonych głowach zrodziły się pomysły na utworzenie klubów podczas których miłośnicy Japonii będą mogli poszerzać swoją wiedzę i poznać innych pasjonatów.

Japoński Klub Książkowy
Pragniemy utworzyć 10-15 osoby zespół. Mamy wspaniałą listę lektur, cudowne kawiarnie, w której będą odbywały się comiesięczne spotkania. Zaczynamy od poznania samej Japonii - tradycji, kraju, kultury. Następnie klasyki, wiersze, poematy i literatura współczesna.

Japoński Klub Językowy

Jestem jego liderem. Tutaj zasada jest taka sama. 10-15 osób pragnących łyknąć nieco języka japońskiego, przyjrzeć się z bliska dramom i po prostu zapoznać się z tym cudownym językiem. Mamy potrzebne słowniki, materiały, książki, podręczniki. Zajęcia będą odbywały się w siedzibie TPJ na ulicy Wigury (za Galerią Łódzką)

Jeśli ktokolwiek byłby zainteresowany członkostwem proszę o kontakt pod postem lub na mój adres mailowy (paulina.klos@gmail.com)
Całusy:)

9.19.2010

"Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyka."



"Zwłoki to nasi superbohaterowie: niestraszny im ogień, potrafią znieść upadki z wysokich budynków i czołowe zderzenia ze ścianą. Można do nich strzelać, przejechać im po nogach motorówką – to ich nie rusza. Można bez szkody usuwać im głowy. Są w stanie być w sześciu miejscach naraz. To jak mieć na usługach Supermana – byłoby strasznym marnotrawstwem rezygnować z jego potencjału i nie wykorzystywać go do rozwoju ludzkości."

Wow!!! Sięgając po tę książkę miałam obiekcje. Pisać o trupach??? Ha! Można! Autorka wyliczyła nam możliwości, jakie może spełnić nasze ciało po śmierci. Opisała to w sposób bardzo precyzyjny, naukowy, szalenie interesujący. To niesamowite jak bardzo "marnuje" się ciała grzebiąc je w ziemi. Albowiem można użyć je jako kompost, obiekt eksperymentów medycznych, lek czy też model na uczelniach medycznych (sama na 1 roku studiów miałam anatomię i najwięcej nauczyłam się podczas zajęć odbywających się w pomieszczeniu z przepołowionymi ciałami, czaszkami, płucami, wątrobami czy też płodami, umieszczonymi w formalinie). To tylko kilka z wielu alternatyw jakie proponuje autorka. Opowiada nam także jak wyglądała historia "wykorzystywania trupów" do celów naukowych i jak to wygląda dziś. Moją uwagę szczególnie zwrócił rozdział o eksperymentach na zwierzętach wykonywanych w 1880 roku. Badanie przeprowadził niejaki Guthrie i opisał je w książce "Blood vessel surgery and its applications". Pobuszowałam w internecie i znalazłam! Cała książka jest udostępniana w formie pdf przez stronę Amercian libraries. Pismo zawiera fotografię dziwnego stworzenia. Guthriemu udało się wczepić głowę jednego psa w szyję drugiego poprzez połączenie tętnic! (zdjęcie poniżej, należy spojrzeć do góry nogami, psy stykają się bródkami)Nie jestem fanką maltretowania zwierząt, wręcz przeciwnie, aczkolwiek przyznam, że to fascynujące.




W książce jest mnóstwo odnośników do fachowej literatury. Serdecznie polecam. Moją wiedzę wzbogaciło w sposób nieobliczalny:) Jeżeli macie ochotę na buszowanie po necie co 15 minut w poszukiwaniu opisu fascynujących eksperymentów (jak ten powyżej, nie czekajcie tylko czytajcie:) Z całą pewnością sięgnę po kolejne pozycje Mary Roach.

9.17.2010

Łańcuszek w czasach zarazy:)

Namówiona przez Mag wzięłam udział w zabawie łańcuszkowej. Oto 10 rzeczy, które lubię...

1. Wolne, leniwe dni podczas których udaje się na cudowne spacery polnymi drogami, wzdłuż brzóz z ukochanym psem u boku.


2. Serial "Gilmore Girls", który mogłabym oglądać 24 h na dobę. Serial jest wprost cudowny. Jego klimat ciężko porównać do czegokolwiek innego...ciepły, prześmieszny, niebanalny...


3. Sushi. Mogłabym jeść codziennie. Do tego marynowany imbir, sos sojowy i wasabi. Ahh pycha! No i oczywiście jem pałeczkami od jakiegoś czasu, z czego jestem dumna:)


4. Książki..cóż to chyba nic dziwnego, patrząc na tematykę tego bloga:)


5. Audrey Hepburn... za wszystko! Miała klasę, talent, urodę a dodatkowo była niesamowicie silną kobietą. Imponuje mi prawie we wszystkim. Jej filmy są idealne na pochmurne, jesienne dni.


6. Koty. Miękkie, puszyste, cudowne, miałczące, mruczące, brykające, rude, czarne, szare, białe i w ciapki. Pod każdą postacią..zawsze!


