Etykiety

5.04.2011

Urodziny Audrey Hepburn


Zupełnie przypadkiem (co fance po prostu nie przystoi) dowiedziałam się, że dziś przypadałyby 82 urodziny Audrey! Nie muszę chyba pisać jak ważna jest dla mnie ta aktorka, bo wszyscy czytelnicy tego bloga doskonale o tym wiedzą;)
Z okazji jej święta (przyznam, że jest to znakomity pretekst) zamierzam urządzić dziś noc filmową z tą znakomitą aktorką w roli głównej. Ponieważ obejrzałam już niemal wszystkie filmy z jej udziałem, pokuszę się o te mniej znane jak:

-Nous irons à Monte Carlo
-The Secret People
-
Young Wives' Tale

Relacje z seansów zdam niebawem:)

5.03.2011

"The Kid" (1921)

"Włóczęga znajduje podrzucone niemowlę, którego na próżno stara się pozbyć. Pięć lat później stanowią jedno serce i jedną duszę - chłopiec przejął aż do najdrobniejszego szczegółu nawyki swego opiekuna. Jeden kryje drugiego. Ale szczęście nie trwa długo, ponieważ matka, która tymczasem stała się sławną aktorką, chce odebrać dziecko. Charles próbuje pocieszać się marzeniem, ale rzeczywistość staje się nieomal piękniejsza od marzeń: matka przyjeżdża po dziecko i.. ojca, który przecież należy do szczęśliwej rodziny. "

Mam ogromny sentym
ent do starego kina, a niemego to już w szczególności. Wzruszająca historia włóczęgi, spotykającego na swej drodze porzucone maleństwo. Mężczyzna w spartańskich warunkach stara się zapewnić chłopcu bezpieczeństwo i opiekę. Między dwojgiem zawiązuje się nić miłości, przywiązania i przyjaźni.

Sielanka zostaje w końcu przerwana. Co czeka brzdąca i jego przybranego tatę? Zobaczcie sami:)

Wielki plus na pewno należy się Chaplinowi nie tylko za scenariusz, reżyserię, doskonałą grę ale także za wspaniałą muzykę. Nie bez kozery nazywany jest legendą kina niemego.

Film bawi i wzrusza. Mamy okazję przenieść się w zupełnie inny świat, trochę bajkowy, trochę sielankowy ale nie pozbawiony problemów i emocji.

Zachęcam gorąco;)

5.01.2011

"Nagi sad" Wiesław Myśliwski

Uwaga! Dobra książka... ale nie dla każdego.

Jest to debiut Wiesława Myśliwskiego kreślący widnokrąg zainteresowań i stylu, powtarzające się w kolejnych jego powieściach. Właśnie te zainteresowania i styl sprawiają, że niełatwo się "Nagi sad" czyta i rozumie.

Po pierwsze, bohaterowie i ich historie są mocno zakorzenione w polskiej wsi, w dodatku wsi, zdaję się, jeszcze pańszczyźnianej, ubogiej, patriarchalnej, pełnej ciężkiej pracy, od której zależy przeżycie człowieka.

Po drugie, miłość ojca i syna to niełatwy temat. Trudniej ją ubrać w słowa, bo to nie romantyka, czułości i maślane oczy.

Po trzecie, styl Myśliwskiego jest mocno filozoficzny, nieco zagmatwany, "gęsty od znaczeń", jak pisał J. Przyboś. Czy już lekko nie przefilozofowany to pozostawiam do indywidualnej oceny.

Drugą stroną medalu jest jednak to, że ta archaiczna polska wieś i ożywiona dla czytelnika jej codzienność są niezwykle ciekawe, choć w nas współczesnych niektóre obrazy mogą budzić niedowierzanie. Miłość ojcowska i synowska zaś zostały przez pisarza ujęte przejmująco, prawdziwie, dają się zrozumieć raczej na poziomie emocji niż rozsądku. Wreszcie styl, cóż więcej pisać, piękna polszczyzna.

Biorąc to wszystko pod uwagę należy do "Nagiego sadu" podejść uważniej, może wcale nie zainteresuje, a może właśnie przypomną się wakacje albo własne dzieciństwo na wsi, stanie przed oczami wyobraźni ojciec taki jak był lub taki, za jakim zawsze tęskniliśmy?

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Znak

4.30.2011

"Maciejka" Natalia Rogińska


Karolina ma 37 lat, kiepską pracę i wiedzie życie wyzwolonej singielki. Na studiach przeżyła burzliwy romans z żonatym promotorem i od tej chwili nie potrafi poradzić sobie z własnym życiem. Prowadzi notes, w którym zapisuje liczby swoich kochanków i ich charakterystyczne cechy. W jej kawalerce ciągle panuje nieład a lodówka świeci pustkami.

Zacznę najpierw od plusów "Maciejki". Po pierwsze pozycję czyta się łatwo, lekko i przyjemnie. Bywały momenty, że wybuchłam niepohamowanym śmiechem. Natalia Rogińska w idealny sposób nakreśla obraz społeczeństwa. Smutne, nudne i rozwiązłe życie singielek, próbujących wmówić sobie, iż są kobietami wyzwolonymi. Główna bohaterka pełni w książce rolę pielęgniarki a sama autorka z wykształcenia jest lekarzem. Miałam wrażenie, iż specjalnie ukazała realia pracy tej grupy zawodowej - zmęczenie, zniechęcenie, plotki przy kawie i cieście. Jednym słowem - szara rzeczywistość. Uważam, że cała historia jaka spotkała Karolinę, mogła spotkać także tysiące Polek w jej wieku.

Raziło mnie przede wszystkim to jak mało dojrzałą bohaterką była Karolina. 37 lat?? Ja bym jej dała góra 24. Jej tok myślenia, pomysły, wizje czasami budziły we mnie irytację.

Mimo, iż fabuła nie zawładnęła moim sercem, myślę, że śmiało mogę polecić ją miłośnikom filmowej Bridget Jones, fankom serialu " Seks w wielkim mieście"( Karolina zresztą była wielką entuzjastką serialu) oraz "Klub szalonych dziewic". Zdaje sobie sprawę, że jest ich miliony, więc "Maciejka" powinna spodobać się właśnie takim odbiorcom.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

4.29.2011

Na plaży...na plaży fajnie jest !


