Etykiety

4.18.2011

"Informacja w internecie" Magdalena Karciarz, Maciej Dutko




Strasznie lubię czytać książki, które uzupełniają moją wiedzę z dziedzin, którymi na co dzień się nie interesuje. Książka „Informacja w internecie” jest kompendium wiedzy o historii internetu, powstawaniu pierwszych stron www i, przede wszystkim, o szumie informacyjnym i sposobie jak sobie z nim radzić.

Książka porusza także problemy praw autorskich, fenomen portali społecznościowych czy też popularnej encyklopedii Wikipedia.

Nie da sie ukryć, że internet zrewolucjonizował nasze życie. To w jaki sposób z niego korzystamy zależy tylko od nas. Gdyby nie ta książka nie wiedziałabym o kanałach RSS, możliwości wykorzystania niektórych narzędzi i opcji wyszukiwarek. Okazało się, iż mimo że korzystam z internetu codziennie, to wiele rzeczy odkrywałam z niekrytym zdziwieniem („Oooo! to tak można? Nie wiedziałam.”).

„Informacja w internecie” zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Spodobał mi się również cytat zawarty gdzieś pośrodku książki: „Wiedzę możemy zdobywać od innych, ale mądrości musimy nauczyć się sami”. Albo jak mawiała moja nauczycielka chemii w liceum: „Można doprowadzić osła do wodopoju, ale nie zmusi się go do wypicia”. ;)

Za możliwość lektury dziękuję Wydawnictwu PWN

4.17.2011

Już jest!


Z dawna oczekiwana biografia Audrey Hepburn ( napisana przez jej syna) - znowu w sprzedaży!!! Swoją premierę miała 15 kwietnia i tego samego dnia, cieplutką i pachnącą trzymałam ją w łapkach. Dla wszystkich fanów to nie lada gratka! Poniżej mała próbka:) Ahh:)

4.16.2011

"1Q84" Haruki Murakami

No i stało się. Drugie spotkanie Klubu Literatury przeszło do historii:) Z wypiekami na twarzach dzieliliśmy się emocjami związanymi z lekturą "1Q84". Wszyscy zgodnym chórem przyznaliśmy, że podczas czytania odczuwało się niepokój. I nikt z nas nie potrafił odpowiedzieć na pytanie
- dlaczego? Bohaterowie książek Murakamiego są zawsze tajemniczy, samotni, kryją pewne sekrety, bywają nietuzinkowi. Często znajdują się w sytuacjach, które przecięty człowiek nie jest w stanie wytłumaczyć. Wiele trzeba dopowiedzieć sobie samemu.
"1Q84" nawiązuje do powieści Georga Orwella. Pochodzenie tytułu można tłumaczyć na dwa sposoby. Po pierwsze litera Q w języku angielskim brzmi bardzo podobnie jak japońska cyfra 9. Drugie źródło podaje iż literka Q oznacza wyraz "question". W "1Q84" Murakami po raz kolejny przeplata losy kobiety i mężczyzny. Samotny pisarz i piękna morderczyni. Oboje zostają wplątani w dziwną grę, spotykają dziwnych ludzi i starają się wyjaśnić niezwykłe okoliczności. Są rozdarci pomiędzy dwoma światami i zadają sobie pytanie, który z nich, jest tym rzeczywistym. Zachęcam wszystkim do przeczytania tej książki. Nie chcę zdradzać więcej. Uważam, że każdego czytelnika wciągnie i zmusi do myślenia.
Nie mogę doczekać się drugiej części powieści ...


Poniżej plakat naszego klubu. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu...

4.14.2011

Dylematy filmowe

Ostatnio czuję nieodpartą chęć na obejrzenie czegoś na prawdę mocnego. Czegoś, co dosłownie wbije mnie w fotel i nie umknie z moich myśli tak szybko. W moim przypadku bardzo o to trudno. Rzadko który film pozostawia we mnie taki ślad, niepokój czy ekscytację. Jestem bardzo wybrednym konsumentem filmowym.
Dobrze pamiętam jak w wieku 5-6 lat obejrzałam film "Uśpieni". Widziałam go tylko raz (właśnie będąc dzieckiem) i do tej pory sceny z filmu często przewijają się w mojej pamięci. Wywarł na mnie tak ogromne wrażenie! Pisząc to, zastanawiam się czemu do tej pory nie obejrzałam go po raz drugi, mając te 17 lat więcej;)
A czy Wy macie taki film? Byłabym wdzięczna za Wasze opinie, bo brakuje mi takich filmowych przeżyć;)

ps: trzymajcie za mnie kciuki, jutro z koleżanką prowadzimy spotkanie Literatury Japońskiej. Na tapecie najnowsza książka Murakamiego "1Q84". Właśnie kończę ją czytać.

4.11.2011

"Zrozumieć kryzys finansowy" John B. Taylor

Macie wśród swoich znajomych ekonomistów albo sami połykacie ekonomiczne książki? Jeśli tak, to polecam „Zrozumieć kryzys finansowy”. Nie bez podstaw napisałam o połykaniu książek. Tę lekturę czytało mi się przyjemnie, szybko, stylistycznie jest ok – oczywiście nie spodziewałam się w ekonomicznym dyskursie kwiecistego słownictwa i mowy wiązanej – w tym sensie, że autor skupia się na konkretach, wprowadza czytelnika w problem, objaśnia go i celnie wszystko podsumowuje. Jaśniej i przejrzyściej chyba już się nie da. Można powiedzieć, że jest to książka „user-friendly”: wprowadzenie (a właściwie dwa, bo autorem jednego jest L. Balcerowicz – ten, co „musi odejść”) stawia pewne hipotezy, kilka rozdziałów rozpracowuje zagadnienie, robiąc po drodze małe konkluzje, wreszcie epilog stawia kropkę nad i. Gdyby tego było mało, autor na końcu uprzedza „często zadawane pytania” natrętnych czytelników;)

Sama chciałabym zadać parę pytań autorowi, panu Johnowi Taylorowi, bo wydaje się być sympatycznym gościem. Poprosiłabym go na przykład o... wytłumaczenie tego wszystkiego jeszcze raz, tak na chłopski rozum. Bo, przyznam się, nic nie zrozumiałam. Ale nie można mieć do mnie pretensji, moja znajomość ekonomii ogranicza się do zarządzania własnym szczuplutkim portfelem – i tyle.

Ale wszystkim pasjonatom ekonomii gorąco tę książkę polecam. Nie sądziłam, że specjalistyczne książki można pisać tak szczegółowo, nie popadając przy tym w bełkot.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu PWN.

