Etykiety

10.31.2011

"Biała jak mleko, czerwona jak krew" Alessandro D'Avenia

"Miłość istnieje nie po to by dać nam szczęście, ale po to byśmy mogli sprawdzić jak silna jest nasza odporność na ból"

Na początku bardzo bałam się, że książka będzie przypominała mi słynny wyciskacz łez - "Szkołę uczuć". Jednak, kiedy dobrnęłam do końca powieści byłam pozytywnie zaskoczona i zauroczona stylem pisarza i historią o miłości, czasem niełatwej do ogarnięcia rozumem.

Leo jest specyficznym nastolatkiem. Ma w sobie niezwykłą wrażliwość. Dzielni się z czytelnikami swoim życiem, uczuciami do pięknej Beatrice - której skóra jest biała jak mleko, a miłość do niej czerwona niczym krew. Chłopak przyjaźni się z Sylvią. To właśnie jej powierza swoje sekrety i obawy, uczy się do egzaminów, spędza wolny czas. To ona dopinguje go podczas meczów piłki nożnej, pielęgnuje gdy jest chory i pociesza, kiedy doskwiera mu samotność. Ją kojarzy z kolorem niebieskim - spokojem, równowagą i porządkiem.

Nastolatek ma chyba małą obsesję na punkcie Beatrice. Jest piękna, ma ognistorude, długie włosy, delikatny uśmiech i czarujące dołeczki w policzkach. Okładka idealnie oddaje jej postać. Tak właśnie ją sobie wyobrażałam. Sama zainteresowana jednak nie podejrzewa o uczuciu jakim została obdarzona przez Lea. Ba, chyba nie do końca wie o jego istnieniu. Życie chłopaka legło w gruzach, kiedy dowidział się, że obiekt jego uczuć ma białaczkę. Jest załamany, zaniedbuje szkołę i wszystko traci sens. Decyduje się oddać dziewczynie swoją krew, pisze jej listy miłosne, ulega poważnemu wypadkowi, obserwuje jak dziewczyna powoli przegrywa z chorobą - traci ogniste włosy, skóra staje się cienka jak papier, a jej oczy stają się smutne i zapadnięte . Za sprawą Sylvi, odwiedza ją w jej domu i stają się sobie bliżsi. Nie dopuszcza do świadomości myśli, że Beatrice może umrzeć. Jednak chwile spędzone z Beatrice, uzmysławiają mu, że.... no właśnie, nie powiem, przeczytajcie sami:)

Piękna, cudowna i niebanalna powieść. Napisana w inteligentny sposób, dająca do myślenia, wzruszająca. Relacje Leo-Sylvia-Beatrice są jednocześnie bardzo zawiłe i proste. Widzimy jak o fanatyczne i głębokie uczucie do Beatrice zmienia się za jej pomocą, jak Leo dojrzewa emocjonalnie, jak zaczyna widzieć niewidzialne. Do głosu dochodzą emocje i uczucia o jakie siebie nie podejrzewał. Bardzo wzruszył mnie fragment wiersza zamieszczony w książce. Znalazłam całość:

"Stop all the clocks, cut off the telephone,
Prevent the dog from barking with a juicy bone,
Silence the pianos and with muffled drum
Bring out the coffin, let the mourners come.

Let aeroplanes circle moaning overhead
Scribbling on the sky the message He Is Dead,
Put crepe bows round the white necks of the public doves,
Let the traffic policemen wear black cotton gloves.

He was my North, my South, my East and West,
My working week and my Sunday rest,
My noon, my midnight, my talk, my song;
I thought that love would last for ever: I was wrong.

The stars are not wanted now: put out every one;
Pack up the moon and dismantle the sun;
Pour away the ocean and sweep up the wood.
For nothing now can ever come to any good."

W. H. Auden



Do książki można zajrzeć na stronie Znaku - klik.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak

10.29.2011

Filmy na Halloween


Jakie są Wasze ulubione, mrożące krew w żyłach filmy grozy? Ja ubóstwiam dzieła Burtona. Wczoraj razem z mężem miałam przyjemność obejrzeć, chyba po raz setny "Miasteczko Halloween". To jest zdecydowanie mój numer jeden. Na kolejnych pozycjach w moim osobistym rankingu uplasowały się "Lśnienie", "Sierociniec" i "Klucz do koszmaru". Czekam na Wasze propozycje :)
Jak spędzacie Halloween? Ja od kilku lat po prostu oglądam ociekające krwią i grozą filmy i zajadam się smakołykami. Jak byłam młodsza chodziłam na bale kostiumowe. Przeważnie przebierałam się za czarownice, co z moim wyglądem trudne nie jest:)


