Etykiety

5.17.2010

"Nowe przygody Mikołajka" Rene Goscinny



"Nowa książka o przygodach Mikołajka i jego szkolnych kolegów to bez wątpienia najważniejsze wydarzenie na rynku książki dziecięcej w tym roku. Tom zawiera osiemdziesiąt niepublikowanych dotąd historyjek ilustrowanych zabawną i niezapomnianą kreską Sempégo. Zapraszamy na spotkanie z Mikołajkiem, Rufusem, Alcestem i ich kolegami, których perypetie rozśmieszają kolejne już pokolenie czytelników.
Książka otrzymała wyróżnienie główne w konkursie Dziecięcy Bestseller Roku 2005."


Po raz pierwszy zetknęłam się z tą książka w dzieciństwie. Wtedy jednak czytałam ją troszeczkę inaczej niż teraz. Nie rozumiałam niektórych żartów w taki sposób, w jaki odbieram je dziś. Niesamowicie zabawne perypetie małego chłopca, jego rodziców i kolegów czasami aż przyprawiały mnie o niekontrolowane wybuchy śmiechu. Każde kolejne opowiadanie było dla mnie chwilą relaksu i nagrody. Najbardziej podobało mi się to, ze ostatnie zdanie każdego opowiadania w sposób bardzo humorystyczny i dobitny podkreślało sens opowiadania. Rewelacja:) A to wszystko okraszone wspaniałymi ilustracjami. Jest to jedna z tych pozycji, do których się wraca. Jestem przekonana, że w przyszłości również i moje dzieci poznają Mikołajka i jego przygody.

5.16.2010

Noc muzeów w Łodzi




Wczorajsza noc dostarczyła mi wiele wrażeń. Niestety nie weszłam w parę miejsc z powodu kolejek, ciągnących się w nieskończoność. Jako pierwsze odwiedziliśmy Muzeum Sztuk-ms2. I było to jedyne muzeum, w którym żałuje, że byłam. Chyba nie ogarniam pojęcia "sztuka współczesna", ponieważ prawie nic mnie tam nie zachwyciło, a wszystko było jakieś banalne i ....brzydkie. Innego słowa nie znajduje. Moje emocje podziela również mój narzeczony, który uznał, że świat oszalał:)
Drugim punktem, znacznie ciekawszym, było Muzeum Bajki Semafor. Muszę przyznać, że wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Przypomniały mi się takie bajki jak "Mis Coralgol", "Pingwinek Pik-pok" czy "Miś Uszatek". W muzeum odbyła się również projekcja, oskarowego filmu "Piotruś i Wilk". Niestety weszliśmy w połowie:) Zasmuciło mnie to, że tak znane studio, mające taki prestiż mieści się w starym, zaniedbanym budynku o rozmiarach, pozostawiających wiele do życzenia.
Ostatecznie wylądowaliśmy w Białej Fabryce. Wow, jakie to wszystko ogromne. I chyba tam podobało nam się najbardziej. Wystawy tkanin, maszyn, sztuki, historii fabryki oraz mody minionych lat. Zamieściłam Wam zdjęcie gorsetu zrobionego z opakowań po cukierkach:) Coś niesamowitego. Jeśli kiedykolwiek będziecie w Łodzi, to koniecznie musicie tam zajrzeć. Wróciliśmy późno w nocy i dzień zakończyliśmy lampką wina:)
Dzisiejszy dzień zapowiada się pracowicie i naukowo. Niestety. Pozdrawiam:)


5.14.2010

"Czarny ogród" Małgorzata Szejnert



""Czarny ogród" to historia spółki Gische, historia Niemiec, Śląska i Polski, historia powstawania Giszowca i Nikiszowca, a co najważniejsze - historie kilku wybranych rodów z Giszowca, które przewijają się i krzyżują przez paskudny wiek XX. Powstało imponujące dokonanie sztuki dziennikarskiej, zachwycająco bogate, zawsze konkretne, ale obiektywne. Nagromadzenie wiedzy, obfitość faktów i całego gąszczu pogranicznych losów ludzi - a zwłaszcza talent autorki - zapierają dech. Książka pani Szejnert da się przyrównać do olbrzymiego meteorytu, który spadł na naszą ziemię. To z całą pewnością "dzieło życia" autorki. Dla mnie to arcydzieło w zbiorze śląskiej tematyki, które ukazuje autentyczną magię Górnego Śląska i mądrą filozofię długiego trwania jego mieszkańców".

Nie jestem fanką książek historycznych. Zawsze nudziły mnie podręczniki i w ogóle mało pamiętam z liceum z tego przedmiotu. Jednakże "Czarny ogród" będący dokumentem-rzeką, znacznie różni się od tych tradycyjnych. Jest to nie tylko opowieść o losach Śląska, kopalni górniczych, ale przede wszystkim historia ludzi. Śledzimy ich losy począwszy od 1651 roku aż po 2006. Opisy ich życia, problemów, z którymi się borykają, (szczególnie te z okresu dwóch wojen)poruszają do głębi i....ciekawią! Nie bez kozery autorka dostała za nią nagrodę Nikę. Śmiało mogę ją polecić każdemu, nawet takim ignorantom historycznym, jak ja. Książkę co prawda czyta się długo, ale warto, oj warto. Czytało mi się tym przyjemniej, albowiem połowę swojego dzieciństwa spędziłam na Górnym Śląsku (Bytom)u wujka, który jest górnikiem. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak ciężka jest to praca i jakiego zaangażowania wymaga. W bibliotece dorwałam już drugą książkę autorki "Wyspa klucz" i niebawem do niej zajrzę.


ps: powoli dochodzę do ładu z moją pracę licencjacką. Nie jestem już pogrążona w chaosie. Nawet na końcu tunelu widzę światełko, a to już wiele:) Jutro w całej Polsce jest noc muzeów:) Mimo pracy i obowiązków, wybieram się na nią i zamierzam dobrze się bawić. Na pewno zdam relację;). A wy? Bierzecie w nim udział? Trzeba się zrelaksować. No bo co, kurcze blade? (tak, tak czytam po parę opowiadań "Mikołajka" każdego dnia:P)

5.11.2010

Majowy stosik



I oto "nadejszła" wiekopomna chwila, kiedy odebrałam swoje nabytki z księgarni. Naczekałam się na nie trochę. A ile radości będzie z czytania?;)

Od rana moje myśli krążą wokół pracy licencjackiej. Wczytuje się w artykuły anglojęzyczne od 10 i końca nie widać. Jestem jednak dobrej myśli. Nagradzam się po każdym przeczytanym artykule, rozdziałem "Czarnego ogrodu" (wiem, ze bardzo długo czytam, ale na prawdę bliżej mi niż dalej). Popijając waniliowo-pomarańczową herbatkę, spoglądam za okno i tęsknie już do wakacji. Uzmysłowiłam sobie, że będą to przedostatnie wakacje przed końcem studiów, moim ślubem i rozpoczęciem nowego etapu życia. Trzeba je dobrze wykorzystać. Nie chwaliłam się Wam jeszcze, że od narzeczonego i rodziców dostałam śliczny rowerek - holenderkę:) Jest niebiesko-fioletowy i już widzę siebie na nim, jak mknę z koszykiem pełnym polnych kwiatów:) Może to zabrzmi dziwnie, ale to jest mój pierwszy rower w życiu (nie licząc rosyjskiego 4 kołowca w przedszkolu). W związku z tym, planujemy wykorzystać wakacje na zwiedzanie Polski na rowerze. Znając moją kondycję i umiejętności obsługi tego sprzętu - będzie ciężko. Teraz już wracam do moich artykułów o patomechanizmie astmy, bo wieczorem wybieramy się do kina na czeską komedię:)
Uściski:)

5.09.2010

Urodzinowo...