4.09.2011

"Nauka po prostu. Wywiady z wybitnymi." Tomasz Rożek

Nota wydawcy:
"Nauka - po prostu. Wywiady z wybitnymi” to zbiór wywiadów z uznanymi polskimi
naukowcami, reprezentującymi różne dziedziny nauki. nanotechnologię,
cybernetykę i robotykę,
fizykę cząstek,
badania mózgu,
internet i jego rolę komunikacyjną,
klimat i modyfikacje pogody,
genetykę człowieka.Celem książki jest ukazanie współczesnych wyników badań, przyszłości dyscyplin i ich związków z życiem i świadomością człowieka, wyjaśnienie trudnych tematów na przykładzie codziennych sytuacji, za pomocą przystępnego, barwnego, komunikatywnego języka. Dodatkowym atutem książki są zdjęcia naukowe z renomowanych agencji międzynarodowych oraz infografiki wyjaśniające omawiane w wywiadach mechanizmy i procesy."

Na początku pragnę powiedzieć, że był to jeden z najlepszych zakupów w tym roku. Od strony graficznej i wizualnej, książka zasługuje na celujący. Podzielono ją na działy: genetyka, fizyka cząstek, neurologia, nanotechnologia, meteorologia, psychologia w internecie. Pan Tomasz Rożek przeprowadza wywiady na wyżej wymienione tematy z wybitnymi jednostkami z danej dziedziny wiedzy w Polsce. Pyta o zagrożenia, nadzieje, szanse i korzyści płynące z wykorzystania wiedzy i umiejętności z poszczególnych sfer. Niezwykle pomocne są ilustracje, które dla laika z danego sektora, ogromnie ułatwiają zrozumienie tematu. Książkę czytało mi się wspaniale, ponieważ uwielbiam taką tematykę i w wielu naukach (genetyka, nanotechnologia) "obracam się" na co dzień.
Zdecydowanie jest to pozycja, która uczy i zaskakuje. Dowiedziałam się mnóstwa ciekawych i zaskakujących rzeczy.
Czy wiecie, że w Wielkiej Brytanii na przystankach autobusowych zamontowano reklamy, które odczytując płeć i wiek człowieka patrzącego na nie, potrafią dopasować do niego swój przekaz. Często też odczytują emocje człowieka i zmieniają się od strony graficznej. Niesamowite, prawda?
Zachęcam!

4.08.2011

Klub Literatury Japońskiej



Drugie, długo oczekiwane spotkanie odbędzie się 15 kwietnia 2011 r. o godzinie 18:00 w Katedrze Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Łódzkiego przy ul. Gdańskiej 107 w sali 11.

Tematem spotkania będzie omówienie książki Haruki Murakami-ego pt. "1Q84".
Pokrótce przedstawimy fabułę utworu, podzielimy się naszymi spostrzeżeniami, porozmawiamy o poruszanych w niej kwestiach.
Zachęcamy do przeczytania książki i uczestnictwa w spotkaniu.

4.05.2011

"Pijąc kawę gdzie indziej" Zz Packer


Nota wydawcy
""Pijąc kawę gdzie indziej" okrzyknięto w Stanach Zjednoczonych najciekawszym debiutem ostatnich lat. Jest to znakomity zbiór opowiadań, zawierający osiem wielokrotnie nagradzanych tekstów, publikowanych wcześniej przez autorkę w prasie.
Opowiadania napisane są oszczędnym, przezroczystym stylem. Każde z nich dotyka ważnych problemów społecznych, takich jak rasizm, homoseksualizm, bieda, brak perspektyw, frustracja.
Bohaterki ZZ Packer to niepewne swego miejsca w świecie outsiderki: czarna studentka zakochana w białej koleżance, młoda nauczycielka przygnębiona okrucieństwem i brakiem zainteresowania ze strony uczniów, czternastolatka uciekająca z domu religijnej ciotki, by odnaleźć uzależnioną od narkotyków matkę, Amerykanka w Tokio bez pieniędzy i szans na poprawę losu."

Zbiór opowiadań tej młodej autorki ukazuje nie tylko problemy rasowe, ale także trudną sytuację społeczną ludzi, którzy mogą czuć się inni. W książce czytamy o typowej sytuacji skomplikowanych relacji biały - czarny, ale także o osamotnieniu religijnej dziewczynki i młodej Amerykanki w Tokio. "Pijąc kawę gdzie indziej" przytacza między innymi przykład ciemnoskórej dziewczynki, która zakochuje się w swojej białej koleżance, ciemnoskórego, hospitalizowanego mężczyzny, który dostrzega, iż jego biały kolega łóżko obok jest lepiej traktowany przez pielęgniarki niż on. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jak mniejszości czują się w nowym miejscu zamieszkania. Wynika to może z tego, że uważam wszystkich za równych sobie i nigdy nie miałam żadnych uprzedzeń. Czasami pobyt w obcym mieście niejako wymusza na nich pewne zachowania, na które nie odważyli by się, będąc w swoim kraju.
Przyznam szczerze, że książka nie jest lekka i przyjemna. Zmusza do refleksji i przemyśleń.

Przytoczę Wam pewien bardzo ciekawy fragment książki:

"- Kupiłam sobie sukienkę na zimową zabawę - zwróciła się do Livii. - Długą, atłasową i wąską, z różyczkami na ramiączkach. Ramiączka są w tym miętowym kolorze, który wszystkie teraz noszą, ale reszta jest obcisła i cielista"

Po przeczytaniu tego krótkiego tekstu, od razu włączyła mi się lampka w głowie. Słowo "cielisty" jest przecież inaczej odbierany przez ludzi o różnym kolorze skóry.

4.04.2011

"Nada sou sou" 2006

"8-letni Yataro został wychowywany przez swoją matkę, która często chadzała z nim na pokazy muzyczne do pobliskiego baru, gdzie poznała rozwiedzionego muzyka w średnim wieku. Trębacz na co dzień opiekował się swoją małą 5-letnią córeczką o imieniu Kaoru. Trwająca krótko przyjaźń przemieniła się w małżeństwo, więc Yataro i Kaoru stają się rodzeństwem i zamieszkują w niewielkiej restauracji położonej na skraju plaży. Na tym kończy się dobra opowieść, ponieważ ojciec postanawia opuścić rodzinę porzucając swoją córkę. Stan zdrowia matki Yataro pogarsza się, a nieustająca rozpacz i żal w konsekwencji doprowadzają do jej śmierci. Przez kilka kolejnych lat rodzeństwo wychowywane jest przez babcię, zamieszkującą jedną z pobliskich wysp nieopodal Okinawy. Yataro osiągając dojrzały wiek postanawia rzucić szkołę średnią i przeprowadza się na 'stały ląd', gdzie zajmuje się dostarczaniem świeżych warzyw i owoców na pobliskim targowisku. Pracuje bardzo ciężko, chcąc zdobyć pieniądze na budowę swojej własnej restauracji. Mija już kilka lat odkąd, po raz ostatni, widział swoją młodszą siostrę, dlatego też wiadomość o jej przyjeździe bardzo go cieszy. Kaoru postanowiła przeprowadzić się do brata by uczęszczać do cieszącej się dobrą opinią szkoły średniej. W dniu spotkania oboje nie kryją zaskoczenia widząc siebie jako dorosłych ludzi. "

