Etykiety

9.18.2011

"Lato w Jagódce" Katarzyna Michalak


Jestem świeżo po lekturze tej niezwykłej powieści. Moją uwagę przykuła piękna okładka - błękitne okno otulone przez kwiaty w słonecznych promieniach. W myślach wyglądam przez nie rozmarzona lub obserwuje bajeczny ogród.

Gabrysia jest inna. Od urodzenia jest kaleką i nie należy do piękności. Przez całe swoje życie wyśmiewana była ze względu na swą brzydotę. Rodzice podrzucili ją jako niemowlę pod drzwi starszej kobiety - Stefanii. Staruszka wiele w życiu przeszła, bowiem jej mąż zaginął podczas Powstania Warszawskiego i odtąd każdy dzień wypełnia pusta i tęsknota po nim. Dzięki miłości, jaką obdarzyła ją przybrana mama, Gabriela wyrosła na mądrą, wykształconą i uczciwą kobietę. Niestety, jej życie nie przypomina bajki, chociaż dziewczyna celebruje każdą radosną chwilę. Pewnego dnia jej los się odmienia. Dostaje pracę w stadninie koni i poznaje tam Pawła. 30-latek również cierpi na pewną przypadłość - jest niemową i został ubezwłasnowolniony po tragicznym zdarzeniu z przeszłości. Między tym dwojgiem rodzi się nieśmiałe uczucie pełne przeszkód.

Gabrysia dostaje szanse od losu. Na ulicy zaczepia ją reporter i proponuje udział w programie " Z bestii w piękność". Gabrysia, niewiele myśląc, popisuje umowę i wyrusza na przemianę życia na...Cypr! Czy przemiana odmieni serce dziewczyny? Co zdarzy się na Cyprze? Co zaskakującego stanie się ze Stefanią? Czy Gabrysia pozna swoje korzenie? To wszystko i wiele więcej w książce "Lato w Jagódce".

Nie ukrywam, że książkę czytało się bardzo przyjemnie i szybko mijał mi przy niej czas. Ale...no właśnie jest "ale". Trzeba przyznać, że autorka ma bogatą wyobraźnię. Czasami wydarzenia w życiu Gabrysi były tak nieprawdopodobne (szejk z obstawą i sokołem oraz uprowadzenie w charakterze siódmej żony), że aż przecierałam oczy ze zdumienia. Do powieści trzeba podejść z ogromnym dystansem.


Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu


***Ogłoszenia drobne***



9.17.2011

"Kalkwerk" Thomas Bernhard

To zdecydowanie jedna z trudniejszych książek z jakimi przyszło mi się ostatnio zmierzyć. Odbiega ona od powieściowych schematów tak dalece, że jej czytanie było prawdziwym wysiłkiem psychicznym i fizycznym.

Pierwszą rzeczą, zwracającą uwagę czytelnika, jest forma powieści. Narracja przekazana jest w trzeciej osobie, a właściwie, w wielu trzecich osobach. Nie ma tu żadnych dialogów, ani opisów bezosobowego obserwatora, jest w zasadzie tylko monolog głównego bohatera, relacjonowany z perspektywy wielu osób, które miały te wypowiedzi słyszeć. Jest to bardzo ciekawy chwyt literacki, mający na celu nie tyle udziwacznienie tekstu, co absolutne skupienie uwagi czytelnika na punkcie widzenia głównego bohatera. Można wręcz powiedzieć, że czytelnika wtłacza się w wąską perspektywę głównej postaci - Konrada.

Kim on jest i co spowodowało, że tak wiele osób się nim interesuje? Mogę zdradzić Wam od razu, że zabił swoją żonę, zresztą autor również nie robi z tego tajemnicy i informuje o tym czytelnika zaraz na początku książki. Zabójstwo Konradowej nie jest bowiem sprawą dla detektywa, a raczej dla psychiatry.

Konrad jest bowiem maniakiem. Opanowany od lat jedną jedyną ideą - napisać monumentalny traktat filozoficzno-fizjologiczny "O słuchu" - całe życie swoje i żony podporządkowuje tylko temu celowi. Dlatego przeprowadzają się do odludnej posiadłości Kalkwerk, gdzie żona stanowi dla niego obiekt eksperymentów na słuchu, rujnujących jej i tak wątłe siły.

Mamy więc zbrodnię i sprawcę, a znalezienie motywu nie nastręcza trudności. Czy jednak sprawa jest aż tak prosta? Poznając świat z perspektywy zwichniętego umysłu Konrada, dowiadujemy się więcej o dziwnych relacjach w jakich tkwił z żoną, o jego stosunku do otaczającego świata, o wytężonej pracy, jaką prowadził nad swoim studium. Patrzenie na to wszystko z perspektywy zbliżającego się do obłędu sprawcy jest na prawdę ciekawym doświadczeniem.

Jest to znakomita psychologiczna książka, którą czyta się jednak niezwykle topornie. Dlatego jednocześnie polecam ją i ostrzegam przed nią.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Officyna.

Plan podróży poślubnej na jednej fotografii



9.16.2011

"13 rzeczy, które nie mają sensu" Michael Brooks

Michael Brooks jest znanym popularyzatorem nauki, piszącym do wielu prestiżowych czasopism. Z wykształcenia jest jednak fizykiem kwantowym i chyba właśnie dzięki temu w sposób tak fascynujący i lekki zarazem napisał tę pozycję. Opisuje w niej 13 najdziwniejszych zjawisk naukowych, które zdają się nie mieć żadnego sensu. I pozostaną takie, mimo, że naukowcy na całym świecie prześcigają się w ich wyjaśnianiu. Autor przedstawia to w sposób niezwykle zabawny. Już w prologu prześmiewczym tonem opisuje sytuację, kiedy trzech noblistów nie może poradzić sobie z uruchomieniem windy.

