Etykiety

9.29.2011

9.26.2011

Krótka przerwa...

Witam Was

przez najbliższe dni będziemy jadać studencką czekoladę, pić Złotego Bażanta i przechadzać się mostem Karola. Nadszedł czas dla Pragi:)
Foto relacja zdana zostanie w weekend. Zabieram ze sobą 3 książki. W końcu ponad 10 godzin w podróży;)

Do przeczytania
Kolmanka

"Czarny Bóg" M. Rodziewiczówna


Czarny Bóg to Aryman - bóg ciemności, zła i podziemnego świata w religii zaratusztrianizmu. Jego przeciwnikiem i antagonistą - bogiem światła, mądrości i ładu - jest Ahuramazda. Co mają jednak bogowie z bliskowschodnich wyznań do kilku ubogich studentów Uniwersytetu Kijowskiego, czyli głównych bohaterów powieści M. Rodziewiczówny? Ano to, że w niełatwym okresie końca XIX w. rodzi się w prostych masach świadomość zniewolenia, upodlenia i bezprawnego ucisku. Właśnie z tych mas pochodzi trójka głównych bohaterów tej powieści. Jeden z nich, Polak, nie wierzy w sens walki z władzą, gorzko wspominając losy swoich przodków, którzy brali udział w powstaniach. Drugi, wygrywa od losu szansę na wyciągnięcie się z nędzy, trafia do wysokich kręgów i bez opamiętania używa życia w pijatykach i romansach. Trzeci wreszcie, oddany ideom socjalizmu i rewolucji, poświęca swoje życie dla sprawy, wiedząc, że nie znajdzie zrozumienia wśród tych, za których walczy. Wywodząc się ze społecznych "dołów", żyjąc w biedzie, oddając się nihilistycznym marzeniom, bohaterowie obwołują swoim patronem Czarnego Boga - Arymana. Ich drogi rozchodzą się zaraz po zakończeniu studiów, by po pewnym czasie znów się spotkać, jednak już w dużo tragiczniejszych okolicznościach.

Powieścią M. Rodziewiczównej byłam pozytywnie zaskoczona. Mając w pamięci szkolne lektury z okresu pozytywizmu spodziewałam się naiwnego, jednopłaszczyznowego ukazania postaci, tendencyjności, drętwego języka itp. Tymczasem nie było tak do końca. Wiadomo, że język i styl powieści stworzonej ponad sto lat temu wydaje się z lekka anachroniczny. Za to bohaterowie okazali się dużo ciekawsi. Szczególnie Sewer, który niejako zdradził młodzieńcze ideały, korzystając z pieniędzy i władzy, jakie nagle przypadły mu w udziale. Ta najmniej sympatyczna postać stawiana jest przed wyborami, zmienia się wraz z biegiem akcji, dlatego jest też najciekawsza i zaprzecza biało-czarnemu schematowi bohatera.


Za egzemplarz dziękuję wortalowi Granice.pl

9.25.2011

"Skłóceni z życiem" (1961)

Opis z filmwebu:

"Piekna Roslyn, świeżo po rozwodzie spotyka dwójkę przyjaciół Cuido i Gaya. Zamierzają spędzić kilka dni poza miastem, w domu Cuida. Wyjazd ma na celu wypoczynek i relaks. Na początku wszystko przebiega gładko, ale kiedy obaj mężczyźni zakochują się w Roslyn, której towarzyszy przyjaciółka Isabelle, w ich wzajemne stosunki wkrada się rywalizacja i zazdrość. Ujawniają się też negatywne cechy charakteru. Wkrótce Gay spotyka starego znajomego Perce'a i cała czwórka wybiera się zapolować na dzikie konie. Tam emocje sięgają zenitu. Był to ostatni, ukończony film dla trójki wielkich gwiazd - Marilyn Monroe, Clarka Gable'a i Montgomery Clifta. Scenariusz został napisany przez ówczesnego męża Monroe, wybitnego dramaturga Arthura Millera, specjalnie dla niej. Film miał pozwolić jej ujawnić dramatyczny talent niedoceniany przez producentów i widownię."

Dramatyczny i bardzo dobry film. Opowiada o ludziach zagubionych, niedostosowanych. Nad fabułą nie będę się rozwodzić, przytoczyłam krótką recenzję z filmwebu. Uważam, że MM zagrała w nim pierwszorzędnie i genialnie ukazała emocji bohaterki, nie zatracając przy tym swojej słodkości i naiwności. Był to ostatni film Gable'a, który zmarł na atak serca w kilka dni po skończeniu zdjęć. Jest to także ostatni film Monroe.

9.23.2011

"Fortepian" (1993)

Opis z filmwebu:

"Akcja filmu rozgrywa się w połowie XIX wieku. Ada, młoda uboga Angielka, panna z dzieckiem opuszcza rodzinny kraj. Wyrusza wraz z dziewięcioletnią córeczką Florą do nowozelandzkiego buszu, taszcząc ze sobą tytułowy instrument. Kobieta ma się spotkać z mężem, którego nigdy przedtem nie widziała, ponieważ ślub został zawarty na odległość. Ada jest niemową. Przestała mówić w wieku sześciu lat. Swoje uczucia wyraża za pomocą gestów, spojrzeń i drgnięć twarzy. Jej jedynym łącznikiem ze światem jest muzyka. Gdy chce coś powiedzieć, gra. Kiedy mąż Ady stanowczo odmawia przetransportowania instrumentu przez busz, kupuje go nieokrzesany, dziki sąsiad Baines. To on zdobywa serce Ady. Wzajemna pasja do muzyki czyni z nich parę romantycznych kochanków. Jak zachowa się zdradzony mąż Ady?"

Oj długo czaiłam się na ten film. Trzy Oskary ( w tym dla 11-letniej Anny Paquin, teraz znanej z postaci Sookie w Czystej Krwi), Złoty Glob, 3 Nagrody BAFTA, 2 Złote Palmy i jeden Cezar. Jak można nie obejrzeć tej produkcji? Przepiękna i melodyjna opowieść o miłości do muzyki, dźwięków i fortepianu. Dla niemówiącej kobiety to właśnie ten instrument jest centrum świata. Razem z córeczką udaje się w długą podróż, aby poznać swego męża...którego nigdy nie widziała.

Cudowna muzyka! Zdumiewające zdjęcia. Wspaniała gra Holly Hunter, która nie odezwała się nawet słowem. Emocje przekazała za pomocą mimiki. Arcydzieło! Nie mam co do tego wątpliwości. Sami zobaczcie próbkę poniżej. Polecam!