Co prawda, miałam nie oglądać nowych filmów, ale nie mogłam się powstrzymać. Jak wiecie interesuje się Japonią oraz jej kulturą, dlatego tym bardziej ciężko mi było odmówić. Film może do arcydzieł zaliczyć nie mogę, jednakże jest w nim coś przejmującego i smutnego. Od początku bardzo trudno jest określić jakie uczucia łączą tych dwoje ludzi. Wszystko, co napotykają na swej drodze jest pasmem niepowodzeń i mam wrażenie, iż reżyser specjalnie zastosował taki zabieg. Gdyby nie stykali się trudnościami, film chyba nie miałby sensu. Finał, niestety bardzo tragiczny. Musicie sami się przekonać dlaczego. Na pewno jest to ten typ kina, który na długo pozostaje w pamięci. Gdybym mogła coś poradzić - oglądajcie go w ciszy i skupieniu, analizując zachowanie bohaterów i ich uczucia. Sądzę, że film oglądany "w przelocie" nie dostarczy Wam aż tak dużych wrażeń.

3.28.2011

Najnowszy stos


Obiecane zdjęcia nowych lokatorów ;). Udało mi się je nabyć w bardzo promocyjnych cenach. Książkę rozkładaną "Mikołajek" otrzymałam w prezencie od wydawnictwa Znak.
Przepraszam za jakoś zdjęcia, które zrobiłam wieczorem. Przeważnie nie ma mnie w domu w ciągu dnia i nie mam możliwości uchwycenia ich w lepszym świetle.
Od góry:
1. "Siedem pożarów Mademoiselle" Vilar Esther
2. "Rozważania psa Mafa i jego przyjaciółki Marilyn Monroe" O'Hagan Andrew
3. "Coś pożyczonego" Emily Giffin
4. " Twarzą w twarz" Maria Siemionow
5. "Powrót Niani" McLauchlin&Kraus
6." Witaj na świecie maleńka" Fannie Flagg
7. "Blondynka na językach - hiszpański " Beata Pawlikowska
8. "Blondynka na językach - włoski" Beata Pawlikowska
9. "Kraina zwana tutaj" Ahern Cecelia
10. "Jillian Westfield wyszła za mąż" Winn Scotch Allison
11. "Ogród wiecznej wiosny" Cristina Lopez Barrio

3.24.2011

Roztrzepana

Czy wy też macie to uczucie, że czas płynie za szybko i nie zdążyłyście zrobić nawet połowy z tego, co zaplanowałyście sobie na dany dzień? Mi takie uczucie towarzyszy niemal każdego dnia. W moim pięknym, kalendarzu w kwiaty dzień zaplanowany od a do z... przychodzi koniec dnia, a ja w powijakach:) Dzisiejszy dzień miał przynieść mi tyle zrealizowanych postanowień a tu....guzik! Jestem na punkcie nr 4 na jakieś 10:) Winę zwalam na wiosenne rozkojarzenie!
W poniedziałek wybrałam się do Empiku, z którego wyszłam z 8 książkami:) Zdaje sobie sprawę, że do Światowego Dnia Książki jeszcze daleko, ale nie mogłam się oprzeć. Zdjęcia stosiku wrzucę jutro, wieczorne światło nie sprzyja zdjęciom.
Natknęłam się dziś na bardzo ciekawą nowość wydawniczą. Będzie można ją nabyć z dniem 6 kwietnia:

"Wiosenne święto wiśniowych kwiatów, które przesuwa się ku północnemu krańcowi Japonii - wyspie Hokkaido, wywołuje u Japończyków nie mniej entuzjazmu niż dziwaczne teleturnieje i maleńkie gadżety.
Will Ferguson uczestniczył w typowych obchodach tego święta. Po spożyciu stanowczo zbyt dużej ilości sake oświadczył, że zostanie pierwszą w historii osobą, która dotrzyma kroku kwitnieniu kwiatów w ich wędrówce na północ. A chcąc, by wyzwanie było jeszcze trudniejsze, postanowił odbyć całą podróż autostopem, który w Japonii jest praktycznie nieznany, i polegać na uprzejmości obcych ludzi. Jak się okazało, ci byli nieraz cudowni, a kiedy indziej cudaczni."


Co o niej sądzicie?

3.20.2011

Rozweselacz na pochmurny dzień

Nie wiem jak Was, ale ta piosenka zawsze wprawia mnie w wesoły nastrój....mimo, że jest dla dzieci;)

3.19.2011

"Ring" Koji Suzuki

"Asakawa jest dziennikarzem dużego tokijskiego dziennika. Pewnego dnia trafia na sprawę zagadkowej śmierci czwórki nastolatków. Umarli o tej samej porze, w różnych częściach miasta. Przyczyny zgonu pozostają nieznane. Asakawa rozpoczyna prywatne śledztwo. Wkrótce trafia na trop tajemniczej kasety wideo, która okazuje się nośnikiem zabójczej klątwy. Osoba, która obejrzy film, ginie dokładnie siedem dni póżniej. Wśród przypadkowych widzów śmiercionośnego nagrania znalazły się już żona i córeczka Asakawy. Czy uda się pokonać fatum? Czy młody dziennikarz zdoła zatrzymać łańcuch tragicznych wypadków?
Krąg wciągniętych w śmiertelną zagadkę wciąż się powiększa. "

Aj jaj jaj!! Przeczytałam książkę w niesamowitym napięciu..od początku do samego końca. Może trudno w to uwierzyć, ale nie znałam wersji kinowej, ani tej japońskiej, ani amerykańskiej. "Ring" wpadł mi w ręce zupełnie przez przypadek.
Historia młodego dziennikarza, będącego na tropie fascynującej i śmiertelnie niebezpiecznej zagadki. Na jej rozwiązanie ma 7 dni...jeśli mu się nie uda, zginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Jak liczycie na sceny grozy i rozlew krwi, to niestety, poczujecie się zawiedzeni. Cała atmosfera "Ringu" polega na tym, że doskonale zdajemy sobie sprawę z obecności jakiejś wyższej siły, nieomal czujemy jej oddech na plecach....ale nie mamy zielonego pojęcia czym ta siła jest i pod jaką postacią się ukrywa. Nie mogłam oderwać się od książki nawet na sekundę, co chwilę powtarzając sobie "oj jeszcze jeden rozdział, tylko jeden". Takim sposobem skończyłam ją czytać w mgnieniu oka:)
Przede wszystkim książka wciąga bez reszty... Ciężko mi powiedzieć, że się bałam, bo tak nie było, jednakże czułam nieodpartą chęć dowiedzenia się, jak historia się zakończy. Koji Suzuki buduje napięcie na każdej stronie i umiejętnie utrzymuje je do końca.
Polecam!!!

