9.25.2012
"Historia literatury włoskiej" Krzysztof Żaboklicki
Kolejny tom z cyklu "Historia literatury", wydanej przez PWN, gościł na moim nocnym stoliku przez ostatnie 2 tygodnie. Przyznam, że nie wiedziałam prawie nic o literaturze włoskiej, szczególnie tej nieco starszej. Oczywiście nie obca mi jest twórczość Umberto Eco. Ba! Po lekturze Historii literatury włoskiej zdecydowałam się nawet na kupno audiobooka "Cmentarz w Pradze", który towarzyszy mi podczas pieszych wędrówek.
Pierwsza część książki przenosi czytelnika w czasy średniowiecza. Autor analizuje w jaki sposób powstał język włoski i gdzie powstawały pierwsze wielkie dzieła. Nie będzie to chyba wielkim zaskoczeniem, jeśli napiszę, że literatura włoska miała swój początek w kościele. Włochy jako państwo katolickie, ze swoim Watykanem stało się przecież głównym miejscem pielgrzymek wierzących.
Kolejne niezwykle istotne dla literatury miejsce to Toskania. Co miało swój początek w Toskanii? Oglądając filmy podróżnicze i czytając (bardzo liczne) powieści, których akcja dzieję się właśnie w tej krainie, możemy dojść do wniosku, że trudno znaleźć bardziej romantyczne miejsce. Nic dziwnego, że powstała tam poezja liryczna. Mogę sobie tylko wyobrazić starożytnych pisarzy, którzy patrząc na zachód słońca, siedzą na zazielenionych wzgórzach i przelewają na papier swe uczucia.
Słodki nowy styl czyli Dolce still nuovo to określenie opisujące grupę poetów, działających we Florencji. Trzem najważniejszym, autor poświęca wyjątkowo dużo miejsca. Ich utwory opisują romantyczną i wręcz nierealną, idealną i słodką do omdlenia (stąd nazwa!) miłość. Uczucie pełne uniesień, które odbiera człowiekowi apetyt i możliwość spania. Amatorów tego rodzaju literatury nie brakowało.
Druga część książki poświęcona jest okresowi odrodzenia i humanizmie. To co szczególnie zwróciło moją uwagę i zainteresowało w dużym stopniu to postać Giordano Bruno. Filozof ten i pisarz zarazem, jako młodzieniec wstąpił do klasztoru dominikanów. Zaledwie 4 lata później jego naukowe i literackie poczynania doprowadziły do tragedii. Został skazany na tułaczkę oraz ekskomunikowany przez inkwizycję. Bruno przyjął swą karę ze stoickim spokojem i zdawał się być pogodzony z losem. Niestety jego sprawa zakończyła się dla niego dramatycznie. W 1600 roku został publicznie spalony na stosie w Rzymie.
Kolejne rozdział książki omawiają takie okresy jak barok, oświecenie, romantyzm czy dekadentyzm, a także literaturę współczesną. Wyjątkowo obfity okres dla literatury włoskiej przypadł na okres powojenny. Jak grzyby po deszczu pojawiały się coraz to nowe i bardziej utalentowane sylwetki pisarzy, takich jak Giorgio Bassani, Alberto Moravia czy Carlo Cassola. Na końcu mojej włoskiej wyprawy miałam również okazję zapoznać się z krótką biografią Umberto Eco.
Jest to doskonała lektura dla miłośników literatury i studentów filologi włoskiej. To co mnie przeraziło, to fakt, iż tak często nazywałam się molem książkowym i miłośnikiem słowa pisanego, a wciąż tak mało o nim wiem. Boję się, że nie starczy mi życia na zapoznanie się z dziełami klasyków włoskich.
Za lekturę dziękuję Wydawnictwu PWN
9.23.2012
"Doktor Jekyll i pan Holmes" Loren D. Estleman
Trudno zmienić swoje przyzwyczajenia. Jeszcze trudniej, kiedy nie ma się innego wyjścia. Przeczytałam i obejrzałam już wszystkie zagadki kryminalne, które wyszły spod pióra Agathy Christie. Czarujący detektyw Poirot i urocza, pełna ciepła panna Marple zajmowali mój wolny czas przez ostatnie 2 lata. Przyszedł zatem czas na coś zupełnie nowego. Sherlock Holmes!
Autor książki jest zdobywcą licznych nagród dla pisarzy specjalizujących się właśnie w tym gatunku literackim. Co ciekawe, wszystkie powieści powstają na jego własnej, ręcznej maszynie do pisania. Kiedy przeczytałam tę informację, oczami wyobraźni zobaczyłam mały, przytulny, wypełniony dymem pokój i postać pisarza pochyloną dumnie nad swą najnowszą kryminalną powieścią.
Tym razem, jeden z najbardziej znanych detektywów na świecie, musi zmierzyć się z zadaniem wagi państwowej. Królowa Wiktoria osobiście prosi go o rozwikłanie tajemniczej i niezwykle brutalnej śmierci sir Danversa Carewa. Holmes z niezwykła starannością i czujnością bada kolejne tropy śledztwa i wie, że sprawa nie należeć będzie do najłatwiejszych. Coraz to nowsze poszlaki wzajemnie się wykluczają, a podejrzenie pada na osoby, z pozoru zupełnie nie związane z ofiarą. Małymi krokami odkrywa dziwne zbiegi okoliczności i powiązania z cieszącym się społecznym szacunkiem doktorem Jekyll'em. Czy zagadka przerośnie możliwości Sherlocka?
Znakomita i trzymająca w napięciu do samego końca powieść. Czytałam ją zaledwie kilka godzin, ponieważ nie miałam sumienia odłożyć książki na bok, w obawie, że zwyczajnie nie wytrzymam z ciekawości. Kryminały ubóstwiam, bo poruszają moją wyobraźnie i zmuszają do "główkowania" razem z detektywami. Oczywiście jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, aby mojego przypuszczenia okazały się słuszne. Najbardziej podejrzane przeze mnie postaci, okazują się Bogu ducha winnymi ludźmi. Mordercy natomiast, maskują się niczym kameleon. Idealna lektura na jesienne słoty. Polecam!
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.
9.20.2012
"Anatomia.Monotonia" Edy Poppy
Są takie powieści, przez które bardzo trudno przebrnąć. Których czytanie, a w moim przypadku słuchanie, jest ciągłą nadzieją na zmianę. Nadzieje były płonne, niestety.
Liberalne podejście do związku, to raczej rzadka i dość niespotykana w moim otoczeniu cecha. Jednak dla Var i Lou ten sposób na życie jest tym jedynym. Co dziwne, oboje bardzo się kochają i są pewni, że spędzą razem resztę życia. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy podczas śniadania ona opowiada jemu o swoich miłosnych przygodach, ze szczegółami opisując rozmiar penisa kochanka, a on jej o młodziutkiej i słodziutkiej jak brzoskwinka Sid. Małżonek rzuca swej żonie wyzwanie. Jeśli pokocha swego kochanka, on zostawi Sid. Czy zdrowy człowiek może wymyślić coś takiego? Nie zachęciło mnie to do dalszego wysłuchiwania audiobooka, wręcz przeciwnie.Małżeństwo wzajemnie zadaje sobie rany. Sprawdza granice własnej wytrzymałości, litości i przyzwoitości. Jeżeli można w ogóle mówić o przyzwoitości w przypadku tej powieści.
Historia przepełniona erotyzmem i seksem jak na powieść erotyczną przystało. Nie są to jednak opisy pobudzające wyobraźnie i wzbudzające wypieki na twarzy. Zaryzykuje stwierdzenie, że są nawet zbyt bezpośrednie i momentami ohydne. Nie bawi mnie także słownictwo, jakim posłużyła się Edy Poppy. Czy jest w tym ten rodzaj sztuki, którego nie rozumiem? Jedno wiem na pewno. Audiobook zapada w pamięć i wzbudza emocje.
Próbuje dopatrzeć się plusów w tej bardzo oryginalnej i jednak odważnej i niecodziennej powieści. Mnie nie urzekła, ale z pewnością znajdą się amatorzy tego typu literatury. Wielkie wyrazu uznania dla lektorki - pani Anny Szawiel. Miałam przyjemność słuchać jej pięknego głosu słuchając powieści Samozwaniec. Jednak ta powieść to z pewnością wielkie wyzwanie i podziwiam ją za odwagę.
Za audiobooka dziękuję Bibliotece Akustycznej.
9.19.2012
"Poznam sympatycznego Boga" Eric Weiner
Są ludzie, dla których świat to niewyczerpalne źródło inspiracji i natchnienia. Tacy ludzie nigdy się nie nudzą i odnajdują radość w drobnych, z pozoru nic nie znaczących momentach życia. Do takich ludzi należy autor książki, Eric Weiner. Pewnego dnia zdaje sobie sprawę z tego, że jego wiara nie jest silna ani szczególnie istotna w jego życiu. Może wybrał sobie niewłaściwego Boga do czczenia? Wyrusza więc w podróż po całym świecie mając na celu jedno - poznać sympatycznego Boga.
Autor opisuje w książce swoją wędrówkę w poszukiwaniu Twórcy, którego uwolnił by go od cierpień, depresji i podpowiedział jak żyć. To wszystko z lekkim dystansem i humorem, lecz nadal na poważnie. Poszukiwacz dzieli się z czytelnikami swoimi niepokojami, poznajemy jego uczucia i myśli, które plączą mu się w głowie podczas bliższego kontaktu z każdą z religii. Mierzy się z buddyzmem, chrześcijaństwem, taoizmem, judaizmem, sufizmem a nawet szamanizmem.
Z ogromnym zaciekawieniem czyta się o religiach, które są dla nas nieco egzotyczne i zagadkowe. Poznanie ich idei, świąt, rytuałów było dla mnie jednym z najciekawszych doznań literackich, jakie kiedykolwiek mnie spotkały. Ja, tak jak i autor, szanuje każdą religię na tej planecie i nie potępiam wyznawców, mimo, że sama jestem ateistką. To niesłychane i zasługujące na podziw, iż istnieje tak wiele religii, a każdy wyznawca jest święcie przekonany, iż to właśnie jego jest ta jedyna. Człowiek od zawsze potrzebował zapewnienia, że ktoś nad nim czuwa i po śmierci czeka go nagroda za dobre uczynki za ziemi. Z takim nastawieniem z pewnością łatwiej jest żyć. Ważne, żeby uwierzyć.