***Aktualizacja***

Od 4 listopada na półkach księgarń nie lada gratka : 3 tom przygód uroczej Flawi de Luce

Di Toft "Wilken. Czas złego wilka"

Wilki, wilkołaki, złe moce, dobre służby porządku, tajemnice, pradawne artefakty i walka na śmierć i życie. Czego chcieć więcej? ;) W niniejszej książce jest wszystko, co może pobudzić wyobraźnie młodego i żądnego wrażeń czytelnika. Że książka jest adresowana dla dzieci to oczywiste. Starszy czytelnik może nie dozna tyle przeżyć, no ale cóż, tylko raz jest się dzieckiem - pozostaje nam tylko (sobie) współczuć. No bo czy nie wspaniale było by przeżywać przygody dwóch niesamowitych dzieciaków, które potrafią zmieniać się na zawołanie w wilkeny - jeżeli dobrze zrozumiałam - w coś a la wilki, obdarzone nieprzeciętną siłą i zdolnościami. Chłopcy ci pracują w tajnej organizacji, której zadaniem jest unieszkodliwianie ich mniej pokojowo nastawionych krewniaków - wilkołaków. Okazuje się też, że współczesną Anglię, oprócz likantropów (czyli zmiennokształtnych bestii), zasiedlają wampiry, wiedźmy i zombie, czy raczej "osoby z upośledzeniem czynności życiowych albo niepełnosprawne życiowo". Jak można się domyśleć, stróżowie porządku mają pełne ręce roboty a młody czytelnik ma ze strachu pełne...

No dobrze, nie wiem jak tam jest z aż tak skrajnymi emocjami, ale na pewno czytanie "Wilkena" sprawi dużo frajdy. Dużym plusem jest okładka, która wywoła uśmiech u każdego, kto na nią spojrzy (pod różnymi kątami) - gwarantuję.

Wracając do treści książki, to uważam, że nie ma co się obawiać o zły wpływ takich historii na umysły młodych czytelników. Pewnie, że bywa groźnie, strasznie i krwawo ale każdy lubi, choć trochę i od czasu do czasu, bać się, również dzieciaki. A jeżeli mogą przy okazji czegoś się nauczyć czy chociażby wynieść z lektury jakieś pozytywne odczucia, które nie zniechęcą ich do czytania to świetnie. W takiej roli "Wilken" na pewno się sprawdzi.


Za egzemplarz dziękuję portalowi Sztukater.pl oraz Wydawnictwu Bukowy Las

10.28.2011

"Sekretna córka" Shilpi Somaya Gowda


Początkowo bardzo sceptycznie podchodziłam do tej lektury. Bałam się, że książka jest zwyczajnie przereklamowana. To co zastałam w środku, bardzo mnie zaskoczyło. Pozytywnie na szczęście. Zetknięcie dwóch przeciwstawnych światów, innych kultur i zwyczajów. Indie i Ameryka. Bieda i dobrobyt. Jak ogromne znaczenie ma kraj, w którym się urodziliśmy? Czy zawsze decyzja o oddaniu dziecka do adopcji jest błędem? Młodziutka Asha doświadcza tego na własnej skórze.

Indie, rok 1984. W małej, ubogiej wiosce Kavita wydaje na świat córeczkę. Niestety zdaje sobie sprawę z tego, że będzie zmuszona oddać ją do sierocińca. Jej mąż i otoczenie oczekują męskiego potomka. Tylko chłopiec stanie się pełnoprawnym obywatelem, który w przyszłości przyniesie rodzicom dumę. Adopcja to najlepsze wyjście dla noworodka. Te dziewczynki, które nie trafiają do rodziny zastępczej, zostają zabijane. Kavita z bólem w sercu rozstaje się z małą, a decyzja ta dręczyć ją będzie do końca życia. Parę lat później rodzi upragnionego chłopca. Z czasem okaże się, że przyniesie on matce więcej przykrości i problemów, niż zakładała...