Ostatnie 3 dni spędziliśmy z narzeczonym na Wyspie Sobieszewskiej;) Tak, tak... to morze na zdjęciu obok to nasz Bałtyk. Postanowiliśmy zrobić sobie małe wakacje w środku roku akademickiego:) Całe dnie spędzaliśmy na długich spacerach brzegiem morza, błądzeniem po tamtejszych lasach (zgubiliśmy się raz i oczywiście wpadłam w panikę obawiając się ataku ze strony dzikiej zwierzyny), podziwiając tamtejsze koty (na wyspie są ich setki!) oraz smakując w przepysznych smażonych rybkach. Mogę śmiało rzecz, że odpoczęłam i naładowałam akumulatory na kolejne tygodnie pracy i nauki. Przy okazji odwiedziliśmy także Gdańsk wraz z jego najpiękniejszymi zabytkami i muzeami. Najmilej wspominam Muzeum Bursztynu. Oglądanie jaszczurki sprzed milionów lat uwięzionej w bursztynie, było czymś niezwykłym. Dużym przeżyciem było również przedostanie się na plaże przez strome kamienie, oblewane z obu stron Jeziorem i Wisłą. Narzeczony uwiecznił wszystko na filmie poniżej:)

4.28.2011

"Z ciemnością jej do twarzy" Kelly Keaton

Co prawda nie lubuję się w historiach o wampirach, dziwnych stworzeniach i magii, ale od tej książki nie mogłam się oderwać.

Poznajemy w niej młodą dziewczynę imieniem Ari, która okrutnie doświadczona przez los, pragnie dociec prawdy o swoim pochodzeniu. Nastolatka zdaje sobie sprawę ze swojej odrębności i dziwactwa - jej kolor włosów przypomina lśniące perły, a oczy zdają się bić niezwykłym blaskiem. Tak jak każdy młody człowiek w takiej sytuacji boryka się z samotnością i odtrąceniem. Z tego właśnie powodu wykazuje cechy indywidualizmu, jest silna, niezależna a zarazem pełna obaw.

Pewnego dnia odnajduje list od matki, ostrzegający przed wielkim niebezpieczeństwem. Jedynym wyjściem jest ucieczka... Przed kim? Przed czym? Tego Ari nie wie. Dowiaduje się, że wszystkie kobiety w jej rodzinie popełniają samobójstwo nie ukończywszy 21 roku życia, zostawiając na świecie córkę. W tym momencie dla Ari zaczyna się przygoda pełna tajemnic, mrocznych, mrożących krew w żyłach momentów. Trafia do przedziwnego miasta zamieszkałego przez innych odmieńców. Tam poznaje przystojnego Sebastiana - pół człowieka, pół wampira, który decyduje się jej pomóc...

Jak przystało na literaturę paranormal romance w tym momencie pojawia się "romance";)

Nie będę zdradzała reszty fabuły, aby nie psuć Wam radości z czytania. "Z ciemnością jej do twarzy" zdecydowanie trafia w gusta młodych ludzi. Ostatnio zapanowała moda na tego typu literaturę , za sprawą kultowej już opowieści o miłości dziewczyny z wampirem;)
W tym przypadku również mamy do czynienia z powieścią wydawaną w tomach. Kolejne części z pewnością wzbudzą we mnie nie mniejsze zainteresowanie.

Książkę czyta się lekko i przyjemnie. Ari jest tak interesującą postacią, że jej emocje i wypowiedzi pozwalają nam stworzyć sobie obraz bohaterki intrygującej, niebanalnej - jednym słowem szalenie ciekawej.
Gorąco polecam!

Premiera książki już 5 maja!

Za lekturę pełną magii dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.

4.26.2011

"Oznaki życia" Ken Hillman

Nota wydawcy:
"Energiczni i pewni siebie lekarze. Błyskawiczne i spektakularne akcje ratunkowe. Reanimacja zakończona pełnym sukcesem. Jeśli myślisz, że taka jest rzeczywistość, to jesteś w wielkim błędzie! Oznaki życia to mocna książka, która odziera ze złudzeń nasze wyobrażenia o oddziałach intensywnej terapii. To książka, która wywołuje burzliwą dyskusję o sensie sztucznego podtrzymywaniu życia i granicach ludzkiej wytrzymałości."



Idealny "kąsek" dla wszystkich miłośników medycyny i nie tylko.

Autor ukazuje nam realia życia szpitalnego; jego hierarchię, strukturę, organizacje pracy na intensywnej terapii, czy niełatwą pracę lekarzy,którzy zmuszeni są nie tylko decydować o trudnych kwestiach życia i śmierci (nie rzadko starając się uniknąć podejrzeń o eutanazję), ale także ich poświęcenie w walce o życie i zdrowie pacjenta.

Autor uświadamia jak długą drogę musi pokonać student medycyny, aby stać się specjalistą w danej dziedzinie (kardiologiem, neurologiem czy pediatrą). Często wymaga to wręcz zmiany swojego przytulnego mieszkania na małą, ciasną kanapę stojącą w pokoju lekarskim w szpitalu.

W serialach medycznych jak "Dr. House" czy "Chirurdzy" obraz życia na ostrym dyżurze niestety często mija się z prawdą. Szczególnie mowa tu o resuscytacji, która w 70% kończy się tragicznie.

Ken Hillman, jako lekarz przytacza nam opisy najciekawszych przypadków. Dzięki licznym opisom chorób mogłam poszerzyć swoją wiedzę z zakresu medycyny i diagnostyki, a także fizjologii człowieka. Nie ukrywam, iż, z racji studiów, leży to w kręgu moich zainteresowań.
Nie mogę powiedzieć nic złego o tej pozycji. Dla mnie "Oznaki życia" były rewelacyjne, intrygujące i wciągające. Nie umiem być obiektywna, bo lubuje się w takiej tematyce i mam ochotę sięgnąć po kolejne książki z tej serii.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak

4.23.2011

"Odkryć zarządzanie" Katarzyna Czainska

Odkryłam zarządzanie:) Właśnie skończyłam czytać książkę Katarzyny Czainskiej i dowiedziałam się, że praca menedżera „nie polega wyłącznie na graniu w golfa, chodzeniu na lunche, udziale w bankietach i wybieraniu najnowszych modeli samochodów. Nie polega również na zasiadaniu w pięknym gabinecie, flirtowaniu z sekretarką czy lataniu prywatnym odrzutowcem po świecie”.

Autorka miała rację, podobne przekonania o menedżerach pokutują w narodzie, zresztą ja sama miałam dość podobne zdanie. Jest to poniekąd uzasadnione, spora część „specjalistów” od zarządzania właśnie tak widzi swoją pracę. Ale, jak zauważa autorka, nie powinno to psuć ogólnego obrazu zarządzania, tak jak znachorzy, różdżkarze i rosyjscy hipnotyzerzy z TV nie powinni zniekształcać obrazu medycyny.

Wracając do samej książki: na całe szczęście nie jest to historia zarządzania. Pewne dane historyczne są w minimalnych ilościach i wyjątkowo ciekawie dobrane (Henry Ford i klan Toyota). Dalej następuje przejście do aktualnych i palących zagadnień zarządzania, związanych np. z globalizacją, interkulturowością współczesnych przedsiębiorstw, aplikacjami komputerowymi używanymi dla oceny kompetencji czy andragogiką, czyli edukacją dorosłych. Ciekawy jest również rozdział o tzw. management fiction, czyli poradnikach w stylu: jak zostać top menedżerem w weekend czy też „Jezus Chrystus menedżer”.