3.12.2011

Ryżowe ciasteczka


Dzisiejsza pogoda zdecydowanie nastraja do działania:) Na tapetę poszły ciasteczka ryżowe, które mój narzeczony jadał w dzieciństwie. Mi niestety nie było to dane:)

Przepis:
całe opakowanie kleiku ryżowego dla dzieci (ja miałam jakiś z Nestle)
pół kostki margaryny
2 jajka
opakowanie cukru wanilinowego
łyżka proszku do pieczenia
dżem malinowy i morelowy (ja użyłam takich, ale można kombinować ze smakami na wiele sposób)
Wszystko razem wyrabiamy w łapkach aż do uzyskania gładkiej konsystencji. Formujemy kuleczki wielkości orzecha włoskiego i wydrążamy miejsce na dżem. Nastawiamy piekarnik na 190 stopni i pieczemy około 10-15 minut.
W smaku są niesamowite! Należy pamiętać jednak aby trzymać je w zamkniętym pudełeczku, wtedy nie stwardnieją tak szybko i dłużej zachowają świeżość!
Smacznego!

3.10.2011

"Ich noce" (1934)



"Buntowniczka Ellie Andrews poślubia Kinga Wesleya, ale jej bogaty ojciec unieważnia ich związek. Zdesperowana dziewczyna postanawia uciec od rodziny i wyjechać do Nowego Jorku, gdzie jest King. W autobusie spotyka dziennikarza Petera Warne'a, który stawia jej ultimatum, albo ona zgodzi się podróżować z nim, albo on wyda ją jej ojcu. Warne ma nadzieję na zdobycie materiału na świetny artykuł, ale nie przewidział, że zakocha się w Ellie... "Ich noce" to pierwszy film, któremu udało się zdobyć pięć najważniejszych Oscarów - za najlepszy film, reżyserię, scenariusz, głównego aktora i aktorkę. Wyczyn ten powtórzony został dopiero w 1976 roku przez "Lot nad kukułczym gniazdem" oraz w 1992 roku, przez "Milczenie owiec". Kiedy Gable - symbol męskości, zdjął koszule w jednej ze scen i okazało się, że nie ma na sobie podkoszulka, sprzedaż tego produktu w USA spadła drastycznie. Odtąd prawdziwi mężczyźni odmówili noszenia tej części garderoby. Clark Gable, który w owym czasie miał podpisany kontrakt z MGM, został wypożyczony Columbii do tego filmu. Była to "kara" za niesubordynacje i odmowę zagrania w kilku projektach MGM. Kara okazała się darem (w postaci Oscara) dla Gable'a"


Cudowny! Historia może dość banalna, (i bardzo podobna do tej, opowiedzianej w "Rzymskich wakacjach" z Audrey Hepburn) lecz zagrana tak rewelacyjnie, zarówno przez Gable'a jak i Colbert, że oglądało się ją z przyjemnością. Nie mam żadnych wątpliwości, czemu ten film otrzymał aż 5 Oscarów! Role, grane przez Gable'a zawsze mnie poruszają (patrz: "Przeminęło z wiatrem"), bowiem gra w nich mężczyzn z charakterem, buntowników odstających od reszty a zarazem szarmanckich i troszczących się o kobiety (uroku zresztą też bardzo trudno mu odmówić). Nie wiem jak Wy, ale mi trudno znaleźć takich wśród dzisiejszych, amerykańskich gwiazd.
Film czekał na mnie już jakiś czas i bardzo się cieszę, że w końcu go obejrzałam. Nie nudziłam się na nim nawet przez chwilę, a bywały nawet momenty niekontrolowanego wybuchu śmiechu. Rewelacyjna, lekka komedia, którą polecam Wam w takie pochmurne i deszczowe (przynajmniej w Łodzi mamy taką pogodę) dni jak dziś.

ps: oglądałam ostatnio "Czarnego łabędzia". Nie spodobał mi się do tego stopnia, że nie będę o nim pisać. Chyba za dużo od niego oczekiwałam nasłuchując się tysięcy pozytywnych recenzji na jego temat. Odtwórczyni głównej roli zasłużenie otrzymała Oscara, tutaj nie mam żadnych wątpliwości ( bardzo podobała mi się także ścieżka dźwiękowa). Jednak sam film, według mnie, pozostawia dużo do życzenia...


3.07.2011

Happiness and relax


Jak ja lubię takie dni jak dziś, kiedy wracając do domu nic nie muszę i mam czas na wszystkie słabostki i zasłużony odpoczynek. Sesję uznaję za zakończoną! Dziś zaliczyłam ostatni egzamin z przedmiotu Gene Expression Regulations:) (studiuje w języku angielskim). Jak tylko wróciłam do domu, poczułam cudowną błogość... Narzeczony podał mi pyszną kawusię z pianką i rewelacyjne ciasto z musem cytrynowym. Dzisiejszy wieczór planuje poświęcić na lekturę "Nauki po prostu" oraz "Jaśków" (przecież nie każda lektura musi być ambitna, prawda?:P).
Naładuje akumulatory i pozytywnie nastroje się na długi i bardzo ciężki tydzień, który zresztą trochę mnie przeraża. Czekają mnie zajęcia na uczelni, praca w firmie, 2 godziny korepetycji z japońskiego, francuskiego i angielskiego i praca na portalu. Od jakiegoś czasu potrafię wszystko pogodzić i nie przejmuje się niepowodzeniami. Najważniejsze w życiu jest to, aby człowiek robił to, co kocha i cieszył się tym...wszystko inne da się przeskoczyć:)

3.05.2011

Wiosno przybywaj!