Dowiemy się jakie są problemy ze wszechświatem i dlaczego tak na prawdę nic o nim nie wiemy. Prześledzimy historię odkrycia tajemniczego, gigantycznego wirusa, który przez lata udawał bakterię. Przeczytamy o tajemnicy śmierci i o pewnym żółwiach, które zamiast się starzeć, z roku na rok stają się bardziej żywotne. Według mnie, najciekawszym artykułem był ten o homeopatii. Wszyscy wiemy, że to bzdury, bo mają takie rozcieńczenie, że leku tam po prostu nie ma. Więc jak to możliwe, że działają? O tym i o wielu innych zagadkach dowiemy się właśnie z tej książki.

Jest to typowa pozycja popularnonaukowa. Myślę jednak, że nie jest ona łatwą lekturą dla każdego. Trzeba mieć jakieś podstawy fizyki, chemii i biologii, aby lepiej zrozumieć, o czym pisze autor. Michael Brooks jest także autorem książki "10 pytań, na które nauka nie znalazła (jeszcze) odpowiedzi". Dla miłośników nauki i ciekawostek to gratka.


Za lekturę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

9.15.2011

Uwielbiam...







A wy? Jakie są Wasze ulubione piosenki Osieckiej?

"Atrofia" Lauren DeStefano


Atrofia to inaczej zanik. W medycynie oznacza ona zanik określonych tkanek lub komórek. Mamy zanik mięśni lub chociażby zanik tkanki tłuszczowej wynikającej z niedożywienia. W powieści stykamy się z zanikiem...człowieczeństwa.

Jest to pierwsza część trylogii -"Chemiczne światy". Główną bohaterką jest 16-letnia Rhine, dla której 21-wiek to zamierzchłe czasy. Żyje w świecie, w którym ludzie nie rozmnażają się w sposób naturalny. Aby stworzyć doskonałych, nie obciążonych wadami genetycznymi ludzi dochodzi do wytworzenia perfekcyjnych embrionów. Te słabsze lub z "defektami" są zabijane. Przeżywają tylko silne jednostki i przeznaczone są tylko one do reprodukcji. Średnia wieku dziewczyn to 20 lat, mężczyzn zaledwie 25. Rhine tylko z opowieści rodziców słyszała o dawnym świecie, podzielonym na lądy. W wyniku III wojny światowej doszło do zagłady wszystkich kontynentów oprócz Ameryki Północnej i tylko tam istnieje teraz życie. Dziewczyna może jedynie marzyć o zwiedzeniu Japonii czy Afryki. Panuje walka o przetrwanie, świat pogrąża się w chaosie.

Rhine ocalała, jednakże zostaje zmuszona do poligamii. Jej mąż bierze sobie za żony jeszcze 3 młode dziewczyny. Zostaje wywieziona do luksusowego pałacu z rajskim ogrodem. Otacza ją przepych i dziewczęcy szyk. Wszystko jest doskonałe, wszystko mieni się w brokacie a słodycz wylewa się nieomalże z każdego zakątka. To świetny wabik dla tak młodych dam. Wszystko to ma odwrócić ich uwagę od zbliżającego się końca. Dawać złudną nadzieję na przetrwanie. Szczególną uwagę Rhiny przykuwa młody służący - Gabriel. Z czasem dziewczyna zakochuje się w chłopaku i planuje ucieczkę.

Atrofia to powieść o dziwnym dorastaniu w zupełnie odrealnionym świecie. Dziewczyny nie znają innego życia i z lękiem patrzą w przyszłość. Spoglądamy na ich psychikę. Jedna z nich pławi się w luksusach i godzi się na swoją rolę, druga popada w depresję i jedynie czeka na śmierć a trzecia knuje plan ucieczki. Książka napisana jest bardzo przyjemnym językiem i nie męczy czytelnika. Moją uwagę przykuła piękna okładka, bardzo wymowna zresztą. Na okładce widzimy ptaka uwięzionego w złotej klatce, a tuż obok niego piękną dziewczynę z obrączką na palcu. Jest to z pewnością lektura warta polecenia.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

"Człowiek, który pokochał Yngvego" Tore Renberg

Jarle jest typowym nastolatkiem, żyjącym na przełomie lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku. Chodzi do norweskiego liceum, ma piękną dziewczynę i zespół punkowy, w którym śpiewa z najlepszymi kumplami. Chłopcy żyją muzyką, koncertami, miłością i rozmowami o polityce. Któregoś dnia do szkoły przychodzi nowy uczeń - Yngve. Jest inny, co widać na pierwszy rzut oka. Romantyk, marzyciel, słuchający zupełnie innej muzyki, wrażliwy na sztukę i piękno. Przez zwykły przypadek zaczyna kolegować się z Jarlem, który z dnia na dzień powoli zdaje sobie sprawę, że oddala się od zespołu, dziewczyny i rodziny. Co więcej, zaczyna odczuwać coś, co nie jest w pełni akceptowane przez społeczeństwo.

Piękna i wzruszająca opowieść o dojrzewaniu. O uczuciach, czasami bardzo trudnych do zrozumienia. O marzeniach młodych ludzi, którzy żyją tylko dzięki nim. O odpowiedzialności i konsekwencji w gniewie wykrzyczanych słów. Opowieść bardzo nostalgiczna, smutna, momentami wyciska łzy.