"Skutki uboczne" Janusz Beynar

Pierwsze 100 stron było męczące, po czym odkryłam, że opis przyrody rezerwatów przyrody i dziewiczych terenów Kanady ma swój urok. To właśnie tam zaczyna się akcja powieści. Jan kocha piesze wędrówki wraz ze swoim psem. To dla niego sens życia i sposób na wytchnienie. Ma syna Tomka oraz ukochaną, z którą nie układa mu się najlepiej, z powodu wiecznie odkładanych oświadczyn. Cała trójka prowadzi zwyczajne, przyjemne życie i nic nie zapowiada tego, co wkrótce nastąpi.

Pasję Jana podziela pewien profesor- Alister Swan. Jego życie upłynęło na pracy w laboratorium. Badał skutki uboczne leków antykoncepcyjnych, jednak wyników nigdy nie ujawnił publicznie. Mężczyzna jest w jesieni swojego życia i nadszedł czas spokojnej starości. Nagle umiera jego żona. Julie była miłością jego życia i Alister nie może pogodzić się z jej odejściem. Rozmyśla, rozpacza i spaceruje. Chcąc nie chcąc, stał się świadkiem i stwórcą najpilniej strzeżonej tajemnicy. Gdyby wyniki jego biochemicznych badań ujrzały światło dzienne, firmy farmaceutyczne na całym świecie stały by się bankrutami w mgnieniu oka.

Ścieżki Jana i Alistera krzyżują się. Przypadkiem spotykają się na szlaku i w jednej chwili zostają powiernikami swoich sekretów. Przeprowadzają szczerą męską rozmowę, jak syn z ojcem. Na drugi dzień po przebudzeniu Jan zauważa, że starszy mężczyzna zniknął i pozostawił mi wiadomość z szyfrem do tajemniczej skrytki i informacją o grożącym mu niebezpieczeństwie. Chwilę później okazuje się, że Alister nie żyje. Został zaatakowany przez niedźwiedzia. W rękach Jana leżą losy świata. Od tej chwili zostaje śledzony przez tajne służby a życie jego najbliższych wisi na włosku... Zaczyna się pasjonujący wyścig z czasem.

Bardzo wciągnęły mnie losy bohaterów. Książka napisana jest w całkiem niezłym stylu, a czytanie jej było dla mnie ogromną przyjemnością. "Skutki uboczne" zaskakują niemal na każdej stronie i trzymają w napięciu.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Novaeres

9.22.2011

Mildred Pierce


Właśnie jestem po 1 odcinku serialu. Powiem tak: miażdży!
Mildred (w tej roli Kate Winslet) jest typową gospodynią domową lat 30-tych. Całe dnie gotuje, piecze, podaje do stołu i sprząta. Ma dwie urocze córeczki i nieźle zarabiającego męża. Do czasu. Pewnego dnia okazuje się, że ukochany kobiety ma kochankę. Zrozpaczona i dumna Mildred każe mu się wynosić i tym samym kończy pewien rozdział w swoim życiu. Niestety, czas płynie a rodzina nie ma za co żyć. Z pracą dla kobiet nie jest łatwo, a szczególnie dla Mildred, która całe życie zajmowała się tylko domem. Dla dobra dziewczynek zatrudnia się jako kelnerka w barze szybkiej obsługi. Sama nie dojada i żyje w strachu.

Akcja toczy się nieśpiesznie. Dużą rolę odgrywają emocje naszej bohaterki. Za chwilę pokuszę się o drugi odcinek, bo jestem szalenie ciekawa co dziać się będzie dalej. Życie tej kobiety nie będzie różowe. Tragedia gonić będzie tragedię. Trudności i przeszkody nie jeden raz nadszarpią jej psychiką.

Serial został nagrodzony ogromną ilością nagród Emmy. A sama Winslet jest przecież laureatką Oscara. Polecam.

9.21.2011

"Żywność, która leczy. Terapia żywieniowa św. Hildegardy z Bingen" Dr Wighard Strehlow


Myślę, że mało który średniowieczny święty robi ostatnio taką karierę jak Hildegarda z Bingen. Jej wszechstronne zalecenia i porady zyskały na popularności w dzisiejszym świecie, stąd "książka kucharska" stworzona przez świętą. Oprócz sporej ilości różnorodnych przepisów Hildegarda opisuje zdrowotne i szkodliwe właściwości wielu popularnych artykułów spożywczych, przedstawia wreszcie kuracje i diety dla osób cierpiących na różne schorzenia. Słowa średniowiecznej uzdrowicielki popiera i rozwija dr Wighard Strehlow - specjalista od medycyny świętej z Bingen.

Kuchenne rewolucje św. Hildegardy zupełnie do mnie nie przemawiają. Nie dlatego, że nie ma ona racji, bo w wielu wypadkach trzeba jej przyznać słuszność. Można jej nawet przyznać palmę pierwszeństwa, bo - zgodnie z książką - już 850 lat temu zauważyła, że najważniejsze w zapobieganiu chorób są sposób odżywiania i tryb życia, a genetyka i środowisko wpływają w stopniu znacznie mniejszym. Potwierdzają to współczesne badania.

Zacznę od tego, co w kuchni świętej z Bingen mi odpowiada. Jest to kuchnia oparta na wartościowych produktach: świeżych, zdrowych, sezonowych. Propagowane są pełnoziarniste artykuły zbożowe (szczególnie orkisz), warzywa, owoce, ryby, zioła, z mięsem natomiast lepiej zachować umiar. To samo dotyczy soli. Wykluczeniu podlega "śmieciowe żarcie" z całym swoim dobrobytem przemysłu spożywczego, takim jak czipsy, czekolada, cukierki i napoje gazowane. Jak widać, Hildegarda i jej kontynuatorzy nie odbiegają tutaj zbytnio od tego, co radzą dziś lekarze i dietetycy.

Jest za to wiele rzeczy, jakie mi się w tej żywieniowej filozofii nie podobają. Uzdrawiająca moc wskazanych przez Hildegardę produktów ma charakter życzeniowy. Można wierzyć, że orkisz leczy lub w to nie wierzyć. Nie ma żadnych badań, które obiektywnie potwierdziłyby to pierwsze lub drugie. Ma natomiast orkisz niezaprzeczalne walory zdrowotne i dzięki jego spożywaniu można mieć silniejszy organizm, odporniejszy na choroby itd. Jest to zasadnicza różnica i nie należy mieszać wiary w cuda z gotowaniem w garnku.