Na dworze mróz aż strach. Szczerze mówiąc, liczyłam na rychłe przybycie wiosny i niestety... zawiodłam się. Siedzę w mieszkaniu zagłębiając się w nauce, obowiązkach i przyjemnościach. Jednak wolałabym robić to wszystko na powietrzu, oświetlana przez promienie słońca. Oglądam moje zdjęcia z wakacji i strasznie za nimi tęsknie. Nie tylko za beztroską, bo tej również mi brakuje, ale za ciepłem, zapachem kwiatów i owoców. A tu co? Ciemno na dworze i temperatura ujemna... ani widu ani słychu poprawy. Przed chwilą słyszałam, że od jutra ma padać śnieg. Pozostawię to bez komentarza.
Jak mówią - Co nas nie zabije, to wzmocni! Staram się więc uzbroić w cierpliwość i uprzyjemniać sobie czas na różne sposoby. Dziś, oprócz czytania "Nauki po prostu", zafundowałam sobie pyszną latte z pistacjową czekoladą obsypaną kawałkami gorzkiej czekolady, brązowym cukrem i pianą do sufitu. Niby drobnostka a potrafi tak bardzo wpłynąć na mój nastrój.
Ostatnio sporo czasu poświęcam na myślenie o moim weselu. Wielki dzień zbliża się nieubłaganie, a ja kompletnie nie przejmuje się tym, czym powinna panna młoda. Kompletnie o tym nie myślę, ani o sukni ani o wystroju sali, orkiestrze....absolutnie o niczym. Nie jestem zwolenniczką wesel, ale jako jedynaczka zostałabym wydziedziczona, gdybym nie miała kościelnego ślubu z wielką pompą. Trudno, jakoś przeżyje. Najbardziej śmieszy mnie to, że na weselu 90% gości to osoby, z którymi się widzę raz na pół roku(albo rzadziej) i dziwnie, będzie dzielić z nimi tak ważny dla mnie dzień. Jednak więzy krwi to nie wszystko. Widać, jestem mało rodzinna. Staram się jednak nastroić pozytywnie i myśleć o tym dniu jako o czymś niezwykłym dla mnie i mojego narzeczonego. Impreza jest przecież dla gości, a nie dla nas. Może coś nam odbije i uciekniemy po mszy w długą podróż poślubną i tyle nas będą widzieć....wcale nie głupi ten pomysł;)

3.04.2011

"Śniadanie u Tiffany'ego" Truman Capote



"Opublikowana w 1958 r. powieść "Śniadanie u Tiffany'ego" szybko trafiła na listę bestsellerów. Historia młodej Amerykanki wiodącej karnawałowe życie w Nowym Jorku, łamiącej serca mężczyznom i polującej na męża milionera urzekła też krytyków, którzy wskazywali, że to coś więcej niż wielkomiejskie story o wodzącej facetów za nos, cynicznej playgirl; że prezentowany przez Holly Golightly sposób na życie odzwierciedla jej lęk przed zwyczajnym dorosłym życiem, prozą ułożonej i spokojnej egzystencji. Zresztą tylko do czasu ułożonej, bo przecież nieodpornej na zrządzenia losu. Dziewczyna nie chce stabilizacji - co manifestuje m.in. dopiskiem "w podróży" na wizytówce - ale szuka poczucia bezpieczeństwa, które symbolizuje marzenie o zjedzeniu śniadania w sklepie Tiffany'ego, najpotężniejszego jubilera na świecie. Powieść Capote'a to także kapitalny obraz Nowego Jorku w latach 40. XX w., po którym oprowadza czytelników narrator-pisarz, sąsiad i przyjaciel Holly Golightly. "

Dobrze wiecie, że nie mogę zachować dystansu do książki, na podstawie której powstało piękne i niezapomniane dzieło z moją ukochaną Audrey w roli głównej. Przyznam szczerze, że najpierw obejrzałam film, potem przeczytałam książkę. Jestem pewna, że fabuły przybliżać Wam nie muszę. Jednak uwaga! Film troszeczkę różni się od oryginalnego "scenariusza" napisanego przez pana Trumana. Początkowo w roli Holly miała wystąpić Monroe, ale na szczęście reżyser podjął słuszną decyzję. Audrey nadaje postaci Holly subtelności i delikatności i nie wyobrażam sobie tego filmu bez niej. Swoją drogą zarówno książka jak i film wprowadzają w nasze życie tyle kolorów, optymizmu, pokazuje jak należy cieszyć się życiem, nie przejmując się drobnostkami i szybko zapominając o porażkach i złych chwilach. Ten film zawsze poprawiał mi nastrój i będzie do robił chyba do końca moich dni. Polecam bardzo gorąco!



Kocham "Moon river" śpiewaną przez Audrey w filmie. Mimo, że głosu operowego nie miała, to piosenka ma w sobie coś magicznego i coś, co sprawia, że chce się ją słuchać bez końca. Zgadzacie się ze mną?

3.02.2011

Muzyka na dziś

Idealna na takie wieczory jak dziś...

3.01.2011

"Dżuma" Albert Camus



"Niemal natychmiast po premierze "Dżumę" (1947) okrzyknięto jedną z najbardziej humanistycznych książek w historii literatury. Równie szybko dostrzeżono w niej nie tylko reminiscencje wojennych doświadczeń pisarza, ale uniwersalną opowieść o naturze człowieka. Paradoksalnie, kronikarska relacja z fikcyjnej epidemii dżumy pustoszącej algierski Oran w latach 40. XX w., pełna jest wątpliwości i pytań o naturę zła i zasadność wyborów etycznych, które nie ustają nawet po opanowaniu choroby. Bohaterowie powieści, mieszkańcy odciętego od świata portowego miasta, przyjmują różne postawy w obliczu śmiertelnego zagrożenia. Od pełnego poświęcenia lekarza Rieux, bez względu na konsekwencje leczącego pacjentów, przez widzącego w zarazie karę boską i dotkniętego kryzysem wiary jezuitę Paneloux, po handlarza Cottarda, liczącego, że dzięki epidemii uniknie kary za nadużycia. Jak żyć w świecie, w którym zło i absurd są wszechobecne i niezniszczalne ("bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika")? - pyta Camus. I odpowiada postacią doktora Rieux, który podejmuje heroiczną walkę, mimo iż wie, że "zwycięstwa będą zawsze tymczasowe" i być może okupione najwyższą ceną. Ale tylko w ten sposób człowiek może ocalić człowieczeństwo i nadać sens swojej egzystencji."

Ciężko mi się ją czytało. Trudna lektura mówiąca o strachu, bólu, rozpaczy, braku nadziei i widmie epidemii. Panika i niepokój wręcz biją z każdej stronicy książki. Camus opisał to w bardzo niezwykły i ujmujący sposób, który trudno porównać do jakiegokolwiek innego pisarza. "Dżuma" mówi o ludziach, których los nagle stał się niepewny. Ludziach, którzy z dnia na dzień musieli zrezygnować ze swoich marzeń, porzucić ukochane osoby, wyzbyć się dotychczasowego życia. Ich codziennością stała się walka o przeżycie i strach o najbliższych. Dołująca, aczkolwiek godna polecania. Poniżej mała próbka.