Na podstawie książki powstał film o tym samym tytule. Jestem już po jego projekcji. Upłakałam się.. Polecam, bo warto.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi CzytanieNieSzkodzi oraz Wydawnictwu Akcent

9.14.2011

"Koty" Renate Jones

Autorka tej niezwykłej książki z wykształcenia jest weterynarzem, specjalizującym się w terapii behawioralnej. Pozostali współautorzy to nie tylko pasjonaci kotów, ale dziennikarze piszący do branżowych czasopism. "Koty" to bogato ilustrowany przewodnik po świecie tych czworonogów.

Na początku zapoznajemy się z ich psychiką i zachowaniami społecznymi. Jak rozwinięta bywa u nich agresja i jak reagują w sytuacjach stresowych. Szczególnie figlarny jest rozdział poświęcony zabawom. Ze zdjęć spogląda na nas uroczy dachowiec i z dumą prezentuje mimikę i ostrzega nas przed jej znaczeniem. W kolejnych rozdziałach poznajemy rasy kociaków. Na tej podstawie możemy wybrać tą dla nas najodpowiedniejszą - czy ma być on rasowy czy tzw "przegląd ulicy";). Kiedy już zdecydujemy się na kotka, najważniejsza będzie jego pielęgnacja i opieka nad nim. Oczywiście każda rasa wymaga innego podejścia. Wiemy przecież, że koty za wodą nie przepadają. Autorzy wspominają o najważniejszych i podstawowych szczepieniach ochronnych i chorobach, które mogą dotknąć nasze zwierzaki. Poza tym wszystkim w książce znajdziemy bezcenne porady na temat podejścia do wychowania małego psotnika. Czy koty można nagradzać za dobre zachowanie? I czy w ogóle takie pojęcie jak "wychowywanie kota" ma racje bytu?

Cudowny przewodniko-albumo-książka o kocurkach. Z każdej strony patrzy na nas jakaś piękna, futrzana istotka. Idealny nie tylko dla posiadacza kota.

Za lekturę dziękuje Wydawnictwu Muza.

„Cud pocałunku, czyli jak nie zostałam świętą” Donna Freitas


Podobno Włosi to najgorliwsi katolicy. W końcu Watykan to Stolica Apostolska. 15-letnia Antonia urodziła się we Włoszech, lecz mieszka w Ameryce wraz ze swoją matką i babcią. Wychowana jest w duchu chrześcijaństwa. W jej domu aż kłębi się od świętych obrazków, posągów, krzyży i medalików. Sama jest zafascynowana żywotem świętych i jej celem życiowym jest żyć w świętości. Z całego serca pragnie zostać patronką figowców, najlepiej od zaraz i za życia. Chociaż według Świętej Hildegardy figi to symbol lubieżności i niestałości pod względem moralnym. Regularnie pisuje w tej sprawie do Watykanu twierdząc, że hodując je w Rhode Island odwala kawał ciężkiej roboty i dzięki niej drzewko cudownie owocuje już wiosną. Oczywiście za każdym razem otrzymuje list odmowny. Co roku w swoje urodziny (a przypadają one 14 lutego) zaprowadza dzienniczek, w którym spisuje swe religijne przemyślenia, wprowadza zasady, reguły jakimi powinien cechować się wzorowy katolik. Na pierwszej stronie widnieje sylwetka „Świętego roku”, do którego gorliwie modlić się będzie przez najbliższe 365 dni.

Jej głęboka wiara nie przeszkadza jej w podziwianiu pięknego ciała Św. Sebastiana i nazywania go seksownym, czy też w wodzeniu oczyma za młodzieńcami z okolicy. Jest typową nastolatką, która wkracza w dorosłe życie. Książka jest przezabawna i czyta się tak przyjemnie, że nie zauważałam mijającego czasu. Bardzo przypomina mi w stylu przygody słynnej Klaudyny autorstwa Colette, w troszkę ugrzecznionej, katolickiej wersji. Bowiem i Antonii nie brakuje języka w gębie. Zdarza jej się przekląć, potępić kuzynkę i życzyć jej porażki. Buntuje się także przeciwko matce, która uważa, że córka ubiera się jak putana, po włosku prostytutka.

„Cud pocałunku czyli jak nie zostałam świętą” to lektura nie tylko dla nastolatek ale i dla każdej kobiety. Jest radosna, mądra i napisana w bardzo przystępny sposób. Niesie za sobą prawdy o życiu, porażkach i umiejętnościach radzenia sobie z nimi. To, co spotyka młodą Włoszkę nie zawsze jest przyjemne. Musi ona stawić czoła przeciwnościom i znieść je z godnością. W jej życiu napotyka również na, jak to sama nazywa, „cuda”, które czynią jej życie bardziej kolorowym. Gorąco zachęcam do lektury.


Za egzemplarz dziękuję portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu MG

"Czarny młyn" Marcin Szczygielski

Przenosimy się do maleńkiej wsi Młyny. Leży ono z dala od cywilizacji, gdzie nie ma zasięgu i rzadko kiedy odbiera telewizor. To tutaj swoje dzieciństwo spędza 11-letni Iwo, zaczytany w książkach o Wikingach, borykający się z odejściem ojca i opieką nad niepełnosprawną siostrą - Melą. Razem z dzieciakami z sąsiedztwa żyją w cudownym świecie zabaw i troszczą się o siebie nawzajem.