„Odkryć zarządzanie” nie jest więc pozycją dla tzw. bystrzaków (nie wiem skąd ta pobłażliwość dla polskiego klienta, anglojęzyczny oryginał mówi prosto: dla głupków), jest to profesjonalna książka, która powinna przypaść do gustu tym, którzy zarządzanie dopiero odkrywają lub też odkrywają na nowo.

Za tę niełatwą ale dobrą książkę dziękuję wydawnictwu PWN.

4.22.2011

"Hanami - Kwiat wiśni" (2008)

"Rudi i Trudi są niczym stare drzewa. Czas rozkwitu ich wieloletniego związku przypadł na okres wychowywania trójki dzieci. Rytm dni w ich małżeństwie odmierzają małe rytuały. Spokój i bezpieczeństwo tego zapiętego na ostatni guzik życia mąci wiadomość o chorobie męża. Trudi postanawia nieść ciężar sama i nie informuje Rudiego o diagnozie. Odwiedziny u ich dzieci wywołuje obustronną frustrację -dzieci czują się zażenowane nagłą wizytą. Najwięcej zrozumienia i sympatii okazuje im obca osoba - Franzi - partnerka życiowa córki. Dzięki niej spełnia się dosyć nieoczekiwanie marzenie Trudi. Idą razem na spektakl tańca Butoh, którym Trudi fascynuje się od lat. W czasie wizyty w nadbałtyckim hotelu nieoczekiwanie dla Rudiego jego życie zmienia się diametralnie. Rudi wyrusza w podróż do Japonii, która staje się wędrówką w głąb siebie, jego związku z żoną, istoty życia oraz bezinteresownej miłości. "Hanami - kwiat wiśni" to film pełen uczucia i ujmujących obrazów, które uzupełniają niezwykle ważne przesłanie filmu"

Jestem pod tak ogromnym wrażeniem tego filmu, że moja noc przeszła nieomal bezsennie. Wreszcie dane mi było obejrzeć film mówiący o prawdziwym, realnym życiu ( a nie o baletnicach wyrywających sobie skórki z palców). "Hanami - kwiat wiśni" to cudowny, smutny a zarazem niosący nadzieję film o prawdziwej miłości, poświęceniu, sensie życia. Do tego oczywiście mój ukochany kraj - Japonia:) Polecam Wam z czystym sumieniem. Sami musicie poczuć jego klimat i wyrobić sobie zdanie. Mówiąc o nim za dużo, popsuła bym Wam cały seans.

4.20.2011

"Jaśki" Arrou-Vignod

Nota wydawcy
"Kiedy w rodzinie ma się sześciu chłopaków, nie da się nudzić nawet przez sekundę. Zwłaszcza z Janem-A, który zawsze chce być szefem, z klubem tajnych agentów Jana-B, Janem-C, który nigdy nic nie rozumie, z Janem-D zwanym Demolką, złotymi rybkami Jana-E, i Janem-F, który nie przestaje płakać... Nie mówiąc już o przeprowadzce, bijatykach z bandą Castorsów i kuzynami Fougasse'ami o odstających uszach... Na całe szczęście tata to złota rączka, a mama jest bardzo zorganizowana!

Książka Arrou-Vignoda to świetna zabawa dla całej rodziny. Perypetie Jaśków na pewno rozbawią wszystkich fanów Mikołajka."

Jaśki towarzyszą mi w długie wieczory od jakichś 2 miesięcy. Dawkowałam ich sobie w momentach, kiedy chciałam znowu poczuć się jak dziecko, pełne fantazji, marzeń, ciekawe świata. Zarówno "Mikołajek" jak i "Jaśki" mają w sobie coś, co nie pozwala się oderwać choćby na chwilę. Zabrakło mi tu tylko większego poczucia humoru. Podczas lektury "Mikołajka" śmiałam się do rozpuku. W przypadku Jaśków, po prostu się relaksowałam. Co wcale nie oznacza, że nie polecam lektury.
Coraz bardziej zasmuca mnie fakt, że wielu dorosłych zatraca w sobie takiego małego odkrywce. Zapomina o tym, jakie było jego dzieciństwo. Co czuł, co myślał i czego się bał. Dlatego tak trudno im zrozumieć własne dzieci. Książki takie jak "Mikołajek" czy "Jaśki" są idealne zarówno dla najmłodszych, jak i dla dorosłych.
Osobiście uwielbiam ten moment, kiedy odrywam się od codzienności i choćby na moment znowu staję się małą dziewczynką z brązowymi loczkami:) Polecam

4.18.2011

"Informacja w internecie" Magdalena Karciarz, Maciej Dutko




Strasznie lubię czytać książki, które uzupełniają moją wiedzę z dziedzin, którymi na co dzień się nie interesuje. Książka „Informacja w internecie” jest kompendium wiedzy o historii internetu, powstawaniu pierwszych stron www i, przede wszystkim, o szumie informacyjnym i sposobie jak sobie z nim radzić.

Książka porusza także problemy praw autorskich, fenomen portali społecznościowych czy też popularnej encyklopedii Wikipedia.

Nie da sie ukryć, że internet zrewolucjonizował nasze życie. To w jaki sposób z niego korzystamy zależy tylko od nas. Gdyby nie ta książka nie wiedziałabym o kanałach RSS, możliwości wykorzystania niektórych narzędzi i opcji wyszukiwarek. Okazało się, iż mimo że korzystam z internetu codziennie, to wiele rzeczy odkrywałam z niekrytym zdziwieniem („Oooo! to tak można? Nie wiedziałam.”).

„Informacja w internecie” zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Spodobał mi się również cytat zawarty gdzieś pośrodku książki: „Wiedzę możemy zdobywać od innych, ale mądrości musimy nauczyć się sami”. Albo jak mawiała moja nauczycielka chemii w liceum: „Można doprowadzić osła do wodopoju, ale nie zmusi się go do wypicia”. ;)

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu PWN

4.17.2011

Już jest!