Z przymrużeniem oka można również traktować takie wypowiedzi jak tę o figach: "sprawiają one, że człowiek staje się lubieżny, nadęty i ogarnia go ambicja i chciwość", czy o gruszkach: "swe siły do wzrostu czerpią z tej rosy, której siła znika już o świcie". Porównaj z jabłkiem, które: "rośnie dzięki rosie nocnej, gdy ta objawia się całą swoją mocą (...) Dobrze jest jeść je również na surowo, bowiem zostały one wstępnie ugotowane dzięki silnej rosie".

Pominąwszy część magiczną tej książki, można przejść do przepisów. Obejmują one zupy, dania główne jarskie i z mięsem, desery, napoje i wiele innych. Postanowiłam wypróbować przynajmniej jeden. Wybór padł na tort z Linzu (str. 294), który dla Polskiego czytelnika powinien nazywać się plackiem z dżemem malinowym, bo tortu nie przypomina, a Linz chyba też nie wywołuje u nas jakichś szczególnych asocjacji.

Po kilku zmianach (przede wszystkim użyłam świeżych całych malin) ów "tort" prezentuje się tak:


Podsumowując, terapię żywieniową św. Hildegardy można traktować jako zbiór sensownych porad, co do zdrowego odżywiania się, bądź jako mistyczną książkę kucharsko-medyczną. Obojętnie od podejścia, warto spróbować przepisów z wykorzystaniem mało jeszcze popularnych, a wartościowych, produktów, takich jak orkisz.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Esprit.

9.20.2011

"Ninotchka" (1939)


Film został nakręcony w 1939 roku i jest jednym z najsłynniejszych filmów kultowej aktorki - Grety Garbo. "Ninotchka" była zakazana w ZSRR i państwach satelickich.

Ninotchka jest Rosjanką i agentką, która ze specjalną misją przybywa z Moskwy do Paryża. Jest surowa i wyniosła. Na jej twarzy nie gości uśmiech, jest śmiertelnie poważna w każdej sytuacji. W jej sercu istnieje tylko troska o dobro narodu i towarzysz Lenin.
Zauważa, że życie w Paryżu jest nieco inne niż to w Moskwie. Tutaj króluje przepych, elegancja i nawet jaskółki wydają się być inne. Poznaje Leona - przystojnego Francuza, który niestety okaże się najgorszym wrogiem Ninotchki. Lecz to właśnie on zaczyna przyczyniać się do tego, że wielki lodowy głaz w sercu dziewczyny topnieje. Dochodzi nawet do tego, że Rosjanka się uśmiecha (co uwierzcie mi z początku wydaje się niemożliwe). Szczerze i na cały głos. Odblokowuje wszystkie swoje emocje.
Jednak ich uczucie do najprostszych nie należy. Władze bowiem czuwają....


Genialna produkcja, polecam każdemu:)






"Ludzie na walizkach. Nowe historie" Szymon Hołownia

Autora książki wielu z nas kojarzy z popularnego programu rozrywkowego. Ja natomiast znam go jedynie z felietonów zamieszczanych na łamach Newsweeka. Uważam, że jest znakomitym dziennikarzem. Z jego książką stykam się po raz pierwszy i jestem oczarowana.

Pierwszy raz słyszałam o programie "Ludzie na walizkach" i nigdy nie miałam okazji go obejrzeć. Książka jest zapisem najciekawszych i najbardziej poruszających ludzkich historii. Te mini wywiady na prawdę dają do myślenia. Co zrobić kiedy wali nam się świat? Umiera najbliższa nam osoba? Dowiadujemy się o strasznej chorobie? Ci ludzie przeszli przez piekło, a ich życie obróciło się o 180 stopni. W wywiadach mówią o nadziei, o cieple, o poszukiwaniu ukojenia i prawdy. O trudzie życia po takiej tragedii. Nie winią nikogo, bo wiedzą, że tak właśnie musiało być.

Niezwykła książka. Poruszyła we mnie takie emocje, o których istnieniu nie wiedziałam. Próbowałam postawić się na ich miejscu i było to dla mnie niewyobrażalnie trudne. "Ludzie na walizkach" czegoś mnie nauczyły. Chyba jestem troszkę bardziej przygotowana na niespodziewane koleje losu, odpowiedziała mi bowiem na wiele pytań i skłoniła do głębokiej refleksji. Mimo, że w swoich przekonaniach bardziej przypominam Nergala niż Hołownię, to prawdy zawarte w książce, są uniwersalne i polecam tę lekturę wszystkim.


Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak

9.19.2011

"Siedem szklanek" Magdalena Zych

Dawno nie czytałam tak dobrej książki. Pani Magdalenie Zych należą się oklaski. Autorka wykazała się nie tylko oryginalnością, ale także niezwykle żywym i barwnym językiem. Całość zasługuję na ocenę celującą.

Kuba jest studentem. Tak jak każdy chodzi na zajęcia, ma dziewczynę i prowadzi weekendowo-klubowe życie. Poznajemy go jako outsidera, indywidualistę, po części może i poetę. Wydaje się być trochę zagubiony w realnym świecie i ciągle poszukuje odpowiedzi na dręczące go pytania natury egzystencjalnej. Na jednej z imprez poznaje Emila. Emil należy do grona artystów, jest egocentryczny, odważny i głosi kontrowersyjne poglądy. Jest biseksualistą noszącym kuse sukienki i ostry makijaż. Przez wielu mylony jest z dziewczyną. Nie ukrywa, że łączą go związki seksualne z obiema płciami. Dodatkowo cechuje go wysoki poziom inteligencji i samodzielność.

Znajomość Kuby i Emila nabiera rumieńców i miesza w ich dotychczasowym życiu. Uczą się od siebie dystansu do świata, akceptacji, zmuszeni są także do dokonywania trudnych wyborów. Przełamują własne stereotypy i razem dojrzewają.

Książkę dosłownie pochłonęłam. Czytanie jej było dla mnie nie tylko przyjemnością, ale i ucztą dla umysłu i intelektualną debatą. Mam nieodpartą chęć na kolejne powieści autorki. Mam nadzieję, że takowe ukażą się niebawem na naszym literackim rynku.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

"Ludzie z deszczu" (1969)

Opis z filmwebu:
"Pewnego dnia Natalie z Long Island zostawia swego śpiącego męża Vinny'ego i rusza w podróż przez Amerykę. Ma dosyć dotychczasowego życia, poza tym odkrywa, że jest w ciąży. Podróżując, bierze autostopowicza "Killera" Kilgamona, futbolistę, który na skutek kontuzji jest upośledzony umysłowo. Zgadza się go zawieźć do jego przyjaciółki, której ojciec obiecał dać mu pracę... To klasyczne amerykańskie kino drogi."