Przed wielu latu we wsi wybuchł ogromny pożar, doszczętnie niszcząc młyn. Teraz jego ruiny owiane są legendą i przyprawiają o dreszcze. Pewnego letniego popołudnia, kiedy dzieciaki wypoczywają na łące, Mela wypowiada dziwne słowa. Od tego czasu we wsi zaczynają dziać się rzeczy niebywałe - uciekają zwierzęta i sprzęty gospodarstwa domowego (!), za oknami prószy śnieg (w lipcu), a wszyscy dorośli znikają. Zostaje tylko babcia Iwa i maluchy. Dzieciaki łączą te przypadki z czarnym młynem, który od pewnego czasu zaczyna się obracać. Iwo dostrzega w swojej siostrze paranormalne siły i od tej pory staje się ona ich przewodnikiem w walce z tym szaleństwem. Dlaczego w lipcu spadł śnieg? Dlaczego zniknęli wszyscy dorośli oprócz babci? Co Mela ma w tym wspólnego?

Ta powieść to nie tylko trzymająca w napięciu mroczna przygoda. Jest w niej przede wszystkim wiele metafor. Mówi o uczuciu między rodzeństwem, o strachu przed rozpadem rodziny, z perspektywy dziecka. Ukazuje nam jak wielką wyobraźnią i odwagą potrafią wykazać się najmłodsi i ile potrafią zrobić dla swoich najbliższych.

Książka została nagrodzona w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren.


Za egzemplarz pragnę gorąco podziękować Wydawnictwu STENTOR.

9.13.2011

Od dziś w kioskach...

Mąż mi właśnie przyniósł z kiosku. Jeszcze pachnie drukiem:)

9.12.2011

"Pożeracz snów" Bettina Belitz

Wyobraźcie sobie nastolatkę, która nagle zmuszona jest opuścić wielkie miasto, swoich przyjaciół, eleganckie galerie handlowe i szalone imprezy w klubach. Razem z rodzicami przeprowadza się do niewielkiej mieściny (sama określa ją mianem "wiochy" i "wsi"). Wzbudza to w niej uczucie frustracji i buntuje się przy każdej nadarzającej się okazji. Jej ojciec - znany psychiatra - jest pasjonatem ludzkich dusz a jego biblioteka zapełniona jest po brzegi fascynującymi księgami.

Ellie rozpacza po "stracie" przyjaciółek, narzeka na brak cywilizacji i z góry traktuje znajomych z nowej szkoły. Oni zresztą uważają ją za arogancką i wyniosłą. Od czasu przeprowadzki dziewczyna zaczyna mieć dziwne i niepokojące sny. Często zasypia w bardzo dziwnych miejscach w środku dnia. Któregoś dnia poznaje Collina, który w pewnym sensie ratuje jej życie podczas burzowego wieczoru. Jest w nim coś intrygującego i chłodnego. On sam nie ma zbyt pochlebnej opinii wśród mieszkańców i kolegów Ellie. Uchodzi za dziwadło, bowiem mieszka w lesie i jeździ na czarnym rumaku. Nie, nie obawiajcie się, Collin nie jest wampirem;)

Jak przystało na gatunek paranormal romance, będzie i uczucie. Ellie dowie się, co było powodem ich przeprowadzki. Jaka mroczną tajemnica skrywa jej rodzina. Co oznaczają jej sny? Być może czyha na nią śmiertelne niebezpieczeństwo. Świat okazuje się być miejscem tajemniczych zmor, żywiących się pięknymi, ludzkimi snami, pozostawiając ich otępiałych i bliskich depresji.

Bardzo podobała mi się metamorfoza bohaterki. Z typowej "imprezowej panienki" przemienia się w trzeźwo myślącą, zdystansowaną wobec świata kobietę. Zaczyna zauważać jak puste i pozbawione sensu były jej dawne przyjaźnie. Odnajduje w sobie odwagę, aby pokonać słabości i lęki.

Książka trzyma w niesamowitym napięciu. I mimo, ze pewnie nie jestem docelowym odbiorcą "Pożeracza snów", bawiłam się doskonale.


Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.

"Pora przypływu" A. Christie

Poirot zagościł u mnie na dłużej. Tym razem mamy do czynienia z rodzinnym konfliktem na tle finansowym, zazdrością i szantażem. Dochodzi do tajemniczych morderstw i samobójstwa, których nikt się nie spodziewał.

Gordon - urokliwy milioner - ginie podczas bombardowania. Rodzina znajduje się w kłopotliwej sytuacji. Dotychczas zapewniał im dostatek, dbał o ich interesy i śmiało można powiedzieć, że dzięki niemu pławili się w luksusach. Cała fortuna zostaje przydzielona jego bardzo młodej żonie - Rosaleen. Zdesperowani krewni zaczynają prosić ją o pożyczki, a ona przychyla się do ich próśb. Odkrywa to Dawid (jej brat) i kategorycznie zakazuje siostrze na tego typu zachowanie. Sprawa nabiera rumieńców, kiedy kolejnego dnia przybywa tajemniczy jegomość, twierdzący, że pierwszy mąż Rosaleen żyje i tym sposobem przepa jej cały spadek po drugim meżu. Niebawem informator zostaje zamordowany.

Na miejscu jest już Poirot i zaczyna własne obserwacje. Z wrodzoną elegancją i błyskiem w oku, odsłania kolejne karty. Jednak okaże się, że tym razem nawet jego intuicja zostanie na chwilę uśpiona przez sprawce. O tak! Ta sprawa przyprawi Herkulesa o palpitacje serca. Nie będzie łatwo.