Z dawna oczekiwana biografia Audrey Hepburn ( napisana przez jej syna) - znowu w sprzedaży!!! Swoją premierę miała 15 kwietnia i tego samego dnia, cieplutką i pachnącą trzymałam ją w łapkach. Dla wszystkich fanów to nie lada gratka! Poniżej mała próbka:) Ahh:)

4.16.2011

"1Q84" Haruki Murakami

No i stało się. Drugie spotkanie Klubu Literatury przeszło do historii:) Z wypiekami na twarzach dzieliliśmy się emocjami związanymi z lekturą "1Q84". Wszyscy zgodnym chórem przyznaliśmy, że podczas czytania odczuwało się niepokój. I nikt z nas nie potrafił odpowiedzieć na pytanie
- dlaczego? Bohaterowie książek Murakamiego są zawsze tajemniczy, samotni, kryją pewne sekrety, bywają nietuzinkowi. Często znajdują się w sytuacjach, które przecięty człowiek nie jest w stanie wytłumaczyć. Wiele trzeba dopowiedzieć sobie samemu.
"1Q84" nawiązuje do powieści Georga Orwella. Pochodzenie tytułu można tłumaczyć na dwa sposoby. Po pierwsze litera Q w języku angielskim brzmi bardzo podobnie jak japońska cyfra 9. Drugie źródło podaje iż literka Q oznacza wyraz "question". W "1Q84" Murakami po raz kolejny przeplata losy kobiety i mężczyzny. Samotny pisarz i piękna morderczyni. Oboje zostają wplątani w dziwną grę, spotykają dziwnych ludzi i starają się wyjaśnić niezwykłe okoliczności. Są rozdarci pomiędzy dwoma światami i zadają sobie pytanie, który z nich, jest tym rzeczywistym. Zachęcam wszystkim do przeczytania tej książki. Nie chcę zdradzać więcej. Uważam, że każdego czytelnika wciągnie i zmusi do myślenia.
Nie mogę doczekać się drugiej części powieści ...


Poniżej plakat naszego klubu. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu...

4.14.2011

Dylematy filmowe

Ostatnio czuję nieodpartą chęć na obejrzenie czegoś na prawdę mocnego. Czegoś, co dosłownie wbije mnie w fotel i nie umknie z moich myśli tak szybko. W moim przypadku bardzo o to trudno. Rzadko który film pozostawia we mnie taki ślad, niepokój czy ekscytację. Jestem bardzo wybrednym konsumentem filmowym.
Dobrze pamiętam jak w wieku 5-6 lat obejrzałam film "Uśpieni". Widziałam go tylko raz (właśnie będąc dzieckiem) i do tej pory sceny z filmu często przewijają się w mojej pamięci. Wywarł na mnie tak ogromne wrażenie! Pisząc to, zastanawiam się czemu do tej pory nie obejrzałam go po raz drugi, mając te 17 lat więcej;)
A czy Wy macie taki film? Byłabym wdzięczna za Wasze opinie, bo brakuje mi takich filmowych przeżyć;)

ps: trzymajcie za mnie kciuki, jutro z koleżanką prowadzimy spotkanie Literatury Japońskiej. Na tapecie najnowsza książka Murakamiego "1Q84". Właśnie kończę ją czytać.

4.11.2011

"Zrozumieć kryzys finansowy" John B. Taylor

Macie wśród swoich znajomych ekonomistów albo sami połykacie ekonomiczne książki? Jeśli tak, to polecam „Zrozumieć kryzys finansowy”. Nie bez podstaw napisałam o połykaniu książek. Tę lekturę czytało mi się przyjemnie, szybko, stylistycznie jest ok – oczywiście nie spodziewałam się w ekonomicznym dyskursie kwiecistego słownictwa i mowy wiązanej – w tym sensie, że autor skupia się na konkretach, wprowadza czytelnika w problem, objaśnia go i celnie wszystko podsumowuje. Jaśniej i przejrzyściej chyba już się nie da. Można powiedzieć, że jest to książka „user-friendly”: wprowadzenie (a właściwie dwa, bo autorem jednego jest L. Balcerowicz – ten, co „musi odejść”) stawia pewne hipotezy, kilka rozdziałów rozpracowuje zagadnienie, robiąc po drodze małe konkluzje, wreszcie epilog stawia kropkę nad i. Gdyby tego było mało, autor na końcu uprzedza „często zadawane pytania” natrętnych czytelników;)

Sama chciałabym zadać parę pytań autorowi, panu Johnowi Taylorowi, bo wydaje się być sympatycznym gościem. Poprosiłabym go na przykład o... wytłumaczenie tego wszystkiego jeszcze raz, tak na chłopski rozum. Bo, przyznam się, nic nie zrozumiałam. Ale nie można mieć do mnie pretensji, moja znajomość ekonomii ogranicza się do zarządzania własnym szczuplutkim portfelem – i tyle.

Ale wszystkim pasjonatom ekonomii gorąco tę książkę polecam. Nie sądziłam, że specjalistyczne książki można pisać tak szczegółowo, nie popadając przy tym w bełkot.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu PWN.

4.09.2011

"Nauka po prostu. Wywiady z wybitnymi." Tomasz Rożek

Nota wydawcy:
"Nauka - po prostu. Wywiady z wybitnymi” to zbiór wywiadów z uznanymi polskimi
naukowcami, reprezentującymi różne dziedziny nauki. nanotechnologię,
cybernetykę i robotykę,
fizykę cząstek,
badania mózgu,
internet i jego rolę komunikacyjną,
klimat i modyfikacje pogody,
genetykę człowieka.Celem książki jest ukazanie współczesnych wyników badań, przyszłości dyscyplin i ich związków z życiem i świadomością człowieka, wyjaśnienie trudnych tematów na przykładzie codziennych sytuacji, za pomocą przystępnego, barwnego, komunikatywnego języka. Dodatkowym atutem książki są zdjęcia naukowe z renomowanych agencji międzynarodowych oraz infografiki wyjaśniające omawiane w wywiadach mechanizmy i procesy."

Na początku pragnę powiedzieć, że był to jeden z najlepszych zakupów w tym roku. Od strony graficznej i wizualnej, książka zasługuje na celujący. Podzielono ją na działy: genetyka, fizyka cząstek, neurologia, nanotechnologia, meteorologia, psychologia w internecie. Pan Tomasz Rożek przeprowadza wywiady na wyżej wymienione tematy z wybitnymi jednostkami z danej dziedziny wiedzy w Polsce. Pyta o zagrożenia, nadzieje, szanse i korzyści płynące z wykorzystania wiedzy i umiejętności z poszczególnych sfer. Niezwykle pomocne są ilustracje, które dla laika z danego sektora, ogromnie ułatwiają zrozumienie tematu. Książkę czytało mi się wspaniale, ponieważ uwielbiam taką tematykę i w wielu naukach (genetyka, nanotechnologia) "obracam się" na co dzień.
Zdecydowanie jest to pozycja, która uczy i zaskakuje. Dowiedziałam się mnóstwa ciekawych i zaskakujących rzeczy.
Czy wiecie, że w Wielkiej Brytanii na przystankach autobusowych zamontowano reklamy, które odczytując płeć i wiek człowieka patrzącego na nie, potrafią dopasować do niego swój przekaz. Często też odczytują emocje człowieka i zmieniają się od strony graficznej. Niesamowite, prawda?
Zachęcam!