San Francisco, ten sam rok. Małżeństwo lekarzy -Somer wraz z mężem (pochodzącym z Bombaju) dowiadują się, że nie dane im będzie zostać rodzicami. Somer jest bezpłodna i po kolejnym poronieniu decydują się na adopcję małej dziewczynki z Indii, córki Kavity. Dziewczyna dorasta w dobrobycie, uczęszcza do dobrych szkół i niczego jej nie brakuje. Dostaje się na studia i wybiera karierę dziennikarki. Dzięki swojemu potencjałowi dostaje szansę na reportaż życia. Ma stworzyć artykuł o ludziach zamieszkujących slumsy... w Indiach. Dzięki ojcu, który jako młody chłopak opuścił rodzinny kraj, Asha zamieszkuje u babci i dziadka i poznaje swoje korzenie. To co zostaje na miejscu, wprawia ją w osłupienie. Na własnej skórze doświadcza tego, co mogłoby ją spotkać, gdyby nie została zaadoptowana. Indie jakie poznała, szokują i wprowadzają dziewczynę w melancholię. Pragnie znaleźć swoich biologicznych rodziców i zadać im od lat nurtujące pytanie - "dlaczego"?

To piękna opowieść o poszukiwaniu siebie. O przepaści, jaka istnieje pomiędzy obiema kulturami. O wyborach młodości, o dojrzewaniu do prawdy. Zakończenie wcale nie jest takie, jakie może Wam się wydawać. Nie ma łzawych scen, które zrobiły by z powieści kiepski melodramat. Wręcz przeciwnie. To dzięki temu zabiegowi autorka stworzyła autentyczny świat, w który uwierzyłam. Taka historia mogła mieć miejsce.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Prószyński i s-ka.

10.25.2011

"Męska plaga.Seks, pożądanie i kłopoty z prostatą" Jürgen Thorwald


Jürgen Thorwald już od dawna zachęca mnie do lektury swoich dzieł. Z pewnością większość z Was słyszała o "Stuleciu chirurgów", "Godzinie detektywów" czy "Krwi królów". Jego książki często poruszają tematykę medyczną i do tej pory sądziłam, że Thorwald był lekarzem (piszę "był" ponieważ pisarz zmarł w 2006 roku). Okazuje się jednak, że z wykształcenia był historykiem i dziennikarzem. Po cichu liczę na to, że niebawem ukażą się nowe wydania jego starszych książek, chociażby "Dawna medycyna, jej tajemnice i potęga".

"Męska plaga. Seks, pożądanie i kłopoty z prostatą"
to interesujący wywód na temat życia seksualnego takich sław jak Charlie Chaplin czy Picasso. Autor każdemu z nich poświęca zaledwie kilka stron, jednak opis ich miłosnych podbojów jest wyczerpujący i zabawny. Sądziłam jednak, że dowiem się więcej o korelacji tej sfery życia z przebiegiem ich karier, porażek i sukcesów. Moją uwagę skupiły fragmenty mówiące o prostacie. Jest to dość przykra przypadłość, zawstydzająca większość mężczyzn. No i te upokarzające reklamy magicznych tabletek puszczanych w telewizji w niemalże każdej porze antenowej (psi-psi):). Thorwald wraca troszkę do przeszłości i daje nam wykład na temat historii leczenia tego zaburzenia. Uprzedzam, wiele z nich powala swoim okrucieństwem i specyficzną, medyczną terminologią. Lubię, kiedy pisarz ma odwagę złamać pewne tabu i wprowadzić do literatury popularnonaukowej trochę pikanterii.

Książka jest, jak zresztą wszystkie z tej serii Znaku, przepięknie wydana. Polecam przede wszystkim miłośnikom poprzednich książek tego autora, a w szczególności miłośnikom medycyny i historii. Wiem, że te dwie dziedziny nie zawsze idą w parze, ale autor postarał się aby razem stanowiły pasjonujące połączenie.

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak

10.21.2011

Mały koszmarek na koniec tygodnia


To co pierwsze rzuca się w oczy to przyjemna w odbiorze okładka. Uspokajające, stonowane kolory , harmonia i porządek. I na tym pochwały z mojej strony się kończą. Autor książki –Thich Nhat Hanh – mistrz zen, mnich i „duchoznawca”, nominowany przez Luthera Kinga do Pokojowej Nagrody Nobla, uczy czytelników jak znaleźć spokój ducha poprzez umiejętne oddychanie. Nie jestem zwolenniczką poradników w stylu „Odnajdź własne ja”, „Własna ścieżka” czy „ Moje miejsce na świecie”. Często są to banały w stylu Coelha (wszystkich fanów przepraszam).