Emocje jakie towarzyszą podczas czytania A.Christie nie sposób opisać w kilku słowach. Trzeba doświadczyć ich samemu, więc nie czekajcie - Poirot czeka:)


Za przyjemną lekturę dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

9.10.2011

"Podejrzenie" (1941)

Opis z filmwebu

"Przekorna córka generała, Lina McLaindlow (Joan Fontaine) poślubiła po krótkiej znajomości lekkoducha Johna Aysgartha (Cary Grant). Wkrótce jednak umysłowość playboya poczyna drażnić Linę - ma ona wrażenie, że dostrzega tylko powierzchowność męża, ale w rzeczywistości go nie zna. ."

Hmmm i oto mam na swoim koncie kolejny film Hitchcocka. Bogata i skromna Lina zakochuje się w mężczyźnie, delikatnie mówiąc sprytnym:) Wbrew woli ojca Liny dwójka pobiera się. Z czasem jednak okazuje się, że John jest bankrutem i bez wyrzutów sumienia korzysta nie tylko z fortuny żony, ale też jest zapożyczony u kolegów. Na jaw wychodzą jego szemrane interesy i podstępnie knute plany. Zdesperowana Lina zaczyna podejrzewać ukochanego o haniebne i nieczyste zagrywki. Kiedy dowiaduje się o śmierci jego wspólnika biznesowego, popada w panikę i rozpoczyna własne, prywatne śledztwo...

Film trzyma w napięciu, to akurat mogę Wam zagwarantować. Jednakże zakończenie...hmm no niestety zawodzi. Nie mogę Wam powiedzieć jak się kończy i dlaczego właśnie tak, bo plany Hitchcocka były zupełnie inne.

Krótka zapowiedz ( jest dość cicho nagrane, niestety)



9.09.2011

Fotorelacja z muzeum kinematografii:)

Pozdrawiamy i zachęcamy do odwiedzania Muzeum Kinematografii w Łodzi:)

9.08.2011

"Czarownice z Eastwick" (1987)

Opis z filmwebu
"Alex, Jane i Sookie to trzy kobiety z Nowej Anglii pozostawione przez swych mężów. Wszystkie pragną spotkać mężczyznę, który zaspokoiłby wszystkie ich zachcianki. Nowy mieszkaniec miasteczka okazuje się idealnie pasować do ich wyobrażeń. W tych dniach kobiety odkrywają w sobie wielkie moce... "

Nadal nie jestem przekonana do Nicholsona. Boje się go w każdej jego roli, a ta w filmie prezentowanym dziś, jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym przekonaniu. Jest w jego oczach jakieś szaleństwo, które mnie przeraża. Film powstał w oparciu o dzieło Updike'a o tym samym tytule. Poznajemy w nim 3 piękne kobiety reprezentujące 3 złożone charaktery. Łączy je jedno - chęć posiadania partnera. Podczas pewnego babskiego wieczoru kobiety marzą o tym jednym. Wymieniają się poglądami jaki ma być i jak ma wyglądać. Nie wiedzą, że ściągają na siebie zło:) I właśnie w tym momencie do miasteczka przeprowadza się ekscentryczny Daryl. Wszyscy podejrzewają, że jest w nim coś innego, co przyciąga a jednocześnie przeraża. Kobiety wdają się w przedziwny związek z Darylem (tak wszystkie 3 naraz). Wynikną z tego same kłopoty. Nie jest to film wysokich lotów, jednakże z pewnością wart jest obejrzenia. Jest to opowieść o magii, szaleństwie i pożądaniu. Warto zerknąć:)

9.07.2011

"Wczesne sprawy Poirota" A. Christie

"...najwyższy czas przystrzyc wąsy, a potem nałożyć pomadę."

Kto nie zna Herkulesa Poirot? Ja znam i uwielbiam, oj uwielbiam. Uroczy uśmiech, charakterystyczny podkręcony wąs i bystry umysł. Pedant, modniś i osoba bardzo wrażliwa na sztukę i kulturę. To właśnie Poirot w całej krasie. On, jak nikt, potrafi wykryć sprawcę i to w zupełnie zdumiewający sposób. Wczuwa się w każdą powierzoną mu sprawę i węszy, obserwuje i lekko się uśmiecha. Nie sposób nie uśmiechać się razem z nim.

Książka "Wczesne sprawy Poirota" to niezwykły zbiór, krótkich acz intrygujących zbrodni, których finał za każdym razem okazuje się zaskakujący. Detektyw ma jedną zasadę. Nie ujawnia swoich podejrzeń, kiedy nie ma 100% pewności, co do mordercy. Zbiera wtedy wszystkich podejrzanych i niczym w teatrze przedstawia swój spektakl. Nigdy się nie myli. Oj nie, nie on!

Zachęcam także do oglądania filmów poświęconych przygodom Herkulesa Poirot. Trzymają w napięciu, aż do samego końca.

Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

"Żółte sznurowadła" Joanna Belzyt

Autorka książki "Żółte sznurowadła" jest z wykształcenia pedagogiem z wieloma osiągnięciami na swoim koncie. Jednak po jej książce wnioskuje, że sprawdza się także w roli pisarki. Bohaterka powieści Iza, dziwnym zbiegiem okoliczności jest także pedagogiem a dodatkowo pisuje felietony i opowiadania do czasopism.