Mimo, że tematyka książki wydaje się aż nader poważna, wielokrotnie chichotałam podczas rozgryzania gierek słownych Weinera i jego niebywałego poczucia humoru. Książka to trochę takie kompendium wiedzy o religiach świata przedstawione w sposób niecodzienny i zaskakujący. Uważam, że lektura tej pozycji może skłonić człowieka do głębszego zastanowienia się nad sensem lub bezsensem własnej wiary. Polecam!
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Carta Blanca
9.18.2012
"Kiki z Montparnasse’u" Catel i Bocquet
Do komiksów przekonuję się coraz bardziej. Panuje w naszym społeczeństwie przekonanie, że komiksy często oznaczają mangi i od razu obniża to ich wartość artystyczną. Istnieją jednak małe dzieła sztuki, tak jak wydana całkiem niedawno przez wydawnictwo Kultura Gniewu "Kiki z Montparnasse'u". Ponad 400 stronicowy komiks kusi nie tylko swym rozmiarem, zmysłową okładką czy ciekawą kreską. Głównym jej walorem jest historia, która została w nim zamknięta. Historia o francuskiej, czarującej aktorce, uwodzicielce i inspiracji wielu artystów - Kiki de Montparnasse.
O Kiki mówi się, że jest jedną z najbardziej charyzmatycznych, a zarazem tajemniczych kobiet w dziejach. Kim była kobieta, która usidliła i uwiodła Picassa, Duchampa czy Raya? Co kryło się pod jej pełnym namiętności spojrzeniem i uwodzicielskim kształtem?
Kiki przyszła na świat w 1901 roku w atmosferze skandalu. Jako nieślubne dziecko została oddana po opiekę swej babki, jednak czasem okazało się, że jest raczej przeszkodą niż pociechą. Dzieciństwo nie upłynęło jej na sielance i opływaniu w luksusy. Również w nauce Kiki nie odnalazła szczęścia. Wręcz przeciwnie. Nauka już od samego początku była dla małej przykrym obowiązkiem i nie zagrzała tam długo miejsca. Nie należała do tych grzecznych i ułożonych młodych panien, dla którym wykształcenie stanowi cel życia. Już jako 16 latka Kiki wyszła za mąż, za o dużo starszego mężczyznę. Niestety nie wróżyło to dla niej nic dobrego. Z mężem pozostawała w ciągłym konflikcie i pragnąc zaznać swobody i niezależności postanowiła zostać modelką.
Wtedy właśnie poznała człowieka, dzięki którego stała się muzą i symbolem kobiecości na salonach Paryża. Mowa tutaj o Manie Rayu - amerykańskim fotografie, pasjonacie, wielbicielu dadaizmu i surrealizmu. Spotkanie z artystą na zawsze zmieniło życie Kiki i stało się punktem zwrotnym w jej karierze. Między dwojgiem obudziło się pożądanie i namiętność. Temperament i seksualne wyzwolenie Kiki stało się jej wizytówką. W moralnie spętanych latach 30-tych jej zachowanie wzbudzało szok i zgorszenie. Trzeba jednak przyznać, że dla wielu była obiektem pożądania, symbolem seksu i niewyparzonego języka. Kolejne lata przynosiły jej kolejne, bujne i głośne romanse. Niestety, z czasem okazało się, że dla mężczyzn, poza wyuzdaną kochanką nie znaczy zbyt wiele. Kolejni jej mężczyźni odchodzili lub decydowali się na związek z kimś innym, a Kiki zostawała sama. Swój smutek topiła w alkoholu i narkotykach. W wieku zaledwie 52 lat Kiki zmarła na wskutek przedawkowania narkotyków popitych znaczną ilością alkoholu.
Komiks otrzymał nagrodę na festiwalu w Angouleme i jest jednym z najbardziej znanych komiksów, opartych na biografii znanego artysty. Osobiście jestem pod wrażaniem nie tylko świetnego wydania komiksu ale i zauroczona historią artystki, która nie była mi dotąd znana. Polecam bardzo gorąco.
9.17.2012
Maria Skłodowska-Curie - geniusz w ciele kobiety
Kto potrafi bardziej zainspirować kobietę naukowca, jak nie najbardziej znana kobieta w świecie nauki? Dwukrotna noblistka, zapalona chemiczka i pasjonatka fizyki w jednym. Jej zasługi dla świata nauki na zawsze już pozostaną w pamięci ludzkości, a ona sama stała się ikoną niezależności. Kim była prywatnie? Jak przedstawiały się jej relację z mężem i córkami? Czy za maską niezależności kryła się zimna i wiecznie zagubiona emocjonalnie kobieta?
Autorka książki "Geniusz i obsesja. Wewnętrzny świat Marie Curie" przedstawia nam Skłodowską jako osobę bardzo skomplikowaną emocjonalnie, targaną depresją, wybitną, lecz bardzo zagubioną. Maria dorastała w wielodzietnej rodzinie w Warszawie. Już od najmłodszych lat musiała stawić czoła tragicznym wydarzeniom, które znacząco odbiły się na jej psychice. Kiedy Maria skończyła 10 lat, jej starsza siostra poważnie zachorowała i zmarła na tyfus, następnie śmierć dosięgła jej matkę, długo zmagającą się z gruźlicą. Kolejne lata upłynęły jej na dokształcaniu, zarówno w pensjach dla dziewcząt, jak i Żeńskich Gimnazjach. To co najbardziej mnie zaskoczyło, to fakt, iż znała aż 5 języków obcych i dzięki temu dorabiała jako korepetytorka.
Maria od najmłodszych lat miała najlepsze relacje z jedną z sióstr - Bronią. Siostra podzielała jej fascynacje do nauki i nurtów pozytywistycznych. Zawarły między sobą pakt i wzajemnie pomagały sobie w spełnieniu marzeń. Początkowo to Maria pracowała na utrzymanie obu, a siostra studiowała medycynę. Po wielu latach Bronia wróciła z dyplomem lekarza i Maria miała wreszcie sposobność wyjechać do Paryża. Uczęszczała do Sorbony, a jej wiodącymi przedmiotami były oczywiście matematyka i fizyka. Kolejnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, iż Skłodowska w wolnych chwilach grywała w teatrze, bo pasjonowała ją gra aktorska. Po skończeniu studiów zaczęła się jej wielka przygoda z radiologią, a finał jej zmagań znamy wszyscy.
Nad życiem Marii zawisły ciemne chmury, kiedy 19 kwietnia 1906 roku jej mąż zginął tragicznie potrącony przez wóz. Kobieta popadła w głęboką depresję i zaczęła spisywać swoje uczucia i wylewać żale na kartki papieru. W ten sposób powstał "Dziennik żałoby". Dopiero po kilku latach, jako pierwsza kobieta w historii zaczęła wykładać na Sorbonie.
Dużo uwagi poświęca autorka relacji Marii z jej córkami - Ewą i Ireną. Młodsza Ewa miała zaledwie 2 latka, gdy zginął jej ojciec, także dziewczynki wychowały się bez ojcowskiej miłości i opieki. Maria od początku dużą uwagę poświęcała wykształceniu córek, dbała także o ich kondycję fizyczną. Co ciekawe, jak starania nie były bezowocne. Irene została chemiczką i tak jak matka, otrzymała nagrodę Nobla. Ewa została znaną pisarką, dziennikarką i pianistką.
Biografia to pasjonujący i niepokojący obraz psychologiczny jednej z najbardziej znanych Polek na świecie. Jej historia to nie tylko opowieść o szklanych probówkach i pracy laboratoryjnej, ale przede wszystkim pełne napięcia i wyzwań życie, które obfitowało przecież nie tylko w sukcesy. Znakomita i wciągająca biografia Skłodowskiej - Curie. Polecam!
Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat
9.16.2012
"Messi. Historia chłopca,który stał się legendą" Luca Caioli
Specjalną fanką futbolu nie jestem i chyba nigdy nie byłam. Są jednak postaci tak kultowe, tak niezwykłe i ponadprzeciętne, że czytanie o ich życiu wzbudza w ludziach nie tylko podziw, ale i utwierdza w przekonaniu, że każde marzenie warte jest realizacji. Sylwetkę Lionela Messi przedstawia czytelnikowi znany dziennikarz sportowy Luca Caioli, którego książki zostały przetłumaczone na dziesiątki języków.
To co zdziwiło mnie w pierwszej kolejności to wiek Messiego. Kiedy dowiedziałam się, że jest zaledwie rok ode mnie starszy, nieomal padłam zemdlona na podłogę. Po pierwsze wygląda chyba nieco starzej. Po drugie to godne podziwu, iż w tak młodym wieku osiągnął to, co wielu sportowcom nie udaje osiągnąć się przez całe życie. Jest najlepszym strzelcem w całej historii klubu FC Barcelona. Zgarnął najważniejsze i najbardziej prestiżowe nagrody, takie jak tytuł Piłkarza Roku FIFA, Złotą Piłkę czy też tytuł Piłkarza Roku w Europie wg UEFA.
Myślę, że najciekawszą dla mnie część książki stanowił opis dzieciństwa Messiego. Urodził się pewnego upalnego, czerwcowego dnia w dość ubogiej rodzinie w prowincji Santa Fe. Jego matka była sprzątaczką, a ojciec pracował fizycznie w hucie. Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w wieku 5 lat, kiedy to zaczął trenować pod okiem własnego ojca. Wkrótce jednak lekarze zdiagnozowali u niego karłowatość przysadki, która polega na niczym innym jak braku lub niedoboru hormonu wzrostu. Co ciekawe piłkarz mierzy 170cm, zatem choroba ma u niego dość łagodny przebieg. Kolejne lata w życiu Messiego przynosiły niespodziewane sukcesy i chwile niepokoju. Kluby doceniały jego talent, ale główną przeszkodą była kwota, jaka była potrzebna na miesięczne leczenie chłopca. Dopiero interwencja i wielka starania ojca sprawiły, że Messim zainteresował się klub Barcelony. I właśnie to w tej książce było najpiękniejsze. Głęboka miłość i nierozerwalna więź między ojcem i synem, pozwoliła przetrwać najgorsze czasy i sprawić, że Messi jest teraz jednym z najlepiej rozpoznawanych ludzi nie ziemi.