Już na samym wstępie bardzo się zniechęciłam, tym oto przesłaniem:

„Budzę się rano i uśmiecham się:

Przede mną zupełnie nowe dwadzieścia cztery godziny

Ślubuje w pełni przeżyć każdy moment

i na wszystkie istoty spoglądać wzrokiem pełnym współczucia

Aż się chce krzyknąć – „Ludzie trzymajcie mnie!”;) W kolejnych zdaniach autor przekonuje jak ważny jest oddech w naszym życiu i jak jego świadomość pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie. Przekonuje nas, że za pomocą medytacji osiągniemy swoistą nirwanę i staniemy się innymi ludźmi. Nigdy nie próbowałam medytacji i nie mam takiej potrzeby. Wszystkie moje problemy rozwiązuje dzięki rozmowie z innymi lub racjonalnym myśleniem, a energię czerpię z żywiołowej muzyki. Przesłania zawarte w książce są tak banalne, że chyba nie ma sensu o tym pisać. „Pokochaj siebie, a dopiero potem drugiego człowieka”. Boże, ileż można?! Do łez rozbawiły mnie krótkie „modlitwy” do codziennej medytacji w stylu „gdy obmywam moje ciało, oczyszczam też serce, wszechświat jest przesiąknięty zapachem kwiatów”. O co chodzi? Nie wiem, ale trochę to przerażające i myślę, że mogłoby mnie jedynie poruszyć po dużej dawce alkoholu.

Nie wykluczałam, że być może dla kogoś ten poradnik będzie strzałem w dziesiątkę. Znam kilka osób, które z miłą chęcią zagłębiła by się w tej lekturze. Do mnie ona najzwyczajniej nie dociera i nic na to nie poradzę. Być może jest to wynik mojego dzisiejszego nastroju, bo od rana jestem nastawiona dość buńczucznie do wszystkiego ;)


Ubawiłam się po pachy dzięki portalowi Sztukater.pl oraz Wydawnictwu Helion


10.19.2011

Gratka dla maluchów

Tym razem przed sobą mam książeczkę dla dzieci i to nie byle jaką. I Ty możesz zostać pisarzem kierowana jest do maluchów, jak na moje oko, w wieku 9-13 lat. Momentami żałowałam, że ja już nie mam tylu lat i nie mam pociech w tym wieku (w sumie to w ogóle nie mam żadnych, nie licząc psa i kotów). Wydanie jest piękne! Kolorowe, żywe, zdecydowanie zachęca do nauki i zabawy.

Autorzy krok po kroku wprowadzają małego pisarza w magiczny świat wyobraźni. Instruują jak skonstruować oryginalną postać, budować napięcie, zaskoczyć czytelnika. Wszystko urozmaicone jest cudownymi ilustracjami: wróżek, piratów, mrocznych zamków i zabawnych zwierząt. Maluchy znajdą w książce wiele inspiracji i sporo wolnego miejsca na własne notatki, przemyślenia i pomysły. Dodatkową atrakcją dla młodego czytelnika jest specjalny rozdział poświęcony kręceniu filmu na podstawie ich wcześniejszych pomysłów. A zaczyna się tak:

„ Wyobraź sobie, że szefowa hollywoodzkiej wytwórni w bardzo drogim kostiumie puka do Twoich drzwi . Uśmiecha się szeroko , błyskając perłową bielą perfekcyjnych zębów i mówi, że ma dla Ciebie ważną wiadomość...”

Urocze prawda?

Poradnik I Ty możesz zostać pisarzem to wspaniały pomysł na prezent dla każdego dzieciaka. Jest pięknie wydany, kolorowy, przyciągający wzrok i zachęcający do pisania. Sama się sobie dziwie, że nie zaczęłam go uzupełniać , tak bardzo jestem nim oczarowana. Oj byłoby zabawnie gdybym w rubrykę „Zawiera niesamowite historie napisane przez...” umieściła „...23 letnią Paulinkę” ;).

Za egzemplarz dziękuję portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Olesiejuk.


***Ogłoszenie***

W świecie bez ograniczeń, nie ma nic bardziej uwodzicielskiego niż Kuszące zło…

Długo oczekiwana premierę 3 części bestsellerowej serii Zew nocy pt. Kuszące zło, australijskiej pisarki Keri Arthur już w księgarniach!

W świecie magii i pokus, nocą budzą się do życia piękni, przeklęci i pożądani.