Ma kochającego chłopaka, cudowną mamę i wszystko w jej życiu zaczyna układać się po jej myśli. Do czasu. Pewnego dnia okazuje się, że jej Tomek ma raka. Dziewczyna jest załamana i w ułamku sekundy wali jej się świat. Postanawiają walczyć i ani myślą o porażce. Jednocześnie Iza zaczyna śnić o małym chłopcu, który staje się świadkiem brutalnego morderstwa matki. Spisuje to wszystko w formie opowiadania i przesyła znanemu redaktorowi. Z czasem zauważa, że żyje podwójnym życiem. Tym ze snu oraz tym szarym, realnym, okrutnym. A może sen okaże się rzeczywistością? I co wspólnego z całą sprawą mają żółte sznurowadła?

Książka ma w sobie to coś. Historia walki z chorobą Tomka, przeplatają się z felietonami o zagubionym chłopcu. Emocje jakie towarzyszą Izie, udzieliły się także i mnie. Starałam się postawić na jej miejscu i myślałam, jak ja bym postąpiła. Niestety dla dziewczyny los nie okaże się łaskawy. "Żółte sznurowadła" mówią o nadziei, o miłości ale też wierze w ludzi. O tym, jak ciężka choroba może zmienić człowieka. Płakałam i śmiałam się razem z bohaterami. Książka głęboko wbiła mi się w pamięć i serce. Jest prawdziwa i przez to okrutna. Polecam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Radwan

9.06.2011

Plan dnia na jednej fotografii part II

Połowa dnia za mną. Zrealizowaliśmy już muzeum kinematografii, a nawet znaleźliśmy tam kota i trochę z nim pobawiliśmy. Muszę przyznać, że mamy do nich szczęście. Gdzie nie idziemy tam się jakiś przypałęta (poniżej fotka, przepraszam za jakość, zdjęcie robione było aparatem). Czas zabrać się za realizację planu na drugą część dnia. A jak Wam mija dzień?

9.05.2011

"Ela-Sanela" Katarzyna Pranić


Jestem tuż po lekturze tej niepozornej książki. Cóż mogę powiedzieć... jest to jedna z niewielu ( a może nawet pierwsza) książka, która wywołała u mnie wzruszenie. Poznajemy w niej historię 12-letniej Saneli, adoptowanej dziewczynki mieszkającej ze straszą panią, którą nazywa babcią. Sanela przypomina dziewczynki w swoim wieku, jest ciekawska, pełna życia i przeżywa rozterki jak każda nastolatka. Jedyną różnicą jest to, że nie zna ani swojego pochodzenia ani swoich rodziców. To jednakże niedługo się zmieni i sprawi, że życie dziewczynki nabierze barw. A co z tym wspólnego ma pewien tajemniczy kot?

Bardzooooooooo ciepła opowieść. Uczucia między Sanelą a babcią były takie dojrzałe, nierozerwalne. Ich dom przepełniony jest troską i bezpieczeństwem. Mimo tak młodego wieku, Sanela jest nad wyraz inteligentnym dzieckiem, może nawet zaryzykuje stwierdzenie, że mądrym życiowo. Zaczytuje się w "Małym Księciu" i jako jedyna z klasy rozumie jego przesłanie -
"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".

Co też los przyniesie Saneli? Czy rozwikła się zagadka z przeszłości? Czym jest świadomość przynależności do innej kultury? Na wszystkie pytania odpowie Wam ta książka. Mądre i ponadczasowe przesłania ujęte w bardzo prostych słowach. Zarówno babcia jak i Sanela potrafiły cieszyć się drobnostkami, sensem życia były dla nich wspólne rozmowy czy też kontakt z innymi ludźmi. Nie mogę Wam zdradzić za dużo. To jest lektura obowiązkowa!

"Ela-Sanela" otrzymała nagrodę w II Konkursie Literackim im. A . Lindgren. A spójrzcie tylko na okładkę? Jest wymowna i nierozerwalnie łączy się z treścią:) Książkę oceniałam z perspektywy 23-latki, ale uważam, że chyba target to wiek 12-16;) Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu STENTOR

"Let's make love" (1960)

Opis z filmwebu
"Jean-Marc Clement, multi-milioner dowiaduje się, że na Broadwayu ma zostać wystawiona sztuka parodiująca jego oraz inne, słynne osobistości świata rozrywki. Udaje się do owego teatru rewiowego i jako bezrobotny aktor zatrudnia się do odegrania roli samego siebie. Spotyka tam śliczna, śpiewającą aktorkę Amandę Dell, w której bezgranicznie zakochuje się. Postanawia przyjąć rolę i zdobyć serce dziewczyny jako biedny aktor, a nie jako milioner. Film otrzymał nominację do Oscara za najlepszą muzykę. "

Kolejny bardzo przyjemny film z kultową Monroe. Historia dość banalna - on bogaty, ona biedna. On znienawidzony przez tłumy, ona miła i lubiana. Miłość rozkwita pomiędzy nimi, chociaż Amanda jest święcie przekonana o ubóstwie swojego adoratora. Idealny film na letnie wieczory. Zabawny, z piękną muzyką z lat 60-tych. Możecie go obejrzeć po polsku na YouTubie (leciało kiedyś na TVP1). Oczywiście nie liczcie na intelektualne uniesienia i nagłe zwroty akcji. Ot tak, wspaniała rozrywka. Uważam, że warto znać starsze filmy. Są zupełnie inne od tych, kręconych dzisiaj. Jest w nich pewna naiwność i cenzura. No i klimat - to chyba w filmach jeden z najważniejszych elementów.

Poniżej mała zapowiedz.