Książkę polecam nie tylko fanom FC Barcelony i piłki nożnej. To doskonała lektura dla młodych chłopców, którym marzy się kariera sportowa. Może stać się wspaniałą inspiracją i lekcją pokory w stosunku do przeciwności losu.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu SQN
9.14.2012
"Historia literatury starożytnej" Maria Cytowska, Hanna Szelest
Od czego zacząć poznawanie historii literatury? Od starożytności! To właśnie od tej książki zaczynam swoją wielką przygodę z cyklem "Historia Literatury" wydanej przez wydawnictwo PWN.
Lekturę książki zaczynamy od zapoznania się z literaturą grecką. Nie trudno się domyślić, że lwia część poświęcona została Homerowskiej Iliadzie i Odysei. To niesamowite, że starożytni pisarze zaczynali swoje dzieła od inwokacji do bóstw, muz, które stały się ich inspiracją. Oba Homerowskie dzieła weszły do kanonu lektur szkolnych i fascynują literatów od pokoleń. Następne rozdziały poświęcone są liryce greckiej (elegia, melika eolska,liryka chóralna) oraz greckiemu bajkopisarzowi Ezopowi. Co ciekawe, jego bajki początkowo były przeznaczone dla dorosłych, bowiem wyśmiewał w nich najprymitywniejsze cechy ludzi przedstawionych jako zwierzęta.
Literatura okresu klasycznego dała początek rozwojowi takich talentów jak Sofokles, Eurypides oraz Ajschylos, a także powstaniu zupełnie nowego rodzaju sztuki, jakim jest komedia. Autorki opisały w książce początki kariery Arystofanesa. Pisarz ten w swych sztukach napiętnował bogatych mieszkańców Aten oraz chronił pospolitych chłopów. Kolejne stronice książki opowiadają czytelnikowi o wielkiej postaci, jakim był Platon. Rozkwit Akademii Platońskiej przypadł na czasy wielkiego idealizmu. Nie trudno zauważyć, że był to człowiek wielu talentów, którego fascynowała nie tylko literatura, ale i muzyka i matematyka.Ponad 80 stron książki zostało poświęcone na tematykę okresu hellenistycznego oraz literatury greckiej za czasów cesarstwa rzymskiego. Co istotne, oprócz historii literatury poznajemy też ówcześnie panujące trendy filozoficzne oraz poglądy na naukę. Wszystko bowiem łączy się w jedną, nierozerwalną całość. Jakże przykra wydaje się myśl, że ogromna część dzieł przepadła bez wieści.
Drugi dział książki został poświęcony historii literatury rzymskiej. Od okresu archaicznego, w którym prym wiódł dramat,epopeje i satyry, przechodzimy do okresu cycerońskiego i sylwetki Juliusza Cezara. Następnie oddajemy głos Horacemu i Wergiliuszowi, poetom którzy zapewne do tej pory śnią się po nocach zrozpaczonym maturzystom. Ostatnia część została poświęcona epoce cesarstwa - rozkwitowi literatury, teatru i sztuki.
To co mnie najbardziej zdumiało to fakt, iż okres starożytny w literaturze może pochwalić się tak różnorodnymi dziełami i tak, często odmiennymi, rodzajami sztuki. Uważam, że lektura tej pozycji będzie idealna dla wszystkich miłośników literatury oraz uczniom, szczególnie licealnym. Polecam! Warto zapoznać się z historią literatury starożytnej.
Za lekturę dziękuję Wydawnictwu PWN
9.12.2012
"Wielki zegar Wszechświata. Wiek geniuszy i narodziny nowoczesnej nauki" Edward Dolnick
Kolejna porcja lektury popularnonaukowej. Mojej ulubionej! Bo czym było by nasze życie bez nauki? Gdyby nie odkrycia najbystrzejszych i najznamienitszych naukowców, którzy publikowali swe odkrycia, jak dziś wyglądał by świat? Czy po dziś dzień, traktowalibyśmy wszelakie choroby i epidemię jako karę wymierzoną prosto z niebios? Czy odpowiedzi na nasze egzystencjalne pytania szukalibyśmy w gwiazdach?
Co sprawiało, że liczby i tajemnicze ( i jednak przypadkowe) znaki, zwiastowały dla ludzi apokalipsę? Co musiało dziać się w ludzkich umysłach, kiedy kraj dopadała epidemia nieznanej dotąd choroby? Jak wyglądało życie ludzi, pozbawionych podstawowych informacji na temat chorób, reguł natury i astrologii? Wystarczyło kilkunastu wybitnych umysłów, aby w ich życie wkroczyła naukowa rewolucja!
Książka to długa, lecz pasjonująca przeprawa przez najważniejsze momenty w historii nauki. Od zaskakującego odkrycia Newtona po odkrycie szczepionki. Autor prowadzi nas za rękę po kolejnych epokach, sprawiając, że ma się wrażenie, iż jest się naocznym świadkiem narodzin nauki. Czytelnik przygląda się tym wybitnym umysłom, podziwia ich pasję i zapał, a przede wszystkim geniusz, jaki się za tym kryje. Coś, co dla nas jest niby oczywiste, miało przecież swój początek. Jednak najtrudniej wpaść na najbardziej oczywistą myśl.
To niesamowite jak bardzo postępy nauki wpłynęły na dzisiejszą jakość życia i świadomość ludzi na całej planecie. Dzięki wytrwałej pracy naukowców, możemy żyć bardziej świadomie. Lecz czy człowiek jest w stanie całkowicie zrozumieć naturę i naukę? Obawiam się, że w ciągu kolejnych tysiącleci zaskoczy nas niejednokrotnie.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.
9.11.2012
"Wytwórnia wód gazowanych" Dorota Combrzyńska -Nogala
Informacja o tym, że autorka tej powieści skończyła ten sam Uniwersytet co ja, podsycił moją ciekawość. Sympatię wzbudziła we mnie śliczna, okładka, nawiązująca do czasów PRL-u. Kiedy dowiedziałam się, że fabuła książki jest po części retrospekcją i sięga pamięcią czasów odległych, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Czy było warto?
Historia rozpoczyna się od owianej tajemnicą śmierci pewnej kobiety. Jest nią Eleonora Jarecka, stu letnia nestorka rodu, która już za życia perfekcyjnie zaplanowała swój pogrzeb. Z życzeniem zmarłej musi zmierzyć się jej najmłodsze pokolenie. Po drodze jednak okazuje się, na pozór stetryczała i nieco nudna staruszka, mogłaby podzielić swoje przeżycia między kilkoro ludzi. Akcja powieści przenosi się do momentu, w którym malutka Eleonora przychodzi na świat. Wraz z kolejnymi stronicami poznajemy jej, jakby nie patrzeć, niełatwe i zawiłe dzieje.
Czytelnik poznaje jej życie od podszewki. Trudne dzieciństwo pozbawione matczynej miłości, niebezpieczne losy podczas obydwu wojen światowych oraz głębokie poświęcenie dla drugiego człowieka. Eleonora z każdym kolejnym rokiem swojego życia nabiera ogromnej pokory, uczy się cierpliwości i ryzykuje wiele, aby przysłużyć się potrzebującym. Nie zawsze jest to łatwe, wręcz przeciwnie, często stawia wszystko na jedną kartę.
Książka to przepełniona bólem, niepokojami, ale i szczęściem i nadzieją historia odważnej kobiety. Po raz kolejny z pozoru zwykła powieść, uczy nas optymizmu i wiary w swoje marzenia. Życie Eleonory pokazuje, że mimo przeciwności losu, człowiek dzięki swej wytrwałości i dobremu sercu, może przeżyć swój ziemski los, tak jak sobie wymarzył. Ciepła powieść, idealna na nadchodzące jesienne wieczory, spędzone przy kubku gorącej czekolady.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu MG
9.10.2012
Łacina dla wszystkich
Języka łacińskiego nie uczy się dziś w szkole. Pedagodzy chyba doszli do wniosku, że język ten, tak przecież antyczny nie będzie potrzebny w dorosłym życiu przeciętnego Polaka. Argumentują to tym, że łacina to język od dawna już martwy. Niestety, nie mogę się z tym zgodzić. Łacina jest przecież obecna nieomalże w każdej dziedzinie naszego życia, od medycyny do prawo. Dlaczego by nie spróbować na własną rękę nauczyć się jednego z najstarszych języków na tej planecie?
Łacina dla początkujących
Kurs dla początkujących składa się z podręcznika oraz płyty audio. Oprócz typowej dla podręczników do nauki języków obcych nauki słówek i podstawowych zwrotów, autorzy zastosowali bardzo ciekawy zabieg. Na stronicach książki zostały umieszczone teksty klasyków literatury, jak Gala Anonima czy Juliusza Cezara. Wnosi do to kursu ten niepowtarzalny klimat, przypominający zapach starych bibliotek. Książka uczy także gramatyki, która dla większości osób uczących się łaciny, jest najtrudniejsza. Przejrzyście i przystępnie została wyjaśniona deklinacja i koniugacja, a także najważniejsze czasy gramatyczne.
Pod każdym tekstem, które wydrukowane są w łososiowych ramkach, autorzy umieścili tłumaczenie wszystkich sprawiających trudność słówek. Także gramatyka to nie tylko teoria, ale i praktyka. Pod zagadnieniami gramatycznymi znajdują się ćwiczenia, które doskonalą tę umiejętność.
Łacina dla średnio zaawansowanych
Kolejna część książki do nauki łaciny to już następny poziom wtajemniczenia. Do nauki z tym podręcznikiem należy posługiwać się tym językiem na podstawowym stopniu zaawansowania i mieć opanowaną gramatykę na minimalnym poziomie. W przypadku tej książki, zagadnienia gramatyczne są znacznie bardziej rozbudowane i wymagają poświęcenia znacznie większej uwagi i koncentracji, niż w przypadku Łaciny dla początkujących. W tej części nie zabrakło także najbardziej znanych sentencji oraz tekstów niezapomnianych klasyków. Bardzo pomocne okazały się tez pełne tłumaczenia owych tekstów, które umieszczone są na końcu książki, słowniczek oraz klucz odpowiedzi do zadań.