Nadchodzi taki dzień, kiedy kobieta uświadamia sobie, że życie biegnie za szybko. Dzisiaj skończyłam 22 lata i czuje się już dziwnie. Może nie staro, ale mam już świadomość, że czas płynie nieubłaganie. Przez bite 3 dni ugościłam ponad 20 osób i uśmiałam się jak rzadko. Czas minął nam na jedzeniu naleśników, piciu czekolad, grach towarzyskich, spacerach po parku botanicznych, buszowania w antykwariacie, wspólnym niedzielnym obiedzie i rozmawianiu. Was pragnę ugościć moim wirtualnym, kawowym tortem:)

Pomimo zmęczenia i pragnienia snu, zasiadam właśnie nad nauką do jutrzejszego kolokwium z modeli chorób zwierzęcych. Mam jednak pełno energii i tak dobry humor, że nie powinno sprawiać mi to przykrości. A już jutro jadę do Empiku odebrać moje ukochane skarby i przejść się do ulubionego antykwariatu w poszukiwaniu Virginii Woolf:)
Całusy od staruchy:)

5.04.2010

"Sabrina" (1954)




"Sabrina jest córką szofera państwa Larrabee. Nieszczęśliwie kocha się w Davidzie - hulace i kobieciarzu. Jako nastolatka udaje się do Paryża. Po dwóch latach wraca jako dojrzała kobieta i zawraca w głowie nie tylko Davidowi, który ma się żenić, ale także myślącemu tylko o pieniądzach Linusowi... "

Nie trudno się domyślić, że jestem zachwycona:) Co prawda film czarno-biały ale klimat niesamowity. Historia trochę banalna, ale gra Audrey tuszuje wszystko. Moją uwagę zwróciły kreacje aktorki. Piękna suknia balowa sprawiła, że dosyć mocno zastanawiam się nad uszyciem sobie takiej na mój ślub:)W kolejce czeka już na mnie kolejnych 5 filmów z Audrey i powoli będę je sobie odhaczać.

Po paru dniach wolnego jakoś ciężko mi wrócić do rzeczywistości. Ale to chyba każdy tak ma. Najlepiej by było leżeć na zielonej łące w nieskończoność. Tymczasem za oknami ulewa, niebo przykryte szarą kotarą i wiatr, wywijający gałęziami drzew we wszystkie strony. Nie pozostaje mi nic innego jak zrobić sobie kubek gorącej herbaty karmelowej z cytryną i wziąć się do roboty. Często nagradzam siebie dobrze wykonaną pracą, czytając po parę stron. Tylko łapię się na tym, że brnę na oślep w nauce, byle tylko odwalić i wziąć do rąk upragnioną książkę:).

5.01.2010

Sezon majówkowy



Wczoraj na dobre rozpoczęłam sezon majówkowy:)Była przepiękna pogoda i nogi same zaniosły nas na łąkę. Dziś już niestety z nieba leje deszcz i o spacerze mogę zapomnieć. Jednak wczorajszy dzień w zupełności wystarczył mi na zregenerowanie sił. Resztę weekendu muszę poświęcić na pisanie swojej pracy licencjackiej i inne mniej przyjemne obowiązki. Dołączam Wam zdjęcia z wczorajszego spaceru:)
Miłego weekendu:)

4.28.2010

"Rzymskie wakacje" (1953)



"Księżniczka Anna (Audrey Hepburn) podróżuje po Europie. Od zawsze towarzyszy jej sztab doradców, guwernantek i lokajów. W Rzymie znużona życiem według sztywnych reguł, Anna ucieka służbie, by zasmakować normalności. Spotyka dziennikarza, Joe Bradleya (Gregory Peck), który oferuje jej gościnę w swym skromnym mieszkaniu."

W końcu, udało mi się obejrzeć kolejny film z mojej kolekcji. Już myślałam, że nigdy nie znajdę na to czasu, a jednak:)Lekka i przyjemna historia o młodej księżniczce, która postanawia uciec z zamku, aby przeżyć przygodę życia. Na swej drodze napotyka młodego mężczyznę, który oszołomiony (początkowo uważa ją za pijaną)decyduje się jej pomóc. Anna ma okazję poznać Rzym i zasmakować normalnego życia. Nie powiem, żeby była to komedia romantyczna. Wątek miłosny nie jest tu aż tak bardzo rozbudowany i nie jestem do końca przekonana czy w ogóle taki był. Wszystkie filmy z tą aktorką są dla mnie ogromną przyjemnością, jednakże zdecydowanie wolę ją w kolorze (film jest czarno-biały). Mam też mieszane uczucia, jeśli chodzi o zakończenie filmu, bo chyba nie jest happy endem.

Po niesamowicie ciężkim tygodniu przyszedł czas na odrobinę relaksu. Już prawie zapomniałam, jak to jest wstać i nie brać się od razu do nauki, obowiązków, pracy. Z racji tego,że dziś mam wolne, przedpołudnie minęło mi na lekturze i filmie. Dopiero teraz zabieram się do nauki. Także śmiało mogę rzecz, że regeneracja ma, przebiegła pomyślnie. 9 maja mam urodziny i z tego powodu pozwoliłam sobie na "małe" zamówienie książkowe. Jak wiecie, to grzech i hańba nie zamówić niczego, kiedy w księgarni jest słynna już promocja 3 za 2:) Zamówiłam następujące pozycje:
1."Każdy dom potrzebuje balkonu" Frank Rina
2."Droga" McCartthy Cormac
3."Pani Dalloway" Virginia Woolf
4."Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Larsson Stieg
5."Cud w medycynie"
6."Lato przed zmierzchem" Doris Lessing

Stosik zapowiada się fascynująco, nieprawdaż?

4.24.2010

Podsumowanie tygodnia



Tydzień minął mi jak z bicza strzelił. W wtorek byłam w Teatrze Wielkim w Łodzi na premierze opery "Dama pikowa". Muszę przyznać,że bardzo mi się podobało,mimo iż wcześniej zapierałam się , że opery nie są dla mnie:) W niedalekiej przyszłości planuję wybrać się na "Carmen" i "My fair lady".
Wczoraj był dzień szczególny dla wszystkich książkowych maniaków. Z tego powodu prezentuje stosik:) Usprawiedliwiam się tym,że na prawdę dość dawno sobie niczego nie kupiłam. Już się nie mogę doczekać, kiedy to wszystko pochłonę:).
Niestety już kończę ten post, albowiem mam taki ciężki okres na uczelni,że czas mnie pogania:( Byle do piątku i majówki:) Pozdrawiam Was ciepło

4.19.2010

"Tlen" (2009)