7.Queen i Freddie Mercury. Ukochany zespół od pieluchy. Freddie - postać wszech czasów, charyzma, talent, pasjonująca biografia, niezapomniane piosenki.


8. Języki obce. Uczę się 4... i jestem pewna, że na tym nie poprzestanę. To dla mnie niesamowity relaks.


9. Kawa i herbata. To jedyne popularne używki, które stały się moją codziennością i obsesją. W każdej ilości i pod każdą postacią. Aromatyzowane, zielone, białe, czerwone, z miodem, malinami, imbirem, kardamonem, mlekiem....ze wszystkim!:)


10.Zdrową i nie tuzinkową kuchnię. Obecnie na tapecie kuchnia według 5 przemian. Chodzi w niej o to, żeby kolejne smaki: gorzki, słodki, słony, kwaśny i ostry występowały w 1 potrawie według określonej kolejności. Tłuszczowi, fast foodowi, obżarstwu - mówię NIE! ;)



Powiem Wam szczerze, że miałam straszny problem, bo mam znacznie więcej rzeczy, które lubię jak kąpiele w wannie, deszczowe pogodny, ładne zeszyty i notesiki, gadżety do domu, perfumy, spać, dr. Housa, medycynę molekularną, mangi, czasopsima "Bluszcz" i "Zwierciadło" stare filmy ....itp mogłabym wymieniać w nieskończoność... Ehh za dużo tego wszystkiego hehe.
Do zabawy zachęcam każdego. Nie będę wymieniała, kto ma ochotę,niech piszę. Fajna zabawa gwarantowana. Dziękuje Mag za to, że sprawiłaś,że na chwilę zapomniałam o chorobie:)

9.16.2010

Angina+ zapalenie oskrzeli

Tytuł dzisiejszego posta to niestety wyrok wydany na mnie przez lekarza. Leżę już 3 dzień rozpalona gorączką, łykająca antybiotyki i mamrocząca. Z lepszych tekstów zasłyszanych przez mojego narzeczonego, w gorączce wymamrotałam:
"Trzeba odebrać czerwony balonik!!! o 15:26, nie zapomnij!":)
Dzisiaj mam na tyle siły, żeby włączyć laptop i zatopić się w Waszych blogach, przyznam się szczerzę , że dawno tego nie robiłam. Obowiązki i praca troszeczkę mnie przygwoździły. Obiecuje, że to się zmieni i mój blog będzie prowadzony regularniej.
U Cynamusia wszystko w porządku. Bryka coraz śmielej, jest coraz większy i ma bardzo przyjacielską postawę. Ma nawet swoją piosenkę! Ha! Za jakiś miesiąc kotka odstawi go od pokarmu i zaistnieje nadzieja, że będziemy mogli zabrać do ze sobą do Łodzi. To tyle na dziś, wracam do łóżeczka i ciepłej herbatki.

9.08.2010

Cynamon's movie

"Pedro Paramo" Juan Rulfo



"O książce - Juan Preciado, spełniając prośbę umierającej matki, przybywa do miasteczka Comala, aby poznać swego ojca, Pedro Páramo. Zastaje martwe miasteczko, porzucone przez mieszkańców. Historię ojca poznaje dopiero po jego śmierci. Pedro Páramo - kacyk, feudalny pan, który rządził w Comali biczem i gwałtem, narzucał swą wolę sztyletem i szubienicą, a żadna z kobiet nie mogła czuć się bezpieczna w jego towarzystwie. Historia gwałtownika jest jednocześnie historią całego miasteczka, przez które przetoczyła się krwawa rewolucja. Dramatem kobiet i mężczyzn, zaplątanych w sidła śmierci i sytuacje, których korzenie tkwią w naturze i dziejach Meksyku.

Pedro Páramo to klasyka literatury (wydana po raz pierwszy w roku 1955). Uznawany za prekursora realizmu magicznego, stanowił wzór dla Garcíi Márqueza."



Bardzo osobliwa książka. Czytając ją miałam wrażenie, że Tim Burton miałby genialny materiał na scenariusz. Pełno w niej bowiem kościotrupów, zjaw, zwidów, tajemniczych głosów i "surowej", szarej przyrody. Fabuła jak najbardziej surrealistyczna, wzbudzająca niepokój i niestety rzeczywista. Autor powiem wplata w powieść swoje własne przeżycia z wojny w Meksyku a co za tym idzie - dyktatury. Książka nie ma w sobie żadnego optymistycznego, kolorowego czy humorystycznego momentu. Jakbym miała opisać fabułę w kilku słowach - ucisk, przemoc, śmierć, szaleństwo i samotność. Lektura specyficzna, trudna... lecz myślę, że wypadałoby się z nią zapoznać i ocenić samemu.