4.08.2011

Klub Literatury Japońskiej



Drugie, długo oczekiwane spotkanie odbędzie się 15 kwietnia 2011 r. o godzinie 18:00 w Katedrze Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego przy ul. Gdańskiej 107 w sali 11.

Tematem spotkania będzie omówienie książki Haruki Murakami-ego pt. "1Q84".
Pokrótce przedstawimy fabułę utworu, podzielimy się naszymi spostrzeżeniami, porozmawiamy o poruszanych w niej kwestiach.
Zachęcamy do przeczytania książki i uczestnictwa w spotkaniu.

4.05.2011

"Pijąc kawę gdzie indziej" Zz Packer


Nota wydawcy
""Pijąc kawę gdzie indziej" okrzyknięto w Stanach Zjednoczonych najciekawszym debiutem ostatnich lat. Jest to znakomity zbiór opowiadań, zawierający osiem wielokrotnie nagradzanych tekstów, publikowanych wcześniej przez autorkę w prasie.
Opowiadania napisane są oszczędnym, przezroczystym stylem. Każde z nich dotyka ważnych problemów społecznych, takich jak rasizm, homoseksualizm, bieda, brak perspektyw, frustracja.
Bohaterki ZZ Packer to niepewne swego miejsca w świecie outsiderki: czarna studentka zakochana w białej koleżance, młoda nauczycielka przygnębiona okrucieństwem i brakiem zainteresowania ze strony uczniów, czternastolatka uciekająca z domu religijnej ciotki, by odnaleźć uzależnioną od narkotyków matkę, Amerykanka w Tokio bez pieniędzy i szans na poprawę losu."

Zbiór opowiadań tej młodej autorki ukazuje nie tylko problemy rasowe, ale także trudną sytuację społeczną ludzi, którzy mogą czuć się inni. W książce czytamy o typowej sytuacji skomplikowanych relacji biały - czarny, ale także o osamotnieniu religijnej dziewczynki i młodej Amerykanki w Tokio. "Pijąc kawę gdzie indziej" przytacza między innymi przykład ciemnoskórej dziewczynki, która zakochuje się w swojej białej koleżance, ciemnoskórego, hospitalizowanego mężczyzny, który dostrzega, iż jego biały kolega łóżko obok jest lepiej traktowany przez pielęgniarki niż on. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak mniejszości czują się w nowym miejscu zamieszkania. Wynika to może z tego, że uważam wszystkich za równych sobie i nigdy nie miałam żadnych uprzedzeń. Czasami pobyt w obcym mieście niejako wymusza na nich pewne zachowania, na które nie odważyli by się, będąc w swoim kraju.
Przyznam szczerze, że książka nie jest lekka i przyjemna. Zmusza do refleksji i przemyśleń.

Przytoczę Wam pewien bardzo ciekawy fragment książki:

"- Kupiłam sobie sukienkę na zimową zabawę - zwróciła się do Livii. - Długą, atłasową i wąską, z różyczkami na ramiączkach. Ramiączka są w tym miętowym kolorze, który wszystkie teraz noszą, ale reszta jest obcisła i cielista"

Po przeczytaniu tego krótkiego tekstu, od razu włączyła mi się lampka w głowie. Słowo "cielisty" jest przecież inaczej odbierany przez ludzi o różnym kolorze skóry.

4.04.2011

"Nada sou sou" 2006

"8-letni Yataro został wychowywany przez swoją matkę, która często chadzała z nim na pokazy muzyczne do pobliskiego baru, gdzie poznała rozwiedzionego muzyka w średnim wieku. Trębacz na co dzień opiekował się swoją małą 5-letnią córeczką o imieniu Kaoru. Trwająca krótko przyjaźń przemieniła się w małżeństwo, więc Yataro i Kaoru stają się rodzeństwem i zamieszkują w niewielkiej restauracji położonej na skraju plaży. Na tym kończy się dobra opowieść, ponieważ ojciec postanawia opuścić rodzinę porzucając swoją córkę. Stan zdrowia matki Yataro pogarsza się, a nieustająca rozpacz i żal w konsekwencji doprowadzają do jej śmierci. Przez kilka kolejnych lat rodzeństwo wychowywane jest przez babcię, zamieszkującą jedną z pobliskich wysp nieopodal Okinawy. Yataro osiągając dojrzały wiek postanawia rzucić szkołę średnią i przeprowadza się na 'stały ląd', gdzie zajmuje się dostarczaniem świeżych warzyw i owoców na pobliskim targowisku. Pracuje bardzo ciężko, chcąc zdobyć pieniądze na budowę swojej własnej restauracji. Mija już kilka lat odkąd, po raz ostatni, widział swoją młodszą siostrę, dlatego też wiadomość o jej przyjeździe bardzo go cieszy. Kaoru postanowiła przeprowadzić się do brata by uczęszczać do cieszącej się dobrą opinią szkoły średniej. W dniu spotkania oboje nie kryją zaskoczenia widząc siebie jako dorosłych ludzi. "

Co prawda, miałam nie oglądać nowych filmów, ale nie mogłam się powstrzymać. Jak wiecie interesuje się Japonią oraz jej kulturą, dlatego tym bardziej ciężko mi było odmówić. Film może do arcydzieł zaliczyć nie mogę, jednakże jest w nim coś przejmującego i smutnego. Od początku bardzo trudno jest określić jakie uczucia łączą tych dwoje ludzi. Wszystko, co napotykają na swej drodze jest pasmem niepowodzeń i mam wrażenie, iż reżyser specjalnie zastosował taki zabieg. Gdyby nie stykali się trudnościami, film chyba nie miałby sensu. Finał, niestety bardzo tragiczny. Musicie sami się przekonać dlaczego. Na pewno jest to ten typ kina, który na długo pozostaje w pamięci. Gdybym mogła coś poradzić - oglądajcie go w ciszy i skupieniu, analizując zachowanie bohaterów i ich uczucia. Sądzę, że film oglądany "w przelocie" nie dostarczy Wam aż tak dużych wrażeń.