"Trudna do opowiedzenia fabuła opiera się na kilkakrotnie powtarzanej historii miłości bohatera (Saszy) do pięknej, rudowłosej dziewczyny (również Saszy, w przekładzie dokonanym na rzecz teatru przez Agnieszkę Lubomirę Piotrowską byli to Aleksander i Aleksandra).
Dziewczyny, która jest dla niego jak tytułowy tlen. Bohater, mieszkający gdzieś na zapadłej rosyjskiej wsi, tak pragnie tej miłości, że bez skrupułów zabija żonę. Jednak o ile w dramacie Wyrypajewa krytycy dopatrywali się głębokiego przesłania, wręcz moralitetu, to reżyserska interpretacja tego tekstu ma być – według samego reżysera – przede wszystkim działaniem na emocje widza. Bohaterowie (Karolina Gruszka i Aleksiej Filimonow, ona z ciemnymi włosami, w okularach z czarnymi oprawkami; on – łysy, w stroju dresiarza) opowiadają historię Saszy i Saszy melorecytując i rapując w studio nagraniowym dziesięć songów – piosenek. W tle ich opowieści w niezwykłym tempie przewijają się kolejne obrazy i fragmenty historii bohaterów (Karolina Gruszka tym razem z rudymi włosami, Aleksiej Filimonow z romantycznie rozwianą czupryną). Powstał więc odważny, bezkompromisowy, eksperymentujący film oparty na obrazach układanych zgodnie z zasadą podświadomych skojarzeń oraz na estetycznym szaleństwie, wykorzystywaniu możliwie wielu poetyk. Bliższy teledyskowi (melorecytacja aktorów) niż filmowi fabularnemu, częściowo animowany, stylizowany na interaktywną stronę internetową, ale w warstwie treści silnie metafizyczny, wprost nawiązujący do dekalogu. Historia Saszy w hipnotyczny sposób wciąga widza rytm kolejnych, przewijających się jak w kalejdoskopie, obrazów. Dziesięć piosenek/tracków/wierszy złożonych w rodzaj ekranowego setu przygotowanego przez DJ-a, którym jest sam reżyser".

Oglądałam ten film w piątek, ponieważ mój ukochany koniecznie chciał obejrzeć coś rosyjskiego. Co, jak na filologa jest oczywiste. Zatrzymywał mi film co minutę i był moim tłumaczem. Najlepszym jakiego słuchałam. Film składa się jakby z 10 teledysków, z których każda opowiada o związku dziwnego chłopaka i rozpustnej dziewczyny.Inne przymiotniki mi do nich nie pasują:) Sama fabuła jest średnia i raczej głębszych treści mi nie przywiało. Jednakże, sam pomysł realizacji takiego rodzaju filmu jest czymś niecodziennym i niespotykanym. Ciekawe i pomysłowe dialogi a do tego świetna muzyka. Momentami jest zabawna - teledysk suszonych grzybów:) Koniecznie musicie to zobaczyć hehe. Dopełnieniem jest oczywiście piękne brzmienie języka rosyjskiego, który niebawem będę znała tak dobrze jak ojczysty. Ha!

4.10.2010

10 kwietnia 2010....

Brak mi słów, a gardło ściska niewidzialna dłoń. Kiedy rano oglądałam obchody 70 rocznicy ludobójstwa w Katyniu, zdenerwowany i widocznie poruszony dziennikarz podał informację, że samolot prezydencki miał wypadek....
Nie jestem miłośniczką polityki i kompletnie się na tym nie znam. Nie odróżniam od siebie klubów politycznych, ani nie potrafię powiedzieć, kto do jakiej partii należy. Jednakże tragedia ta poruszyła mnie do głębi i nie potrafię powstrzymać łez. Zginęli ludzie, którzy kochali swój kraj i jemu służyli. Ludzie, którzy pozostawili bliskich w bólu i niedowierzaniu. Nadal nie mogę w to uwierzyć. Jesteśmy świadkami historycznego i szokującego dnia w dziejach naszego narodu. Podobnie czułam się dokładnie 5 lat temu, jak umierał Jan Paweł II. Mimo, że nie należę do osób wierzących, jego odejście zabolało mnie równie mocno. Jednakże w tamtym przypadku łatwiej mi było się z tym pogodzić, ponieważ papież był bardzo chory i chyba każdy liczył się z najgorszym. Dziś zadecydował okrutny los. To przerażające jak bardzo ludzkie życie jest kruche. Dziś żyjemy, a jutro nas nie ma.

ps: nienawidzę swojej uczelni. Uroczyście mogę ogłosić, iż Uniwersytet Medyczny w Łodzi jest uczelnią ateistyczną i anarchistyczną. Nie chodzi mi o to, żeby mieć wolne dni od zajęć i żerować na żałobach narodowych. Uważam jednak, że są sytuacje, kiedy odwołanie zajęć jest oczywiste i wynika głownie z szacunku, chęci przeżywania tak podniosłych chwil, zadumy. Wszystkie inne uczelnie wyższe w moim mieście ogłosiły dni 10-12 kwietnia za wolne od zajęć z powodu żałoby. U mnie natomiast dni rektorskie (wolne od zajęć) ogłaszane są z błahych powodów typu konferencje studentów.
Na swej uczelni zajęcia miałam nawet w Wielki Piątek, zaoczni studenci mają je dzisiaj i jutro, a dzienni uczczą je w poniedziałek minutą ciszy, a po minucie..hop kroić ciała i uczyć się o tym jak pomagać ludzkości. Albowiem najważniejszy jest człowiek;/

4.07.2010

"Madame" Antoni Libera



"Powieść uhonorowana Główną Nagrodą w konkursie Wydawnictwa Znak (1998), wyróżniona Nagrodą im. Andrzeja Kijowskiego (1999) i wybrana spośród 123 utworów zgłoszonych z całego świata do finałowej siódemki IMPAC Dublin Literary Award (2002). Przełożona dotychczas na 15 języków.
Antoni Libera (ur. 1949) ukończył studia na Uniwersytecie Warszawskim. Od lat zajmuje się twórczością Samuela Becketta, przekładając ją na polski i wystawiając w teatrze w kraju i za granicą.
Jego pierwsza powieść jest ironicznym "portretem artysty z czasów młodości" na tle peerelowskiej rzeczywistości schyłku lat sześćdziesiątych. Narrator opowiada o swoich "latach nauki" i o fascynacji starszą od niego, piękną, tajemniczą kobietą. Jest to zarazem opowieść o potrzebie marzenia, o wierze w siłę Słowa i o naturze mitu".

Dawno nie czytałam tak dobrej powieści. Narrator i główny bohater zarazem, jest młodym, niesamowicie inteligentnym człowiekiem, przechodzącym okres zafascynowania nauczycielką języka francuskiego. Młodzieniec podejmuje zdecydowane kroki, aby zbliżyć się do obiektu westchnień i dowiedzieć się o niej wszystkiego (czasami mnie przerażał). Śledzi prawie każdy jej ruch, bywa tam, gdzie i ona. Przeprowadza wywiad środowiskowy wśród dawnych znajomych ze studiów. Jego zauroczenie jest jednak bardzo niewinne, niepodszyte erotyzmem. On sam zresztą znaczni różni się od rówieśników. Rzeczy, które bawią i interesują młodzież w jego wieku, jego samego irytują i frustrują.
Miło czytało się o marzeniach, ideałach i planach młodego człowieka - ewidentnie romantyka. Być może nie chodziłam do liceum w czasach PRL-u, ponieważ skończyłam je zaledwie 3 lata temu, ale dla starszych czytelników książka zapewne stanowi nie lada gratkę. Powieść odzwierciedla bowiem polską rzeczywistość lat 60-70 tych. Uważam, że książka jest godna polecenia. Jej fabuła jest niesamowicie wciągająca i nie banalna. Momentami zaśmiewałam się też do łez. Może tylko liczyłam na nieco inne zakończenie. Nie będę zdradzała czy "Madame" zakończyła się happy endem, czy też pozostawia pewne niedopowiedzenia. Przekonajcie się sami.

ps: czas na to, aby po ostatnich przeżyciach powrócić do normalności.Zaczyna się dla mnie dość ciężki okres, który uwieńczony będzie obroną pracy licencjackiej. Jednak zanim do tego dojdzie, będę musiała się nieźle napracować. Pocieszam się wakacjami na wsi, wyjazdami w różne miejsca Polski oraz długimi wycieczkami rowerowymi z narzeczonym. Aha, i przypomniało mi się , że niedługo Światowy Dzień Książki. Nie wiem, czy uda mi się coś odłożyć, bo zawsze mam "pilniejsze" wydatki:)