9.05.2010

Cynamon cz 2

Kolejne zdjęcia Cynamusia. Kot jest takim wiercipiętkiem, że ciężko mu zrobić jakiekolwiek zdjęcie. Efekty poniżej:)

8.31.2010

"Zahir" Paulo Coelho



"Ester, żona znanego pisarza, znika bez wieści. Czy została porwana, zamordowana, czy uciekła z kochankiem? Dlaczego nie daje znaku życia? Jak po dziesięciu latach małżeństwa mogła odejść bez słowa? On próbuje ułożyć sobie życie bez niej, wiąże się z inną kobietą, pisze kolejną powieść. Jednak nie potrafi zapomnieć. Ester staje się jego obsesją, jego Zahirem. Wokół niej krążą wszystkie jego myśli. Musi ją odnaleźć, musi wyruszyć w długą podróż, która pozbawi go złudzeń i pozwoli na nowo narodzić się dla miłości."

To była ostatnia książka tego autora, czytana przeze mnie. Przeczytałam ją dlatego, że dostałam ją dwa lata temu od mamy na gwiazdkę:) Fabuła wydaje się być ciekawa, jednakże nie zyskuje po głębszej analizie. Nie wiem czy to ja nie rozumiem tego pisarza, czy jestem za naiwna i zbyt płytka, żeby go zrozumieć?:) Czytałam już kilka książek tego autora ("Brida", "11 minut", "Alchemik", "Pielgrzym" i "Weronika postanawia umrzeć") i mimo wszystko plasuje ją na drugim miejscu, zaraz po "Weronice". Główny bohater strasznie mnie irytował i te wszystkie mistycyzmy....eee nie dla mnie. Znam jednak wielu, którzy ubóstwiają autora i cytaty z jego książek zamieszczają na portalach społecznościowych. Także co kto woli, ja się na to nie piszę:)

8.30.2010

Cynamon

Zdjęcie Cynamona broni się samo:)

8.25.2010

"Jak ukraść milion dolarów" (1966)



"Historia rozgrywa się w Paryżu, gdzie mieszka znany kolekcjoner dzieł sztuki Charles Bonnet, który zgodnie z wielopokoleniową tradycją rodzinną, jest jednocześnie genialnym fałszerzem. Pewnego dnia Charles decyduje się wystawić w muzeum posąg Wenus Celliniego a w rzeczywistości dzieło jego dziadka. Detektyw Dermont tropiąc fałszerza poznaje jego piękną córkę Nicole, która chcąc ratować ojca, prosi go o przysługę: posąg wart oficjalnie milion dolarów, musi ulotnić się z galerii, zanim go zbadają eksperci..."

Doszłam już do takiego stanu, że tylko film z Audrey mógł poprawić mi nastrój. I pomógł;). Historia może banalna, humor może nie do końca mistrzowski, jednak filmy z tamtych lat i w dodatku z tą aktorką nie mogą być złe:) W jesienne wieczory seans "Jak ukraść milion dolarów" na pewno poprawi Wam humor. Poza tym nie mogłam się napatrzeć na stroje Audrey projektowane przez Givenchy i cudowny makijaż, w którym aktorka wystąpiła ubrana od stóp do głów, w czarną koronkę. Poniżej zdjęcie makijażu i koronkowego stroju - całość w filmie robi piorunujące wrażenie:)

8.22.2010

"Millenum. Mężczyżni, którzy nienawidzą kobiet"



"Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist - dziennikarz i wydawca magazynu "Millennium" otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera - magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander - młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" to doskonały, pełen pasji thriller, w którym tajemnica trzyma czytelnika w napięciu aż do samego końca. Po książki Larssona na całym świecie sięgnęło już prawie 9 mln czytelników! Tę książkę można czytać na wielu płaszczyznach: jako kryminał pełen mrocznych tajemnic, jako znakomitą, wielowątkową powieść współczesną, pełną prawdziwych zdarzeń i osób, jako thriller psychologiczny z doskonale skrojonymi sylwetkami bohaterów. Autor ma fantastyczną zdolność jednoczesnego prowadzenia wielu skomplikowanych wątków, które błyskotliwie wiąże ze sobą. To pierwsza z trzech książek o Mikaelu Blomkviście i Lisbeth Salander zebranych w serii "Millennium". Mimo 640 stron - trudno się od niej oderwać!"

Na początku chcę przeprosić, że tak długo nie pisałam. Wyczerpałam miesięczny limit prędkości i jedna strona ładowała mi się z 15 minut... ale już internet ożył. Co do książki... historia niebanalna i trzymająca w napięciu. Polubiłam bohaterów i całą historię. Od początku przeczuwałam,jaki finał będzie miała ta zagadka kryminalna:) Nie powiem "na głos", bo na pewno część z Was jest jeszcze przed lekturą. Jednak po recenzjach typu "nie można się oderwać", oczekiwałam, że faktycznie tak się stanie. Wydaje mi się, że moda na trylogię jest trochę przesadzona. Mam tylko pierwszą część i głęboko zastanawiam się, czy zakupić drugą. Boję się, że historia Lisabeth nie wciągnie mnie tak bardzo. Ktoś już czytał i może się wypowiedzieć? Jestem również po seansie filmowym. Ekranizacja o dziwo - dobra! Polecam:)

ps:zła wiadomość - zostały mi tylko dwa koty. Reszta zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach:(:(