9.04.2011

"Naga" Izabela Szolc

W tej niepozornej książeczce autorka opisała kilka historii. Historii kobiet. Każda z nich boryka się z innym problemem, jest inną osobowością. To matki, kochanki, transwestyci czy też narkomanki a nawet kobiety uduchowione. Styl pani Izabeli jest wyjątkowy. Bardzo wyrazisty, dosadny, chyba mogę powiedzieć, że czasami brutalny. W swoim opowiadaniach nawiązuje do kultowych postaci, takich jak Maria Skłodowska-Curie, legendarna Marilyn Monroe a nawet Sylvia Plath. Pomimo wyraźnych różnic w osobowościach tych wszystkich postaci, jedno je łączy - są kobietami.

Ich historie są niedopowiedziane. Urywają się w najmniej oczekiwanym punkcie. Brakowało mi czegoś. A może tak bardzo spodobał mi się styl pisarki, że po prostu chciałabym więcej?

Bo czym jest kobiecość i jakie są przedstawicielki tej płci? A świadomość kobiecości? Można jej nie mieć?

Książka naprawdę bardzo dobra! Nie czyta się jej łatwo. Nie jest to typowa pozycja do czytania podczas podróży pociągiem. Zmusza nas do refleksji i myślenia. Jednym minusem jest wręcz ohydna okładka! Jest na niej dosłownie wszystko, a całość tworzy paskudny efekt. Mój mąż jest nią przerażony. Chociaż kiedyś widziałam jeszcze gorszą. Był na niej prosiak, kiełbasa, jakiś krzyż i kościół lub cerkiew w tle:)

Poza okładką, dostrzegam same plusy i polecam tę lekturę każdej kobiecie.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Amea

"Melancholia" (2011)

Opis z filmwebu
"Kolejny po głośnym, prowokacyjnym "Antychryście" film Larsa von Triera. Tym razem autor "Przełamując fale" i "Tańcząc w ciemnościach" pragnie zrealizować bardzo osobiste, psychologiczne kino katastroficzne i piękny film o końcu świata. Głównymi bohaterkami "Melancholii" są dwie siostry grane przez Kirsten Dunst i Charlotte Gainsbourg. Młodsza wychodzi właśnie za mąż, gdy okazuje się, że do Ziemi niebezpiecznie zbliża się inna planeta, grożąc końcem świata. Przyszłego męża zagra Alexander Skarsgård, jego świadka Stellan Skarsgård (faktycznie ojciec Alexandra), a John Hurt wcieli się w ojca sióstr. W filmie pojawią się także Charlotte Rampling, Kiefer Sutherland czy Udo Kier".

Coś ostatnio zaroiło mi się na blogu od filmów. Rzadko tak bywa. Z reżyserem filmu - Larsem von Trierem - miałam już do czynienia podczas projekcji filmu "Antychryst"(niestety nie wytrzymałam nawet do połowy z obawy przez ciężkim urazem psychicznym, bardzo dobry film dla ludzi o naprawdę odpornej psychice). Jego filmy już takie są. Akcja toczy się bardzo powoli, aktorzy mówią niewiele, a emocje zdradzają gesty, mimika twarzy i przyroda.
"Melancholia" to opowieść o nieudanym małżeństwie (w roli męża- wampir Eric z True blood:)), chorobie psychicznej i końcu świata. Brak tu pościgów, szybkich zwrotów akcji czy pustych dialogów. Niektóre elementy zahaczają nawet o groteskę i absurd. Czułam się tak, jakbym to ja czekała na koniec świata i przeżywałam to na równi z bohaterami. A oni należą do ludzi dziwnych, niejako opętanych, introwertycznych i po części przerażających. Bez wątpienia ten film to arcydzieło! Wprowadza straszny niepokój graniczący z schizofrenią... poważnie! Takie właśnie emocje wywołała u mnie "Melancholia". Na dodatek przepiękna muzyka!
Zerknijcie na zapowiedz.





I jak? Macie ochotę go obejrzeć?


9.03.2011

"Ptaki" (1963)


Opis z filmwebu

"Niewielkie nadmorskie miasteczko Bodega Bay, zostaje zaatakowane przez niesłychanie agresywne ptaki. Początkowe sporadyczne przypadki zamieniają się szybko w prawdziwą inwazję. Przerażeni mieszkańcy desperacko walczą o życie, a ogólnej panice towarzyszą próby opanowania sytuacji... "Ptaki" to jeden z najlepszych i najważniejszych thrillerów w historii kina. Mimo upływu lat film nic nie stracił na swej atrakcyjności."

"Ptaki" to klasyka! Od dawna nosiłam się z zamiarem obejrzenia produkcji, po której siostra mojego męża do tej pory ma uraz do tych podniebnych stworzeń. Przyznam szczerze, że to genialna ekranizacja, trzymająca w napięciu aż do ostatniej minuty. Wizja atakujących i mordujących ptaków jest przerażająca. Główna aktorka - Tippi Hedren (prywatnie mama słynnej Melanie Griffith) doskonale wczuwa się w graną przez siebie postać. Jest bardzo przekonywująca a do tego urocza:) Z niezwykłym poświęceniem przygotowywała się do roli. Podobno całymi dnami dała się obrzucać ptakami i nie protestowała, kiedy przyczepiano je do jej kostiumów. Nawet została przez nie poważnie poraniona. Ciekawe jest to, że Hitchcock swoje aktorki zawsze ubiera w szare lub zielone garsonki. A jaka wspaniała gra ptaków! ;) Sam reżyser wyznał, że były one karmione ziarnami nasączonymi whiskey - po to aby zwierzęta zachowywały się dziwacznie:) Koniecznie obejrzyjcie! Bardzo polecam.