4.03.2010

Sobotnie przemyślenia




Nie jestem fanką Wielkanocy. Traktuje je raczej jako okazję do spotkania z rodziną, spędzenia wspólnie paru chwil i porozmawiania. Wiem, że dla wielu, święto to ma większe znaczenie.Dlatego pragnę życzyć Wam Wesołych Świąt:)

Tydzień upłynął mi pod znakiem bardzo przykrego zdarzenia, po którym, do tej pory, bardzo trudno mi się otrząsnąć. Zmarła babcia mojego narzeczonego. Nie ukrywam,że przez ponad 5 lat zdążyłam poznać ją bardzo dobrze a nawet traktować jako własną babcię. Sytuacja ta, zdecydowanie mnie przerosła. Dni oczekiwania i przygotowania do pogrzebu były dla mnie i ukochanego męką. Liczne wspomnienia, zaskoczenie, strach, a przede wszystkim ogromny ból. To było dziwne, widzieć rzeczy, jeszcze niedawno przez nią dotykane: okulary, laska, gazeta czy czapka. Ceremonia pochówku odbyła się 1 kwietnia. Nie będę opisywała szczegółów, są dla mnie zbyt bolesne. Po chwilach rozpaczy, przychodzi jednak czas pogodzenia się z zaistniałą sytuacją. Tak na prawdę, nie ma innego wyjścia. To dziwne, że rzeczy ważne dla człowieka typu opuszczone zajęcia, kolokwia do zaliczenia czy pasje,w takich chwilach wydają się trywialne i pozbawione sensu. Wszystko powoli wraca do normy i mam nadzieję, że i mnie to się uda.

4.02.2010

"Deszczowa piosenka" 1952



"Stany Zjednoczone, koniec ery filmu niemego.
Producenci jednej z większych wytwórni filmowych mają duże problemy z udźwiękowieniem swoich nowych filmów, gdyż ich wielka gwiazda, Lina Lemont, ma głos, który...przypomina skrzypiące drzwi. Mimo lekcji wymowy Lina nie "brzmi" dobrze - ani na ekranie, ani w życiu prywatnym....
Jej partner, słynny amant, Don Lockwood poznaje bardzo interesującą młodziutką aktorkę, Kathy Selden, która zarabia śpiewając na przyjęciach.
Pomimo początkowej niechęci ta dwójka zaprzyjaźnia się i w końcu zakochuje w sobie...
Pozostaje już tylko jeden problem: głos Liny, który trzeba zastąpić cudzym...
Ten zabawny musical już stał się klasykiem, przede wszystkim dzięki tytułowej piosence "Singin' in the rain", nieskrępowanie wyrażającej radość życia."

Film obejrzałam pod wpływem pogody. Mówi się, że "Deszczowa piosenka" jest musicalem wszech czasów. Nie trudno się z tym zgodzić. Dopracowany w najmniejszym szczególe, zachwycający układami tanecznymi i muzyką. Mimo, iż dzisiaj nie miałam najlepszego humoru do robienia czegokolwiek, zmusiłam się do oglądania tego filmu. I nie żałuje. Słowa i melodia tytułowej piosenki napawają optymizmem i chęcią do życia. Z tego, co wyczytałam, film zdobył dwie nominacje do Oscara, otrzymał Złotego Globa oraz 8 nagród Amerykańskiego Instytutu Filmowego. Pozdrawiam Was gorąco i serdecznie.

3.27.2010

Notatki deszczowym porankiem...


I znowu muszę ponarzekać:) Ostatnio mam mało czasu na czytanie, chociaż obecnie czytana przeze mnie "Madame", bardzo mi się podoba. Na uczelni miałam dość intensywny okres, ponieważ nadrabiałam zaległości z choroby. Na szczęście już wszystko pozaliczane i pozostało mi się skupić na pracy licencjackiej. Nie wiem, czy to przesilenie wiosenne, ale od niedawna cały czas chodzę zmęczona. Dzisiaj wstałam o 4 i nie mogłam dalej spać. W ciągu dnia wydaje mi się, że zasnę na pierwszej, lepszej ławce albo w sklepie, stojąc w kolejce. Po południu śpię, a i owszem, bo to aby w okolicach 21 już czuć senność. Czemu? Nie wiem. Miejmy nadzieje, że samo minie.

A tak poza tym moim dziwnym schorzeniem, nie mam co narzekać. Nauka japońskiego i hiszpańskiego rozkręciła się w pełni. Raz w tygodniu mam korepetycje. Trochę wstyd, ale korepetytorkami są dziewczyny w moim wieku hehe:)Ostatnio myślę nad weekendowymi szkoleniami biznesowymi. Mam sporą szansę się na nie dostać, tylko sama nie wiem jak znajdę na to czas. Szkolenia mają odbywać się w soboty i niedziele od 9-16. A ja od 11:30 mam angielski w szkole językowej. Sama nie wiem jak to rozwiązać.

Pogoda ostatnio bardzo mnie inspiruje!!! Od poniedziałku codziennie chadzam sobie z narzeczonym do parku karmić kaczki, które pływają w stawie. Siadamy na ławce i oddajemy się słońcu.Największa uwagę zwracam na psy. Biegają po parku, wskakują za patykiem do stawu, radośnie szczekają i ganiają za wiewiórkami. Wszędzie już wszystko budzi się do życia.

A teraz już zmykam, bo zaraz niedługo zaczynam angielski. Może macie jakiś złote rady na pobudzenie? A może to kwestia motywacji i nastawienia? A jak to lenistwo?:)

3.17.2010

My Fair Lady (1964)



"Ekscentryczny filolog, profesor Higgins, zakłada się, że z prostej dziewczyny sprzedającej kwiaty, Elizy Doolittle, przez nauczenie jej dobrego mówienia, zrobi damę. Po serii zabawnych porażek udaje mu się to rzeczywiście. Eliza jest podziwiana jako prawdziwa lady. Wynika to, oczywiście, z jej własnego czaru, którego tylko Higgins zdaje się nie zauważać. Dopiero, gdy pojawia się groźba małżeństwa z dandysem Freddym, Higgins uświadamia sobie, że to właśnie Eliza jest kobietą jego życia. "

To już 5 film obejrzany w tym roku zgodnie z moim postanowieniem. Musical jest wspaniały!!! Mimo, iż trwa prawie 3 godziny, nie daje się nudzić nawet przez chwilę. Genialna gra aktorska i oczywiście sama Aurdrey przezabawna i przeurocza, jak zwykle zresztą. Film opowiada o młodej - 21 letniej - ubogiej kwiaciarce imieniem Eliza. Dziewczyna nie ukończyła żadnych szkół, dlatego też jej wiedza, maniery i język pozostawiają wiele do życzenia. Przez przypadek odkrywa ją bogaty i zarozumiały profesor fonetyki. Zakłada się ze swym serdecznym przyjacielem, że w krótkim czasie przemieni Elizę w księżniczkę. Po drodze śmiechu jest co nie miara, bowiem panienka wykazuje silny opór i daje dojść do głosu swoim "ulicznym" manierom. W ostateczność udaje im się odnieść sukces. Eliza jednak zdaje sobie sprawę, że była tylko marionetką w rękach , znudzonych życiem mężczyzn. Postanawia głośno wyrazić swoją opinię i uczucia. Niestety napotyka niezrozumienie i drwinę. Jak to się skończy? Musicie koniecznie obejrzeć, żeby się przekonać. Mnie finał całej historii nie bardzo przypadł do gustu. Liczyłam na jakieś ciekawsze rozwiązanie zagmatwanej sprawy:)