3.28.2011

Najnowszy stos


Obiecane zdjęcia nowych lokatorów ;). Udało mi się je nabyć w bardzo promocyjnych cenach. Książkę rozkładaną "Mikołajek" otrzymałam w prezencie od wydawnictwa Znak.
Przepraszam za jakoś zdjęcia, które zrobiłam wieczorem. Przeważnie nie ma mnie w domu w ciągu dnia i nie mam możliwości uchwycenia ich w lepszym świetle.
Od góry:
1. "Siedem pożarów Mademoiselle" Vilar Esther
2. "Rozważania psa Mafa i jego przyjaciółki Marilyn Monroe" O'Hagan Andrew
3. "Coś pożyczonego" Emily Giffin
4. " Twarzą w twarz" Maria Siemionow
5. "Powrót Niani" McLauchlin&Kraus
6." Witaj na świecie maleńka" Fannie Flagg
7. "Blondynka na językach - hiszpański " Beata Pawlikowska
8. "Blondynka na językach - włoski" Beata Pawlikowska
9. "Kraina zwana tutaj" Ahern Cecelia
10. "Jillian Westfield wyszła za mąż" Winn Scotch Allison
11. "Ogród wiecznej wiosny" Cristina Lopez Barrio

3.24.2011

Roztrzepana

Czy wy też macie to uczucie, że czas płynie za szybko i nie zdążyłyście zrobić nawet połowy z tego, co zaplanowałyście sobie na dany dzień? Mi takie uczucie towarzyszy niemal każdego dnia. W moim pięknym, kalendarzu w kwiaty dzień zaplanowany od a do z... przychodzi koniec dnia, a ja w powijakach:) Dzisiejszy dzień miał przynieść mi tyle zrealizowanych postanowień a tu....guzik! Jestem na punkcie nr 4 na jakieś 10:) Winę zwalam na wiosenne rozkojarzenie!
W poniedziałek wybrałam się do Empiku, z którego wyszłam z 8 książkami:) Zdaje sobie sprawę, że do Światowego Dnia Książki jeszcze daleko, ale nie mogłam się oprzeć. Zdjęcia stosiku wrzucę jutro, wieczorne światło nie sprzyja zdjęciom.
Natknęłam się dziś na bardzo ciekawą nowość wydawniczą. Będzie można ją nabyć z dniem 6 kwietnia:

"Wiosenne święto wiśniowych kwiatów, które przesuwa się ku północnemu krańcowi Japonii - wyspie Hokkaido, wywołuje u Japończyków nie mniej entuzjazmu niż dziwaczne teleturnieje i maleńkie gadżety.
Will Ferguson uczestniczył w typowych obchodach tego święta. Po spożyciu stanowczo zbyt dużej ilości sake oświadczył, że zostanie pierwszą w historii osobą, która dotrzyma kroku kwitnieniu kwiatów w ich wędrówce na północ. A chcąc, by wyzwanie było jeszcze trudniejsze, postanowił odbyć całą podróż autostopem, który w Japonii jest praktycznie nieznany, i polegać na uprzejmości obcych ludzi. Jak się okazało, ci byli nieraz cudowni, a kiedy indziej cudaczni."


Co o niej sądzicie?

3.20.2011

Rozweselacz na pochmurny dzień

Nie wiem jak Was, ale ta piosenka zawsze wprawia mnie w wesoły nastrój....mimo, że jest dla dzieci;)

3.19.2011

"Ring" Koji Suzuki

"Asakawa jest dziennikarzem dużego tokijskiego dziennika. Pewnego dnia trafia na sprawę zagadkowej śmierci czwórki nastolatków. Umarli o tej samej porze, w różnych częściach miasta. Przyczyny zgonu pozostają nieznane. Asakawa rozpoczyna prywatne śledztwo. Wkrótce trafia na trop tajemniczej kasety wideo, która okazuje się nośnikiem zabójczej klątwy. Osoba, która obejrzy film, ginie dokładnie siedem dni póżniej. Wśród przypadkowych widzów śmiercionośnego nagrania znalazły się już żona i córeczka Asakawy. Czy uda się pokonać fatum? Czy młody dziennikarz zdoła zatrzymać łańcuch tragicznych wypadków?
Krąg wciągniętych w śmiertelną zagadkę wciąż się powiększa. "

Aj jaj jaj!! Przeczytałam książkę w niesamowitym napięciu..od początku do samego końca. Może trudno w to uwierzyć, ale nie znałam wersji kinowej, ani tej japońskiej, ani amerykańskiej. "Ring" wpadł mi w ręce zupełnie przez przypadek.
Historia młodego dziennikarza, będącego na tropie fascynującej i śmiertelnie niebezpiecznej zagadki. Na jej rozwiązanie ma 7 dni...jeśli mu się nie uda, zginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Jak liczycie na sceny grozy i rozlew krwi, to niestety, poczujecie się zawiedzeni. Cała atmosfera "Ringu" polega na tym, że doskonale zdajemy sobie sprawę z obecności jakiejś wyższej siły, nieomal czujemy jej oddech na plecach....ale nie mamy zielonego pojęcia czym ta siła jest i pod jaką postacią się ukrywa. Nie mogłam oderwać się od książki nawet na sekundę, co chwilę powtarzając sobie "oj jeszcze jeden rozdział, tylko jeden". Takim sposobem skończyłam ją czytać w mgnieniu oka:)
Przede wszystkim książka wciąga bez reszty... Ciężko mi powiedzieć, że się bałam, bo tak nie było, jednakże czułam nieodpartą chęć dowiedzenia się, jak historia się zakończy. Koji Suzuki buduje napięcie na każdej stronie i umiejętnie utrzymuje je do końca.
Polecam!!!

3.12.2011

Ryżowe ciasteczka


Dzisiejsza pogoda zdecydowanie nastraja do działania:) Na tapetę poszły ciasteczka ryżowe, które mój narzeczony jadał w dzieciństwie. Mi niestety nie było to dane:)

Przepis:
całe opakowanie kleiku ryżowego dla dzieci (ja miałam jakiś z Nestle)
pół kostki margaryny
2 jajka
opakowanie cukru wanilinowego
łyżka proszku do pieczenia
dżem malinowy i morelowy (ja użyłam takich, ale można kombinować ze smakami na wiele sposób)
Wszystko razem wyrabiamy w łapkach aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Formujemy kuleczki wielkości orzecha włoskiego i wydrążamy miejsce na dżem. Nastawiamy piekarnik na 190 stopni i pieczemy około 10-15 minut.
W smaku są niesamowite! Należy pamiętać jednak aby trzymać je w zamkniętym pudełeczku, wtedy nie stwardnieją tak szybko i dłużej zachowają świeżość!
Smacznego!