"Ciała wrzucano pośpiesznie do dołów. Jeszcze nie doleciały do dna, gdy łopaty wapna spadały na twarze i ziemia pokrywała je anonimowo w owych jamach, które drążono coraz głębiej. Jednakże nieco później wypadło szukać czego innego i posunąć się jeszcze dalej. Zarządzenie prefektury wywłaszczyło posiadaczy koncesji na wieczność, ekshumowane szczątki poszły do krematoryjnego pieca. Wkrótce zmarłych na dżumę trzeba było odwozić do krematorium. Ale teraz musiano użyć starego pieca do spopielania zwłok, który znajdował się we wschodniej stronie miasta, za bramami. Posterunek straży przesunięto dalej, a pewien urzędnik merostwa ułatwił znacznie zadanie władz, radząc użyć tramwajów, które dawniej obsługiwały skalną drogę nadmorską i stały teraz bezużyteczne. W tym celu przystosowano wnętrza wozów motorowych i przyczep, usuwając siedzenia; linia zawracała przy piecu, który w ten sposób stał się stacją krańcową.
Pod koniec lata, podobnie jak podczas deszczów jesiennych, co noc skalną drogą wspinały się dziwne orszaki tramwajów bez pasażerów, kołysząc się nad morzem. Mieszkańcy dowiedzieli się w końcu, co to jest. I mimo patroli broniących wejścia na drogę ludzie dość często przedostawali się na skały sterczące nad falami i gdy przejeżdżały tramwaje, rzucali kwiaty do środka. Słychać było wówczas, jak tramwaje poskrzypują w letniej nocy, dźwigając ładunek kwiatów i trupów".

Powrót

Ojj nie było mnie jakiś czas. Luty minął mi tak szybko, że nawet nie zdążyłam się obejrzeć. Dzisiaj czytając Wasze blogi zdałam sobie sprawę, że bardzo długo nic nie pisałam. Niestety doszły mi dodatkowe obowiązki, którym muszę sprostać. Mam dla Was bardzo złe wieści, szczególnie dla miłośników moich kotków -Cynamona i Behemocika. Zostały otrute przez sąsiada, któremu widać chyba w czymś przeszkadzały. Jest mi tak niezmiernie przykro z tego powodu i bardzo mi ich brakuje. Nic się nie poradzi na ludzkie okrucieństwo....Ostatnio przez to mam troszkę podlejszy nastrój.
Witam Was niestety smutną nowiną chociaż mam nadzieję, że następne wpisy będą już optymistyczne.

2.13.2011

"Blondynka na Zanzibarze" Beata Pawlikowska



Do zakupienia tej książki skusiły mnie 3 rzeczy:
- na Zanzibarze urodził się Freddie Mercury
- uwielbiam panią Beatę i jej książki
- bardzo niska cena

Szczerze przyznam, że ostatnie tygodnie z racji sesji, pracy i innych obowiązków ostro dają mi po kościach. Czytając książki tej słynnej podróżniczki przenosimy się razem z nią na cudowne, piaszczyste plaże Zanzibaru. Słyszymy szum morza, dotykamy liści egzotycznych drzew i kosztujemy aromatycznych potraw. To był niesamowity relaks, kiedy w jednej godzinie siedziałam w świecie zakażeń odcewnikowych, a w drugiej rozmawiałam ze 100-letnim żółwiem z Zanzibaru,w kolejnej pochłonął mnie świat pneumokoków, a w następnej kupowałam piękne wazy na straganie;) Uwielbiam takie przerwy w nauce.
Wszystkim bez wyjątku polecam tę wspaniałą kolekcję w sam raz do czytania w podróży. Będzie ich 12! Mam w planach każdą jedną;)

Zgodnie z tematem. Strasznie lubię tę piosenkę:

ps: marzę o tym aby już wybił 28 luty i moja sesja dobiegła końca:)
ps2: "Dżumę" czyta mi się okropnie! Być może nie mogę się nie niej skupić a być może ten typ literatury zwyczajnie mi "nie leży"
ps3: oj poszalało mi się trochę ostatnio książkowo! Stosy wstawię jak tylko wrócę do Łodzi, obecnie znajduje się na 4 dniowym wypoczynku u rodziny.

1.31.2011

"Kto się boi Virginii Woolf?" (1966)



"George, profesor historii i jego żona Martha po wielu latach małżeństwa mają do siebie pretensję niemal o wszystko. Ich związek to czysta farsa. Po kolejnym przyjęciu w ich domu zjawia się kolega z pracy George'a ze swoją młodą żoną. To będzie bardzo długi wieczór. Rewelacyjny popis aktorski czwórki aktorów, z których do historii kina przeszła rola Elizabeth Taylor. "

Ten film trzeba koniecznie zobaczyć! Nie wiem czemu, ale byłam pewna, że będę miała do czynienia z kolejnym, beztroskim i słodkim filmem z lat 60-tych. Ojjjj byłam w ogromnym błędzie. Film jest idealny do wystawiania na scenie teatralnej, ponieważ, za wyjątkiem kilku ujęć, akcja toczy się w salonie małżeństwa. Co jest tutaj osią? Słowa, gesty, kłótnie, wyrzuty, żale....W ciągu jednej nocy wychodzi na jaw wiele sekretów i mrocznych tajemnic. Bohaterowie, od słowa do słowa coraz bardziej pogrążają się w paranoję, wywlekając na wierzch wszystko co do tej pory ukrywali. W filmie nie doświadczymy muzyki, pojawia się jedynie pod koniec w bardzo subtelny sposób. Skąd się wziął tytuł? To nawiązanie do dziecięcej piosenki "Who's Afraid of the Big Bad Woolf?", która tutaj też wydobywa się z ust bohaterów... w troszkę innym charakterze.
Musicie to obejrzeć!:)

1.27.2011

"Dom Augusty" Axelsson Majgull



"Dom Augusty był pełen opowieści. To one chroniły ją przed światem zewnętrznym, pozwalały zapomnieć o dzieciństwie w sierocińcu i niechcianej córce Oldze. Dom strzegł tajemnicy Alicji, wnuczki Augusty, umożliwił szesnastoletniej dziewczynie ukrycie ciąży. Dom stał się również schronieniem Andżeliki, najmłodszej i najsmutniejszej kobiety w rodzinie.