Jedynie czego brak w tej części to płyty. Jednakże jeśli ktoś rzuca się na głębszą wodę, sięgając do tego podręcznika, powinien być zaznajomiony z poprawną wymową.
Nie ukrywam, że łacina nie należy do łatwych języków. Jednak jej znajomość może przynieść nam ogromną satysfakcję, pozwoli zrozumieć terminologię medyczną, prawną czy też myśli największych filozofów. Warto spróbować.
Za książki dziękuję Wydawnictwu Edgard
9.09.2012
"Dziesięć tysięcy liści: Antologia literatury japońskiej" Wiesław Kotański
Historia literatury każdego kraju wnosi w moje życie wiele nowych, niespotykanych dotąd uciech. Jest to tym bardziej fascynujące jeśli czyta się o Kraju Kwitnącej Wiśni, której kultura i obyczaje tak bardzo różnią się od tych Europejskich. Kiedy dowiedziałam się, że książka miała premierę w tym roku i jestem jedną z nielicznych na naszym rynku pozycji tego typu, postanowiłam zapoznać się z nią z czystej ciekawości i wiecznie niezaspokojonej wiedzy na temat literatury.
Autorem książki jest Wojciech Kotański, ojciec założyciela Monaru, Marka Kotańskiego. Pan Wojciech bez wątpienia był nestorem i twórcą polskiej japonistyki, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Czytelnicy i miłośnicy japonistyki czekali aż 50 lat na wznowienie tej książki. I doczekali się. Tegoroczne wydanie "Dziesięciu tysięcy liści" zachwyci nawet wybrednego konsumenta książek.
Dzięki tej pozycji mamy możliwość zapoznania się z najstarszymi i najpiękniejszymi utworami literatury japońskiej twórczości poetów chociażby z epoki Heian (794-1192n.e.). Muszę przyznać, że jest to dla mnie jedna z najciekawszych epok z całej historii Japonii. Do kultury mieli dostęp tylko uprzywilejowani dworzanie, a całe życie kulturalne kręciło się wokół poezji. To właśnie wtedy powstawały najbardziej łzawe i liryczne poematy o miłości, śmierci, przemijania nie tylko człowieka, ale i całej przyrody. Oprócz poezji, zaczęto spisywać pamiętniki oraz pieśni. Jednych z najbardziej znanych twórców tej epoki był, wymieniony przez Kotarskiego, Ariwara no Narihira. Jako arystokrata był nieomalże zobligowany do tworzenia poematów. Niestety podobno sam nie miał szczęścia w miłości i być może dzięki temu jego twórczość to przesycona bólem i cierpieniem poezja.
Nie trudno się domyślić, że literatura japońska wręcz ekstremalnie różni się od tej, do której przywykliśmy w szkole średniej. Dla mnie lektura tej książki była fascynująca i zdumiewającą podróżą przez tradycyjną poezję klasyków literatury japońskiej. Polecam ją każdemu miłośnikowi poezji, ale i osobom, które łakną poznawać nowe poglądy na dawną literaturę i pragną poznać ją od korzeni.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu PWN
9.07.2012
"Życie mózgu. Ewolucja człowieka i umysłu" John. S.Allen
Mózg to dla mnie najbardziej fascynujący i zagadkowy organ w ludzkim ciele. Jego możliwości po dziś dzień zaskakują naukowców, a przecież tyle jest jeszcze do odkrycia. Autorem książki jest neuroantropolog - John S. Allen - pracujący i wykładający obecnie w Kalifornii. I nie jest to jeden z tych nudnych i staromodnych wykładowców, a wręcz przeciwnie - pełen niezaspokojonych wątpliwości naukowiec.
Książka ma charakter wywodu/wykładu popularnonaukowego skierowanego nie tylko dla studentów neurobiologii, neurologów, ale i pasjonatów. Początkowo przeczytamy o podstawowych zagadnieniach związanych z strukturą mózgu, jego budową oraz historią badań nad nim. To fascynujące jak naukowcy, bez zaawansowanego sprzętu potrafili tak dogłębnie zbadać ludzki mózg. Po tej pasjonującej przeprawie przez początki pracy nad mózgiem, autor opisuje niekończące się możliwości jakim może poszczycić się ten organ. Mowa tutaj o jego plastyczności, ewolucji, a także o jego dysfunkcjach podczas chorób neurodegeneracyjnych.
Uwielbiam tę serię! Od dawna zaczytuję się w tego typu literaturze. Pozycje poświęcone szeroko rozumianej neurobiologii są dla mnie szczególnie ważne, ze względu na charakter moich studiów. Zdaje sobie jednak sprawę, że nie wszystkim ta lektura przypadnie do gustu. Uważam jednak, że warto wiedzieć wiele na temat naszego układu nerwowego, nie tylko po to aby odpowiedniego o niego dbać, ale i również po to, aby móc się zachwycić tak przecież niewielką a nieomalże nieograniczoną w możliwościach strukturą. Tym bardziej, że książka napisana jest z wielką pasją, która wręcz uderza po oczach z każdej ze strony. Dla laików, autor umieścił w książce wiele rycin, które przedstawiają anatomiczną budowę mózgu, podstawowe komórki wchodzące w skład CNS (centralnego układu nerwowego) i wiele więcej.
Zachęcam Was do przeczytania tej książki i lepszego poznania własnego organizmu i zasad nim rządzących.
Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu Prószyński i S-ka.
9.06.2012
Szwedzki nie gryzie
Mój pobyt w Finlandii powoli nabiera rumieńców. Niestety język fiński jest tak trudny do nauki, że postanowiłam zacząć od nauki szwedzkiego. Język szwedzki jest drugim urzędowym językiem w Finlandii i znajdziemy go praktycznie wszędzie. Na każdym produkcie spożywczym oprócz nazwy fińskiej umieszczone są szwedzkie oznaczenia. Przyznam szczerze, że znacznie ułatwia to orientację czy kupiony przeze mnie produkt jest faktycznie tym czym myślę.
Przed przystąpieniem do nauki zależało mi przede wszystkim na nauce podstawowych zwrotów. Opanowanie podstawowych słówek, zwrotów grzecznościowych, które ułatwiły by mi życie w Helsinkach. Nie mam w planach dalszej nauki szwedzkiego, dlatego ten kurs wydał mi się idealny. Czy spełnił moje oczekiwania? Zdecydowanie tak.
Dzięki książce powoli udaje mi się opanować podstawowe nazwy produktów spożywczych, czynności, zwierząt czy liczebników. Aktywa nauka ułatwiona jest przez płytę zawierającą nagrania tekstów znajdujących się w każdym rozdziale. Z bólem stwierdzam, że artykulacja szwedzkich słówek chyba mnie przerosła. Nie czuję szwedzkiego i wydaje mi się, że języki skandynawskie raczej nie podbiją mojego serca. Żyjąc w Helsinkach muszę jednak do nich przywyknąć i zrobić wszystko co w mojej mocy, aby były mi bardziej przyjazne.
Nie zależało mi bardzo na zgłębianiu gramatyki, dlatego pomijałam te rozdziały. Jednakże zaznaczam, że gramatyce autorzy poświęcili dość dużo uwagi, uzupełniając teorię o zadania praktyczne.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edgard
9.05.2012
"Dziewczyna, która zniknęła" Alafair Burke
Niektórzy ludzie nie mają w życiu pod górkę. Zdaje się, że są urodzonymi szczęściarzami, którym nic nie brakuje. Czy taki fart może trwać długo? A co jak pewnego dnia człowiek orientuje się, że w sumie nic w życiu nie osiągnął i nie może do końca powiedzieć, że jest szczęśliwy? W takiej właśnie sytuacji |życiowej poznajemy boahterkę najnowszej powieści Alafair Burke - Alice.
Podobno kobieta przyparta do muru, gotowa jest na wszelką desperację. Ta reguła niestety sprawdza się w przypadku naszej bohaterki. Oczarowana urokiem nowo poznanego mężczyzny i obietnicą szybkiego zarobku, lekkomyślnie ulega pokusie. Obiecano jej posadę zarządcy nowo powstałej galerii sztuki. Dla Alice taka propozycja to szansa na wyrwanie się z pod opieki finansowej wpływowego ojca i udowodnienie mu, że i bez niego może zaistnieć w świecie.
To co z pozoru wydaje się bajką, w konsekwencji prowadzi do zguby. Kiedy Alice przybywa na spotkanie ze swoim wybawcom okazuje się, że galeria została doszczętnie ogołocona, brak w nim dzieł sztuki, obrazów, a przede wszystkim brak pracodawcy. Zdruzgocona kobieta odkrywa jego martwe ciało i natychmiast dzwoni po strażników prawa. Niestety dla siebie, jej argumenty zdają się nie przemawiać na jej korzyść. W życiu Alice nadchodzi trudny i pełen stresów okres. Czy zdoła wyjść z tarapatów? Kto zabragnął jej zguby? A co ma z tym wspólnego zaginięcie młodej dziewczyny z Dover?
Całkiem zgrabnie pomyślana i ciekawa intryga. Autorka sprytnie próbuje zwieść czytelnika na manowce. Zakończenie książki zdecydowanie zaskakuje. Jest to ten rodzaj literatury, który oprócz dreszczu emocji i niepokoju wnosi dodatkowo pewne wartości. Może nie jest to książka najwyższych lotów, jednak z pewnością jest znakomita lekturą na coraz zimniejsze wieczory.
Za możliwość przeczytania tej książki bardzo serdecznie dziękuję wortalowi webook.pl, na którym również ukazała się moja recenzja: http://www.webook.pl/recenzja-2351
9.04.2012
"Zbiorowiska roślinne Polski. Ilustrowany przewodnik"
Sezon na grzyby w pełni. Grzybiarze z całej Polski pakują swoje koszyki i wyruszają na łowy. Przeważnie wybierają te same, sprawdzone miejsca. Po zapoznaniu się z nowo wydanym przewodnikiem po lasach i zaroślach Polski każdy grzybiarz odkryje dla siebie nowe miejsca nie tylko na zbieranie grzybów, ale i na długie spacery i podziwianie przyrody.