Film reżysera Ojca chrzestnego. Bardzo specyficzny i momentami niezrozumiały. Niektórzy zasypiają na nim, inni śledzą klatka po klatce. Ja analizowałam niespiesznie i przyznam się, że dawno nie widziałam takiej produkcji. Przejmujący obraz opowiadający o historii zagubionej Natalie. Kobieta zagubiła się nie tylko w swoim życiu ale i w psychice. Pewnej nocy po prostu zostawia męża i bez słowa wyrusza w podróż. Bezcelową, przed siebie. Po drodze napotyka Killera - młodego mężczyznę, byłego sportowca upośledzonego umysłowo. Jest równie zagubiony jak Natalie. Kobieta z niechęcią zauważa, że Killer zdany jest wyłącznie na jej łaskę. Młodzieniec namiesza w jej życiu, ale finał okaże się tragiczny.
Doskonałe studium psychiki "kobiety na zakręcie" emocjonalnym.

9.18.2011

"Lato w Jagódce" Katarzyna Michalak


Jestem świeżo po lekturze tej niezwykłej powieści. Moją uwagę przykuła piękna okładka - błękitne okno otulone przez kwiaty w słonecznych promieniach. W myślach wyglądam przez nie rozmarzona lub obserwuje bajeczny ogród.

Gabrysia jest inna. Od urodzenia jest kaleką i nie należy do piękności. Przez całe swoje życie wyśmiewana była ze względu na swą brzydotę. Rodzice podrzucili ją jako niemowlę pod drzwi starszej kobiety - Stefanii. Staruszka wiele w życiu przeszła, bowiem jej mąż zaginął podczas Powstania Warszawskiego i odtąd każdy dzień wypełnia pusta i tęsknota po nim. Dzięki miłości, jaką obdarzyła ją przybrana mama, Gabriela wyrosła na mądrą, wykształconą i uczciwą kobietę. Niestety, jej życie nie przypomina bajki, chociaż dziewczyna celebruje każdą radosną chwilę. Pewnego dnia jej los się odmienia. Dostaje pracę w stadninie koni i poznaje tam Pawła. 30-latek również cierpi na pewną przypadłość - jest niemową i został ubezwłasnowolniony po tragicznym zdarzeniu z przeszłości. Między tym dwojgiem rodzi się nieśmiałe uczucie pełne przeszkód.

Gabrysia dostaje szanse od losu. Na ulicy zaczepia ją reporter i proponuje udział w programie " Z bestii w piękność". Gabrysia, niewiele myśląc, popisuje umowę i wyrusza na przemianę życia na...Cypr! Czy przemiana odmieni serce dziewczyny? Co zdarzy się na Cyprze? Co zaskakującego stanie się ze Stefanią? Czy Gabrysia pozna swoje korzenie? To wszystko i wiele więcej w książce "Lato w Jagódce".

Nie ukrywam, że książkę czytało się bardzo przyjemnie i szybko mijał mi przy niej czas. Ale...no właśnie jest "ale". Trzeba przyznać, że autorka ma bogatą wyobraźnię. Czasami wydarzenia w życiu Gabrysi były tak nieprawdopodobne (szejk z obstawą i sokołem oraz uprowadzenie w charakterze siódmej żony), że aż przecierałam oczy ze zdumienia. Do powieści trzeba podejść z ogromnym dystansem.


Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Literackiemu


***Ogłoszenia drobne***



9.17.2011

"Kalkwerk" Thomas Bernhard

To zdecydowanie jedna z trudniejszych książek z jakimi przyszło mi się ostatnio zmierzyć. Odbiega ona od powieściowych schematów tak dalece, że jej czytanie było prawdziwym wysiłkiem psychicznym i fizycznym.

Pierwszą rzeczą, zwracającą uwagę czytelnika, jest forma powieści. Narracja przekazana jest w trzeciej osobie, a właściwie, w wielu trzecich osobach. Nie ma tu żadnych dialogów, ani opisów bezosobowego obserwatora, jest w zasadzie tylko monolog głównego bohatera, relacjonowany z perspektywy wielu osób, które miały te wypowiedzi słyszeć. Jest to bardzo ciekawy chwyt literacki, mający na celu nie tyle udziwacznienie tekstu, co absolutne skupienie uwagi czytelnika na punkcie widzenia głównego bohatera. Można wręcz powiedzieć, że czytelnika wtłacza się w wąską perspektywę głównej postaci - Konrada.

Kim on jest i co spowodowało, że tak wiele osób się nim interesuje? Mogę zdradzić Wam od razu, że zabił swoją żonę, zresztą autor również nie robi z tego tajemnicy i informuje o tym czytelnika zaraz na początku książki. Zabójstwo Konradowej nie jest bowiem sprawą dla detektywa, a raczej dla psychiatry.

Konrad jest bowiem maniakiem. Opanowany od lat jedną jedyną ideą - napisać monumentalny traktat filozoficzno-fizjologiczny "O słuchu" - całe życie swoje i żony podporządkowuje tylko temu celowi. Dlatego przeprowadzają się do odludnej posiadłości Kalkwerk, gdzie żona stanowi dla niego obiekt eksperymentów na słuchu, rujnujących jej i tak wątłe siły.

Mamy więc zbrodnię i sprawcę, a znalezienie motywu nie nastręcza trudności. Czy jednak sprawa jest aż tak prosta? Poznając świat z perspektywy zwichniętego umysłu Konrada, dowiadujemy się więcej o dziwnych relacjach w jakich tkwił z żoną, o jego stosunku do otaczającego świata, o wytężonej pracy, jaką prowadził nad swoim studium. Patrzenie na to wszystko z perspektywy zbliżającego się do obłędu sprawcy jest na prawdę ciekawym doświadczeniem.

Jest to znakomita psychologiczna książka, którą czyta się jednak niezwykle topornie. Dlatego jednocześnie polecam ją i ostrzegam przed nią.


Za lekturę dziękuję Wydawnictwu Officyna.

Plan podróży poślubnej na jednej fotografii



9.16.2011

"13 rzeczy, które nie mają sensu" Michael Brooks

Michael Brooks jest znanym popularyzatorem nauki, piszącym do wielu prestiżowych czasopism. Z wykształcenia jest jednak fizykiem kwantowym i chyba właśnie dzięki temu w sposób tak fascynujący i lekki zarazem napisał tę pozycję. Opisuje w niej 13 najdziwniejszych zjawisk naukowych, które zdają się nie mieć żadnego sensu. I pozostaną takie, mimo, że naukowcy na całym świecie prześcigają się w ich wyjaśnianiu. Autor przedstawia to w sposób niezwykle zabawny. Już w prologu prześmiewczym tonem opisuje sytuację, kiedy trzech noblistów nie może poradzić sobie z uruchomieniem windy.