8.12.2010

"Oczarowanie" Donald Spoto



"Obszerna, wyważona, oparta tylko na faktach, wywiadach i sprawdzonych źródłach relacja z życia i twórczości wielkiej i powszechnie uwielbianej gwiazdy Hollywood. W przypadku Audrey Hepburn Spoto nie miał łatwego zadania, gdyż jego bohaterka słynęła z całkowitej dyskrecji w sprawach życia osobistego. U szczytu sławy wycofała się z grania w filmach, by być żoną włoskiego psychiatry i spokojnie wychowywać synów. Zasłynęła jednak raz jeszcze - w nowej roli, bezgranicznie oddanej sprawie pomocy dzieciom trzeciego świata ambasadorki UNICEFU. Tekst wzbogacają liczne fotografie pięknej aktorki."

To moja druga, zaraz po biografii Freddiego Merkury, przeczytana przeze mnie książka tego typu. Zarówno Freddie jak i Audrey łatwego życia nie mieli. W przypadku aktorki jednak nie mogłam pozbyć się wrażenia, że jej życie było pasmem nieszczęść, od czasu do czasu przeplatanymi chwilami radości. Wychowała się w niełatwych czasach wojny, gdzie niejednokrotnie brakowało jej pożywienia, co rekompensowała pieczeniem chleba z trawy. Początki jej kariery również do łatwych nie należały. Zaczynała jako baletnica i aktorka teatralna, by z czasem stać się ikoną. Przez całe życie była osobą skromną, nieśmiałą i chyba trochę niepewną swojej urody i talentu. Co prawda osiągnęła w filmie wiele, jednakże jej życie osobiste niestety przysparzało jej cierpień. Poroniła tyle razy, że ciężko było mi to zliczyć, raz urodziła martwe dziecko. Doczekała się dwójki synów, którym oddała całą siebie. Jej mężowie do najwierniejszych nie należeli. Audrey chyba nie miała do nich szczęścia i kosztowało ją to wiele bólu, zarówno w pierwszym jak i drugi małżeństwie. Jej biografia to zdecydowanie "misthave", każdego miłośnika kina, także polecam bez wyrzutów sumienia:)


ps: zdjęcia kociaków o które prosicie zamieszczę niebawem:)

8.08.2010

Kocie wiadomości

W zeszły poniedziałek na świat przyszły 4 koty kotki Zdzichy i 5 kotków kotki Jaguni:) Jesteśmy bogatsi o 9 kotów!:) Na obrazku swe pociechy dumnie prezentuje Zdzicha:)



ps: recenzja książki "Oczarowanie" pojawi się niebawem. Mam teraz natłok pracy... Pozdrawiam po kociemu:)

7.31.2010

"Brak wiadomości od Gurba" Eduardo Mendoza



"Wybierając się na planetę Ziemię, warto opanować następujące umiejętności:

• przechodzenie przez ulicę bez tracenia głowy,
• bieg na nartach latem główną ulicą Barcelony,
• dyskretne materializowanie się na oczach wiernych,
• robienie zakupów, które mieszczą się w furgonetce,
• głośne śpiewanie piosenki "Całuj mnie, całuj" i podobnych,
• pisanie oficjalnych listów tak, by nie zostały odebrane jako obleśne propozycje,
• prowadzenie pozornie nic nieznaczącej rozmowy ze sprzątaczką, by wywiedzieć się wszystkiego o seksownej sąsiadce,
• poszukiwanie żony.

Kosmita w gorącej Barcelonie ze swoim matematyczno-logicznym nastawieniem trafia prosto w realia ludzkiej codzienności. Dla niego zaczyna się wędrówka przez świat nieodgadnionych rytuałów i tajemniczych zachowań. Dla nas - wyborna zabawa przy jednej z najśmieszniejszych książek Eduardo Mendozy."

Biorąc do rąk moją nowiutką książką z autografem samego autora(!), liczyłam na dobrą zabawę i nie zwiodłam się. Wyobraźcie sobie pewnego kosmitę, lądującego na ziemi i gubiącego przy okazji swego przyjaciela Gurba. Nasz bohater zwiedza ulice Barcelony, poznając osobliwych towarzyszy, z którymi nierzadko upija się do nieprzytomności. Kosmita jest miłym i uroczym osobnikiem, zapisującym swój pobyt na ziemi w formie pamiętnika. Dziwią go ludzie, dziwią go samochody....wszystko go dziwi. Najśmieszniejsze dla mnie były fragmenty w których pisał:
"12:00 - czas na Anioł Pański" lub " 23:15 "Odmawiam pacierz i zasypiam":)
Jego nie dało się nie polubić.
Lekturę uważam za konieczną w te wakacje. Nie zajmie Wam dużo czasu, raptem 1-2 godzinki.