3.10.2011

"Ich noce" (1934)



"Buntowniczka Ellie Andrews poślubia Kinga Wesleya, ale jej bogaty ojciec unieważnia ich związek. Zdesperowana dziewczyna postanawia uciec od rodziny i wyjechać do Nowego Jorku, gdzie jest King. W autobusie spotyka dziennikarza Petera Warne'a, który stawia jej ultimatum, albo ona zgodzi się podróżować z nim, albo on wyda ją jej ojcu. Warne ma nadzieję na zdobycie materiału na świetny artykuł, ale nie przewidział, że zakocha się w Ellie... "Ich noce" to pierwszy film, któremu udało się zdobyć pięć najważniejszych Oscarów - za najlepszy film, reżyserię, scenariusz, głównego aktora i aktorkę. Wyczyn ten powtórzony został dopiero w 1976 roku przez "Lot nad kukułczym gniazdem" oraz w 1992 roku, przez "Milczenie owiec". Kiedy Gable - symbol męskości, zdjął koszule w jednej ze scen i okazało się, że nie ma na sobie podkoszulka, sprzedaż tego produktu w USA spadła drastycznie. Odtąd prawdziwi mężczyźni odmówili noszenia tej części garderoby. Clark Gable, który w owym czasie miał podpisany kontrakt z MGM, został wypożyczony Columbii do tego filmu. Była to "kara" za niesubordynacje i odmowę zagrania w kilku projektach MGM. Kara okazała się darem (w postaci Oscara) dla Gable'a"


Cudowny! Historia może dość banalna, (i bardzo podobna do tej, opowiedzianej w "Rzymskich wakacjach" z Audrey Hepburn) lecz zagrana tak rewelacyjnie, zarówno przez Gable'a jak i Colbert, że oglądało się ją z przyjemnością. Nie mam żadnych wątpliwości, czemu ten film otrzymał aż 5 Oscarów! Role, grane przez Gable'a zawsze mnie poruszają (patrz: "Przeminęło z wiatrem"), bowiem gra w nich mężczyzn z charakterem, buntowników odstających od reszty a zarazem szarmanckich i troszczących się o kobiety (uroku zresztą też bardzo trudno mu odmówić). Nie wiem jak Wy, ale mi trudno znaleźć takich wśród dzisiejszych, amerykańskich gwiazd.
Film czekał na mnie już jakiś czas i bardzo się cieszę, że w końcu go obejrzałam. Nie nudziłam się na nim nawet przez chwilę, a bywały nawet momenty niekontrolowanego wybuchu śmiechu. Rewelacyjna, lekka komedia, którą polecam Wam w takie pochmurne i deszczowe (przynajmniej w Łodzi mamy taką pogodę) dni jak dziś.

ps: oglądałam ostatnio "Czarnego łabędzia". Nie spodobał mi się do tego stopnia, że nie będę o nim pisać. Chyba za dużo od niego oczekiwałam nasłuchując się tysięcy pozytywnych recenzji na jego temat. Odtwórczyni głównej roli zasłużenie otrzymała Oscara, tutaj nie mam żadnych wątpliwości ( bardzo podobała mi się także ścieżka dźwiękowa). Jednak sam film, według mnie, pozostawia dużo do życzenia...


3.07.2011

Happiness and relax


Jak ja lubię takie dni jak dziś, kiedy wracając do domu nic nie muszę i mam czas na wszystkie słabostki i zasłużony odpoczynek. Sesję uznaję za zakończoną! Dziś zaliczyłam ostatni egzamin z przedmiotu Gene Expression Regulations:) (studiuje w języku angielskim). Jak tylko wróciłam do domu, poczułam cudowną błogość... Narzeczony podał mi pyszną kawusię z pianką i rewelacyjne ciasto z musem cytrynowym. Dzisiejszy wieczór planuje poświęcić na lekturę "Nauki po prostu" oraz "Jaśków" (przecież nie każda lektura musi być ambitna, prawda?:P).
Naładuje akumulatory i pozytywnie nastroje się na długi i bardzo ciężki tydzień, który zresztą trochę mnie przeraża. Czekają mnie zajęcia na uczelni, praca w firmie, 2 godziny korepetycji z japońskiego, francuskiego i angielskiego i praca na portalu. Od jakiegoś czasu potrafię wszystko pogodzić i nie przejmuje się niepowodzeniami. Najważniejsze w życiu jest to, aby człowiek robił to, co kocha i cieszył się tym...wszystko inne da się przeskoczyć:)

3.05.2011

Wiosno przybywaj!



Na dworze mróz aż strach. Szczerze mówiąc, liczyłam na rychłe przybycie wiosny i niestety... zawiodłam się. Siedzę w mieszkaniu zagłębiając się w nauce, obowiązkach i przyjemnościach. Jednak wolałabym robić to wszystko na powietrzu, oświetlana przez promienie słońca. Oglądam moje zdjęcia z wakacji i strasznie za nimi tęsknie. Nie tylko za beztroską, bo tej również mi brakuje, ale za ciepłem, zapachem kwiatów i owoców. A tu co? Ciemno na dworze i temperatura ujemna... ani widu ani słychu poprawy. Przed chwilą słyszałam, że od jutra ma padać śnieg. Pozostawię to bez komentarza.
Jak mówią - Co nas nie zabije, to wzmocni! Staram się więc uzbroić w cierpliwość i uprzyjemniać sobie czas na różne sposoby. Dziś, oprócz czytania "Nauki po prostu", zafundowałam sobie pyszną latte z pistacjową czekoladą obsypaną kawałkami gorzkiej czekolady, brązowym cukrem i pianą do sufitu. Niby drobnostka a potrafi tak bardzo wpłynąć na mój nastrój.
Ostatnio sporo czasu poświęcam na myślenie o moim weselu. Wielki dzień zbliża się nieubłaganie, a ja kompletnie nie przejmuje się tym, czym powinna panna młoda. Kompletnie o tym nie myślę, ani o sukni ani o wystroju sali, orkiestrze....absolutnie o niczym. Nie jestem zwolenniczką wesel, ale jako jedynaczka zostałabym wydziedziczona, gdybym nie miała kościelnego ślubu z wielką pompą. Trudno, jakoś przeżyje. Najbardziej śmieszy mnie to, że na weselu 90% gości to osoby, z którymi się widzę raz na pół roku(albo rzadziej) i dziwnie, będzie dzielić z nimi tak ważny dla mnie dzień. Jednak więzy krwi to nie wszystko. Widać, jestem mało rodzinna. Staram się jednak nastroić pozytywnie i myśleć o tym dniu jako o czymś niezwykłym dla mnie i mojego narzeczonego. Impreza jest przecież dla gości, a nie dla nas. Może coś nam odbije i uciekniemy po mszy w długą podróż poślubną i tyle nas będą widzieć....wcale nie głupi ten pomysł;)