3.11.2010

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olga Tokarczuk



"Thriller moralny, który do ostatniej strony trzyma w napięciu.
Akcja rozgrywa się w Kotlinie Kłodzkiej. Główną bohaterką jest Janina Duszejko – kiedyś inżynier mostów, dziś wiejska nauczycielka angielskiego, geografii i dozorczyni domów letniskowych. Jej pasją jest astrologia, a wielką miłością wszelkie zwierzęta. Gdy dzieje im się krzywda, Janina staje w ich obronie i upomina się o szacunek dla nich. Jak łatwo przewidzieć, nikt nie przejmuje się kobietą, która uważa, że świat jest odbiciem tego, co zapisane w gwiazdach, a w wolnych chwilach czyta Williama Blake’a.
W okolicy zaczynają umierać kłusownicy i krzywdziciele zwierząt. Seria zgonów rośnie. Janina ma teorię na temat motywu i sprawcy tych zbrodni, ale policja ignoruje ją, traktując jak nieszkodliwą dziwaczkę. Jednak Janina wie więcej, bo czyta w gwiazdach jak w otwartej księdze…


Olga Tokarczuk – jedna z najpopularniejszych i najpoczytniejszych polskich pisarek, laureatka wielu prestiżowych nagród, w tym nagrody Nike 2008 (za "Biegunów"). Ponad 170 tys. egzemplarzy jej książek sprzedanych przez Wydawnictwo Literackie, w tym ponad 74 tys. poprzedniej powieści "Bieguni"! Należy do najczęściej tłumaczonych polskich pisarzy. Prawa do tłumaczenia jej książek, których sprzedażą zajmuje się Wydawnictwo Literackie, zostały sprzedane już do ponad dwudziestu krajów."

Mimo wielu sprzecznych opinii na temat tej książki, dochodzę do wniosku,że jest to jedna z lepszych i oryginalniejszych książek tej autorki. Bohaterką książki jest Janina Duszejko - starsza pani, bezgranicznie kochająca zwierzęta. Mogę śmiało rzecz, że poniekąd wchodziłam w jej postać. Doskonale rozumiem jej poglądy i w pełni je popieram. Jestem ogromną miłośniczką zwierząt i byłabym w stanie posunąć się daleko broniąc ich praw. Może zabrzmi to okrutnie, ale czasami wolę ich towarzystwo niż towarzystwo ludzi. Tokarczuk użyła w książce wielu drastycznych opisów oraz manifestacji pani Duszejko. Mowa w nich była o zabijaniu i zjadaniu zwierząt. Dosłownie o robieni galanterii z brzuchów zwierząt, z ich skóry, o drastycznej agonii uwięzionych w wnykach saren. W takich momentach, ciarki przechodziły mi po plecach. Porusza również temat głupoty, braku wrażliwości i egoizmu. Tokarczuk zdecydowanie zmusza do refleksji nad własnym życiem i życiem bezbronnych istot. Zadaje pytanie o hierarchię istnienia, o szacunek dla drugiego istnienia. Poza tym , był to doskonały thriller, którego zakończenia się nie spodziewałam i który trzymał mnie w napięciu przez cały czas trwania powieści.

3.10.2010

"Funny Face" (1957)



"Jako niepozorna sprzedawczyni z księgarni, wykreowana na gwiazdę magazynu mody, Audrey Hepburn prezentuje swoje talenty wokalne i taneczne, które wcześniej szlifowała na londyńskich deskach w "How Long Has This Been Going On?" i "Basal Metabolism". Fred Astaire, jako jej odkrywca-fotograf, roztacza swój wyjątkowy czar i podbija nasze serca tańcząc z Hepburn w rytmie "He Loves and She Loves", śpiewając "Let’s Kiss And Make Up" oraz zachwycającą piosenkę tytułową "I Love Your Funny Face"."

Dobiłam do 4 filmu w moim projekcie "Stare filmy". Cóż mogę o nim powiedzieć? Wiem, że zapewne dla wielu widzów wyda się on infantylny i naiwny, ale dla mnie był o prostu uroczy i niepowtarzalny. Uwielbiam Audrey za postacie przez nią grane. Ogromnie przyjemnie było patrzeć na jej fantastyczny i niebanalny taniec w kafejce. "Zabawna buzia" powstała właśnie po to, żeby bawić i rozweselać. Mimo, że leżę cały tydzień w łóżku naszpikowana antybiotykami, po obejrzeniu filmu miałam ochotę wstać i tańczyć. Polecam Wam gorąco jeśli tylko macie ochotę na uśmiech, czystą radość i przyjemny relaks:)

ps:chyba po obejrzeniu filmu nabrałam ochoty do życia i wyłoniłam się zza zasłony chusteczek,pastylek, pigułek i maści rozgrzewającej. Może zabrzmi to strasznie, ale od piątku nie zrobiłam nic! Nic! NIC! Tłumaczyłam sobie, że skoro zostałam na tydzień w domu to może przy okazji czegoś się pouczę , poczytam, posprzątam....a guzik! Umierałam dzień w dzień , wijąc się w gorączce i miałam już ochotę uciąć zatkany nos. Dzisiaj doszłam do wniosku, że to już jest wojna! Wstałam z łóżka i ubrana w szlafrok walczę z chorobą, próbując sprzątać, czytać, piec. Może się wystraszy i sama wreszcie ucieknie? Zagram jej na nosie, o to!:)

3.05.2010

Chusteczkowo....



Piszę do Was z miejsca,w którym utknęłam na najbliższe parę dni. Z łóżka. Zaczęło się od powiększonych węzłów chłonnych na.. głowie! Potem doszła temperatura i okropny ból gardła. Nie czuje smaków ani zapachów. Nie mogę spać i wszystko mnie boli. I szczerze mówiąc, mam już dość. Podejrzewam niestety świnkę, bo nie przechodziłam tej choroby w dzieciństwie. A miałam tak miło spędzić weekend: w kinie, na zakupach książkowych, u koleżanek na imprezie... a tu bach. Jeszcze dzisiaj pisałam beznadziejny egzamin. Nie ma jak to dać pytania z wykładu, którego nie było;/
To by było na tyle narzekania.
Mimo wszystko, spotkało mnie parę dobrych rzeczy w tym tygodniu. Nawiedziłam, bowiem dwie biblioteki. Jedną osiedlową,z której wyniosłam "Czarny ogród","Opowiadania Gogola" oraz "Wojnę Klary". Oraz "Bułę" ( biblioteka uniwersytetu Łódzkiego), w której to ma swoje konto narzeczony. Jako, że jestem spoza tej uczelni, powiedziano mi, że każde moje wypożyczenie będzie mnie kosztować uwaga...100zł;/Nie, to nie żarty;/ Korzystam na szczęścia z konta Filipa. Buszowałam sobie wśród regałów i faktycznie mają wiele ciekawych nowości, w ogóle nie wypożyczonych. Ja nie wiem, czy studenci już w ogóle nie czytają?
Planuje dzisiaj obejrzeć sobie jakiś stary film i dokończyć w końcu Tokarczuk:) Pozdrawiam Was gorąco i życzę zdrowia, którego mi zabrakło.