Dowiemy się jakie są problemy ze wszechświatem i dlaczego tak na prawdę nic o nim nie wiemy. Prześledzimy historię odkrycia tajemniczego, gigantycznego wirusa, który przez lata udawał bakterię. Przeczytamy o tajemnicy śmierci i o pewnym żółwiach, które zamiast się starzeć, z roku na rok stają się bardziej żywotne. Według mnie, najciekawszym artykułem był ten o homeopatii. Wszyscy wiemy, że to bzdury, bo mają takie rozcieńczenie, że leku tam po prostu nie ma. Więc jak to możliwe, że działają? O tym i o wielu innych zagadkach dowiemy się właśnie z tej książki.

Jest to typowa pozycja popularnonaukowa. Myślę jednak, że nie jest ona łatwą lekturą dla każdego. Trzeba mieć jakieś podstawy fizyki, chemii i biologii, aby lepiej zrozumieć, o czym pisze autor. Michael Brooks jest także autorem książki "10 pytań, na które nauka nie znalazła (jeszcze) odpowiedzi". Dla miłośników nauki i ciekawostek to gratka.


Za lekturę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

9.15.2011

Uwielbiam...







A wy? Jakie są Wasze ulubione piosenki Osieckiej?

"Atrofia" Lauren DeStefano


Atrofia to inaczej zanik. W medycynie oznacza ona zanik określonych tkanek lub komórek. Mamy zanik mięśni lub chociażby zanik tkanki tłuszczowej wynikającej z niedożywienia. W powieści stykamy się z zanikiem...człowieczeństwa.

Jest to pierwsza część trylogii -"Chemiczne światy". Główną bohaterką jest 16-letnia Rhine, dla której 21-wiek to zamierzchłe czasy. Żyje w świecie, w którym ludzie nie rozmnażają się w sposób naturalny. Aby stworzyć doskonałych, nie obciążonych wadami genetycznymi ludzi dochodzi do wytworzenia perfekcyjnych embrionów. Te słabsze lub z "defektami" są zabijane. Przeżywają tylko silne jednostki i przeznaczone są tylko one do reprodukcji. Średnia wieku dziewczyn to 20 lat, mężczyzn zaledwie 25. Rhine tylko z opowieści rodziców słyszała o dawnym świecie, podzielonym na lądy. W wyniku III wojny światowej doszło do zagłady wszystkich kontynentów oprócz Ameryki Północnej i tylko tam istnieje teraz życie. Dziewczyna może jedynie marzyć o zwiedzeniu Japonii czy Afryki. Panuje walka o przetrwanie, świat pogrąża się w chaosie.

Rhine ocalała, jednakże zostaje zmuszona do poligamii. Jej mąż bierze sobie za żony jeszcze 3 młode dziewczyny. Zostaje wywieziona do luksusowego pałacu z rajskim ogrodem. Otacza ją przepych i dziewczęcy szyk. Wszystko jest doskonałe, wszystko mieni się w brokacie a słodycz wylewa się nieomalże z każdego zakątka. To świetny wabik dla tak młodych dam. Wszystko to ma odwrócić ich uwagę od zbliżającego się końca. Dawać złudną nadzieję na przetrwanie. Szczególną uwagę Rhiny przykuwa młody służący - Gabriel. Z czasem dziewczyna zakochuje się w chłopaku i planuje ucieczkę.

Atrofia to powieść o dziwnym dorastaniu w zupełnie odrealnionym świecie. Dziewczyny nie znają innego życia i z lękiem patrzą w przyszłość. Spoglądamy na ich psychikę. Jedna z nich pławi się w luksusach i godzi się na swoją rolę, druga popada w depresję i jedynie czeka na śmierć a trzecia knuje plan ucieczki. Książka napisana jest bardzo przyjemnym językiem i nie męczy czytelnika. Moją uwagę przykuła piękna okładka, bardzo wymowna zresztą. Na okładce widzimy ptaka uwięzionego w złotej klatce, a tuż obok niego piękną dziewczynę z obrączką na palcu. Jest to z pewnością lektura warta polecenia.


Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

"Człowiek, który pokochał Yngvego" Tore Renberg

Jarle jest typowym nastolatkiem, żyjącym na przełomie lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku. Chodzi do norweskiego liceum, ma piękną dziewczynę i zespół punkowy, w którym śpiewa z najlepszymi kumplami. Chłopcy żyją muzyką, koncertami, miłością i rozmowami o polityce. Któregoś dnia do szkoły przychodzi nowy uczeń - Yngve. Jest inny, co widać na pierwszy rzut oka. Romantyk, marzyciel, słuchający zupełnie innej muzyki, wrażliwy na sztukę i piękno. Przez zwykły przypadek zaczyna kolegować się z Jarlem, który z dnia na dzień powoli zdaje sobie sprawę, że oddala się od zespołu, dziewczyny i rodziny. Co więcej, zaczyna odczuwać coś, co nie jest w pełni akceptowane przez społeczeństwo.

Piękna i wzruszająca opowieść o dojrzewaniu. O uczuciach, czasami bardzo trudnych do zrozumienia. O marzeniach młodych ludzi, którzy żyją tylko dzięki nim. O odpowiedzialności i konsekwencji w gniewie wykrzyczanych słów. Opowieść bardzo nostalgiczna, smutna, momentami wyciska łzy.

Na podstawie książki powstał film o tym samym tytule. Jestem już po jego projekcji. Upłakałam się.. Polecam, bo warto.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi CzytanieNieSzkodzi oraz Wydawnictwu Akcent

9.14.2011

"Koty" Renate Jones

Autorka tej niezwykłej książki z wykształcenia jest weterynarzem, specjalizującym się w terapii behawioralnej. Pozostali współautorzy to nie tylko pasjonaci kotów, ale dziennikarze piszący do branżowych czasopism. "Koty" to bogato ilustrowany przewodnik po świecie tych czworonogów.