Autorzy z wielką pasją opisują w przewodniku 78 zbiorowisk roślinnych w Polsce. Dużą uwagę poświęcają gatunkom drzew oraz formom runa leśnego. Czytelnik ma możliwość nauczenia się rozpoznawania konkretnych gatunków drzew na podstawie barwy i tekstury kory, rodzaju i kształtu liści oraz owoców lub szyszek. Z książki dowiemy się także jakie gatunki są zagrożone.
Przewodnik jest niezastąpiony podczas planowania pieszych wyciecze po największych i najbardziej znanych obszarach zieleni w naszym kraju. Podążając za książką krok po kroku możemy rozpoznawać kolejne jednostki i świetnie się przy tym bawić. Wrzesień jest przecież ostatnim dzwonkiem, aby zaplanować taką ekspedycję.
To co zwraca uwagę to piękne wydanie przewodnika. Półtwarda, laminowana okłada oraz świetnej jakości, kolorowe zdjęcia polskiej roślinności. Przewodnik cały skąpany jest w barwach zieleni, co cieszy oko. Uważam,że książkę może śmiało polecić pasjonatom natury, studentom ochrony środowiska lub architektury krajobrazu. Doskonale nada się na prezent.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu PWN
9.02.2012
"Rosja. Podróż do serca kraju i narodu" Jonathan Dimbleby
Rosja to "zagadka, owinięta w tajemnicę, wewnątrz enigmy" według słów Winstona Churchilla. Jego rodak, Jonathan Dimbleby, dziennikarz telewizyjny i radiowy, reporter i pisarz, który relacjonował dla angielskich mediów wydarzenia w wielu zapalnych regionach świata na przestrzeni kilku ostatnich dziesięcioleci, w liczącej ponad szesnaście tysięcy kilometrów podróży z Murmańska nad Oceanem Arktycznym do Władywostoku nad Oceanem Spokojnym odkrywa dla czytelników oblicze największego państwa świata i jego mieszkańców.
Zadanie postawione przed brytyjskim dziennikarzem jest ogromne i na początku go przytłacza. Ma on bowiem przebyć osiem stref czasowych, podróżować od lodowatych wybrzeży Oceanu Arktycznego przez niezmierzone stepy centralnej Rosji, góry Kaukazu i Ałtaju, surową Syberię, gigantyczne metropolie Moskwy i Petersburga, a także zapadłe wsie, by skończyć wyprawę we Władywostoku, stacji końcowej Kolei Transsyberyjskiej, do niedawna mieście zamkniętym dla obcokrajowców a nawet innych Rosjan. Musi przy tym pokonać barierę językową i kulturową, a nawet cywilizacyjną, oddzielającą go od milionów
mieszkańców Federacji Rosyjskiej: samych Rosjan i mniejszości etnicznych, od potentatów biznesowych, przez rodzącą się klasę średnią, po marginesy społeczeństwa.
Po lekturze "Rosja. Podróż do serca kraju" przyznaje, że autor sprostał tym wymaganiom. Jego relacja znakomicie oddaje prawdziwą duszę i serce Rosji. Była to dla niego także podróż wewnętrzna. Borykał się bowiem z osobistymi problemami, które przeciętnego człowieka zniechęciły by do dalszej pracy. Przed czytelnikiem prawie 600 stron pasjonującej, czasami przerażającej oraz zaskakującej podróży po Rosji, o jakiej nie słyszeliśmy.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.
Rosyjski dla średnio zaawansowanych
Nie przypuszczałam, że w dość krótkim czasie uda mi się dojść w języku rosyjskim do poziomu B1. A jednak. Podchodziłam do tego podręcznika z ostrożnością i pokorą. Bałam się trochę, że nie sprostam ćwiczeniom i poziomowi trudności. Niepotrzebnie narobiłam sobie paniki.
Książka podzielona jest na 14 rozdziałów, w których oprócz konkretnego słownictwa tematycznego i porcji słówek, zapoznajemy się z gramatyką. Na każdy rozdział przypada inne zagadnienie gramatyczne. Poznamy tutaj takie zagadnienia jak chociażby odmiana przymiotników miękkotematowych, liczebniki porządkowe czy też zaimki przeczące i imiesłowy przysłówkowe. To co sprawiło mi wielką frajdę to nauka pisania listów. Zarówno tych formalnych jak i nieformalnych oraz e-maili. Dodatkowy 15 rozdział, poświęcony jest sprawdzeniu umiejętności czytania i pisania. Ważne są także ćwiczenia polegające na dopasowaniu do siebie zwrotów i wpisywaniu form gramatycznych w odpowiedniej formie. Na końcu książki jest klucz odpowiedzi, więc można bez problemu sprawdzić, czy nie popełniło się błędu.
W jednym, dość obszernym podręczniku (216 stron) przećwiczyć można nie tylko leksykę i gramatykę, ale obsłuchać się w jednym z najpiękniejszych i najbardziej śpiewnych języków na kuli ziemskiej. Do książki dołączona jest także płyta z nagraniami tekstów znajdujących się w książce.
Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko czekać na kolejną część podręcznika, dla zaawansowanych. Zanim to jednak nastąpi muszę utrwalić swoją wiedzę, oglądając rosyjskie filmy i słuchając muzyki. Mam jej pod dostatkiem, więc wystarczy tylko chcieć.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edgard
8.30.2012
"Inteligencja emocjonalna dla bystrzaków" dr Steven J. Stein
Emocje towarzyszą nam każdego dnia. Świetnie jeśli są pozytywne i optymistycznie usposabiają nas do życia. Nie jest przecież tajemnicą, że nasze emocje udzielają się innym. To od nas zależy czy ludzie będą odbierać nas za gburów i wampiry energetyczne czy za ludzi podchodzących do problemów z dystansem.
Oczywiście jak to w życiu bywa - łatwiej powiedzieć, niż wcielić w życie.
Dr Steven J. Stein pracuje jako konsultant dla agencji rządowych takich jak FBI, jest psychologiem i prezesem Multi-Health Systems. Autor uświadamia nam, że inteligencję emocjonalną można wyćwiczyć i na trwałe wprowadzić do codziennego życia. Nie okłamujmy się. Wymaga to czasu i przede wszystkim wielkiego samozaparcia i wytrwałości. Nic nie jest proste, jeśli chodzi o emocje.
Autor przedstawia czytelnikowi nie tylko typowo naukowe, akademickie podejście do problemu naszych emocji. Uczy jak zachowywać się w sytuacjach stresowych, budować zdrowe relacje partnerskie, kontrolować emocje, kiedy ktoś nas denerwuje. Dużo uwagi poświęca autor relacji rodzic-dziecko. Jak je wychować aby maluch od najmłodszych lat wykazywało się emocjonalna inteligencją. Kilka rozdziałów zostało poświęconych trudnej sztuce NLP, czyli sprytnego manipulowania ludźmi.
Książka jest obszernym wywodem na temat inteligencji emocjonalnej, którą nie należy mylić z inteligencją w sensie dosłownym. Okazuje się, że jedno z drugim niewiele ma wspólnego. To czy człowiek ma wysokie wykształcenie nie ma istotnego wpływu na jego zachowanie i panowanie nad emocjami. Po lekturze poradnika dochodzę do wniosku, że emocje są bardziej skomplikowane niż myślałam. Praca nad sobą może wydać się bardzo trudna i wyczerpująca, ale z czasem przynosi rezultaty. Mówiąc czas mam na myśli kilkanaście miesięcy lub nawet lat. Od samego przeczytania książki wiele się nie zmieni. Czas działać!
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Helion
8.28.2012
"Lekcje francuskiego" Ellen Sussman
Kiedy przeczytałam, że Ellen Sussman była nauczycielką, instruktorem tenisa, menadżerem restauracji i wykładowcą przedmiotu o nazwie " kreatywne pisanie", wiedziałam, że będę miała do czynienia z powieścią wielopłaszczyznową. Nie jest to może dzieło wybitne i z pewnością nie wejdzie do kanonu lektur szkolnych, jednak ma w sobie jakiś spokój i nostalgię. To, plus romantyczny Paryż w tle, daje czytelnikowi niezapomnianą ucztę dla zmysłów.
Trójka nauczycieli ze szkoły języków obcych udziela korepetycji w sposób niekonwencjonalny. Nico, Chantal i Phillippe spotykają się ze swymi uczniami na ulicach Paryża, w kawiarniach, cukierniach i okolicznych barach, aby tam prowadzić długie konwersacje w najromantyczniejszym języku świata. Trójkę znajomych łączą dość zawiłe relacje, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Świat uczuć może być niepewny i skomplikowany nawet w Paryżu.
Każdy z nich przejdzie swoistą lekcję życia mając u boku swoich uczniów. Spędzając z nimi czas dowiedzą się wiele o sobie, o uczuciach jakie rządzą światem o nadziei, zdradzie i przywiązaniu. Zaczną inaczej patrzeć na życie, na miłość. Nico i jego uczennica Josie odnajdują w sobie powierników już od pierwszej chwili. Josie boryka się z traumatycznym przeżyciem z przeszłości, kiedy to raz na zawsze utraciła osobę, którą kocha. Philippe uczy atrakcyjną Riley, matkę dwóch dzieci, przykładną żonę. Z powodu nudy i chęci poznania czegoś nowego, między dwojgiem dochodzi do romansu. Natomiast szczupła i delikatna Chantal bierze pod swe skrzydła nieco starszego od niej Jeremiego. On jako mąż bardzo słynnej aktorki, żyje jakby w jej cieniu i coraz częściej przyłapuje się na myśleniu o swej nauczycielce.
To co bardzo uderza w tej książce to straszna samotność bohaterów. Mimo licznych romansów, mimo zauroczeń, mimo przyśpieszonego bicia serc, pozostają samotni, uwikłani w życie, jakie trudno im wieść. Dzięki tym spotkaniom, bohaterowie książki znajdują odpowiedź na najbardziej trudne życiowe pytania, zaczynają zdawać sobie sprawę z potęgi miłości, z konsekwencji odpowiedzialności za drugą osobę.