ps: Wakacje mijają mi pod znakiem rozwoju. Od przyszłego tygodnia zaczynam dwie praktyki, których podjęłam się dla własnej satysfakcji. Te obowiązkowe zaliczyłam rok temu. W pierwszym przypadku zajmować się będę biobiznesem i kontaktach z firmami biotechnologicznymi w Europie i Azji. W drugim dołączam do Towarzystwa Polsko-Japońskiego, który zajmuje się promocją tego kraju w Polsce. Oba zajęcia zajmą mi czas od 9 do 19:30. Dodatkowo podjęłam się tłumaczeń medycznych (ang - pol)różnych artykułów o takiej tematyce. Zdziwiłam się, bo zgłosiło się do mnie sporo organizacji i o dziwo, przyjęłam oferty wszystkich. Ze "starych" czynności pozostała mi nauka języków i praca na portalu turystycznym. Jak widzicie - sporo tego.
Z rzeczy lekkich i przyjemnych, jadę w piątek na festiwal folkowy w Krotoszynie:) Namiot kupiony, narzeczony gotowy i nogi gotowe do tańca:) A póki co lecę oglądać Benjamina Buttona (drugi raz) - jak dotąd jedyny film, na którym zanosiłam się płaczem:) Pozdrowionka:)

7.24.2010

"Pół żartem, pół serio" 1959



"Stany Zjednoczone, 1929 r., barwne czasy prohibicji. Dwaj muzycy przypadkowo stają się świadkami gangsterskich porachunków, które weszły do historii pod nazwą "masakry w dniu Świętego Walentego". Obawiając się, że panowie w kapeluszach, z bronią w marynarce, zechcą zlikwidować także ich, przebierają się za kobiety i dołączają do żeńskiego zespołu jazzowego. Jego gwiazdą jest urocza Sugar Kane - Polka z pochodzenia, która pomimo prohibicji nie rozstaje się z napełnioną piersiówką i rozgląda się za bogatym mężem. Obaj panowie daliby się poćwiartować dla jednego pocałunku z uroczą dziewczyną. Niestety, na przeszkodzie w nawiązaniu interesującej znajomości staje fakt, iż wszyscy sądzą, że mają do czynienia z uroczymi absolwentkami konserwatorium muzycznego - Daphne i Josephine, a nie Joe i Jerrym. Panowie mają jeszcze inne kłopoty - okazuje się, że na Florydzie, gdzie akurat koncertuje ich zespół, odbywa się wielki zjazd gangsterów, w tym także ich znajomych z Chicago, którzy bardzo chętnie starliby obu muzyków z powierzchni ziemi... "


Bardzo dawno się tak nie uśmiałam!:) Film jest, jak dla mnie, prześmieszny. Co prawda, niezbyt fascynuję się Marilyn i jej rola nie zrobiła na mnie wrażenia, jednak pomysł na film i jego wykonanie - pierwsza klasa. Dwoje młodych muzyków w pogoni za pracą, wplata się w porachunki z gangsterami. Zostają zmuszeni do szybkiego podjęcia pracy w żeńskim zespole muzycznym. Oczywiście mężczyźni zyskują nowe osobowości i ukrywają swoje prawdziwe "ja". Z całego zamieszania wynika tylko kupa śmiechu. Film przyniósł mi 2 godziny rewelacyjnego relaksu. Chociaż dzisiaj była "moja pogoda". Jak tylko widzę za oknami deszcz, moje życie nabiera barw:)

7.23.2010

"Smak języka" Kyung Ran Jo



""Smak języka" to niepokojąca opowieść miłosna. Historia kobiety ogarniętej pasją gotowania i do szaleństwa zakochanej w narzeczonym.

Chong Chi-won marzy o pięknym życiu, które będzie dzieliła w przyszłości z mężem. Ale jej marzenia boleśnie zderzają się z rzeczywistością, gdy jej mężczyzna odchodzi do innej kobiety. Nie potrafi pogodzić się z odrzuceniem, mści się w jedyny sposób, jaki zna - poprzez gotowanie. Podczas pożegnalnej kolacji serwuje ukochanemu wykwintne danie, będące wyrazem jej zemsty i oczyszczenia.
"Smak języka" jest zmysłową, intymną historią kobiety, która postrzega świat poprzez smaki, zapachy i zmysły. Hipnotyzująca, subtelnie poprowadzona powieść, szokująca, a jednocześnie zadziwiająco znajoma.