Proza Majgull Axelsson jest bezkompromisowa i niepokojąca. Autorka przeplata brutalną rzeczywistość z magią i liryzmem. "Dom Augusty" to świetnie napisana, mądra opowieść o miłości, tłumionych tęsknotach, przemijaniu i śmierci."

To było moje pierwsze spotkanie z tą autorką. Muszę przyznać, że to wystarczyło, abym zapałała chęcią do przeczytania wszystkiego co napisała. Fabuła rozsypana jest jak sól po całej książce. Przeskakujemy od opisu życia jednej bohaterki do kolejnej, których wspólnym elementem łączącym jest dom Augusty. Książka budzi niepokój, zastanawia, daje do myślenia, czasami obrzydza. Słowem (a nawet dwoma) - wzbudza emocje!
W "Domu Augusty" pozostajemy 3 kobiety: Augustę, Alicję i Andżelikę. Każda z nich należy do innego pokolenia. Z pozoru całkiem zwykle postaci. Pierwsza należy do najniższej klasy społecznej, druga jest wykształcona i stawia wszystko na karierę a trzecia wchodzi w trudny okres dojrzewania. W miarę jak zagłębiamy się w ich historię, odkrywamy jak mroczne i bolesne skrywają tajemnice. Nie tylko postać Augusty spaja je wszystkie. Jest to również poczucie samotności, tak dotkliwe i trudne do zniesienia. Zastanawiam się jakie jest przesłanie tej książki. Czy jest możliwe, aby negatywne emocje, smutek i tragiczny koniec były cechami dziedzicznymi? Czy to prawda, że los pierwszej niejako powtórzyły następne?
Rewelacyjna książka!!! POLECAM!


ps: Nadal sesja... do połowy lutego niestety.
ps2: niedługo postaram się napisać parę słów o filmie "Kto się boi Viriginii Voolf?" z 1965 roku. Miałyście okazję oglądać?

1.21.2011

"Wojna i pokój" 1956



"Epopeja rosyjskiego życia w epoce napoleońskiej, opisująca takie bitwy jak Austerlitz, Borodino, Berezynę, polowania, wyścigi trojek, hulanki oficerskie i pojedynki. Wydarzenia te są tłem dla dziejów Nataszy Rostowej [Audrey Hepburn] - pięknej arystokratki przeżywającej niezwykle dramatyczne perypetie sercowe."

Przyznam szczerze, że oglądanie filmu trwającego 200 minut było dla mnie nie lada wyzwaniem. Tym bardziej, że filmy z historycznym wątkiem w tle zawsze sprawiają, że zasypiam po 15 minutach. Gdyby nie moja ukochana Audrey tak by się stało. Nie wiem jak ta aktorka to robiła, ale w każdym jej filmie jest urocza, słodka... po prostu zachwyca. Bardzo żałuje, że to właśnie "Wojna i pokój", a nie "Anna Karenina" jest tą pozycją książkową, którą zdecydowano się zrealizować z Audrey w roli głównej. W roli Anny, Hepburn spisałaby się znakomicie, jestem pewna. A fabuła? Czasami film bardzo mi się dłużył, przeciągał, niektóre wątki poruszane były nadaremnie. Jeśli ktoś uwielbia takie filmy bądź Audrey - polecam:)

Zastój na blogu spowodowany był nadmiarem nauki. Sami wiecie - zbliża się sesja. Jutro postaram się wrzucić swoją recenzję książki "Dom Augusty". Jest to zdecydowanie jedna z lepszych powieści w moim życiu...

1.07.2011

"Ożeniłem się z czarownicą" (1942)



"W 1672 roku, purytański sędzia Jonathan Wooley skazuje na stos czarownicę Jennifer i jej ojca Daniela. W 300 lat później wiedźma powraca, by zemścić się na potomku sędziego. Jest nim Wallace Wooley, kandydat na senatora. W noc poprzedzającą jego ślub z Estellą, Jennifer podaje mu napój mający sprawić, że mężczyzna zakocha się w niej. Niestety przez przypadek wypija go sama."

Inaczej wyobrażałam sobie ten film. Chyba zbyt dobrze znam film "Czarownica" z Nicole Kidman. Oba te filmy niewiele mają jednak wspólnego. Ich fabuła jest zupełnie inna, lecz równie zabawna. Idealna komedia na taką brzydką pogodę - jak dziś. Aktorka grająca czarownicę idealnie wczuwa się w swoją rolę. Zyskując ludzkie ciało postanawia pomścić potomka sędziego, który przed laty skazał ją i jej rodzinę na stos. Chytry spisek wymyka się jednak spod kontroli czarownicy. Po projekcji filmu wykryłam u siebie dość mocny ból mięśni brzucha, wywołany wybuchami śmiechu. Polecam.

ps: wczoraj zaczęłam oglądać "Wojnę i Pokój" z Audrey Hepburn (dostałam na nowy rok od narzeczonego). Film trwa 200 minut, więc oglądam go "na raty". Jak tylko dokończę, zdam relację:)

1.06.2011

"Czarnoksiężnik z krainy Oz" 1939



"Pewnego dnia, Toto - pies Dorotki (Judy Garland) gryzie w nogę podłą panią Gulch (Margaret Hamilton). Kobieta z zemsty chce uśpić Toto. Dorotka postanawia ratować przyjaciela i razem uciekają do domu. Jednak po drodze spotyka profesora Marvela (Frank Morgan), który namawia ją do powrotu. Gdy Dorotka jest już w domu, potężne tornado przenosi ją do czarodziejskiej krainy Oz. Okazuje się, że dom spadł na Czarownicę ze Wschodu. Jej siostra poprzysięga zemstę. Dorotka musi jak najszybciej dotrzeć do Szmaragdowego Miasta, stolicy krainy Oz i błagać władcę, wielkiego czarnoksiężnika o pomoc. Wzorcowa ekranizacja powieści dla dzieci ze wspaniałą Judy Garland i piosenką "Somewhere Over the Rainbow"".



Wspaniały musical dla najmłodszych i chyba nie tylko:) Treść umieszczona powyżej. Niesamowite było to, że jest to jeden z pierwszych filmów w technikolorze. Z pewnością był to kamień milowy w historii kinematografii. Spodobał mi się ten pomysł, aby realny świat Dorotki przedstawić w kolorze sepia, a w momencie przejścia "na drugą stronę tęczy" obraz zdaje się uwodzić kolorami jak ze snów. Nie mogę się doczekać kiedy pokaże ten film moim przyszłym pociechom. Dla mnie było to ogromne przeżycie oglądać tak stary film, a co dopiero dla nich:)
Film został uhonorowany 2 Oscarami za przepiękną muzykę, dowód powyżej. Miłego słuchania.