Na początku zapoznajemy się z ich psychiką i zachowaniami społecznymi. Jak rozwinięta bywa u nich agresja i jak reagują w sytuacjach stresowych. Szczególnie figlarny jest rozdział poświęcony zabawom. Ze zdjęć spogląda na nas uroczy dachowiec i z dumą prezentuje mimikę i ostrzega nas przed jej znaczeniem. W kolejnych rozdziałach poznajemy rasy kociaków. Na tej podstawie możemy wybrać tą dla nas najodpowiedniejszą - czy ma być on rasowy czy tzw "przegląd ulicy";). Kiedy już zdecydujemy się na kotka, najważniejsza będzie jego pielęgnacja i opieka nad nim. Oczywiście każda rasa wymaga innego podejścia. Wiemy przecież, że koty za wodą nie przepadają. Autorzy wspominają o najważniejszych i podstawowych szczepieniach ochronnych i chorobach, które mogą dotknąć nasze zwierzaki. Poza tym wszystkim w książce znajdziemy bezcenne porady na temat podejścia do wychowania małego psotnika. Czy koty można nagradzać za dobre zachowanie? I czy w ogóle takie pojęcie jak "wychowywanie kota" ma racje bytu?

Cudowny przewodniko-albumo-książka o kocurkach. Z każdej strony patrzy na nas jakaś piękna, futrzana istotka. Idealny nie tylko dla posiadacza kota.

Za lekturę dziękuje Wydawnictwu Muza.

„Cud pocałunku, czyli jak nie zostałam świętą” Donna Freitas


Podobno Włosi to najgorliwsi katolicy. W końcu Watykan to Stolica Apostolska. 15-letnia Antonia urodziła się we Włoszech, lecz mieszka w Ameryce wraz ze swoją matką i babcią. Wychowana jest w duchu chrześcijaństwa. W jej domu aż kłębi się od świętych obrazków, posągów, krzyży i medalików. Sama jest zafascynowana żywotem świętych i jej celem życiowym jest żyć w świętości. Z całego serca pragnie zostać patronką figowców, najlepiej od zaraz i za życia. Chociaż według Świętej Hildegardy figi to symbol lubieżności i niestałości pod względem moralnym. Regularnie pisuje w tej sprawie do Watykanu twierdząc, że hodując je w Rhode Island odwala kawał ciężkiej roboty i dzięki niej drzewko cudownie owocuje już wiosną. Oczywiście za każdym razem otrzymuje list odmowny. Co roku w swoje urodziny (a przypadają one 14 lutego) zaprowadza dzienniczek, w którym spisuje swe religijne przemyślenia, wprowadza zasady, reguły jakimi powinien cechować się wzorowy katolik. Na pierwszej stronie widnieje sylwetka „Świętego roku”, do którego gorliwie modlić się będzie przez najbliższe 365 dni.

Jej głęboka wiara nie przeszkadza jej w podziwianiu pięknego ciała Św. Sebastiana i nazywania go seksownym, czy też w wodzeniu oczyma za młodzieńcami z okolicy. Jest typową nastolatką, która wkracza w dorosłe życie. Książka jest przezabawna i czyta się tak przyjemnie, że nie zauważałam mijającego czasu. Bardzo przypomina mi w stylu przygody słynnej Klaudyny autorstwa Colette, w troszkę ugrzecznionej, katolickiej wersji. Bowiem i Antonii nie brakuje języka w gębie. Zdarza jej się przekląć, potępić kuzynkę i życzyć jej porażki. Buntuje się także przeciwko matce, która uważa, że córka ubiera się jak putana, po włosku prostytutka.

„Cud pocałunku czyli jak nie zostałam świętą” to lektura nie tylko dla nastolatek ale i dla każdej kobiety. Jest radosna, mądra i napisana w bardzo przystępny sposób. Niesie za sobą prawdy o życiu, porażkach i umiejętnościach radzenia sobie z nimi. To, co spotyka młodą Włoszkę nie zawsze jest przyjemne. Musi ona stawić czoła przeciwnościom i znieść je z godnością. W jej życiu napotyka również na, jak to sama nazywa, „cuda”, które czynią jej życie bardziej kolorowym. Gorąco zachęcam do lektury.


Za egzemplarz dziękuję portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu MG

"Czarny młyn" Marcin Szczygielski

Przenosimy się do maleńkiej wsi Młyny. Leży ono z dala od cywilizacji, gdzie nie ma zasięgu i rzadko kiedy odbiera telewizor. To tutaj swoje dzieciństwo spędza 11-letni Iwo, zaczytany w książkach o Wikingach, borykający się z odejściem ojca i opieką nad niepełnosprawną siostrą - Melą. Razem z dzieciakami z sąsiedztwa żyją w cudownym świecie zabaw i troszczą się o siebie nawzajem.

Przed wielu latu we wsi wybuchł ogromny pożar, doszczętnie niszcząc młyn. Teraz jego ruiny owiane są legendą i przyprawiają o dreszcze. Pewnego letniego popołudnia, kiedy dzieciaki wypoczywają na łące, Mela wypowiada dziwne słowa. Od tego czasu we wsi zaczynają dziać się rzeczy niebywałe - uciekają zwierzęta i sprzęty gospodarstwa domowego (!), za oknami prószy śnieg (w lipcu), a wszyscy dorośli znikają. Zostaje tylko babcia Iwa i maluchy. Dzieciaki łączą te przypadki z czarnym młynem, który od pewnego czasu zaczyna się obracać. Iwo dostrzega w swojej siostrze paranormalne siły i od tej pory staje się ona ich przewodnikiem w walce z tym szaleństwem. Dlaczego w lipcu spadł śnieg? Dlaczego zniknęli wszyscy dorośli oprócz babci? Co Mela ma w tym wspólnego?

Ta powieść to nie tylko trzymająca w napięciu mroczna przygoda. Jest w niej przede wszystkim wiele metafor. Mówi o uczuciu między rodzeństwem, o strachu przed rozpadem rodziny, z perspektywy dziecka. Ukazuje nam jak wielką wyobraźnią i odwagą potrafią wykazać się najmłodsi i ile potrafią zrobić dla swoich najbliższych.

Książka została nagrodzona w Konkursie Literackim im. Astrid Lindgren.


Za egzemplarz pragnę gorąco podziękować Wydawnictwu STENTOR.

9.13.2011

Od dziś w kioskach...

Mąż mi właśnie przyniósł z kiosku. Jeszcze pachnie drukiem:)

9.12.2011

"Pożeracz snów" Bettina Belitz

Wyobraźcie sobie nastolatkę, która nagle zmuszona jest opuścić wielkie miasto, swoich przyjaciół, eleganckie galerie handlowe i szalone imprezy w klubach. Razem z rodzicami przeprowadza się do niewielkiej mieściny (sama określa ją mianem "wiochy" i "wsi"). Wzbudza to w niej uczucie frustracji i buntuje się przy każdej nadarzającej się okazji. Jej ojciec - znany psychiatra - jest pasjonatem ludzkich dusz a jego biblioteka zapełniona jest po brzegi fascynującymi księgami.