Książka mimo, że napisana bardzo przystępnie i lekko, niesie za sobą ważną lekcję. Jest idealną lekturą na powoli kończące się wakacje. Nie ukrywa, że całej fabuły smaczku dodaje sam Paryż. Romantyczny, słoneczny, momentami burzowy, wprowadzający tę romantyczną nutkę. W powieści odnajdziemy też wiele słów i zwrotów w języku francuskim oraz opis miejsc, w którym spotykają się bohaterowie. Powieść jest sympatyczną i delikatną chwilą wytchnienia w pracowite popołudnie.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Literackiemu
8.27.2012
"Japoński codziennik cz. 2" Aleksandra Watanuki
Nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą. Kiedy człowiek decyduje się na przeprowadzkę do nowego, zupełnie dla Polaków egzotycznego kraju, jakim jest Japonia, dodatkowo dystansuje się do ogólnie przyjętych stereotypów. Z drugiej strony poznaje nowe państwo "od kulis". O autorce i pierwszej części tej książki pisałam już jakiś czas temu.
Polponka (Polka mieszkająca w Japonii) po raz kolejny dostarcza czytelnikowi niezapomnianych wrażeń i przytacza najciekawsze historie ze swojego pobytu w Japonii. Ten kolorowy i pełen sprzeczności kraj zachwycił ją do tego stopnia, iż postanowiła tam zamieszkać. Książka napisana jest w formie pamiętnika, co stwarza między autorką a czytelnikiem pewien rodzaj zażyłości. Pani Aleksandra przedstawia nam Japonię od podszewki, dokładnie taką, jaka jest. Bez upiększeń i ukrywania wad.
Po raz kolejny obalone zostają mity, a wymyślne potrawy i zachowania tubylców wprawią nas w zdziwienie i zakłopotanie. To co nadal mnie fascynuje w Japonii, to ogromna wręcz przepaść kulturowa między różnymi grupami społeczeństwa występującymi w tym kraju. Jest tak wiele subkultur, mających ekscentryczne i wręcz dziwaczne upodobania. W naszym kraju panuje nadal zbyt mała świadomość, a tym bardziej brak nam tolerancji w stosunku do nieco odmiennych, oryginalnych ludzi. Co takiego jest w Japonii, że staje się obiektem marzeń zwolenników podróży na całym świecie? Polponka na każdej stronie swojej książki ukazuje nam blaski i cienie życia w Japonii. Za każdym razem w sposób szalenie ciekawy i zabawny. Z całą pewnością i odpowiedzialnością przyznam, że pisze ciekawiej niż nasze dwie słynne rodaczki, dla których podróże stanowią sens życia.
Książka będzie idealna dla wszystkich, którzy kochają Japonię, lecz o tak dalekiej i kosztownej podróży mogą tylko pomarzyć oraz dla tych, którzy wiążą swoją przyszłość z Krajem Kwitnących Wiśni i chcąc lepiej poznać panujące tam realia.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Waneko.
8.26.2012
"Gramatyka angielska dla bystrzaków" Lesley J Ward., Geraldine Woods
Zupełnie nie rozumiem dlaczego większość jest bardzo uprzedzona do serii "Dla bystrzaków". Wiadomo, kojarzy się z "for dummies" i to już sprawia, że potencjalnemu nabywcy zapali się czerwona lampka ostrzegawcza. Zapoznałam się z całą książką, przerobiłam ją "od deski do deski" i przyznam, że nigdy w życiu nie miałam do czynienia z czymś tak fascynującym, zabawnym i kształcącym zarazem.
Zacznę może od autorek. Są nimi Lesley J. Ward oraz Geraldine Woods. Ta pierwsza jest prywatnym wydawcom podręczników, natomiast druga ma doświadczenie w nauczaniu gramatyki języka angielskiego i sama ma na swoim koncie kilka wydanych książek. Już po zapoznaniu się z wprowadzeniem, uświadomiłam sobie, że mam do czynienia z kobietami, które są niestandardowe i dzięki którym nauka może okazać się zupełnie nowym doznaniem.
Czym różni się ta książka od innych dostępnych na naszym rynku? W czym tkwi jej oryginalność? Uważam, że sekret tkwi w luźnym, lekkim stylu jej napisania. Nie jest to sztampowy, nudny wykład, który być może wnosi dużo do naszej wiedzy, jednak słuchanie/czytanie wymaga od nas nadludzkiego wysiłku i koncentracji. Podręcznik ma w sobie to coś, co sprawia, że nie można się doczekać, aby otworzyć go ponownie. Autorki dołożyły wszelkich starań, aby nie tylko nauczyć gramatyki, ale i przy okazji rozbawić czytelnika i podejść z dużym dystansem do samego procesu nauczania.
"Możesz się zastanawiać, jeśli naprawdę się nudzisz, czy czasownik become jest czasownikiem łączącym. Gramatycy często się o to spierają (być może właśnie dlatego, że wiodą nudny żywot i nie mają niczego innego do roboty)."
Ktoś może uzna to za mało profesjonalne i oburzające, natomiast ja sądzę, że owszem daleko temu stylowi nauki do tradycyjnego, ale ja to kupuję. Nie wszystko przecież trzeba brać na poważnie, bo nauka szybko stanie się przykrym obowiązkiem, do którego podchodzić będziemy z nożem na gardle.
Książka nie odstępuje treścią od innych podręczników do nauki gramatyki. Omawia wszystkie najważniejsze zagadnienia, interpunkcję, czasy gramatyczne, a nawet przedstawia czytelnikowi własny dekalog. Jedynym minusem jest mała ilość ćwiczeń i zadań. W książce są jedynie krótkie quizy przy każdym zagadnieniu, ale to zbyt mało, aby być pewnym swej wiedzy. Dlatego zaopatrzyłam się dodatkowo w typową "ćwiczeniówkę" do nauki gramatyki i na bieżąco sprawdzałam za jej pomocą zdobytą wiedzę.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu Helion
Schizofreniczne kino (5) - Życie za życie (2003)
Opis z filmwebu:
"Bohaterem filmu jest David Gale - profesor na Uniwersytecie w Teksasie walczący o zniesienie kary śmierci. Pewnego dnia zostaje on niesłusznie oskarżony o gwałt i zamordowanie swojej koleżanki... W ujawnieniu prawdziwych sprawców tej zbrodni profesorowi pomagać będzie pewna dziennikarka."
Dr David Gale zostaje oskarżony o morderstwo. Jego wyrok to kara śmierci. Los postanawia zakpić nieco z profesora, ponieważ on sam zacięcie walczył o zniesienie tego rodzaju kary. Kilka dni przed egzekucją odwiedza go młoda dziennikarka, aby przeprowadzić z nim wywiad. Okazuje się, że historia Gale'a wydaje się być bardziej skomplikowana i pełna niedomówień niż sądziła. Na własną rękę postanawia rozwiązać kryminalną zagadkę. Zaczyna się walka z czasem, a przede wszystkim walka z własną psychiką.
To ten rodzaj filmu, który na końcu wywołuje u nas lekkie zmieszanie i konsternację. Moją reakcją było "ale jak to!". Zdecydowanie trzyma w napięciu i wywołuje dreszcz emocji. "Życie za życie" to świetny film psychologiczny i kryminał zarazem.
Po jego obejrzeniu można zastanowić się nad kwestią zaangażowania w walkę o własne idee. O całkowite poświęcenie dla własnych przekonań. Nie mogę zdradzić zbyt dużo, bo nie mielibyście przyjemności z oglądania. To film, który trzeba koniecznie zobaczyć.
Następny film to "Requiem dla snu".
"Bohaterem filmu jest David Gale - profesor na Uniwersytecie w Teksasie walczący o zniesienie kary śmierci. Pewnego dnia zostaje on niesłusznie oskarżony o gwałt i zamordowanie swojej koleżanki... W ujawnieniu prawdziwych sprawców tej zbrodni profesorowi pomagać będzie pewna dziennikarka."
Dr David Gale zostaje oskarżony o morderstwo. Jego wyrok to kara śmierci. Los postanawia zakpić nieco z profesora, ponieważ on sam zacięcie walczył o zniesienie tego rodzaju kary. Kilka dni przed egzekucją odwiedza go młoda dziennikarka, aby przeprowadzić z nim wywiad. Okazuje się, że historia Gale'a wydaje się być bardziej skomplikowana i pełna niedomówień niż sądziła. Na własną rękę postanawia rozwiązać kryminalną zagadkę. Zaczyna się walka z czasem, a przede wszystkim walka z własną psychiką.
To ten rodzaj filmu, który na końcu wywołuje u nas lekkie zmieszanie i konsternację. Moją reakcją było "ale jak to!". Zdecydowanie trzyma w napięciu i wywołuje dreszcz emocji. "Życie za życie" to świetny film psychologiczny i kryminał zarazem.
Po jego obejrzeniu można zastanowić się nad kwestią zaangażowania w walkę o własne idee. O całkowite poświęcenie dla własnych przekonań. Nie mogę zdradzić zbyt dużo, bo nie mielibyście przyjemności z oglądania. To film, który trzeba koniecznie zobaczyć.
Następny film to "Requiem dla snu".
8.24.2012
"Kolacja z zabójcą" Aleksandra Marinina
Czas nagrania: 8 godz. 42 min.
Nośnik: 1 CD mp3
Data wydania: 2012-06-27
Aleksandrę Marininę okrzyknięto w prasie rosyjską Agatą Christie. Potwierdzam. Doskonała intryga, wciągająca fabuła i narastające napięcie to cechy idealnego kryminału. I wszystkie te zalety sprawiają, że "Kolację z zabójcą" słucha się z maksymalną uwagą i zainteresowaniem.
Główną bohaterką jest szalenie inteligentna, wzbudzająca podziw mężczyzn, ambitna i kąśliwa Anastazja Kamieńska- analityk milicyjny. Jej błyskotliwy umysł i zmysł śledczy musi zmierzyć się z zagadkową śmiercią pracownika naukowego MSW - Iriny Fiłatownej, która zostaje znaleziona martwa we własnej kuchni. Anastazja podchodzi do swej pracy z pełnym profesjonalizmem i zapałem. Zmienia swoją osobowość, wygląd, styl życia, aby rozwikłać zagadkę i pojmać sprawcę. Niestety nie zdaje sobie sprawy z tego, że zabójca Fiłatowny podąża jej śladem.