Są posiłki, które mają moc uwodzenia zmysłów i wyobraźni. Tak właśnie pisze Jo Kyung-Ran. »Smak języka« to erotyczna opowieść o złamanym sercu, która satysfakcjonuje niczym doskonały posiłek, a nawet bardziej, ponieważ ostatnim daniem zamiast deseru jest zemsta"

Książka zniewala. Przerzucając kolejne strony w powietrzu unosił się zapach tymianku, tiramisu, pieczonych kasztanów, złocistych, rozgrzanych w słońcu jabłek. "Smak języka" to historia kobiety, porzuconej przez swego mężczyznę dla innej. Bohaterka wspomina byłego poprzez smaki i aromaty. Pierwszy wspólny posiłek, dania jedzone jesiennymi wieczorami, desery przyprawiające o zawrót głowy. Dodatkowo jest to historia kobiety, spełniająca się zawodowo w renomowanej kuchni. Od początkującej kucharki do profesjonalistki. To co mnie jeszcze zaciekawiło to opis relacji psa i człowieka. Bo Chong-Chi won nie jest jedyną osobą porzuconą przez faceta. Cierpienia doznaje również jego wieloletni psi przyjaciel. Książka jest niesamowita i polecam ją każdej z Was:) Jedynie co mnie przerażało to potrawy, z rzeczy których nigdy w życiu bym nie tknęła jak język wołu(!).

7.21.2010

"Niewiniątka" 1961




"Film będący adaptacją sztuki lewicowej amerykańskiej autorki Lillian Hellman. Lata 60-te XX wieku. Martha i Karen, przyjaciółki, a zarazem nauczycielki, wraz z ciotką Marthy prowadzą wspólnie prywatną szkołę dla dziewcząt. Kiedy Karen przyłapuje jedną z uczennic na kłamstwie, ta w rewanżu rozpuszcza plotkę jakoby między nauczycielkami istniał "nienormalny "związek. Opowiada babci o wzajemnych relacjach kobiet, niemoralnych spotkaniach, chorym przywiązaniu Marthy do Karen i stosunkach
panujących w szkole, nie zdając sobie sprawy jak bardzo kłamstwo okaże się wyniszczające w skutkach. Plotka obiega całe miasto, zgorszeni rodzice usuwają dzieci ze szkoły. Uporządkowany świat, w którym żyły obie kobiety wali się w gruzy. W dodatku pojawiają się wątpliwości i pytania, a na jaw wychodzą głęboko skrywane uczucia i tajemnice."

Tym razem nawet Audrey nie udało się uratować filmu. Melodramat jakich mało. Może i ciekawa historia ale przedstawiona w tak tragiczny sposób, że aż odechciewa się do niego wracać. Chociaż fakt, że problem miłości kobiety do kobiety ( bo nie była to miłość z wzajemnością), jak na tamte czasy, musiała wzbudzać niemałą kontrowersję. Poza tym na pochwałę zasługuje gra małej aktorki, która wcieliła się w rolę bardzo negatywnej postaci całej historii. Ja oceniam film na 5/10. Jednakże wyrocznią nie jestem i być może Wam ta produkcja przypadnie do gustu:)


ps: mój narzeczony robił tak długą sesję kotu imieniem "Obsesja", że rozzłościł go do czerwoności.

7.20.2010

"Historia zakonnicy" 1959



"Gabrielle Van Der Mal, córka sławnego lekarza , porzuca całe swoje dotychczasowe życie, aby zostać zakonnicą i wyjechać na misje. Kiedy już znajduje się w klasztorze, zdaje sobie sprawę z tego, że wymagania jakie zostały jej postawione są bardzo trudne i ciężko jest jej zapomnieć kim była do tej pory. W końcu składa śluby i zaczyna uczęszczać do Szkoły Medycyny Tropikalnej, gdzie jest najzdolniejszą uczennicą. Dodatkowo pracuje w szpitalu dla chorych umysłowo. Tam uczy się cierpliwości i pokory, aż w końcu zostaje skierowana na upragnioną misje do Kongo, jednak nie dokładnie w tym celu o jakim marzyła ..."


Film oglądałam już dawno temu, ale dopiero teraz postanowiłam o nim napisać. Film jest na pewno inny niż poprzednie filmy z Audrey Hepburn. Gra ona nam spokojną i religijną Gabi, wstępującą do zakonu. Okazuje się jednak, że życie zakonne nie jest dla niej najlepszym wyborem. W ogóle wydaje mi się , że egzystencja w celibacie w tamtym czasach znacznie się różniła od tego dziś. Było bardziej restrykcyjne. Surowiej przestrzegano pewnych zasad. To dla młodej Gabrielle oznaczało koniec pewnego etapu jej życia. Także, tym razem bez szaleństw, kolorowych stroi Audrey, skocznej muzyki i beztroski. Jest poważnie, ciężko a czasami dramatycznie. Polecam Wam z czystym sumieniem.

7.19.2010

Hurra! Mam!

Uwaga! Uwaga! Kolmanka właśnie dzisiaj obroniła swoją pracę licencjacką! Od jutra nadrabiam zaległości na Waszych w blogach i całkowicie zagłębiam się w książki i w z dawna oczekiwanie filmy. Sezon wakacyjny uważam za rozpoczęty!:)

7.14.2010

"Pani Dalloway" Virgnia Woolf



"Akcja "Pani Dalloway" rozgrywa się w ciągu zaledwie jednego czerwcowego dnia 1923 roku w Londynie. Na pozór niewiele się tu dzieje: tytułowa bohaterka przechadza się po mieście, spotyka parę nieznajomych, przygotowuje wieczorne przyjęcie, odwiedza ją mężczyzna, którego kiedyś kochała. W istocie jednak powieść jest istnym kłębowiskiem uczuć i namiętności. Dzięki zastosowanej przez autorkę technice strumienia świadomości czytelnik nie tylko obserwuje świat z perspektywy kilku bohaterów, lecz także towarzyszy ich myślom i emocjom, odkrywając, co naprawdę czai się za fasadą ładu, harmonii i rodzinnego szczęścia."