Ellie rozpacza po "stracie" przyjaciółek, narzeka na brak cywilizacji i z góry traktuje znajomych z nowej szkoły. Oni zresztą uważają ją za arogancką i wyniosłą. Od czasu przeprowadzki dziewczyna zaczyna mieć dziwne i niepokojące sny. Często zasypia w bardzo dziwnych miejscach w środku dnia. Któregoś dnia poznaje Collina, który w pewnym sensie ratuje jej życie podczas burzowego wieczoru. Jest w nim coś intrygującego i chłodnego. On sam nie ma zbyt pochlebnej opinii wśród mieszkańców i kolegów Ellie. Uchodzi za dziwadło, bowiem mieszka w lesie i jeździ na czarnym rumaku. Nie, nie obawiajcie się, Collin nie jest wampirem;)

Jak przystało na gatunek paranormal romance, będzie i uczucie. Ellie dowie się, co było powodem ich przeprowadzki. Jaka mroczną tajemnica skrywa jej rodzina. Co oznaczają jej sny? Być może czyha na nią śmiertelne niebezpieczeństwo. Świat okazuje się być miejscem tajemniczych zmor, żywiących się pięknymi, ludzkimi snami, pozostawiając ich otępiałych i bliskich depresji.

Bardzo podobała mi się metamorfoza bohaterki. Z typowej "imprezowej panienki" przemienia się w trzeźwo myślącą, zdystansowaną wobec świata kobietę. Zaczyna zauważać jak puste i pozbawione sensu były jej dawne przyjaźnie. Odnajduje w sobie odwagę, aby pokonać słabości i lęki.

Książka trzyma w niesamowitym napięciu. I mimo, ze pewnie nie jestem docelowym odbiorcą "Pożeracza snów", bawiłam się doskonale.


Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak Emotikon.

"Pora przypływu" A. Christie

Poirot zagościł u mnie na dłużej. Tym razem mamy do czynienia z rodzinnym konfliktem na tle finansowym, zazdrością i szantażem. Dochodzi do tajemniczych morderstw i samobójstwa, których nikt się nie spodziewał.

Gordon - urokliwy milioner - ginie podczas bombardowania. Rodzina znajduje się w kłopotliwej sytuacji. Dotychczas zapewniał im dostatek, dbał o ich interesy i śmiało można powiedzieć, że dzięki niemu pławili się w luksusach. Cała fortuna zostaje przydzielona jego bardzo młodej żonie - Rosaleen. Zdesperowani krewni zaczynają prosić ją o pożyczki, a ona przychyla się do ich próśb. Odkrywa to Dawid (jej brat) i kategorycznie zakazuje siostrze na tego typu zachowanie. Sprawa nabiera rumieńców, kiedy kolejnego dnia przybywa tajemniczy jegomość, twierdzący, że pierwszy mąż Rosaleen żyje i tym sposobem przepa jej cały spadek po drugim meżu. Niebawem informator zostaje zamordowany.

Na miejscu jest już Poirot i zaczyna własne obserwacje. Z wrodzoną elegancją i błyskiem w oku, odsłania kolejne karty. Jednak okaże się, że tym razem nawet jego intuicja zostanie na chwilę uśpiona przez sprawce. O tak! Ta sprawa przyprawi Herkulesa o palpitacje serca. Nie będzie łatwo.

Emocje jakie towarzyszą podczas czytania A.Christie nie sposób opisać w kilku słowach. Trzeba doświadczyć ich samemu, więc nie czekajcie - Poirot czeka:)


Za przyjemną lekturę dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

9.10.2011

"Podejrzenie" (1941)

Opis z filmwebu

"Przekorna córka generała, Lina McLaindlow (Joan Fontaine) poślubiła po krótkiej znajomości lekkoducha Johna Aysgartha (Cary Grant). Wkrótce jednak umysłowość playboya poczyna drażnić Linę - ma ona wrażenie, że dostrzega tylko powierzchowność męża, ale w rzeczywistości go nie zna. ."

Hmmm i oto mam na swoim koncie kolejny film Hitchcocka. Bogata i skromna Lina zakochuje się w mężczyźnie, delikatnie mówiąc sprytnym:) Wbrew woli ojca Liny dwójka pobiera się. Z czasem jednak okazuje się, że John jest bankrutem i bez wyrzutów sumienia korzysta nie tylko z fortuny żony, ale też jest zapożyczony u kolegów. Na jaw wychodzą jego szemrane interesy i podstępnie knute plany. Zdesperowana Lina zaczyna podejrzewać ukochanego o haniebne i nieczyste zagrywki. Kiedy dowiaduje się o śmierci jego wspólnika biznesowego, popada w panikę i rozpoczyna własne, prywatne śledztwo...

Film trzyma w napięciu, to akurat mogę Wam zagwarantować. Jednakże zakończenie...hmm no niestety zawodzi. Nie mogę Wam powiedzieć jak się kończy i dlaczego właśnie tak, bo plany Hitchcocka były zupełnie inne.

Krótka zapowiedz ( jest dość cicho nagrane, niestety)



9.09.2011

Fotorelacja z muzeum kinematografii:)

Pozdrawiamy i zachęcamy do odwiedzania Muzeum Kinematografii w Łodzi:)

9.08.2011

"Czarownice z Eastwick" (1987)

Opis z filmwebu
"Alex, Jane i Sookie to trzy kobiety z Nowej Anglii pozostawione przez swych mężów. Wszystkie pragną spotkać mężczyznę, który zaspokoiłby wszystkie ich zachcianki. Nowy mieszkaniec miasteczka okazuje się idealnie pasować do ich wyobrażeń. W tych dniach kobiety odkrywają w sobie wielkie moce... "

Nadal nie jestem przekonana do Nicholsona. Boje się go w każdej jego roli, a ta w filmie prezentowanym dziś, jeszcze bardziej utwierdza mnie w tym przekonaniu. Jest w jego oczach jakieś szaleństwo, które mnie przeraża. Film powstał w oparciu o dzieło Updike'a o tym samym tytule. Poznajemy w nim 3 piękne kobiety reprezentujące 3 złożone charaktery. Łączy je jedno - chęć posiadania partnera. Podczas pewnego babskiego wieczoru kobiety marzą o tym jednym. Wymieniają się poglądami jaki ma być i jak ma wyglądać. Nie wiedzą, że ściągają na siebie zło:) I właśnie w tym momencie do miasteczka przeprowadza się ekscentryczny Daryl. Wszyscy podejrzewają, że jest w nim coś innego, co przyciąga a jednocześnie przeraża. Kobiety wdają się w przedziwny związek z Darylem (tak wszystkie 3 naraz). Wynikną z tego same kłopoty. Nie jest to film wysokich lotów, jednakże z pewnością wart jest obejrzenia. Jest to opowieść o magii, szaleństwie i pożądaniu. Warto zerknąć:)

9.07.2011

"Wczesne sprawy Poirota" A. Christie

"...najwyższy czas przystrzyc wąsy, a potem nałożyć pomadę."