2.27.2010

Metropolis



"Metropolis – film z 1927 roku w reżyserii Fritza Langa. Monumentalne dzieło opowiada historię miasta przyszłości, w którym rządzi wąska i uprzywilejowana kasta (rozum), zaś robotnicy utrzymujący miasto przy życiu (ręce) mieszkają w podziemnych osiedlach. Film zaliczany jest do klasyki kinematografii.Historia rozgrywa się w Metropolis - mieście przyszłości, którego społeczeństwo podzielone jest na dwie kasty. Jedną stanowi uprzywilejowana grupa intelektualistów korzystająca z wygód i rozrywek miasta, drugą, pracujące pod ziemią rzesze robotników. Władze w mieście sprawuje dyktator, John Fredersen. Pewnego dnia, jego syn, Freder, poznaje pochodzącą z wyzyskiwanej klasy robotniczej Marię. Chcąc ponownie ją spotkać udaje się do podziemi gdzie po raz pierwszy styka się z prawdą o okrucieństwie systemu zmuszającego ludzi do niewolniczej pracy. Zdruzgotany Freder postanawia zburzyć porządek miasta zarządzony przez własnego ojca. Pomóc ma mu w tym Maria, która na odbywanych potajemnie zgromadzeniach dodaje strudzonym ludziom otuchy, zapowiadając nadejście Pośrednika, który połączy umysł i ręce, które zbudowały miasto. Sytuacja komplikuje się kiedy Fredersen odkrywa prawdę i postanawia zwrócić robotników przeciwko Marii, zlecając szalonemu naukowcowi stworzenie jej złego sobowtóra - robota Futura...."


W ramach mojego projektu "Stare filmy" obejrzałam dziś już/dopiero 3 film (zaraz po "Casablance" i " Śniadaniu u Tiffaniego"). Powyżej zamieściłam krótkie streszczenie filmu i pragnę podzielić się z Wami wrażeniami.
Po 1: dziwnie było oglądać film nakręcony w 1927 roku. Film jest niemy, co dla mnie stanowiło nie lada gratkę, bo po raz pierwszy oglądałam produkcję tego typu. Niektóre postacie jakby wyjęte były z sennego koszmaru, wiadomo - inne kanony, mocno wybielone policzki, podkreślone łuki brwiowe oraz ciemne usta. I emocje! Ucieczka głównej bohaterki, połączona z omdlewającymi gestami przykładania wierzchu dłoni do czoła:) Ta ekspresja, ten dramatyzm!:)
Po 2: Byłam zszokowana, kiedy zorientowałam się , że wiele elementów i motywów filmu, zostało później wykorzystanych przez kolejnych reżyserów, naukowców i scenarzystów. Można śmiało rzecz, że reżyser " Metropolis" był wizjonerem i chyba nawet swego rodzaju geniuszem. Fragmenty filmu zostały wykorzystane nawet przez mój ukochany zespół Queen w teledysku do " Radio Gaga" z 1984 roku.
Po 3: Zapewne w latach 30-tych film wywołał niemałą sensację. Dziś już tak nie zaskakuje, ale mimo wszystko jest to dzieło warte zobaczenia. Wartości jakie chciał nam przekazać Fritz Lang są aktualne do dziś. Zachęcam Was do oglądania klasyków kinematografii, bo produkcje, które obecnie wyświetlane są w kinach, jak dla mnie, pozostawiają wiele do życzenia.

2.26.2010

Kulinarne eksperymenty Pana F

Dzisiaj pragnę podzielić się z Wami cudowną nowiną:) Mój narzeczony wczoraj po raz pierwszy upiekł sam ciasto:) Wyszło po prostu boskie i doskonałe. Co prawda, dał sobie trochę pomóc, ale patrzył na moją obecność w kuchni dość krzywo:) Po spędzeniu prawie 1,5 godziny, wyszedł z niej cały w skowronkach. Ciastem był "Skubaniec"( nie mam pojęcia czy to nazwa własna ciasta, czy wymyślona na poczekaniu przez Filipa). Wypiekł posiadał w swoim wnętrzu gruszki w zalewie. Dziś więc chodzi dumny jak paw, że oto dokonał się cud - faceci jednak potrafią co nieco:)






A oto przepis:

4 szklanki mąki
1,5 szklanki cukru (ale chyba mniej potrzeba, bo wyszło bardzo słodkie)
5 jajek
margaryna(kostka)
łyżeczka proszku do pieczenia
łyżka kakao
owoce (w tym przypadku gruszki)
budyń waniliowy
1. Mąkę siekamy z miękką margaryną, proszkiem do pieczenia i żółtkami.Dodajemy pół szklanki cukru, wyrabiamy kruche ciasto. Dzielimy na 3 części: jedną większą i dwie mniejsze. Do jednej mniejszej dodajemy kakao i mieszkamy po czym ciasto schładzamy.
2. Większą częścią ciasta wykładamy dno blachy. Układamy owoce. Na tarce o grubych oczkach ścieramy ciasto kakaowe.
3. Z białek ubijamy pianę. Wsypujemy szklankę (pół) cukru, budyń i delikatnie mieszamy. Wykładamy na ciasto. Na wierzch ścieramy jasny kawałek ciasta. Pieczemy 45-50 minut w temperaturze 180 stopni.

Smacznego:D

2.25.2010

"Kontrabasista i inne utwory" Patrick Suskind



"Urodziłem się w 1949 r. w Ambach nad jeziorem Stanberger w Bawarii i gram na fortepianie, a nie na kontrabasie. Od siódmego roku życia moje wykształcenie muzyczne polegało na wyćwiczeniu kilku utworów, jak np. "Die Hunnen kommen" (Hunowie nadciągają), "Album dla młodzieży" oraz kilku sonat na cztery ręce Diabellego. W wieku lat dziewiętnastu, po drugiej partii wyciągu fortepianowego "Symfonii z uderzeniem w kotły" Józefa Haydna (cz.I), zrezygnowałem z robienia w przyszłości kariery muzycznej.

Obecnie zatrudniam się jako autor krótkich, niepublikowanych kawałków prozatorskich i dłuższych niezrealizowanych scenariuszy filmowych, którymi zarabiam na życie.

"Kontrabasistę" pisałem latem 1980 r. Chodzi w nim - obok masy innych rzeczy - o samoświadomość człowieka w jego maleńkim pokoiku. Wyzyskałem tu własne doświadczenia, gdyż większą część swojego życia spędziłem w coraz to mniejszych pokojach, które opuszczałem z coraz to większym trudem. Żywię nadzieję, że pewnego dnia znajdę pokój tak mały, że pochłonie mnie bez reszty i wraz ze mną przy przeprowadzce odejdzie."

Patrick Süskind


Z trzech, przeczytanych przeze mnie utworów Suskinda, ("Pachnidło" oraz "Historia Pana Somera")ten podobał mi się najmniej. Nie zaliczam go do dzieł wybitnych. Głównym opowiadaniem jest rzecz jasna - "Kontrabasista". Opowiada ono o 35-letnim mężczyźnie - alkoholiku i neurotyku - posiadającym za kompana życia instrument - kontrabas. Bohater snuje wspomnienia i historie ze swojego nieszczęśliwego i samotnego życia, a także o pasji, którą jest muzyka klasyczna i uczucia do pięknej śpiewaczki. Z relacji narratora, doszłam do wniosku, że kontrabas przeszkadza bohaterowi osiągnąć szczęście. Z jednej strony jest dumny ze swojego instrumentu(o matko, jak to zabrzmiało:)), lecz z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że kontrabas ogranicza go i przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu. W to wszystko wplątane jest także nieudane życie rodzinnie i złe relacje z własną matką. Czytając to opowiadanie, popadałam w irytację. Facet podchodzący pod 40-tkę, całą winę za swoje błędy, porażki i nieumiejętność życia zwala na instrument muzyczny i złe wspomnienia z dzieciństwa. Czasami nawet myśli jak dziecko. Miałam ochotę wejść do książki i porządnie walnąć go w plecy i powiedzieć - "Chłopie! Ogarnij się". Sama nie wiem czy polecam Wam tę książkę. Na pewno jednak nie zaszkodzi przeczytać.