Oprócz wątku kryminalnego, Marinina doskonale nakreśliła złożoną psychikę samej Anastazji. Jej kompleksy, kontakty z płcią przeciwną i wręcz obsesyjne oddanie swej pracy sprawiają, że czytelnik/słuchacz obdarza ją wielką sympatią. Jej inteligencja i analityczny umysł sprawiają, że mężczyźni w jej obecności odczuwają lęk i respekt. Oni też stanowią całkiem ciekawe zbiorowisko. Koledzy Nastii, którzy pomagają jej w śledztwie osobowości tak różnorodne, że aż dziw, że pracują w jednym miejscu. Poznajmy chociażby sympatycznego Pączka. Tej postaci nie da się minąć obojętnie. Jak dla mnie stereotypowy pracownik państwowy, pełen dwuznacznego dowcipu, z nadwagą, ubierający się w rozciągnięte swetry.
Jedynym utrudnieniem podczas słuchania było dla mnie zapamiętanie i skojarzenie kto jest kim. Rosyjskie imiona i nazwiska są tak długie i trudne, że dopiero po 4 rozdziałach orientowałam się kim są. Audiobook wymaga skupienia i pracy analitycznej mózgu na najwyższych obrotach. Doskonale słuchało mi się książki wieczorami, z kubkiem kakao w ręku.
Jest to jedna z cyklu powieści o Anastazji Kamieńskiej i jestem pewna, że nie była moją ostatnią. Rewelacja!
Za audiobooka dziękuję Bibliotece Akustycznej.
8.23.2012
"Pamiętam Cię" Yrsa Sigurdardóttir
Gdyby na podstawie książki powstał film, z pewnością zajął by topowe miejsce w rankingu cyklu schizofreniczne kino. Jest to bowiem druga książka tej autorki, która nie pozwoliła mi spać w nocy z obawy przed atakiem duchów z zaświatów. Ten czerwony paseczek na okładce z napisem "horror" nie jest tylko reklamą. Powiedziałabym, że jest przestrogą! Miejcie się na baczności. Ta książka zmrozi Wam krew w żyłach.
Mogę dokładnie odtworzyć obraz jaki powstawał podczas czytania tej powieści. Zimne, lodowate, wietrzne, ciemne i zamglone przestrzenie gdzieś na odludzi w Islandii. Bezkresna woda okalająca przeklętą i wyludnioną wyspę. Tajemniczy cmentarz i stare, opuszczone i zaniedbane domy. Trzeba przyznać, że jest to idealne tło na wstrząsający horror.
Trójka dobrych znajomych: Lif, Gardar i jego żona Katrin postanowili odnowić jeden z budynków stojących na owianej złą sławą wyspie. Poprzedni właściciel domu przepadł bez wieści, a plotka niesie, że nie do końca był to przypadek. Kiedy do nieznośnych mrozów dochodzą dziwne znaleziska przyjaciół, ciche i urywane szepty słyszane z morza czy ślady mokrych dziecięcych stópek na piasku, sprawa zaczyna nabierać rumieńców. Mniej więcej w tym samym czasie po drugiej stronie wyspy dochodzi do niecodziennego i dziwnego nieco zdarzenia. Ktoś włamał się do miejscowej szkoły, dewastując ją i wypisując na ścianach z pozoru nic nieznaczące słowa. Freya, psychiatra i zarazem ojciec zaginionego przed 3 laty chłopca wraz z policjantką Dagny znajdują powiązania tego zdarzenia z innych, bardzo podobnych, mającym miejsce dziesięciolecia temu. Natrafiają na poszlakę, która wskazuje, iż podobny akt wandalizmu w przeszłości pociągnął za sobą szereg tajemniczych zgonów. Ofiary umierały w różnych okresach czasu, mając na plecach wyryte krzyże. Czy można wpaść na bardziej chory i przerażający motyw?
Czy cała sprawa ma coś wspólnego z zaginionym synem Freya? A jaki ma to związek z wydarzeniami na wyspie? Co oznaczają ślady krzyży na plecach ofiar? Całość krok po kroku łączy się w zaskakującą, spójną całość.
Przerażenie i napięcie, jakie towarzyszą lekturze przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Bałam się czytać, kiedy w pokoju było ciemno i byłam w nim sama. Do białej gorączki przyprawił mnie własny pies, który wchodząc ochoczo do salonu, sprawił, że podłoga zatrzeszczała złowieszczo. Jest to lektura dla czytelników o mocnych nerwach i chęci podwyższenia sobie stężenia adrenaliny w krwiobiegu.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Muza
Schizofreniczne kino (4) - Elephant (2003)
Opis z filmwebu:
"Skromny, niezależny projekt Gusa Van Santa, którego akcja rozgrywa się w środowisku licealistów i nawiązuje do tragicznej strzelaniny w sprzed kilku lat, która miała miejsce w amerykańskiej szkole średniej. Obraz dotyka problematyki przemocy wśród młodzieży. W rolach głównych wystąpili młodzi, nieznani aktorzy z Portland w stanie Oregon."
Paranoiczne i wstrząsające. Takie kino lubię najbardziej. Tym bardziej, że jest to kolejny film z tego cyklu, który oparty jest na faktach. Klasyczna muzyka w tyle ( chociażby Moonlight Sonata) stwarza napięcie, z którym dawno się nie spotkałam.
Chyba nie do końca potrafię oddać swoich emocji po obejrzeniu tej produkcji. Film jest taki nieśpieszny, cichy, ukazuje zwyczajne, bardzo przeciętne życie nastolatek w przeciętnej, amerykańskiej szkole. Nie ma konkretnej fabuły, ale od samego początku widz ma świadomość, że za chwilę wydarzy się coś strasznego. Wszystko za tym przemawia, nawet zmieniająca się pogoda.
Nie do wiary, że doszło do tak ogromnej tragedii. Aż trudno uwierzyć, że młodzi ludzie zdolni są do tak wielkiego fanatyzmu i brutalnego morderstwa z zimną krwią. To oczekiwanie na tragiczny finał było strasznie duszącym doświadczeniem. Ujęcia są długie, a gra aktorska bardzo dziwna. Czasami miałam wrażenie, że Ci ludzie faktycznie są tacy flegmatyczni i zupełnie wyalienowani.
Genialny film, zrealizowany w niebywałym zdumiewający sposób. Po prostu drżałam ze strachu jak marny liść na wietrze i bardzo długo nie mogłam się uspokoić, a noc zaliczyłam jako bezsenną. Mocne kino, które gorąco polecam. To trzeba zobaczyć!
Kolejnym filmem będzie "Życie za życie" z Kate Winslet.
Zen Stevea Jobsa
O
Stevie Jobsie wiem niewiele. Oczywiście każdy z nas wie, że był
jednym z najpotężniejszych umysłów biznesowych na świecie,
jednym z założycieli firmy Apple – informatycznego giganta.
Miesięcznik Forbes, dziennikarz Caleb Malby oraz firma JESS3
postanowiła przedstawić nam Jobsa z zupełnie innej strony w bardzo
nietypowy i ciekawy sposób. W formie komiksu.
Ta
krótka historia opowiada o niezwykłej przyjaźni pomiędzy Jobsem,
a Otogawą – buddyjskim kapłanem zen, który wyemigrował do USA z
Japonii. Już jako młody człowiek, Steve interesował się kulturą
wschodu, filozofią zen i technikami medytacji. Życiowe mądrości
jego guru i nauczyciela, pozwoliły mu na utworzenie imperium, o
jakim nawet nie śnił. Jednak poznaje mądrości z dalekiego wschodu
zajęły założycielowi firmy Apple długie lata i kosztowały wiele
przemyśleń i niezliczonych godzin pracy. Pracy nad samym sobą, nad
stanem umysły, opanowaniem i cierpliwością.
Przyznam,
że jestem pozytywnie zaskoczona metodą jaką wybrali autorzy
komiksu na przedstawienie nam sylwetki Jobsa. Ukazali nam
człowieka,którego znaliśmy z pierwszym stron biznesowych gazet
jako myśliciela, mędrca i człowieka oddanego medytacji. Całość
stanowi bardzo ciekawy zabieg, z którym warto się zapoznać.
Poniżej
mała próbka komiksu:
Za
egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Helion.
8.22.2012
"Migrena dla bystrzaków" Diane Stafford, Jennifer Shoquist
Odziedziczyłam migrenę po mamie. Niestety u mnie w rodzinie 90% kobiet (od 11 do 70 roku życia) cierpi na tę dolegliwość. U każdej z nas objawy są bardzo zbliżone: mdłości, światłowstręt, wyczulony węch, zawroty głowy i nie dający się z niczym porównać ból. Mój ból nie jest jeszcze aż tak kłopotliwy jak mojej mamy czy kuzynek. Przeważnie po zażyciu bardzo mocnej tabletki i położeniu się w cichym i ciemnym miejscy, po 2-3 godzinach czuję znaczną ulgę. Gorzej, kiedy patrzę na męki mojej rodzicielki, która przez migrenę traci czasem nawet 3 dni z życia, będąc prawie nieprzytomna i zdezorientowana. Migrena potrafi bardzo uprzykrzyć życie, ale niestety trzeba nauczyć się z nią żyć.
Książka od początku wzbudziła moje zainteresowanie. 400 stron rozprawy o migrenie dało mi nadzieję na lepsze zrozumienie choroby i poznanie skutecznych technik, które pomogą uczynić ją bardziej znośną w życiu codziennym. Autorkami książki są lekarka i dziennikarka, które łącząc swoje siły i wiedzę, w kompleksowy, wyczerpujący i jasny sposób zapragnęły podzielić się wszystkim co wiedzą na temat migreny. Czytelnik zapoznać się może z podstawową terminologią i definicją migreny, podłożem choroby oraz jej przebiegiem. Następnie autorki zapoznają nas z najpowszechniejszymi metodami leczenia bólu głowy, farmaceutykami i leczeniem alternatywnym. Nie jestem wielką zwolenniczką łykania proszków, dlatego ciekawym dla mnie był rozdział poświęcony ćwiczeniom, które łagodzą ból. Uciskanie odpowiednich punktów na stopach, dłoniach i skroni co prawda nie zwalczy bólu, ale przy odpowiednim treningu i wprawie pomaga w znacznym stopniu go zmniejszyć.