Kto nie zna Herkulesa Poirot? Ja znam i uwielbiam, oj uwielbiam. Uroczy uśmiech, charakterystyczny podkręcony wąs i bystry umysł. Pedant, modniś i osoba bardzo wrażliwa na sztukę i kulturę. To właśnie Poirot w całej krasie. On, jak nikt, potrafi wykryć sprawcę i to w zupełnie zdumiewający sposób. Wczuwa się w każdą powierzoną mu sprawę i węszy, obserwuje i lekko się uśmiecha. Nie sposób nie uśmiechać się razem z nim.

Książka "Wczesne sprawy Poirota" to niezwykły zbiór, krótkich acz intrygujących zbrodni, których finał za każdym razem okazuje się zaskakujący. Detektyw ma jedną zasadę. Nie ujawnia swoich podejrzeń, kiedy nie ma 100% pewności, co do mordercy. Zbiera wtedy wszystkich podejrzanych i niczym w teatrze przedstawia swój spektakl. Nigdy się nie myli. Oj nie, nie on!

Zachęcam także do oglądania filmów poświęconych przygodom Herkulesa Poirot. Trzymają w napięciu, aż do samego końca.

Polecam!

Za egzemplarz dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

"Żółte sznurowadła" Joanna Belzyt

Autorka książki "Żółte sznurowadła" jest z wykształcenia pedagogiem z wieloma osiągnięciami na swoim koncie. Jednak po jej książce wnioskuje, że sprawdza się także w roli pisarki. Bohaterka powieści Iza, dziwnym zbiegiem okoliczności jest także pedagogiem a dodatkowo pisuje felietony i opowiadania do czasopism.

Ma kochającego chłopaka, cudowną mamę i wszystko w jej życiu zaczyna układać się po jej myśli. Do czasu. Pewnego dnia okazuje się, że jej Tomek ma raka. Dziewczyna jest załamana i w ułamku sekundy wali jej się świat. Postanawiają walczyć i ani myślą o porażce. Jednocześnie Iza zaczyna śnić o małym chłopcu, który staje się świadkiem brutalnego morderstwa matki. Spisuje to wszystko w formie opowiadania i przesyła znanemu redaktorowi. Z czasem zauważa, że żyje podwójnym życiem. Tym ze snu oraz tym szarym, realnym, okrutnym. A może sen okaże się rzeczywistością? I co wspólnego z całą sprawą mają żółte sznurowadła?

Książka ma w sobie to coś. Historia walki z chorobą Tomka, przeplatają się z felietonami o zagubionym chłopcu. Emocje jakie towarzyszą Izie, udzieliły się także i mnie. Starałam się postawić na jej miejscu i myślałam, jak ja bym postąpiła. Niestety dla dziewczyny los nie okaże się łaskawy. "Żółte sznurowadła" mówią o nadziei, o miłości ale też wierze w ludzi. O tym, jak ciężka choroba może zmienić człowieka. Płakałam i śmiałam się razem z bohaterami. Książka głęboko wbiła mi się w pamięć i serce. Jest prawdziwa i przez to okrutna. Polecam.

Za egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Radwan

9.06.2011

Plan dnia na jednej fotografii part II

Połowa dnia za mną. Zrealizowaliśmy już muzeum kinematografii, a nawet znaleźliśmy tam kota i trochę z nim pobawiliśmy. Muszę przyznać, że mamy do nich szczęście. Gdzie nie idziemy tam się jakiś przypałęta (poniżej fotka, przepraszam za jakość, zdjęcie robione było aparatem). Czas zabrać się za realizację planu na drugą część dnia. A jak Wam mija dzień?

9.05.2011

"Ela-Sanela" Katarzyna Pranić


Jestem tuż po lekturze tej niepozornej książki. Cóż mogę powiedzieć... jest to jedna z niewielu ( a może nawet pierwsza) książka, która wywołała u mnie wzruszenie. Poznajemy w niej historię 12-letniej Saneli, adoptowanej dziewczynki mieszkającej ze straszą panią, którą nazywa babcią. Sanela przypomina dziewczynki w swoim wieku, jest ciekawska, pełna życia i przeżywa rozterki jak każda nastolatka. Jedyną różnicą jest to, że nie zna ani swojego pochodzenia ani swoich rodziców. To jednakże niedługo się zmieni i sprawi, że życie dziewczynki nabierze barw. A co z tym wspólnego ma pewien tajemniczy kot?

Bardzooooooooo ciepła opowieść. Uczucia między Sanelą a babcią były takie dojrzałe, nierozerwalne. Ich dom przepełniony jest troską i bezpieczeństwem. Mimo tak młodego wieku, Sanela jest nad wyraz inteligentnym dzieckiem, może nawet zaryzykuje stwierdzenie, że mądrym życiowo. Zaczytuje się w "Małym Księciu" i jako jedyna z klasy rozumie jego przesłanie -
"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu".

Co też los przyniesie Saneli? Czy rozwikła się zagadka z przeszłości? Czym jest świadomość przynależności do innej kultury? Na wszystkie pytania odpowie Wam ta książka. Mądre i ponadczasowe przesłania ujęte w bardzo prostych słowach. Zarówno babcia jak i Sanela potrafiły cieszyć się drobnostkami, sensem życia były dla nich wspólne rozmowy czy też kontakt z innymi ludźmi. Nie mogę Wam zdradzić za dużo. To jest lektura obowiązkowa!

"Ela-Sanela" otrzymała nagrodę w II Konkursie Literackim im. A . Lindgren. A spójrzcie tylko na okładkę? Jest wymowna i nierozerwalnie łączy się z treścią:) Książkę oceniałam z perspektywy 23-latki, ale uważam, że chyba target to wiek 12-16;) Polecam!


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu STENTOR
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...