2.24.2010

Bo mi do wiosny tęskno...

A dziś pragnę przedstawić Wam moje zdjęcia z ubiegłego lata, bo już nie mogę się doczekać kiedy wreszcie będzie wiosna i cały świat się zazieleni :)







2.19.2010

Kreativ Blogger



Chciałabym gorąco podziękować Malineczce74 za przyznanie mi wyróżnienia - Kreativ Blogger :) Cieszę się , że komuś podoba się to co nabazgrolę od czasu do czas. Sprawiło mi to ogromną radość, bo los jest dla mnie fatalny od rana. Dziękuje:)

ps: swoje nominacje podam niebawem (sesja):)

Czas na moje nominacje:)
1.http://ksiazkownia.blox.pl/html
2.http://isbn.blox.pl/html
3.http://virginia79.blog.onet.pl/
4.http://moje-recenzje-ksiazek.blog.onet.pl/
5.http://agaczyta.blox.pl/html
6.http://i-love-impala67.blogspot.com/
7.http://saradeever.blogspot.com/

a ponad to:
8.http://czytatnik.wordpress.com/
9.http://cudownyswiatksiazek2.blog.onet.pl/
10.http://domowabiblioteczka.blox.pl/html

Nie mogłam się zdecydować na mniej, dlatego postanowiłam, że stworzę swoje top 10:) Kolejność jest oczywiście przypadkowa. Codziennie wchodzę na te blogi i ich czytanie sprawia mi wiele radości:)
7.

2.17.2010

"Julie&Julia" Julie Powell



"Oryginalna i zabawna powieść obyczajowo... - kulinarna! Julie, nowojorska sekretarka przed trzydziestką, sfrustrowana swym nudnym życiem, postanawia przez rok zrealizować 524 przepisy, wypełniające słynną amerykańską książkę kucharską sprzed lat, napisana przez Julię Child (postać autentyczna). Ambitnej kucharce-amatorce kibicują: mąż, przyjaciółki i brat. Przepisy są coraz trudniejsze, a dania coraz dziwaczniejsze, ale nie może się już wycofać, bo sprawę nagłaśniają media... W nowym filmie grają m.in. Meryl Steep i Amy Adams. "

Czy w naszym życiu potrzebne są wyzwania? Czy każda kobieta osiągając pewien wiek, czuje potrzebę dokonania czegoś wielkiego? Bohaterka, a zarazem autorka książki "Julie&Julia" decyduje się ugotować 524 potraw, pochodzących z książki kucharskiej Juli Child. Daje sobie na to rok. Okazuje się to biegiem z przeszkodami. Kiedy czytałam o trudnościach wyciągnięcia szpiku z kości krowiej lub gotowanych móżdżkach kozich,wiedziałam, że kobieta jest zdesperowana i z całą pewnością ukończy projekt. Motywują ją przyjaciele i przede wszystkim mąż, dla którego powinni chyba postawić pomnik za cierpliwość i dobroć. Julie ma swoje humory, kaprysy i potrafi "rzucać mięsem" w niedosłowny sposób. Czasami się dziwiłam jak ten mąż z nią wytrzymuje, ale okazuje się , że jednak daje radę. Poza drobnymi wadami Julie, bije z niej radość z życia, ambicja i przede wszystkim determinacja. Zastanawiałam się czy ja sama mogłabym podjąć się podobnego zadania. Od razu porzuciłam tę myśl. Kocham gotować dla mojego narzeczonego, ale niestety musiałaby rzucić studia, prace i czytanie... no i przede wszystkim zarabiać fortunę na potrzebne mi składniki. Także dla mnie jest to póki co awykonalne. Książka jest lekka, lecz nie głupia. Zdecydowanie polecam Wam tę pozycję a sama w najbliższej przyszłości sięgnę po film.

2.16.2010

"Kołysanka"



"W zagadkowych okolicznościach znikają kolejno mieszkańcy i goście pewnej malowniczej miejscowości. Atmosfera, jak w najlepszych filmach sensacyjnych, gęstnieje ze sceny na scenę, a motorem potęgującym napięcie jest śledztwo prowadzone przez parę policjantów. Jednak tropy urywają się, a niewinne ofiary nadal giną bez śladu, jakby zapadły się pod ziemię."

Wczoraj wybrałam się z narzeczonym na film w reżyserii Juliusza Machulskiego - "Kołysanka". Liczyłam na miłą , czarną komedię w stylu "Rodziny Adamsów". Nie pomyliłam się. Mimo, że film kultowym raczej nie będzie, to ma swój mroczny i niepowtarzalny klimat. Osobiście nie widziałam nigdy podobnego, polskiego filmu. Zabawna historia rodziny sympatycznych wampirów, którzy decydują się osiedlić polską wieś:) Rodziny nie da się nie lubić, mimo, że wysysają krew ze swoich ofiar, knują czy też znęcają się psychicznie na ludziach. Oprócz wątków komediowych, istnieją w filmie również wątki typowo obyczajowe, dotyczące relacji między synem a ojcem. Zdecydowanie Wam polecam, świetnie się odprężyłam i zrelaksowałam.

2.08.2010

Płyta dnia - "Far" Regina Spektor



"Urodzona 18 lutego 1980 w Moskwie amerykańska piosenkarka, autorka piosenek i pianistka. Jej muzyka jest kategoryzowana do środowiska anti-folk, skoncentrowanego w nowojorskim East Village. Spektor pochodzi z muzykalnej rodziny, jej ojciec, fotograf, był skrzypkiem, a matka była profesorem muzyki w rosyjskim konserwatorium (obecnie uczy w publicznej szkole podstawowej w Mount Vernon, Nowy Jork). Rodzina opuściła Związek Radziecki w 1989 r., kiedy w czasie pierestrojki rosyjscy Żydzi mieli prawo do legalnej emigracji."

Już jakiś czas temu dokonałam tego niesamowitego odkrycia. A tak naprawdę dopiero dzisiaj miałam odwagę wsłuchać się w płytę "Far". Nie potrafię jednym słowem opisać tej muzyki. Jest zabawna, radosna ale też słodka na swój dziewczęcy sposób. Potrafi sprawić , że mam ochotę wziąć ze sobą niebieski balonik, włożyć kolorową czapkę i wyjść tak na dwór. Ma też właściwości wbijania mnie w fotel z uczuciem rozanielenia i uśmiechem od ucha do ucha. Jutro rozejrzę się za kolejnymi albumami artystki, bo jednak dużo straciłam,że "wpadła" mi w ręce tak późno. :)

"Flush" Virginia Woolf



"Flush jest spanielem. Wyjątkowym spanielem. I głównym bohaterem książki Virginii Woolf.

To przewrotna biografia psa i jego właścicielki, słynnej dziewiętnastowiecznej brytyjskiej poetki, a także historia wielkiego romansu pewnej ekscentrycznej pary z epoki wiktoriańskiej. Przede wszystkim jednak to parodia typowych biografii.