I co ja mam Wam powiedzieć?:( Niestety książka, jak dla mnie, przereklamowana. Jak już pisałam dwa posty niżej, była to jedna z najnudniejszych książek jakie dane mi było czytać. Jeden dzień z życia Pani Dalloway został rozpisany na 210 stronach. Męczyłam się okrutnie. Jednak z drugiej strony, może to moja wina, bo książkę nie czytałam w skupieniu, bo cały czas stresuje się tą obroną i pytaniami z 3 lat nauki:(. Pisarce dam ostatnią szansę przy okazji czytania "Fal". Być może zbyt surowo oceniłam tę książkę i nie wykluczone, że do niej wrócę raz jeszcze. Tymczasem wracam do mojej immunologii:(
Baj, Baj..:)

"Miłość po południu" 1957



"Frank Flannagan (Gary Cooper) to niepoprawny uwodziciel. Pewnego razu rozkochuje w sobie zamężną kobietę. Gdy jej mąż dowiaduje się o tym, postanawia zamordować niewierną małżonkę. Całą sprawą zajmuje się detektyw Claude Chavasse (Maurice Chevalier), który ma córkę Ariane (Audrey Hepburn). Ariane jest zafascynowana Frankiem i pomaga mu uciec do Stanów Zjednoczonych. Kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że Frank nie pozostanie jej wierny. Układa więc misterny plan, który ma sprawić, że to tym razem Frank będzie cierpiał z zazdrości. "


Musiałam zrobić sobie przerwę w nauce i sięgnęłam po ten film. Kolejny przesłodki, zabawny a zarazem dramatyczny, ze wspaniałą postacią Audrey. Gra tutaj młodą wiolonczelistkę, córkę słynnego detektywa, będącego na tropie amanta. Ratując mu życie, przy okazji zakochuje się w nim. Wmawia mu, że jej życie kręci się wokół mężczyzn i ich znajomość nic dla niej nie znaczy. Jednak z czasem wszystko wymyka się nim spod kontroli....
Wiecie co mnie denerwuje w 90% filmach z Audrey? Jej partnerzy to po prostu dziadki:) Aktor grający u jej boku był od niej starszy 30 lat!

7.13.2010

"Dwoje na drodze" 1967




"Joanna (Audrey Hepburn) i Mark (Albert Finney) udają się eleganckim mercedesem na wakacje do Francji. Tuż przed wjazdem na prom Mark nerwowo szuka paszportu. Joanna wspomina podobne zdarzenie sprzed lat. Napływają inne wspomnienia z dwunastu lat ich małżeństwa: poznanie na autostopie, pierwsza podróż po Francji zdezelowanym mg, urlop z koszmarnymi znajomymi. Coraz lepsze samochody, coraz bardziej luksusowe wakacje i coraz częstsze kłótnie i nieporozumienia.."

Kolejny wspaniały film z moją ulubioną aktorką! Różni się jednak od pozostałych z jej udziałem. Opowiada historię zwykłego, przeciętego małżeństwa, które znalazło się na życiowym zakręcie. Para przeżywa kryzys i nic nie zapowiada zmiany sytuacji. . Fabuła toczy się na zasadzie retrospekcji w wielu miejscach i różnym czasie. W filmie ukazane są podróże pary, od czasów młodości do czasu kryzysu. Dowiadujemy się w jakim okolicznościach para się poznała, obserwujemy ich beztroskie zaloty...jednakże czas zmienia wszystko. W ich życie wdziera się rutyna, romanse i para zaczyna zachowywać się jak stare, znudzone sobą małżeństwo. Całość stanowi całkiem ciekawy obraz, przez który można trochę zwątpić w instytucje małżeństwa. Oczywiście rola Audrey wspaniała! I do tego jej kreacje, stroje i typowe dla niej lekkość gry.


ps: chciałam Was z góry przeprosić za to, że nie odwiedzam Waszych blogów, ale sami wiecie, jeszcze tylko tydzień i będzie po płaczu:)! Póki co męczę się okrutnie z "Panią Dalloway" - jest to chyba jedna z najnudniejszych książek, czytanych przeze mnie. I wiecie co? Zrobiłam zamówienie w "Znaku" i załapałam się na "Brak wiadomości od Gurba" z autografem Mendozy!! Cieszę się jak małe dziecko. Tymczasem wracam do książek i artykułów:) Buziaki:D

7.06.2010

Wakacyjny (chociaż jeszcze nie dla mnie) łańcuszek

Wywołana do tablicy przez właścicielkę blogu Maniaczytania odpowiadam na zadane pytania:

1. Do jakiego kraju, miasta, miejsca chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą? Jaka to była książka? A może już w takim miejscu byłaś? W takim razie jak wypadła konfrontacja?