Riley Jenson musi jednak działać na własną rękę. Jest niespotykanym połączeniem wampira i wilkołaka, pracującym dla organizacji, której głównym celem jest utrzymywanie porządku w świecie nadprzyrodzonych stworzeń. Ufając przełożonym i kochankom niewiele więcej niż swoim najgorszym wrogom, Riley gra według własnych zasad. Jej nową misją jest przeniknięcie do potężnie strzeżonego pałacu rozkoszy, którego właścicielem jest przestępca znany jako Deshon Starr - szaleniec od lat zajmujący się genetyką.

Gdy wokół Riley zaczynają kręcić się dwaj seksowni mężczyźni - opanowany i niesamowicie uwodzicielski wampir oraz gorący wilkołak - i zaczynają walczyć ze sobą o jej względy, Riley musi zachować zimną krew. Jeśli ocali świat przed Deshonem Starrem, ocali też samą siebie…

Ta paranormalna seria staje się coraz lepsza z każdą następną książką… ekscytująca przygoda, która daje wszystko co trzeba do znakomitej zabawy – seksownych zmiennokształtnych, gorących wampirów, dziki niekontrolowany sex i szczyptę prawdziwej miłości, która może okazać się wieczna.

FreshFiction.com

Keri Arthur zręcznie splata trzymającą w napięciu fabułę z upojnym

romansem w, nader przyjemnej, rzeczywistości Melbourne. Seksowne

wampiry, namiętne wilkołaki, nieposkromiony, śmiały i przyjemny sex

musi się wam spodobać. Błyskotliwa, seksowna i dobrze

zaplanowana historia. "Wschodzący księżyc" pozostawił mnie z marzeniem o

byciu wampirem… Kim Harrison.

10.18.2011

"Blondyn i Blondynka" Magdalena Kulus

Jestem pod tak ogromnym wrażeniem tej książki, że ciężko mi zebrać myśli i wyrazić to, co wywołała we mnie ta lektura. Magda, autorka i bohaterka książki boryka się z poważną chorobą. Cierpi na rdzeniowy zanik mięśni. Od lat porusza się na wózku i proste, codzienne czynności stanowią dla niej nie lada wyczyn. Jej życie napiera tempa dzięki Igorowi (Blondynowi), biszkoptowemu czworonogowi, który staje się dla niej psem asystującym. Dziewczyna od 2007 roku prowadzi swój blog internetowy, którzy doczekał się wydania papierowego (a właściwie fragmenty bloga).

Tyle słowem wstępu. Teraz czas na moją opinię. Bardzo polubiłam Magdę, jej siłę, optymizm, wiarę w ludzi (ja chyba już jej nie mam), humor, niespożytą energię i radość życia. Jest niesamowita. Wie jak żyć i wyciskać z tego to, co najlepsze, jak z cytryny. Ma oddanych przyjaciół, kochającą rodzinę, pisze doktorat, czynnie udziela się w życiu kulturalnym swojego miasta, a także działa na rzecz innych chorych w fundacji SMAk życia. Piszę z ogromnym poczuciem humoru i dystansem. Zdecydowanie na uwagę zasługuje jej relacja z rodzicami. Oj zazdroszczę jej tak kochających, wyrozumiałych i mądrych rodziców. Dowcipy i miłe docinki jej taty na długo pozostaną w mojej pamięci i ich wspomnienie nie raz, niespodziewanie wywoła u mnie wybuchy śmiechu. Magda uwielbia długie pogawędki ze znajomymi, książki i spacery ze swoim Blondynem. A jaki jest Blondyn? To nad wyraz mądry i troskliwy psiak. Pomaga Magdzie w poruszaniu się po mieście, w ubieraniu się, przynosi jej drobiazgi, otwiera i zamyka drzwi i wiele wiele innych. Oboje pałają do siebie ogromnym uczuciem, które bije z każdej strony książki. Jako pies oczywiście ma jedną cechę. Jest obżartuszkiem, co udowadnia na każdym kroku. Do łez rozbawił mnie fragment, gdzie staje nawet do komunii na mszy, licząc na to, że ksiądz wsadzi mu coś do pyska:)

Magda nie narzeka. Nie lituje się nad sobą. Wymaga od siebie bardzo wiele i na prawdę wiele z siebie daje. Czytając jej zapiski, momentami było mi wstyd za siebie. Czemu? Ile razy zdarza mi się marudzić, lenić, narzekać (oj tak narzekać) zamiast po prostu... działać. To chyba taka cecha narodowa. Ta lektura otwiera oczy na kilka, najistotniejszych spraw. Podziwiam Magdę i uwielbiam jej psa. Od dziś zostałam wierną czytelniczką jej boga i mocno kibicuje jej w walce z chorobą.


Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Sol.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...