3.04.2011

"Śniadanie u Tiffany'ego" Truman Capote



"Opublikowana w 1958 r. powieść "Śniadanie u Tiffany'ego" szybko trafiła na listę bestsellerów. Historia młodej Amerykanki wiodącej karnawałowe życie w Nowym Jorku, łamiącej serca mężczyznom i polującej na męża milionera urzekła też krytyków, którzy wskazywali, że to coś więcej niż wielkomiejskie story o wodzącej facetów za nos, cynicznej playgirl; że prezentowany przez Holly Golightly sposób na życie odzwierciedla jej lęk przed zwyczajnym dorosłym życiem, prozą ułożonej i spokojnej egzystencji. Zresztą tylko do czasu ułożonej, bo przecież nieodpornej na zrządzenia losu. Dziewczyna nie chce stabilizacji - co manifestuje m.in. dopiskiem "w podróży" na wizytówce - ale szuka poczucia bezpieczeństwa, które symbolizuje marzenie o zjedzeniu śniadania w sklepie Tiffany'ego, najpotężniejszego jubilera na świecie. Powieść Capote'a to także kapitalny obraz Nowego Jorku w latach 40. XX w., po którym oprowadza czytelników narrator-pisarz, sąsiad i przyjaciel Holly Golightly. "

Dobrze wiecie, że nie mogę zachować dystansu do książki, na podstawie której powstało piękne i niezapomniane dzieło z moją ukochaną Audrey w roli głównej. Przyznam szczerze, że najpierw obejrzałam film, potem przeczytałam książkę. Jestem pewna, że fabuły przybliżać Wam nie muszę. Jednak uwaga! Film troszeczkę różni się od oryginalnego "scenariusza" napisanego przez pana Trumana. Początkowo w roli Holly miała wystąpić Monroe, ale na szczęście reżyser podjął słuszną decyzję. Audrey nadaje postaci Holly subtelności i delikatności i nie wyobrażam sobie tego filmu bez niej. Swoją drogą zarówno książka jak i film wprowadzają w nasze życie tyle kolorów, optymizmu, pokazuje jak należy cieszyć się życiem, nie przejmując się drobnostkami i szybko zapominając o porażkach i złych chwilach. Ten film zawsze poprawiał mi nastrój i będzie do robił chyba do końca moich dni. Polecam bardzo gorąco!



Kocham "Moon river" śpiewaną przez Audrey w filmie. Mimo, że głosu operowego nie miała, to piosenka ma w sobie coś magicznego i coś, co sprawia, że chce się ją słuchać bez końca. Zgadzacie się ze mną?

3.02.2011

Muzyka na dziś

Idealna na takie wieczory jak dziś...

3.01.2011

"Dżuma" Albert Camus



"Niemal natychmiast po premierze "Dżumę" (1947) okrzyknięto jedną z najbardziej humanistycznych książek w historii literatury. Równie szybko dostrzeżono w niej nie tylko reminiscencje wojennych doświadczeń pisarza, ale uniwersalną opowieść o naturze człowieka. Paradoksalnie, kronikarska relacja z fikcyjnej epidemii dżumy pustoszącej algierski Oran w latach 40. XX w., pełna jest wątpliwości i pytań o naturę zła i zasadność wyborów etycznych, które nie ustają nawet po opanowaniu choroby. Bohaterowie powieści, mieszkańcy odciętego od świata portowego miasta, przyjmują różne postawy w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Od pełnego poświęcenia lekarza Rieux, bez względu na konsekwencje leczącego pacjentów, przez widzącego w zarazie karę boską i dotkniętego kryzysem wiary jezuitę Paneloux, po handlarza Cottarda, liczącego, że dzięki epidemii uniknie kary za nadużycia. Jak żyć w świecie, w którym zło i absurd są wszechobecne i niezniszczalne ("bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika")? - pyta Camus. I odpowiada postacią doktora Rieux, który podejmuje heroiczną walkę, mimo iż wie, że "zwycięstwa będą zawsze tymczasowe" i być może okupione najwyższą ceną. Ale tylko w ten sposób człowiek może ocalić człowieczeństwo i nadać sens swojej egzystencji."

Ciężko mi się ją czytało. Trudna lektura mówiąca o strachu, bólu, rozpaczy, braku nadziei i widmie epidemii. Panika i niepokój wręcz biją z każdej stronicy książki. Camus opisał to w bardzo niezwykły i ujmujący sposób, który trudno porównać do jakiegokolwiek innego pisarza. "Dżuma" mówi o ludziach, których los nagle stał się niepewny. Ludziach, którzy z dnia na dzień musieli zrezygnować ze swoich marzeń, porzucić ukochane osoby, wyzbyć się dotychczasowego życia. Ich codziennością stała się walka o przeżycie i strach o najbliższych. Dołująca, aczkolwiek godna polecania. Poniżej mała próbka.


"Ciała wrzucano pośpiesznie do dołów. Jeszcze nie doleciały do dna, gdy łopaty wapna spadały na twarze i ziemia pokrywała je anonimowo w owych jamach, które drążono coraz głębiej. Jednakże nieco później wypadło szukać czego innego i posunąć się jeszcze dalej. Zarządzenie prefektury wywłaszczyło posiadaczy koncesji na wieczność, ekshumowane szczątki poszły do krematoryjnego pieca. Wkrótce zmarłych na dżumę trzeba było odwozić do krematorium. Ale teraz musiano użyć starego pieca do spopielania zwłok, który znajdował się we wschodniej stronie miasta, za bramami. Posterunek straży przesunięto dalej, a pewien urzędnik merostwa ułatwił znacznie zadanie władz, radząc użyć tramwajów, które dawniej obsługiwały skalną drogę nadmorską i stały teraz bezużyteczne. W tym celu przystosowano wnętrza wozów motorowych i przyczep, usuwając siedzenia; linia zawracała przy piecu, który w ten sposób stał się stacją krańcową.
Pod koniec lata, podobnie jak podczas deszczów jesiennych, co noc skalną drogą wspinały się dziwne orszaki tramwajów bez pasażerów, kołysząc się nad morzem. Mieszkańcy dowiedzieli się w końcu, co to jest. I mimo patroli broniących wejścia na drogę ludzie dość często przedostawali się na skały sterczące nad falami i gdy przejeżdżały tramwaje, rzucali kwiaty do środka. Słychać było wówczas, jak tramwaje poskrzypują w letniej nocy, dźwigając ładunek kwiatów i trupów".

Powrót

Ojj nie było mnie jakiś czas. Luty minął mi tak szybko, że nawet nie zdążyłam się obejrzeć. Dzisiaj czytając Wasze blogi zdałam sobie sprawę, że bardzo długo nic nie pisałam. Niestety doszły mi dodatkowe obowiązki, którym muszę sprostać. Mam dla Was bardzo złe wieści, szczególnie dla miłośników moich kotków -Cynamona i Behemocika. Zostały otrute przez sąsiada, któremu widać chyba w czymś przeszkadzały. Jest mi tak niezmiernie przykro z tego powodu i bardzo mi ich brakuje. Nic się nie poradzi na ludzkie okrucieństwo....Ostatnio przez to mam troszkę podlejszy nastrój.
Witam Was niestety smutną nowiną chociaż mam nadzieję, że następne wpisy będą już optymistyczne.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...