To co jednak najważniejsze dla migrenowców to dieta. Unikanie konkretnych potraw i przypraw, jak owoce morza, pikantne potrawy, alkohol, duże ilości kawy może okazać się zbawienne. Jednak w moim przypadku kawa jest lekiem na wszystko i to ona w bardzo początkowej fazie bólu zdaje egzamin. Książka pomaga skomponować swoją idealną dietę i odrzucić z naszego pożywienia to, co może być potencjalnie jednym z przyczyn nasilenia migren oraz ich częstotliwości. Znajduję w radach zawartych w książce wiele prawdy. Doskonale pamiętam jak moja mama po zjedzeniu niewielkiej ilości krewetek, została unieruchomiona przez migrenę na 2 dni.
Z migreną da się żyć, jednakże trzeba podchodzić do tego z głową. Odpowiedni styl życia i rady zawarte w książce powinny pomóc czytelnikowi polepszyć komfort życia z migreną. Migrena jest straszną, bardzo utrudniającą życie dolegliwością, którą w pewnym stopniu można ograniczyć. Warto przeczytać tę książkę i zacząć patrzeć na swój ból z zupełnie innej strony. Po lekturze tej pozycji podchodzę do bólu spokojniej, jestem bardziej opanowana, stosuje techniki relaksacyjne, aromaterapię i naturalne metody leczenia. Ból oczywiście istnieje nadal, jednak jest on łatwiejszy do wyeliminowania i dokucza mi rzadziej. Polecam.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Sensus
8.21.2012
Niemiecki fiszki praktyczne zwroty konwersacyjne
Mała pudełeczko z fiszkami wydawnictwa Edgard zawiera 500 kartoników, na których umieszczone zostały słówka ściśle powiązane z takimi grupami tematycznymi jak czas, zdrowie, zakupy, czas wolny czy też rodzina. Każdą kategorię nie trudno odróżnić dzięki małym rysunkom umieszczonym w prawym górnym rogu fiszki. Tym samym rysunek tulipanka oznacza kategorię w plenerze, a słoneczko pogodę.
Jak uczyć się z fiszek już wiecie, lecz dostaje maile z pytaniem na długa jest nauka z takimi fiszkami. Nie mogę udzielić Wam konkretnej odpowiedzi. 500 fiszek to naprawdę sporo, nie mówiąc już o pudełku z ponad 1000 fiszek, jakie wydawnictwo Edgard ma w swojej ofercie. Ja ustalam sobie konkretną partię kartoników, które chcę przyswoić w tydzień lub miesiąc i pilnie się tego trzymam. Przykładowo, opanowanie 20 fiszek dziennie przez 5 dni daje nam 100 fiszek tygodniowo. Co oznacza, że w ciągu około 5 tygodni uda nam się nauczyć wszystkich słówek z pudełka. To jest opcja minimum. 20 fiszek dziennie daje nam zaledwie około 20 minut nauki. Jeżeli komuś zależy na intensywniejszej nauce, może oczywiście zwiększyć tempo.
Po zapoznaniu się z tym produktem stwierdzam, że będzie on idealny dla początkujących lub tych, którzy chcą przypomnieć sobie podstawowe słowa. Ci bardziej zaawansowani muszą niestety uzbroić się w cierpliwość i poczekać na fiszki na wyższym stopniu zaawansowania.
Muszę bardziej przyłożyć się niemieckiego, ponieważ pod koniec grudnia szykuje mi się ciekawy wyjazd świąteczno-sylwestrowy do Berlina, gdzie byłam dotąd tylko przejazdem. Inaczej zwiedza się miasto na własną rękę znając język. Do tej pory zwiedzamy z mężem Europę na własną rękę, rezygnując z biur podróży i tylko wychodzi nam to na dobre.
Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Edgard
8.20.2012
Schizofreniczne kino (3) - The girl next door (2007)
Opis z filmwebu:
"Film jest adaptacją powieści Jacka Ketchum'a o tym samym tytule. Oparta na autentycznej historii opowieść o brutalnym gwałcie i morderstwie Sylvii Likens popełnionym w stanie Indiana w 1958 roku."
Podobno książki są zawsze lepsze od ich ekranizacji. Powieści nie czytałam, ale film naprawdę robi wrażenie! Napięcie jest w nim budowane powoli, przerażenie z minuty na minuty jest coraz wyższe. Tym bardziej, że widz ma świadomość autentyczności wydarzeń.
Meg po śmierci rodziców przeprowadza się wraz ze swoją młodszą, niepełnosprawną siostrą do domu ciotki. Już od początku okazuje się, że jej dziewczęca wrażliwość i delikatność nie pasuje do otoczenia, a synowie ciotki, stają się dla niej uciążliwi. Z upływem dni sytuacja wymyka się spod kontroli i Meg stają się ofiarą chorej i pozbawionej racjonalnego wytłumaczenia gry. Zamknięta w piwnicy poddana zostaje najokrutniejszym torturom, jakie jest w stanie wyobrazić sobie młoda, dorastająca nastolatka. A podłość chłopców i ciotki nie daje się opisać w żadnych słowach.
O torturach miało nie być. Jednak jak dowiedziałam się, że film oparty jest na książce, którą wielu z Was recenzowało na blogach, postanowiłam zmierzyć się z produkcją. Emocje były, dramat też, parę razy zasłoniłam oczy i zasyczałam z przerażenia. Jednak nie myślałam już później o tym filmie, tak jak w przypadku "Memento". Historia owszem wstrząsająca, jednak nie pozostała mi na długo w pamięci. Oczywiście wszystko zależy od stopnia wrażliwości i nie wykluczam, że niektórzy z Was mogliby porządnie "odchorować" ten seans.
Jeśli macie wątpliwości, proszę zapoznajcie się z trailerem:
Niebawem recenzja filmu "Elephant"(2003).
"Film jest adaptacją powieści Jacka Ketchum'a o tym samym tytule. Oparta na autentycznej historii opowieść o brutalnym gwałcie i morderstwie Sylvii Likens popełnionym w stanie Indiana w 1958 roku."
Podobno książki są zawsze lepsze od ich ekranizacji. Powieści nie czytałam, ale film naprawdę robi wrażenie! Napięcie jest w nim budowane powoli, przerażenie z minuty na minuty jest coraz wyższe. Tym bardziej, że widz ma świadomość autentyczności wydarzeń.
Meg po śmierci rodziców przeprowadza się wraz ze swoją młodszą, niepełnosprawną siostrą do domu ciotki. Już od początku okazuje się, że jej dziewczęca wrażliwość i delikatność nie pasuje do otoczenia, a synowie ciotki, stają się dla niej uciążliwi. Z upływem dni sytuacja wymyka się spod kontroli i Meg stają się ofiarą chorej i pozbawionej racjonalnego wytłumaczenia gry. Zamknięta w piwnicy poddana zostaje najokrutniejszym torturom, jakie jest w stanie wyobrazić sobie młoda, dorastająca nastolatka. A podłość chłopców i ciotki nie daje się opisać w żadnych słowach.
O torturach miało nie być. Jednak jak dowiedziałam się, że film oparty jest na książce, którą wielu z Was recenzowało na blogach, postanowiłam zmierzyć się z produkcją. Emocje były, dramat też, parę razy zasłoniłam oczy i zasyczałam z przerażenia. Jednak nie myślałam już później o tym filmie, tak jak w przypadku "Memento". Historia owszem wstrząsająca, jednak nie pozostała mi na długo w pamięci. Oczywiście wszystko zależy od stopnia wrażliwości i nie wykluczam, że niektórzy z Was mogliby porządnie "odchorować" ten seans.
Jeśli macie wątpliwości, proszę zapoznajcie się z trailerem:
Niebawem recenzja filmu "Elephant"(2003).
8.19.2012
Hiszpański nie gryzie
Seria
z jabłuszkiem na okładce już od dawna zawojowała moje serce. Tym
razem postanowiłam sprawdzić jak spisuje się kurs do nauki języka
hiszpańskiego wydany w tej serii. Była to doskonała okazja do
przypomnienia sobie podstaw języka i uczczenia wygranej drużyny
hiszpańskiej na Euro 2012.
Po
pierwszych kilku stronach książki, poczułam jak energia do
nauki hiszpańskiego wzrasta z minuty na minutę i jeszcze bardziej
zakorzeniłam w sobie miłość i zapał do tego języka. Wszystkie
podręczniki z tej serii mają podobną strukturę. Książka zawiera
bowiem 13 tematycznych rozdziałów, których perfekcyjne opanowanie
zapewnia znajomość języka na poziomie komunikatywnym. W mojej
ocenie jest to poziom A2.
Edgard
ułatwił nam nieco naukę, dodając na końcu książki słowniczek
oraz zielone marginesy. Bardzo rzadko spotykam się z takim zabiegiem
w podręcznikach do nauki języków obcych. Zielone marginesy
zawarte w książce przepełnione są słówkami z bieżących
lekcji, ciekawostkami rodem z Hiszpanii oraz poradami, co należy
zapamiętać w szczególności.
Gramatyka
w podręczniku objaśniona jest co prawda dość krótko, ale za to
konkretnie i logicznie. Może troszkę zabrakło mi większej ilości
zadań gramatycznych, ale zazwyczaj uzupełniam swoja wiedzę w tym
zakresie bazując już na podręcznikach typowo do doskonalenia
gramatyki języka hiszpańskiego. Płyta, na której nagrane są
dialogi i teksty zawarte w każdym z rozdziałów znacznie ułatwiają
naukę osobom początkującym i mającym problem z odpowiednim
akcentem i wymową.
Bardzo
bym chciała, aby seria ta, rozrosła się o nowe tytuły, w
szczególności do nauki fińskiego i koreańskiego. Z całą
pewnością pozostanę wierna tej serii.
Za egzemplarz dziękuje Wydawnictwu Edgard.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