Flush zrodził się z lektury listów miłosnych Elizabeth Barret i Roberta Browninga, choć zapewne niemały wpływ na książkę miał również pies samej Virginii Woolf - prezent od ukochanej Vity Sackville-West. "

Zdecydowanie to wyjątkowa książka. Dostarczyła mi wiele emocji od radości po łzy.Być może to dlatego, że jestem wielką miłośniczką psów i ich los dość mocno mnie obchodzi. Flush jest spanielem, który obserwuje, analizuje, myśli , czuje i postrzega ludzki świat na swój własny psi rozum. Dla małego psa zachowanie ludzi i hierarchia panująca w mieście, wydaje się być niezrozumiała. Targają nim sprzeczne emocje. W swoim życiu doświadcza wielu miłych i przerażających chwil.
Książka ta poruszyła mnie do głębi. Bardzo wczułam się w sytuacje Flusha i próbowałam zrozumieć jego tok myślenia. Zastanowiłam się później, co w takim razie myśli mój pies. Czy też wewnętrznie przeżywa huśtawki nastroju, niepokoje? Niesamowita powieść, niesamowitej autorki.

2.06.2010

"Historia pana Sommera" Patrick Suskind



"Kim on właściwie był, ten pan Sommer, pojawiający się nagle przed bohaterem w ważnych chwilach spędzonego na wsi dzieciństwa? Wysoki, chudy, z nieodłączną laską i plecakiem, przemierzał okolicę codziennie od rana do późnego wieczora. Dlaczego tak ciągle chodził? Z powodu klaustrofobii? A może dlatego, że miał o jedną nogę za dużo? Nie sposób opisać subtelnego dowcipu i oryginalnego nastroju tej minipowieści o... fruwaniu, chodzeniu po drzewach, pierwszej miłości i lekcjach fortepianu u demonicznej panny Funkel... Całość ilustrowana równie śmiesznymi rysunkami słynnego Sempégo - tego od "Przygód Mikołajka"!"

Historia widziana oczami małego chłopca, którego życie upływa na lekcjach grania na pianinie, chodzeniu po drzewach, rozterkach sercowych i rozmyślaniu. W tle przewija się, tajemnicza postać pana Sommera, o którym nikt nic nie wie. Jest zagadką, którą nie łatwo rozwiązać. Chyba tak do końca nie wiadomo, co autor chciał nam pokazać. Czy był to świat z perspektywy 7 latka? Czy też indywidualizm przedziwnego mężczyzny, który spaceruje całymi dnami, niezależnie od pogody? Książkę czyta się szybko i towarzyszy temu niesamowity klimat. Jako gratka - kolorowe, rysunki Sempe,które znam nie od dziś, z tomów przygód o Mikołajku. Warto przeczytać.

2.03.2010

"Wszystkie boże dzieci tańczą" Haruki Murakami


"Murakami czuje się świetnie również w zwartej oszczędnej i precyzyjnej formie krótkiego opowiadania. Kilkoma słowami zarysowuje wyraziste, sugestywne światy, a każda z historii jest przekonująca, pełna i satysfakcjonująca. Każdy z bohaterów odbywa jakąś podróż - czy to w rzeczywistym, geograficznym, czy jedynie wewnętrznym, duchowym wymiarze - do której bodźcem staje się tytułowe trzęsienie ziemi; każdy z nich odkrywa w sobie jakąś tajemnicę, którą próbuje przeniknąć albo po prostu pogodzić się z jej istnieniem; każdy ma jakąś obsesję, która zatruwa mu życie; każdy jest uwikłany bądź dopiero się wikła w skomplikowane relacje z innymi ludźmi, poprzez które następuje niejako wzajemna wymiana sekretnych duchowych labiryntów. Nieposkromiona wyobraźnia Murakamiego raz po raz rozsadza ramy realności, przenosząc czytelnika to w świat snów, to marzeń, to czystej surrealnej fantazji."

Ach!!! Chyba nie zdziwi Was fakt, że znowu będę się rozpływać nad twórczością tego autora. Jak dla mnie to numer jeden, numero uno, number one, nomier odin... Książka jest zbiorem 6-u opowiadań o zbliżonej tematyce, a mimo to bardzo się różniących. Dotykają one problemu relacji międzyludzkich, emocji i zawiłych uczuć. Elementem, który scala opowiadania jest jedno wydarzenie - trzęsienie ziemi w Kobe. Każdy z bohaterów przeżywa je na swój sposób i dla każdego znaczy ono co innego. Uwielbiam Murakamiego za jego styl, lekkie, ale nie banalne pióro. Za sprytnie ukryte metafory. Jedyną rzeczą, która trochę mnie razi - pisałam zresztą o niej przy okazji innej recenzji jego książki - jest zbyt dosłowne i czasami nawet wulgarne ukazanie seksualności człowieka. Jednak wybaczam mu to, bo cała reszta jest na 6 z plusem:) Na podstawie powieści powstał film o tym samym tytule (o czym dowiedziałam się przed chwilą). Polecam.

2.01.2010

"Jedź, módl się , kochaj" Elizabeth Gilbert



"Nim osiągnęła trzydziestkę, Elizabeth Gilbert miała wszystko, o czym powinna marzyć nowoczesna, wykształcona, ambitna Amerykanka - męża, dom za miastem, dobrą pracę. Mimo to nie była kobietą ani szczęśliwą, ani spełnioną. Nękał ją niepokój, smutek i rozterki. Przeszła przez wyczerpujący rozwód i popadła w ciężką depresję, przeżyła nieszczęśliwą miłość i całkowicie odrzuciła wszystko, czym, jak jej się zdawało, miała być.

"Jedz, módl się, kochaj" mówi o tym, co może się zdarzyć, kiedy bierzemy odpowiedzialność za nasze własne zadowolenie z życia. Mówi również o przygodach, jakie mogą się przydarzyć kobiecie, która nie chce już dłużej starać się powielać utartych wyobrażeń. Jest to opowieść, która poruszy każdego, kto kiedykolwiek obudził się rano z nieodpartym pragnieniem zmian.

Prawa do ekranizacji kupiła wytwórnia Paramount Pictures. Główną rolę ma grać Julia Roberts."

Historia ciekawa, wciągająca i dająca do myślenia. Bardzo polubiłam główną bohaterkę. Przede wszystkim za odwagę ale i za upór w dążeniu do celu. Elizabeth postanawia w ciągu roku mieszkać w trzech różnych miejscach. Za cel obiera Włochy, Indie i Indonezję. Czas spędzony we Włoszech mija jej głównie na jedzeniu, piciu oraz oddawaniu się przyjemnościom. Używając słów mojej ulubionej dziennikarko-kucharki Nigeli Lawson - po prostu celebruje życie. Podczas pobytu w Indiach, kobieta dołącza do tamtejszej aśramy, oddaje się modlitwie i medytacji. Ta lekcja ma jej przybliżyć Boga i nauczyć pokory. Końcowym etapem podróży, okazuje się Indonezja, gdzie poznaje wspaniałych przyjaciół a nawet miłość. Zapewne każda z nas chciałaby przeżyć taką historię, zwiedzić tyle krajów i poznać tylu ciekawych ludzi. Z tego co słyszałam, książka napisana została, na podstawie wspomnień autorki. Wybaczcie, ale wydaje mi się to nieprawdopodobne. Kobieta przez rok nie pracuje, a funduszy starcza jej na wszystko. Nie ma żadnych problemów z mieszkaniem,podróżą , nikt jej nie okradł. Nie zna nikogo w danym punkcie świata, a po paru dniach ma serdecznych przyjaciół. Dowiadując się o sytuacji finansowej nowo poznanej kobiety, kupuje jej dom. Jak dla mnie fikcja. Nie chcę Was zniechęcać do tej lektury, bo sama książka jest na prawdę wspaniała i cudowna. Lekka i porywająca. Taka w sam raz na zimowe dni i noce.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...