Poniżej króciutki "wykład" samego Hitchcocka na temat filmu:)


9.02.2011

[Aktualizacja] "Wonder boys" (2000) + nowy łup


Opis z filmwebu

"Film reżysera "Tajemnic Los Angeles". Bohaterem utworu jest Grady Tripp, starzejący się profesor uniwersytetu i pisarz. Borykając się z przeciwnościami losu stara się dać własnej sławie, choć nie wydał nic od czasu wielkiej powieści sprzed siedmiu lat. Wplątuje się też w liczne, nieudane związki z kobietami a co więcej pani rektor uczelni, w której wykłada, jest z nim w ciąży."

Nadszedł czas na film o pisarzach i miłości do książek. Grady, wykładający literaturę na uniwersytecie wiedzie życie samotnika. Po sukcesie swojej pierwszej książki, nie potrafi dokończyć pisania drugiej (liczy ponad 2 tysiące stron:)). Niestety ma też inny problem - używki. Nie wyobraża sobie funkcjonowania bez trawki i innych dopalaczy. I taki właśnie jest Grady. Przyjaźni się ze swoimi uczniami - młodym i nietuzinkowym Jamesem, który zapowiada się na znakomitego pisarza oraz piękną Hannah, która jest zakochana w literaturze i pochłania ją tonami.
Niestety pewnego wieczoru dochodzi do zdarzania, które nieco zamiesza w życiu Jamesa. Grady jako jedyny świadek całego zajścia, chcąc nie chcąc, musi po
móc chłopakowi.
Jest to przede wszystkim film o dorastaniu, nie tylko w
sensie dosłownym. Mówi o dojrzałości literackiej, o tym, że czasami starając się za bardzo, możemy ponieść klęskę. Najlepsze są bowiem najprostsze rozwiązania. Bardzo specyficzny film i nie umiem ocenić go jednoznacznie. Musicie sami zobaczyć.





Poniżej wynik mojej wizyty w antykwariacie. Za całość dałam 10zł. Dwie ostatnie książki, zostały mi polecone przez antykwariusza, kiedy dowiedział się, że lubię Colette:)

1. "Klaudyna odchodzi" Colette, wydanie z roku 1958, cena -1zł
2."Paddington daje sobie radę", wydanie z roku 1988, cena - 3zł
3."Lucjan Leuwen", wydanie z roku 1956, cena - 1zł
4"Piękna rola", wydanie z roku 1982, cena -5zł

9.01.2011

"Corpus delicti" Juli Zeh

Corpus delicti - to z łaciny dowód rzeczowy świadczący o popełnionym przestępstwie. Czasami jednak okazuje się, że udowodnić prawdę jest znacznie trudniej...

Mamy drugą połowę XXI wieku. Odległa przyszłość, prawda? Życie na ziemi uległo całkowitej zmianie. Przyroda, lasy, łąki i zwierzęta uznawane są za źródło wszelakich chorób i niebezpieczeństw. Jakikolwiek kontakt z nimi jest zakazany. Jedzenie spożywane jest pod postacią kapsuł i tub. Zamiast kawy i herbaty - gorąca woda z odrobiną cytryny. Mieszkania wyposażone są w czujniki wszelkiej maści - dymu, poziomu zanieczyszczeń, składu moczu i kału. Ludzie zmuszani są do regularnej kontroli zdrowia. Społeczeństwo jest pod ścisłą kontrolą. To właśnie jest METODA. Nowy system przypominający nieco religię. Za złamanie jakiejkolwiek z zasad grożą kary ( na przykład w postaci zamrożenia na czas nieokreślony) i procesy sądowe.

Mia jest biologiem i niestety przyszło jej żyć w epoce METODY. Jest indywidualistą i myślicielką. Stroni od ludzi i jest osobą, która "potrzebuje przestrzeni dla siebie i swoich myśli". Jej brat, wielki przeciwnik systemu, jest człowiekiem, który nadal łowi ryby nad wodą, chodzi po lasach i cieszy się z uroków życia. Do czasu, kiedy pada na niego zarzut o gwałt i morderstwo. Wyniki badań DNA są jednoznaczne, uznaje się go za winnego. Ale czy na pewno? Niestety los okazuje się dla mężczyzny nieprzychylny i popełnia on samobójstwo. Mia jest wstrząśnięta. Jej noce i dnie pochłaniają wspomnienia o bracie. Jest zdruzgotana i stara się rozwikłać cała sprawę, bowiem nie wierzy w jego winę. Buntuje się przeciw METODZIE i nie stawia się na rutynowe badania a nawet...zapala papierosa (olaboga!). Zostaje postawiona przed sądem i popada w coraz większy konflikt z prawem. Czy dowiedzie niewinności brata? Co stanie się z Mią?

Książka przeraża! Przedstawia nam społeczeństwo przyszłości, dla której nie istnieje ból fizyczny. Uznawany jest on za przejaw choroby. Ludzie nie znają smaków, nie mogą zażywać kąpieli słonecznych ( w obawie przed rakiem skóry), nie mogą spacerować po lesie czy też podziwiać przyrody. Nie mogą nawet kochać osoby, która nie jest do nich immunologicznie dopasowana. Każdy występek przeciwko METODZIE z pewnością zostanie zarejestrowany na czujnikach i osądzony. "Corpus delicti" daje do myślenia. Nie bez kozery książka została okrzyknięta "intelektualną debatą". Polecam z czystym sumieniem.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...