1.04.2011

"To wspaniałe życie" (1946)



"Młody mężczyzna George Bailey zniechęcony kolejnymi niepowodzeniami, stracił wiarę w sens życia. Gdy postanowił popełnić samobójstwo, niespodziewanie otrzymał pomoc. Pojawił się jego Anioł Stróż, który musiał dokonać rozmaitych czynów, by zdesperowanemu młodzieńcowi na nowo ukazać uroki życia... "

I dlaczego nie puszczają takich filmów na święta, tylko w kółko jakieś badziewia?! Ja się pytam!:)
George jest osobą uczciwą, dobroduszną i żyje w zgodzie ze swoim sumieniem. Jest szczęśliwy w małżeństwie z Mary, z którą ma gromadkę przeuroczych dzieciaków. Zdaje jednak sobie sprawę, że ludzie wokół niego mają inną filozofię życiową, nie są mu życzliwi i ciągle rzucają mu kłody po nogi. Zdesperowany targnie się na swoje życie. Całe szczęście bez skutku, bowiem na ziemie przybywa anioł, pragnący pokazać mu, jaki byłby świat, gdyby nie doszło do jego narodzin.
Bardzo ciepły, wzruszający film, zostawia na sercu ślad i na długo pozostanie w mojej pamięci. Jest to kolejna produkcja na której można się popłakać i pośmiać zarazem. Udało mi się obejrzeć klasyk na kanale TCM w święta. Polecam:)

Jutro recenzja cudownego "Czarnoksiężnika z krainy Oz" z 1939 roku.

1.03.2011

"Siedem narzeczonych dla siedmiu braci" (1954)


"Pewnego dnia siedmiu drwali postanawia znaleźć dla siebie żony. Nieokrzesani mężczyźni nie mogą poradzić sobie z tradycyjnymi oświadczynami, dlatego decydują się porwać z pobliskiego miasteczka upatrzone wcześniej kandydatki. Niespodziewanie z pomocą kawalerom przychodzi zimowa aura... "


Uśmiałam się po pachy. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Wielki jak dąb chłop, mieszkający z 6 braćmi,zauważa, że jego dom obrasta kurzem i brudem, nie ma co jeść a jakość odzienia pozostawia wiele do życzenia. Wyrusza więc na łowy. W miasteczku napotyka niczego nie świadomą dziewczynę i żeni się z nią od ręki. Dziewczyna jest wniebowzięta, ponieważ zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia. W drodze do domu wyśpiewuje ballady o miłości, zbiera polne kwiaty.
Kiedy jednak na miejscu zastaje braci małżonka i dochodzi do niej w co została wplątana, zaczyna stawiać warunki. Daje im niezłą szkołę (chociaż wiadomo, w tamtych czasach role kobiet ograniczały się tylko do jednego -opieki nad domem i mężem). Uczy mężczyzn jak zdobyć serce kobiet i wyrusza z nimi na pobliski festyn...
Resztę musicie zobaczyć sami. Byłam pod ogromnym wrażeniem tańca, który zamieszczam poniżej.




Jutro recenzja filmu "To wspaniałe życie" z roku 1946:)

"Tsugumi" Yoshimoto Banana



"Po doskonale przyjętej przez polskich czytelników "Kuchni" Państwowy Instytut Wydawniczy prezentuje drugą powieść Banany Yoshimoto. Tsugumi to opowieść o przyjaźni dwóch dziewcząt, narratorki Marii i jej kuzynki Tsugumi, niepełnosprawnej, charyzmatycznej, rozpieszczonej, okrutnej i niezwykle pięknej. Wielbiciele oszczędnej w środkach prozy Yoshimoto znajdą w tej urzekającej książeczce wszystko to, co uczyniło z Japonki międzynarodową gwiazdę pierwszej wielkości: humor, delikatność i świetnie opowiedzianą historię. "

Ah! To westchnienie świadczy o tym, że mój ukochany Murakami ma konkurencje w postaci tej cudownej pisarki. Historia Tsugumi opowiedziana przez Marii - jej kuzynkę. Dziewczyna od małego wydaje się być inna niż wszystkie dzieci i to nie ze względu na wady jej organizmu. Jest odważna, pyskata, złośliwa. Jednak pod tą całą skorupą ukrywa się niesamowicie wrażliwa, cierpiąca kobieta. To książka o sile przyjaźni, o miłości, o trosce o drugiego człowieka. Wydaje mi się, że w każdym z nas siedzi mała część Tsugumi. Zabrzmi to nieco dziwnie, ale czytając powieść, doskonale odnalazłam się w świecie tytułowej bohaterki. Polecam Wam. W tych książkach jest jakaś magia, o której ja pisać nie potrafię. Sami musicie jej doświadczyć.

1.02.2011

"Przeminęło z wiatrem" 1939

Witam Was w nowym roku. Zaczynam go filmowo, bo ostatnio miałam przyjemność zmierzyć się z solidną dawką starych filmów, które recenzowała będę codziennie aż do środy.



"Najbardziej znana produkcja hollywoodzka w historii kina, nagrodzona ośmioma Oscarami. Historia namiętnej, ale tragicznej miłości łączącej rozkapryszoną Scarlett O'Harę (Vivien Leigh) z Rhettem Butlerem (Clark Gable), osadzona w okresie wojny domowej w USA. Młoda kobieta potrafi poradzić sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu, jakie mogą ją spotkać podczas wojennej zawieruchy, nie potrafi jednak utrzymać miłości mężczyzny, którego pragnie najbardziej na świecie."



Podczas prawie 4 godzinnej emisji filmu zdążyłam się zdenerwować, popłakać i uśmiać. Tak, towarzyszył mi rozmaity wachlarz nastrojów. Zdecydowanie zaliczam film do jednych z najlepszych obejrzanych przeze mnie w minionym roku. Treść chyba zna każdy, więc nie będę go streszczać. Może troszkę koniec filmu zwalił mnie z nóg... Byłam zachwycona wszystkimi pięknymi strojami Scarlett. Nie ukrywam, że z chęcią sama, od czasu do czasu, wskoczyłabym w te suknie. Na mojej półeczce już czekają 3 tomy książki wydanej w latach 80-tych (zapłaciłam za nie głupie 10zł i to była bardzo dobra decyzja) aby zatopiła w nich mój obłędny wzrok. Polecam bez dwóch zdań.


Jutro recenzja musicalu "Siedem narzeczonych dla siedmiu braci" z roku 1954. Miłego wieczoru Wam życzę i ściskam gorąco:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...