- Zdecydowanie Francja i Toskania. Co prawda jeszcze tam nie byłam i nie wiem kiedy to nastąpi, ale czytając książki, których akcja toczy się w tych miejscach, zaczynam marzyć. Z drugiej strony to dość dziwne, ponieważ bardzo źle znoszę wysokie temperatury (powyżej 25 stopni) i teraz dużo bym dała, żeby nastała zima:)


2. Jakie jest Twoje ulubione miejsce do czytania latem? Czy jest to ręcznik rozłożony na pięknej plaży, a może leżaczek na balkonie, a może jeszcze jakieś inne?

- Jako, że nie wytrzymałabym 5 minut na plaży (patrz wyżej:)), to idealne miejsce dla mnie to jakiś cichy zakątek własnego domu, tudzież jakieś przytulne miejsce w cieniu przy mocniejszym wiaterku:) Ręczniczek, plaża i balkonik odpadają niestety:(

3. Poleć mi jedną książkę do przeczytania w wakacje.

- Ciężko jest polecić jedną konkretną pozycję. Jako fanka Japonii, nie pozostaje mi nic innego jak wskazać Ci, jako niezły kąsek, wszystkie książki Haruki Murakamiego:) Nie znam osoby, której by ten autor nie przypadł do gustu.



ps: 19 lipca mam obronę! Do tego czasu nie mam wakacji i bardzo z tego powodu ubolewam. Chociaż poprzedni tydzień minął mi na cudownym odpoczynku w gronie rodziny i znajomych. Co prawda, jestem cała pokąsana przez komary, osy i inne dziadostwa i całe ciało mam wyjątkowo spuchnięte. Nie zostaje mi nic innego jak wziąć się do roboty. Aaaa znalazłam sobie kilka ciekawych zajęć na wakacje, ale o tym już w następnym poście:)

Tymczasem razem z pieskiem Achajką mówimy Wam: "do zobaczenia, pa ";)

6.27.2010

"Cud w medycynie" Praca zbiorowa



"Prawdziwe historie pacjentów, którzy, wbrew najgorszym rokowaniom, wrócili do zdrowia

Książka, napisana przez wybitnych polskich specjalistów różnych dziedzin medycyny, przedstawia historie ludzi, którzy wracali do zdrowia, mimo że z medycznego punktu widzenia było to niemożliwe. Czytelnik znajdzie tu relacje z prekursorskich operacji. Przeżyje grozę i radość sukcesu pierwszego udanego przeszczepu kobiecej twarzy. Zadrży przy dramatycznych decyzjach podczas najtrudniejszych z operacji i zamyśli się nad cudownymi ozdrowieniami. Pozna kulisy heroicznej walki lekarzy o ludzkie życie. "Cud w medycynie" to wielowątkowa opowieść, która przywraca nadzieję.

Wybitni lekarze, specjaliści różnych dziedzin medycyny: prof. Z. Religa, prof. M. Siemionow, prof. B. de Barbaro, prof. A. Bochenek, prof. J. Lubiński, prof. C. Szczylik, prof. W. Jędrzejczak, prof. T. Trojanowski, prof. J. Zaremba, prof. B. Rutkowski, prof. J. Skalski, prof. J. Imiela, dr M. Edelman, dr M. Wasielica."


Podeszłam do tej książki znacznie inaczej niż 90% czytelników. Nie szukałam w niej cudownych ozdrowień, magicznych ocaleń czy też niebywałych cofnięć nowotworów. Bardziej interesowały mnie relacje lekarzy dotyczące ciężkich przypadków i sposoby walki z chorobą. Interesuje mnie to ze względu na mój kierunek studiów, to chyba nic dziwnego:) Czytając tę książkę, po raz kolejny zachwyciłam się medycyną i tajemnicami ludzkiego organizmu. To niesamowite jak bardzo nauka, technika i rozwój, może pomóc przy coraz większej ilości chorób. Jak niezwykle ważny w terapii, wydaje się być nasz stan psychiczny i wiara w wyleczenie. Cieszę się, że istnieją lekarze, dla których życie człowieka jest najważniejsze. Lekarze, którzy sądzą, iż z pacjentem należy rozmawiać, przebywać z nim, poznać jego zdanie i uszanować je. Książka ta jest dziełem, takich właśnie ludzi. Nawet trochę się zdziwiłam, po na co dzień takich lekarzy się nie spotyka. Powiedziała bym nawet, że wręcz przeciwnie:) Chociaż może tylko ja trafiam na zadufanych w sobie bubków, którzy myślą tylko o swojej karierze i nie widzi im się głębsze analizowanie historii choroby:) Bywa i tak...
Znów mam problem, czy mogę ze spokojnym sumieniem polecić Wam tę książkę. Jeżeli tylko interesuje Was tematyka, czemu nie?:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...